rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci...?

    • echtom Reasumując 22.03.12, 23:51
      Fakty są takie: rodzice źle rozegrali trudną logistycznie sytuację i wyszło z tego więcej stresu niż powinno. Wyciąganie z tego wniosku, że są okrutni i nienawidzą dziecka jest przejawem czystej egzaltacji.
      • hellulah Re: Reasumując 23.03.12, 00:35
        Ludzie, którzy nie są okrutni, starają się (z powodzeniem zazwyczaj) tak rozgrywać także trudne sytuacje, aby nie wynikał z tego stres, a w szczególności, aby nie przysparzać słabszym stresu.

        No, tamci może i nie okrutni-okrutni, ale na pewno bezmyślni.
        • zuzi.1 Re: Reasumując 23.03.12, 09:19
          Dokładnie, ojciec kompletnie bezmyślny, zostawianie 5-latki samej na peronie mogło się źle skończyc, dobrze, że nic się nie stało, a wystarczyło wziąc dziecko ze sobą schodami na górę, wręczyc je mamie do opieki, a samemu zając się wózkiem. Jak widac zabrakło wyobraźni...
    • echtom Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 23.03.12, 09:31
      Jedno muszę przyznać, że na zachowania innych rodziców ma się na ogół niską tolerancję. Sama krzyczałam na swoje dzieci i czułam się usprawiedliwiona, a kiedy słyszę inną kobietę krzyczącą na dziecko, myślę z niesmakiem, że mogłaby bardziej nad sobą panować tongue_out
      • hellulah Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 23.03.12, 10:14
        Mów o sobie. Zdarzyło mi się kilka razy (etap powiedzmy już nie niemowlę, jeszcze nie przedszkolak) krzyknąć/nakrzyczeć na moje dziecko, ale nigdy - po fakcie - nie czułam się usprawiedliwiona (i m. in. przepraszałam dziecko, wyjaśniałam dlaczego krzyczałam - że to moja wina), a po pewnym, i znowu nie tak długim, czasie, doszłam do wniosku, że to w ogóle bez sensu, i wiesz co? zaczęłam lepiej rozwiązywać konflikty i lepiej nad sobą panować. Niesamowite, prawda? że można być krytycznym w stosunku do siebie i nie usprawiedliwiać się w takich okolicznościach?

        Do dziś nie czuję się ani dumna, ani usprawiedliwiona, z powodu tych epizodów. Przeciwnie, uważam, że robiłam źle (choć powody - w sensie bodźców, uwarunkowań - do krzyku miałam). A tu jakaś taka tendencja, nowa/stara moda, czy cóś, żeby kierować agresję na dziecko i tylko ramionkami wzruszyć...
        • echtom Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 23.03.12, 12:00
          Przecież mówię o sobie, więc po co ten bold? wink Jako samotna matka trojga małych dzieci musiałam czasem dokonywać takich logistycznych akrobacji, że nie wchodziła w grę opcja "dziecko ma odpał i odmawia współpracy". Trzeba było je szybko do współpracy zmobilizować i nie było czasu na długie wyjaśnienia i negocjacje. Ani akt agresji, ani powód do dumy, po prostu proza życia. Rozumiem, że nie do ogarnięcia dla matek jedynaków ze sztabem dobrych wróżek do pomocy smile
          • hellulah Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 23.03.12, 18:16
            O sobie dałaś anegdotyczny przykład, zaczęłaś od "ma się" (albo mam zwidy, możebne smile ) czyli uogólnienia. A po co wytłuszczenie? no, jak to wytłuszczenie - dla jasności. I owszem mam jedno dziecko, ale nie wiesz, z czym i jak musiałam godzić jej wychowanie, i jakie ponosiłam tego koszty, ani kto w tym pomagał, lub nie pomagał, więc mi o wróżkach nie ten tego.

            Właśnie taka postawa jest szkodliwa - proza życia - ach, to tylko proza życia, proza kurde życia (tak i owszem, na forum lubię sobie pohejterzyć, a co?) czyli norma, pani, norma, po co krytykować, nakłaniać do refleksji, po co zmieniać, po co tłumaczyć i doradzać, że można inaczej (naprawdę wyobrażasz sobie, że wychowanie pojedynczego dziecka nie obejmuje momentów gdy dziecko ma odpał i odmawia współpracy?)

            No i sorry ale - wyładowanie złości na dziecku (jak w opisanej sytuacji) to jest akt agresji. Ech, że zacytuję klasyka, a co innego to niby jest? cnota utracona u źródła przez cycatą córkę młynarza?
          • alvaro_22 Wychowanie kobieto, nie tresura! 16.04.12, 10:05
            Jesteś klasycznym przypadkiem prostej jak drut kobiety, dla której niemożność osiągnięcia współpracy z dzieckiem oznacza skrzyżowanie pięści z twarzą dziecka albo formy otwartej dłoni z pupą dziecka. Ty tresujesz dziecko, nie wychowujesz, więc nawet się nie usprawiedliwiaj. Jak dziecko podrośnie to Cię znienawidzi, a jak będą się akcje nasilać, to samo Cię może "zmobilizować do współpracy" w bardzo niemiły dla Ciebie sposóbwink
        • nabakier Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 23.03.12, 12:11
          Podpisuję się. Zawsze żałowałam i przepraszałam (choć takiego kalibru takich akcji jak ta na peronie nie mam na koncie).
    • alvaro_22 Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 09:55
      Moja znajoma jest pedagogiem w szkole ponadgimnazjalnej w małym miasteczku, w województwie dolnośląskim. Opowiadała mi, jak bardzo rodzice uczniów tej szkoły interesują się życiem i osiągnięciami ich dzieci. Jak bardzo? W OGÓLE. Alkoholizm, przemoc w domu, znikome relacje na linii rodzic-dziecko wywołują cały łańcuch sytuacji przyczynowo-skutkowych, w postaci faktów, iż dzisiaj dzieci "wychowuje"(czy to dobre słowo, to każdy z nas wie) ulica, współcześnie dzieci bardziej się tresuje, jak jakieś psy, a nie wychowuje. Skutki upadku rodziny jako podstawowej jednostki społecznej i "przekaźnika" wartości obfitują w ubogość intelektualną i emocjonalną dzieci, powielanie tych samych "standardów"(sic!), co w dalszym ciągu oznacza degradację różnego rodzaju wartości i tak dalej i tym podobne. Dodając do tego aspekt zatrudnienia, gdzie coraz ciężej o pracę i w gruncie rzeczy traktuje się ludzi jak woły robocze, dokłada się kolejną cegiełkę do upadku rodziny, a tym samym i społeczeństwa. No ale cóż...dopóki nie pracuje się nad umiejętnością rozmawiania z dziećmi, nauczania ich kultury i w późniejszym etapie zaradności i samodzielności, a jedyną "działalnością rodzicielską" jest bicie w tyłek albo po głowie to będzie postępować społeczna degradacja
    • walpurga Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 10:15
      o rany, jaki dlugi watek nie dam rady przeczytac przed wyjsciem.
      nie wiem na ile odpisze na temat, bez czytania, ale dorzuce.
      rodzice, ktorzy nienawidza wlasne dzieci (cytujac tytul watku) nie maja szans na egzystencje w mojej swiadomosci. co do faktow: spotkalam na ulicy matki, ktore uderzyly dziecko, jedna malo nie wyszarpala dziecku ramionka (najczestszy przypadek kliniczny zerwania plexusu cervicalnego u dzieci polaczonego z luxacja stawu). w pierwszym wypadku zrobilam awanture na cala ulice ( o mala mnie matka nie pobila), po czym zadzwonilam na policje. w drugim wypadku tak zjechalam matke, ze mnie do konca zycia popamieta.
      najwiekszym grzechem ludzkosci sa nie zle uczucia lecz zwykla biernosc. to ona wlasnie prowadzi do upadku cywilizacji w szerszym kontekscie. prowadzi tez do niedowracalnego upadku jednostki. w przypadku jednostki odwracamy glowe, by nie widziec stwierdzajac, ze nas przeciez sprawa nie dotyczy.

      walpurga
      • 1konstantin Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 10:57
        184 wpisow o tym, ze jacys rodzice nienawidza swoich dzieci.
        radze nie czytac- co i ja uczynie.
        dla mnie rodzice, ktorzy nienawidza WLASNYCH dzieci sa zerami, wiec jesli sa tu wypowiedzi zer, znaczy nie ma wpisow 0=0.

        konstantin
        • walpurga Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 12:47
          rodzice, ktorzy nienawidza wlasnych dzieci sa porzadnymi i przyzwoitymi ludzmi. i dobrymi polakami zwazajac na forum. nie znasz sie.
          walpurga
    • karra-mia Re: rodzice, którzy nienawidzą własnych dzieci... 16.04.12, 12:58
      Już pomijając kwestię agresji po, to zostawienie 5latki samej na peronie było ogromną głupota, która w zasadzie świadczy o rodzicach. Matka sobie wyobrazila, jak leci z tym wózkiem ze schodów i wzywa tatusia, a nie potrafią sobie wyobrazić, co moze się stać, jak tdziecku coś strzeli do głowy, albo jak ludzie wchodząc do pociągu, niechcący dziecko staranują.
Pełna wersja