konwalka
22.03.12, 12:13
wątek o tym, kiedy wolno a kiedy nie wolno płakac mnie natchnał\
ja mam tak- czyjś płacz działa na mnie jak płachta na byka
nie róznicuje też, czt to beczy noworodek, buntujacy sie dwulatek, moja tesciowa, której lekarz żle dobrał leki na menopauzę czy moja matka próbująca coś wymusić
płacz mnie wywala na lewą stronę i jedyne mysli, jakie mam wtedy, to pragnienie wykonania na wyjcu dekapitacji
jak w sklpeie drze sie dzieciak (tak wiem- sfrustrowany, zmeczony), to wychodzę
i bede latac tymi liniami, co to usuneły rodzinę z wrzaskunem
jak mamusia mi w telefon zaczyna łkać- dość oschle sie zegnam
płacz, ryk- to dla mnie dowód na najgorszy sort osobowości- osobowość histeryczna
ale jest kilka sytuacji, w których MNIE, z moim podejściem, czyjeś łzy zmiotły mentalnie z powierzchni ziemi na bardzo długi czas
-niedawno zupelnie oglądałam program tej krzykaczki Jaworowicz
a tam facet, prosty, zwykły, ubogi, szarpiący sie z codziennościa samotnego ojca z trójka dzieci, z czego dwójka mocno niepełnosprawna
matka tych dzieciaków sie wypiela, a on został- z marnymi ochłapami renty, w syfie, z żenującym poziomem pomocowym w tym cudnym kraju nad wisłą
opowiadał on i dzieciaki- opowiadał smutna historie rodziny
i nagle ten dojrzały, prosty mężczyzna połykajac łzy powiedział- no jak żyć?
no jak?
-drugi przykład jest dziwny i pochodzi z czasów mojej jeździeckiej przygody
wróciłam do stadniny po dłuższej przerwie, poszłam czyścic moją złota klacz, a stajenny mi mowi- tylko nie przypominaj jej źrebaka, bo niedawno jej umarł
pomyślałam, że chłop chrzani farmazony; głaszczę Norę, gadamy sobie i nagle- tepa idiotka, mówię- a gdzie twoja Negri, co?
i wtedy ten kon pochylił swój piekny łeb o barwie starego weneckiego złota a po pysku popłyneły jej łzy jak wielkie grochy...
-trzeci przykład powoduje u mnie bezgłosny krzyk w środku
cmentarz, kwatera dziecięca, kobieta w czarnym płaszczu stoi nad malutkim grobem całym w pluszowych misiach, płacze samymi łzami i spiewa kołysankę...
-ostatnia łza jest z telewizyjnego programu o dzieciach przewlekle chorych, pobytach w szpitalach i samotnych matkach
małe dziecko, moze czteroletnie, pyzate od sterydów, diagnozowane i leczone na nowotwór, umeczone badaniami, idzie z matką na kolejne testy, chyba rezonans czy coś
siedzą w korytarzu, mama tuli malucha, na jego twarzy jest tylko wielkie zrezygnowanie; patrzy na drzwi, w które zaraz ma wejść, patrzy
po pulchnym policzku turla sie jedna łza
maluch mówi cicho- nie chcę już...
ryczę, jak niespodziewanie przyjdzie mi do głowy któras z tych sytuacji
są winy, na które nie ma sedziego