co byście poradziły (case)

26.03.12, 09:43
Wasza najbliższa przyjaciółka jest w małżeństwie w którym nie jest szczęśliwa (mało powiedziane) - związek trwa 2 rok (wcześniej kilka lat byli parą). Już wcześniej nijak się nie układało - jej zalezało, ona odwiedzała pana w mieszkaniu (mieszkał z mamą i z siostrą), pan zwykle wracał z pracy (mało ambitnej -pan po 30stce, ona dwadzieścia kilka lat), mama przynosiła mu obiad do pokoju, pan pochłaniał obiad w milczeniu, zainteresowany wyłącznie sobą i komputerem. Czasami gdzieś wychodzili, ale niechętnie (on nie chciał).
Ona pochodzi z trudnej rodziny - pełnej, ale pan-tata trzymał rodzinę krótko. Zależało jej na szybkim usamodzielnieniu się. Ale jej facet niekoniecznie miał podobne plany ( w mieszkaniu miał spokój, mógł godzinami siedzieć przed kompem, zero obowiązków, zero zobowiązań).
Schodzili się i rozchodzili. Pan kilka razy przejawiał nieładne zachowania - typu agresywnego w stsosunku do niej. Ale w końcu się pobrali. I teraz jest problem - pan nie chce dzieci, ona chce. On całe dnie spędza przed kompem/na piłkarzykach etc. Ona ciągle sama - czyli można powiedzieć, ze schemat z jego czasów kawaleskich właściwie się powtarza. Co jakiś czas mają poważniejszą sprzeczkę, czasami z rękoczynami, a później ciche dni przez tygodnie...
mieszkanie wynajmują, właściwie poza ślubem (kościelny!) nic ich nie łączy...
Przyjaciółka zgasła, jest ciągle w depresyjnym nastroju. Wiem, że się nie rozwiodą (raczej), a tkwią oboje w jakiejś nienormalnej sytuacji.
Co byście doradziły? w ogóle można tu jakoś pomóc im obojgu?
pan z tych, co to 'bo ty, to to twoja wina' etc. więc pewnie terapia małzeńska nie wchodzi w grę.

Trochę chaotycznie napisałam, bo jestem wzburzona.
Macie jakieś pomysły?
    • wrednadziewucha Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:46
      Jedyne rozwiązanie to unieważnienie małzeństwa z powodu niechcenia dzieci. Biedna dziewczyna, z deszczu pod rynnę. To efekt niskiej samooceny. Pan mąż to już taki typ widocznie i nic nie da się tu zrobić. Bardzo smutna sytuacja.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:49
        wrednadziewucha napisała:

        > Jedyne rozwiązanie to unieważnienie małzeństwa z powodu niechcenia dzieci. Bied
        > na dziewczyna, z deszczu pod rynnę. To efekt niskiej samooceny. Pan mąż to już
        > taki typ widocznie i nic nie da się tu zrobić. Bardzo smutna sytuacja.

        właśnie z nich dwojga ona miała na prawdę wysoką samoocenęsad
        mam wrażenie, że to właśnie on ją stłamsił i przytłoczył swoją niską samoocenąuncertain

        z tymi dziećmi to bardziej skomplikowana sprawa, niestety, bo ostatnio przyjaciółka mi powiedziała, że ....od trzech miesięcy się starająindifferent tego nie rozumiem zupełnie ( tłumaczyła, że chciała zatrzymać obecną pracę, a to jedyna możliwość - pytanie: w jakich warunkach i wartościach chcą to dziecko wychować i czy nie boi się agresji pana męża - brak odpowiedzi).
        Unieważnienie chyba nie wchodzi w grę.
        • gryzelda71 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:51
          Pani z wysoką samooceną związała się z takim panem?
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:53
            gryzelda71 napisała:

            > Pani z wysoką samooceną związała się z takim panem?

            wiesz, ona studiowała (on bez matury), miał znajomych, może nie widziała jego złych cech? a może ich nie chciała widzieć? sama nie wiem. Wg mojej oceny z jej samooceną źle nie było...choć facetów zawsze miała dziwnych...
            • gryzelda71 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:55
              Już samo ona studiowała,on bez matury mieszkający przy rodzinie......
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:59
                gryzelda71 napisała:

                > Już samo ona studiowała,on bez matury mieszkający przy rodzinie......

                no właśnie uncertain
                Ona zawsze była duszą towarzystwa, chętnie imprezowała etc. On powoli zrywał kontakty ze znajomymi, aż został sam (znajomi niegodni chyba). Obecnie - ona ma kilka koleżanek, wspólnych znajomych brak, on też znajomych nie ma...
                On podszedł do matury, ale nie zdał - jest po technikum.
                • gryzelda71 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:01
                  Cóż,wpadki nie było.Chyba nikt jej do ślubu nie zmusił?
    • kropkacom Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:47
      Mam jeden pomysł - nie wtrącaj się. Jako dobra przyjaciółka służ ramieniem do wypłakania się. Tylko tyle.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:49
        kropkacom napisała:

        > Mam jeden pomysł - nie wtrącaj się. Jako dobra przyjaciółka służ ramieniem do w
        > ypłakania się. Tylko tyle.

        póki co niczego jej nie radzę, ale cholera serce mi pęka jak ona ciągle zapłakanasad
        • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:51
          Odetnij się, dobrze Ci radzę. Może to bezwzględnie brzmi, ale pozwalając jej się wypłakiwać tylko odsuwasz podjęcie przez nią konkretnej decyzji. Laska może tak sobie popłakiwac następne 20 lat bezproduktywnie.
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:55
            triss_merigold6 napisała:

            > Odetnij się, dobrze Ci radzę. Może to bezwzględnie brzmi, ale pozwalając jej si
            > ę wypłakiwać tylko odsuwasz podjęcie przez nią konkretnej decyzji. Laska może t
            > ak sobie popłakiwac następne 20 lat bezproduktywnie.


            ostatnie 2 lata tak wypłakuje - obawiam się, że kolejne 20 też może
            Może ma jakąś sadystyczną potrzebę?
            kurde, nie ogarniam tego zupełnie.
            Powiedziała mi, że gdyby było ją stać na samodzielne wynajmowanie, to by wynajęła własne mieszkanie, bez niego. Problem tylko z tym, że ona już dziś boi się, że zaraz straci pracę.
            • alexa0000 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:15
              Tabakierko droga, twoja ma problem z mieszkaniem samodzielnym i z utratą pracy. Moja za to ma swoje mieszkanie, własną firmę, NIEmęża, nie ma z nim dzieci, jest atrakcyjna . I też doświadcza przemocy, i skarży się , i tłumaczy, i dyskutuje , i próbuje mu wytłumaczyć, tak,żeby on ZROZUMIAŁ, a on ma to w dupie. Po kolejnej publicznej szarpaninie odeszła, a on zamieszkał oddzielnie. A potem on skowyczał i błagał, i obiecywał, zaczęli się spotykać jako taka "nowa para", zaczęło być znów bliżej i lepiej miedzy nimi. I wiesz co? On jest teraz jeszcze GORSZY. Coraz gorszy, znów ja szarpał po alkoholu, odniosła uszkodzenia lekkie, ma spuchnięta kończynę. I ona mu te kończynę prezentuje i przypomina o tym zdarzeniu, a on ma to w dupie i gada o czymś innym. I ona jeszcze bardziej ja prezentuje, a on ma jeszcze bardziej w dupie i się wścieka, że ona mu podtyka i o tym samym gada bez końca.


              Więc, Tabakierko, te preteksty Twojej to preteksty, niestety.

              A najgorsze jet to,że o ile kiedyś miałam jasno ustalone, kto w takim związku jest dobrym, a kto złym, tak teraz zdarza mi się, że że i sama bym miała ochotę kopa wyciąć, bynajmniej nie jemu, ....i źle się z tym czuję. A naprawdę chciałabym, żeby była szczęśliwa.
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:18
                to też masakrasad
                podobna sytuacja w sumie...
                wiesz, co moja mi powiedziała jeśli chodzi o jego rekacje PO wybuchach? że ona go do takiego stanu doprowadziła, że on sobie nie potrafi spojrzeć w lustrze w oczyuncertain że generalnie wszystkie ich problemy wynikają z tego, że ona ogląda głupie seriale i później ma takie nastroje...
    • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:48
      Nic. Panna bardzo dokładnie wiedziała jaki pan jest, bo nawet ta wersja demo była żałosna. Nie ma ofiar są tylko ochotnicy.
      Albo się rozwiedzie albo będzie nieszczęśliwa, tertium non datur. A Ty nie daj się ustawić w roli kubła na emocje, bo panna będzie tak szlochać i obciążać Ciebie swoimi żalami, a i tak nic nie zrobi.
    • gryzelda71 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:50
      A co ty poradzisz?Nic.Ot przyjaciółka ponarzeka,popłacze i już,skoro zmiany nie wchodzą w grę.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 09:57
        gryzelda71 napisała:

        > A co ty poradzisz?Nic.Ot przyjaciółka ponarzeka,popłacze i już,skoro zmiany nie
        > wchodzą w grę.

        gdyby to było wszystko, to pewnie bym się nie przejmowała.
        Tyle, że na każde moje pytanie - i jak tam z X? ona wybucha płaczem - to chyba nie jest normalne? plus podobno pan z łapami się zabiera do niej ( a już mieli epizod, że wyrwał jej torebkę, zostawił w lesie w trakcie spaceru i uciekł do samochodu - podejrzewał, że go zdradza; zostawił ja pod miastem - musiała łapać stopa).
        • gryzelda71 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:03
          Rada dla ciebie,nie pytaj jak tam z x.
          No co poradzisz?
        • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:05
          Powiedz sobie głośno, że to jej qr..a problem. Nie Twój. Ona Cię obciąża swoimi histeriami.

          Nie rozwiedziesz się za nią, nie strzelisz pana w dziób, nie zasponsorujesz jej nowego mieszkania etc. Życia za nią nie przeżyjesz, młoda baba jest, bez zobowiązań dzieciowych i kredytowych więc może wykonać każdy ruch. Jest wolna jak taczanka na stepie.

          Taki typ, płacze bo lubi.
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:08
            Myślę, że ona ma świadomość, że jeśli straci pracę, to będzie właściwie zdana na niego.
            A podejrzewa, że w piątek ją zwolnią - do rodziców nie wróci, jeśli go zostawi, w co wątpię szczerze, po prostu nie będzie się miała gdzie podziać. Więc z tą wolnością to tak nie do końca niestety...Trochę patowa sytuacja.
            • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:11
              To na co czeka?! Niech idzie na zwolnienie, nie przyjmuje wypowiedzenia za porozumieniem stron. Da jej to te 3 miesiące na jakieś ruchy z nową pracą.
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:16
                triss_merigold6 napisała:

                > To na co czeka?! Niech idzie na zwolnienie, nie przyjmuje wypowiedzenia za poro
                > zumieniem stron. Da jej to te 3 miesiące na jakieś ruchy z nową pracą.

                na zwolnienie na 3 miesiące?
                na 2 tygodnie pewnie by mogła, ale jaki lekarz da jej 3 miesiące? wypowiedzenie ma 2 tygodniowe.
                • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:23
                  Psychiatra. Najpierw na 30 dni, potem przedłużenie. Idzie i opowiada, że nie śpi, nie je, ma mobbing w pracy etc. - przy okazji ma podkładkę z dokumentacją do sądu pracy.
            • lilly_about Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:11
              Jak będzie musiała, to sobie poradzi, wierz mi.
            • jowita771 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:18
              Bardziej wolna już nie będzie dopóki się od niego nie uwolni. A jak będą dzieci, to będzie tylko gorzej. I potem powie: odeszłabym od niego, gdyby nie dzieci.
    • thorgalla Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:00
      Zapewne ona jest z tych kobiet,które uważają,że w domu powinien być facet i nie ważne jaki.
      Bo sama biedulka sobie nie poradzi w życiu,uschnie jak roślina bez chwastu u boku.
    • lilly_about Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:03
      A co ty możesz zrobić, skoro ona dobrze wiedziała za kogo wychodzi za mąż. Albo sie obudzi teraz z letargu, albo bedzie nieszczęśliwa.
    • bea.bea Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:09
      ale co tu radzić, pan się nie zmieni, a panna albo będzie trwała w związku z takich czy innych względów, albo się rozwiedzie smile innej alternatywy nie ma.
      Jeśli zdecyduje się na rozstanie to najlepiej żeby jeszcze przed pojawieniem się dzieci.
      OO rada jest taka..nie zachodzić w ciążę
    • kosmitka06 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:13
      Przyjaciółka nie znała go tydzień i doskonale wiedziała jaki jest. Jak widać była (jest) bardzo "płytka" bez jakichkolwiek ambicji skoro wyszła za kogoś takiego. Żadnego plusa w tym panu nie widzę za to same minusy. Co Ty możesz zrobić...? Chyba nic. Skoro ona się nie otrząśnie że w dzisiejszych czasach mężczyzni pracują, niekiedy na dość wysokich stanowiskach, coś sobą reprezentują, potrafią zadbać o rodzinę i siebie (tu można podać mnóstwo wielorakich przykładów- nie tylko siłownia, basen ale także wycieczki, inne zainteresowania), jednym słowem COŚ robią ze swoim życiem. Dla niego gra powinna być dodatkiem a nie główną atrakcją dnia.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:21
        kosmitka06 napisała:

        > Przyjaciółka nie znała go tydzień i doskonale wiedziała jaki jest. Jak widać by
        > ła (jest) bardzo "płytka" bez jakichkolwiek ambicji skoro wyszła za kogoś takie
        > go.

        nigdy taka nie była, na prawdę.
        Fakt, że wzorce rodzinne miała jakie miała (ale jej ojciec pewnie nigdy by na jej mamę ręki nie podniósł, tak sądzę), ale ambicji w życiu bym jej nie odmówiła.

        Skoro ona się nie otrząśnie że w dzisiejszych czasach mężczyzni p
        > racują, niekiedy na dość wysokich stanowiskach, coś sobą reprezentują, potrafią
        > zadbać o rodzinę i siebie (tu można podać mnóstwo wielorakich przykładów- nie
        > tylko siłownia, basen ale także wycieczki, inne zainteresowania), jednym słowem
        > COŚ robią ze swoim życiem. Dla niego gra powinna być dodatkiem a nie główną at
        > rakcją dnia.

        doskonale wiem, o czym mówisz i ona chyba to wszystko również wie (choć jak pisałam z domu takich doświadczeń nie wyniosła) - szczerze powiedziawszy i tak podziwiam jej hart ducha, bo ja bym już dawno się załamała z kimś takimuncertain
        • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:28
          To nie jest hart ducha tylko głupota i desperacja.
          Ambicja zawodowa i edukacyjna nie ma nic wspólnego z ambicją i wysoką samooceną w zakresie doboru partnerów, znam kilka kobiet, które są tego żywym przykładem. W pracy super hiper zaradne, a wybierają konsekwentnie męskie odpady atomowe.
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:30
            triss_merigold6 napisała:

            > To nie jest hart ducha tylko głupota i desperacja.

            nie wiem, czy ktokolwiek miałby aż tyle tej głupoty/desperacji, żeby coś takiego znosić.

            > Ambicja zawodowa i edukacyjna nie ma nic wspólnego z ambicją i wysoką samooceną
            > w zakresie doboru partnerów, znam kilka kobiet, które są tego żywym przykładem
            > . W pracy super hiper zaradne, a wybierają konsekwentnie męskie odpady atomowe.

            może racja...
          • nandadevir Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 19:00
            są takie są ja jestem przykładem.
    • d.o.s.i.a Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:19
      Jak najszybciej odcielabym sie od sprawy i przestala kontynuowac znajomosc. Zycie mnie juz nauczylo, ze sa ludzie, ktorzy lubia obarczac swoimi emocjami innych a to predzej czy pozniej odbije sie na Tobie.
      Ona i tak nic nie zrobi, bo to najwyrazniej lubi, a Ty zostaniesz, jak to ladnie ujela forumka powyzej, kublem na emoce dla tej przyjacioleczki.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:25
        d.o.s.i.a napisała:

        > Jak najszybciej odcielabym sie od sprawy i przestala kontynuowac znajomosc.

        przyjaźnimy się 25 lat, mamy mnóstwo wspólnych 'spraw', nigdy mnie nie zawiodła i mam nadzieję, że ja jej również nie...nie wyobrażam sobie ucięcia kontaktu z nią indifferent ale wyrwać się z tego układu może chyba tylko ona sama, a ona tego nie zrobi - jestem tego prawie pewna.
        Dodatkowo jej wyznanie, że od 3 miesięcy starają się o dziecko (sic!) - zbiło mnie zupełnie z tropuuncertain pomijając kwestię, że nie umiałabym kochać się z człowiekiem, który mnie szarpie, obraża, poniża...obwinia o zło świata... No nie rozumiem. Możliwe, że jakoś, na swój sposób jest szczęśliwa w tym ukladzie?
        • thorgalla Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:15
          > Dodatkowo jej wyznanie, że od 3 miesięcy starają się o dziecko (sic!)
          A ona głupia wierzy,że go dziecko odmieni?
          Daj sobie spokój,zajmij się swoimi sprawami bo dla niej ratunku nie ma.
          To jak alkoholizm,dopóki alkoholik sam nie zechce to nikt mu nie pomoże.
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:18
            thorgalla napisała:

            > A ona głupia wierzy,że go dziecko odmieni?
            >

            dziecko miałoby dac jej gwarancję pracy na następny rok.
            • thorgalla Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:38
              A po roku co? Bez pracy ale z dzieckiem?
              Wiesz co,nie tylko ona jest głupia.Tłumaczysz ją jakbyście obie miały po 12 lat.
              Weźcie trzymajcie mnie sad nie będę czytać więcej tego wątku bo mnie szlag trafia.
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:45
                thorgalla napisała:

                > A po roku co? Bez pracy ale z dzieckiem?
                > Wiesz co,nie tylko ona jest głupia.Tłumaczysz ją jakbyście obie miały po 12 lat
                > .
                > Weźcie trzymajcie mnie sad nie będę czytać więcej tego wątku bo mnie szlag trafi
                > a.

                nie tłumaczę jej - piszę Ci jak mi odpowiedziała na moje pytanie o dziecko ( a raczej na moje zdziwienie, bo z tego, co pamiętałam, on nie chciał mieć dzieci, ona nie była pewna, a związek im się cały czas wali).
                Sama zapytałam - co później? co z pracą (bo szukanie pracy z dzieckiem to wcale nie pestka), co z nianią, wynajmem(nie zarabiają specjalnie dużo), i najważniejsze co z panem -mężem i jego agresywnymi reakcjami. Bo przecież każda matka wie, że dziecko potrafi w człowieku negatywne emocje wyzwolić, To nie tylko sielanka...
                Nie tłumaczę jej wcale. nie rozumiem decyzji...
      • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:25
        I to bez wzajemności. Jeśli Tabakierka będzie miała problem i będzie chciała się wypłakać, to tamta ją oleje i po 5 minutach zmieni temat rozmowy na problemy z misiem.
        Odciąć się. Baba jest dorosła i odpowiada za swoje życie.
        • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:29
          triss_merigold6 napisała:

          > I to bez wzajemności. Jeśli Tabakierka będzie miała problem i będzie chciała si
          > ę wypłakać, to tamta ją oleje i po 5 minutach zmieni temat rozmowy na problemy
          > z misiem.

          ja akurat wypłakuję się w mężowskie ramięwink
          ale nigdy tak nie było, jak piszesz - to zwykle działało na zasadzie wzajemności...
          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 10:56
            ale generalnie powiedzcie - myślicie, że oni mają jeszcze jakieś szanse w ogóle?
            • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:02
              Nie, nie mają. Ale to życie Twojej przyjaciółki i może je sobie w dowolny sposób zmarnować.
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:05
                triss_merigold6 napisała:

                > Nie, nie mają. Ale to życie Twojej przyjaciółki i może je sobie w dowolny sposó
                > b zmarnować.

                Triss, ale powiedz, gdyby chodziło o kogoś Tobie bliskiego miałabyś też takie podejście?
                gdyby chodziło o Twoją siostrę?
                od rana dostaję SMSa, że X wrócił po północy (ona go wczoraj nie posłuchała, wyszła z domu, zostawiając go) i zaczął się do niej tulić, ale ona nie reagowała...nie komentowałam, ale z drugiej strony nie umiem się temu przyglądać ani słuchać jak ona twierdzi, że boi się wracać do domu, bo nie wie jak on zareaguje.
                • triss_merigold6 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:10
                  Tak. Mam właśnie takie podejście, wyrobione przez 15 lat praktyki.
                  Na temat jakiegoś nowego totalnie nierokującego typa słucham raz, wypowiadam swoje zdanie, a potem odwal się ode mnie kobieto, przecież mówiłam, że to bez sensu. Nie życzę sobie obciążania mojej osoby pier...łami.
                • d.o.s.i.a Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:34
                  25letnia przyjazn nie upowaznia nikogo do uwieszania sie jak bluszcz na kims innym i obarczania go swoimi problemami, ktorych nie chce sie samemu rozwiazac. Nie widzisz, ze ona na Tobie pasozytuje zwyczajnie i gra na TWOICH emocjach? A to, ze Ty udzielasz jej swojej uwagi tylko ja w tej grze nakreca - ona nie musi nic ze swoim zyciem robic - przeciez ma Ciebie, worek treningowy, ktory przyjmie wszystko. A jej w to graj, zycie sie kreci, a panna sie upaja swoim nieszczesciem bo w Tobie znalazla zawodowego sluchacza.

                  Sluchaj, zle pojmujesz przyjazn. Przygarniecie przyjaciolki, ktora odeszla od meza, pomoc finansowa, wsparcie ramieniem - tak. Ale wysluchiwanie zalow kogos kto nie zamierza zmienic swojego zycia - zdecydowanie nie, do niczego to nie prowadzi.

                  Jedyne co mozesz zrobic to jasno postawic sprawe - sluchaj, jestem Twoja przyjaciolka, pomoge, wspomoge, dam ramie do wyplakania. Ale pod warunkiem, ze od niego odejdziesz. Dopoki z nim jestes, sorry gregory, nic tu po mnie, bye.

                  Opowiem Ci z doswiadczenia. Mialam kolezanke, ktora od 10 lat wyplakiwala mi sie na swoj los, jaka ona nieszczesliwa, nie ma celu w zyciu, placze kazdej nocy. Po 10 latach takich zalow, nocnych rozmow o zyciu, ja dorobilam sie depresji, bo... przejelam jej emocje. Bo wstawalam codziennie myslac jak G. sie dzis czuje, czy aby nie zadzwonic, nie pogadac, nie przeanalizowac kolejnej przeplakanej nocy i im gorzej ona sie czula, tym marniej u mnie sie dzialo.
                  Po latach w koncu stwierdzilam, ze mam dosc, ze to nie fair, ze ja zyje cholera jej zyciem, ze sie przejmuje, ze zaczyna mnie emocjonalnie ta historia przytlaczac. Reszta znajomych odciela sie kompletnie, stwierdzajac, ze oni po prostu maja G. gdzies, bo sie z nia nie da wytrzymac. A ja chlonelam, przejmowalam sie, wspieralam.

                  W koncu powiedzialam jej jasno - albo idziesz do psychiatry i cos z tym robisz, albo ja sie poddaje. Od tej pory zadnego kontaktu, a ja wreszcie odzyskalam przestrzen zyciowa. I dopiero dotarlo do mnie jak tacy ludzie wysysaja z Ciebie emocje. Nie pozwol, zeby Tobie sie cos takiego przydarzylo.
                  • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:43
                    d.o.s.i.a napisała:


                    > Jedyne co mozesz zrobic to jasno postawic sprawe - sluchaj, jestem Twoja przyja
                    > ciolka, pomoge, wspomoge, dam ramie do wyplakania. Ale pod warunkiem, ze od nie
                    > go odejdziesz. Dopoki z nim jestes, sorry gregory, nic tu po mnie, bye.

                    nie mogę tego zrobić, w sensie postawić jej takiego ultimatum, bo to jest jej decyzja, żeby od niego odejść (pytanie też jak z kwestią sumienia - bo nie mam prawa jej postawić takiego ultimatum biorąc również pod uwagę mój światopogląd, 'świętość małżeństwa' - choć w tym przypadku mamy do czynienia raczej z groteską tegoż); a poza tym wiesz ile razy oni się rozchodzili? przynajmniej kilka. I co? i ona bez niego była równie nieszczęśliwa jak z nim. Czyli zdecydowanie współuzależniona jest/uzależniona?

                    > Nie pozwol, zeby Tobie sie cos takiego przydarzylo.

                    historia faktycznie koszmarnauncertain
                    Nie wiem, czy ja już po tych latach ich szarpania się, nie przywykłam.
                    • nabakier Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 16:12
                      No cóż, katolicy zdaje się wypracowali instytucję separacji. Nie wiem, dlaczego jej do tego nie zachęcasz.

                      Po drugie, masz wreszcie szansę zweryfikować swoje poglądy w zakresie tzw świętości małżeństwa. Bo co to za świętość, która marnuje czyjeś życie?
            • pszczolaasia Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:57
              tabakierka2 napisała:

              > ale generalnie powiedzcie - myślicie, że oni mają jeszcze jakieś szanse w ogóle
              > ?

              nie.
              byc moze dziewczyny powyzej maja racje ze sie powinnas odciac od niej i dac jej popelniac swoje bledy i niszczyc sobie zycie na swoja wlasna odpowiedzialnosc nie kladac ich na TWOJE barki. skoro dziewczyna jest wyksztalcona z ambicjami..powinna raczej wiedziec co ma robic. teoretycznie. bo z praktyka , jak zycie wskazuje, roznie bywa.
              tak tak powinnas zrobic Tabaczku. wiem jednak ze to ciezko by bylo ci cos takiego zrobic...
              nie ma sytuacji bez wyjscia. zwolnienie i szukac pracy-skoro ta jest kiepska. dziada pogonic a nie starac sie o dziecko. zglupiala do reszty??? sama sobie moge odpowiedz. zglupiala. nie wiem czem Babeczki niektore same sobie to robia. same sobie.
              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 12:29
                pszczolaasia napisała:


                > nie ma sytuacji bez wyjscia. zwolnienie i szukac pracy-skoro ta jest kiepska. d
                > ziada pogonic a nie starac sie o dziecko. zglupiala do reszty??? sama sobie mog
                > e odpowiedz. zglupiala. nie wiem czem Babeczki niektore same sobie to robia. sa
                > me sobie.

                z pracą to jest tak, że po jej kierunku generalnie pracy nie ma - ta, którą ma też jest do du.y ale przynajmniej nie jest na jego utrzymaniu; jeśli w piątek jej wypowiedzą, na co się zanosi - zostanie na jego utrzymaniu ( do rodziców nie wróci, już ją pytałam o to), sama mieszkanie nie wynajmie, bo go nie opłaci - z mieszkaniem i z pracą jest zatem lipa.
                Z tym dzieckiem to już w ogóle słów brakuncertain
                • alexa0000 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 12:48
                  No to jak myślisz, w jaki sposób można pomóc? Nie odejdzie, bo do rodziców nie wróci. Jakie Ty widzisz sposoby?
                  • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 12:50
                    alexa0000 napisała:

                    > No to jak myślisz, w jaki sposób można pomóc? Nie odejdzie, bo do rodziców nie
                    > wróci. Jakie Ty widzisz sposoby?

                    nie widzę żadnychuncertain
                    mogę powiedzieć co ja bym zrobiła - pewnie wyprowadziłabym się do rodziców albo wynajęła pokój...Ona tej opcji nie bierze pod uwagę (choć wynajem pokoju to koszt do przełknięcia) - pytanie czy to nie świadczy o tym, że jednak aż tak jej ta sytuacja nie przeszkadza? chyba wniosek uprawniony, co?
                    • alexa0000 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:17
                      To co Ty byś zrobiła nie ma tu żadnego znaczenia.
                      Każda ze stron, nawet w najbardziej niesatysfakcjonujacym związku, załatwia jakieś tam swoje potrzeby. Na dzień dzisiejszy on w coś tam jej załatwia, nie wiem dokładnie co, ale cos na pewno. Może lubi być zbawczynią? Naprawiać? Czuć się ta lepszą? Czuć się ta , która jest ofiara i karmić się współczuciem innych? Powodów może być mnóstwo.

                      Nie wiem, na jakim Ty jesteś etapie. Czy jej współczujesz i jego nie cierpisz, uważając go za samo zlo? Czy tez dociekasz i analizujesz, próbując ja przekonać, że powinna to i to? czy tez już jestes znuzona i dajesz upust swojej frustracji?

                      Ja w tym temacie akurat jestem o wiele bardziej doświadczona, ale bynajmniej nie mądrzejsza, bo Moja już 16 lat z przerwą 3 letnia jest nieszczęśliwa, bo ją ten czy tamten facet bija i pije /narkotyzuje się. I powiem Ci,że już do minimum obcięłam dyskusje na ten temat, bo mnie mdli od walkowania apiac tego samego. Szczerze powiedziawszy, mdli mnie nawet teraz, kiedy pisze znów na ten temat to do Ciebie (nie zrozum mnie źle, plizsmile). Zatem kończę, niniejszymwink.


                      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:23
                        alexa0000 napisała:

                        > Nie wiem, na jakim Ty jesteś etapie. Czy jej współczujesz i jego nie cierpisz,
                        > uważając go za samo zlo? Czy tez dociekasz i analizujesz, próbując ja przekonać
                        > , że powinna to i to? czy tez już jestes znuzona i dajesz upust swojej frustra
                        > cji?

                        jestem skołowana tą karuzelą uczuć w ich związku
                        Jego nie lubię, ale mam swoje powody, bo swego czasu miałam okazję go poznać z nienajlepszej strony, ale wiem, że wina zwykle gdzieś tam po środku leży - wiem, że ona ze swej srtony krystaliczna też nie jest (lubi robić mu na złość, prowokować, trochę jest rozchwiana i niedojrzała emocjonalnie). znudzona i sfrustrowana jestem również.


                        > Szczerze powiedziawszy, mdli mnie nawet teraz, kiedy pisze znów na ten temat to
                        > do Ciebie (nie zrozum mnie źle, plizsmile). Zatem kończę, niniejszymwink.

                        pewnie dojdę do tego samego, jeśli to potrwa 16latuncertain
                        oby nie...
                        Może faktycznie jedyna opcja, to ucinać temat pana-męża, a przyjaźń nieco przystopować aż ona nie podejmie jakichś sensownych decyzji?
                        • alexa0000 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:29
                          Chyba zapytałaś nie tę osobę, co powinnaś, albowiem przez cały weekend ( a spędzałam go z rzeczoną para ) zastanawiałam się nad założeniem wątku pod tytułem " on ją tyra, a ona z nim jest, co robić. odciąć się zupełnie?"

                          wink
                          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:33
                            alexa0000 napisała:

                            > Chyba zapytałaś nie tę osobę, co powinnaś, albowiem przez cały weekend ( a spęd
                            > załam go z rzeczoną para ) zastanawiałam się nad założeniem wątku pod tytułem "
                            > on ją tyra, a ona z nim jest, co robić. odciąć się zupełnie?"
                            >
                            możemy założyć kółko przyjaciółek sfrustrowanychsmile
                            wiem, że oni są dorośli ( a przypadku pana-męża on już prawie stary, duchem na pewno - jest 5 lat starszy od nas), powinni sami się dogadać...no właśnie, ale...odkąd pamiętam razem cieszyłyśmy się i płakałyśmy. To trudna sytuacja też dla nas, bo masz świadomość, że Twoja przyjaciółka marnuje sobie życie i pomimo, że chciałaś w dorosłym życiu nadal być jej bliska, już nie będziesz, bo wkroczył ktoś, kto zaburza tę relację...ehuncertain
                            • alexa0000 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:42
                              Tak, to jest bardzo, bardzo przykre. Po jakimś czasie jednak dociera do Ciebie,ze do tanga trzeba dwojga. Twoja irytacja będzie rosnąć, zapewniam, do tego zaczniesz ja postrzegać w innym świetle i to też mile nie jest. Dlatego tez warto uciąć długie dyskusje,z a to namówić na wizytę u specjalisty.
                        • pszczolaasia Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:31
                          a jaka to powinna byc wg Ciebie sensowna decyzja?
                          ona nie powinna sie z nim hajtac a teraz to ma jedno wyjscie.
                          ukrywanie uzalezenienia niedojrzalosc emocjonalna jest podstawa do uniewaznienia malzenstwa od poczatku jego trwania.
                          • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:35
                            pszczolaasia napisała:

                            > a jaka to powinna byc wg Ciebie sensowna decyzja?

                            dla mnie jest lipa, bo jako katoliczka nie poradzę jej rozwodu, co najwyżej separację...
                            uważam, że separacja dobrze bym im obojgu zrobiła.

                            > ona nie powinna sie z nim hajtac a teraz to ma jedno wyjscie.

                            to wie ona, i wiedzą wszyscy jej bliscy - ba! nawet jego mama i siostra chyba poczuły ulgę, że się go pozbyły i teraz współczują mojej przyjaciółce.

                            > ukrywanie uzalezenienia niedojrzalosc emocjonalna jest podstawa do uniewaznieni
                            > a malzenstwa od poczatku jego trwania.

                            on niczego nie ukrywał.
                            Kiedy ona do niego przychodziła on grał na kompie, godzinami a ona siedziała na kanapie samauncertain
                            niedojrzały emocjonalnie był tez wcześniej - wiedziała, co brała i każdy to potwierdziindifferent
                            • pszczolaasia Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:44
                              > dla mnie jest lipa, bo jako katoliczka nie poradzę jej rozwodu, co najwyżej sep
                              > arację...
                              > uważam, że separacja dobrze bym im obojgu zrobiła.


                              jako katoliczka ma rowniez prawo uniewaznic sakarament od poczatku jego trwania.

                              > to wie ona, i wiedzą wszyscy jej bliscy - ba! nawet jego mama i siostra chyba p
                              > oczuły ulgę, że się go pozbyły i teraz współczują mojej przyjaciółce.
                              > on niczego nie ukrywał.
                              > Kiedy ona do niego przychodziła on grał na kompie, godzinami a ona siedziała na
                              > kanapie samauncertain
                              > niedojrzały emocjonalnie był tez wcześniej - wiedziała, co brała i każdy to pot
                              > wierdziindifferent

                              ja pierdzielebig_grin szkoda ze niektorzy w celu umilenia sobie zycia nie skacza na badżi zamiats wpie...przac sie sytaucje z ktorych nie maja ochoty wychodzic...
                              • pszczolaasia Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:45
                                na bandżi skacza a nie na badżiwink
                              • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:50
                                pszczolaasia napisała:


                                > jako katoliczka ma rowniez prawo uniewaznic sakarament od poczatku jego trwania
                                > .

                                jej katolicyzm to delikatnie mówiąc głównie 'slub' dla babć itd.
                                Ma prawo unieważnić, jeśliby nie wiedziała, że on jest jaki jest. Ale podpisywali protokół przedmałżeński - on na prawdę nie zataił swoich brzydkich cech - ona i my wszyscy doskonale znaliśmy jego wybuchowość, agresję, niezrównoważenie, a także niechęć do dzieci (choć niby zmienił zdanie).



                                > ja pierdzielebig_grin szkoda ze niektorzy w celu umilenia sobie zycia nie skacza na b
                                > adżi zamiats wpie...przac sie sytaucje z ktorych nie maja ochoty wychodzic...
                                >

                                no...
                                masakra, co? choć akurat z teściową i szwagierką ona ma super kontakt. On nie ma z mamą i siostrą żadnego kontaktu. Ba! siostra ostrzegała ją przed nim indifferent
                    • d.o.s.i.a Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:39
                      > szt do przełknięcia) - pytanie czy to nie świadczy o tym, że jednak aż tak jej
                      > ta sytuacja nie przeszkadza? chyba wniosek uprawniony, co?


                      Jak najbardziej uprawniony. Jej sytuacja nie przeszkadza, bo znalazla ujscie dla negatywnych emocji - w Tobie.
                      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:45
                        d.o.s.i.a napisała:


                        > Jak najbardziej uprawniony. Jej sytuacja nie przeszkadza, bo znalazla ujscie dl
                        > a negatywnych emocji - w Tobie.

                        we mnie, w swojej drugiej przyjaciółce (która jednak była za tym, żeby dać kolesiowi drugą szansę jeszcze przed ślubem), mamie... Dużo tych osób zaangażowanych, wbrew pozorom. I mnie to może boleć i boli, ale co czują jej rodzice? (mama powiedzmy, bo tata, to pewnie gdyby wiedział zamordowałby kolesia).
                • pszczolaasia Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:04
                  to dlaczego nie szukala wczesniej? jakostobedzie to bardzo marna szansa na stabilizacje.
                  wkurza mnei glupota ludzka.. wkurza mnie.
                  wez ja tak od serca opieprz co? tyle ze to nic nie daindifferent on jest juz udupiona i nic nie zakuma. to na pewno bedzie jej wina. na pewnoindifferent zamiast wziasc sie za siebie ogarnac to szuka dziury w calym byleby nic nie zrobic i plakac ze niedasie. nie da sie tzrasnac obortowymi drzwiami i otworzyc parasola w tylku. reszta dasie calkiem dobrze.
      • redheadfreaq Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 16:39
        W ten sposób drastycznie ograniczyłam kontakty z pewną moją znajomą. Też mnóstwo razem przeżyłyśmy, ale w którymś momencie coś pękło. Mogę z nią pogadać raz na miesiąc, ale jak słucham o kolejnym "najwspanialszym, jedynym, najlepszym na świecie", z którym natychmiast będzie się hajtać, dla którego pół świata przemierzy, a którego nawet na oczy nie widziała, bo poznała go przez FB, to mnie szlag trafia. I tak co pół roku mniej więcej, po czym dramat, łzy, katastrofa i szat darcie... Bo niegodnym się on okazał, a ona mu nieba chciała przychylić. 3 dychy na karku ma ta nieszczęsna istota, a rozwój emocjonalny zamarł gdzieś na etapie wczesnolicealnym.

        Nie przeżyjesz za nią życia. Jest zaślepiona, jak jak wiele kobiet ideą, że bez faceta to jak bez rąk i nóg - jaki by nie był, ważne, że jest! Tylko będziesz się męczyć, słuchając kolejnych etapów jej tonięcia. Bo ona nie chce się zmienić, bo nie ma odwagi, bo się boi i tak w to bagno będzie brnąć, robiąc sobie z panem dziecko. Genialne po prostu...

        Są dwie opcje: albo pan zrobi w końcu coś takiego, że panna otrzeźwieje, zabierze manatki i ucieknie, albo będzie w tym siedzieć do us*anej śmierci. Jej życie i jej wybory, niestety.
    • bez_seller Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 11:34
      Daj przyjaciolce ten watek do przeczytania. Nawet jak sie obrazi, to jest nadzieja choc bardzo nikla, ze sobie swoja sytuacje przemysli.

      • papalaya a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 11:40
        o jakiś czas chodzi?
        • tabakierka2 Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 11:47
          papalaya napisała:

          > o jakiś czas chodzi?
          >

          smile
          case studysmile
          • papalaya Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 11:55
            a to jest forum dla anglistów? czy też chcesz pochwalić się że język obcy znasz?

            a co to jest case study? po polsku nie mozna tego napisać?
            • tabakierka2 Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 12:01
              papalaya napisała:

              > a to jest forum dla anglistów? czy też chcesz pochwalić się że język obcy znas
              > z?
              >
              > a co to jest case study? po polsku nie mozna tego napisać?

              a miałabyś coś może do dodania w temacie???
              poza bezsensownymi złośliwościami?
              • papalaya Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 13:03
                ależ moje pytanie ma głęboki sens maleńka: jaki jest cel zamieszczania obcojezycznych wtrętów na polskim forum?
                • tabakierka2 Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 13:08
                  papalaya napisała:

                  > ależ moje pytanie ma głęboki sens maleńka: jaki jest cel zamieszczania obcojezy
                  > cznych wtrętów na polskim forum?

                  Ok, a masz coś do dodania w temacie wątku?

                  p.s studium przypadku nie zmieściłoby się w tytule postu, a chciałam podkreślić, że będzie takowe poruszane w moim wątku. Możemy ten temat zamknąć? możesz ostatecznie uznać, że chciałam pochwalić się swoim angielskimwink po prostu często używam tego określenia i jest to taka moja naleciałość. Mogę taką mieć? czy jak ktoś napisze w poście 'sorry' to też tak dbasz o czystość języka? btw też jest zwrotem ang. - również prowadzisz wojnę z 'użytkownikiem' tego zwrotu?
                  • papalaya Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 13:23
                    owszem, dbam o czystośc języka, nie używam pidżyna rodem z ołpenspejsa w offisie

                    a swoją drogą nie wiem co to jest 'btw" big_grin
                    • tabakierka2 Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 13:25
                      papalaya napisała:

                      > owszem, dbam o czystośc języka, nie używam pidżyna rodem z ołpenspejsa w offisi
                      > e
                      >

                      pidżyna???big_grin co to?

                      > a swoją drogą nie wiem co to jest 'btw" big_grin

                      by the way, z tego, co wiemsmile
                      • hellulah Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 26.03.12, 13:39
                        > pidżyna???big_grin co to?

                        pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyki_pid%C5%BCynowe
              • rosapulchra-0 Re: a co to za słowo w tym nawiasie? 16.05.12, 17:23
                Tabakierka, olej tego trolla papajaja, ulżył sobie na forum i tyle jego.
    • turzyca Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 12:41
      Psychologa (psychoterapeute) dla niej.
      W tym wypadku dlatego ze jej problemy ze zwiazkiem, to pochodna jej problemow z sama soba. A argumentowac, mozesz tak, ze psycholog dla jednej strony pomaga czesto na problemy w zwiazku, bo zwiazek to interakcja, wiec zmieniajac nasze zachowanie mozemy zmienic funkcjonowanie watku (nie dotyczy psychopatow). Co jest prawda, ale w tym wypadku naprawde drugorzedna, dziewczyna potrzebuje przede wszystkim nauczyc sie, ze zasluguje na dobre rzeczy na poziomie emocjonalnym.
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 12:48
        turzyca napisała:

        bo zwiazek to interakcja, wiec zmieniajac nasze za
        > chowanie mozemy zmienic funkcjonowanie watku (nie dotyczy psychopatow). Co jest
        > prawda, ale w tym wypadku naprawde drugorzedna, dziewczyna potrzebuje przede w
        > szystkim nauczyc sie, ze zasluguje na dobre rzeczy na poziomie emocjonalnym.

        pytanie czy pan nie jest psychopatą, bo wiele jego cech o tym, niestety świadczyuncertain
        nie wiem, czy czytałaś to co napisałam o kradzieży jej torebki i porzuceniu jej w lesie pod miastem ( koleżanki, nie torebki)? normalni ludzie nie kradną swoim połówkom torebek (w celu przeszukania), a później tych połówek nie porzucają w lesie podmiejskim bez dokumentów, telefonu, pieniędzy...plus szarpanie, zrzucanie winy na nią za całe zło świata.
        O terapeucie jej wspominałam - myślę, że nie jest zainteresowana ( takie odniosłam wrażenie).
    • anika772 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:16
      Ty się jeszcze pytasz co doradzać..?
      Jak najszybciej rozwód, jeśli jej zależy, to także stwierdzenie nieważności sakramentu (uzyska bez problemu- niechęć do posiadania dzieci, niedojrzałość, i emocjonalne uzależnienie od matki wystarczą)
      • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:24
        anika772 napisała:

        > Ty się jeszcze pytasz co doradzać..?
        > Jak najszybciej rozwód,

        pisałam już o tym wcześniej - mi nie wolno dawać jej takich rad, a i oni na pewno się nie rozwiodą.

        jeśli jej zależy, to także stwierdzenie nieważności sak
        > ramentu (uzyska bez problemu- niechęć do posiadania dzieci, niedojrzałość, i em
        > ocjonalne uzależnienie od matki wystarczą)

        o dziecko starali się od 3 miesięcy, od matki uzależniony nie jest (co najwyżej od kompa), emocjonalnie był niedojrzały zanim się pobrali...
        • anika772 Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 13:31
          No więc doradzam, Tobie to, co Triss_merigold6- odciąć się i nie być wieszakiem na jej żale, bo Cię to wykończy.
    • a.va Re: co byście poradziły (case) 26.03.12, 21:43
      Namówiłabym ją na kilka spotkań z dobrym psychologiem. Pod byle jakim pretekstem (może być ten powyżej - że jak jedna strona związku, to druga itd.). Skoro była ambitną, fajną dziewczyną, tylko czasem emocjonalnie niestabilną, to powinna nabrać trochę stabilności i siły - inaczej będzie ci się tak wypłakiwać przez następne 20 lat, zamiast się ruszyć i coś zrobić.
    • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 15:41
      nie trzebasmile
      przyjaciółka już jest szczęśliwa w małżeństwie (???) i stara się o dziecko...
      • toxicity1 Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 15:44
        tabakierka2 napisała:

        > nie trzebasmile
        > przyjaciółka już jest szczęśliwa w małżeństwie (???) i stara się o dziecko...

        Tja......
        • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 15:45
          toxicity1 napisała:


          >
          > Tja......

          staram się nabrać dystansu i już się jej sprawą nie ekscytować...
          jej życie, jej wybory.
          Co więcej mogę?uncertain
          • toxicity1 Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 16:44
            tabakierka2 napisała:


            > staram się nabrać dystansu i już się jej sprawą nie ekscytować... jej życie, jej wybory.
            > Co więcej mogę?uncertain

            No i słusznie.smile
    • totorotot Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 18:51
      Trzymałabym się z boku i drążyła skałę, albo i nie- aby samej sobie nie obniżać nastroju bezsensownym mieleniem językiem, skoro moje sugestie pozostawałyby bez echa
      Mam podobną koleżankę z partnerem-kretynem, ale nie wtrącam się.
    • asocial Re: co byście poradziły (case) 16.05.12, 20:40
      Skoro opcja rozwodu nie wchodzi w gre, to nie pozostaje nic innego jak meczyc sie mniej wiecej do 80tki (zakladajac ze tyle przezyje) z facetem ktory ma ja gdzies i ktorego nie kocha, skazana jest na posiadanie dzieci, z facetem ktory dzieci nie chce, a ty, jesli chcesz byc jej przyjaciolka ¨po wieki wiekow¨, skazana jestes na sluchanie biadolenia przez najblizsze kilkadziesiat lat.
      Swoja droga takie mimozy doprowadzaja mnie do szalenstwa.
      Mialam taka bliska przyjaciolke, od czasow podstawowki. Wieczne problemy w zwiazkach, te same schematy wiecznie sie powtarzajace. Po skonczeniu studiow i kilkunastu/ kilkudziesieciu podobnych ¨zwiazkach¨ stwierdzilam, ze przez 10 lat zrobilam wszystko co moglam, tlumaczylam, zabieralam na imprezy, kupowalam lody, sluchalam, wsciekalam sie, tlumaczylam, proponowalam terapie, pokazywalam powtarzajace sie problemy i... nic. I wtedy uznalam, ze nic wiecej nie moge zrobic i na nic wiecej mnie nie stac- a wysluchiwanie czyjegos rzepolenia samej mnie szkodzi i wykancza. Dzisiaj znajomosc jest na etapie czysto kolezenskim, panna wciaz popelnia te same bledy, tylko kaliber coraz powazniejszy, typu ciaze z niewlasciwymi kolesiami czy kredyty. A panna jest niezwykle inteligentna, na kierowniczym stanowisku (!), ma niezwykle kwalifikacje, itp. Jak widac dojrzalosc emocjonalna nie zawsze idzie w parze z wyksztalceniem.
      • asocial Re: co byście poradziły (case). oto rady: 16.05.12, 20:43
        i skoro rozwod nie wchodzi w gre mozesz dac jej takie rady:
        - skoro facet nie chce dzieci, to dziuraw gumki albo przestan brac tabsy
        - jesli cie meczy jego brak zainteresowania, a sie nie rozwiedziesz, to zacisnij zeby i wytrzymaj
        - jesli potrzebujesz pomocy w domu od faceta, to zadzwon po tate
        - jesli facet cie bije, to nie martw sie, nadstaw ten policzek, w ktory ostatniio nie bil, bedzie mniej bolec. Kladz sie na podlodze w pozycji, by oslaniac najbardziej newralgiczne miejsca
        - jesli bedzie bil dzieci, usmiechaj sie i staraj sie unikac konfliktu

        • tabakierka2 Re: co byście poradziły (case). oto rady: 17.05.12, 09:23
          rad już jej udzielać nie będę - kurcze, mamy po 28lat, a nie 18uncertain
          pan JUŻ dzieci chce ( zaskoczenie - to dzieci się nie robi za pierwszym podejściem?confused pan ma 33lata, żeby mieć obraz sytuacji), a wtedy milczał i ją zlewał, bo 'chciał ją ukarać za to, że nie chciała iść z nim do klubu, zagrać w piłkarzyki' (?!?!?!?!). Poza tym i ona przyznała się, że pana prowokowała mówiąc, że w skrócie właściwie do niczego nie jest jej potrzebny...
          Jak pisałam - nie moje rybki, nie moje akwarium.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja