A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków"

16.03.12, 23:20
Widzicie kogoś, kto leży na ulicy. Pomagacie? Podchodzicie i pytacie, czy dobrze się czują i nie potrzebują pomocy?

Ja podchodzę.
O dziwo, nawet najbardziej zapruty koleś w sytuacji, gdy pytam "przepraszam, czy pan sie dobrze czuje? czy potrzebuje pan pomocy? czy mam zadzwonić na pogotowie?" w takiej sytuacji zawstydzony dziękuje za pomoc i mówi, że takiej pomocy nie potrzebuje...

a podchodzę, bo znam sytuację, gdzie człowiek upadł na ulicy i nikt mu nie pomógł, bo ludzie myśleli, że to pijak

a gościu zawał właśnie przechodził
a poniewaz nikt mu nie pomogł - to umarł...
smutna taka znieczulica wśród ludzi
    • cherry.coke Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:23
      Dawno nie widzialam kogos lezacego na ulicy, musze przyznac.
      W poprzednim miejscu zamieszkania trafiala sie taka pani z wozkiem dzieciecym (bez dziecka, z klamotami), glownie pollezala na murkach i schodkach... Pytac nie pytalam, ale z reguly patrzylam, czy nie wyglada na niezywa.
      • kanga_roo Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:38
        ale to jak najbardziej typowe myślenie, i typowy opór, mówil nam ratownik medyczny na kursie pierwszej pomocy. no i rzeczywiście, przyznał, że najczęściej taki leżący to osoba pod wpływem. na szczeście podawał nam schematy postepowania w sytuacji, kiedy kogoś takiego zobaczymy, więc wiem teraz, że nie muszę się rzucać od razu do rękoczynów, żeby sprawdzić, czy osoba wymaga pomocy, czy nie. no i pamietajcie: jesli nie możecie/nie chcecie pomóc inaczej, zadzwońcie zwyczajnie na nr alarmowy, zgłoście. dotyczy to nie tylko "pijaków", ale wszelkich wypadków, które zdarzy wam się zobaczyć.
    • estelka1 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:36
      Mieszkam w małej miejscowości, gdzie ludzi zna się z widzenia. Gdy widzę jakiego "znajomego" misia śpiącego snem sprawiedliwego na ławce, trawie itd. to reaguję tzn. wzywam policję, żeby go zabrali wtedy kiedy jest zimno albo śpi na wznak i może się zadławić. Jak śpi sobie bezpiecznie, to go na ogół zostawiam. Oczywiście po sprawdzeniu, czy oddycha. Jeśli mam do czynienia z leżącym zwłaszcza starszym człowiekiem, którego nie znam z niechlubnych wyczynów, z automatu wzywam pogotowie. Jeśli widzę zataczającego się pijaczka, to z reguły nie reaguję. No chyba że jest zimno a on ma duże problemy z równowagą. Nieznajomych pytam, czy potrzebują pomocy
      • marcik.f Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:53
        parę lat temu to było... Koło Netto podszedł do mnie Pan i poprosił o wezwanie pogotowia, bo źle się czuje. Równie dobrze mógł wyglądać na bezdomnego pijaczka lub na osobę straszna zaniedbaną. Zadzwoniłam na 999. Powiedziałam, że jakis Pan prosił o wezwanie pogotowia pod Netto na takiej i takiej ulicy. I co usłyszałam? Całą litanię pytań. A po co? A dlaczego? Co się stało? Kim ów Pan jest? Babeczka opowiedziała mi jak to bezdomni fundują sobie darmowe utrzymanie w szpitalu, tzn. wikt i opierunek. Ale, generalnie, co mnie to obchodzi? Poprosił PAn i spełniłam jego prośbę. Rozmowa została zakończona moim stwierdzeniem, że nie mam pojęcia kto to jest, nie wygląda na pijusa i poprosił o karetkę, bo źle się czuje. W rezultacie nie wiem czy przyjechali, czy zbagatelizowali. Przykre.
    • sueellen Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:51
      Raz mi się zdarzyło, że zauważyłam kogoś dosłownie kontem oka jadąc samochodem. Leżał na skwerku w małym miasteczku niedaleko drogi. Przejechalam, bo zanim do mnie dotarlo, ze ktoś może potrzebowac pomocy już byłam kawałek dalej, a nie było gdzie zawrócić. Zadzwoniłam jednak na pogotowie. Przyjmujący zgłoszenie wypytywał dlaczego się nie zatrzymalam, chciał bym podała nr telefonu. Telefonu nie znałam bo dopiero przyjechalam do polski i kupiłam nową karte, a nie miałam nawet jak sprawdzic numeru prowadząc. Po skwerku chodzili ludzie ale nie widzialam by ktos się zatrzymal przy leżącym.

      Sadziłam, że dobrze robię dzwoniąc na pogoowie, jednak oskarżycielski ton głosu przyjmującego zgłoszenie sprawił, że potem w ogole żałowałam, że zadzwoniłam.
    • sadosia75 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 16.03.12, 23:54
      Zatrzymuję się. nawet jeśli to pijany człowiek to zasługuje na to, żeby zaoferować mu pomoc.
      • sarah_black38 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:14
        Jakiś czas temu siedziałam na przystanku czekając na autobus i w odległości może 30 cm od moich nóg upadł facet. Aż zadudniło , uderzył o ziemię tyłem głowy. Poderwałam się , chciałam zadzwonić po karetkę, bo człowiek był chyba przez chwilę nieprzytomny. Ludzie wokół nie reagowali. Okazało się ,że ten mężczyzna był pijany, bo po chwili podszedł do niego jego kolega tez mocno zawiany ... zaczął ciągać tego leżącego za ubrania chcąc go podnieść i postawić na nogi . Powiedziałam do starszego pana siedzącego na ławce ,że w takim razie zadzwonię na policję niech się nimi zajmą. Wtedy ten drugi , nieco trzeźwiejszy puścił mi wiąchę w stylu ,, niech się pańcia nie w.........la w nie swoje sprawy" . panowie alko wstali, objęli się w pół i poszli ...
      • anetapzn Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:17
        sadosia75 napisała:

        > Zatrzymuję się. nawet jeśli to pijany człowiek to zasługuje na to, żeby zaofero
        > wać mu pomoc.
        >

        Dokładnie tak. Każda z nas może kiedyś potrzebowac pomocy.
    • chomiczkami Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:13
      Ja podchodzę. Co prawda często się brzydzę potrząsnąć, dotknąć, więc szukam reklamówki - czasem mam przy sobie woreczki na psie odchody - i dopiero wtedy zabieram się do prób kontaktu. Człowiekowi czasem puszczają zwieracze, gdy traci przytomność, jest to nieesteczne, ale moje poczucie estetyki nie może decydować o czyimś życiu.

      Kiedyś pewnego pana do porządku doprowadził mój pies, który zaczął ziać delikwentowi nad nosem, gdy ja dzwoniłam po pogotowie. Zazwyczaj dzwonię właśnie po pogotowie, chociaż raz po wykręceniu 112 przyjechała też z jakiegoś powodu policja.

      Problem w tym, że mam wrażenie, że zawracam pogotowiu d**ę, podczas gdy ktoś może właśnie w tej chwili rodzić/pić domestos/zjadać kreta/schodzić na zawał lub udar/wpadać w śpiączkę cukrzycową. I odzywa się we mnie bardzo brzydka myśl - a może po prostu zostawić pijusa? Ale z drugiej strony - czy pijus nie może mieć cukrzycy/zawału itd.? I może akurat ma?

      Raz trafił mi się taki, co nie oddychał. Na szczęście (?) nie miałam nic pod ręką, żeby wykonać jakąś konkretną resuscytację oddechową, więc ograniczyłam się do masażu serca - i szybko zaskoczył. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Oczywiście delikwent był mocno pod wpływem - ten nieprzytomny, nie dzwoniący wink.

      Bardzo mnie zszokowało, ile osób można znaleźć w parku wieczorem. Dopóki nie chodziłam z psem na spacery, nie widziałam tylu obalonych ludzi.

      Jedno mnie zszokowało. Tego "zatrzymanego" człowieka znalazłam w Parku Wilsona, w biały dzień, w weekend. Dookoła dzieci i rodzice, młodzież, no po prostu pełen park ludzi. I nikt się nie zainteresował, nie trącił butem chociażby. W sumie też miałam ochotę olać i nie tracić pół godziny z życia (skoro na tych wszystkich leżących ludzi w sumie jeszcze żaden nie był trzeźwy... to o czymś świadczy) na śmierdzącego menela, który do tego się najnormalniej zsikał - no ale jednak podeszłam. I dzięki temu jakiś menel może w spokoju nadal pić denaturat. Lajf...
      • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:22
        Pijacy zazwyczaj pomocy nie chcą.
    • guderianka Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:24
      Zależy od sytuacji. Raz gdy byłam z małym dzieciem i obawiałam się, że pan mógl zaliczyć zgon-zadzwoniłam po policję. Drugi raz gdy córa była starsza zostawiłam ją na placu zabaw i podeszłam do lezącego-nie tracąc jednak jej z oka. Trochę byłam wystraszona bo facet miał rany, ślady krwi i odór alkoholu, piane na ustach ale na szczęscie okazało się, ze jest w porządku -zaczął opowiadac o swojej zonie i chwalić mnie że taka dobra pani jestem, po chwili podszedł jego kolega i sie nim zajął. Pan nie chciał karetki, otrzeźwiał na pytanie czy potrzebuje bym wezwala policję (był daleko od domu)
    • nabakier Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:28
      Podchodzę. Trzeba podchodzić, nawet do zarzyganego pijaka czy narkomana, bo mógł się zakrztusić wymiocinami lub zasłabnąć. Pijak czy narkoman też człowiek.
      Nota bene, nie udzielenie pomocy potrzebującemu jest karalne- także "zasłabniętemu" z własnej winy.
    • edelstein Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:30
      Raz w zyciu mialam kontakt z lezacym pijanym(jakos tu ich nie widuje,ukrywaja sie?)ten moj kontakt polegal na tym,ze w ciemnej uliczce na niego nadepnelam i uslyszalam spod nog (glucha,ciemna noc byla)“Swinie nie ludzie,po czlowieku depcza jak ten spac chce“tongue_out zawalu prawie dostalam jatongue_out
    • monika3411 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 10:49
      Kilka dni temu widziałam jak kobieta zaproponowała pomoc niewidomemu. Została przez niego wyzwana i odepchnięta tak, że prawie się przewróciła.
    • arkanna Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 11:22
      zdarzylo mi sie kilka razy podejsc i zobaczyc czy wszystko w porzadku. Z reguly byli pijani i smacznie spali. Kilka razy tez przeszlam obojetnie . znieczulica z mojej strony ale zwalam to na ilosc takich osob na moim osiedlu ( lata 90) Teraz bardzo rzadko widuje osoby lezace na ziemi. Nawet nie jestem sobie w stanie przypomiec kiedy ostatnio kogos widzialam.
      • kajmanik Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 11:52
        zależy. do lumpa się nawet nie zblizę ale kiedy widzę słaniającą się staruszkę to z reguły pytam czy nie potrzebuje pomocy. co do wzywania pogotowia do pijaków i narkomanów to kiedyś od znajomego ratownika usłyszałam ze wyjazd do pijaka czy lumpa moze równać sie śmierci kogoś naprawdę chorego bo dla niego już pomocy zabraknie. smutne ale prawdziwe.
        • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 11:55
          a jeśli Twojego prywatnego męża, który zasłabnie na ulicy ktoś weźmie za lumpa?
          i z tego powodu facet umrze?
          • kajmanik Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:00
            dobre dobre! brak argumentów, nadmierna empatia czy osobiste złę doświadczenia? bo normalnego człowieka drugi normalny człowek umie właściwie ocenić.
            • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:02
              No sorry, ale ja do ćpuna tez pogotowia nie będę wzywała.
              • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:09
                a jak ten ktos byl w barze, wypil malego drinka a cos mu dosypali do niego?
                juz nie jest wart pomocy?

                a gdyby to bylo Twoje dziecko?
              • nabakier Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:26
                Czemu?
            • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:08
              nie odbieraj tego osobiscie, nie mialam zamiaru Cię atakowac - po prostu jestem ciekawa, jakie obierasz kryterium (garnitur? ale przeciezdo wyjscia do sklepu garniaka nie zalozysz; wygląd? no ale przeciez starsi panowie tez moga miec poorane twarze i w normalnych ciuchach wygladac jak potencjalny pijak; mlody wiek? a skad wiesz, czy przycpany, czy wlasnie wylewu do mozgu nie dostaje?)

              po prostu znam przypadek, gdy do faceta, który zasłabł nikt nie podszedł, bo ludzie mysleli, ze facet pijany

              a facet na zawał schodził właśnie...

              dlatego pytam
              • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:11
                Raz ćpuna widziałam, ewidentnego ćpuna, który prosił o wezwanie karetki.
                Ty wezwałabyś?
                • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:13
                  tak
                  • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:14
                    Widzisz - ja nie.
                    • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:17
                      a jakby to było Twoje dziecko?
                      nie wiesz, jak się dzieciakowi losy potoczą a narkomania dotyka też dzieci z dobrych domów - dużo nie trzeba

                      nie odmówiłabym pomocy szczególnie dzieciakowi, który o taką pomoc prosi, nawet jak przyćpany (moze czuje, że przedawkował i ta pomoc to dla niego żyć albo nie żyć?)
                      • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:23
                        Nie lubię patrzeć przez pryzmat, że to mogłoby być moje dziecko.
                        Mnie to już ominął ten etap.
                        Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że są bardziej potrzebujący.
                        • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:25
                          nie wiem, kto może byc bardziej potrzebujący od potencjalnie umierającego człowieka...
                          • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:28
                            Narkomanów mam tam, gdzie oni sami mieli swoje zdrowie/życia, poprzez naćpanie się.

                            Moim zdaniem bardziej potrzebujący jest staruszek, który właśnie ma zawał.
                            • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:29
                              a skad wiesz, ze on sam przycpal a nie jemu dosypano do napoju w knajpie?
                              zdarza sie przeciez...
                              • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:32
                                Nie rozpatruję tego w takiej kategorii.
                                Znajoma miała narkomana na stanie, widziałam, co przechodziła przez jego ćpanie, a młodym nastolatkiem był. Przedawkował.
                                Widząc co robił najbliższym przez ćpanie - nie wezwałabym pogotowia.
                                • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:34
                                  i uwazasz, ze taki gest to akt milosierdzia w stosunku do bliskich?

                                  nie lepiej wylapac i pod sciane?

                                  no nie wiem...

                                  nie obraz sie katus, ale strasznie nie podobaja mi sie Twoje poglądy
                                  • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:42
                                    Ja się do pewnego poziomu ludzi nie zniżę. Tzn. do poziomu ludzi, dla których rozwiązaniem problemu byłaby eksterminacja pewnych jednostek.
                                    Mam uraz do narkomanów, i ciesze się, że moje dziecko to szczęsliwie ominęło.
                                    • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:46
                                      katus, dopoki czlowiek zycia nie skonczy, nie wie, co go w zyciu ominęlo a co nie
                                      a we wszekie -izmy można wpasć na każdym etapie życia
                                      • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:49
                                        Prawda. Można się zgodzić.
                                        Ale wiem, i dziękuję za to wszystkim, że moje dziecko ma takie samo zdanie jak ja.
                                        • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:52
                                          nigdy nie mów nigdy wink

                                          chociaż życzę Ci z calego serca, żeby rzeczywiscie nigdy nic takiego nie spotkalo Twojego dzieciaka
                                          • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:55
                                            Moje dziecko jest już dorosłe, i ma pewny światopogląd już wyrobiony.
                                            I mam taki wewnętrzny spokój.
                                            Może inne zdanie bym miała na temat narkomanów, gdyby nie bliskie poznanie jednego z nich, który ćpać zaczął wcześnie, bo już w wieku lat 14, a matce zrobił piekło. Prawda jest taka, że po jego śmierci odetchnęła.
                                            • katus118 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 13:27
                                              Wtedy pogotowia nie wezwałam.
                                              Z pełną świadomością.
                                              Teraz nie wiem, jakbym się zachowała.
                        • nabakier Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:27
                          a ten mniej potrzebujący to z definicji pomocy już nie potrzebuje? Co to za myślenie?
        • asia_i_p Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 14:58
          Z drugiej strony, ktoś cierpiący na potworne naciśnienie, będzie miał czerwoną twarz i będzie się zataczał; cukrzyk zapadający w śpiączkę z hieperglikemii może mieć podobny alkoholowy zapach oddechu jak pijak; ktoś, kto dostał udaru może stracić kontrolę nad funkcjami fizjologicznymi - i każdy z nich może wyglądać jak lump, do którego strach się zbliżyć.
          Zakładam, że dyspozytor potrafi mnie poprowadzić tak, że sprawdzę, czy karetka jest potrzebna.
    • iuscogens Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:16
      Zazwyczaj tak, ale wstyd przyznać, że kiedyś zdarzyło mi się nie podchodzić, nie tyle z obojętności, co ze wstydu/głupoty? Sama nie wiem, ogólnie teraz podchodzę, za to moj mąz reaguje zawsze, raz zobaczył małe dziecko szwendające się po kampusie UW, podszedl, zacząl się pytać co i jak, zaczął szukać policji, po 10 minutach z jednego z wydziałow wypadła mamusia z awanturą, że pedofil dziecko zaczepił.
      Raz w galerii handlowej przewrócił się człowiek, ochrona odmówiła pomocy i jeszcze mieli do niego pretensje, że reaguje, bo pijany. Facet był owszem pijany, ale miał atak padaczki. Raz czekał godzinę na mrozie z pijanym człowiekiem, aż przyjedze straż miejska, usłyszał (od strażników), że jest naiwniakiem m głowę zawraca, bo to przecież pijak.
      • yenna_m Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:20
        lubie takich ludzi smile smile smile
        • iuscogens Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 12:27
          Nie da się ukryć, że ja też tongue_out
    • rosapulchra-0 Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 13:47
      Może ze trzy razy miałam taką sytuację, że widziałam kogoś leżącego na ulicy. Za każdym razem dzwoniłam na policję i pogotowie. Zdaję sobie sprawę, że sama bym nie pomogła i wezwanie odpowiednich służb jest wg mnie najlepszym w tej sytuacji rozwiązaniem.
    • asia_i_p Re: A propos pomagania, zasłabnięć, "pijaków" 17.03.12, 14:52
      Podchodzę i pytam, chyba że sytuacja jest ewidentna, to znaczy facet ma przy sobie całe gospodarstwo w reklamówkach i głowę na jednej z nich i drzemie sobie w cieniu. Albo leży wyciągnięty na ławce z plecakiem pod głową i wyraźnie odsypia nocne zakuwanie. Bo w tej sytucji wyobrażam sobie, że cholery bym dostała, gdyby mnie każdy przechodzień budził.

      Ale leżących na ulicy zaczepiam i widzę, że inni zaczepiają. Pamiętam, jak raz minęłam nie zaczepiając, z przyczyn, których nie będę doprecyzowywać. Wpadłam do domu, usunęłam przyczynę pośpiechu i wypadłam z powrotem - facet leżał może o 5 minut drogi od mojego domu i naprawdę dość wyraźnie wyglądał na pijanego. Mimo to, kiedy wróciłam, na miejscu był już wóz straży miejskiej i strażniczka rozmawiała z facetem siedzącym na krawężniku - ktoś już zdążył wezwać.
      Był czas, że znieczulica rosła, ale teraz, mam wrażenie, zmniejsza się.
Pełna wersja