pierwszy_poruszyciel
24.02.12, 21:29
www.telegraph.co.uk/health/healthnews/9103839/Scotland-Yard-launches-investigation-into-doctors-who-agreed-to-illegal-abortions-of-baby-girls.html
[dla nieznających angielskiego - w skrócie: dziennikarze zrobili prowokację, trzech lekarzy zgodziło się wykonać aborcję ze względu na płeć dziecka, Scotland Yard prowadzi dochodzenie, wielkie oburzenie zapanowało że jak to tak]
Takie coś przeczytałam dzisiaj. No i za nic nie rozumiem - skąd to oburzenie? dlaczego decyzja o aborcji 'bo urodzi się dziewczynka' jest bardziej szokująca od decyzji 'bo mam zaplanowane wakacje życia', 'bo dostałam awans w pracy', 'bo pan z ktorym spałam nie jest dobrym materiałem na ojca', 'bo być może urodzi się chore', 'bo tak'?
Wybaczcie moją ignorację, ale na prawdę nie łapie - to w końcu zlepek komórek czy człowiek? To przeszkadzających w karierze/chorych nie trzeba bronić a dziewczynek tak?
Jak się pewnie domyślacie, zwolenniczką aborcji w ogóle nie jestem. Więc nie pojmuje z założenia. Ale chciałabym się dowiedzieć jak to można uargumentować. A może ematki popierające aborcję też nie rozumieją? I uważają że ktoś robi z igły widły bo to powód dobry jak każdy inny?