rozowy_krolik
12.03.12, 10:28
Witam wszystkie emamy.
Od wielu lat mam problem moją mamą. Nasze relacje układają się super, dopóki nie pojawi się temat mojej religijności. Od zawsze w domu był przymus chodzenia do kościoła. Wychowaniem religijnym tego nie można nazwać, to był po prostu fanatyzm. Pamiętam z dzieciństwa sytuacje, które by mogły każdemu obrzydzić kościół na całe życie.
Dziś mamy z siostrą ponad 30 lat, swoje rodziny i niezbyt żarliwy stosunek do wiary, ale mama nadal nie potrafi odpuścić. Ostatnio siostra powiedziała mi, że nie chce jej się jeździć do rodziców, bo każda niedziela czy święto kręci się tylko wokół tego kto kiedy pójdzie do kościoła, co kończy się awanturą.
Próbowałam porozmawiać z mamą i wytłumaczyć jej, że na wychowywanie nas jest już za późno i żeby zaakceptowała nasze wybory życiowe. Skończyło się tym, że się popłakała, jakie to ona ma niedobre dzieci, że nie warto było nam tyle w życiu pomagać i że wcale nie musi się z nami widywać w święta.
Oczywiście czuję się po tej rozmowie okropnie winna, bo prawdą jest, że wszystko jej zawdzięczam.
Boli mnie natomiast bardzo kiedy mówi, że inni mają lepsze dzieci, którym się tak w głowach nie poprzewracało jak nam. Nic nie jest ważne, ani że mamy szczęśliwe rodziny, ani że właśnie urodziłam dziecko po latach leczenia niepłodności. Za niechodzenie do kościoła skreśla nas całkowicie.
Ręce opadają.
Doradźcie proszę, jak z nią rozmawiać. Może powinnam schować zasady do kieszeni i chodzić do kościoła żeby nie wywoływać konfliktów?
Może ktoś miał podobną sytuację w domu?