attiya Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:42 a to nie wiedziałaś, że z pijanym nie szarpie się, nie prowoukuje się go, bo wódka uderza jednak do głowy i nie wiadomo co ktoś po alkoholu może zrobić? Tym bardziej, że ostrzegał ciebie, żebys nie prowokowała go Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:52 Atka, po tym jak ona się zachowywała, to i trzeźwemu puściłyby nerwy. Jak by mnie chłop zaczął okładać po twarzy, wyzywać od najgorszych (tak, najgorszych, bo używała słów rynsztokowych), szczypać, szarpać, to by był koniec małżeństwa. Takiego zachowania nic nie usprawiedliwia. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:58 Morze wyrozumiałości dla pijaczyny i totalny brak zrozumienia dla zdesperowanej żony. Zastanawiająca jest ta ematka... Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:08 Anulka, no tylko nie Ty z takimi tekstami... Jeśli jest głębszy problem z alkoholem (z postu założycielskiego nie wynika), facet upija się, mimo, że nie powinien, to zrozumiałabym wkurw za napicie. Ale jakie to jest usprawiedliwienie dla takiego zachowania żony w stosunku do męża? (mam na myśli to 'budzenie'). Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:19 Erinku, no dobrze, ona popełniła błąd z tym "budzeniem". Ale jak myślę był to efekt frustracji, bezradnosci i bezsilności. On naprawdę nie musiał jej przylać, mógł ją powstrzymać, bez okładania po twarzy. To że jest pijany nie jest dla mnie żadnym usprawiedliwieniem. Już wcześniej zdarzało sie, jak pisze, ze mąż ją "szarpał". No sorry, ale to nie mieści się w kanonie normalnego zachowania. I zgadzam się z Triss akurat, że zachlany pan mąż za dnia walający się po kanapach to fatalny przykład dla dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:23 kuzwa jaki blad ? lanie kogos to blad ? i niby jak mial sie bronic ? grzecznie poprosic pania zeby laskawie przestala go szarpac ? silowac sie z furiatka ? Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:34 Nie wiesz, że skoro ona jest kobietą to jej się powinno wybaczyć, mimo że jest furiatką i nie lepsza od własnego męża Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:33 Oczywiście, że on nie musiał jej przylać, ale kurcze, no jakoś w tej opisanej sytuacji bardziej jestem w stanie zrozumieć (co nie znaczy - pochwalać) reakcję męża z plaskaczem na 'otrzeźwienie' rozhisteryzowanej żony, niż jej zachowanie w celu budzenia. Żeby nie było - jedno i drugie naganne. I nie ma tu znaczenia, czy ona zdesperowana, a on nachlany. No i ja nie jestem radykałem w temacie 'dziecko nie może widzieć pijanego rodzica', jeśli to polega na tym, że taki rodzic po kielichu grzecznie śpi na kanapie i zdarza się to sporadycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:11 Nie każda ematka. Ale faktem jest, że kobieta źle usiłuje to rozgrywać. Powtarzam - ONA do poradni. Odpowiedz Link Zgłoś
iuscogens Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:14 Ja tu widzę brak zrozumienia dla agresywnej żony, która stosuje przemoc. Proponuję jeszcze raz odwrócić sytuację i wyobrazić sobie, że to pani spotkała się z koleżankami, wypiła za dużo, odsypia, o 10 rano mąż zaczyna ją wyzywać, szarpać, walić po twarzy, bo ma iśc do sklepu. Już widzę jakbyś wtedy broniła tego 'zdesperowanego" męża. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:31 wyobrażni mi nie starcza natomaist ja sie robie agresywna gdy moj maż chrapie i na jego argument, ze to nie jego wina odpalam, że moja tymbardziej ale tutaj czuje sie usprawiedliowna, gdy łokiec idzie ruch;D Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:36 sa takie silikonowe cosie ktore sie do nosa chrapiacym wsadza ale w sumie nie wiem czy dzialaja moj nie chce sprobowac Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:38 ja kiedys wzniosłam się na wyzyny okrucienstwa zdecydowanie nie chrapie jak ma chlodno- a zeby mial chlodno nie zawsze wystarczy otworzyc okno, wiec zabieralam mu kołdrę i się nie przyznawałam i wmawiałam mu ze sie rozkopuje Odpowiedz Link Zgłoś
cherry.coke Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:59 To nawet nie chodzi o pijanego, nikogo nie budzi sie ze snu walac go po dziobie i wyzywajac. Przylaczam sie do glosow, ze to byla bojka. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:01 bojka to jest jak obie osoby skacza do bicia jak jedna oklada druga a ta druga oddaje dopiero po ostrzezeniu to nie bojka tylko samoobrona Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:06 czarnaalineczka napisała: > bojka to jest jak obie osoby skacza do bicia > jak jedna oklada druga a ta druga oddaje dopiero po ostrzezeniu to nie bojka > tylko samoobrona Dokładnie. Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:34 > a to nie wiedziałaś, że z pijanym nie szarpie się, nie prowoukuje się go, bo wó > dka uderza jednak do głowy i nie wiadomo co ktoś po alkoholu może zrobić? Tym b > ardziej, że ostrzegał ciebie, żebys nie prowokowała go Jakby mnie ktoś usiłował budzić okładając po twarzy, szczypiąc i obrażając, to przywaliłabym bez żadnego ostrzegania, i raczej czymś ciężkim, nawet na trzeźwo... Odpowiedz Link Zgłoś
lolinka2 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:56 ale to naprawdę wygląda na przywołanie histeryczki do porządku... facet się schlał - no, naganne (i u mężczyzny, i u kobiety), ale się zdarza ludziom... Nie robi tego regularnie. Leży spokojnie i śpi. W tym momencie histeryczka, która ewidentnie ma "coś" w skrypcie nt alkoholu (tak wynika z postu), leci do niego z łapami, zaczyna wyzywać i bić. Potraktował jak niespełna rozumu, ostrzegł (i słusznie), nie pomogło, to przywalił. Może ja jestem dziwna, ale on w mojej ocenie behawioralnie skorygował jej zachowanie. Tym kodem, który ona zrozumie (bo go sama stosuje). Odpowiedz Link Zgłoś
goodnightmoon Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 13:57 A ja się zgadzam z kotą_marcową ... wygląda na to, że mamie Karolinki po prostu się nudzi, więc postanowiła troche potrollować Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:06 Fakt mozliwe, ale sytuacja dla mnie jak najbardziej mogla miec miesjce, tylko moze akurat nie w tym przypadku. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:30 Czytalam juz iedys podobny watek, ze zona uderzyla meza a ten jej oddal ale nie wiem czy to na ematce bylo. No ale watek rozwinal sie bardzo podobnie jak ten. Odpowiedz Link Zgłoś
selavi2 karolinki _mama 01.04.12, 14:03 W internecie możesz sobie wejść na stronę al-anon. Dostaniesz tam wiele wsparcia i zrozumienia oraz wiele konkretnych wskazówek i sposobów działania. Bo upijanie się do nieprzytomności nawet parę razy w roku, może być zwiastunem poważniejszych problemów dla calej Waszej rodziny. Ja w al-anon jestem od 4 lat i pomogło mi to bardzo. Szczerze polecam. Pomysł zgłoszenia się do poradni też uważam za dobry. Ale wejście na stronę jest łatwiejsze. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
karolinki_mama Re: karolinki _mama 01.04.12, 14:07 Dziękuję bardzo za adres, napewno skorzystam. To już jest jakiś punkt zaczepienia. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: karolinki _mama 01.04.12, 14:31 Ale gdzie on był upity do nieprzytomności? Facet poszedł na balangę, wypił, wrócił samodzielnie i poszedł spać. Całą noc miał zarwaną do tego działanie alkoholu, takiego człowieka nie budzi się po 3 godzinach. Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: karolinki _mama 01.04.12, 14:36 No ale ona musiała, bo dziecko ma katarek i jak ona ma go wziąć do sklepu...nie, nie rozumiem, mimo, że upity mąż też mnie denerwuje. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:04 Wiesz dlaczego tak denerwuje jego Cie picie, znalazlas prawdziwy powod? Zle zrobilas ze zaczelas go bic, ale jestem w stanie Cie zrozumiec. Zachowywalas sie tak wczesniej? W jakich sytuacjach zdarzalo mu sie Ciebie szarpnac? Odpowiedz Link Zgłoś
inguszetia_2006 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:10 Witam, No uderzył, bo go potraktowałaś jak menela i śmiecia, którym nie jest. Picie raz na pół roku jest akceptowalne i nazywa się dobrą zabawą w gronie męskim;-P Ja też z koleżankami za kołnierz nie wylewam, a budzić mnie nie wolno w sobotę, bo mam kaca i potrzebuję snu i ogórków kiszonych. Jakby mój mąż mnie tak zwlekał z łóżka, to by już nie żył. Jest umowa, że idę w tango, to częścią umowy jest też to, że rano nikt mnie nie budzi, nie szczypie, nie wyzywa, nie wali ostentacyjnie garami,nie brzęczy nad uchem, nie robi pogadanek na temat trzeźwości. Pzdr. Inguszetia Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:17 A ciekawa jestem, co obrończynie zachowania żony powiedziałyby na to: "Mam problem, wczoraj spotkałam się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami, wypiłyśmy trochę wina, a że spotkanie potrwało do 7 rano, to byłam okropnie zmęczona no i wstawiona. Położyłam się spać cichutko na kanapie, żeby nie denerwować męża. Nagle koło 10 po 3 godzinach snu, obudziło mnie szarpanie i krzyki. Mąż stał nade mną, szarpał mnie i szczypał, do tego wrzeszczał i wyzywał od s*,k*,ci*. Zaczął lać mnie po twarzy, półprzytomna powiedziałam żeby dał mi spokój bo mu oddam. Ten wpadł w szał, zaczął wyzywać mnie jeszcze gorzej i okładać na całego, najgorsze, ze po twarzy, no to wstałam i dałam mu strzała w twarz żeby się opanował i uspokoił. Czuję, że już dłużej tego nie wytrzymam, dodam, że takie spotkania mam góra 3 razy na pół roku. Doradźcie co robić" Założę się, że połowa kazałaby dzwonić żonie na policję i oskarżyć męża o przemoc domową. Odpowiedz Link Zgłoś
iuscogens Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:26 Dodajmy jeszcze, że ów mąz obudził żonę wyzwiskami, waleniem po twarzy i szarpaniem, bo chciał, żeby poszła zrobić zakupy... Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:30 O tak, zapomniałam o zakupach. Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:38 no przecież kobiecie wolno, mężczyźnie nie Odpowiedz Link Zgłoś
bloopsar Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:40 > A ciekawa jestem, co obrończynie zachowania żony powiedziałyby na to No właśnie, 10/10. Ja rozumiem 'chwytliwą' kontrowersję stwierdzenia 'pijany mąż mnie uderzył', ale po opisie całej sytuacji to zaczyna wyglądać raczej na 'mąż bronił się przed moim niesprowokowanym histerycznym atakiem' i już nie wygląda tak jednoznacznie. Twoja wersja z odwróceniem ról doskonale to pokazuje. Dla mnie facet bijący kobietę to pętak, ale tutaj sytuacja jest bardzo niejasna - właściwie to mogło być nawet tak, że mąż się bardziej zasłaniał i opędzał od ciosów po twarzy (pamiętajmy, że był podpity i na wpół śpiący) i niejako 'przy okazji' uderzył autorkę wątku. To tak jakby dźgać ostrym kijem i kopać psa do momentu aż nas ugryzie, a potem zgłaszać 'niebezpieczną bestię' do uśpienia. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:17 Dlaczego wina? Dlaczego troche? Wodka tutaj nie pasuje? Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:32 Niech ci będą drinki, co za różnica czym się upije. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:38 Jest inny przekaz. Wypilysmy troche wina a pilysmy wodke i wrocilam zalana. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:43 > Jest inny przekaz. > Wypilysmy troche wina a pilysmy wodke i wrocilam zalana. No i? Nawet jeżeli piłam wódkę i wróciłam zalana to wróciłam o własnych siłach, położyłam się po cichu w drugim pokoju na kanapie, żeby nie przeszkadzać i nie wkurzać współmałżonka. Gdzie tu menelstwo i powód od bicia poniżania szarpania wyzywania? Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:52 Gdzie tu menelstwo i powód od bicia poniżania szarpania wyzywania? Nigdzie nie pisalam o czyms takim. Odnioslam sie tylko do Twojej 'historii', ktora wg mnie w wersji zenskiej byla zlagodzona. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:33 > Odnioslam sie tylko do Twojej 'historii', ktora wg mnie w wersji zenskiej byla > zlagodzona. No to ją odłagodziłam i nadal twierdzę, że te osoby żonie w takiej sytuacji kazałyby wzywać policję zakładać niebieska kartę i oskarżyć męża o przemoc. > Gdzie tu menelstwo i powód od bicia poniżania szarpania wyzywania? > > Nigdzie nie pisalam o czyms takim. > No właśnie, bo nic tego nie usprawiedliwia. Autorka o ile oczywiście pisze poważnie i nie robi sobie jaj, ma jakis ewidentny problem ze sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
bloopsar Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:28 Czyli podsumujmy: - mąż jest ogólnie w porządku człowiekiem, rozważnym i odpowiedzialnym mężem i ojcem - mąż na imprezy chodzi rzadko (3 razy na pół roku to raz na dwa miesiące, to tak dużo??) - jak już sobie poszedł, to obudziłaś go po 3 godzinach od zaśnięcia, czyli już czuł się fatalnie i nadal był daleki od trzeźwości - obudziłaś go bijąc go po twarzy i ordynarnie wyzywając, na pewno był to dla niego szok i zaskoczenie, bo co on niby zrobił? - mimo dwóch powyższych punktów mąż na początku zachował cierpliwość i grzecznie (pewnie bełkotliwie, bo nadal był pod silnym wpływem alkoholu, ale jednak kontrolował się) poprosił abyś przestała i ostrzegł, że mu się to bardzo nie podoba (ciężko się z nim nie zgodzić) - ty nie przestałaś, wręcz zintensyfikowałaś swój atak (a przecież ty byłaś trzeźwa, wyspana itd.) - mąż w końcu ci oddał (ok, nie powinien, ale nie każdy ma anielską cierpliwość do przyjmowania razów i wyzwisk, szczególnie czując się bardzo źle) - i ty teraz myślisz o rozwodzie, widzisz oczywistą winę męża (policja? szkoda, że on do ciebie nie wezwał!) - potrzebujesz rady? zastanów się nad jakąś terapią kontrolowania gniewu, bo masz z tym spory problem. ok, nie lubisz jak mąż pije alkohol, ale o ile robi to rzadko (a robi) i nikogo przy tym nie krzywdzi (zanim został brutalnie zaatakowany tylko sobie odsypiał, nawet jego pierwszą reakcją był spokój i prośba o odpuszczenie), to nie jest to absolutnie powód do takich brutalnych reakcji - czy jak za kilkanaście lat córka wróci podchmielona z imprezy to też zaczniesz ją bić po twarzy i wyzywać od szmat? chyba musisz przepracować jakiś osobisty problem, jesteś może DDA? - problem ewidentnie masz ty, przemyśl całą sytuację na spokojnie 'z boku' i zastanów się jak to wszystko wygląda dla postronnego 'widza' - czy nadal uważasz męża za opoja, świnię, brutala, materiał na exa itp.? - wszystko napisane powyżej bazuję tylko na podstawie twojego opisu, sytuacja może być inna, ale tak to wygląda po przeczytaniu twoich własnych słów Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:44 Jeszcze cos: - Niestety, mąż jest bardzo nerwowy, potrafi nawrzeszczeć z byle powodu na kazego, jeśli coś nie idzie po jego mysli. - Mężowi zdarzało się mnie szarpnąć ale nigdy uderzyć, jeśli dochodzi między nami do awantur to zawsze po pijanemu. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:56 Podejrzewam, że ona go regularnie tłucze jak on sobie popije, a on jej oddaje. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 14:59 Wlasnie dlatego wyzej sie zapytalam jak to wyglada. Odpowiedz Link Zgłoś
kowalka33 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:05 Tak...emama to swiatowa kobieta,taka czuła i wyrozumiała maż emamy moze się nawalać do nieprzytomnosći , no ale to emamy nie wkurza nic a nic. Emama grzecznie chodzi na paluszkach zeby nie obudzić pijaka dziekując bogu że mąż wyłączył tel o 4 rano bo ga baba irytowała a nie ktoś biedaka pobił. Wiecie jak się to nazywa fachowo " zapewnienie komfortu picia" w sam raz do uzaleznienia na przyszłosć. Zastanawia mnie jak bardzo jesteście w stanie tolerować pewne rzeczy i wybaczać. Dla mnie zachowanie faceta jest ponizej (akcja wóda, wyłączony tel. i zwał w domu) też mnie trafił by szlag , gdyby mój mąż spał pijackim snem w ubraniu i też bym go zwlekła...Ciekawe jak kobiety stoją za kobietami...zero solidarności , wszyscy murem stają za nawalonym gnoijkiem. Ona tu nie pisała ze drze się na męża bo nie zakręcił tubki z pastą czy daje mu w gębę bo spóznił się 5 minut. Miała prawo być wkurzona jak napruty gwiazdor pojawił się nad ranem. No emama siedzi cicho bo jak nic dostanie w dziób a facet ma prawo się napić... Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:09 Aha, znaczy się budziłabyś go nawalając po twarzy, szczypiąc i wyzywając Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:19 A Ty co bys zrobila? Tylko nie pisz czego bys nie zrobila. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:25 Nic. Dałabym się wyspać, zrobiłabym herbaty, podała tabletki przeciwbólowe i ugotowała stosowny do jego samopoczucia obiad. I piszę to bardzo poważnie, bo dla mnie upicie się męża raz na jakiś czas, nawet do zgonu (gdyby się to zdarzyło) to nie jest powód do robienia awantur. IHMO, on już wystarczająco sam się pokarał kacem gigantem. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:29 Nie przypuszczałam, że taki dzień nadejdzie, ale pierwszy raz w życiu zgadzam się z pulchnąrosą. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:43 Absolutnie nie bede tolerowala pijanstwa i nieumiejetnosci powiedzenia nie w odpowiednim momencie. Jezeli moj maz wroci w tak fatalnym stanie, ze tylko padnie albo co gorsza nie bedzie w stanie sam dojsc (co by bylo dla mnie totalnym zaskoczeniem), to najprawdopodobniej pierwszy raz mu pomoge ale za drugim razem nie zrobie nic. Zero tolerancji dla takich zachowan. Jezeli pijesz i nie potrafisz powiedziec nie, nie pij albo zacznij sie leczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:44 Aha, i co wtedy go bijesz i wyzywasz od różnych Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:51 Za drugim razem, weźmiesz i mu nastrzelasz po twarzy? Bo cały czas o to się rozchodzi, ja rozumiem, gdy ktoś nie toleruje takiego zachowania, ale chyba bicie nie jest jedynym wyjściem. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:02 Nie pomoge mu w niczym. Mysle ze takie niekontrolowane uwalanie sie, doprowadziloby do sporego kryzysu miedzy nami. I ja nie pisze caly czas o biciu, wg mnie (o ile to w ogole prawdziwa historia) jej sie po prostu ulalo albo jest to pewna norma u nisch. Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:40 No jak to co, zwaliłabym go z kanapy i prała po twarzy ile wlezie, a później przyszła na forum się żalić jaki to mój mąż zły i mnie bije A tak powazne Nic bym nie zrobiła, jedynie co, to mogłabym sobie pogderać i focha strzelić, zresztą zazwyczaj właśnie to robię. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 07:08 Generalnie odpowiada mi model z "Ziela na kraterze". Dać się wyspać, otrzeźwić kawą i po niejakim doprowadzeniu do pionu stosować tortury moralne. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:12 Zwlaszcza ze nie bylo to pierwszy raz. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:13 Naprawdę uważasz, że bicie i wyzywanie jest najlepszym rozwiązaniem?? Odpowiedz Link Zgłoś
bloopsar Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:15 Po pierwsze facetowi zdarza się to raz na dwa miesiące, więc skoro poza tym jest świetnym facetem, dobrym mężem i ojcem, to podciąga się to spokojnie pod 'drobną wadę'. Jeden żre czekoladę, inny 'marnuje czas' oglądając filmy ze Stevenem Seagalem albo grając na kompie, a mąż autorki raz na długi czas idzie na całą noc na imprezę. Ty od swojego wymagasz bycia idealnym cyborgiem?? Po drugie jeśli już jest to aż takim problemem dla żony, to należałoby chyba raczej pomyśleć nad innym rozwiązaniem niż bicie i wyzywanie męża, nie uważasz? Piszesz, że ty swojego też byś zwlokła - to już samo w sobie jest wredną zemstą, no ale niech będzie, ale czy do tego zwyzywała byś go i pobiła?? Uważasz to za normalne i wychowawcze? I znowuż: taka reakcja byłaby zrozumiała, gdyby mąż regularnie się upijał, 'zmenelił', olewał przez to obowiązki, zaniedbywał dziecko i żonę, przepijał kupę pieniędzy itp., ale to się zdarza raz na dwa miesiące i jedyną konsekwencją jest, że akurat wtedy mąż nie pójdzie rano do sklepu! Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:28 Ja tak sobie myślę, że chyba te osoby, co wyzywają faceta od meneli, pijaczyn, alkoholików i innych, same maja problem z alkoholem np. DDA i nie dociera do nich, że niektórzy piją na imprezie od czasu do czasu i nie prowadzi to od razu do alkoholizmu. A to usprawiedliwianie przemocy bierze się stąd, że w pamięci z dzieciństwa maja obraz wkurzonej matki, lejącej pijanego ojca, który codziennie przepijał wypłatę. Inne wytłumaczenie usprawiedliwiania nazywania własnego męża ch*, k* i jeszcze gorzej, do tego bicia go po twarzy,szarpania itp. w głowie mi się mieści. Jak w ogóle można się tak odnosić do własnego męża, ojca dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:51 Ja jestem DDA i nie widze zadnego problemu w piciu alkoholu, tylko w upijaniu sie do nieprzytomnosci, albo do stanu belkotania. Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:53 Też jestem i co z tego? Nie lubię gdy mąż mi się upije bardzo, ale nie biję go. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:03 Odnioslam sie do postu wyzej, to tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 A ja nie jestem DDA 01.04.12, 16:32 A ja nie jestem DDA. Ani dziadków, ani rodziców czy ich rodzeństwa, nie widziałam podpitych podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich chociaż alkohol był. Mój ojciec nie wyskakiwał z kolegami na piwo, nie wracał nad ranem, matka też nie waliła drinków pod wieczorny film. I to jest dla mnie norma. Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: A ja nie jestem DDA 01.04.12, 18:01 > waliła drinków pod wieczorny film. I to jest dla mnie norma. ale ktos inny moze miec inna norme umiesz to pojac czy zbyt trudne Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: A ja nie jestem DDA 01.04.12, 18:13 Umiem pojąć. I już przestałam się dziwić dlaczego dzieci z klasy mojego syna bawią się w picie wódki i skakanie na piwo. Najwyraźniej ich rodzice mają te inne normy niż moja. Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: A ja nie jestem DDA 01.04.12, 19:37 dzieci sie bawia w rozne rzeczy i rodzice moga miec malo do tego Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: A ja nie jestem DDA 01.04.12, 23:14 Dzieci w zabawach wykorzystują elementy rzeczywistości. I całe gotowe kompozycje z tych elementów. Jeśli bawią się w picie alkoholu, to znaczy, że takie widoczki są w ich życiu obecne. Mocno obecne. Odpowiedz Link Zgłoś
przystanek_tramwajowy Re: A ja nie jestem DDA 01.04.12, 23:22 aandzia43 napisała: > Dzieci w zabawach wykorzystują elementy rzeczywistości. I całe gotowe kompozycj > e z tych elementów. Jeśli bawią się w picie alkoholu, to znaczy, że takie widoc > zki są w ich życiu obecne. Mocno obecne. > A jak mamusia się po raz kolejny rozwodzi i sprowadza kolejnego wujka do domu, to się bawią w rozwody i kolejnych wujków przewalających się po mamusinym łóżku? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: A ja nie jestem DDA 02.04.12, 11:44 moj syn uwielbia strzelanki- az starch pomyslec co on w naszym domu widzi Odpowiedz Link Zgłoś
czajkax2 Re: A ja nie jestem DDA 02.04.12, 21:35 aandzia43 napisała: Dzieci w zabawach wykorzystują elementy rzeczywistości. I całe gotowe kompozycj > e z tych elementów. Jeśli bawią się w picie alkoholu, to znaczy, że takie widoc > zki są w ich życiu obecne. Mocno obecne. > Nie mogę się z tym zgodzić. Obydwoje z mężem pijamy alkohol baaaaaaaaaardzo okazjonalnie, a córka miala fazę na stukanie się kubkami z piciem i śpiewania Sto Lat. Również przez jakiś miesiąc dzień w dzień, przy zakupach codziennych, w osiedlowym spożywczaku, głośno przypominała mi że do koszyka nie włożyłam piwa dla tatusia. Odpowiedz Link Zgłoś
czajkax2 Re: A ja nie jestem DDA 02.04.12, 21:21 triss_merigold6 napisała: > Umiem pojąć. I już przestałam się dziwić dlaczego dzieci z klasy mojego syna ba > wią się w picie wódki i skakanie na piwo. Najwyraźniej ich rodzice mają te inne > normy niż moja. Nie, nie umiesz. Widzisz tylko 2 alternatywy: picie na umór lub całkowita abstynencja. Wybacz, ale masz jakiś problem w temacie alkoholu i picia. Wyobraż sobie (chociaż widzę ze raczej ci się to nie uda) że istnieją też ludzie którzy piją alkohol i nie są patolami. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Po raz fefnasty napiszę 02.04.12, 21:44 Po raz fefnasty powtórzę: nie jestem abstynentką i nie zamierzam być, moi rodzice pili alkohol na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich, dziadkowie też (dziadek nawet nalewki robił) ale były to ilości rzeczywiście symboliczne. Nigdy nie widziałam własnych rodziców podciętych, ojciec nie miał nawyku otwierania sobie browara po pracy, a matka nie drinkowała do filmu. Opcja, że ktoś może wrócić skuty w trupa nad ranem była równie absurdalna jak lądowanie ufo w kuchni. Piję mało i w sumie tylko piwo, nie chce mi się kupować win tylko dla siebie, jak ktoś poczęstuje to owszem wypiję bez obrzydzenia. I taki wzorzec mi odpowiada, a odnoszę się cały czas do otwierającego wątek postu w którym pani opisuje kolejny powrót męża spitego na umór i odsypiającego w ciągu dnia. Odpowiedz Link Zgłoś
czajkax2 Re: Po raz fefnasty napiszę 02.04.12, 21:53 triss_merigold6 napisała: > Po raz fefnasty powtórzę: nie jestem abstynentką i nie zamierzam być, moi rodzi > ce pili alkohol na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich, dziadkowie też hmmmmm, wcześniej pisalaś ze rodzice i dziadkowie nie pili wogóle, że ty powielasz ten wzorzec. Jest róznica nie pić wogóle a pić okazjonalnie jakieś tam ilości. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Po raz fefnasty napiszę 02.04.12, 22:12 Na tle polskiej normy, a zwłaszcza normy PRL-owskiej to chyba podpada pod "nie pili w ogóle". Nie pili na co dzień - tak precyzyjniej? Zapraszali zaprzyjaźnione pary, chodziłyśmy z rodzicami na imieniny do zaprzyjaźnionych par i do krewnych, były jakieś sylwestry domowe itd. ale nikt się nie zataczał, nie rzygał, nie wychodził na czworakach, panie nie szarpały panów ani nie syczały znacząco, że już powinni zbastować. Normalnie stosowny alkohol towarzyszył jedzeniu, qrde jak mam opisać normę? Nigdy w życiu nie byłam abstynentką, młodość miałam konkretnie przebalowaną czego nie żałuję absolutnie, ale też nie planuję powrotów. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Po raz fefnasty napiszę 02.04.12, 22:20 Rozumiem, że tylko dla porządku, bez nadziei na dotarcie do świadomości niektórych czytelników, przypominasz to, co już pisałaś nie raz Wiesz oczywiście, że niewygodne puzzelki odrzuca się już wstępie, zanim dotrą na dobre do mózgownicy. Żeby się pozostałe puzzelki ułożyły w jedyny zrozumiały dla mózgownic wzorek Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Po raz fefnasty napiszę 02.04.12, 22:36 Przypomina mi się powiedzenie o nap...laniu wiewiórką w mur oporowy. Człowiek cały czas ma iskierkę nadziei, a tu nic i dalej tą wiewiórką w mur. D Oczywiście, że niektórzy muszą odrzucać niewygodne informacje, prawda jest zbyt okrutna. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:29 Opisana sytuacja nie daje w żaden sposób obrazu stopnia zaawansowania picia męża. Żona uznaje picie do obiadu i tylko wina, picie wódki to dla niej coś godnego potępienia. Całonocne samotne wypady męża na imprezki zakończone odsypianiem są powodem awantur. Wydaje mi się, że kondycja tego związku jest bardzo słaba. Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:37 Tak, tak, emama powinna być solidarna z histeryczką, która napierdziela faceta po gębie. Mój mąż się nie szlaja nie wiadomo gdzie, nie ma w dupie obowiązków, nie upija się w środku tygodnia tak, żeby dezorganizowało to komukolwiek życie. Więc owszem, nie robię awantury, jeśli w jakiś piątek/sobotę napije się więcej, niż jedno piwo. I nie chodzę przy nim na paluszkach i nie pomagam leczyć kaca, ale też nie robię awantur - bo o co? Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:52 > wszyscy murem stają za nawalonym gnoijkiem Nie wszyscy, nie wszyscy, nie demonizujmy Odpowiedz Link Zgłoś
anorektycznazdzira Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:09 > - ty nie przestałaś, wręcz zintensyfikowałaś swój atak (a przecież ty byłaś trz > eźwa, wyspana itd.) Nie była wyspana, bo przecież o 4 nad ranem jeszcze realizowała wewnętrzny przymus wydzwaniania z jakimiś fochami i komendami do wykonania, do chłopa na męskiej imprezie A potem nie mogła zasnąć z wściekłości, że wyłączył telefon : Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra1977 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 15:49 znasz kogos 8 lat i nie widzialas wczesniej jaki to jest czlowiek? Czy przed slubem nigdy nie zdazylo Ci sie go widziec po alkoholu? Wybuchlas zupelnie, wg mnie, nieadekwatnie do sytuacji. Czego sie spodziewalas po imprezie facetow? Mleka, raczej, pic nie beda. OK. Pijany ojciec to nie jest dobry przyklad dla dziecka, ale agresywna, wrzeszczaca i wyzywajaca matka tez nie. Facet idzie na impreze, pije cala noc, wraca do domu, kladzie sie spac i Ty po 3 godzinach wymagasz, by wstal "caly w skowronkach" i poszedl po zakupy? I jeszcze go lejesz piesciami nie szczedzac epitetow? W naszym domu nie ma i nigdy nie bylo alkoholu, ale nawet przez mysl by mi nie przeszlo, bym na Twoim miejscu prosila meza o zakupy wiedzac, w jakim stanie wrocil do domu. Zartujesz chyba, by w takim tempie wytrzezwial. Trzeba bylo zabrac dziecko i, mimo katarku, isc z dzieckiem po te cholerne zakupy, a facet niech to odespi. A jak wytrzezwieje, to ustalic z nim np. to, ze jesli sytuacja sie powtorzy i widomo, ze wroci "na fleku", to niech trzezwieje poza domem, bo nie chcesz, by w takim stanie sie Wam pokazywal (mam 2 sasiadow, ktorzy w stanie wskazujacym na spozycie alkoholu nie wracaja do domu tylko ida spac do samochodu i wracaja do rodziny, gdy juz z nich alkohol wyparuje). Sadze, ze to Ty powinnas go przeprosic i pomyslec o wspolnej terapii nad Waszymi emocjami. Odpowiedz Link Zgłoś
iin-ess Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:15 W życiu nie myślałam, że kiedyś tak powiem, ale po prostu Ci się należało. Odpowiedz Link Zgłoś
redheadfreaq Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 18:00 Mam dokładnie taką samą umowę ze swoim facetem - powyżej pewnej granicy % wysyła mi smsa i wraca rano - a dzieci nie mamy. To, co zrobiła autorka wątku jest tak głupie, absurdalnie i nieracjonalne, że aż się w głowie nie mieści. Zawsze wydawało mi się, że czekające na swoich mężów z wałkiem hetery to bujda z kiepskich dowcipów - a jednak, człowiek uczy się przez całe życie. Wyszedł o 2, wrócił o 7, nietrzeźwy - no na boga, na parapetówce myślałaś, że będzie pił mineralną i zagryzał krakersami? Że jak go tak ładnie potraktujesz, to zerwie się świeży jak skowronek i zaćwierka "Już, robaczku, pędzę po zakupy"? Gdyby ktoś tak, jak ty jego próbował mnie obudzić po 3 godzinach snu - i nieważne, czy byłabym po spożyciu czy nie - i zaznaczam, mówię o szarpaniu, bluzgach i okładaniu - to dostałby taką bombę, że by się ze śmiechu nie pozbierał. A jestem naprawdę bardzo, bardzo spokojnym człowiekiem... Odpowiedz Link Zgłoś
karolinki_mama Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:21 Dla uściślenia - wyszedł o 20, wrócił o 7, przepraszam za pomyłkę . Nie zawala pracy, ponieważ mąż nie pracuje codziennie, na codzień firmą zajmują się menagerowie i kierownicy. Także nie ma mowy o zawalaniu pracy. Zostałam nazwana histeryczką, napewno słusznie w tym przypadku, chociaż tak naprawdę po raz pierwszy puściły mi nerwy. Nie potrafię tego opisać ale to była chyba złość, ból i frustracja, że ZNOWU. Dziecko - jak jedna z Was napisała - nie słyszało co mówiłam, jestem pewna. Wątek poszedł w kiereunku bronienia alkoholu, ok - ale każdy ma swoją granicę i dla mnie włóczenie się po nocy 11 godzin i picie na umór to jest przegięcie, dla Was nie musi, Wasza sprawa. Szkoda, że niewiele osób podpowiedziało jak z tego teraz wybrnąć i jak to mleko zebrać jeśli wogóle warto... W każdym razie dziękuję, przeczytałam wszystkie opinie, są dla mnie bardzo ważne, poza niektórymi w stylu "jak dokopać lezącemu" Odpowiedz Link Zgłoś
princess_yo_yo Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:27 wiele osob napisalo jak sobie z tym poradzic, poszukaj fachowej pomocy dla siebie bo sie ewidentnie nie kontrolujesz i nawet na trzezwo zachowujesz nieracjonalnie. mozna tez zaczac od terapi malzenskiej - jesli oboje chcecie pracowac nad zwiazkiem, co jest dosc watpliwe na podstawie tego watku. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:29 Dziewczyno, nikt nie broni alkoholu! Prawie wszystkie staramy ci się uświadomić, że twoje postępowanie było naganne. Rozumiem motywy, jednak pamiętaj, że agresja ZAWSZE budzi agresję. Dziewczyny ci podpowiedziały, żebyś pomyślała o terapii dla siebie przede wszystkim, bo jesteś furiatką, a to się leczy. Nikt nie pochwalił twojego męża za to, że spił, ani tym bardziej za to, że cię uderzył. Jednak po tym, co sama napisałaś wnioskujemy, że kłopot jest nie w samym męża piciu, ale w waszych wzajemnych relacjach, a od tego powinnaś zacząć próbować rozwiązać problem. Przede wszystkim, gdybym ja była na twoim miejscu, to spróbowałabym spokojnie porozmawiać z mężem, powiedziałabym, że mi przykro, że doszło do takiej sytuacji, że bardzo bym chciała, żeby nie upijał się do utraty przytomności, ale na pewno nie wymuszałabym nic na nim, żadnych obietnic i przyrzeczeń. I zupełnie nie umiem sobie wyobrazić siebie podczas bójki z moim mężem - to jest dla mnie jakaś absurdalna sytuacja po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:32 Nie potrafię tego opisać ale to była chyba złość, ból i frustracja, że ZNOWU. Przyjrzyj się dobrze swoim uczuciom. Szczerze wątpię, żeby trzykrotne spicie się męża wywołało az takie uczucia . Z pewnością jest coś jeszcze. Coś co wydarza się między jednym zakrapianym wieczorem a drugim. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:58 Niech zgadnę: pan popija sobie wieczorami tłumacząc, że musi odpocząć po pracy sącząc te 3-4 browary? Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 19:51 Nie wiem...Odniosłam sie do słów "tyle złego było w tym małżeństwie". Do czego one się odnoszą wie Autorka wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:38 > Niech zgadnę: pan popija sobie wieczorami tłumacząc, że musi odpocząć po pracy > sącząc te 3-4 browary? Triss już nie dopowiadaj bajek, autorka napisała w pierwszym poście, że mąż jest ogólnie ok, a taka sytuacja zdarza się te 3 razy na pół roku. Odpowiedz Link Zgłoś
kroliczyca80 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 19:07 Widać, że chcesz się rozwieść, tylko ten katolicyzm... Moja rada - rozwiedź się, nie warto tkwić w złym związku dla jakichś tam przekonań, które niczego konstruktywnego do twojego życia nie wnoszą... A że związek jest zły, to nie ma wątpliwości, wzajemne okładanie się to efekt, nie przyczyna. Rada na dziś, teraz: porozmawiaj z mężem, powiedz mu to samo, co nam, powiedz też, że jest Ci z nim z rożnych (jakich?) powodów źle i pora się rozstać. Po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love myślę, że demionizujesz i musisz się leczyć 01.04.12, 16:26 Jak chcesz współczucia i zrozumienia idź na forum dla DDA albo anonimowych alkoholików, tam dostaniesz dużo zrozumienia, bo wg tych ludzi 1 kieliszek to już zło. Aczkolwiek zrobią ci pewnie większą krzywdę niż pomogą. Z twojego opisu nie wygląda, żeby był pijakiem czy miał jakiś problem. Był jak widać na tyle trzeźwy żeby sam wrócić do domu (pewnie też na tyle trzeźwy by zamknąć drzwi) i na tyle trzeźwy by się położyć na kanapie. I co że w ubraniu, jakbym wróciła o 7 to też by mi się nie chciało iść kąpać i przebierać. Jedna impreza raz na 2 miesiące to nie jest też nic złego. Piszesz, że są awantury po pijaku, ale podejrzewam że tylko i wyłącznie ty je wywołujesz, a potem sobie wmawiasz, że to on zaczął. Maż wyłączył komórkę, bo nie chciało mu się gadać czyli kłócić z tobą i też dobrze zrobił. Jak rano wracam z imprezy, to nawet bez picia zasypiam w taksówce. Ty oczywiście nie, bo ci się adrenalina rzuca na mózg, więc nie czujesz zmęczenia. Generalnie jesteś taka jakaś bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 16:40 Myślę, że to iż mąż czasami wypije za dużo nie jest tu najważniejszym problemem. Bardziej interesuje mnie ten fragment: "Tyle już złego było w tym małzeństwie" Bo to sporadyczne picie męża nie można nazwać "tyle złego". Zastanów się co jest nie tak w Waszym małżeństwie poza alkoholem. Odpowiedz Link Zgłoś
czar_bajry troll 01.04.12, 17:59 Normalnie troll, żadna nie trolica by tego nie napisała a taka co dostała w gębę tym bardziej, zresztą te co mają "nerwowych " mężów nie szarpią ich i nie wolą po ryju Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: troll 01.04.12, 21:42 czar_bajry też podejrzewałabym, ze to trol, gdyby nie to, że takie baby naprawdę istnieją, świadczą choćby o tym niektóre wypowiedzi w tym wątku zupełnie nie trolowych forumek. Jedyne co mogę napisać, to, to, że współczuję waszym mężą, kotą, dziecią, psą i chomiką. Odpowiedz Link Zgłoś
milenka_net Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 18:53 Na jego miejscu tez bym ci wlała po tej pustej pale! Co dajesz to dostajesz! w czym ty niby jesteś lepsza od niego ? Biłaś go to ci oddał. Gdybyś go nie uderzyła on też by tego nie zrobił Odpowiedz Link Zgłoś
gku25 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 19:00 Będziesz miała nauczkę, że nie budzi się pijanego małżonka. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:44 > Będziesz miała nauczkę, że nie budzi się pijanego małżonka. Absolutnie nie! Będzie miała nauczkę, że ludzi się nie bije. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z forum 01.04.12, 20:25 Ja tylko mam nadzieję, że reakcje na post założycielski są związane z prima-aprilisem, bo jeśli nie, to opadają mi ręce na podłogę. Inne wytłumaczenie mam ewentualnie takie, że w wątku odezwały się panie pielęgnujące syndrom wyparcia, w kontekście swoich osobistych, często pociągających misiów. Owszem, agresja nie była najlepszą metodą. była metodą, którą można nawet śmiało nazwać penisową. ALE - chociaż cierpliwość wobec gościa z problemem alkoholowym jest zdaje się tutaj jakąś ponurą normą (przynajmniej w tym watku), to zdarzają się egzemplarze, które nie mogą i NIE CHCĄ pogodzić się z tym, że odstresowanie mężulka jednak kładzie się cieniem na pożyciu. Widzę z odpowiedzi, że patrzy się tutaj przez nogę, jak sobie chłop musi pofolgować raz na jakiś czas, i jeszcze się do tego dorabia jakieś pseudonaukowe teorie, że taka częstotliwość nie jest straszna, ale działa to moim zdaniem na zasadzie że "na czworaka to nie zdrada". Co do sprania męża, to imo jest to reakcja na frustrację wynikającą z bezsilności. Na miejscu Autorki chwyciłabym męża za barchaty, posadziła przed sobą i spokojnie powiedziała, że albo się to zmienia i ty już chłopie więcej alkoholu nie tkniesz, albo się rozstajemy, tu i teraz, natychmiast. I nie, nie są to gołe słowa - przerobiłam taką historię we własnym życiu. Brzydził mnie bełkot, mętne spojrzenie i słowa bez składu, i ta cała otoczka, którą Autorka doskonale zapewne zna. Laleczki, urzynanie się w trupa zawsze jest syndromem niepokojącym. Zwłaszcza kiedy miś już nie jest nastolatkiem czy balangującym studentem, ale dorosłym panem, który zmachał dziecię i stworzył tym samym z panią rodzinę. Tym bardziej, jeśli nie jest to wspomniany gdzieś wcześniej okazjonalny wyjazd na reset, tylko spontaniczne zachlanie na imprezie na której nic na to nie wskazywało początkowo. Pominąwszy rękoczyn w stronę męża - jeśli to takie normalne i wporzo, że sobie małżonek zachla pałę raz na jakiś czas, to co się będziemy rozdrabniać - może niech zachla również i żona? Bo z tego co widzę, to tutaj się szanowne panie deklarują, że też lubią golnąć od czasu do czasu, czy mi się przywidziało? To może by tak w ramach pielęgnowania węzła - wspólnie? Bo przecież komu to szkodzi, żeby jeden raz w miesiącu wyjść z domu o 20, a wrócić o 7 rano i zachrapać na kanapie? Dzieci przez tą jedną noc sobie poradzą... No i co - taki scenariusz lepszy, kiedy mamusia i tatuś zgodnie idą pod rączkę w tango raz na miesiąc? Nie ma rękoczynów, nie ma kłótni, oboje sobie śmierdzą alkoholem z rana, a jak dzieci są za małe, to w sumie mogą sobie i w domu oboje zapić do nieprzytomności - fajnie jak w kombajnie, i po co się kłócić? A teraz panie się obśmieją że się nabrałam, i będą łaskawe sprostować że wcale tak nie myślały, ok? Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:31 > Laleczki, urzynanie się w trupa zawsze jest syndromem niepokojącym. Ach, skądże, skądże, przecież on nie był zarżnięty, a zaledwie pijany... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:40 I dorosły człowiek, nie student, nie małolat, tak sobie poszedł na parapetówkę do klatki obok i spontanicznie wrócił o 7 rano i padł na mordę nieprzytomny.... I twierdzicie, koleżanki, że to norma jest.. To wiele wyjaśnia. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:46 Ja nie wiem, czy ktoś napisał, że to norma. Ale myślę, że ten alkohol nie pojawił się nagle, bo autorka pisała, że wcześniej mąż też pił. A skoro wcześniej było to do zaakceptowania, to znaczy, że pojawiły się jeszcze jakieś inne problemy. Odpowiedz Link Zgłoś
nutka07 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:47 ''Co ja mam teraz zrobić? Mężowi zdarzało się mnie szarpnąć ale nigdy uderzyć, jeśli dochodzi między nami do awantur to zawsze po pijanemu. On niby obiecuje że nie będzie pił ale widocznie nie zależy mu na mnie i ma to w d... przy następnej okazji.'' Raczej nie akceptowala tego wczesniej. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:26 No tak, fakt. Ale jeżeli została podjęta decyzja o ślubie, to jakoś ta wada została wkalkulowana w ogólny bilans. Odpowiedz Link Zgłoś
duch_mariana Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:14 > I dorosły człowiek, nie student, nie małolat, tak sobie poszedł na parapetówkę > do klatki obok i spontanicznie wrócił o 7 rano i padł na mordę nieprzytomny.... Prawdopodobnie dlatego że to nie jest krawaciarskie getto i wypadałoby się jakoś z sąsiadami integrować. Na parapetówę iść wypada. Jak ktoś się wprowadza, to wiadomo że nic o tych ludziach nie wiesz. Może to gangster jakiś albo wyrokowiec i lepiej go znać i być z nim w dobrych stosunkach sąsiedzkich. Może to profesor uniwersytetu i również dobrze jest go znać. Kim by nie był, zawsze lepiej znać i wiedzieć kto po sąsiedzku mieszka. Odpowiedz Link Zgłoś
paskudek1 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 02.04.12, 09:47 wiesz co triss, wg twoich kryteriów to ja żyje od ponad 20 lat w otoczeniu samych nieodpowiedzialnych alkoholików. Kurka wodna... ciekawe spostrzeżenie. Jeździłam na wakacje z rodzicami do 17 roku życia. Było mi z tym wygodnie i fajnie. Przez 2 tygodnie wakacji ojcowie dzieciom i mężowie żonom pili, zresztą te żony mężom i matki dzieciom też nie były dłużne, I patrz pani, dzieci na to wszytko patrzały I teraz żadne alkoholikiem nie jest i nie bawi się w pijaństwo? A ci mężowie żonom i ojcowie dzieciom pracowali długo i ciężko, żaden z powodu alkoholu roboty w życiu nie zwalił choć o zgrozo, zdarzało im się imprezować także w roku szkolnym A nawet zdarzało mi się wracać ze szkoły i trafiać na imprezkę w domu bo "wczoraj był wtorek" No margines społeczny, alkoholizm i patologia. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 No żyjesz 02.04.12, 10:44 No żyjesz najwyraźniej w otoczeniu osób uzależnionych. Nie ma się czym chwalić, takie wzorce są przekazywane z pokolenia na pokolenie. W tym kraju społeczna akceptacja alkoholików jest ogromna, bo mnóstwo kobiet jest współuzależnionych i przywykły. Dla mnie to patologia, ale jak pisałam - mam inny wzorzec z domu rodzinnego. Nie abstynencki, bo alkohol na imieninach, sylwestrach, urodzinach dorosłych etc. był. Pod namiot z rodzicami i ich znajomymi + dzieci też jeździłam i panowie nie pili, panie też nie, może po lufie przy ognisku i to by było na tyle. Inne środowisko po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: No żyjesz 02.04.12, 14:23 Pod namiot z rodzicami i ich znajomymi + dzieci też jeździłam > i panowie nie pili, panie też nie, może po lufie przy ognisku i to by było na > tyle. Inne środowisko po prostu. Tak mi przyszło do głowy: alkohol w wakacje, pod namiotem... czemu nie. Ale "w wakacje, pod namiotem" wyglądać może tak: zaczynamy piwkowanie przy śniadaniu, albo tuż przed obiadem, nie uwalamy się od razu, ale wieczorem już nie jesteśmy trzeźwi. I tak przez cały urlop. Może też wyglądać tak: okazjonalnie, przy ognisku i gitarze, wypijamy małe co nieco, czasem do obiadu też się zdarzy. Może dogadajmy się, co która z nas rozumie pod pojęciem "normalne, dopuszczalne picie w wakacje" Dla mnie jest to opcja druga. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 02.04.12, 11:45 triss, zrozum, nawet trzęzwy czlowiek jak swinia padł by na morde nieprzytomny jakby wrocił TRZEZWY z imprezy, spotkania, pracy jak nie jest zwyczajny Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:41 zona_mi napisała: > > Laleczki, urzynanie się w trupa zawsze jest syndromem niepokojącym > Ach, skądże, skądże, przecież on nie był zarżnięty, a zaledwie pijany... w życiu nie przypuszczałam że akurat o twoich postach stwierdzę że są mądre i wyważone. szacun, mi. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:54 A ja z kolei nie pomyślałabym Kosheen, że napiszę - zgadzam się z Twoim postem w stu procentach. No ale poszło Teraz wszyscy padają sobie w ramiona, ronią łzy, telenowela forumowa Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:56 > w życiu nie przypuszczałam Życie jest pełne niespodzianek. Też nie przypuszczałam, że się kiedyś pod Twoim postem, jakimkolwiek, dopiszę . Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:15 zona_mi napisała: > > w życiu nie przypuszczałam > > Życie jest pełne niespodzianek. > Też nie przypuszczałam, że się kiedyś pod Twoim postem, jakimkolwiek, dopiszę . tak jest, jak pisze anulka.p - pełna wzrucha! dobra, koniec sentymentów, cieszy mnie że ktoś tu jeszcze rozsądnie przemyśliwa, nieważne czy z frakcji długiego cyca czy ze żmijowiska. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:20 OK, to już teraz bez przeszkód, rzuciwszy zasłonę niepamięci na pierdoły, możemy sobie z dzióbków jeść. Patrz, do czego może doprowadzić zalany mąż jakiejś obcej ematki... Papatki i cmok, cmok, Kosheen, słodziaku. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:28 zona_mi napisała: możem > y sobie z dzióbków jeść. HOLDON, HOLDON, są granice, których przekraczać nie wolno > Papatki i cmok, cmok, Kosheen, słodziaku. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:08 Dobra, to bez całowania. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:12 zona_mi napisała: > Dobra, to bez całowania. Alleluja! napijmy się może. he he. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:17 > napijmy się może. Żebyś nie wykrakała... Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:09 W takim razie dołożę do pieca wzruszeń, bo w tym temacie też muszę się wpisać do waszego teamu w 100%. Odpowiedz Link Zgłoś
aagnes Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 20:53 kosheen4 Jak dobrze, ze to napisalas, bo mi po prostu rece opadlu po przeczytaniu odpowiedzi na post autorki (troll nie troll, wszytsko jedno). cos nieprawdopodobnego, co na tym forum sie dzieje. niejednokrotnie czytalam tutaj maksymalne oburzenie na post, ze ktos ma dosc pieska i chce go oddac, ale jak maz zalany w trupa chlasnąl zone to w ogole sama sie prosila, to cos jak gadanie, ze dziewczyna sama sie o gwalt prosila, bo w krotkiej kiecce paraduje. co z tego, ze go szczypala, czy szturchala, zeby sie dobudzil. niech sie zwlecze, wyleje wiadro zimnej wody na glowe i dojdzie do siebie, jak mial sile chlac do 7-ej to i bedzie mial sile ogarnac sie na kacu, ale nie biedny miś nie dospał, to sama sie prosila.... Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:02 aagnes napisał: > kosheen4 > Jak dobrze, ze to napisalas, Do usług - otóż to, czy troll czy kobieta z prawdziwym powodem - to reakcje mnie najzwyczajniej w świecie zabiły. ps. Zdaje się, że padło słowo "piesek" - woda na mój młyn - moje pieseczki (curunie, sunie, cium-cium kluseczki kochane!) pijanych nie znoszą, jedna się boi, druga chce użreć, jak się jakiś wujaszek z czułościami na cyku zbliża. > bie, jak mial sile chlac do 7-ej to i bedzie mial sile ogarnac sie na kacu, ale > nie biedny miś nie dospał, to sama sie prosila.... plasterek - 5 zł kwaśna woda na ryło - 3 zł życiowa nauczka żeby nie ruszać pijanego - bezcenne za pozew rozwodowy zapłacisz kartą mastercard Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 21:06 Hehehe, dziwny jest teeen świaaat jak twierdził bard. D Pyszczącej nastolatki nie można chlasnąć ścierą, bo dziewczę będzie miało traumę do końca życia; nie wolno trzylatka odesłać na karnego jeżyka, bo jw.; kota z powodu alergii też nie wolno oddać tylko trzeba koniecznie fundnąć odczulanie rodzinie + leki przez parę lat ale jak pa mąż się spontanicznie uj...bie w trupa to jest kul i spoko, taka norma lokalna. Odpowiedz Link Zgłoś
claudel6 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:58 a to dziewczyny poejchaaały. odreagowały wszystkie swoje alkoholowe fobie i leki. HALO. nigdzie w tej historii nie jest powiedziane, ze facet był upity do nieprzytomności i w trupa. przeciwnie, mozemy dedukowac, ze skoro wrócił do domu, to upity w trupa nie był. facet był nieprzytomny po 3 godzinach snu - co jest absolutną fizjologiczna normą, nawet jak sie nie tknęło alkoholu. a co dopiero, gdy jednak sie wypiło. po 3 godzinach snu, gdyby ktoś mnie budził wyzwiskami, to z alkoholem w krwi czy bez, chyba bym zabiła. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 23:05 claudel6 napisała: > a to dziewczyny poejchaaały. odreagowały wszystkie swoje alkoholowe fobie i lek > i. Yhm. Szczęśliwe kołtuny pozdrawiają ze świata w którym nie trzeba wypracowywać sobie wyrozumiałości dla bełkocącego mężulka pod gazem. Tak się tylko niezobowiązująco zastanawiam, czemu aż tak to niektórych boli? Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 02.04.12, 07:13 Między wyrozumiałością "a popij sobie kochanie", a budzeniem waląc po głowie, jest morze możliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:09 Nie fantazjuj, nigdzie nie pisze, że facet był urznięty w trupa. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:19 kol.3 napisała: > Nie fantazjuj, nigdzie nie pisze, że facet był urznięty w trupa. cyt. zaczęłam szarpać męża, oczywiscie był bezwładny, zaczełam więc ot, zgonik poalkoholowy. Odpowiedz Link Zgłoś
claudel6 Re: no no no, czegóż to się człowiek nie dowie z 01.04.12, 22:51 bezwladny jest rownież człowiek śpiący, ale to w świecie kołtuńskich idealnych abstynentek się nie zdarza. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 20:32 Wątek rozwinął się uroczo, aż przyjemnie popatrzeć. Nie wiem, komu bardziej współczuć, czy autorce wątku, czy armii po drugiej stronie barykady. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 20:41 Wyparcie jest typowym mechanizmem obronnym. Oraz redukcja dysonansu poznawczego. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 20:48 triss_merigold6 napisała: > Wyparcie jest typowym mechanizmem obronnym. Oraz redukcja dysonansu poznawczego > . a może to żadne wyparcie, ino norma jezd? tatuś - chlor na wychodnym, a mamusia wieczorem, uśpiwszy dzieciny, tankuje sobie z cicha? ileż tutaj było wątków o tym, że w piątkowy wieczór siedzi emama przed kompem, a przy niej piwko/winko/inny alk? personalnie nie pamiętam, ale przecież to żaden ewenement. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:06 No pojechałaś. Rzeczywiście, w piątkowy wieczór wino przy komputerze to czysta patologia jest. Nie przesadzasz czasem? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:08 I tak w piątek sobotę i w niedzielę przed pracowitym tygodniem i jeszcze jak wolny dzień następny, a potem wąteczek pod zmienionym nickiem, że chyba drogie ematki czy emagielki mam problem z alkoholem. D Odpowiedz Link Zgłoś
sumire Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:11 czy na tym forum istnieje tylko świętość i patologia? Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:16 sumire napisała: > czy na tym forum istnieje tylko świętość i patologia Na tym forum bardzo łatwo zostać uznanym za świętego. Np. mąż cię nie tłucze - jesteś święta. On też. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:24 sumire napisała: > czy na tym forum istnieje tylko świętość i patologia? Nie uprawiam w przydomowym ogródku świętości ani nie pielęgnuję patologii... przynajmniej nie alkoholowej. Ale jeśli jedna ze stron zaczyna hiperbolizować, to trzeba, dla bycia zrozumianym, mówić w jej języku. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:54 No i może mają ten problem z alko. I nawet może się skarżą. Żal ci dupsko ściska? Czy tak się wyżywasz na forum, coby sobie nastrój PMS-owy poprawić? Jedna z drugą i trzecią Dla mnie niedopuszczalne jest to, że autorka postu zaczęła okładać męża po twarzy, wyklinać go i wyzywać. Że się upił? Triss masz na razie wielkie szczęście, bo twój chłop nie pije z powodu.. swojego alkoholizmu. Jesteś z bombą zegarową i nie wiesz, kiedy wybuchnie. Ale dziś jest gut i super, miodzio z kaszaneczką. Mój ojciec, alkoholik, mawiał, że życie na trzeźwo jest piękne, kolorowe, lepsze niż na haju. I co z tego? Nie pił po kilka lat, a potem wracał do nałogu na kilka tygodni, aż doprowadzał się do takiego stanu upodlenia, że trzeba było go niemalże wynosić do auta, żeby dowieść na detoks. A tu dziewczę pisze, że jej chłop 3 razy w przeciągu pół roku się schlał i tragedia normalnie do tego stopnia, że bić go musiała i wyzywać. I to jest OK. Ale jak jej oddał, to już nie jest OK. No to się mylicie, drogie panie. Żadna, ale to ŻADNA agresja nie jest OK. Rozumiem, że wy jesteście z tej frakcji, że gdy widzicie na chodniku leżącego czlowieka, to omijacie szerokim łukiem, bo na pewno sobie na taki los zasłużył. A w domu nie tykacie alko, żeby dzieci miały dobre wzorce. Rzygać mi się chce.. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:02 rosapulchra-0 napisała: > No to się mylicie, drogie panie. Żadna, ale to ŻADNA agresja nie jest OK. a werbalna na forum jest ok? > Rozumiem [ciach] tyle razy ci mówiłem, Watsonie, że jeśli wysyłam cię do sklepu po pół uncji dedukcji, kupuj pół uncji dedukcji a nie pół kilo tajwańskiej podróbki dedukcji Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:11 Agresja na forum również nie jest OK. Odpowiedz Link Zgłoś
fifiriffi Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:22 rosapulchra-0 napisała: > Agresja na forum również nie jest OK. No patrz no...a tobie to całkiem łatwo przychodzi.Stosuj się wiec do swoich słów,które piszesz. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:11 Triss masz na razie wielkie szczęście, > bo twój chłop nie pije z powodu.. swojego alkoholizmu. Jesteś z bombą zegarową > i nie wiesz, kiedy wybuchnie Aaa i wszystko jasne. Tak jak pisałam, ludzie, którzy z alkoholizmem problemu nie mają i alkoholizmu wśród bliskich nie znają, nie mają takich schizów. Dodam, że mój mąż nie pije prawie wcale, nie lubi, przeważnie robi za kierowcę, moja siostra (cioteczna) nie pije w ogóle, ani kropli, bo nie lubi i oboje nie maja problemu jak bliskie osoby, okazjonalnie się napiją. Taką fobię alkoholową przejawiają tylko osoby, które same miały problemy z tym związane, ale wierzcie, że od napicia się do alkoholizmu droga daleka. Problem z alkoholem jest wtedy, gdy ktoś pije bo odczuwa przymus i to wcale nie musi być naprucie do nieprzytomności, wystarczy jeden drink po kolacji, a z kolei ktoś, kto od czasu do czasu się nawali, bo jest okazja, ale normalnie by tego nie zrobił alkoholikiem nie jest, ale komuś z fobią trudno to wytłumaczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:21 Spoko, mój nie pije jakieś 9 czy 10 lat, nie pamiętam dokładnie, bo z trzeźwym się zeszłam i nie mam schiz - ja piję i w domu miewam alkohol, nie muszę chować po kątach. Na spotkaniach towarzyskich też jest alkohol. Chyba nie sądzisz, że wpuściłabym do domu aktywnego alkoholika czy takiego, który zaczyna terapię i musi się ciągle pilnować?! Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:23 O tak, kochana! 9 czy 10 lat niepicia nie powoduje, że facet nie ma problemu. Zważ na to. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:33 Ma - jest niepijącym alkoholikiem i nigdy nie może wypić nawet symbolicznego szampana w Sylwestra. Ja mogę, bo nie jestem alkoholiczką, nie miewam też tendencji do mieszania alkoholu z prochami. Widzisz w tym jakiś problem, bo ja nie? Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:45 > Ma - jest niepijącym alkoholikiem i nigdy nie może wypić nawet symbolicznego sz > ampana w Sylwestra. Ja mogę, bo nie jestem alkoholiczką, No to sobie teraz wyobraź, że ktoś Ci każe zrezygnować z tej lampki szampana, Ty nie chcesz, bo nie widzisz powodu, a ten ktoś zaczyna Ci wmawiać że w związku z tym masz problem z alkoholem... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:51 Reductio ad absurdum. Lampka szampana kontra bezwładny pan, który w takim stanie wrócił po parapetówce i zdarza mu się to regularnie. Zasadniczo gdyby to komuś miało sprawić przyjemność to odpuściłabym tego szampana, nie boli mnie. Równie dobrze mogłabyś napisać, że kobieta, która pod wpływem impulsu w centrum handlowym kupi rajstopy, bo jej się wzorek spodobał, jest zakupoholiczką i zapożycza się w Providencie. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 22:55 REGULARNIE?? Gdzieś ty to wyczytała?? Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:04 Przyczepiłaś się do tej bezwładności. Człowiek wybudzony po 3 godzinach snu, po alkoholu czy nie, ma prawo tak mieć. Ja tak mam, bez alkoholu. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:10 Yyy to autorka wątku w pierwszym poście napisała wprost, że mąż wrócił kompletnie zalany. Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:15 Autorka pisała też, że mąż spał na kanapie, a później, że jest problem ze spaniem na kanapie. Zresztą kurczę, Triss, dla osoby, która uznaje tylko lampkę wina do obiadu, każdy kto wypije więcej, będzie kompletnie zalany. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:21 Nie sądzę. Jestem dziwnie pewna, że kobieta nie reaguje tak bez powodu, dolary przeciwko orzechom, że pani się skumulowało i ulało, w dość samobójczy sposób zresztą. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 07:15 A gdyby pani regularnie się upijała, a panu się skumulowało i ulało atakiem fizycznym, też by było OK? Przemoc jest jeszcze mniej do zaakcpetowania niż alkohol. Jedyne, co ją może usprawiedliwić, to samoobrona. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 08:37 Osoba mająca problem z alkoholem (nie wiem, czy mąż autorki wątku ma, nie potrafię tego stwierdzić na odległość, teraz piszę bardziej ogólnie) potrafi doprowadzić do takiej sytuacji, w której osoba współuzależniona wybuchnie agresją. Wielekroć zdarza się, że to właśnie ona jest postrzegana jako agresor, przyczyna picia i wszelkiego zła, wstrętna qrew i nie wiem, co jeszcze, a alkoholik to 'ten biedny', bo 'żona na niego krzyczy' i on 'musi się napić' (a upijanie się do stanu nieświadomości ma, jak widać, szerokie poparcie społeczne). To jest w chorobie alkoholowej tak powszechne, że aż przykro patrzeć. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 08:51 I też masz rację. Z postu założycielskiego jednak, jak dla mnie, nie wynika, żeby to był ten przypadek. A jeśli nawet - to właśnie dobrze, że ona to przeczytała, bo chyba nie chodzi o eskalację agresji, tylko rozwiązanie problemu bez ponoszenia strat. A masz rację z tym współuzależnieniem i doprowadzaniem etc.. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 09:01 Z postu założycielskiego jednak, jak dla mnie, nie wynika, że > by to był ten przypadek. Bardzo możliwe, dlatego napisałam, że piszę bardziej ogólnie, bo nie potrafię - przy takiej ilości danych - stwierdzić, co komu dolega. Wszystko jedno zresztą, czy jest choroba alkoholowa, czy nie, pierwsza rzecz w takich wypadkach to ratować siebie. Jeśli chodzi o autorkę wątku, to uratuje siebie nie próbując przerobić męża, zmusić go do zmiany zachowania, tylko szukając profesjonalnej pomocy, choćby i w klubie AA, żeby stwierdzić, czy problem leży w alkoholu, czy też nie, a potem może i gdzie indziej. Odpowiedz Link Zgłoś
nabakier Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:27 Triss, to trzeba było tak od razu, i nie projektować waszego problemu na resztę forumowiczek. Wiesz co, sądziłam, że jesteś poważniejsza. jestes żona niepijącego alkoholika i nie znasz zachowań takich, jak Twoje? Nie kontrolujesz ich? Jesteś niewyleczoną osoba współuzależnioną, niestety. Szczęka mi opadła. Ale przynajmniej wiem, na czym stoję, jeśli idzie o Ciebie. Naprawdę jestem zaskoczona numerem, który w tym wątku wywinęłaś. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 00:19 > Wiesz co, sądziłam, że jesteś poważniejsza. jestes żona niepijącego alkoholika > i nie znasz zachowań takich, jak Twoje? Nie kontrolujesz ich? Jesteś niewyleczo > ną osoba współuzależnioną, niestety Wiesz co, sądziłam, że jesteś mądrzejsza Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 07:26 Szczęściara, ja nie miałam złudzeń Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 08:38 Sęp? Dno mi nie przeszkadza, ale dlaczego sęp? Odpowiedz Link Zgłoś
nabakier Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 09:59 bo jak sęp wyczajasz okazję- i to jest dno Odpowiedz Link Zgłoś
lusitania2 Re: jak sęp? 02.04.12, 10:08 Na sępa to kawcia ma za niskie loty. Padlinożerna hiena, ot i tyle, z niej. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: jak sęp? 02.04.12, 10:13 Hiena mi się podoba, chyba bardziej niż sęp. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 10:12 aaaaa Cheer up, już i tak nic się nie da zrobić, ani z Tobą, ani ze mną. Odpowiedz Link Zgłoś
nabakier Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 08:22 Z tym nie ma jaj, Andzia. Bez buźki pozostaję i z zawodem co do Ciebie teraz też. No nic, nic, kiedyś się puzzle składają. Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:31 > Chyba nie sądzisz, że wpuściłabym do domu aktywnego alkoholika czy takiego, któ > ry zaczyna terapię i musi się ciągle pilnować?! Uważasz, że po kilku latach alkoholik nie musi "się pilnować"? O_o... Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 00:33 > Uważasz, że po kilku latach alkoholik nie musi "się pilnować"? O_o... Musi zawsze, ale natężenie tego "musu" i prawdopodobieństwo wejścia w ciąg jest mniejsze po dziesięciu latach bez wpadki, a duże po trzech latach z dwiema wpadkami po drodze. Są przedsięwzięcia mocno niepewne i przedsięwzięcia pewne, powiedzmy, na 95%. Z trzeźwością alkoholików też tak jest. To, czy człowiek wróci do picia, a jeśli już wróci, to na jak długo, zależy od wielu czynników. Poza ogólną konstrukcją psychiczną istotne jest np. to, jak ułożone ma życie, ile problemów przepracował od końca picia, ile nadrobił (wykształcenie, praca, relacje z ludźmi). Jeśli stał się nowym człowiekiem, ma dobre miejsce w rzeczywistości, a do tego konstrukcję psychiczną ma dość mocną, to nie widzę powodu, by drżeć o każdy dzień. Cień widma na horyzoncie zawsze będzie, ale cieni na horyzoncie zawsze jest trochę i szkoda życia na przyglądanie się codziennie im wszystkim. Nie wiem, jak tam z chłopem Triss jest dokładnie, szczegółów nie znam, ale lektura forów gazetowych od pewnego czasu daje mi obraz zwartego i ogarniętego faceta. Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 00:45 Nie musisz mi tłumaczyć, jestem DDA. > Nie wiem, jak tam z chłopem Triss jest dokładnie, szczegółów nie znam, ale lekt > ura forów gazetowych od pewnego czasu daje mi obraz zwartego i ogarniętego face > ta. Nie mówię, że nie - ja też zawsze odnosiłam takie wrażenie. Tylko z uzależnieniami bywa tak różnie, że trochę mnie zaskoczyła taka lekkość stwierdzenia o tym pilnowaniu się, ale może to wrażenie to urok komunikacji za pomocą literek. Mam gdzieś w tyle głowy opowieść o facecie, który choć od 20 lat nie pali, codziennie rano budzi się z myślą o fajce. Ja wiem, ze to nie ten kaliber problemu, ale tak mi się kołacze, że ten chłop po tych 20 musi się pilnować tak samo, jak tuż po rzuceniu, bo mu się zwyczajnie chce jarać. Z drugiej strony, rzeczywiście, fakt, że mimo tego nie pali, pozwala sądzić, że wolę ma jak lina okrętowa. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 21:36 Z drugiej strony, rzeczywiście > , fakt, że mimo tego nie pali, pozwala sądzić, że wolę ma jak lina okrętowa. No właśnie, też mnie to fascynuje od lat. Dlatego tak cenię ludzi nie "uprawiających" swojego nałogu i żyjących w trzeźwości od czynnika uzależniającego. Jakąż wolę trzeba mieć, by codziennie odmawiać sobie tego, do czego tak dusza łka? Nie palę papierosów od 13-stu lat. Bywały okresy, że śniły mi się po nocach. Ale najgorsze było to, że każde NIE na pęd ku zapaleniu, było jednocześnie gwałtem na mojej naturze palacza. Można powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do życia w stanie permanentnego braku i bólu A to jest tylko nałóg papierosowy. Nie wyobrażam sobie, co muszą przechodzić ludzie uzależnieni od substancji psychoaktywnych. Po latach niepalenia zbudowałam sobie coś w rodzaju nowej tożsamości "Ja niepaląca". Nowa natura, nowa Ja - nie ma bólu, bo nie ma gwałtu. Jeszcze się zdarza, że zaskrzeczy gdzieś we mnie dawna Ja, zapachnie dym, błogostan ogarnie na ułamek sekundy, a zaraz potem ból "nie ma, nie będzie". Ale to już nieczęsto. Ja nie wiem, czy dałabym radę, gdybym miała jakiś poważniejszy nałóg. Może i jestem twardziel, ale herosem to już nie jestem Wszystkim permanentnie żyjącym w trzeźwości - Szacun przez duże S Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: Tak sobie tłumacz 03.04.12, 10:15 > > No właśnie, też mnie to fascynuje od lat. Dlatego tak cenię ludzi nie "uprawiaj > ących" swojego nałogu i żyjących w trzeźwości od czynnika uzależniającego. Jaką > ż wolę trzeba mieć, by codziennie odmawiać sobie tego, do czego tak dusza łka? Czasami żadnej woli nie trzeba. Ja nie posiadam silnej woli wcale, jestem temperamentalnie 3-latkiem, który najpierw robi to, co mu strzeli do głowy a potem płacze. Wiele lat nie mogłam rzucić fajek, pomimo tego, że MUSIAŁAM z wielu powodów, a pod koniec paliłam 2 i pół paczki dziennie, jeżeli nie było imprezy a jak była, to 3 paczki dziennie. Fajki kochałam przeogromnie i uważałam, że jestem genetycznym nałogowym palaczem, tak jak połowa mojej rodziny, więc nie wygram z przeznaczeniem. Fajki były symbolem mojej indywidualności i walki o wolność jednostki. Od prawie 2 lat nie palę i nie kosztuje mnie to NIC. Żadnych wyrzeczeń, żadnego łkania duszy, żadnych nowych tożsamości, żadnych zmian trybu życia, mój stary nadal pali, w domu są zawsze fajki, nie zauważam ich. Imprezuję tak samo, w tym samym towarzystwie. Chodzę z palaczami "na papierosa" nie po to, żeby powdychać sobie ukradkiem dym, tylko żeby nie przerywać ciekawej rozmowy. Nie zmieniło się w moim życiu nic, oprócz tego, że nie palę i serio nie mogę się nadziwić, jak mogłam płacić kupę kasy i marnować zdrowie oraz marznąć na balkonie przez pół życia tylko po to, żeby czuć się i bawić się dokładnie tak samo, jak teraz zupełnie za darmo . Z tym, że ja nie rzucałam fajek dlatego, że chciałam, czy musiałam, bo na tym etapie byłam gotowa z radością zajarać się na śmierć, tylko dlatego, że natrafiłam na książkę Allena Carra, przypadkiem zresztą, a w książce nie było informacji, czemu powinnam przestać palić (ziew) tylko pierwsze sensowne napotkane przeze mnie wyjaśnienie, dlaczego palę. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 12:51 Zwarty i ogarnięty facet nawet po 20 latach niepicia może sięgnąć po kieliszek. Osobiście znam taki przypadek, więc nie jestem gołosłowna. Alkoholik niepijący jest jak bomba zegarowa. Jest i już, czy ci się to podoba czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 14:34 Może sięgnąć. Ale prawdopodobieństwo nie jest powalające. Odpowiedz Link Zgłoś
lewapinger Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 02:06 ty nie bàdź taka màdra i pewna swego. ja wpuściłam do domu alkoholika, ktòry nie pił 15 lat. Po pewnym czasie poszedł w cug, że za cholerę nie można było wytrzymać. 3 lata walczyłam. Rosa ma rację. Alko to bomba z opòźnionym zapłonem a w domu alkoholika nie może stać alkohol, nawet kieliszki, każdy terapeuta ci to powie-to wyzwalacze. Siedzisz na bombie, ktòrà sama systematycznie acz nieświadomie odpalasz tylko tego nie widzisz. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Ciekawe 02.04.12, 10:54 Ciekawe jest to co piszesz, bo zdaniem terapeutów trzeźwienie jest procesem rozłożonym na lata i fazy. Trzeźwy alkoholik spokojnie może być w towarzystwie osób pijących i go nie ciągnie, bo zdaje sobie sprawę z własnego uzależnienia i konsekwencji tegoż. Na tym m.in. polega trzeźwość - że może funkcjonować w sytuacjach społecznych z alkoholem w tle i nie pije, mogą w domu stać kieliszki, może czytać książkę z opisami imprez, może w ramach zakupów nabyć dla kogoś wino czy flaszkę i też dorwie się do niej po drodze. Odpowiedz Link Zgłoś
lewapinger Re: Ciekawe 02.04.12, 14:04 Oczywiście, masz rację-trzeźwienie to proces złożony rozciągnięty w latach, na całe życie, nie ma wyleczenia z alkoholizmu, jest zaleczenie, uśpienie. Z alkoholizmu się nie da wyleczyć, alkoholik nigdy nie powróci do sporadycznego wypicia szklanki piwa raz na jakiś czas, to zawsze kończy się ciągiem, kwestia czasu kiedy to tylko nastąpi. Wyzwalaczem nawet nieświadomym dla alkoholika jest kieliszek w domu, ta sama droga do sklepu, którą kiedyś pokonywał idąc po alkohol, alkoholik nie powinien kupować alkoholu komukolwiek, takie sytuacje wywołują suchego kaca, pijackie sny, nawroty alkoholowe. Mój alkoholik zaczął swój nawrót właśnie poprzez najpierw kupowanie alkoholu po drodze z pracy znajomym, uczestniczenie w alkoholowych imprezach, dyskotekach. Potem jak obudził się z trzyletniego ciągu poprosił aby wyrzuciła z domu kieliszki, kufle, zmienił drogę do sklepu, zmienił środowisko znajomych. Ja spędziłam na terapiach 4 lata, to co napisałam ma swoje odbicie w opracowaniach terapeutów, zwierzeniach alkoholików, opracowaniach al annon. Wszystko poparte doświadczeniem alkoholika. Odpowiedz Link Zgłoś
lewapinger I jeszcze to: 02.04.12, 14:09 strona.janochy.pl/wyzwalacze-glodu-w-uzaleznieniach,artykul-18.html ze strony bardzo uznanego przez alkoholików ośrodka leczenia uzależnień. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 14:31 No cóż, czasem bywa i tak. Współczuję, że na was padło. Ale czy jesteś pewna, że twój alkoholik rzeczywiście nie pił przez 20 lat? Odpowiedz Link Zgłoś
czajkax2 Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 21:43 triss_merigold6 napisała: > Spoko, mój nie pije jakieś 9 czy 10 lat No i teraz rozumiem skąd u Ciebie takie a nie inne widzenia alkoholu. Dlaczego uważasz że chlanie na potęgę a wieku młodym, bezdzietnym jest cool? Chlanie na umór na żadnym etapie życia nie jest sytuacja normalną. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:24 Tak jak pisałam, ludzie, którzy z alkoholizmem problemu n > ie mają i alkoholizmu wśród bliskich nie znają, nie mają takich schizów. Raczej nie mają świadomości, że rzeczy, które im wydają się normalne i zwyczajne, nie są ani normalne, ani zwyczajne. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:39 > Tak jak pisałam, ludzie, którzy z alkoholizmem problemu n > > ie mają i alkoholizmu wśród bliskich nie znają, nie mają takich schizów. Nie mam problemu z alkoholem, ani nikt wśród bliskich, a nie uważam zachowanie męża w tym wątku za normalne i zwyczajne. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:45 Zachowanie męża nie jest ani normalne, ani zwyczajne, ale również nie jest to największe przestępstwo wobec rodziny i małżeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:28 Taką fobię alkoholową prze > jawiają tylko osoby, które same miały problemy z tym związane, ale wierzcie, że > od napicia się do alkoholizmu droga daleka. Co ty opowiadasz? Co to w ogóle jest fobia alkoholowa? W moim odczuciu lęk przed pijanym agresywnym facetem, który swoim zachowaniem wielokrotnie dowiódł, że nie ma żadnej kontroli nad swoim spożyciem (obiecuje, nie dotrzymuje, awanturuje się po pijaku, nie kontroluje się) nie jest fobią tylko zupełnie ZDROWĄ, naturalną, instynktowną reakcją. A reakcja histeryczna na kolejne niedotrzymanie słowa i kolejne nawalenie do zwały jest książkowym wręcz efektem zachowań pijaka. W naszym społeczeństwie WYPADA być tolerancyjnym dla bełkoczących pijaków, bo inaczej się jest niefajnym. Dlatego niepijący udają, że im nie przeszkadza, że ktoś się przy nich nawala i traci się z nim normalny kontakt i dlatego niepijące żony udają przez wiele lat, że nie przeszkadza im nawalający się misio, a przynajmniej udają, dopóki im się bezpieczniki nie przepalą, tak jak autorce wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:40 falka32 napisała: > , a prz > ynajmniej udają, dopóki im się bezpieczniki nie przepalą, tak jak autorce wątku > . No właśnie nad tym się cały czas zastanawiam. Bo skoro są razem od 7 lat, ślub nastąpił trzy lata temu, a mąż wcześniej też miał takie incydenty, to znaczy, że ta wada była do zaakceptowania. Bo przecież nie wychodzi się za kogoś kto wzbudza obrzydzenie. Myślę, że zaistaniało parę innych rzeczy w tym małżeństwie, które się nasiliły i doszło do przepalenia przy okazji tego picia. I tu jest problem. Nie w samym piciu. Boję się, że samo zaprzestanie picia nie rozwiąże wszystkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:45 Myślę, że zaistaniało parę innych rzeczy w tym małżeństwie, > które się nasiliły i doszło do przepalenia przy okazji tego picia. Brzytwa Ockhama. Myślę, że zmieniło się to, że nasiliło się picie, ot co. Alkoholizm to choroba postępująca z czasem. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:46 OMG co tu jest do rozumienia, pewnie facetowi nałóg się rozwinął bardziej, pani się współuzależniła i jest wyczulona + doszedł bagaż niefajnych wspomnień z sytuacjami alkoholowymi. Kiedyś akceptowała, teraz nie akceptuje, miała prawo zmienić zdanie po bliższym zapoznaniu się z efektami. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:54 Ja nie doczytałam się nigdzie informacji, że mąż pije coraz częściej. Ale ok, jeżeli wcześniej zdarzało się to raz w roku a teraz częściej, to problem się nasila i żona ma dość. Odpowiedz Link Zgłoś
kk345 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:08 > Kiedyś akceptowała, teraz nie akceptuje, miała prawo zmienić zdanie po bliższym > zapoznaniu się z efektami. A pan ma prawo być zdziwiony, ze kiedyś akceptowała, a teraz przestała... Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:08 Ja pierdziu, nieźle się wątek rozwinął. Z faceta, o którym sama autorka wątku pisze, że jest w porządku na co dzień itd. itp. a który napiję sie 3 razy na pół roku, zrobiłyście regularnego alkoholika. Ha ha. W moim odczuciu lęk prze > d pijanym agresywnym facetem, który swoim zachowaniem wielokrotnie dowiódł, że > nie ma żadnej kontroli nad swoim spożyciem (obiecuje, nie dotrzymuje, awanturuj > e się po pijaku, nie kontroluje się) Ha ha, jaki lęk. Laska nawala męża, bo sobie coś ubzdurała, kto wie, może jak by go spokojnie obudziła i dała się do porządku doprowadzić, to by jej po te zakupy poszedł. Ale mnie oburza przede wszystkim to, ze wy usprawiedliwiacie bicie, upodlanie drugiego człowieka, własnego męża, ojca jej dzieci. Jak do własnego męża można używać takich dresiarskich bluzgów i z taką agresją faceta tłuc po twarzy? Już pomijając, że autorka nigdzie nie napisała, że facet zaliczył zwałkę. Po prostu wrócił o własnych siłach z imprezy, po cichu się na tej kanapie położył, żeby nerwowej żony nie wkurzyć. Podejrzewam, że gdyby się zaczął w łazience myć o tej 7 rano, to dopiero by wpierd* dostał, za to że w pijackim widzie wodę leje i się po łazience tłucze, więc wolał po cichu załatwić sprawę. I dziwi mnie to, ze dla was napicie się jest naganne, a takie poniżenie męża już nie. I ok, jeżeli jej to przeszkadza niech się rozwiedzie, niech idzie na terapię, niech pogada z mężem. Ale takie rynsztokowe wyzwiska, bicie jak chuligan po twarzy jest naganne, autorka sama zachowała się jak najgorszy menel. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:15 Po pr > ostu wrócił o własnych siłach z imprezy, po cichu się na tej kanapie położył, ż > eby nerwowej żony nie wkurz Sorki, ale to Ty dorabiasz fakty, Autorka napisała - wrócił "kompletnie zalany". Zresztą no bez lipy - pił całą noc, calutką - jak miał się nie uchlać? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:12 >Rzygać mi się chce.. Modny ostatnio zwrot, już nie robi wrażenia. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:22 Myślisz, że napisałam to po, aby zrobić na tobie wrażenie? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:26 No, na mnie nie, bo mi to gwizda koło luftu, ale pewnie ktoś się przejmie. W tym wątku sporo wrażliwych, masz szanse. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:22 kub-ma napisała: > No pojechałaś. No, pojechałam. > Nie przesadzasz czasem? A mogłabyś teraz zadać to pytanie po kolei każdemu nickowi, wypowiadającemu się w tym wątku w duchu: należało ci się, autorko? Odpowiedz Link Zgłoś
imasumak Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:14 Samotne picie, nawet tylko raz w tygodniu w żadnym razie normą nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:24 A jeżeli to jest lampka wina a nie butelka i nie co tydzień tylko sporadycznie i aż z tej okazji ktoś na forum o tym napisze? Przecież alkohol to nie czyste zło. I żeby nie było, ja z tych co nie piją. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:37 Używka jak inne, do stosowania bez demonizowania. Co innego jak ematka czy emagielka pisze, że jednakowoż ma problem, ponieważ wyłącznie popołudniowy dryń ją relaksuje i czeka na niego codziennie. To wtedy już nie jest lampka sporadycznie, jak mniemam. Odpowiedz Link Zgłoś
kub-ma Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 22:41 No dokładnie. Dla ludzi, ale w normie. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:09 W normie to jest wszystko dla ludzi, narkotyki też. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 21:48 Tak w temacie, niekoniecznie dla autorki wątku, ale już dla dyskutantek, fajne podsumowanie kulturwy pociągania zrobił Dudek. Jakby nam kiedyś tego zabrakło... nie, nie zabraknie! Odpowiedz Link Zgłoś
imasumak Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:00 Kobieta ma ewidentny problem z kontrolą, czym ściąga na siebie problemy. Pierwszy raz chyba zgadzam się z Duchem Mariana - ja też gdyby ktoś mnie budził w ten sposób, wpierw bym przywaliła, a potem sprawdziła kto to. Zachowania agresywne wobec pijanego, silniejszego faceta muszą skończyć się źle, nie ma innej opcji. Problem alkoholowy jest osobną sprawą. Autorka powinna jednak poradzić sobie przede wszystkim ze sobą i raczej tego sama nie zrobi. Mąż też jej w tym nie pomoże, bo albo faktycznie jest uzależniony, albo niedojrzały, albo jedno i drugie. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:09 masumak napisała: > Kobieta ma ewidentny problem z kontrolą, czym ściąga na siebie problemy. Pierws > zy raz chyba zgadzam się z Duchem Mariana - ja też gdyby ktoś mnie budził w ten > sposób, wpierw bym przywaliła, a potem sprawdziła kto to Jezu, Uma co Ty piszesz? A jakby to dziecko chciało obudzić tatusia? Przecież to się może zdarzać. To co, najpierw walimy, a potem patrzymy kogo?? A potem się dziwić różnym tragediom... Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:21 dziecko budzace tatusia waleniem po gebie i wyzywajace od ch*** ??? Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:29 Nie wyzywające, ale np. dla dla żartu ośmieli się nie-tak-jak trzeba- dotknąć tatusia i i np. szarpnie czy uszczypnie. I zdenerwuje pana ojca, bo przecież budzenie pijaka - jak to tu czytam to "próba samobójcza", a kto zaryzykuje, to przecież sam sobie winien Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:37 Bo to jest głupie. Ale facet tak czy siak odpowiedział przemocą (a mógł np. panią obezwładnić, choćby objąć/otoczyć ramionami, i tak uspokoić bez lania po głowie) i to znaczy, że ma potencjał na luja. Sorry. Pijany na kacu może walnąć (w sensie - jest to prawdopodobne), ale nie musi (nie jest to wymagane ani konieczne). No i jakoś ten egzemplarz wolał nie kombinować, jak się nie dać szczypać, trzaskać i wyzywać, tylko odmachnął. Daje do myślenia, jaka by nie był wina/udział pani. Odpowiedz Link Zgłoś
lusitania2 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:46 hellulah napisała: > Ale facet tak czy siak odpowiedział przemocą (a mógł np. pan > ią obezwładnić, choćby objąć/otoczyć ramionami, i tak uspokoić bez lania po gło > wie) i to znaczy, że ma potencjał na luja. Sorry. > A na co ma potencjał kretynka, rzucająca się z łapami i wyzwiskami na spokojnie śpiącego faceta? Ale naprawdę, to chciałam spytać, czym tak strasznie hellulah obraziłaś dobrego boga, że musiał cię tak rozumu pozbawić? Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:48 Jako, że według ciebie brak mi rozumu, możesz wyjaśnić? o co chodzi (zaintrygowałaś mnie): > Ale naprawdę, to chciałam spytać, czym tak strasznie hellulah obraziłaś dobrego > boga, że musiał cię tak rozumu pozbawić? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:27 lol kuzwa zapamietam jak mnie ktos kiedys zacznie napierdzielac i wyzywac to go ramieniem otocze Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 10:05 Nie, lepiej z bliską osobą, np. dzieckiem, rozkręcać bójki - jak ten facet. Dobrze, że nie ma w u nas zwyczaju posiadania broni palnej... Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:48 Proponuję jeszcze wprowadzić do akcji babcię z Alzhaimerem, dziadka z Parkinsonem - będziecie mieć argumenty, żeby rozwinąć ten głupi wątek, w 3/4 oparty na wzajemnym obrażaniu i lekceważeniu się do następnych 400 wpisów. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:03 joanna35 napisała: > Proponuję jeszcze wprowadzić do akcji babcię z Alzhaimerem, dziadka z Parkinson > em - będziecie mieć argumenty, żeby rozwinąć ten głupi wątek, w 3/4 oparty na w > zajemnym obrażaniu i lekceważeniu się do następnych 400 wpisów. ejże, przeczytaj sobie odpowiedzi w duchu: "to normalne, w trzeciej godzinie snu ja też bym najpierw lał a potem patrzył kto zacz". naprawdę uważasz, że wstawianie tu przykładowych ktozaczów równa się rozważaniom o przedszkolu przyszłości? bo mi się na ten przykład wydaje, że po to nam bozia czy tam inna siła dała rozum i samokontrolę, żebyśmy się nie zachowywali jak, hm, niech będzie, pies broniący odruchowo żarcia albo obudzony przez obcą osobę. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:15 Trzymajmy się może faktów - tak jedni jak drudzy, zamiast rozpatrywać hipotetyczne sytuacje. Odpowiedz Link Zgłoś
imasumak Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:19 Anulka, ale to jest odruch. W głowie mi się nie mieści, że kobieta szarpie faceta, o którym ma wiedzę że przed trzema godzinami zalał się w trupa i ma skłonności do agresywnych zachowań. No sorry, ale to głupota jest. Odpowiedz Link Zgłoś
duch_mariana Się należało 01.04.12, 22:21 Gdyby mnie ktoś tak zaczął budzić, to najpierw bym przypier. a potem sprawdzał kto zacz. Odpowiedz Link Zgłoś
to_ja_tola Re: Mąż mnie uderzył. 01.04.12, 23:09 ty go mogłas bić,ale jak on w sumie ci oddał,to już chcesz rozwodu? Poza tym moim zdaniem przesadzasz.Facet nie nawala się codziennie,wypił sobi no i co z tego?Ty jesteś jakaś niezrównoważona. Odpowiedz Link Zgłoś
przystanek_tramwajowy Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:31 fifiriffi napisał: > Triss daj spokój pulchna rosa wmówi ci teraz to co jej pasi i koniec kropka. A co tu jest do wmawiania? Wszyscy na forum wiedzą, że triss jest konkubiną alkoholika (OK - trzeźwego, byłego, ale jednak alkoholika). Sama o tym pisze i najwidoczniej ma z tym duży problem, który najchętniej wmówiłaby innym, bo przecież w kupie raźniej. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Tak sobie tłumacz 01.04.12, 23:42 Gdzie Ty widzisz problem? On nie pije, ja nie jestem abstynentką i alkohol w domu miewam. Wzorce z domu rodzinnego (dziadkowie, rodzice) mam takie, że nikt się nie upija, nie wychodzi na wódkę z kolegami, nie wali drinków pod film wieczorem i to jest dla mnie norma.We własnym domu mam taką właśnie normę więc o co kaman? Nie muszę się stresować, że mi partner narobi bydła przy ludziach; że wyjdzie na godzinę i wróci rano; że zacznie od piwa, a skończy średnio przytomny - to daje w tym kraju 2 milionów alkoholików bardzo duży komfort psychiczny. Że przeszkadzałby mi pijany facet wracający rano? Oczywiście, że by mi przeszkadzał teraz kiedy mam dzieci. Kiedyś sama tak wracałam i mi nie przeszkadzało jak byłam sama i bezdzietna. Nastąpiła zmiana lifestyle'u, dość oczywista przy dziecku. Kłuje was coś w dupkę czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
fifiriffi Re: Tak sobie tłumacz 02.04.12, 15:49 przystanek_tramwajowy napisał: > fifiriffi napisał: > > > Triss daj spokój pulchna rosa wmówi ci teraz to co jej pasi i koniec kr > opka. > > A co tu jest do wmawiania? Wszyscy na forum wiedzą, że triss jest konkubiną alk > oholika (OK - trzeźwego, byłego, ale jednak alkoholika). Sama o tym pisze i naj > widoczniej ma z tym duży problem, który najchętniej wmówiłaby innym, bo przecie > ż w kupie raźniej. No może?Wiesz?Ja forum czytam i się na nim udzielam,ale ni hu hu nie pamiętam kto o czym pisał i jaki ma problem. Tak więc i "problemu" triss ja nie znaju wcześniej. Odpowiedz Link Zgłoś
naomi19 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 01:58 Jak dla mnie to faza ostrzegawcza choroby alkoholowej (szukanie okazji do picia, zawalanie relacji rodzinnych - wyłaczanie tel., wiedząc, że żona nie akceptuje picia, upijanie się w trupa, urwany film itp, bo raczej do 7 rano przy wódce nie siedzieli, pewnie przybił gwoździa, coraz częstsza częstotliwość picia do upadłego). Drogie emamy- picie w samotności również jest objawem tej fazy. Zdrówko! Odpowiedz Link Zgłoś
paliwodaj Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 02:14 nawiazujac do twojego "katolicyzmu" jest napisane ze "mezowe szanujcie swoje zony, zony badzcie poddane mezom" jakos tak, ale nie znaczy to w najmniejszym stopniu ze nalezy sie boksowac, zniewazac, obrazac, czy znosic powyzsze bez slowa. Uwazam ze powinnas porozmawiac z mezem, wylozyc kawe na lawe, ze tak nie moze byc , ze sama nie jestes bez skazy, ale i jego zachowanie ( powrot o 7 rano przede wszystkim, bicie) nie bedzie przez ciebie tolerowane. Jezeli maz nie przyjmnie do wiadomosci to nalezy panu wystawic walizki za drzwi, tudziez samej swoje zabrac. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 02:18 > szukanie okazji do picia > zawalanie relacji rodzinnych Czy ty teraz piszesz o gościu, który idzie na imprezę raz na dwa miesiące, czy coś przegapiłam, a wątek poszedł w inną stronę? > raczej do 7 rano przy wódce > nie siedzieli A czemu nie? Nawet ja potrafię - wszak nie chodzi o tempo i hektolitry, tylko o pogadanie, kontakty towarzyskie i rozsądny rytm picia przy okazji. Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 02:19 > > szukanie okazji do picia > > zawalanie relacji rodzinnych > > Czy ty teraz piszesz o gościu, który idzie na imprezę raz na dwa miesiące, czy > coś przegapiłam, a wątek poszedł w inną stronę? No co Ty, nie wiesz, że pójście na imprezę to "szukanie okazji do picia"? ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 02:40 Ok, ja z drugiej strony też rozumiem, że to może być szukanie okazji do picia. Co zresztą niekoniecznie musi być złe, ale znowu - może być złe i to nawet bardzo bardzo. Tradycyjnie, za mało wiemy. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 06:59 Kiedy jestem trzeźwa, jakiekolwiek obudzenie mnie jest ryzykowne - obudzenie połączone z naruszeniem nietyklaności cielesnej i hałasem to akcja w zasadzie samobójcza. Mogłabym nie zapanować nad sobą. Masz porywczego męża, ale nie wygląda na typowego przemocowca, skoro potrafi nawrzeszczeć "na każdego". To nie jest mój ideał życia małżeńskiego, ale wygląda na to, że ty też nie jesteś z tych wyważonych, więc nie wiem, jakbyś go miała zmotywować do lepszych technik porozumiewania się. Chyba oboje musicie nad tym popracować. Miejscem, gdzie mi włączyłoby się czerwone światło, jest nie upicie się i nie uderzenie osoby, która budzi mnie biciem po twarzy i krzykiem, ale wyłączenie telefonu. Całonocna impreza OK, ale imprezujący powinien być osiągalny, nawet jeśli druga osoba mu marudzi. Pogadajcie o tym, jak osiągnąć porozumienie w kwestii imprezowania i picia (też by mi nie leżało, ale to nie jest najprawdopodobniej jednak menelstwo, alkoholizm i patologia, tylko styl życia, który ci nie leży). Jak ogólnie gościa nie lubisz, to możesz myśleć o rozwodzie, ale jeśli to jest panika w stylu "od przemocowca trzeba odejść natychmiast", to wydaje mi się, że to jeszcze nie czas, żeby dzwonić na Niebieską Linię. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:31 > Miejscem, gdzie mi włączyłoby się czerwone światło, jest nie upicie się i nie u > derzenie osoby, która budzi mnie biciem po twarzy i krzykiem, ale wyłączenie te > lefonu. To akurat zrozumiałe - jeśli wziąć pod uwagę całokształt, którego się można domyślać (spekulacje, wiem, wiem - tak teraz bawię się w jasnowidza z Człuchowa, wiem). Facet nie chce, żeby ona np. wydzwaniała raz na kwadrans, poza tym hasła typu "ty członku męski" naprawdę słychać wkoło telefonu, jeśli wykrzykiwane są odpowiednio emocjonalnie i z zaangażowaniem. Rozmówcy może być głupio. Impreza nie do końca ok, przynajmniej według mnie. Można spuścić lejce i upić się do sponiewierania, ale pod warunkiem, że to jest mniej więcej ustalone z drugą stroną. Metodą na lęki drugiej strony nie jest puszczenie ignora i schlanie się tak czy siak, tylko ko-mu-ni-kacja i dogadanie spraw. Metodą na pana, który lubi przyszaleć, nie jest wymyślanie bzdetnych zadań a już tym bardziej trzaskanie po ryjku i obelgi - nie podziała, więc nieefektywne, a przy tym głupie, bo można oberwać, oraz niehumanitarne (poziom bójek gimbusów). Oni teraz biorą kurs na zderzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
lusitania2 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:37 hellulah napisała: > > Oni teraz biorą kurs na zderzenie. to kibicuję panu, by udało mu się uwolnić od durnej jak but baby. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:44 durna jak but baba, walnęłabym cię w ten pusty łeb, kretynka itd.itd. Zaskakująca (i zatrważająca) jest agresja emanująca z tego wątku. Skąd to, co was tak zabolało? Że pijak się się nie wyspał? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:53 > Zaskakująca (i zatrważająca) jest agresja emanująca z tego wątku. To jest sposób na dobitne wyrażenie, jak bardzo się jest przeciw agresji ;p Odpowiedz Link Zgłoś
sylki Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:05 anulka.p napisała: Skąd to, co w > as tak zabolało? Że pijak się się nie wyspał? Nie, że bezmyślna kobieta zwyzywała i pobiła męża, nie rozumiem, jak można przyklaskiwać takiemu zachowaniu. Sama jestem nerwowym człowiekiem, też mnie wkurza, gdy mąż się złoi tak, że ledwo na nogach się trzyma, ale go nie biję i nie wyzywam. Owszem pogderam, nie podam herbaty (jeżeli obiecał, że wróci wcześniej) itd, ale nie będę bić i wyzywać! Autorka gdzieś tam twierdziła, że dziecko wyzwisk nie słyszało, taaaaaa jasne Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:08 Może bezmyślna, a może bezsilna. Może po prostu nie potrafi lepiej, niekoniecznie z własnej winy. Zachowania nawiasem mówiąc nie pochwalam, bo jest bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:14 Ja nie wiem, czy w tym wątku w ogóle ktoś pochwala takie reakcje, nie wiem, skąd więc teza o aprobacie i przyklaskiwaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:32 > Może bezmyślna, a może bezsilna. Może po prostu nie potrafi lepiej, niekonieczn > ie z własnej winy. czy ty widzisz co piszesz ? odwroc plec dalej bedziesz bronic przemocowca??? jak pan byl bezsilny i pobil pania to jest ok ?? i pani ma misia przytulic i otoczyc ramieniem na uspokojenie ??? Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 10:03 Widzę, co piszę, za to ty chyba nie bardzo. > odwroc plec > dalej bedziesz bronic przemocowca??? Błąd. Uwaga, uwaga, skup się - ja nie bronię przemocowca. Przeczytaj spokojnie moje wpisy. Ja zwracam uwagę na to, że przemoc ma swoje źródła i uwarunkowania. I jeśli zdamy sobie z tych uwarunkowań i źródeł sprawę, to możemy zapobiegać skutecznie przemocy oraz/albo ewentualnie zresocjalizować przemocowca. > i pani ma misia przytulic i otoczyc ramieniem na uspokojenie Nie zrozumiałaś, a się paszczasz, typowe Pani nie ma misia tulić. Przykład, który podałam, dotyczył tego, o czym pisałam któraś forumka wyżej - że zapewne pan z postu założycielskiego nie miał jak inaczej uspokoić "histeryczki", musiał ją trzasnąć po twarzy (ktoś tak napisał, nie chce mi się szukać). Otóż pisałam właśnie o tym, że nie musiał - bo np. jeśli (załóżmy, jeśli) kobieta w ogóle już wymagała "otrzeźwienia", mógł jak najbardziej zrobić to inaczej - czyli np. obejmując - a nie trzaskając po twarzy. Według mnie (oczywiście ty możesz mieć inne zdanie) przemoc nie powinna być odpowiedzią na przemoc w takiej sytuacji. Skąd ty wzięłaś te "jak pan był bezsilny i pobił panią to jest ok"? Jakieś omamy z rana, bo kawa nie odemknęła ocząt? Rozmowy na pięści nigdy nie są ok. Nie powinny mieć miejsca. Ale takie zachowania nie biorą się z niczego, mogą być np. skutkiem bezsilności. Nie pochwalam, ale staram się zrozumieć, właśnie po to, aby zapobiegać. Czy teraz to jaśniejsze? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:18 wlasnie w kazdym zdaniu bronisz zwalasz na pijanego faceta odpowiedzialnosc za to ze zona jest przemocowcem > > i pani ma misia przytulic i otoczyc ramieniem na uspokojenie > > Nie zrozumiałaś, a się paszczasz, typowe > > Pani nie ma misia tulić. to ty nie rozumiesz napisalas ze bita osoba mogla zamiast oddac przytulic i otoczyc ramieniem bijaca to jest chore przemoc sie powstrzymuje jak trzeba to ostro a nie sie bijaca wariatke przytula i plec tu nie ma nic do rzeczy >Ale takie zachowania nie biorą się z niczego, mogą być np. > skutkiem bezsilności. Nie pochwalam, ale staram się zrozumieć, właśnie po to, > aby zapobiegać. Czy teraz to jaśniejsze? to jest wlasnie bronienie przemocowca bila ojej musiala miec jakis powod , bezsilne biedactwo to napewno wina bitej osoby ,ze ktos ja bije Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:26 Nieprawda. Napisałam dokładnie: "objąć/otoczyć ramionami, i tak uspokoić bez lania po głowie" - zobacz sama, tu nie ma nic o przytulaniu. Chodziło mi o blokadę (no, może niekoniecznie założenie nelsona, ale coś w tym stylu). > przemoc sie powstrzymuje jak trzeba to ostro Rozumiem, że autorka wyszła doskonale na tym "ostrym powstrzymywaniu przemocy"? Idealnie się jej udało, nie ma co. Słuchaj, nawet dzieci się uczy, że np. w sytuacji napaści najlepiej zdekoncentrować czymś agresora i uciekać, a nie np. wdawać się w bójkę o komórkę. > bila ojej musiala miec jakis powod , bezsilne biedactwo > to napewno wina bitej osoby ,ze ktos ja bije Wiesz co? Ja szczerze nie rozumiem, czemu przypisujesz mi słowa (a za nimi intencje), których nie wyrażam. Pokaż mi, gdzie ja piszę o "winie bitej osoby" - jesteś w stanie? nie, bo ja nigdzie o tym nie pisałam. Swoje projekcje (coś sobie wyobrażasz, chociaż tego tu nie ma, bo tego nie pisałam) zostaw dla siebie, bo jak chcesz dyskutować, to może raczej z czymś, co twój rozmówca pisze. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:31 no patrz dla mnie objecie czy otoczenie ramieniem to bliski przyjacielskie kontakt a w takie nie wchodze z kims kto mnie wyzywa i atakuje i obejmowanie sprawcy przemocy normalne nie jest niezaleznie od plci > Rozumiem, że autorka wyszła doskonale na tym "ostrym powstrzymywaniu przemocy"? > Idealnie się jej udało, nie ma co. czy ty nie widzisz co piszesz??? to on powstrzymal przemoc to ona byla sprawca i tak on wyszedl idealnie na ostryw powstrzymaniu przemocy bo go wariatka przestala bic Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:46 > > Rozumiem, że autorka wyszła doskonale na tym "ostrym powstrzymywaniu prze > mocy"? > > Idealnie się jej udało, nie ma co. > czy ty nie widzisz co piszesz??? Kochasz te potrójne pytajniki, prawda? Masz rację - dobrze, że zwróciłaś mi na to uwagę, dzięki, tym razem się pomyliłam (pod wpływem twoich rozważań o tym, co by było, gdyby zamienić role żona-mąż) Nie zmienia to meritum - naprawdę, zastanów się, czy słusznie radzisz odpowiadać biciem na bicie (w relacji między małżonkami). On nie wyszedł idealnie - chyba że atmosferę w ich domu określisz jako idealną? No, dla mnie ta sytuacja, zwłaszcza niemożność spokojnego dogadania się, jest hmm daleka od ideału. Spokój mógł osiągnąć na kilka innych sposobów, nie robiąc z siebie przemocowca. > no patrz dla mnie objecie czy otoczenie ramieniem to bliski przyjacielskie kont > akt Najwidoczniej nie masz nic wspólnego ze sportami walki. Wkleję przykład - uwaga, przerysowany - na to, że otoczenie ramieniem może nie być wcale przyjacielskie: > a w takie nie wchodze z kims kto mnie wyzywa i atakuje > i obejmowanie sprawcy przemocy normalne nie jest > niezaleznie od plci Według mnie normalne jest działanie efektywne i to w wymiarze długofalowym. Wchodzenie w bójki, walki w kisielu między bliskimi to nie jest, według mnie, to. Skoro sama postulujesz zastosowanie siły/przewagi fizycznej, czemu nie miałaby to być obrona taka jak np. na załączonym obrazku - zamiast lania po buzi? Tak czy inaczej zamiast prać się po pyskach, powinni nauczyć się innych wzorców zachowań i coś sensownego zrobić ze związkiem. Według mnie. Bo może według ciebie lepiej, aby nadal porozumiewali się pięściami. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:57 zajefajna fryzura na tym zdjeciu > Nie zmienia to meritum - naprawdę, zastanów się, czy słusznie radzisz odpowiada > ć biciem na bicie (w relacji między małżonkami). tak na atak najlepsza obrona jest oddanie rozmawiac i naprawiac relacje to mozna jak pani ochlonie a facet jest trzezwy i wyspany > On nie wyszedł idealnie - chyba że atmosferę w ich domu określisz jako idealną? > No, dla mnie ta sytuacja, zwłaszcza niemożność spokojnego dogadania się, jest > hmm daleka od ideału. Spokój mógł osiągnąć na kilka innych sposobów, nie robiąc > z siebie przemocowca. nie ma obowiazku byc idealem i nie ma obowiazku dac sie lac po twarzy rozmawiac mozna i trzeba ale nie w chwili gdy jedna osoba bije druga gdyby uderzona kobieta oddala facetowi tez byc napisala ze wychodzi na przemocowca ??? ( tak kocham potrojne pytajniki ) co do zakladania blokad i sportow walki nie ma obowiazku uczyc sie tego na wypadek zaatakowania przez wariatke czy wariata metode obrony dopiera sie do wlasnych umiejetnosci i do wlasnego atanu jakos nie wyobrazam sobie niewyspana i skacowana trzymac szarpiaca i bijaca wariatke ile to by trwala tu jak widac uderzenie w leb idealnie zatrzymalo agresje pani > >Skoro sama postulujesz zastosowanie siły/przewagi fizycznej, czem > u nie miałaby to być obrona taka jak np. na załączonym obrazku - zamiast lania > po buzi? wlasnie dlatego ze ktos nie umie i nie jest w stanie > Tak czy inaczej zamiast prać się po pyskach, powinni nauczyć się innych wzorców > zachowań i coś sensownego zrobić ze związkiem. nie da sie nic sensownego zrobic ze zwiazkiem w trakcie ataku Według mnie. Bo może według cie > bie lepiej, aby nadal porozumiewali się pięściami. i kto tu projektuje ?? Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:07 > Według mnie. Bo może według cie > > bie lepiej, aby nadal porozumiewali się pięściami. > > i kto tu projektuje ?? No - ja Oczywiście, że nie ma obowiązku trenować sztuk walki (choć ta umiejętność jest cenna). Ja wiem, że łatwiej walnąć w pysk. Tylko - zwłaszcza w świetle twojego "odwrócenia ról" czyli to facet atakuje - walnięcie w pysk nie tylko negatywnie wpływa na relacje w dłuższej perspektywie, ale może wyzwolić naprawdę naprawdę niefajną eskalację przemocy (a co, jakby pani np. chwyciła za kuchenny nóż, albo chociaż jaką masywną zabawkę dziecka?). Mam nadzieję, że teraz jest już jasne, że nie pisałam o "cium cium przytulaskach" tylko o czymś takim jak hmm przystopowanie rozhisteryzowanego dziecka - zakładałam, że facet nawet na kacu mógł to zrobić. > nie da sie nic sensownego zrobic ze zwiazkiem w trakcie ataku No, tu się nie zgodzę. Można wybrać różne metody powstrzymania tego ataku. Jakaś różnica między: "Atakowałaś mnie, wyszedłem, nie będę bawił się w przemoc" a "Atakowałaś, to miałaś w mordę, należało się" chyba jest. Co do bycia ideałem... widać jestem z innej bajki, bo uważam, że jest obowiązek - uwaga - dążenia do ideału, którego - uwaga, uwaga - wiem, że się nigdy nie osiągnie. Ale dążyć trzeba - i dzięki temu można się do ideału zbliżyć. Hough. Spadam na zakupy Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:18 czy taka sama rade dasz kobiecie, którą oklepał mąż, gdy ta spała, bo nie ugotowała zupy, źle posprzątała, zjadła czekolade, która była odlozona na święta? Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:28 No ale ty powiedz, jaką ty dasz jej radę? Ma facetowi strzelić po twarzy (bo o tym zdaje się jest ten wątek)? Ja bym radziła zadbać o własne bezpieczeństwo, czyli owszem - np. uciec do domu samotnej matki, a potem zadbać o własną przyszłość. Jeśli się da - podkreślam, jeśli się da i można to uznać za bezpieczne - może próbować "zabić gościa śmiechem" (rozładować sytuację, ale nie przez przepraszania ani nie przez uległość) czy zastosować inne techniki. Natomiast nie polecałabym wchodzenia z nim w bójki. Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:40 moja rada brzmi tak : kiedy facet pierwszy raz cie spoliczkuje zlam mu nos Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:44 Czyli wracamy do idei sztuk walki ? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:47 zwykly prosty czy sierpowy to jeszcze nie sztuka Odpowiedz Link Zgłoś
ciociacesia facet ma temn luksus 02.04.12, 12:18 jako ofiara przemocy ze jednak jest fizycznie silniejszy i ma wiecej opcji powstrzymania agresora, choc de facto ma ich mniej, bo bab sie nie bije Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:34 > Słuchaj, nawet dzieci się uczy, że np. w sytuacji napaści najlepiej zdekoncentr > ować czymś agresora i uciekać, a nie np. wdawać się w bójkę o komórkę. zaspany skacowany facet mial bijaca babe zdekoncentrowac i uciec ze swojego domu ??? Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:53 Lubisz nie tylko potrójne pytajniki, ale także absurdy? ok. Nie musiał uciekać z domu, mógł ją odsunąć i wyjść do drugiego pokoju/kuchni/łazienki, informując, że nie życzy sobie takiego zachowania, a porozmawiają później. Inny pomysł - ten z przyblokowaniem (uwaga, uwaga, wklejałam obrazek znacznie przerysowany - chodzi o fizyczne zdominowanie napastnika, ale bez czynnej agresji, tylko wykorzystując siłę ataku agresora). Czemu zresztą wyjście z mieszkania miałoby być czymś nie do pojęcia w tej sytuacji? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:02 piszesz poradnik jak zostac idealna ofiara przemocowca? > Nie musiał uciekać z domu, mógł ją odsunąć i wyjść do drugiego pokoju/kuchni/ła > zienki, informując, że nie życzy sobie takiego zachowania, a porozmawiają późni > ej. ty chyba nie widzialas nakreconej furiatki >Czemu zresztą wyjście z mieszk > ania miałoby być czymś nie do pojęcia w tej sytuacji? bo jest we wlasnym domu i chce spac Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:06 mam w dalszej rodzinie kobiete ( teraz juz staruszke ) ktora zyla z przemocowcem i robila wszystko to o czym mowisz uciekala z domu wychodzila probowala rozmawiac mimo wszystko na swoj dziwny sposob sie kochali i rozwodu nie chcieli wiesz kiedy przestal podnosci na nia reke ? jak mu kiedys oddala tym co miala pod reka Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:13 od zakladania nelsona i uciekania do drugiego pokoju prosta droga do chowania sie dzieci w szafie, co by rodzica bardziej nie denerwowac i chodzenia na paluszkach, zeby mąż/żona się nie wsciekła i nie okładała po mordzie gdy spisz Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:16 No to aneta serio, co proponujesz? Jakieś pomysły? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:28 ja w ogole nie rozumiem jak mzna zyc z przmeocą w tle, ale widać pani potrzebowala otrzeżwienia w postaci uderzenia, skoro wczensiejsze ostrzezenia nie pomagały ja teraz projektuję, ale pani nerwowa wiec moze mu wchodzi na glowe, nakreca go, prowokuje, a ze mąż nerwowy to on w koncu pęka. wiem, ze od faceta atakowanego przez kobiete oczekuje sie stalowych nerwów i panowania nad sytuaacja, nawet po 3 h snu na kacu, ale tak to możemy sobie pomarzyć i nie widze tutaj winy meza w tym, że oddał, bo on zaatakowany w czasie snu po prostu sie bronił, a ludzie bronia sie róznie a jesli pani lubi pomachac lapami to musi sie liczyc, ze kiedys trafi na takiego co odda i to nad będzie jej wina dokladnie tak jak w sytuacjach odwrotnych wiekszosc kobiet po latach unikania, uspokajania, wyciszania i uciekania z domu po prostu ma dosyc i walnie patelnią męża, bo ma dosyc i to jest naturalne i przemocowca nie powinno sie uczyc, ze machac lapami mozna, najwyzej dostaniesz kare w postaci pogadanki i tego ze pojade na weekend do rodziców kazdy przemocowiec mowi wiedziec gdzie jest granica, ktorej przekroczyc nie moze i zauwaz, ze przemocowcy rodzinni nie leja kuzynek, wujkow, kolegów z pracy, czemu? bo się boją konsekwencji zona nie odda, najwyzej popłacze w kąciku, dziecko nie odda, a wyladowac sie mozna maż nie odda, bo kobiet przeciez bic nie mozna, a ja miałam powód Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:30 > i nie widze tutaj winy meza w tym, że oddał, bo on zaatakowany w czasie snu po > prostu sie bronił, a ludzie bronia sie róznie Ale to nie jest (jak dla mnie) kwestia "winy" lub "nie-winy". Facet zrobił jak umiał, inaczej nie potrafił, nie udało się. Jak jednak o tym klepiemy na forum, chyba warto, no moim zdaniem, ocenić takie zachowanie pod kątem skuteczności, relacji międzyludzkich, wzorów do naśladowania. Znowu różnica. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:36 jemu sie udało, baba skapitulowała i ma focha od 4 dni Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:37 > > i zauwaz, ze przemocowcy rodzinni nie leja kuzynek, wujkow, kolegów z pracy, cz > emu? bo się boją konsekwencji > o to to Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:26 dokladnie niestety dalej takie myslenie pokutuje nie draznic, wyjsc do kuchni , uspokoic ( ciekawe jak wyjsc kiedy wariat sie na czlowieka rzuca ?) Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:15 > jak mu kiedys oddala > tym co miala pod reka Dobrze, że jej nie zabił. Serio. (Swoją drogą, skoro nie szło się z nim dogadać - szkoda, że była uzależniona i nie potrafiła się uwolnić, ale pewnie takie czasy i taki klimat był) Zakupy wzywają ale znalazłam dwa ciekawe linki: portal.abczdrowie.pl/pytania/bojki-w-malzenstwie-i-wyzwiska www.dlarodzinki.pl/rodzice/psychologia/7-krokow-postepowania-z-cholerykiem,169_137.html Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:23 no wyobraz sobie ze wiecej jej nigdy nie uderzyl a ona zalowala ze mu za pierwszym razem nie oddala Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:30 bo przewaznie przemocowcy biją tylko slabszych i bezsilnych Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:34 raczej tym ktorym sie wmowilo ze sa slabi bezsilni i to ich wina ( w przypadku doroslych osob oczywiscie ) Odpowiedz Link Zgłoś
ciociacesia otoczenie ramieniem na otrzezwienie 02.04.12, 11:59 to nie dziala. furiatka otoczona ramieniem przez odrazajacego pijaka bedzie sie wyrywac i szarpac. na furiatke nie ma dobrego sposobu. czasem pomaga izolacja Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:02 rozumiem, ze jak facet ma problemy i czuje sie bezsilny i zaczyna w pewnych sytuacjach machac łapami to jest tez ok, tzn nie ok bo nie pochwalamy, ale niekoniecznie z wlasnej winy babe bije? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:08 no na to wyglada chyba ze to tylko w jedna strone dziala Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:23 Ależ tak właśnie jest! I po szukamy powodów, aby je zrozumieć i aby skuteczniej walczyć ze skutkami oraz zapobiegać (np. w kolejnych pokoleniach). Naprawdę nie mylcie zrozumienia przyczyn/podłoża z pobłażliwością/usprawiedliwianiem. To są całkowicie różne rzeczy. Oj tak jak z jazdą po pijanemu - ktoś spowodował wypadek, bo był pod wpływem. To wyjaśnia przyczyny zdarzanie (pozwala zrozumieć zachowanie sprawcy), ale nie usprawiedliwia sprawcy, odwrotnie - wyrok jest wyższy. Ok? Spadam ziuuu Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:32 to ze facet spal to nie jest przyczyna tego ze baba go pobila przyczyna jest w niej i w jej glowiei to ona potrzebuje terapii nie maz Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 12:39 > to ze facet spal to nie jest przyczyna tego ze baba go pobila Tak, zgadzam się. > przyczyna jest w niej i w jej glowiei Nie - zdaje się, że nie tylko w niej. > to ona potrzebuje terapii nie maz Oboje potrzebują. Nie zaszkodzi nawet jeśli to ona jest stroną inicjującą konflikt. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 10:15 Aha, i jeszcze jedna rzecz: zasada IMHO jest taka, nie dopuszczać do eskalacji przemocy. W sytuacji gdy pani szczypie pana, pan może (zakładam, że silniejszy, wyższy) panią, załóżmy że "histeryzującą", powstrzymać np. tak jak pisałam (zablokować). Gdy silniejszy fizycznie facet atakuje kobietę, nie chodzi o to, żeby też próbować go blokować - można np. wyjść, opuścić pomieszczenie, zawołać pomoc. Chodzi o to, żeby nie bawić się w oddawanie ciosów i w bójkę na ringu. Mam prościej napisać? ok, proszę: facet wyzywa i szarpie - nie bawimy się w bicie go po twarzy, tylko szukamy innych sposobów na rozwiązanie tej sytuacji. Jasne? Rozumiem, że gdyby ten "misio" zaczął wyzywać i szczypać, ty być proponowała chlaśnięcie go po twarzy/głowie i dalsze walki w kisielu? Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaalineczka Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:21 zasada jest taka ze przemoc trzeba zatrzymac bo inaczej narasta a nie sie bawic w tulenie przemocowca Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:27 Znowu piszesz o czymś, czego nie ma w moich postach. Weź się zresetuj Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 08:46 On też, na moje, nie aż tak bardzo lepszy. A durnota nie zbrodnia, trzeba/można się podszkolić/wyrobić. Ja bym tego nie skreślała. Odpowiedz Link Zgłoś
fifiriffi Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 15:51 Impreza nie do końca ok, przynajmniej według mnie. Można spuścić lejce i upić się do sponiewierania, ale pod warunkiem, że to jest mniej więcej ustalone z drugą stroną. Ale,że jak?Wychodzę i mówię"kochanie wrócę nawalona jak meserszmit" To wystarczy myślisz? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 16:03 jak ma wrócić nawalony jak szpadel to niech lepiej nocuje u kolegi Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Mąż mnie uderzył. 03.04.12, 10:55 To chyba do mnie (nie czytam z drzewka). > Ale,że jak?Wychodzę i mówię"kochanie wrócę nawalona jak meserszmit" > To wystarczy myślisz? Dżizas, ja nie wiem, czy w ogóle wystarczy, czy np. u ciebie wystarczy, czy u autorki powinno. Może trzeba było disclaimer trzasnąć, uwaga, uwaga, piszę tak, jak sama, osobiście, IMHO uważam? No bo tak. U nas wystarcza i jest ok. Ja z tym problemu nie mam. Może bym miała, gdyby: a. mój facet dokonywał tego częściej, niż dwa, góra trzy-cztery razy na rok, b. sponiewieranie nie było także wynikiem niespania, pogowania, wywrzaskiwania utworów zaangażowanych, c. facet byłby agresywny albo upierdliwy, d. facet byłby nieodpowiedzialny (a mój np. nigdy po czymś takim nie siada za kierownicę wcześniej niż po - uwaga - 24 godzinach, nie bawi się jeśli by to przeszkodziło w pracy etc.), e. facet pił ponad swoje możliwości, na pokaz, pod presją ("nie wypijesz?"), w zbyt szybkim tempie, f. sama bym nie lubiła się sponiewierać w podobnym rytmie rocznym (przy czym mnie potrafi zbić z nóg szklanka /objętościowo/ wina w towarzystwie setki nalewki, sprawdzone). W ciągu roku nie pijemy wina do obiadów (chyba, że w fikuśnych restauracjach, ale tam bywamy sporadycznie), piwka do kolacji, ani winka do filmu wieczorem. O - dodaję nieco białego wina do niektórych duszonych potraw (raz na dwa miesiące?) i łyżkę rumu do piernika. Raz na sześć-osiem tygodni udaje nam się wyjść do znajomych i tam mąż wypija ze dwa piwa, albo smakuje nalewki (raczej to), ja (ponieważ choruję) raczej sobie odmawiam, albo testuję nalewkę. Robimy domowe wino i nalewki, zabieramy w czasie wakacji na powiedzmy zloty, tam baniak np. 15 litrowy rozchodzi się wśród powiedzmy 100 osób w kilkanaście minut. W domu nie kosztujemy naszych wyrobów (poza oczywiście etapem wytwarzania), bo jakoś atmosfery nie ma oraz nie ma dnia, żeby na drugi nie prowadzić samochodu. Nie pijemy czystej wódki, dla nas to bez sensu - nie ma smaku, fabryczna, za mocna. Oj ale - na Sylwestra i imprezy zbliżone, choć np. urodzinowe, przy okazji spotkań ze znajomymi lub/i współpracownikami, których nie widujemy na co dzień, bo mieszkają daleko, te kilka razy na rok tańczymy, wariujemy, żartujemy, i owszem i, wypijamy tyle, żeby się nogi plątały, w głowie lekko szumiało, i żeby zagięty paluszek śmieszył. To głównie piwo, ewentualnie nalewki, rozkładane na całą noc, żeby w dobrym stanie (pogaduchy, pogaduchy) dotrzymać do rana. Zawsze jest to zaplanowane, logistycznie obudowane (kwestie transportu, nadrobienia wolnego w pracy, opieki nad potomstwem) i uzgodnione między nami. Wychowałam się w domu, w którym prawie w ogóle się nie piło (wermut na Boże Narodzenie, "szampan" z ZSRR na Sylwestra i tylko rum do ciast w szafce). Za czasów licealnych wypiłam morze wina (no, jak na objętość mojego żołądka). A taki model jaki mam akurat mi odpowiada i pasuje. Wiem, jestem patologią - nie mam bidetu. Odpowiedz Link Zgłoś
bea.bea Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:26 przeciez cie ostrzegał....a ty nie zareagowałaś ...albo zareagowałaś ....."zaczęłam szarpać męża, oczywiscie był bezwładny, zaczełam więc go walić w twarzy i szczypać, tak mnie poniosło, ze przy okazji zwyzywałam go od ch.. i tak dalej (wstyd mi). Na to on sie przebudził i mówi że jak nie przestanę to wstanie do mnie i mnie przywoła do porządku" ja też bym ci oddała..... Chłop jest silniejszy, więc jego w twarz było bardziej bolesne niz twoje....i on tez nie zadzwonił po policję..... Odpowiedz Link Zgłoś
pomarola Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 09:36 Zrobiłaś poważny błąd. Nie dlatego, że pozwoliłaś sobie na bicie męża, akurat w ogóle mi go nie szkoda, ale dlatego że zastosowałaś taktykę poniżającą głównie dla Ciebie i przeciwko Tobie się obracającą. Zniżyłaś się do poziomu bełkoczącego pijaka i do tego poziomu sprowadziłaś Waszą komunikację. W tej chwili abstrahuję od tego czy Twój mąż upija się za często, czy ma problem z alkoholem, czy nie. Jakby nie było zasada jest taka, że wszelkie rozmowy prowadzi się z człowiekiem trzeźwym, a dopóki jest pijany ignoruje się całkowicie jego obecność w domu. Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja gdy pijak się awanturuje i rozrabia - wtedy wzywa się policję, ale kiedy pijak grzecznie kładzie się spać, to omija się go szerokim łukiem dopóki nie dojdzie (samodzielnie) do normalnego stanu. I wtedy można podjąć jakąś resocjalizację/ opieprzyć/wywalić z domu/ przemawiać do uczuć czy rozsądku, co tam kto uważa. Dopóki jest pijany - jest nieobecny. Odpowiedz Link Zgłoś