ciezka_cholera
05.04.12, 00:25
jest oznaka braku godnosci, nieszanowania sie, a nie np zdrowego rozsadku? Skad sie bierze ciche zalozenie, ze kobieta zwiazana z mezczyzna alternatywnie (albo i symultanicznie) zdradzajacym/ niezaradnym/ popijajacym/ nieangazujacym sie w zycie rodzinne, jest w takim zwiazku poszkodowana i jedynie desperacja powstrzymuje ja przed zerwaniem? Wszak rzucanie w ciemno tekstu "stac cie na lepszego" jest wierutna bzdura, a w najlepszym wypadku loteria. Bycie samotna tez ma swoje wady (i zalety a jakze!), wcale nie musi w odczuciu naszej bohaterki byc lepsza alternatywa. Choc badania dowodza, ze dobrze sobie radzimy w tym stanie, o niebo lepiej od samcow, to nie bez kozery, wiekszosc z nas ludzi woli byc sparowana. Latwiej jest w wielu sytuacjach. No ale odbiegam od meritum, ktore, streszczajac sie, brzmi: trend doboru w pary jest jasny, lepsi wybieraja lepszych, gorsi gorszych, o egzemplarze doskonale jest bardzo ciezko (czemu przeczy lektura emamy, ale pozostanmy w kregu realnym), tym bardziej, ze cechy pozadane czesto sa skorelowane negatywnie (wysokie zarobki zazwyczaj wiaza sie z intensywna praca, a zatem mniejszym wkladem w zycie rodzinne itd). Mozemy spokojnie zalozyc, ze zalaca sie na malzonka emama, sama doskonala nie jest takoz (krzywa gaussa). Oczywiscie istnieje margines bledu, ale doprawdy pomijalny. Ponawiam wiec pytanie tytulowe: dlaczego kobieta narzekajaca na partnera tudziez meza, ale niezdecydowana na rozstanie jest tak surowo oceniana jako ciezka frajerka tkwiaca w zwiazku wylacznie dla pary portek w domu?