Mąż mnie uderzył.

    • zabulin To tak nie działa 02.04.12, 10:15
      że ty go

      zaczęłam sz
      > arpać męża, oczywiscie był bezwładny, zaczełam więc go walić w twarzy i szczypa
      > ć,


      bijesz, a on ma stac i czekac bo jestes kobieta.
      To działa w dwie strony.

      Zapewne oczekujesz, ze będziesz mezowi partnerką, współdecydująca, mająca takie same prawa jak on. Słusznie.

      A wiec macie takie same prawa.
      Co oznacza, ze gdy ty go bijesz, on ci oddaje.
      Jaśniej: jesli ty masz parwo go bić (szczypać, szarpać, walić w twarz), on ciebie również.

      Proste.
    • lipsmacker Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 11:29
      Sama jestes sobie winna, pierwsza reke podnioslas. Dziecko moze nie widzialo jak Cie uderzyl ale napewno slyszalo jak mamusia wyzywa tatusia od ch... Na miejsu meza tez bym Ci przysolila, choc po to zeby histeryczke uspokoic. Nie ma przeciwskazania zeby dziecko z katarkiem wziasc do sklepu a dzwonienie do meza o 4tej w nocy zeby go sciagac z imprezy to obciach. Trzeba bylo spac spokojnie a nie zalowac mu wyjscia, sama piszesz ze wychodzi bez Ciebie sporadycznie a to byla parapetowa a nie bibka w melinie.
    • premeda Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 14:19
      Przeczytałam cały wątek i napiszę z perspektywy córki alkoholika. Najbardziej bolało nie to, że ojciec pił ale agresja i wyzwiska, to że w wieku kilkunastu lat słyszałam, że jestem k...ą. I obiecałam sobie, że jak już będę miała swojego "partnera" to nie pozwolę na wyzwiska i obrażanie. W takiej sytuacji facet po prostu zobaczyłby zamykające się za mną drzwi. I oczywiscie to działa w dwie strony. Jeśli mi się zdarzy kiedykolwiek do mojego partnera powiedzieć ty ch....u to przeproszę za zmarnowanie tylu lat ze mną, zamknę drzwi za sobą i się udam na terapię. Takie podejście dla mnie nie do zaakceptowania prezentuje autorka wątku. Czy mąż przesadza z alkoholem czy nie to zupełnie odrębna kwestia.
      • ledzeppelin3 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 15:41
        Mężczyzna ma problem z alkoholem i stosuje przemoc.
        Kobieta stosuje przemoc.
        Tyle w temacie.
        • naomi19 Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 21:35
          Osoby współuzależnione stosują przemoc, często fizyczną, nie jest więc wyjątkiem.
        • an_ni Re: Mąż mnie uderzył. 02.04.12, 22:16
          dokladnie, to patologia, ktorej nie warto tykac
          a watek puchnie i od razu po komentarzach widac kto ma z kim i z czym do czynienia na codzien w swoim otoczeniu
          • bovirag Re: Mąż mnie uderzył. 03.04.12, 22:06
            jakby moj maz bil mnie i drapal i jeszcze morde darl kiedy ja leze skacowana, to tez przylozylabym mu przez leb. Raz na jakis czas mi sie zdarzda wrocic do domu nad ranem z imprezy- wcale nie psiapsiolkowej w stanie wskazujacym. I nie musze wypic duzo. Wystarczy, ze pare drinkow strzele i nie przespie nocy- nie ma mowy, musze odespac w weekend. I jak mojemu M sie zdarzy to on tez spi. Wtdey to zdrowe drugie zabiera dzieci na calodniowa wycieczke np do ZOO, zeby dzieci rodzicowi nie przeszkadzaly w odespaniu. Nigdy w zycou bym mnie moj maz do skalepu nie wysylal i ja jego tez nie.
    • hildegarda-z-plocka Re: Mąż mnie uderzył. 04.04.12, 17:42
      to jest naprawde piekne, jakie historie ludzie sa w stanie tworzyc, zeby bylo tak, jak sobie wymyslili. w poscie zalozycielskim autorka wyraznie pisze, ze jej maz jest czlowiekiem odpowiedzialnym i dba o rodzine. wyraznie tez pisze, ze w ciagu ostatnich 6 miesiecy w stanie wskazujacym znalazl sie ok. 3 razy. przyznaje sie tez szczerze do tego, ze zirytowana tym, ze facet spi, postanowila zrobic mu na zlosc i go obudzic. opisuje, ze przywalila mu (nie raz) i wyzwala go w sposob bardzo wulgarny. do tego, z tego co czytamy, facet nie walnal jej od razu, tylko ostrzegal ja, ze jesli sie nie uspokoi, to on odpowie jej tym, czym ona jego raczy z rana. tymczasem o ile pocztakowo odpowiedzi sa jeszcze w wiekszosci normalne, o tyle potem wlacza sie stado osob wieszczacych, ze facet jest patologiczny, pijak, ona wspoluzaleniona, do tego przemocowiec, patologia straszna. jestem naprawde zdumiona.

      jeszcze nie slyszalam o pijaku, ktory pije raz na dwa miesiace (po czym nie wpada w ciag) oraz o przemocowcu, ktory nie atakuje jesli nie zostaje zaatakowany, a nawet zaatakowany najpierw daje ostateczne ostrzezenie. gdybym miala przylozyc do realnego zycia definicje niektorych z was, to okazaloby sie, ze w moim otoczeniu jedynie trzy osoby nie sa alkoholikami: jedna kolezanka, ktora twierdzi, ze nie lubi smaku alkoholu i nigdy nie pije, druga kolezanka, ktora wiaze swoja przyszlosc z leczeniem uzaleznien i kiedy zaczela udzielac sie w osrdoku dla uzaleznionych nagle postanowila calkowicie rzucic alkohol oraz moja ciotka, ktora jest niepijaca alkoholiczka. aha, zapomnialam jeszcze o mojej babci- kiedys wypijala sobie co prawda z kolezankami troche nalewki czy koniaku, ale odkad skonczyla 80lat to juz nie moze i z tej okazji wszystkich ludzi pijacych chocby dwa piwa na grillu wyzywa od alkoholikow i degeneratow oraz z uporem ma niaka twierdzi, iz zaczyna sie wlasnie od tego, ze kolezanka przychodzi na ploty i wypijamy butelke grzanego wina, a skonczy sie na przewalaniu w rowie. reszta mojej rodziny i znajomych to czysta patologia, lacznie z moja matka, ktora pijaca widuje ok. 2-3 razy z roku (ale np ostatnim razem to picie to bylo zupelnie bez okazji wypicie kieliszka wisniowki przed telewizorem, bo ja naszla na to nagla ochota, co zapewne swiadczy o tym, ze w wieku 56 lat nagle ujawnil sie u niej okropny problem, bo nie musiala pic, a przeciez pila).

      wg mnie sytuacja wygalda tak: pani ma jakis problem z alkoholem. byc moze nie sa to wcale jakies zle doswiadczenia, mozliwe po prostu, ze pani ma takie widzimisie, ze jej facet pic nie moze i koniec (podobnie jak niektorzy faceci maja widzimisie dotyczace tego, ze konbecie pic nie wypada, albo takie, ze w krotkich spodniczkach to chodza tylko prostytutki). pani to widzimisie wyrazala nie raz i nie dwa, oczekujac, ze chlop sie podporzadkuje- a on jakos nie chcial. moze i nagabywany po raz setny mowil, ze uhum, jasne, ale potem i tak robil co chcial. w koncu poszedl sobie na impreze i na imprezie tej wylaczyl telefon. juz ja wiem czemu. a wiem, bo mam w otoczneiu pary normalny facet-glupia laska, ktorej sie wydaje, ze moze swoim misiaczkiem rzadzic i ustawiac ja, jak jej sie podoba. i te laski tez dzownia dop tych swoich facetow, ktorzy wyszli do baru/na impreze/nma spotkanie ze znajomymi co 20 minut drac jape w stylu: a gdzie ty siedzisz k..? z kim k/.. siedzisz? sa tak jakies dziewczyny? pewnie je podrywasz k... jeden? ile wypiles? drugie piwo pijesz, juz ja wiem jakie drugie, pijesz conajmniej 3. zabraniam ci pic piwa! nie masz prawa go pic! masz wracac do domu, ale juz, za 10 minut masz byc w domu, albo ja ci pokaze! ja na miejscu takiego faceta (czy moze raczej powinnam powiedziec, OSOBY, bo w tej syt plec jest niewazna) dalanbym osobie tak sie do mnie odnoszacej solidnego kopa w dupe i w tej samej sekundzie, w ktorej probowalaby mna rzadzic, przestalaby byc moim partnerem. ale z tego co widze, to faceci czesto uwazaja, ze pokrzyczy sobie baba, a ppotem jej przejdzie i bedzie dobrze, a oni nie odejda, bo przeciez pania kochaja bardzo. i w ogole poza tym, ze ona decyduje, gdzie pojda, kiedy pojda, jakie meble kupia, z kim sie beda przyjaznic, ile wypija, czy wypala czy moze nie, czy zmienia prace itd to sa wspaniale, czule i slodkie. no w kazdym razie- autorka z tego swojego opisu znakomicie pasuje mi wlasnie do tego typu kobiet. jestem wiec w stanie skumac, czemu facet wylacza telefon.

      druga sprawa: autorka pisze, ze jej facet wrocil o 7 rano, kompletnie zalany. uhum, ciekawe tylko, skad o tym wie? nie spala cala noc i czekala na to, kiedy przyjdzie po czym kazala mu dmuchac w alkomat? czy moze raczej konfabuluje nieco? w sumie oba rozwiazania wg mnie mowia same za siebie.

      trzecia sprawa: jesli bylo tak, jak autorka mowi, tzn wrocil o tej 7 i wrocil zalany, to raczej trudno jest mi uwierzyc w to, ze chciala go wykopsac z lozka i zmusic do robienia zakupow (bezwladny czlowiek, kompletnie zalany, niezdolny tez do tego, by przypilnowac przez 10 minut dziecko- na zakupach. no, raczej nie brzmi to dla mnie zbyt wiarygodnie). wiarygodnie brzmi dkla mnie natomiast ersja: pan sie sprzeciwil, poszedl na impreze i pil, a przeciez zonka tego zabrania, w zwiazku z czym nalezy mu zrobic na zlosc, zgnoic go, wyladowac na nim agresje. to wlasnie pani zrobila. pobila zswojego faceta, wyzwala go, nie treagowala na proby uspokojenia i przywolywania do porzadku (bezwladny, kompletnie zalany facet probowal ja bowiem przywolac do porzadku, to dopiero ewenement).

      dostala za swoje. to, co zrobil ten pan, bylo samoobrona. owszem, jestem zdania, ze kobiety bic nie mozna (bo jest slabsza). ale oddac kobiecie mozna jak najpbardziej. jesli sama sie rzuca z lapami, to pozbawia sie ochrony, ktora jej sie nalezy z wlasnej woli.
      • hildegarda-z-plocka Re: Mąż mnie uderzył. 04.04.12, 17:47
        no i jeszcze moze dodam, ze szczegolnie oburzylo mnie porownanie broniacych tego goscia do ludzi, ktorzy twierdza, ze dana kobieta sama sie prosila o gwalt, bo costam. to jest kompletne przegiecie. analogiczna sytuacja bylaby bowiem taka, ze facet zgwalcil kobiete, poniewaz ona sama wczesniej go zgwalcila. takie okolicznosci tutaj zaszly.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja