toolateforyou
18.06.04, 23:05
wiem ,że bywają większe problemy, ale...
W środę mój synek obchodził roczek-powinno to byc radosne świeto, ale nie
moglismy się śmiać... Tego dnia rano odszedł nasz pies-wycieńczony chorobą.
W przeddzien dowiedzielismy sie, że ma wielkiego guza w brzuchu i mielismy
wybór:operacja z małą szansą na przeżycie albo uspienie.zawsze jest jakaś
nadzieja, więc zdecydowalismy sie na zabieg. Nastepnego dnia rano zadzwonil
lekarz, ze pies zdechł podczas usypiania- serce nie wytrzymalo narkozy...
Może ktos z was sie zasmieje, może ktos sie oburzy, że ludzue umieraja , a ja
tu nas psem dramatyzuje.Ale ON był naszym przyjacielem od prawie 6 lat,
pamietam jeszcze jak mąż przywiózl go w kartoniku po szklankach

To byl
bokser, a kto zna tą rasę wie, że nie ma chyba bardziej żywiolowych i
przyjaznych stworzen.Nie ma go juz z nami, najbardziej zal mi córki (10
lat) ,ktora rozpacza najbardziej
Roczek synkowi wyprawiamy za tydzień,bo teraz jest chory, a i zal po stracie
przyjaciela nieco osłabnie.
Dzięki za wysluchanie!M.