jestem do niczego...

21.03.12, 17:36
Założyłam nowego nicka, bo wstydzę sie pisać pod starym. Nie jestem trolem, chociaż pewnie znajdzie sie ktoś kto mi to zarzuci. Nie wiem czemu tutaj piszę, może niepotrzebnie, ale chce to z siebie wyrzucić. Moje życie jest beznadziejne, nigdy nie było tak źle, nigdy nie byłam tak biedna jak jestem teraz. Od kilkunastu miesięcy szukam pracy i nic. Mam wyższe wykształcenie, ale praktycznie zero doświadczenia zawodowego i nie mogę znaleźć pracy. Zawsze coś jest nie tak, zawsze ktoś jest lepszy ode mnie. Mam prawie 30 lat i pracowałam tylko kilka miesięcy. Tak mi sie życie ułożyło że nie musiałam szukać pracy, miałam dobrą sytuację finansową. Prawie całe swoje dorosłe życie miałam swoje pieniądze (nikt mnie nie utrzymywał), mimo to iż nie pracowałam. Miałam "coś" co dawało mi dochód. Kiedyś myślałam że to coś jest moim wybawieniem, bo mogłam nie pracować, studiowałam, wychowywałam dziecko, a kasa była. Teraz myślę że to coś było przekleństwem, bo wpadłam w pułapkę, a teraz okazało się że nie mam doświadczenia i nikt nie chce mnie zatrudnić. Szukam bardzo intensywnie, wysyłam całe mnóstwo CV, jak tylko jest okazja chodze na rozmowy, jestem zarejestrowana w UP, ale nic nie znajduję. Chodzę wszędzie, nawet do sklepu, do sprzątania, jako niania, ale zawsze zatrudniany jest ktoś inny. Mam wyższe wykształcenie, ale tylko licencjat, bo na mgr nie było już pieniędzy. To mnie bardzo ogranicza, w wielu miejscach moje kwalifikacje są zbyt wąskie. Poza tym nie znam języków, nie mam prawo jazdy. Szukam pracy, wysyłam CV, a potem wpadam w straszny dół, bo mijają tygodnie i miesiące, a ja nie dostaje odpowiedzi. Wykańcza mnie to psychicznie, czuje się okropnie - do niczego sie nie nadaje, nic nie umiem, jestem zerem. Poza tym jestem ciągle zestresowana, nie śpię po nocach, cały czas płaczę, nie mam poczucia bezpieczeństwa. Mój mąż pracuje, ale zarabia bardzo mało. Jest kierowcą, pracuje na czarno, nie ma ubezpieczenia. Ciągle sie boje o niego, ze coś mu sie stanie, na drodze itd. Nawet nie jestem w stanie określić ile zarabia, bo dostaje dniówki(!), a pracuje różnie - ok.15-20 dni w miesiącu po 12h. Kiedyś policzyłam ile zarobił w danym miesiącu, wyszło mniej więcej 1600 zł, ale każdy miesiąc jest inny. Te pieniądze starczają nam tylko na rachunki i jedzenie. I to tak na styk. Nie daj Boże wypadnie jakaś choroba albo dodatkowe wydatki. Pół roku temu ułamałam kawałek zęba, ale nie byłam u dentysty bo nie mam za co. Nie wspominam już o jakiś ekstra wydatkach, już nie pamiętam kiedy sobie coś kupiłam, nawet w ciucholandzie. Bo ja oglądam każdą złotówkę 10 razy zanim ją wydam.Kiedyś zapisywałam wszystkie wydatki, myślałam że może gdzieś uda sie zaoszczędzić, ale to wszystko idzie naprawdę tylko na rachunki i jedzenie. Teraz idzie wiosna, muszę kupić dziecku buty a nie mam za co. Aha, od razu uprzedzam pytania - tak mamy internet, ale płacimy za niego mało, poza tym w tamtym roku obniżyliśmy bardzo rachunki i jakoś sobie radziliśmy , ale teraz jest coraz gorzej. Wszystkie pieniądze idą na rachunki - prawie 1000 zł. Czasami coś wypadnie i nie mamy za co zapłacić 1 rachunku, to jest później katastrofa bo musimy za miesiąc płacić 2 razy wiecej, a nam jest trudno zgromadzić większą kwotę. Mąż czasami za cały dzień pracy przynosi 50-60 zł. W lutym było tak że mąż mało pracował, więc mało zarobił. Nie zapłaciliśmy kilku rachunków. Dziś zablokowali mi telefon. Codziennie proszę męża aby zmienił prace, ale on czesto odbija piłeczkę i mówi: "to Ty też idz do pracy". Tylko że ja chce, staram sie, a on moim zdaniem za słabo. Mimo iż mówi że też chce pracować gdzieś indziej, lepiej zarabiać.
Robimy małe zakupy żywnościowe, teraz mam w lodówce ser żółty, masło i pasztet. No i chleb też mam. Nigdy nie wiem co czeka mnie jutro. Nie mamy kompletnie żadnych oszczędności. Myślałam nawet o tym żeby iść do Mopsu, postarać się o jakąś pomoc, choćby zasiłek na dziecko, ale się wstydzę. Poza tym tam trzeba wykazać dochody, a mój mąż przecież pracuje na czarno, więc oficjalnie dochodów nie mamy. No to jak to wykazać? Jak to wytłumaczyć? Zresztą najgorsze jest teraz to uczucie że do niczego sie nie nadaje. To jest straszne, to mnie przytłacza. Wstaje z łóżka tylko dlatego, że musze odebrać dziecko ze szkoły. Poza tym prawie nie wychodzę z domu. Nie chce mi sie żyć. Chodzę na terapię, ale niewiele mi to daje. Terapia nie sprawia że przestaje być smutna, nie pomaga przestać płakać, nie sprawia że nie myślę o śmierci. Nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać. Nasi rodzice wiedzą o naszej sytuacji, czasami nam pomagają, ale nie mogą za dużo. Zresztą ja już nie chce. Chce w końcu stanąć na własne nogi, ale nie umiem, nie potrafię...
    • empirical Re: jestem do niczego... 21.03.12, 17:47
      Co sie stalo z tym zrodlem dochodu jaki mialas wczesniej?
    • panna.sarabella Re: jestem do niczego... 21.03.12, 18:18
      możesz starać się np. o dodatek mieszkaniowy. Nie wiem jak jest tam gdzie ty mieszkasz, ale u nas jest tak, ze jeśli nie ma się stałej pracy, to pisze się oświadczenie że z pracy dorywczej są takie i takie dochody. I tyle. Przysługiwałby ci pewnie zasiłek na dziecko, dodatek mieszkaniowy (płaciliby ci część czynszu - nie czynszu za wynajem od kogoś ale czynszu jaki płacisz w spółdzielni), możliwe że także stypendium szkolne (o ile dziecko już do szkoły chodzi). Musisz podpytać, koniecznie. Nie wstydź się iść po pomoc, to ci ułatwi trochę życie.
      W końcu staniesz kiedyś na nogi.

      POWODZENIA smile
    • shellerka Re: jestem do niczego... 21.03.12, 18:25
      a co się stało z "tym czymś" ?smile
    • ahnesa.m Re: jestem do niczego... 21.03.12, 19:07
      próbowałaś się zająć "drobiazgami"? zostać konsultantką kosmetyczną, wypełniać ankiety przez internet, szukać zleceń (np zlecenia.przez.net)? nie mówię, żeby tak na życie zarabiać, tylko samoocenę sobie poprawić (coś cały czas robić).
      • iskra_nadziei Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 19:20
        moje sytuacji.
        Tez miałam dochód ze źródła X: sprzedałam domek po babci i żyłam z odsetek przez cala młodość. Nie brakowało mi na nic. Urodziłam dziecko po liceumsmile Skończyłam studia magistra, zaczęłam drugie, udzielałam się charytatywnie, nabierałam doświadczenia, by moc pracować w swoje branży. Teraz (mam 27 lat) nie jestem w stanie znaleźć pracy, mimo doświadczenia w kilku punktach. Na szczęście nie wydalam calej sumy i nadal zyje jak zylamsmile, tylko ze teraz chciałabym w koncu pracować i zarabiać! Mamy jakis zastój na rynku! Chudzę na rozmowy-jutro, byla, wczoraj, czekam na odpowiedzi z zeszłego tyg. i nic. Kandydatów jest masa. Nie-sposób sie przebić, ciągle przegrywam tą walkę, ale walcze dalejsad

        Zaproszono mnie dzis na rozmowę i rekruterka spóźnia się do mnie pół godziny, jest w tym samym budynku.. Zrobiła tą rozmowę na odwal sie, a ja pytam, po cholerę mnie na nią zapraszała??
        • montechristo4 Re: Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 19:27
          napisałaś, że nie masz szans nawet na sprzątanie lub opiekę nad dzieckiem? dlaczego? masa ludzi potrzebuje i opiekunek i pań do sprzątania, to naprawdę jest dobry rynek pracy.
          Poza tym napisz, ile płacisz za internet. Co to znaczy mało? Skoro każdą złotówkę oglądasz 10 razy, to wydatek kilkudziesięciu złotych na net to poważna kwota w twoim budżecie.
          • iskra_nadziei Re: Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 19:50
            Dzięki internetowi szuka pracy, internet to teraz okno na świat. Przestańmy być wieśniakami z szopy i realnie spójrzmy na sytuacje.
            Poza tym internet, zwłaszcza wolny, kosztuje grosze!
          • an_99 Re: Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 20:06
            ale przecież internet to nie jest żadna fanaberia, jeśli szuka się pracy, to jest po prostu niezbędny! nie wspominając już o tym, że przez net można sobie dorabiać. naprawdę uważasz, że autorka powinna z tego zrezygnować? pomyśl, zanim coś napiszesz;/
            • niepozbierana_pani Re: Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 23:27
              Za internet płacimy mało z lokalnej sieci. Jest wolny, dlatego tani. Nie chce tutaj wyliczać ile dokładnie za co płacę. Jest nam naprawdę ciężko, a nie posiadamy żadnych dodatkowych wydatków, tylko podstawowe rzeczy. Nie mamy niczego na raty, mamy jeden stary telewizor i ledwo działający komputer. Jedyne z czego jestem zadowolona to że nie mamy kredytu, że mogliśmy kiedyś kupić mieszkanie. Ale to było dawno i był to raczej wynik przypadku, taki szczęśliwy traf. Gdybyśmy mieli jeszcze kredyt to już do garnka nie byłoby co włożyć.
              Jeśli chodzi o to moje dziwne źródło dochodu i co się z nim stało - po prostu sie skończyło. Nie miało być ono na zawsze, wiedziałam o tym, ale nigdy w życiu nie sądziłam że nie bede mogła później zdobyć pracy. Żadnej. I to jest właśnie najgorsze, bo czuje się jak śmieć, że nawet do sprzątania sie nie nadaje. Bo to nie jest kwestia tego że nie chce isc do takiej pracy lub jako niania. Wręcz przeciwnie, często chodzę na takie rozmowy. Wiem że byłaby to praca na czarno, bez umowy, bez ubezpieczenia, ale jednak chęć zarobku jest najważniejsza. i co? I nico, bo nikt mnie nie chce zatrudnić nawet do takiej pracy. Najgorszy w tym wszystkim jest strach, brak poczucia bezpieczeństwa. Mam 50 zł w portfelu i nie wiem co dalej. Cały czas sie martwię - rachunkami, dodatkowymi wydatkami, tym co będziemy za 2 dni jeść na obiad sad
              Czy ktoś wie jak to wygląda w MOPsie? O co pytają i przede wszystkim czy można mówić o pracy męża na czarno, czy nie mówić o niej wcale? Nie mam pojęcia czego sie spodziewać, ale może chociaż postaram sie o zasiłek rodzinny, to jest chyba 91 zł na dziecko miesięcznie. Dla nas to sporo. Tylko boję się tam pójść, żeby nie wyszły z tego jakieś gorsze kłopoty sad
              • lafiorka2 Re: Twój post jest łudząco podobny do 21.03.12, 23:55
                niepozbierana_pani napisała:

                > Czy ktoś wie jak to wygląda w MOPsie? O co pytają i przede wszystkim czy można
                > mówić o pracy męża na czarno, czy nie mówić o niej wcale? Nie mam pojęcia czego
                > sie spodziewać, ale może chociaż postaram sie o zasiłek rodzinny, to jest chyb
                > a 91 zł na dziecko miesięcznie. Dla nas to sporo. Tylko boję się tam pójść, żeb
                > y nie wyszły z tego jakieś gorsze kłopoty sad


                Kurczę nie pamietam dokłądnie.Ja tylko byłam raz kiedyś po rodzinne.
                Nie mów raczej,że mąż zarabia"na czarno"Czyli co? oboje jesteście bez pracy legalnej tak?
                Tam chyba idziesz i dostajesz wniosek do wypisania,potem idziesz do US po jakiś papierek też.Będzie w nim ile zarobiliście w zeszłym roku czy jakoś tak.A potem czekasz na decyzję.
    • lafiorka2 Re: jestem do niczego... 21.03.12, 23:48
      Myślałam nawet o tym żeby iść do Mopsu, postarać się o jakąś pomoc, choćby zasiłek na dziecko, ale się wstydzę.


      Nie wstydź się.idź....to właśnie dla takich jak Ty jest MOPS
      Powodzenia.
      Postaraj sie o zaasiłek rodzinny,może jeszcze o jakiś zasiłek wychowawczy.Zależy ile dziecko ma lat.A może jeszcze coś.A może dodatek mieszkaniowy sobie załatwisz też?Korzystaj ,bo możeszsmile
      Pozdrawiam
      • zajola Re: jestem do niczego... 21.03.12, 23:58
        Nie miej oporów- pytaj wszystkich możliwych znanych Ci ludzi o prace. Tych bliższych i tych dalszych. Przełam się to jest czasami bardzo trudne ale naprawde to ludzie ludziom pomagają nie kto inny. Opowiadaj o swoim problemie. Wiem ,że teraz jesteś załamana i wydaje Ci eis że wszystko jest do duszy i nie ma światełka w tunelu ale to się zmieni. Uwierz. Musisz jeszcze trochę bardziej działać. I nie wiązać nadziei z każdym złożonym CV tylko iść dalej, skladac następne. Jeśli interesuje Cie jakakolwiek para w tym momencie nawet opieka nad dzieckiem, rozwieszaj sama ogłoszenia, na slupach , koło przedszkoli, żłobków gdziekolwiek. "Pukaj do wszystkich drzwi" przechodzisz koło kwiaciarni zapytaj, koło warzywniaka -zapytaj, przełam się.
        Nie wstydź się pójść iść do MOPS- chociaż zatrudnianie i praca na czarno podlegają karze ale nie MOPS-u to sprawa. MOPS jest od pomocy więc mów jak jest - oficjalnie Twój mąż nie pracuje i takimi przypadkami tam sie zajmują.
        Przede wszystkim nie myśl ,ze jesteś do niczego. Kazdy ma raz z górki , raz pod nią.Życie niesie niespodzianki o jakich się filozofom nie śniło i na pewno i dla Ciebie ma jasna kartę! Powodzenia.
    • upartamama Re: jestem do niczego... 22.03.12, 07:49
      Potrzebujący tacy jak ty wstydzą się chodzić do MOPSU po pomoc. Korzystają za to Ci, którzy właśnie pracują na czarno za całkiem niezłe pieniądze i jeszcze ciągną z MOPSU bo nie mają udokumentowanego dochodu. Albo alkoholicy.
      Ale MOPS jest przede wszystkim dla takich ludzi jak wy. Bez nałogów ale naprawdę żyjących w biedzie. WSTYD TO KRAŚĆ. Idź do MOPSU DZISIAJ nie odkładaj tego na później. Może dostaniecie zasiłek stały to jakieś 450 zł. Na dzieci też dają.
    • karolina17w Re: jestem do niczego... 22.03.12, 09:57
      Bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji i przytulam.

      Kiedyś też miałam ciężką sytuację - wiem jak to jest.

      Powinnaś pójść do MOPS'u - oni są po to by pomagać osobom w takiej sytuacji jak Ty. Nie mów, że mąż pracuje na czarno - po prostu powiedz, że obydwoje jesteście bezrobotni. Jesteście zarejestrowani w Urzędzie Pracy? jeśli nie - warto t zrobić, choćby dla ubezpieczenia. Tak jak już ktoś pisał - popytaj po znajomych, daj znać, że szukasz pracy - może coś się trafi. Idź do szkoły - może da się załatwić darmowe obiady i śniadania dla Twojego dziecka?

      I polecam forum pomocne emamy - forum.gazeta.pl/forum/f,615,Pomocne_emamy.html
      Tam możesz poprosić o pomoc, a le trzeba udowodnić swoją trudną sytuację materialną.

      I jeszcze jedno - nie jesteś do niczego! Starasz się, próbujesz i to się liczy!
Pełna wersja