montechristo4
25.04.12, 17:51
Dzisiaj dyskutowałam ze znajomą - obie mamy synów, którzy w tym roku kończą gimnazjum i nie mają rewelacyjnych ocen. Rozmawiałyśmy o możliwości czysto hipotetycznej (mam nadzieję

), co byłoby, gdyby któryś z chłopców zawalił rok.
Wiem, że koleżanka wybiera się w sierpniu z cała rodziną na fajne wakacje za granicę. I teraz pytanie: czy gdyby Wasze dziecko nie zdało (nie z powodu braku zdolności, ale czystego żywego lenistwa i zainteresowania bardziej towarzystwem i imprezowaniem niż nauką), zabrałybyście je na wakacje za granicę, czy nie?
Dyskusja toczyła się wokół tego, że każdy ma prawo do wypoczynku, ale też nie musi to oznaczać wakacji w kurorcie za granicą, może to być wyjazd do babci. Poza tym, skoro obowiązkiem Młodego jest praktycznie tylko nauka i ten obowiązek zawala, to automatycznie traci prawo do "nagrody", jaką są fajne wakacje.
Z drugiej strony zabranie wyjazd z jednym dzieckiem i zostawienie drugiego "za karę" jest może kiepskim pomysłem - Młodemu może być przykro.
Ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat.