rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci...?

21.03.12, 19:02
Sytuacja sprzed chwili na dworcu: ojciec zjechał po ruchomych schodach z corka na oko pięcioletnią, matka krzyczy z góry, ze ona sama z wózkiem nie da rady. Więc ojciec każe czekać małej na peronie (wlasnie wjezdza pociag), wjeżdża schodami obok, zeby pomoc matce z wózkiem. Dziewczynka sama na peronie zaczyna płakać, nie wie, co sie dzieje, pocieszaja ja obcy ludzie, ze rodzice zaraz wrócą i faktycznie, wracają - na widok córki we lzach zaczynaja sie drzec "czego Ty ryczysz??? Dawno w dupę nie dostalas??". Normalnie miałam łzy w oczach. Jak można być tak okrutnym wobec własnego dziecka?? sad
    • t-com Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 19:11
      no tragedia
      a potem sie dziwimi ze jest reakcja lancuchowa i ta 5-cio latka tez tak bedzie kiedys moze swoje dzieci traktowac
      sad nie rozumie dlaczego wokolo jest tyle nerwow, zniecierpliwienia w stosunku do dzieci
      po prostu zal dzieciakow
    • mabingo Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 19:50
      Na płacz dziecka (obojętnie własnego czy cudzego) jestem strasznie uczulona. Miałabym wielką ochotę dać tym rodzicom "w michę" jak mówi Pietrek.
      • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 19:56
        Tez miałam. Żałuje, ze im czegoś nie powiedziałam, ale w takich sytuacjach zawsze refleksja przychodzi mi 3 sekundy za późno.
    • iskra_nadziei Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 19:55
      Straszna historia, nie opowiadaj jej więcej!
    • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 19:58
      Byłaś świadkiem tej sytuacji? To czemu nie zaproponowałaś temu ojcu, że pomożesz jego żonie? Bo ja tak zrobiła.
      • madzioreck Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:04
        Rosa, ale problem nie leży w tym, jak rozwiązali sytuację z bagażem, tylko jak się odnoszą do własnego dziecka.
        • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:08
          Mam nadzieję, że sytuacja dla nich była zbyt stresująca, żeby byli w stanie opanować nerwy i dziecku w ten sposób nie nagadać. Czasem wystarczy czyjaś pomoc, żeby uniknąć właśnie takich aktów agresji. I nie. Nie usprawiedliwiam tych rodziców.
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:13
            Ale co było dla nich niby takie stresujące? Zjechanie po schodach??
      • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:07
        Byłam, ale to sie wszystko działo za szybko. Ojciec poprosił mała, zeby poczekala i pobiegł na górę, stałam obok dziewczynki i bardziej skupiłam sie na tym, zeby asekurowac w razie gdyby coś jej strzelilo do głowy i ruszyła w stronę nadjeżdżającego pociągu. Dużo ludzi zjeżdżalo schodami, matka mogła poprosić kogokolwiek, zamiast czekać na ojca, to były schody RUCHOME, więc w sumie sama tez mogła zjechać, ale sie bała. A potem wbilo mnie w ziemie i żałuje, ze nic im nie powiedziałam. Głupia stara krowa sie bała zjechać schodami, ale na strach pięcioletniego dziecka zareagowała wrzaskiem - niepojete to dla mnie sad ja nawet niespecjalnie lubię dzieci, ale coś takiego??
        • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:12
          Może właśnie ten strach spowodował w tej głupiej, starej krowie taką agresję do dziecka?
          Pamiętam, że po wyjściu ze szpitala miałam ogromny problem z tymi schodami, z ruchomymi taśmami dla wózków. Nie byłam w stanie na to gó... wejść. Reagowałam paniką i histerią. Skąd wiesz, jak było w przypadku tej matki?
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:16
            Oboje sie na nią dali, matka i ojciec po równo. Nawet. Jesli zestresowani - to dorośli chyba powinni umieć opanować AGRESJĘ w stosunku do małego dziecka? Sytuacja była zwyczajna, ja byłam przekonana, ze jak tylko zjada, to przytula mała i przeprasza, ze ja wystraszyli - no cokolwiek pocieszajacego. A tu wrzask i groźby karalne - wmurowalo mnie w ziemie.
            • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:19
              Masz dzieci?
              • lineczkaa Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 14:17
                rosapulchra-0 napisała:

                > Masz dzieci?

                wiesz... może a1ma to hybryda Nimfy i Mamy Muminka wink
            • gryzelda71 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:21
              Dobrze,że na forum podzieliłaś się obserwacją.Szkoda,że na reakcję w realu nie starczyła no właśnie odwagi,czasu,chęci?
              • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:26
                Zanim mnie odmurowalo wsiedli do pociągu. Może następnym razem będę szybsza.
            • nangaparbat3 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:01
              a1ma napisała:

              > Oboje sie na nią dali, matka i ojciec po równo.

              Byłam parę razy w życiu świadkiem takiej zgodnej napaści obojga rodziców na dziecko. Koszmarne wrażenie.
            • t-com Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 11:28
              a ja sie zgadzam z zalozycielka watku !!! jak nie umieja panowac nad soba t niech dzieci nie maja albo na terapie heya !!!!
              ja sama kiedys na ulicy zwrocilam uwage mamusce co dzieckiem szarpala jak opetana , to oburzona taka ze sama bym od niej w miche dostala !!!
              nie mieszkam teraz w PL choc czesto bywam, i jak sobie porownuje jak tu a jak tam sie ludzie do dzieci odnosza katasrofa !!!!
              To boli ze dorosli ( nie wszyscy ) traktuja dzieci jak cos na czym mozna skupic swoje zle emocje i frustracje .
              SZKODA wielka
              Ktos pisze ze schody wywoluja stres u doroslego !!! a co dopiero u dziecka pomyslal ktos o tym jakie taki babel maly 5 letni sie czuje widzac przed soba duuuuuzzzza zelazna machine , a wariactwo totalne zostawic dziecko samo na peronie ile to potrzeba zeby ktos je popchnal lub samo sie wystraszylo i tragedia gotowa. a ojciec i matka tez mogli kogos poprosic o pomoc z wozkiem na schodach !! !
              za duza jest tolerancja na bledy rodzicow i za duzo nerwow wokolo
              • hanalui Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 16:21
                t-com napisała:
                > Ktos pisze ze schody wywoluja stres u doroslego !!!

                Powiedz ze zartujesz. Rozumiem ze sie mozna nie umiec wgramolic z duzym bagazem, ze zlamana noga, ale stres? surprised?

                a co dopiero u dziecka pomy
                > slal ktos o tym jakie taki babel maly 5 letni sie czuje widzac przed soba duuuu
                > uzzzza zelazna machine , a wariactwo totalne zostawic dziecko samo na peronie

                Bez przesady...no chyba mowisz o dzieciach chowanych w dzungli, na wsiach zabitych dechami, albo o takich co nigdy z rodzicem nie byli w supermarkecie ;D...jak widac i to miejsce do czegos moze byc potrzebne: zeby sie oswoic z ruchomymi schodami big_grin
          • nanuk24 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 21:05
            Ale wybacz, jezeli glupie schody wywoluja stres i strach u doroslych do tego stopnia, ze wlacza im sie agresja, to ja nie wiem, co oni robia dziecku w sytuacjach naprawde stresowych.
            • bye.bye.kitty Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 01:12
              IMO podróż pociągiem z dwojgiem małych dzieci (może pierwsza w życiu?) jest dla niektórych osób bardzo stresujących wydarzeniem.
              Ba! zapakowanie dzieci do tramwaju też.

              BTW ostatnio jechałam z koleżanką i dwojgiem jej małych dzieci pociągiem i naprawdę zmęczyła mnie ta podróż, pilnowanie, wsiadanie, targanie wózka.
              NIe pamiętam takich odczuć z czasu kiedy moje dziecko było małe, ale może po prostu wyparłam ;P?
          • lady-z-gaga Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:11
            rosapulchra-0 napisała:

            > Może właśnie ten strach spowodował w tej głupiej, starej krowie taką agresję do
            > dziecka?

            Wobec tego nalezy się cieszyć, że z tego strachu nie wlała dziecku, albo nie przyłozyła w michę pierwszemu lepszemu człowiekowi, ktory stał obok.

            > Pamiętam, że po wyjściu ze szpitala miałam ogromny problem z tymi schodami, z r
            > uchomymi taśmami dla wózków. Nie byłam w stanie na to gó... wejść. Reagowałam p
            > aniką i histerią. Skąd wiesz, jak było w przypadku tej matki?

            A co ma piernik do wiatraka?
            Miałas problem ze schodami czy z płaczącymi dziecmi? też nie mogłas znieść słabości u innych? Schody wywoływały w Tobie agresję?
            • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:26
              Tępa jesteś?
              Stres potęgujący strach może być źródłem agresji.
        • upartamama Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:03
          sytuacja wyrwana z kontekstu nie wiecie co był przed ruchomymi schodami.
          Wiadomo, że na dziecko nie wolno krzyczeć chociaż każdy miał chwilę słabości.
        • 3-mamuska Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:05
          a1ma napisała:

          > Byłam, ale to sie wszystko działo za szybko. Ojciec poprosił mała, zeby poczeka
          > la i pobiegł na górę, stałam obok dziewczynki i bardziej skupiłam sie na tym, z
          > eby asekurowac w razie gdyby coś jej strzelilo do głowy i ruszyła w stronę nadj
          > eżdżającego pociągu. Dużo ludzi zjeżdżalo schodami, matka mogła poprosić kogoko
          > lwiek, zamiast czekać na ojca, to były schody RUCHOME, więc w sumie sama tez mo
          > gła zjechać, ale sie bała. A potem wbilo mnie w ziemie i żałuje, ze nic im nie
          > powiedziałam. Głupia stara krowa sie bała zjechać schodami, ale na strach pięci
          > oletniego dziecka zareagowała wrzaskiem - niepojete to dla mnie sad ja nawet nie
          > specjalnie lubię dzieci, ale coś takiego??
          >
          No to ja się facetowi nie dziwie ze tak powiedział, poinformował mała ze idzie po mamę miała ich cały czas na widoku i niewidze powodu zeby " ryczec "
          Tak a ty lepiej mówisz od innych miała dzieciaka zwalić ze schodów, tez byś wtedy się nagadala ze głupia krowa nie umie wózka trzymać.

          Ale ja nie ludzie dzieci takich rozmemlanych, i marudzacych o wszystko.
          W klatce ja trzymali ze boi się na chwile być dalej niż metr od rodziców.
          Słowa co prawda niezbyt dobrane, No ale cóż to wcale nie dowodzi nienawiści.

          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:09
            Powtórzę wielkimi literami, bo widzę, ze nie do wszystkich dociera.

            NIE MAM PROBLEMU Z PIECIOLATKA ZOSTAWIONA NA PERONIE NA 30 SEKUND.

            MAM PROBLEM Z DARCIEM SIE NA PIECIOLATKE PRZEZ OBOJE RODZICÓW I STRASZENIEM JEJ KARA FIZYCZNA TYLKO DLATEGO, ZE POLECIAŁY JEJ ŁZY ZE STRACHU.
        • hanalui Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 16:15
          a1ma napisała:

          > Byłam, ale to sie wszystko działo za szybko. Ojciec poprosił mała, zeby poczeka
          > la i pobiegł na górę, stałam obok dziewczynki i bardziej skupiłam sie na tym, z
          > eby asekurowac w razie gdyby coś jej strzelilo do głowy i ruszyła w stronę nadj
          > eżdżającego pociągu.

          Dziewczynka z lekiem separacyjnym bo matka i ojciec byli na gorze raczej nie pobieglaby sie rzucic z rozpaczy pod pociag tylko za rodzicem lub do rodzicow.
          Swoja droga 5 latka nie potrafiaca przez ten szybki jak twierdzisz czas chwile postac majac w zasiegu wzroku rodzica to jakies dziwadlo.
          Mamunia ktora nie potrafi poradzic sobie na ruchomych schodach z wozkiem tez jakies dziwadlo, o braku otwarcia ust o pomoc nie wspomne.
    • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:06
      No i?moj dzieciak tez by dostal opier...ol za ryczenie bez powodu,a ty skoro taka samarytanka jestes moglas matce pomoc z tym wozkiem,by ojciec mogl z dzieckiem zostac.Nienawidze,ale takich panius jak ty,co wszystkie rozumy pozjadaly.
      • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:10
        Albo jesteś głupia, albo podła. Trzeciej opcji nie widzę.
        • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:42
          A ja widze,ale jestes zbyt pusta,by to pojac.Zajmij sie swoim zyciem.
          • aromat_jabola Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:45
            edelstein napisała:

            > A ja widze,ale jestes zbyt pusta,by to pojac.Zajmij sie swoim zyciem.

            Po przecinku dajemy spację, po kropce również.
            • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 15:26
              A co to pismo urzedowe czy post?
      • angazetka Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:19
        Nie kompromituj się, dziewczyno.
        • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:39
          Jak zwykle najwiecej do powiedzenia ma ta co dziecka nie posiada.Zrob sobie,znajdz sie w sytuacji tych ludzi,a potem bedziesz pisac.Tylko nie wiem czy z takim kijem w d...e jaki ty masz ktos cie tknie.
          • kamelia04.08.2007 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:44
            edelstein napisała:

            >ylko nie wiem czy z takim
            > kijem w d...e jaki ty masz ktos cie tknie.


            edelku, przyznaj sie jak było. Gazeta na głowie, do przodu,i zobacz jak wam wyszlo
            tongue_out
            • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 11:57
              No coz,wspolczuje doswiadczen.Slyszalam,ze tak faceci postepuja z potworami,ale nie wierzylam,twoje wspomnienia jednak zmuszaja mnie do zweryfikowania opinii,jednak taki seks istniejetongue_out
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:48
            edelstein napisała:

            > Jak zwykle najwiecej do powiedzenia ma ta co dziecka nie posiada.Zrob sobie,zna
            > jdz sie w sytuacji tych ludzi,a potem bedziesz pisac.Tylko nie wiem czy z takim
            > kijem w d...e jaki ty masz ktos cie tknie.

            Teraz już rozumiem, dlaczego dla Ciebie sytuacja jest normalna.
          • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:37
            Angazetka nie ma dzieci? shock
      • kamelia04.08.2007 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:40
        edelstein napisała:

        > No i?moj dzieciak tez by dostal opier...ol za ryczenie bez powodu,

        jakie ryczenie bez powodu???
        To, że ty powodu nie widzisz i nie może ci sie to w ciasnej głowie pomiscic, to nie znaczy, że powodu nie było.

        Powód był, bo dziecko zostało samo na peronie, a ojciec sobie poszedł. Dziecko nie wiedziało, że ojciec zaraz wróci, zniknął jej z oczu i to był powód jej przerażenia. Kumasz teraz?

        A rodzice, to para buraków, bo z dzieckiem mogła zjechac matka, a z wózkiem z maluchem w srodku mogł zjechac ojciec.
        Matka też idiotka, stara krowa, bo przecież czego tu sie bac? Zjechac po schodach tak cieżko? Stara krowa powinna w dupe dostac, bo kilku schodków sie wystraszyła.
        • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 16:21
          kamelia04.08.2007 napisała:


          > Matka też idiotka, stara krowa, bo przecież czego tu sie bac? Zjechac po schoda
          > ch tak cieżko? Stara krowa powinna w dupe dostac, bo kilku schodków sie wystras
          > zyła.

          Ruchome schody z reguły nie są przystosowane do tego, by zjeżdżać nimi z wózkiem. I mają naklejone stosowne zakazy.

          Matka powinna była udać się do windy (o ile tam była winda), ale najpewniej po prostu oboje rodzice uznali, że to zbyt im wydłuży czas dostania się na peron, więc spróbowali jednak zwieźć ten wózek schodami - żeby szybciej.
    • dziennik-niecodziennik Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:22
      nie przesadzaj.
      aczkolwiek zostawienie dziecka samego na peronie to glupota.
      • 3-mamuska Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:17
        dziennik-niecodziennik napisała:

        > nie przesadzaj.
        > aczkolwiek zostawienie dziecka samego na peronie to glupota.
        No i tu się zgodzę, nie zostawila bym jej samej, chodz nie , corke moja bym mogla zostawil na ta chwile, tym bardziej ze powiedzial po co idzie.
        I moja wiedziala ze ma stac jezdzilismy duzo metrem jak miala 5 lat, I tak nie "ryczala" musiała by ryczec 4 razy dziennie.
    • klubgogo Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:22
      1. Szlag mnie trafiał, gdy nie mogłam przedostać się gdzieś z wózkiem, zwłaszcza, gdy się spieszyłam (np. na pociąg), taka sytuacja jest stresowa.
      2. Szlag by mnie trafił, gdybym to ja miała ciągnąć ten wózek, a nie mąż. Co za mąż, co za głupia baba?
      3. Gdybym była mężem wróciłabym z 5-latką na górę, wymieniła dzieci, nie zostawiłabym 5-latki samej na peronie.
      4. 5-latka dostałaby ochrzan za ryczenie bez powodu.

      To moja wersja.
      • dziennik-niecodziennik Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:29
        podoba mi sie ta wersja wink
      • sandrasj Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:32
        Moi sąsiedzi o 24 w nocy bawią się z dzieckiem (chyba się naczytali że trzeba dziecko zmęczyć żeby spało-tylko nie doczytali do końca) około pół godziny, a kiedy mały zaczyna płakać bo próbują go takiego rozbawionego uśpić to krzyczą rzeczy w stylu: "Zamknij kur** ten ryj!", "Czego ryczysz, chcesz wpie..." Dziecko ma 2 lata.
        Ale to nic... jak miał 4 miesiące i płakał to matka do niego mówiła "Nie drzyj się kur** bo Ci przypier***"
        Rodzina patologiczna z wyglądu nie jest, ona paniusia od urodzenia dziecka siedzi w domu a wokół niej biegają niańka, sprzątaczka i babcia. On ma szemrane jakieś interesy chyba bo już dwa razy go policja szukała...
        Ja się tylko zastanawiam, czy ja takie zachowanie wobec dziecka jako sąsiadka powinnam gdzieś zgłosić?
        • fogito Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:40
          Sandrasj - oczywiście, że powinnaś gdzieś to zgłosić, bo to przemoc psychiczna.

          Co do sytuacji na peronie. Agresja wobec małych dzieci jest tak powszechna w Polsce, że uchodzi niemalże za normę. Niestety widzę często takie przypadki.A z takich obrzucanych obelgami dzieci rosną sfrustrowani dorośli, którzy sobie w życiu nie radzą i znęcają się nad własnymi dziećmi. I tak w koło Macieju.
          Jedyna opcja to reagować zawsze. Ja to robię. I nie wolno się wstydzić. Trzeba bronić dzieci nawet przed ich własnymi rodzicami.

      • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:34
        Czyli dorosły ma prawo sie zestresowac i stracić nad sobą panowanie (wrzask), a dziecko tego prawa nie ma i za płacz ze strachu powinno być ukarane? Osobliwa logika.
        • fogito Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:41
          a1ma napisała:

          > Czyli dorosły ma prawo sie zestresowac i stracić nad sobą panowanie (wrzask), a
          > dziecko tego prawa nie ma i za płacz ze strachu powinno być ukarane? Osobliwa
          > logika.
          >

          Bo dorosłym wolno wszystko a dzieciom nie wolno nic w tym chorym kraju uncertain
        • klubgogo Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 21:16
          Nic takiego nie powiedziałam. Dorosły ma prawo się zestresować. NIe wypowiadałam się na temat wrzasku. Stres można stłumić w sobie, nie trzeba wybuchać, można siarczyście przekląć sobie pod nosem.
          Dorosły nie ma prawa zostawiać dziecka samego na peronie. Dziecko ma prawo się wystraszyć, ale jeśli rodzic powiedział stój tu, idę po mamę i natychmiast wracam, to ryczało bez powodu. Jeśli ojciec tego nie powiedział, był gamoniem.

          W całej tej sytuacji jest wiele wariantów, jakie możnaby zastosować, oceniać, negować. Potępiam krzyk na dziecko, ale to nie znaczy, że toleruję, gdy wyje w sytuacji, gdy nie powinno.
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 21:21
            Nie wyło. Łzy leciały jej ciurkiem, była cicho.
            • nangaparbat3 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:09
              O rany, teraz mnie też chce się ryczeć.
              • czarnaalineczka Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:48
                nie tylko tobie
              • hellulah Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 01:26
                Szkoda (idąc tokiem rozumowania niektórych), że nie masz kogoś, kto by dał tobie ochrzan. Bo to pewnie (idąc tokiem rozumowania niektórych) bardzo dobre i zdrowe dla człowieka. Dostać ochrzan, gdy się człowiek np. boi i płacze.
                • klubgogo Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:47
                  >Dostać ochrzan, gdy się człowiek np. boi i płacze.

                  Wyjasniłam, że ochrzan mozna dac dziecku, gdy wyje BEZ POWODU, a nie jesli się boi. Póki co, nie wiemy, czy w tej sytuacji ojciec uprzedzil dziecko, by stalo spokojnie i czekalo, bo wchodzi po mamę, czy zerwał się nagle i wrócił nic nie mówiąc starszej córce.
                  • turzyca Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:01
                    > Wyjasniłam, że ochrzan mozna dac dziecku, gdy wyje BEZ POWODU, a nie jesli się
                    > boi. Póki co, nie wiemy, czy w tej sytuacji ojciec uprzedzil dziecko, by stalo
                    > spokojnie i czekalo,

                    Jest sie pierwszy raz w obcym miejscu. Rodzice znikaja nagle obydwoje, jak im sie cos tam stanie, jak ich ktos ukradnie? Wokol przechodzi mnostwo obcych ludzi, co bedzie, jak ktorys mnie ukradnie, a nikt nie zauwazy, ze krzycze, rodzice sa przeciez za daleko? Wjezdza pociag - jest bardzo glosno, glosniej niz to odbieraja dorosli, bo uszy i nizej i wrazliwsze, natezenie halasu jest takie, ze az boli.
                    Bez powodu?
              • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:09
                nangaparbat3 napisała:

                > O rany, teraz mnie też chce się ryczeć.

                A W DUPĘ DAWNO NIE DOSTALAS?!?


                Dodalabym wink, bo to oczywiscie nie jest personalnie do Ciebie, gdyby cała sytuacja nie była ani odrobine zabawna.
            • 3-mamuska Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:26
              a1ma napisała:

              > Nie wyło. Łzy leciały jej ciurkiem, była cicho.
              >
              Trzeba było powiedzieć ojcu nie wrzeszcz na dziecko wystarczyło się.
              Ojciec się zdenerwował bo nie widział powodu do płaczu , za dużo powiedzieli to pewne, ale myśle ze często ludzie gadają nie zastanawiają się co tak naprawdę mówi, np. Dostaniesz w dupę a tak naprawdę tego nie zrobią , tylko po co gadają, wystarczyło powiedzieć już dobrze nie płacz jesteśmy już z tobą, lepiej by to zadziałało.
              Ale w polsce ludzie często nie umieją dobrać słów.
              A wystarczy poczytać jak mówić zeby dziecko nas sluchalo.
              • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:29
                W sumie powinnam była zapytać ojca, czy dawno w mordę nie dostał.
                Tak naprawdę przecież bym tego nie zrobiła, to tylko takie gadanie, więc nie ma problemu, nie?
                • 3-mamuska Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:32
                  a1ma napisała:

                  > W sumie powinnam była zapytać ojca, czy dawno w mordę nie dostał.
                  > Tak naprawdę przecież bym tego nie zrobiła, to tylko takie gadanie, więc nie ma
                  > problemu, nie?
                  >
                  Widzę ze ty tez tak ładnie się odzywasz , chcesz zmieniać świat zacznij od siebie.
                  Powiedziałam ze problemem w Polsce jest to ze ludzie złe dobierając słowa , i ty tez jestes tego świetnym przykładem.
                  • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:35
                    Nie mam ambicji zmieniania swiata.
                    Po prostu dziwi mnie i oburza okrucieństwo wobec słabszych.
          • nangaparbat3 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:08
            klubgogo napisała:


            >
            > W całej tej sytuacji jest wiele wariantów, jakie możnaby zastosować, oceniać, n
            > egować. Potępiam krzyk na dziecko, ale to nie znaczy, że toleruję, gdy wyje w s
            > ytuacji, gdy nie powinno.

            Zupełnie nie rozumiem, jak można oceniać, kiedy kilkuletnie dziecko powinno, a kiedy nie powinno ryczeć.

            Już łatwiej mi zrozumieć rodzica, który wrzaskiem zabrania dziecku krzyku, bo go ten krzyk denerwuje - nie pochwalam, ale wydaje mi się to o wiele uczciwsze.
      • slonko1335 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:51
        >5-latka dostałaby ochrzan za ryczenie bez powodu.

        naprawdę uważasz, że pięcioletnie dziecko w takiej sytuacji ryczało bez powodu? o, rany....
        • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:58
          Ryczała, bo sie przestraszyla. Nie zeby coś wymusić - straciła nagle rodziców z oczu, została na peronie pełnym obcych ludzi i sie rozplakala. Nie jakoś histerycznie, widać było, ze ZE STRACHU. Jesli to powód do ukarania dziecka, to polece sloganem - WSPÓŁCZUJE WASZYM DZIECIĄ
        • 3-mamuska Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:42
          slonko1335 napisała:

          > >5-latka dostałaby ochrzan za ryczenie bez powodu.
          >
          > naprawdę uważasz, że pięcioletnie dziecko w takiej sytuacji ryczało bez powodu?
          > o, rany....
          Wiesz ja nie widzę powodu, ojciec jej powiedział idę po mamę , moja 5 latka siedziała czy stała przy schodach lub zostawala na górze jak znosilam wózek i wracalam po nią, ale ona boi się schodzić ze schodów odkąd przy niej spad ze schodów jej 18 miesięczny brat.
          Albo idzie trzymając się kurczowo barierki ale ja cały czas do niej mówię zeby szła pomału trzymała się .Ale boi się tylko tych schodów. Dla mnie nie jest to powodem do płaczu.
          Przecież wie co się dzieje nikt jej nie ucieka.

          Mnie denerwuje jak mówię do dzieci zeby poczekaly , jak gdzieś idziemy a one zamiast stanąć przy drzwiach czy usiąść chodzą za mną i wchodzą pod nogi, a ja chce przygotować wszystko do wyjścia i staram się to zrobić szybko.
          Albo córce przypomniało się coś bardzo ważnego i zamiast się ubierać czy szokować to gada i gada, a czas ucieka. Mam nadzieje ze z tego wyrośnie i nauczy się mówić i ubierać jednocześnie.
          • echtom Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 23:33
            > moja 5 latka siedziała czy stała przy schodach lub zostawala na górze jak znosilam wózek i wracalam po nią

            Moja półtoraroczna czekała na górze schodów w takiej sytuacji.
      • hellulah Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 01:24
        > 4. 5-latka dostałaby ochrzan za ryczenie bez powodu

        To, że ty byś nie widziała tego powodu, nie znaczy jeszcze, że go nie było.

        Krzyczeć na płaczące, przestraszone (tłum ludzi, pisk pociągu - o ile dobrze przeczytałam, rodzice gdzieś daleko) dziecko? No super taktyka. Najlepsza z możliwych. Gratulacje.
    • 18_lipcowa1 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 20:38
      na widok córki we lzach zaczynaja sie drzec "czego Ty ryc
      > zysz??? Dawno w dupę nie dostalas??".


      ja bym sie odezwała jakos
      w takich sytuacjach zawsze reaguję
    • madzioreck Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 21.03.12, 21:47
      ...dla 5-letniego dziecka? Pytanie do tych, co by ochrzaniały za "ryczenie bez powodu"...
      • kropkacom Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 21.03.12, 22:57
        Urwanie nogi? Ręki? wink

        Jeden z koszmarów dzieciństwa to tekst - nie płacz bez powodu. Niestety jako rodzic tez się go nie ustrzegłam. Na szczęście zawsze miałam "obsesję" - robić wszystko tak aby dziecko nie musiało się po próżnicy bać.
        • madzioreck Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 21.03.12, 23:04
          Ja rozumiem, że człowiek nie jest doskonały, i w danej chwili nerwy mogą puścić, ale tu forumki oceniają na zimno, i to mnie właśnie przeraża. o tak, jakby chłop swojej kobiecie płaczącej przy PS albo z innego "nieważnego" powodu powiedział "chyba dawno nie oberwałaś"... ciekawe, która ematka by zdzierżyła.
          • madzioreck Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 21.03.12, 23:04
            swojej kobiecie płaczącej przy PMS - pół klawy chodzi jak chce wink
          • kropkacom Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 21.03.12, 23:06
            Mam wrażenie, że jako rodzice dajemy sobie ogromny margines na bycie niedoskonałym. Jako współmałżonkowie znacznie mniejszy...
            • czarnaalineczka Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 22.03.12, 00:06
              bo na malym i zaleznym latwiej sie wyzyc
              • czarnaalineczka Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 22.03.12, 00:07
                nawet najbardziej wpieniony czlowiek raczej nie idzie sie wyrzyc na stojacym nieopodal dresie z bajsbolemtongue_out
          • nangaparbat3 Re: Jaki jest odpowiedni powód do płaczu 22.03.12, 03:49
            madzioreck napisała:

            > tak, jakby ch
            > łop swojej kobiecie płaczącej przy PS albo z innego "nieważnego" powodu powiedz
            > iał "chyba dawno nie oberwałaś"... ciekawe, która ematka by zdzierżyła.

            Właśnie. Zawsze mnie zdumiewa, że domagamy się od dzieci znoszenia traktowania, na jakie wobec dorosłych nigdy byśmy się nie zgodzili.
    • jowita771 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 22:47
      Miałam kiedyś piętnastoletnią podopieczną, która twierdziła, że matka jej nie kocha. Myślałam, że dziewczyna przesadza, ale jak zobaczyłam ich powitanie, to zrobiło mi się słabo - dziewczyna wybiegła matce na spotkanie i przytuliła się do niej, a matka po krótkiej chwili zdjęła jej ręce z szyi z bardzo niemiłym wyrazem twarzy, miałam wrażenie, że się brzydzi. To było bardzo przykre.
    • nabakier Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:29
      Powiedzcie, że to, o czym na tym forum od wczoraj czytam, to nieprawda. Getta, pięciolatki którym nie wolno płakać. Przerasta mnie...
      • czarnaalineczka Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:51
        ja po tych "pomylkach" policji to zupelnie rozbita jestem dzisiaj
      • madzioreck Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 21.03.12, 23:54
        Też nie ogarniam sad
    • bye.bye.kitty ojejciu Re: rodzice, k 22.03.12, 01:08
      to faktycznie bardzo dziecku pomogłaś zalewając się łzami.

      A może trzeba było zaoferować im w tej logistyce jakąś sensowną pomoc? Zaproponować popilnowanie małej lub wspólne targanie wózka?
      • nangaparbat3 ojejciu Re: rodzice, k 22.03.12, 03:59
        bye.bye.kitty napisała:

        > to faktycznie bardzo dziecku pomogłaś zalewając się łzami.
        Pomogła im. Pilnowała, żeby dziecko nie zblizyło się do torów, na które własnie wjeżdżał pociąg.


        > A może trzeba było zaoferować im w tej logistyce jakąś sensowną pomoc? Zapropon
        > ować popilnowanie małej lub wspólne targanie wózka?

        Daj spokój.
        • bye.bye.kitty ojejciu Re: rodzice, k 22.03.12, 04:07
          nie dam spokoju. akurat to mnie dziś konkretnie irytuje, "osłupienie" w obliczu sytuacji.

          tak, w późniejszych postach okazało się, że założycielka wątku pomogła. OK. Cofam swoje ojejciu.

          W zgiełku dworca czy jakiś innych hektycznych momentach ludzie często reagują jak idioci, np drąc się na bogu ducha winne dzieci, frustracja spotęgowana hałasem i pośpiechem. Współczuję opieprzonej dziewczynce, współczuję też szarpiącej się z wózkiem matce, która czuje się jak niezdarna krowa i reaguje nieadekwatnie.

          • nangaparbat3 ojejciu Re: rodzice, k 22.03.12, 06:58
            To niech nieadekwatnie krzyczy na pierwszego z brzegu dorosłego, który jej nie pomógł, a nie na dziecko.
            Wspólne wyżywanie się rodziców na dziecku w stresującej sytuacji jest jednym z najgorszych rodzicielskich zachowań jakie mogę sobie wyobrazić. Od tego jest ich dwoje dorosłych, by gdy jedno zachowuje sie nieadekwatnie, drugie hamowało. Zastanow się, jak ci dwoje traktują dziecko w razie stresu w domu, kiedy nie bedą przez nikogo widziani? Mogę im współczuć, biedni pokiereszowani ludzie nieradzący sobie z emocjami, ale nie mogę pojąć siedzących za monitorem pań orzekających, kiedy dziecku "należy się" zbiorowa napaść.
            • bye.bye.kitty ojejciu Re: rodzice, k 23.03.12, 01:40
              myślę, że paradoksalnie w domu może być lepiej - przy ludziach wstydzą się, że sobie nie radzą albo nawet tego, że dziecko płacze.
              Osoby, które czują się niekompetentne rodzicielsko bardziej się spinają przy ludziach, tylko w dziwny sposób, w taki, żeby dziecko "dobrze wypadło" a nie oni sami. czyli np nie płakało. Takie mam obserwacje, może przeinterpretowane.

              a co do płakania - cóż, dzieci płaczą z dziwnych powodów, dorośli też. Ale dzieci zazwyczaj czyni się odpowiedzialnymi za emocjonalny stan rodziców -
              "przestań płakać bo to mnie denerwuje" albo innych ludzi "przestań się drzeć bo pan się patrzy", dorosłemu zazwyczaj nikt płakać nie zabrania.
              Tym rodzicom też zabraniano "drzeć japy", tak myślę.

              przepraszam, rozpisałam się trochę chaotycznie smile
              • nangaparbat3 ojejciu Re: rodzice, k 23.03.12, 19:55
                NIe ma za co przepraszać, świetna uwaga - dzieci czyni się odpowiedzialnymi za emocjonalny stan rodziców. Niestety.
    • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:21
      a1ma napisała:

      > Sytuacja sprzed chwili na dworcu: ojciec zjechał po ruchomych schodach z corka
      > na oko pięcioletnią, matka krzyczy z góry, ze ona sama z wózkiem nie da rady. W
      > ięc ojciec każe czekać małej na peronie (wlasnie wjezdza pociag), wjeżdża schod
      > ami obok, zeby pomoc matce z wózkiem. Dziewczynka sama na peronie zaczyna płaka
      > ć, nie wie, co sie dzieje
      , pocieszaja ja obcy ludzie, ze rodzice zaraz wrócą i
      > faktycznie, wracają - na widok córki we lzach zaczynaja sie drzec "czego Ty ryc
      > zysz??? Dawno w dupę nie dostalas??". Normalnie miałam łzy w oczach. Jak można
      > być tak okrutnym wobec własnego dziecka?? sad

      Może i przegięli, ale dlaczego to 5-letnia dziewczynka miałaby nie wiedzieć, co się dzieje, skoro widzi i słyszy?

      Widzi, że matka została na górze, słyszy, że sama nie da rady z wózkiem, słyszy, że ojciec każe jej czekać, widzi, że ojciec jedzie z powrotem na górę pomóc matce.

      Ma stać i czekać jak jej kazali, a nie urządzać widowiskowe wycie. Doskonale wie, że rodzice są paręnaście metrów od niej i za chwilę będą przy niej.

      Moim zdaniem: mała urządziła demostrację, a rodzice kontr.
      • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:25
        Nie widziała. Została za zakretem schodów, ojciec rzucił tylko "strój tu" i poleciał na górę, matki w ogóle nie widziała przez tlum ludzi na schodach. Pociąg już wyjeżdżał na peron, było dość tłoczno i ona została sama w tym tłumie obcych ludzi.
        • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:50
          a1ma napisała:

          > Nie widziała. Została za zakretem schodów, ojciec rzucił tylko "strój tu" i pol
          > eciał na górę, matki w ogóle nie widziała przez tlum ludzi na schodach. Pociąg
          > już wyjeżdżał na peron, było dość tłoczno i ona została sama w tym tłumie obcyc
          > h ludzi.

          No błagam cię, rodzice przyjechali na ten dworzec osobno?
          Moim zdaniem cała rodzina przyjechała razem i razem omawiali kwestię logistyki.
          O ile dziewczynka nie była niewidoma, niesłysząca lub opóźniona umysłowo, to od 5-letniego dziecka można już oczekiwać włączenia się do pomocy rodzicom (na miarę sił 5-letniego dziecka) i podstawowej zdolności kojarzenia.

          A na pewno tego, że przez krótką chwilę może zostać samo, bo rodzice w tym czasie coś.

          Kilkadziesiąt lat temu tacy rodzice pod opieką 5-letnich dzieci zostawiali (na chwilę) ich młodsze rodzeństwo.
          I oczekiwali, że taki 5-latek 3- czy 2-latka albo roczniaka upilnuje. Przez chwilę.

          Też zostawiało się torby czy bagaże pod opieką takiego 5-latka. "Stój tu i popilnuj, a ja idę kupić bilet". I do hali dworca i w kolejkę.

          A teraz 5-latka traktować należy jak roczniaka niemalże.
          Przy takim podejściu ludzkość zamiast się rozwijać raczej będzie się cofać.

          22-letnia kobieta to nie dorosła kobieta, żona i matka (100 lat temu bywałaby już matką kilkorga dzieci i gospodynią "pełną gębą"), tylko młodziuteńka dziewczyna, która sobie może nie poradzić, jeśli się jej "już" przydarzy dziecko, a małżeństwo w tym wieku to już przedwczesne.

          Faktycznie ludzie będą musieli dłużej żyć, skoro 22-latka obecnie jest na etapie rozwoju 12-latki sprzed 150 lat.
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:57
            Nic. Nie omawiali. Ojciec zjechał z nią pierwszy, matka zaczęła krzyczeć z góry, ze ona sama nie zjedzie. Wiesz, mnie tez sie wydawało, ze jaki problem, ale dziewczynka sie przestraszyla - no ok, rodzice mogli tego nie przewidzieć, mogli oczekiwać, ze poczeka na nich 30 sekund spokojnie. Ale jak już zobaczyli, ze płacze, to chyba normalnym byłoby ja przytulić i uspokoić, prawda? Nawet ja, obca osoba, miałam taki odruch, zeby mała jakoś pocieszyć, a co dopiero rodzice. Podjęli decyzje jaka podjęli, normalna w sumie i o to sie nie czepiam (chociaż wobec tego pociągu ja by, miała obawy), zszokowala mnie ich późniejsza reakcja.
            • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:04
              a1ma napisała:

              > Nic. Nie omawiali.

              Towarzyszyłaś im w drodze na dworzec?

              • madzioreck Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 20:01
                A myślisz, że w drodze na dworzec omawiali: mamusia nie zjedzie sama z bagażami, więc wydrze papę z góry, że tatuś ma ponią wjechać, a córcia czekać na dole?
                Jak już nie wiadomo, do czego się dopiepr.zyć, to się takie pytania zadaje.
          • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 16:01
            bezpocztyonline, słusznie prawisz!
          • madzioreck Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 20:05
            > Kilkadziesiąt lat temu tacy rodzice pod opieką 5-letnich dzieci zostawiali (na
            > chwilę) ich młodsze rodzeństwo.
            > I oczekiwali, że taki 5-latek 3- czy 2-latka albo roczniaka upilnuje. Przez chw
            > ilę.
            >
            > Też zostawiało się torby czy bagaże pod opieką takiego 5-latka. "Stój tu i popi
            > lnuj, a ja idę kupić bilet". I do hali dworca i w kolejkę.
            >
            > A teraz 5-latka traktować należy jak roczniaka niemalże.
            > Przy takim podejściu ludzkość zamiast się rozwijać raczej będzie się cofać.
            >
            > 22-letnia kobieta to nie dorosła kobieta, żona i matka (100 lat temu bywałaby j
            > uż matką kilkorga dzieci i gospodynią "pełną gębą"), tylko młodziuteńka dziewcz
            > yna, która sobie może nie poradzić, jeśli się jej "już" przydarzy dziecko, a m
            > ałżeństwo w tym wieku to już przedwczesne.
            >
            > Faktycznie ludzie będą musieli dłużej żyć, skoro 22-latka obecnie jest na etapi
            > e rozwoju 12-latki sprzed 150 lat.

            No to wróć do tych szlachetnych tradycji, jeszcze o oraniu pola dziećmi zapomniałaś.
        • edelstein Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:57
          Taa najpierw prosil,teraz rozkazywal,ciekawe ile razy zmienisz wersje,by dostac aplauz od ematek.Biedulko nie zdazylas zareagowac,zanim ojciec wjechal i zjechal z matka w tym tlumie minelo sporo czasu,a ty nadal nie bylas w stanie ust otworzyc.Cos czuje,ze podkoloryzowalas fakty,a czego nie widzialas to sobie dopowiedzialas.
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:00
            Zanim wjechał i zjechał nic sie nie wydarzyło. Gdyby po zjechaniu normalnie pocieszyl płacach dziecko - w ogóle nie byłoby o czym gadać. Do kogo i co niby miałam mówić, jak ci rodzice byli na schodach?
            • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:03
              PŁACZĄCE dziecko. Słownik mi żyje własnym życiem.
          • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:02
            I gdzie niby napisałam, ze najpierw prosił? W poście założycielskim uzylam słowa "kazał".
            • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:07
              a1ma napisała:

              > I gdzie niby napisałam, ze najpierw prosił? W poście założycielskim uzylam słow
              > a "kazał".

              No i prawidłowo. Dziecka pięcioletniego się nie prosi, tylko się wydaje mu polecenia. Możliwe do spełnienia. Przez setki tysięcy lat tak to funkcjonowało. Dzięki temu ludzkość nadal trwa.
              • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:17
                A czy ktoś twierdzi inaczej?
                Zrozumiałas w ogóle sens mojego postu powyżej?
              • nabakier Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:36
                patrz, a ja dzieci zdecydowanie częściej proszę, niż im "każę'. I moi rodzice tak postępowali w stosunku do mnie i mojego brata. I jakoś wychowali nas na ludzi.
                • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:21
                  nabakier napisała:

                  > patrz, a ja dzieci zdecydowanie częściej proszę, niż im "każę'.

                  Tak, najlepiej formułuj ugrzecznione petycje do małego dziecka. Dziecko ma wiedzieć konkretnie, czego rodzic od niego oczekuje. I dla własnego bezpieczeństwa się stosować.

                  Prosić dziecko można o coś, co nie ma znaczenia w kwestii jego bezpieczeństwa oraz zdrowia.

                  Jeśli widzisz, że dziecko dorwało jakiś niebezpieczny dla niego przyrząd (choćby i nóż w ręku dwulatka), to nie formułujesz długich i usilnych próśb, tylko nakazujesz "oddaj to!". Krótko i treściwie. (A rozważania, skąd to się wzięło w zasięgu ręki małego dziecka można odłożyć na później.)

                  Dziecko w tym wieku musi mieć jasny komunikat, bo jeśli dojdzie do wniosku, że może posłuchać prośby, ale może jej też nie posłuchać - to skutki mogą być opłakane.

                  Na dziecko wdrapujące się na regał prędzej krzyknę "Złaź! Natychmiast!", niż będę formułować uprzejme prośby o wyświadczenie mi tej łaski i zrezygnowanie z dalszego wdrapywania się.
          • rosapulchra-0 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 16:04
            Mam identyczne wrażenie, edelstein. Chyba autorka wątku za dużo tych kredek użyła uncertain
      • klubgogo Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:54
        Wreszcie jakiś normalny głos w sprawie.
    • azile.oli Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:51
      Moim zdaniem, to za daleko idący wniosek, że ci rodzice nienawidzą tego dziecka.
      Wogóle po jednym razie trudno powiedzieć, jakie tam są w rodzinie stosunki. Owszem, mądry rodzic wie, czy może zostawić na chwilę dziecko na peronie, czy zaleje się ono łzami.
      Powinien był zabrać córeczkę , a nie potem na nią krzyczeć.
      Ale, czy jeśli komuś w pewnej sytuacji puszczą n erwy i krzyknie na dziecko/męża/żonę to oznacza, że tej osoby nienawidzi? Jak ktoś tak postępuje stale, to owszem, znaczy, że nad sobą nie panuje, że nie umie postępowa z dzieckiem, że je krzywdzi - ale wcale nie znaczy, że nienawidzi.
    • malila Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 08:56
      Jedyne, czego nie można odmówić tym ludziom, to konsekwencja. Uznali, że można zostawić pięciolatkę samą na peronie, blisko przejeżdżającego pociągu, w tłumie ludzi i konsekwentnie opierdzielili ją za to, że to ją przeraziło. Konsekwentnie nie przejęli się ani jej bezpieczeństwem fizycznym, ani emocjonalnym.
    • lejla81 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:46
      Sorry, ale nie mieści mi się w głowie, jak można 5-latkę zostawić samą na peronie. I nie należę do przewrażliwionych matek, co z dziecka oka nie spuszczają. I nie pojmuję też podejścia, że na dziecko płaczące bez powodu się wrzeszczy. Zresztą tu wyraźny powód był. Powrzeszczeć to można ewentualnie w sklepie jak chce pięćsetnego cukierka.
      Ale odkąd słyszałam mamusię wyzywającą kilkulatkę od "jeb...ych suk" to już chyba nic mnie nie zdziwi.
      • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 09:56
        lejla81 napisała:

        > Sorry, ale nie mieści mi się w głowie, jak można 5-latkę zostawić samą na peron
        > ie.

        Nawet nie zostawili jej samej na peronie.

        Ojciec wjechał schodami na górę, i zaraz zjechał razem z matką.
        Byli zapewne w odległości z kilkunastu - do dwudziestu kilku metrów.
        I w zasięgu wzroku.

        Kilkadziesiąt lat temu inaczej by sobie trudno było poradzić.

        Z tobołami, z łapaniem taksówki, z kupowaniem biletów. "Stój, dziecko, i popilnuj, a ja zaraz wrócę." I się przenosiło toboły po trochę. A dziecko stało grzecznie i pilnowało reszty.
        • jowita771 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:21
          Przecież założycielka wątku napisała, że rodzice zniknęli małej z oczu, poza tym ojciec nie powiedział jaj, że zaraz wróci, tylko, że ma zostać. Może pomyślała, że ją zostawił? To takie dziwne, że dziecko w takie sytuacji się wystraszyło? Trochę empatii, nie potraficie sobie wyobrazić, co czuło dziecko idąc z ojcem, matka gdzieś zniknęła. Nagle ojciec każe jej zostać na miejscu i rusza w przeciwnym kierunku. Jest hałas, na peron wjeżdża pociąg, jest pełno ludzi, którzy biegną obok, a dziecko ma twarz na wysokości ich tyłków i jest samo. Nie darło się, nie zrobiło histerii, tylko cicho płakało. Dziecko pięcioletnie to nie jest dorosły człowiek i nie musi umieć radzić sobie z taką sytuacją.
          • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:10
            jowita771 napisał:

            > Przecież założycielka wątku napisała, że rodzice zniknęli małej z oczu

            A te ruchome schody to z jakimś zakrętem są?

            Mama stała na szczycie schodów, a dziewczynka zaraz na dole.


            > poza tym ojciec nie powiedział jaj, że zaraz wróci, tylko, że ma zostać. Może pomyślał
            > a, że ją zostawił?

            Jeśli jest opóźniona w rozwoju umysłowym, to możliwe.
            Ale wtedy by chyba jej jednak nie zostawiali tak, a na pewno nie krzyczeli.

            > To takie dziwne, że dziecko w takie sytuacji się wystraszyło?

            Tak, dla mnie tak.

            > Trochę empatii, nie potraficie sobie wyobrazić, co czuło dziecko idąc z ojcem, matka gdzieś
            > zniknęła.

            Ojciec zniknął (bo poszedł na schody jadące na górę), matka nadal stoi na górze schodów jadących w dół.

            > Nagle ojciec każe jej zostać na miejscu i rusza w przeciwnym kierunku. Jest hałas, na
            > peron wjeżdża pociąg, jest pełno ludzi, którzy biegną obok, a dziecko ma twarz na
            > wysokości ich tyłków i jest samo. Nie darło się, nie zrobiło histerii, tylko cicho płakało.
            > Dziecko pięcioletnie to nie jest dorosły człowiek i nie musi umieć radzić sobie z taką
            > sytuacją.

            Dziecko pięcioletnie nie ma sobie "radzić z sytuacją", tylko robić, co każą rodzice.
            I wiedzieć, że jak ich będzie słuchać, to wszystko będzie OK.

            100 tys. lat temu rodzice nie brali ze sobą 5-letnich do polowań na mamuty, tylko kazali im czekać - tu w tym miejscu (najczęściej pewnie w jakiejś jaskini).

            Jesteśmy wszyscy potomkami tylko tych ówczesnych dzieci 5-letnich, które grzecznie i cicho czekały, jak im kazano, a nie "radziły" czy "nie radziły" sobie z sytuacją.
            Te, które sobie "radziły" czy "nie radziły" kończyły w paszczy wilka czy innego niedźwiedzia.

            Pewnie z tamtych czasów pochodzą te bajki o trzech świnkach, trzech kózkach etc., co to miały nakazane siedzieć grzecznie w domu i nikomu nie otwierać pd żadnym pretekstem, dopóki mama nie wróci. I ile razy dały się nabrać (= nie posłuchały mamy), tyle razy kończyły w paszczy wilka.

            Gdyby dziecko cicho płakało (łzy po twarzy), to nie ustawiłby się natychmiast wianuszek osób do pocieszania dziecka. Musiała płakać dość widowiskowo.
            • lejla81 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 12:48
              Wiesz, są miejsca mniej i bardziej bezpieczne. Peron, na który wjeżdża pociąg, wydaje mi się zdecydowanie mniej bezpiecznym.
              W przeciwieństwie do znanych dziecku miejsc, (gdzie nie ma obcych ludzi, ani ogromnych maszyn) jak dom, czy jaskinia (skoro mówimy o dzieciach prehistorycznych wink). Ja mam 30 lat, a pociąg wjeżdżający na stację wciąż budzi we mnie pewien niepokój. Nie dziwię się, że wystraszył 5-letnie dziecko.
            • jowita771 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:10
              > Jesteśmy wszyscy potomkami tylko tych ówczesnych dzieci 5-letnich, które
              > grzecznie i cicho czekały, jak im kazano, a nie "radziły" czy "nie radziły" so
              > bie z sytuacją.

              Z twoich komentarzy można wywnioskować, że jesteś z nimi bliżej spokrewniona niż cała reszta. Dawno nie miałam okazji konwersować z takim betonem.
              • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:32
                jowita771 napisał:

                > > Jesteśmy wszyscy potomkami tylko tych ówczesnych dzieci 5-letnich,
                > które
                > > grzecznie i cicho czekały, jak im kazano, a nie "radziły" czy "nie radził
                > y" so
                > > bie z sytuacją.
                >
                > Z twoich komentarzy można wywnioskować, że jesteś z nimi bliżej spokrewniona ni
                > ż cała reszta. Dawno nie miałam okazji konwersować z takim betonem.

                OK, a jak uważasz, w jakim wieku można puścić rękę dziecka na chwilę, by nie płakało?
                I odejść na kilka metrów? Rękę dziesięciolatka można puścić? Czy dopiero piętnastolatka?
                Za chwilę się okaże,że jak matka płaci w sklepie i ładuje towar do koszyka to jednak powinna cały czas 5-latka za rękę trzymać, a jak nie, to pięciolatek pomyśli, że jest porzucony.

                W Niemczech pięciolatki chadzają do szkoły (obowiązkowo), mają obowiązek myśleć i kojarzyć. I wiedzieć, że rodziców może nie być przy nich i prze kilka godzin. Co wcale nie znaczy, że są porzucone. W Polsce niektóre dwulatki też już tę wiedzę posiadają.
                • jowita771 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:40
                  Nie widzisz różnicy między obowiązkiem szkolnym, a zostawieniem dziecka nagle na peronie, gdy dziecko nie wie, dlaczego i po co? I ty piszesz o rozgarniętych pięciolatkach?
                  • bezpocztyonline Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:54
                    jowita771 napisał:

                    > Nie widzisz różnicy między obowiązkiem szkolnym, a zostawieniem dziecka nagle n
                    > a peronie, gdy dziecko nie wie, dlaczego i po co?

                    Skoro krzyk matki dziecka ( o wózku) słyszała autorka wątku, to słyszała go też i ta dziewczynka. Więc wiedziała, co, po co i dlaczego.

                    Na litość boską, to nie pierwsza i nie jedyna dziewczynka na świecie, której się każe stać w miejscu przez chwilę, a na tłumaczenia szczegółowe, dlaczego, nie ma czasu (w tym przypadku: bo pociąg ucieknie). Przeogromna większość dzieci w takich sytuacjach nie płacze.
                    • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:58
                      Inne nie płaczą, to sie rozplakalo. To jest powód, zeby je ukarać?
                      • falka32 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 14:45
                        > Inne nie płaczą, to sie rozplakalo. To jest powód, zeby je ukarać?

                        Tak naprawdę nie wiesz, za co zostało ukarane. Nie wiesz, czy taka reakcja rodziców nie była efektem całego dnia, lub całej nerwowej podróży na dworzec, spędzonej na uciszaniu pięciolatki, która kolejno rozpłakała się, bo dostała na śniadanie żółty ser a chciała biały, potem bo chciała założyć różowe sandały zamiast butów zimowych, potem się rozryczała, bo bluzka jej się nie spodobała, potem że musi wziąć ze sobą trzydzieści pluszaków, potem, że chce w samochodzie siedzieć z przodu koło taty a na koniec, jak już rodzice byli doprowadzeni do skraju wytrzymałości, bo się prawie spóźnili, to jeszcze na koniec się rozryczała, że tata poszedł, chociaż znają ją doskonale i wiedzą, że nie przestraszyła się, tylko postanowiła się obrazić. I jeszcze mają wokół siebie i wokół niej zbiegowisko życzliwych, gotowych ich zlinczować za zostawienie wystraszonego maleństwa na 5 sekund. Nie wiesz, czy nie są to rodzice, którzy spełniają na ogół każde życzenie pięciolatki i lecą na jej każde pierdnięcie, więc mają córę rozwydrzoną i szantażującą ich płaczem z byle powodu, kiedy coś pójdzie nie po jej myśli, zwłaszcza, że o ile rozumiem, było jeszcze inne, małe, w wózku, więc rodzice zdecydowanie mają dużo do ogarnięcia równocześnie i mogły im strzelić bezpieczniki? Czemu nie zakładasz takiego scenariusza, tylko walisz od razu schematem "nienawidzą swojego dziecka"? Tak mało wiesz o życiu? Mało wiesz o pięciolatkach?
                        • czarnaalineczka Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 15:02
                          rozwala mnie takie myslenie
                          wiesz dokladnie tylko co autorka watku
                          cale pierdzielenie o serze i sandalach sobie wymyslilas

                          i odpowiedz mi serio czemu akurat z calej gamy wyobrazen akurat to?
                          czemu z gory zalozylas "wine" dziewczynki ?
                          jak slyszysz ze zgwalcono kobiete to myslisz a sama sie prosila pewnie sie ubrala jak dziwka albo sama chciala
                          jak slyszysz ze maz bije zone to zakladasz ze mial powod bo raszpla klotliwa jest
                          jak widzisz mlodego chlopaka z podbitym okiem to myslisz ze sie bandzior z kims bil ?
                          jak widzisz ze ktos sie mdleje to myslisz ale sie pijak nachlal ?
                        • jowita771 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 16:30
                          A może było tak: zarówno ojciec, jak i matka mówią czasem dziewczynce, że ją zostawią albo gdzieś oddadzą.
                          Takie gdybanie to sobie możemy w buty wsadzić.
                • a1ma Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 13:52
                  MOŻNA PUŚCIĆ PIECIOLATKA.
                  NIE MOŻNA WYDZIERAC SIE NA NIEGO TYLKO DLATEGO, ZE SIE PRZESTRASZYŁ.

                  Teraz jest jaśniej?
            • falka32 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 14:27
              > Dziecko pięcioletnie nie ma sobie "radzić z sytuacją", tylko robić, co każą rod
              > zice.
              > I wiedzieć, że jak ich będzie słuchać, to wszystko będzie OK.
              >
              > 100 tys. lat temu rodzice nie brali ze sobą 5-letnich do polowań na mamuty, tyl
              > ko kazali im czekać - tu w tym miejscu (najczęściej pewnie w jakiejś jaskini).
              >
              > Jesteśmy wszyscy potomkami tylko tych ówczesnych dzieci 5-letnich, które
              > grzecznie i cicho czekały, jak im kazano, a nie "radziły" czy "nie radziły" so
              > bie z sytuacją.
              > Te, które sobie "radziły" czy "nie radziły" kończyły w paszczy wilka czy innego
              > niedźwiedzia.

              Ja istnieję dzięki temu, że mój ojciec w wieku 2 lat rozumiał i stosował bezdyskusyjnie polecenie "teraz cisza i się nie ruszać". Dzięki temu wóz z moją babcią i resztą mojej rodziny wyjechał z Warszawy pomimo kontroli gestapowców, co tam wiozą pod plandeką. I tak, uważam dokładnie tak samo, jak przedmówca. Dzisiejsze liberalnie wychowane dzieci byłyby dla siebie i dla rodziców źródłem śmiertelnego zagrożenia w warunkach chociażby tylko zupełnie naturalnych.
              • hellulah Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 14:35
                Daj spokój. Twój przykład - ok, ale jest to wyjątkowa sytuacja. Nie można tego przenosić do codziennych, rutynowych działań.
    • hellulah na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 10:18
      Poczytajcie sobie zwolenniczki "nieropieszczania małego dziecka zapewnianiem mu właściwej opieki na dworcu kolejowym" tudzież "chamskiej agresji wobec małego dziecka w odpowiedzi na jego strach":

      wiadomosci.wp.pl/title,Zachodniopomorskie-sledztwo-po-tragedii,wid,195563,wiadomosc.html?ticaid=1e22b
      W tamtej sprawie winni także (i skazani) kolejarze (pociąg ruszył bez zachowania należytej ostrożności), ale tak czy inaczej sytuacja nie do naśladowania. NIE DO NAŚLADOWANIA.
      • azile.oli Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 10:29
        No więc ja bym raczej post zatytułowała : dlaczego rodzice nie myślą, albo są pozbawieni wyobraźni.
        Z tego wątku wysnułam wniosek, że rodzice zachowali się głupio i źle potraktowali własne dziecko, ale nie wpadłabym na tej podstawie na pomysł, że tego dziecka nienawidzą.
        • kajmanik Re: nienawidzą? 22.03.12, 10:37
          a gdzie ta nienawiść? bo oprócz nieodpowiedzialnego zachowania z zostawiniem dziecka na peronie widzę jedynie normalne zniecierpliwienie i irytcację. widocznie nie wiesz jak bardzo irytujące i uniemozliwiające normalne funkcjonowanie moze byc dziecko ryczące o wszystko, ociagające się, robiące sceny, opierające się dla zasady. skoro nie wieszi nie znasz problemu - nie oceniaj.
          • nangaparbat3 Re: nienawidzą? 22.03.12, 19:50
            A gdzie tu widzisz ocenę? Autorka wątku opowiedziała, co zobaczyła, usłyszała. Ton głosu, mimika, gesty - odczytala je jako wyraz nienawiści. Odczytała - nie oceniła.
      • bezpocztyonline Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:17
        hellulah napisała:

        > Poczytajcie sobie zwolenniczki "nieropieszczania małego dziecka zapewnianiem mu
        > właściwej opieki na dworcu kolejowym" tudzież "chamskiej agresji wobec małego
        > dziecka w odpowiedzi na jego strach":
        >
        > wiadomosci.wp.pl/title,Zachodniopomorskie-sledztwo-po-tragedii,wid,195563,wiadomosc.html?ticaid=1e22b
        > W tamtej sprawie winni także (i skazani) kolejarze (pociąg ruszył bez zachowani
        > a należytej ostrożności), ale tak czy inaczej sytuacja nie do naśladowania. NIE
        > DO NAŚLADOWANIA.

        Ale co z tego ma wynikać? Kobieta postawiła dzieci na peronie i odwróciła się, by sięgnąć po bagaż i sama wysiąść. Bo nie sądzę, by zostawiała bagaż w przedziale i spokojnie sobie wracała przez pół wagonu po niego. Skoro pociąg ruszył bez patrzenia, czy nikogo nie ma
        w drzwiach/na stopniach, to równie dobrze mógłby ruszyć, gdyby ta sama kobieta z dzieckiem własne była na stopniach i robiła krok na peron. Wina kolejarzy oczywista. Matki - żadna.
        • a1ma Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:22
          > Ale co z tego ma wynikać? Kobieta postawiła dzieci na peronie i odwróciła się,
          > by sięgnąć po bagaż i sama wysiąść. Bo nie sądzę, by zostawiała bagaż w przedzi
          > ale i spokojnie sobie wracała przez pół wagonu po niego. Skoro pociąg ruszył be
          > z patrzenia, czy nikogo nie ma
          > w drzwiach/na stopniach, to równie dobrze mógłby ruszyć, gdyby ta sama kobieta
          > z dzieckiem własne była na stopniach i robiła krok na peron. Wina kolejarzy oc
          > zywista. Matki - żadna.

          Tak, tak. I na pewno tę matkę to bardzo pociesza. I z całą pewnością, nie żałuje, że zostawiła dwulatkę BEZ OPIEKI na peronie - przecież to nie jej wina!

          Jak wejdę na zielonym świetle na pasy pod pędzącą ciężarówkę, to też nie będzie moja wina. Ale jakoś nie wchodzę.

          Ludzie to jednak są bezmyślni.
          • bezpocztyonline Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:33
            a1ma napisała:

            > Tak, tak. I na pewno tę matkę to bardzo pociesza. I z całą pewnością, nie żałuj
            > e, że zostawiła dwulatkę BEZ OPIEKI na peronie - przecież to nie jej wina!

            Na pewno nie pociesza i na pewno żałuje.
            Tak samo, jak pewnie żałuje, że jechali w ogóle tym pociągiem, bo nie jechali w ogóle, albo innym pociągiem, albo innym środkiem komunikacji, to by się to nie wydarzyło.
            Tak samo, jak rodzice dzieci, które zginęły w Szwajcarii, żałują, że je wysłali na to zimowisko.

            > Jak wejdę na zielonym świetle na pasy pod pędzącą ciężarówkę, to też nie będzie
            > moja wina. Ale jakoś nie wchodzę.

            No i?

            > Ludzie to jednak są bezmyślni.

            OK, to powiedz łaskawie, jak ty byś sobie poradziła przy wsiadaniu/wysiadaniu jadąc pociągiem sama z w dwójką dzieci w wieku lat 5 i 2, z wózkiem-spacerówką dla dwulatki oraz z tobołkami na - powiedzmy - dwa tygodnie pobytu? Zakładam, że nie jesteś stonogą i ręce masz tylko dwie. A oczy tylko z przodu głowy.
            • bezpocztyonline Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:34
              bezpocztyonline napisała:


              > Tak samo, jak pewnie żałuje, że jechali w ogóle tym pociągiem, bo nie jechali w
              > ogóle

              bo gdyby nie jechali w ogóle - miało być
            • a1ma Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:36
              > OK, to powiedz łaskawie, jak ty byś sobie poradziła przy wsiadaniu/wysiadaniu j
              > adąc pociągiem sama z w dwójką dzieci w wieku lat 5 i 2, z wózkiem-spacerówką
              > dla dwulatki oraz z tobołkami na - powiedzmy - dwa tygodnie pobytu? Zakładam, ż
              > e nie jesteś stonogą i ręce masz tylko dwie. A oczy tylko z przodu głowy.

              Poprosiłabym o pomoc konduktora.
            • hellulah Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:37
              Poprosiłabym kogoś o pomoc w wyniesieniu bagaży? Ewentualnie wysiadłabym pierwsza, wystawiła bagaże na peron (dzieci w środku w przedsionku - najlepiej przypilnowane przez kogoś poproszonego o pomoc), na koniec wyjmuję dzieci na peron.
              • bezpocztyonline Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 12:50
                hellulah napisała:

                > Poprosiłabym kogoś o pomoc w wyniesieniu bagaży? Ewentualnie wysiadłabym pierws
                > za, wystawiła bagaże na peron (dzieci w środku w przedsionku - najlepiej przypi
                > lnowane przez kogoś poproszonego o pomoc), na koniec wyjmuję dzieci na peron.


                Przy założeniu, że było kogo poprosić. I że ktoś by chciał faktycznie pomóc. "Konduktor" Trzech konduktorów na cały pociąg - rozumiem, że przez cały czas postoju asystują wszystkim matkom z dziećmi przy wysiadaniu i wynoszą im bagaże.

                A tu pociąg rusza i dziecko wyskakuje. I wpada pod koła.

                A jakaś forumka ogłasza na potrzeby forum, że jesteś nieodpowiedzialna i to twoja wina.

                Konduktora nie było na peronie żadnego, skoro pociąg sobie ruszył ot tak!
                • hellulah Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 14:30
                  W sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych trzeba kalkulować ryzyko oraz planować z wyprzedzeniem. Nie zawsze się udaje zapobiec tragedii, ale jednak dobrze przemyślane zachowania zmieszają ryzyko, a zachowania na "jakoś to będzie" zwiększają.

                  Zakładam, że w pociągu (jeśli nawet nie w tym wagonie) najprawdopodobniej byli jacyś ludzie, całkowicie pusty pociąg to rzadkość. W wariancie mini pomoc miałaby polegać na dopilnowaniu dzieci, można o to prosić nawet wątła starszą osobę. Przede wszystkim jednak, jeśli pociąg był prawie pusty (załóżmy), można było poprosić konduktora z wyprzedzeniem (przy okazji byłby uprzedzony, że na konkretnej stacji będzie wyjątkowa sytuacja). W wariancie maksi konduktor czy inna pasażer pomaga wytachać bagaże (mama razem z dziećmi mogła zawczasu - sama lub z czyjąś pomocą - wydobyć je do przedsionka), mama zajmuje się dziećmi.

                  W wariancie mini mama blokuje swoją osobą drzwi pociągu, dzieci stoją w środku, starsze przesuwa/podaje bagaże, mama wystawia je na peron tuż obok.

                  > A tu pociąg rusza i dziecko wyskakuje. I wpada pod koła.

                  Dziecko jest w kontakcie wzrokowym, można z nim non stop prowadzić rozmowę, można też je po prostu przypiąć paskiem np. do barierki w przedsionku (tak, tak, młodsze szelkami przypiąć do barierki). Raczej nie wpadłoby pod koła, tylko najwyżej spadło na mamę. A już przypięte szelkami - wcale by nie spadło.

                  Tu niestety kobieta przyjęła zbyt optymistyczny wariant...

                  Z pociągu relacji Szczecin - Olsztyn (odjeżdżającego ze Świdwina o godzinie 12.19) wysiadła 29-letnia kobieta z dwiema córeczkami - pięcioletnią Izą i niespełna dwuletnią Martą. Matka wysadziła dziewczynki na peron a sama wróciła do przedziału po bagaże.
                  wiadomosci.onet.pl/wiadomosci/swidwin-martusia-wpadla-pod-pociag,1,3363250,wiadomosc.html
                  No cóż, wracanie aż do przedziału po bagaże... naprawdę uważasz, że inaczej i roztropniej się nie dało? Oczywiście, tamta mama nie zrobiła tego celowo i tak, w jej sytuacji, ona nie była w stanie/nie umiała inaczej, ale to nie był, obiektywnie biorąc, dobry wybór. Bardzo mi jej żal, ale nie mogę pisać, że zachowała się prawidłowo.
                  • bezpocztyonline Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 14:54
                    hellulah napisała:

                    > można też je po prostu przypiąć paskiem np. do barierki w przedsionku (tak, tak, młodsze > szelkami przypiąć do barierki).

                    Aha, przypinanie, odpinanie, a pociąg stoi wszystkiego minutę.

                    > Z pociągu relacji Szczecin - Olsztyn (odjeżdżającego ze Świdwina o godzinie
                    > 12.19) wysiadła 29-letnia kobieta z dwiema córeczkami - pięcioletnią Izą i nies
                    > pełna dwuletnią Martą. Matka wysadziła dziewczynki na peron a sama wróciła do p
                    > rzedziału po bagaże.

                    > wiadomosci.onet.pl/wiadomosci/swidwin-martusia-wpadla-pod-pociag,1,3363250,wiadomosc.html


                    A, wracała do przedziału. To akurat rozsądne nie było.

                    Mogła jednak kazać pięcioletniej trzymać mocno rękę dwuletniej i nie puszczać.

                    Przypuszczam, że w przedziale coś zapomniała, bo jakoś sobie nie wyobrażam nie przygotowania się do wysiadania, w sensie nie wytaszczyć tobołów do wejścia jak najbliżej drzwi. I dopiero zabrać się do wysiadania, gdy wszystko jest pod ręką.

                    Jednak sprawa podstawowa: po peronie powinien przejść się konduktor, upewnić się, że wszyscy wysiedli (w sensie, że nikt nie jest w trakcie), pozatrzaskiwać wszystkie drzwi, zainteresować się tak małymi dziećmi, (same tu jesteście? a gdzie mamusia? ktoś ma po was wyjść?), zwłaszcza, że są same, a bardzo małe, stoją mu przecież blisko pociągu, więc niech chociaż odejdą na odpowiednią odległość, a poza tym, czy ktoś miał po nie wyjść i dopiero, gdy się upewni, ze pociąg może bezpiecznie odjechać, dać sygnał do odjazdu. I bez takiego sygnału, maszynista nie powinien ruszać. Tutaj tego bez dwóch zdań zabrakło. I potem pędzą sobie takie pociągi z pootwieranymi drzwiami - tuż obok wejścia do toalety. Pęd powietrza, zakręt jakiś - i nawet dorosły trzeźwy człowiek mógłby wypaść.
                    • hellulah Re: na "chwilkę" samo na peronie 24.03.12, 01:06
                      Odpisywałam na ten twój post, ale chyba coś mój post zjadło, albo ciepnęło w inną stronę.

                      A chciałam napisać, że:
                      - absolutnie i całkowicie się z tobą zgadzam co do odpowiedzialności pracowników kolei oraz co do zbyt krótkich postojów na stacjach;
                      - ale jeśli dorosła osoba stoi w drzwiach pociągu (tak jak w podanej przeze mnie metodzie, którą zresztą sama stosowałam) jest większa szansa, że obsługa pociągu zauważy, że coś się dzieje;
                      - absolutnie nie chcę obwiniać tamtej mamy, to był tragiczny wypadek, matka poprosiła starszą córkę o przytrzymanie młodszej (tak jak pisałaś, że powinna), ale przekalkulowała, choć przecież nie celowo - a całe to moje pisanie to nie ma być oskarżanie tamtej biednej kobiety, tylko analiza sytuacji ku przestrodze dla innych, na przyszłość, żeby to się już nie powtórzyło, żeby nie działaś na "jakoś to będzie" gdy chodzi o zasady bezpieczeństwa.
                • falka32 Re: na "chwilkę" samo na peronie 22.03.12, 14:50
                  > > Poprosiłabym kogoś o pomoc w wyniesieniu bagaży? Ewentualnie wysiadłabym
                  > pierws
                  > > za, wystawiła bagaże na peron (dzieci w środku w przedsionku - najlepiej
                  > przypi
                  > > lnowane przez kogoś poproszonego o pomoc), na koniec wyjmuję dzieci na pe
                  > ron.

                  Ja czasami tak jeżdżę. Czasami naprawde nie ma kogo poprosić, zwłaszcza na stacjach końcowych.
    • upartamama Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:42
      A tak wogóle to beznadziejny tytuł wątku bo może taka słabość im się właśnie wtedy zdarzyła a ty wyciągnęłaś niesprawiedliwe wnioski.
      • antyideal Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 10:59
        Tytuł ze znakiem zapytania, wiec bardziej pytanie niz stwierdzenie .
    • ally do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:29
      Gdyby wasz mąż/partner zwracał się do was w podobny sposób (ton, słowa), uznałybyście, że to OK?
      • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:32
        No chyba. Jak płaczą, to mąż pyta "a w mordę dawno nie dostałaś?" i zaraz jest spokój.
        • kajmanik Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:49
          to nie widzisz róznicy między dialogiem z dorosła osobą a ,,dotarciem" do rozhisteryzowanego dzieciaka?
          • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:52
            Dorosłym też zdarza się histeryzować, a to konkretne dziecko NIE histeryzowało.
            • kajmanik Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:54
              dzieci, zwłaszcza w tym wieku mają robić to o co proszą je rodzice. zostań oznacza zostań. samowola i filozofowanie najczęsciej oznacza kłopoty. pozatym - dzieciak widział ojca i matkę na tych schodach, prawda?
              • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:58
                Nie widziała, na schodach był TŁUM LUDZI. Na peronie też. Straciła ojca w sekundę z oczu, matki w ogóle nie widziała.
                I zrobiła przecież to, o co prosili - nawet krokiem nie ruszyła się z miejsca, gdzie ją zostawił ojciec. Po prostu się rozpłakała. Nie zabraniał jej płakać, nie? Więc BYŁA posłuszna.
              • lejla81 Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:59
                Co mają robić, a co robią - to są dwie różne rzeczy. Czasem nawet mądre dziecko się wystraszy, zadziała irracjonalnie i dzieje się tragedia. Rodzice powinni takie sytuacje ograniczać do minimum, bo na nich spoczywa obowiązek dbania o bezpieczeństwo dziecka.
              • nabakier Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:27
                Ta dziewczynka zrobiła, co kazali rodzice: została. Tylko cierpiała. I za to została skrzyczana. dziwne i niepokojące. Następnym razem być może stłumi emocje, albo je ukryje. Bardzo źle.

                A filozofowanie to wspaniała droga do wiedzy. Zabijanie tego w dziecku to zbrodnia.
                • czarnaalineczka Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 14:03
                  po co dziecku wiedza?
                  ma sie zamknac i byc posluszne uncertain
          • lejla81 Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:53
            Nie wydaje mi się, żeby krzyki były skuteczną metodą na histerię dziecka.
            • kajmanik Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:58
              najskuteczniejszą metodą na histerię dziecka jest nie reagowanie. ale kiedy do sprawy miesza sie obcy ale empatyczni i nadpobudliwi ludzie jest to nieco trudne. rodzice znają swoje dziecko i wiedzą co je najszybciej zdyscyplinuje .
              • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:59
                Ale dziewczyny, to nie była żadna histeria!! Dziewczynce poleciały łzy, nie krzyczała, nie histeryzowała, nie ruszała się z miejsca. Stała i cicho płakała. I to też - jakieś 30 sekund, bo zaraz potem zjechali do niej rodzice.
                • kajmanik Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:05
                  do dziecka ktore nie histeryzowało i grzecznie stało samo przez 30 sekund podchodzili ludzie? wiesz co mówiła moja corka mając mniej wiecej 5 lat kiedy zaczepiał ja ktoś obcy? ,,odejdz , nie będę z tobą rozmawiała".
                  • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:19
                    Podeszła jedna pani i powiedziała coś w stylu "nie płacz, tata zaraz wróci". Co w tym złego/dziwnego?
                    • bezpocztyonline Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:25
                      a1ma napisała:

                      > zaczyna płakać, nie wie, co sie dzieje, pocieszaja ja obcy ludzie, ze rodzice zaraz wrócą

                      a1ma napisała:

                      > Podeszła jedna pani i powiedziała coś w stylu "nie płacz, tata zaraz wróci". Co
                      > w tym złego/dziwnego?

                      Dziwne, jak "obcy ludzie" stali się "jedną panią"
                      • a1ma Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:28
                        No i?
                        Była jedna pani. Jedna pani mieści sie w podjęciu ogólnym "obcy ludzie".
                  • kali_pso Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 16:16

                    Fajnie jak dziecko podobne do mamywinkP
          • antyideal Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:54
            Dorosły do doroslego nie powinien odzywac sie bez szacunku, a do dziecka może ??
          • nabakier Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 12:55
            Czy ciche łkanie to histeria? A jeśli nawet, to czy histeryka trzeba tak walić słowami?
          • nangaparbat3 Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 19:52
            kajmanik napisała:

            > nie widzisz róznicy między dialogiem z dorosła osobą a ,,dotarciem" do rozhi
            > steryzowanego dzieciaka?
            Nie, nie i jeszcze raz nie.
        • zuzi.1 Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:02
          Dobre alma smile odnośnie spóźnionych reakcji, mi ostatnio udało się zareagowac na sytuację, przy której mi zwyczajnie z wrażenia szczęka opadła, babka była z facetem na zakupach na rynku, facet szedł przy niej i non sto jej za przeproszeniem pieprzył po co ona przyszła, co chce kupowac itp. itd. szli obok mnie, babka skulona w sobie z miną ofiary próbowała jakoś przetrwac, po pół minucie takich tekstów ja sie wkurzyłam i opieprzyłam ostro tego faceta, żeby przestał tak dziamgac, bo głowa boli od jego głupiego gadania a pani powiedziałam z uśmiechem, że takiego gbura nie zabiera się ze sobą na zakupy. Mina tego pana była bezcenna, uspokoił się ekspresowo. Warto reagowac w takich sytuacjach, gdy widzimy, że dzieje się coś niepokojącego...
          • kajmanik Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 13:08
            uwazasz ze jesteś bohaterka? komu działa sie krzywda? ciesz się ze nie usłyszałaś wiązanki w odpowiedzi. co cię obchodzi ze facet ujada kobiecie za uszami? jej facet , jej sprawa.
            • zuzi.1 Re: do broniących tych rodziców 22.03.12, 16:59
              Nie moja droga nie czuję się bohaterką, komu działa się krzywda ? pani działa się krzywda, gdybyś ją zobaczyła, wyglądała jak zaszczute przez tyrana zwierzę, uwierz mi, przykry widok, a facet cham i prostak jakich mało... co mnie obchodzi? otóż obchodzi, przez niereagowanie rodzą i rozwijają się patologie, wszelkie, od bicia czy poniżania dzieci czy też żon, a oczywiście nikt spoza takich rodzin nic nie widzi i nie słyszy. Ja zawsze reaguję w takich sytuacjach... wiązanek się nie boję, potrafię reagowac na przemoc, wszelką czy słowną czy inną.
    • lauren6 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 14:44
      a1ma napisała:

      > Jak można być tak okrutnym wobec własnego dziecka?? sad

      Stres związany z spóźnieniem się na pociąg + stres związany z podróżą + stres związany z problemami z wózkiem + histeryczne zachowanie dziecka = rodzicom się ulało i wyładowali się na córce. Rozumiem skąd ten wybuch, choć go oczywiście nie pochwalam.

      Czego nie rozumiem to jest sens tego wątku, jego temat i cel całej dyskusji. Mamy tu zacząć domysły, że rodzice nienawidzą swojej córki, bo raz ich zachowanie wobec niej było nieadekwatne do sytuacji? O tym, że w sytuacjach wyjątkowo stresowych nie wypada wyładowywać się na dziecku? To wszyscy wiedzą, gorzej z praktyką. Mamy płakać na forum, że dzieci to takie słodkie aniołki, maleństwa, które nie mają żadnego prawa wyprowadzić z równowagi swojego rodzica, więc jak ci okrutnicy mogli na nią podnieść głos?

      Jedno jest pewne. Wygodnie stoi się z boku, nie angażując się w sytuację, rzucając ocenami z zakresu okrucieństwo-nienawiść.
    • kali_pso Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 16:40

      Jak zwykle i jak zawsze na ematcewink
      "A czy dziecko 5-letnie powienno robić to czy tamto?"
      "A czy rodzice nie maja prawa się zdenerwować? itd. itp."

      Otóż, tak rodzica mogło ponieść, ale nie przynosi mu to chwały. Dziecko nie pędziło pod pociąg, stało i płakało, a więc te "nerwy" rodziców chyba cokolwiek na wyrost tutaj są wyśróbowywane przez ematki.
      I w tym opowiadaniu jest jedno 5-letnie dziecko, osobnik , któremu przystoi płakać i które miało prawo oczekiwać od rodziców zwykłego uściśnięcia a nie krzyków- to, że płakało nie jest niczym porażającym. Porażające sa te wpisy tutaj sugerujące, że 5-latek POWINIEN wiedziec jak ma się zachować w takiej sytuacji- cóż... jej dorośli rodzice nie byli się w stanie opanować a ematki tego od 5-latki wymagają. Vivat tresura domowa ala kajmanikwinkp
    • nangaparbat3 do oburzonych 22.03.12, 20:40
      Autorka wątku napisała o nienawiści i okrucieństwie wobec dziecka. Opisała, co zobaczyła i usłyszała.
      Ja pewnie zamiast "nienawiści" użyłabym słowa "wrogość". I tak, obserwowanie jawnej wrogości okazywanej przez kogoś własnemu dziecku może być dla w miarę wrażliwego świadka wstrząsającym doznaniem, i mozna mieć potrzebę opowiadania o tym. Zdarza się to - na szczęście - rzadko, i rzadko czytamy takie teksty na forum, chociaż oczywiscie zawsze zbyt często.
      Radziłabym dokonać rozróżnienia miedzy złością a wrogością, większość rodzicielskich awantur wyraża raczej złość, bezradność, strach. Wrogość zdarza się rzadko, wydaje się.
      Przeciętnie empatyczny człowiek nie ma trudności w rozpoznaniu tak wyrazistych emocji jak nienawiść i rozpacz. Tabu kulturowe może jednak utrudnić to rozpoznanie w przypadku rodziców i dzieci.
      Jeśli w tym wątku mamy do czynienia z czyjąkolwiek histerią, to na pewno nie pozostawionej na peronie pieciolatki, tylko części wypowiadających się dorosłych.
      • shugarrr Re: do oburzonych 22.03.12, 22:51
        Nie chce mi sie czytac wszystkich waszych postow, ale mam wrazenie, ze gdyby autorka watku napisala na koncu ze dziewczynka np wpadla pod pociag, lub ktos ja porwal, czy cokolwiek innego stalo sie malej to wszystkie ematki pewnie gadaly by "co to za rodzice ktorzy nie pilnuja 5letniego dziecka".
      • echtom Re: do oburzonych 23.03.12, 09:45
        > Radziłabym dokonać rozróżnienia miedzy złością a wrogością, większość rodzicielskich awantur wyraża raczej złość, bezradność, strach.

        To nie takie dziwne, zważywszy, że z wszystkich relacji międzyludzkich rodzicielstwo jest obciążone największą odpowiedzialnością. Nieludzkie jest wymaganie, by osoba doświadczająca latami takiego stresu, stała się cyborgiem doskonale panującym nad emocjami. O wrogości, nienawiści możemy mówić wtedy, kiedy rodzic zamyka się z dzieckiem w mieszkaniu i godzinami tłucze je kablem i przypala fajkami uncertain Takie zachowania jak krzyk czy przysłowiowy klaps "w d.pę" mieszczą się w emocjonalnej normie.
        • nangaparbat3 Re: do oburzonych 23.03.12, 20:01
          To czy się mieszcza zależy od tego, co wyrażają. Uważam, że gdyby chodziłopo prostu o złość, Autorka wątku nie przejęłaby się na tyle, by o tym pisać. W obserwowanej przez nią scenie musiało być coś niezwykłego.
          Sama kiedyś opowiadałam tu o takim nienawistnym ataku ojca na córeczkę w markecie, zostałam zjechana podobnie jak Autorka tego wątku. A przecież nie opowiadam o każdej awanturze robionej dziecku, jaką widze na spacerze, w sklepie, w tramwaju czy autobusie. A widuje sporo.
        • hellulah Re: do oburzonych 24.03.12, 00:56
          > Nieludzkie jest wymaganie,
          > by osoba doświadczająca latami takiego stresu, stała się cyborgiem doskonale pa
          > nującym nad emocjami.

          Ależ! nie chodzi o "panowanie nad" tylko o skanalizowanie emocji. Nie musimy zachowywać twarzy Bree van De Kamp, nie, nie, nie. Natomiast można i trzeba (zwłaszcza dlatego, że można) nauczyć się innych metod komunikowania się, no czegoś bardziej skutecznego i nieraniącego od darcia ryja i wyzwisk czy szarpania dziecka (czy też chłodno wysyczanych gróźb).

          Z tym stresem to też nie przesadzajmy. Przeciętne dziecko czy dzieci (pisząc przeciętne chcę zaznaczyć, że bywają też sytuacje skrajne, typu dziecko terminalnie chore), gdy się rodzic zacznie uczyć rodzicielstwa i już coś z tego umie, nie stwarza non stop sytuacji stresogennych. Owszem - wyzwania, wymagania, ale żeby ciągły nieustający stres?

          Jedna rzecz to zresztą zachowanie tych mądrych inaczej ludzi z dworca, a inne - fala poparcia dla biednych żuczków.

          O kolejnym aspekcie napisała bodajże nangaparbat - autorka musiała jakoś odczytać emocje tych miłych ludzi (np. bezwiednie rejestrując mikroekspresje na ich twarzach) i pewnie kryło się tam coś naprawdę mało ciekawego.
          • echtom Re: do oburzonych 24.03.12, 10:44
            > i pewnie kryło się tam coś naprawdę mało ciekawego.

            Przecież pisałam wcześniej, że na zachowania innych rodziców ma się na ogół niską tolerancję, a Ty na mnie naskoczyłaś.
            • hellulah Re: do oburzonych 24.03.12, 11:37
              > Przecież pisałam wcześniej, że na zachowania innych rodziców ma się na ogół nis
              > ką tolerancję, a Ty na mnie naskoczyłaś.

              Po pierwsze, nie naskoczyłam, a odpisałam na forum.

              Po drugie, ty pisałaś, że na zachowanie innych rodziców ma się niższą tolerancję, niż na własne (logika Kalego):

              > [...] muszę przyznać, że na zachowania innych rodziców ma się na ogół niską tolerancję.
              > Sama krzyczałam [...] i czułam się usprawiedliwiona, a kiedy słyszę inną kobietę
              > krzyczącą na dziecko, myślę z niesmakiem

              Z tym poglądem się nie zgodzę, chociaż faktycznie, wielu ludzi w ten sposób ocenia, inaczej innych, inaczej siebie. Nie jest to jednak norma, jak zdawałaś się sugerować.

              A teraz odpowiadasz na post, w którym pisałam o mimowolnym wychwytywaniu emocji ukrytych w mikroekspresjach - sytuacja była, jaka była, zachowania takie, a nie inne, a czego autorka nie opisze, to (zapewne nawet świadomie nie zarejestrowanych) emocji, które "intuicyjnie" odebrała. Więc teraz piszesz, wybacz, nie na temat.


              • echtom Re: do oburzonych 24.03.12, 11:41
                > Po drugie, ty pisałaś, że na zachowanie innych rodziców ma się niższą to
                > lerancję, niż na własne (logika Kalego):

                Przeczytaj uważnie - niżej sama cytujesz z przymiotnikiem "niską" big_grin
                • hellulah Re: do oburzonych 24.03.12, 11:56
                  Oj pani, co ty chcesz udowodnić? smile

                  No zobacz:

                  > [...] muszę przyznać, że na zachowania innych rodziców ma się na ogół niską tolerancję.
                  > Sama krzyczałam [...] i czułam się usprawiedliwiona, a kiedy słyszę inną kobietę
                  > krzyczącą na dziecko, myślę z niesmakiem

                  Owszem, napisałaś "niską" - a zaraz potem napisałaś, że sama czułaś się usprawiedliwiona, ale słysząc inną kobietę, która robiła to samo co ty (z czego ty się czułaś usprawiedliwiona), to już myślałaś z niesmakiem (czyli oceniałaś jej zachowanie niżej niż swoje własne).
                  • echtom Re: do oburzonych 24.03.12, 17:50
                    Muszę rozebrać po kawałku, żeby dotarło. Takie zachowania ocenia się źle z perspektywy obserwatora - i dzietnego, który czasem bywa uczestnikiem podobnej akcji, i bezdzietnego, który własnej perspektywy nie ma. I tylko dlatego dodałam ten post do poprzednich o przesadzie i egzaltacji, żeby powiedzieć, że właściwie nie powinnam się dziwić autorce, bo takie sytuacje po prostu odbiera się negatywnie. Ja, krzycząc na swoje dziecko, też na pewno byłam źle odbierana przez obserwatorów.
                    Z racjonalnego punktu widzenia teksty autorki o nienawiści i okrucieństwie są grubo przesadzone, z emocjonalnego - nic dziwnego, że ją ruszyło i tyle w temacie.
                    • hellulah Re: do oburzonych 24.03.12, 18:23
                      Napisałaś to, co napisałaś. Może miałaś coś całkiem innego na myśli, ale nie wynikało to z tych słów. Przecież nie mam z tobą kontaktu bezpośredniego, a jedynie zapośredniczony przez forum.

                      (Nawisem mówiąc, nie wiem dlaczego osoba biorąca udział w zdarzeniu, czyli rodzic in media res takiej spinki, nie miałby być w stanie skapnąć się, że popłynął i że zachowuje się nagannie?)

                      Z racjonalnego punktu widzenia tekst autorki o okrucieństwie nazywa po imieniu to, co ty wolałybyś nazywać - a podpowiedz mi, właściwie czym? Widzisz, takie jak ja mogą zrozumieć, skąd się to okrucieństwo bierze, doskonale też wiedzą, że zapewne w tamtym przypadku było epizodyczne oraz absolutnie niezamierzone, oraz że dziecko ma już albo w przyszłości wykształci mechanizmy emocjonalno-społecznego radzenia sobie w takich przypadkach. Ale to jest okrucieństwo, jak zresztą pisałam niżej czy tam wyżej, a nie baton czekoladowy, ani nie tęcza, ani nie jabłka w sadzie czy przebieg zmienności funkcji. Ani nie prawidłowa komunikacja rodzic-dziecko.

                      Ani ja ciebie nie przekonam, ani, obawiam się, ty mnie smile - całkiem inna bajka, po prostu.

    • echtom Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 23:19
      Przesada z tą nienawiścią. Żebyś słyszała, jak moi na mnie krzyczeli i jakie groźby karalne stosowali w zupełnie błahych sytuacjach, to dopiero byś się przeraziła, a z nienawiścią nie miało to nic wspólnego i traumy we mnie nie pozostawiło smile Rodzice też ludzie, mają różne temperamenty, bywają zmęczeni, niewyspani, zestresowani, a dzieci mają niesamowity potencjał wkurzania.
    • anorektycznazdzira Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 22.03.12, 23:43
      Czy ty trochę nie przesadzasz? Przegięli, głównie tym, że nie pomyśleli, ze 5latek może spokojnie z nimi jeszcze raz po ten wózek wjechać i zjechać i jeszcze się ucieszy z ruchomych schodów. Ale zaraz "nienawidzą"? "Łzy w oczach"? Na prawdziwe koszmary w takim razie słownika i łezek w oczkach zabraknie. A po jednej relacji z Somalii samobójstwo z rozpaczy.
Pełna wersja