morwanna
11.03.12, 05:32
Budowę domu zaczęliśmy cztery lata temu, mieliśmy teoretycznie całą sumę potrzebną do wybudowania i wykończenia budynku. Niestety, kilka nietrafionych inwestycji, utrata pracy i życie z puli pieniędzy odłożonych na budowę sprawiły, że budowa stanęła na stanie surowym zamkniętym, zdołaliśmy jeszcze zrobić elektrykę, podbitkę na zewnątrz i zostaliśmy na zero. Ponieważ kasy już nie było, ja nie pracowałam (maleńkie dziecko) mąż dopiero znalazł pracę po utracie naszej firmy, zmuszeni byliśmy zamieszkać w niewykończonym domu. I trwa to już trzy lata. Jestem już bardzo zmęczona tą sytuacją, bez łazienki, bez ogrzewania, pali się w piecyku na węgiel, wszędzie sadza. Mąż jest gościem w domu, bardzo dużo pracuje. Mimo to wystarcza zaledwie na skromne życie (pomimo,że nie mamy żadnych długów) mnóstwo pieniędzy pochłania wiecznie psujący się samochód. Perspektywy na wykończenie choćby dołu nie ma żadnej, fakt, nawet jak ja wrócę za dwa miesiące do pracy nie odłożymy potrzebnej sumy, tzn. może i by się odłożyło, ale jakim kosztem?? A nie jesteśmy już najmłodsi, mąż kończy w tym roku 56 lat, ja jestem 23 lata młodsza. Dziecko rośnie, chciałabym,żeby miał wreszcie godziwe warunki. W związku z tym wymyślilśmy dwie opcje - zamieszkać na kilka lat u teściowej -mielibyśmy do dyspozycji pokój na piętrze, blisko jest przedszkole, teściowa i mieszkająca "po sąsiedzku" siostra męża zajęłyby się odprowadzaniem i odbieranie dziecka, ja pracowałabym wówczas na dwa etaty, mąż tak jak do tej pory,na trzy. Minus tej opcji- nie znosimy się z teściową, ona nie przepada za swoim wnukiem, a w takiej sytuacji dziecko przebywałoby głównie z nią ,poza tym ciasnota, wspólne korzystanie z kuchni i łazienki - będą awantury na bank. Szkoda mi poza tym dziecka, nie widywałoby tygodniami rodziców. Opcja druga- sprzedajemy dom i kupujemy gospodarstwo do remontu, w naszej okolicy jest ich sporo, za naprawdę niewielkie pieniądze. Trochę może by zostało,starczyłoby na samochód, który nie pożerałby tyle pieniędzy. I tak myślę, co lepsze?? Nie uśmiecha mi się ciułanie do końca życia na wykończenie chałupy, oszczędzanie na wszystkim, żadnych przyjemności i wakacji ,bo dom. Jak myślicie??