facettoklopot
24.04.12, 10:57
Wiem, wiem zaraz mnie zlinczujecie.
Jakiś czas temu rozstałam się z facetem. Powody w sumie typowe. Ostatnio dość oschły, "przepracowany", brak seksu, w sumie brak związku, zabiegany, a jak znalazł łaskawie czas to dla kolegów. Nie wnikam czy zdradzał czy nie bo i tak miałam go serdecznie dość.
A teraz do sedna.
Ostatnio umówiłam się z naszym wspólnym dobrym kumplem na piwko. Od słowa do słowa doszło między nami do drobnych pieszczot. Nie problem w tym, że do nich doszło, tylko w tym, że on jest żonaty, a w zasadzie od kilku lat w separacji. Dziewczyna wyprowadziła się do innego miasta, nie utrzymuja kontaktów. I tak się zastanawiam. Czy zdrady faktycznie nigdy nie da się usprawiedliwić?