saia
16.06.04, 21:21
Cześć, pisze od czasu do czasu na forum...ale nie często, ale dużo czytam.
ale teraz muszę się trochę pożalić...bo tak mi smutno
Mam fajną pracę i zostałam oddelegowana do pracy za granicą. Początkowo na 2
tyg, które jadnak przedłużyły się do 5..
zostało mi jeszcze 9 dni..
Mąż odwiedził mnie po tygodniu, a ja powiedziałam mu od razu, słuchaj nie ma
mnie kto zmienić, będę zmuszona zostać dłużej...nie wiem na co czekałam....że
mnei pochwali? Idiotka.. - on na to dlaczego się zgodziłaś, jak mogłaś...
dlaczego ze mną tego nie omówiłaś? Otóż z bardzo prostego powodu, bo oni mi
to powiedzieli i musieli mieć odpowiedź natychmiasta on był wtedy w drodze
więc pomyślałam - kretynka - że powiem mu jak przyjedzie, że pewnie zrozumie,
nie będzie miał nic przeciwko, bo wie, że potrzebujemy pieniędzy, wie jaka
jest moja sytuacja w pracy.
Mam półtoracznego synka, fajnego męża...
i cholernie za nimi tęsknię. Szczególnie za małym.
Tak mi smutno dzisiaj..mam wyrzuty sumienia, że pojechałam...że tak długo yu
jestem..
Ale mam też pewne zobowiązanie wobec pracodawcy, który nie tylko pozwolił mi
na 6 miesięcy zwolnień lekarskich podczas ciąży ale i na 4 miesiące
urlopu...i przyjął do pracy , dał podwyżkę...
Więc się zgodziłam...bo to są też większe pieniądze, a my mamy kredyty na
głowie...więc jestem tu a oni tam. Ja za granicą a mój synek z tatą i
dziadkami.
Mam wspaniałych rodziców którzy kochają moje dizecko, poświecają mu dużo
czasu..wiem że i mój synek kocha ich...
tylko mama jest daleko.
I tak mi smutno dzisiaj.
To tylko 9 dni...tak sobie powtarzam.
ale dzisiaj to nie pomaga.
Mój mąż przestaje być miły, robienie czegokolwiek sprawia mu
trudność...Pewnie bo do tej pory ja wszystko sama robiłam to było wygodnie.
On na nic nie ma czasu i robi mi wymówki...Ale to on podobno jest bardzo
zorganizowany.. Więc papiery leżą odłogiem, a on jest wiecznie zmęczony i
niezadowolony i chory...
Dlaczego Cię nie ma - pyta...a przecież rozmawialiśmy o tym wyjeździe i on
obiecał mi, że wytrzyma, że da sobie radę...
A teraz robi mi wymówki.... mówi, że mu ciężko...wiem, i staram się
podchodzić do tego ze zrozumieniem...ale czasem nie wytrzymuję i mówię
zobacz - ja tak mam cały czas, co roku lato mnie wykańcza...- taką mam pracę,
prowadzę działalność gospodarczą oprócz tego... i wiem, że tak jest że ma się
odsyć.. tylko, że ja co roku miałam dosyć, byłam przemęczona i nie miałam na
nic czasu a on się dziwił i jescze ochrzaniał mnie, że sobie nie radzę...
dlaczego tak jest...?
Dlaczego mój mąz nie jest dla mnie wsparciem..Dalczego boję się do niego
zadzwonić i powiedzieć, że mój wyjazd przedłuży się o jeden dzień....
Boję się jego niezadowolenia, jego wymówek ...i zmęczona już tym jestem....
Dalczego on nie umie zaakceptować tego, że jest jak jest - przecież
umawialiśmy się....
Dziewczyny mam tak dosyć...pracuję tu po 12 godzin na dobę codziennie, nie
mam nawet z kim iść na spacer nie mówiąc o kawie...
NIe mogę spać.. od ponad 3 tygodni nie przespałam normalnie jednej
nocy...Kocham męża tęsknię za synkiem...i ja tylko wiem, jak jest mi trudno i
jak było mi ciężko sie na ten wyjazd zdecydować.
Dlaczego mój mąż nie jest dla mnie oparciem, kiedy najbardziej go
potrzebuję...
Nie mam nawet z kim pogadać...i jest mi smutno.