Co was bardzie boli?

22.03.12, 23:13
Cudze szczęście czy cudze nieszczęście?
Zszokowałam się kilka godzin temu, gdy zadzwoniła do mnie znajoma i RADOŚNIE mi oznajmiła, że nasza wspólna koleżanka poroniła. Mnie osobiście zrobiło się bardzo przykro z tego powodu, a ona cieszyła japę, że w końcu dopadła ją sprawiedliwość uncertain
    • dziennik-niecodziennik Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:18
      ależ bym opier............dzieliła, omg... uncertain
    • cherry.coke Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:21
      Rzadko to mowie, ale tutaj powiem: patologia.
    • marghe_72 Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:24
      fajna znajoma..

      Sądzisz, że ktokolwiek się przyzna na forum, że cieszy się z cudzego nieszczęścia?
      • rosapulchra-0 Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:33
        No. Na szczęście tylko znajoma, która ode mnie dostała ochrzan i mam nadzieję, że już więcej nie zadzwoni.
        Ale ja nie pytałam o radość z cudzego nieszczęścia, ale smutek właśnie.
    • yenna_m Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:33
      o matko bosko
      rosa, przemyslalabym, czy chce sie znać dalej z taką panią

      jednak to nie jest normalne zachowanie...
      • bi_scotti Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:40
        Szukam i szukam w pamieci czy i kiedy cieszylam sie z czyjegos nieszczesscia/porazki i jakos nie moge sobie przypomniec ... Z wyjatkiem jakichs figur politycznych, ktorych dosiega sprawiedliwosc rownoznaczna z ich porazka.
    • anorektycznazdzira Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:44
      OJP.
      Żartujesz...?
    • echtom Re: Co was bardzie boli? 22.03.12, 23:55
      Boleć to mnie może cudze szczęście zbudowane na czyimś nieszczęściu. Ale najgorszemu wrogowi nie życzyłabym śmierci czy choroby dziecka.
      • caroninka Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 12:11
        O wlasnie, to ja sie podpisze pod tym, bo to takie trafne.
    • deodyma Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 00:02
      zdecydowanie cudze nieszczescie.
      takich znajomych nie chcialabym znac/miec w swoim otoczeniu, jak ta pani, ktora tu opisujesz.
      pewnie jeszcze bym ja zdrowo objechala.
      co za wstretna/podla baba...
    • aandzia43 Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 00:42
      Rosa, ty to masz talent do dziwacznych pytań wink
    • melancho_lia Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 07:50
      Nigdy nie cieszę sie z cudzych nieszczęść, nawet jeśli dopadają nielubianą przeze mnie osobę.
    • bea.bea Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 07:58
      To jakaś patologia sad, wieśniactwosad przestała bym się kolegować z taką koleżanką ...jak mówi przysłowie :
      " Jak o innych przed tobą, tak o tobie przed innymi"
      Krzywda i nieszczęście to zawsze smutna sprawa , niezależnie komu się przytrafia ....
    • shellerka Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 09:15
      to ja się wyłamię. zdarzyło się kilka razy w moim życiu, że poczułam satysfakcję z tego, ze komuś coś nie wyszło. za kazdym razem były to osoby, do których czułam ogromną niechęć.
      i tak samo potrafiłam się zezłościć, ze takim osobom coś się fajnego udało.

      ale to wyjątkowe przypadki i jak wspomniałam dotyczą osób których nie lubię z jakiegoś powodu.

      ale nawet w tych przypadkach mam jakieś granice i nie potrafiłabym się cieszyć z cudzej choroby, śmierci, czy poronienia.
    • princy-mincy Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 09:26
      nawet jesli poronilaby nielubiana przeze mnie osoba, to nie cieszylabym sie z jej nieszczescia
      takich przezyc nie zycze nikomu
      jesli kogos nie lubie, to wcale mu nie zycze, bo skoro nie umiem dobrze, to lepiej wcale niz zle

    • guderianka Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 09:45
      Nie no, nieszczęście. Cudze szczęście często wywołuje we mnie uczucie...zawiści-zdaję sobie z niego sprawę i staram się walczyć, często przekuwa się to na działanie (ostatnio np. miałam wtedy gdy koleżanka z którą planowałyśmy zajście w ciąże, obie cieszyłysmy się z pozytywnych testów zaliczała 12 tydzień ciąży a ja byłam świezo po zabiegu łyżeczkowania mojej uncertain Oj czułam zawiść, i bolało mnie jej szczęście. Ryczałam i zachowywałam sie jak idiotka, a rozmawiając z nia przynałam sie do swoich uczuć...Przeszło szybko, hormony sie ustabilizowały ale ukłucie i tak czułam..
    • morgen_stern Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 09:54
      Wszystkie jesteście takie kryształowe? Ja poczułabym mściwą satysfakcję, gdyby mojemu byłemu podwinęła się w związku noga.
      • echtom Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 10:08
        To i owszem wink Ale nie miałabym mściwej satysfakcji, gdyby jego partnerka poroniła dziecko. Po prostu mam poczucie, że każdy człowiek, dobry czy zły, ma prawo do szczęśliwego rodzicielstwa, a choroba czy śmierć dziecka zawsze jest nieszczęściem, a nigdy aktem dziejowej sprawiedliwości. Gdybym się dowiedziała, że ktoś stracił nieuczciwie zdobyty majątek, satysfakcję miałabym ogromną.
        • morgen_stern Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 10:10
          Nie no, z tym poronieniem to hardkor oczywiście.
    • czarnaalineczka Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 10:18
      ta znajoma jest koszmarnasad
      nie wiem jak sie mozna z poronienia choroby czy smierci cieszyc
      szczescie innych mnie cieszy
      nawet jesli czasem zazdroszcze
      a satysfakcje odczuwam tylko kiedy kogos spotka to na co sobie zasluzyl suspicious
      • d.o.s.i.a Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 11:56
        > a satysfakcje odczuwam tylko kiedy kogos spotka to na co sobie zasluzyl suspicious


        No ale, zdaje sie, ta kolezanka tez twierdzi, ze tamta sobie zasluzyla...
    • zabulin Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 11:17
      Przestałabym sie z taką zadawać. Bo niemila byłaby mi myśl, ze gdy mi się cos przytrafi, ona się bedzie też cieszyć.

      A pewnie będzie.

      Nie, no rzeczy takiego KALIBRU mnie bardzo smucą.

      Ale np. jak siostra mojego M. non stop się przechwalala, ze doskonale piecze i podkreslala ciąaaaagle swój talent a wkońcu coś upiekła i wyszedł jej zakalec, to nie powiem, uśmiechnęłam się.

      Bo ja strasznie nie lubię zbyt pewnych siebie osob i samochwał.
    • d.o.s.i.a Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 11:53
      wow, jakie wszystkie krysztalowe. I jak wszystkie ladnie klamia smile

      Otoz jest naukowo udowodnione (te, ktore sie interesuja neuropsychologia beda pewnie w temacie), ze czlowiek to taka durna istota, ktora dziala pod wplywem wielu ewolucyjnie wyksztalconych mechanizmow.

      Jednym z nich jest postrzeganie swojego szczescia przez pryzmat szczescia innych ludzi - zawsze dokonujemy porownan i zawsze czyjsc sukces bedzie wywolywal w nas swojego rodzaju uklucie zazdrosci, a czyjes nieszczescie, uczucie zadowolenia jesli sami staralismy sie o to samo a nam sie nie udalo. Oczywiscie jest to instynkt i uczucie pierwotne - czlowiek normalnie przekierowywuje potem to uczucie i je modyfikuje. Zaznaczam, ze nie chodzi o cieszenie sie z kazdego nieszczescia, tylko w takiej sytuacji gdzie sami staralismy sie o TO SAMO (rywalizacja zawodowa, sportowa, czy wszelkie sprawy okolociazowe).

      Wielokrotnie czulam uczucie zazdrosci lub "zadowolenia" z czyjegos nieszczescia gdy ja i ta osoba chcialysmy tego samego, a jej sie udalo badz nie. To jest naturalne.

      Problem w tym, ze niektorzy to werbalizuja...
      • tosterowa Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 16:31
        >Zaznaczam, ze nie chodzi o cieszenie sie z kazdego nieszcz
        > escia, tylko w takiej sytuacji gdzie sami staralismy sie o TO SAMO (rywalizacja
        > zawodowa, sportowa, czy wszelkie sprawy okolociazowe).

        To prawda, dlatego ja np. nie mogłabym być z chłopem, który miałby taki sam zawód jak ja. Pewnie byłoby nam łatwiej, ale jakby mnie to wkurzało! smile
    • sadosia75 Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 11:57
      Tego typu historie jak poronienie nie cieszy mnie nigdy. bez różnicy czy dotyka moich przyjaciól, czy osoby,których nie lubię .
      Czasem czuję lekka satysfakcję jak się komuś noga powinie i to komuś kogo nieszczególnie lubię ( a na to trzeba sobie zapracować u mnie ) ale nie jest to świętowanie z wiwatami, że się nie udało. ot chwila satysfakcji i tyle.
      • joanna35 Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 12:09
        > Czasem czuję lekka satysfakcję jak się komuś noga powinie i to komuś kogo niesz
        > czególnie lubię ( a na to trzeba sobie zapracować u mnie ) ale nie jest to świę
        > towanie z wiwatami, że się nie udało. ot chwila satysfakcji i tyle.
        >
        Mam tak samo i najczęściej dotyczy to ludzi, którzy w okresie prosperity okazali mi swoją wyższość .
    • chcesztomasz Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 17:44
      hmm, bywam zazdrosną świnią przyznaję ale nie dotyczy to takich rzeczy. Przecież nie będę się cieszyć, że komuś dziecko umarło, że zostało kaleką, że dom spłonął, że mąż zginął.

      Jak bardzo nie lubię panny, ale tak bardzo bardzo z wzajemnością a np facet ją zostawi to się pewnie obśmieje ale jak np z tej przyczyny podetnie sobie żyły to już śmiać się nie będę bo nie ma z czego.

      a tak poza tym zdarza mi się zazdrościć innym POZYTYWNYCH rzeczy, których ja nie mam a chciałabym mieć i staram się mieć a oni mają i tym bardziej zazdroszczę im łatwiej im to przyszło a im więcej ja wkładam wysiłku.


      o i zazdroszczę każdej wiedźmie płci żeńskiej bezbolesnych okresów, boli "okołoowulacyjnych" i w ogolę pięknych cyklów. JESTEM ZAZDROSNA, ze tak mają a ja cierpię nic na to nei poradzę bo to niesprawiedliwe.


      ;/

      napisała to świnia.

      • echtom Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 22:08
        > o i zazdroszczę każdej wiedźmie płci żeńskiej bezbolesnych okresów, boli "około
        > owulacyjnych" i w ogolę pięknych cyklów.

        Tylko nie nakłuwaj tej woskowej laleczki, bo się boję wink
        • chcesztomasz Re: Co was bardzie boli? 24.03.12, 13:57
          za późno - już nawet wiem jak ją nazwę tongue_out
          • echtom Re: Co was bardzie boli? 24.03.12, 17:34
            W sumie na końcówce wiele mi nie zaszkodzi tongue_out
    • violon-czela Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 19:05
      zależy jakie nieszczęścia. Drobne tak.
    • atowlasnieja Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 21:57
      drobne potknięcia osób których nie lubią sprawiają mi dziką satysfakcję. Ale jeszcze większą satysfakcję sprawiło mi gdy osoba za którą wzajemnie nie przepadałyśmy na propozycję pomocy zareagowała jak wściekły pies bo prędzej ode mnie spodziewała się strzału w łeb niż pomocy.

      Niestety cała rodzina mojego męża potrafi jawnie się cieszyć z kalectwa "wroga"... a im możne podpaść za niepowiedzenie "dzień dobry" dwadzieścia lat temu. Niestety zauważyłam to za późno (będąc już żoną tego okazu "życzliwości dla wszystkich stworzeń bożych") bo wcześniej to się gnidy z tym kryły a jak już jestem ich to pokazali prawdziwą twarz.
    • redheadfreaq Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 22:18
      Nie wyobrażam sobie, by mogła mnie ucieszyć czyjakolwiek tego typu strata, czy czyjaś śmierć. Bolą mnie rozstania i porażki moich znajomych i przyjaciół i cieszą - szczerze - ich sukcesy.

      Ale, nie powiem, zdarzyło mi się odczuć satysfakcję, gdy osoba, która mocno sobie u mnie "nagrabiła" zaliczyła jakiś poślizg. Paskudnie było mi dobrze z powodu utraty pracy przez mojego eksa - notorycznego kłamcy i przemocowca - bo głęboko wierzę w karmę tongue_out
    • kosheen4 Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 22:26
      to zależy, ale ciężko powiedzieć od czego.
      z jednej strony, jak widzę jednego takiego, którego kiedyś miałam ochotę utopić w łyżce wody, jak dzisiaj posuwa się o laseczce, z rurką do karmienia przez nos na twarzy, to mi smutno. coś jak u karguli i pawlaków, własny "wróg" to jak swój, i źle kiedy niedomaga smile

      z drugiej strony, ciągle istnieją osoby w których towarzystwie bardzo sobie zakłócam karmę i dharmę, bo nie mogę się powstrzymać przed obracaniem w głowie na ich widok słówka "umrzyj". kiedy jeden taki wreszcie zrobił mi uprzejmość i umarł za pomocą podciętych żył, pomyślałam sobie - no k...a, nareszcie.

      tak że tego. różnie bywa smile
    • estelka1 Re: Co was bardzie boli? 23.03.12, 22:28
      Zasadniczo czyjeś nieszczęście mnie nie cieszy. Nie mniej miałam sporo niefajnych odczuć, kiedy dowiedziałam się, że s... która przyczyniła się do rozpadu mojego małżeństwa zachorowała na nowotwór. Nie życzyłam jej śmierci, choć zasadniczo wisiało mi i wisi, jak to się u niej skończy, ale życzyłam z całego serca, żeby została w tej chorobie sama jak palec, żeby wszyscy ważni dla niej ludzie mieli ważniejsze sprawy niż ona i jej choroba. Cóż, babsko nie miało nawet cienia refleksji, że wpiernicza się w nasz związek w momencie, kiedy moja córka walczyła o życie. No ale dzisiaj większość emocji ze mnie spłynęła, pozostała obojętność wobec związku ex i tej jego wielkiej miłości. Boli tylko fakt, że byle sucz jest dla ex ważniejsza niż córka.
Pełna wersja