Takie moje życie....

11.05.12, 22:30
Jesteśmy małżenstwem 6 lat po slubie.Mamy jedno dziecko .
Przejde od razu do sedna napisze wiec o co oonkretnie mi chodzi,napiszcie proszę jak postępować ,co robić jak reagować.Mianowicie..jakis czas nie pracowalam,zajmowałam sie domem,i wszystkim co z tym związane,mąż "tylko" pracował ,dom i dziecko praktycznie wogóle go nie interesowały.Zwykle lubial mawiać "a poszłabys do roboty,przeciez w domu to nic sie nie robi,całe dnie masz wolne".Od niedawna poszłam do pracy.W dalszym ciągu zajmuje sde sie ie domem,zakupy,sprzatanie w dalszym ciagu jest na moich barkach.O wszystkim w dalszym ciagu musze myslec sama.Do czego zmierzam.Zaczełam prace ,co wiąze sie z tym ze maz musi zając sie dzieckiem kiedy ono wróci ze szkoly.Zwykle obiad ma uszykowany,poza zajmowaniem sie dzieckiem nic robic nie musi,pomijam prace oczywiscie.I teraz gwózdz programu,wytłumaczcie dlaczego,wciaz od niego slysze -to gó... a nie praca(moja praca),ja nie bede sie zajmował domem i pracował,szukaj sobie kogos do opieki nad dzieckiem ,dzwoni mi z pretensjami do pracy ze:
popsulo sie auto(ja nie jezdze),ze on musi isc cos tam robic wiec ja mam w pracy głowkowac co z dzieckiem,ze na wakacje nie jedziemy bo cos tam(tak tak ni z gruchy ni z pietruchy tak mi powiedział) itd,itp.Dodatkowo mam pewną fuchę na która dziecka brac raczej jest niewskazane wiec tez pretensje bo:łapię dwie sroki za ogon,bo sobie mam szukac kogos do opieki itd.
Powiedzcie dziewczyny dlaczego tak jest?Jak ja mam z nim rozmawiać?
Dodam ze jestem mezatką ale taką samotną mężatką w pełnym tego słowa znaczeniu.Wiecznie sama, z dzieckiem do lekarza sama,wieczorem sama,bez rozmów ,seksu ,wyjsc,kolacji ,mizernych kwiatków nicccsad
Czy to tak naprawde zle ze chce zarobić?Ze on musi zajac sie rzeczami których do tej pory nie robił?Jakich ja mam uzywać argumentów ehhhhhhh
    • cherry.coke Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:36
      Jakie zalety ma twoj maz?
      • mynia_pynia Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 08:54
        Masakra - od razu pokochałam mocniej swojego.

        To niech pan mąż sam znajdzie opiekunkę jak chce gdzieś wyjść, dziecko jest wspólne, dom jest wspólny, jak się mu coś nie podoba to on ma problem nie ty.
    • sueellen Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:38
      No i co ja mam Ci doradzić? Prawda jest taka, ze mąż ma cię w 4 literach. Rozwód, alimenty i układaj sobie życie na nowo. Ciagnięcie tego ózka kolejne 5 - 10 - 15 lat? Po co? Gołym okiem widać, że się rozleci. Nic Was nie łączy poza wspólnym dachem nad głową.
      • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:42
        Jakie zalety ma mój mąz?hmmmm szczerze nie wiem,moze taką ze zwykle jak sie sprzeczamy nie zabiera zabardzo glosu jednym uchem wpuszcza drugim wypuszcza.Myslę nad kolejną iiiiiiiii aaaaa wiem no powiedzmy ze nie wylicza mi pieniędzy.Heh tylko czy to sa zalety ,porazka.....
        Mam dosc,ostatnio kolezanka miała ur.mąz przygotował jej kolacje ,kwiaty itp.pochwaliła sie mi.Dała mi tym tez mega kopa ze popłakałam sie z zazdrosci,powaznie,powiedzialam mu o tym ,jak zareagował ?Nie było zadnej najmniejszej,najdrobniejszej reakcji na moje łzy
        • totorotot Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:04
          > Jakie zalety ma mój mąz?hmmmm szczerze nie wiem,moze taką ze zwykle jak sie spr
          > zeczamy nie zabiera zabardzo glosu jednym uchem wpuszcza drugim wypuszcza

          Ojesu. Ojesu. Łzy mi właśnie płyną ciurkiem. Doznałam skurczu (skórczu) wokół uszu.
          • claudel6 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:42
            ja k.. też! uo matko! niebywałe, to jednak kobiety nadal wiążą się z byle facetami po to, żeby tylko gacie w okolicy były?
    • zuzann-a Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:39
      Hmm, właściwie to do czego Ci ten facet jest potrzebny?
    • asiara74 Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:40
      Rób swoje i przestań się przejmować jego gadaniem Wytłumacz mu że oczekujesz związku partnerskiego i że żyjecie w w Europie a nie Pakistanie jakims i chyba pojęcie takiego związku nie jest mu obce. Niech poczuje też konsekwencje swojego nic nierobienia w domu. Brak czystych szklanek, no cóż pewnie trzeba umyć. Za bardzo cackamy sie z panami mężami a pózniej płaczemy.
      • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:49
        Robie swoje ale takie dogadywanie zle na mnie wplywa.Codziennie słysze gó... nie praca,szukaj sobie kogos do opieki,ja nie bede tego czy tamtego robil ,no rece opadaja.Wracam do domu po pracy i co zastaje mega syf i nic wiecej,nawet glupich kanapek mi nie zrobi gdzie ja zawsze czekałam z obiadem i ledwo do domu wchodził juz mial pod noskiem.
        • sanrio Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:59
          słuchaj - zacznij żyć tak jakby go nie było. Czyli w zasadzie jak do tej pory prócz: obiadkowania dla jaśnie pana, nie pierz i nie prasuj jego ciuchów, rób zakupy pod siebie i dziecko, sprzątaj w miarę możliwości wokół siebie i dziecka, rzeczywiście zatrudnij kogoś do opieki, zachowuj się tak jakbyś mieszkała sama. Terapia jest dość szokująca dla jaśnie pana z początku, ale często działa. Nie oczekuj od niego niczego, bądź samowystarczalna (masz pracę!), nie biadol, nie gadaj z nim za wiele - po paru tygodniach przekonasz się, czy zadziałało. Jeśli nie to cóż - chyba powinnaś zastanowić się nad sensem "wspólnego" życia.
    • mamahelenki1 Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:46
      3aneczkaaa napisał(a):
      > Czy to tak naprawde zle ze chce zarobić?Ze on musi zajac sie rzeczami których d
      > o tej pory nie robił?kich ja mam uzywać argumentów ehhhhhhh

      Poradź się jakiegoś prawnika w sprawie argumentów.
      Albo zacznij żyć jak samotna matka która siłą rzeczy robi zakupy i gotuje tylko dla siebie i dziecka, analogicznie z praniem, zmianą pościeli, organizacją atrakcji w wolnym czasie itp, itd. Rozmowy nic nie dadzą przy takim poziomie jaki pan wykazuje. Może ustal tylko składkę na opiekunkę bo dziecko w sumie wspólne.
      Współczuję ci. Mój mąż idealny nie jest ale co trzeba to zrobi i kretyńskich uwag z siebie nie wypluwa.
      • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:51
        mamahelenki1 napisała:

        > Albo zacznij żyć jak samotna matka która siłą rzeczy robi zakupy i gotuje tylko
        > dla siebie i dziecka, analogicznie z praniem, zmianą pościeli, organizacją atr
        > akcji w wolnym czasie itp, itd. Rozmowy nic nie dadzą przy takim poziomie jaki
        > pan wykazuje. Może ustal tylko składkę na opiekunkę bo dziecko w sumie wspólne.

        Wlasnie takie rozwiązanie chodzi mi po glowie,zajmę sie soba dzieckiem ,zatrudnie nianie,ale czy to dobre,czy on nie ma miec zadnych obowiazków wobec domu i dziecka poza praca?
        • mamahelenki1 Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:13
          No wiesz, jakieś tam zadania będzie musiał wykonywać siłą rzeczy. Nie wiem w jakim środowisku twój mąż funkcjonuje ale jak mu majtki zaczną śmierdzieć to może koledzy z pracy podpowiedzą co w takich sytuacjach się zazwyczaj robi. Bez żarcia też długo nie przetrwa.
          A jeżeli chodzi o dziecko to raczej nie proś go o zaangażowanie inne niż finansowe bo to może okazać się ze szkodą dla samego dziecka - będzie się zwyczajnie nudzić albo poczuje się jak kamień u szyji tatusia. Może jak zostanie bankotatem to otworzy oczy.
          Na serio bardzo ci współczuję. Też miałam problem z pracami domowymi ale jakoś się dogadaliśmy. Za rodzicielstwo medal.
          • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:19
            mamahelenki1 napisała:

            > No wiesz, jakieś tam zadania będzie musiał wykonywać siłą rzeczy. Nie wiem w ja
            > kim środowisku twój mąż funkcjonuje ale jak mu majtki zaczną śmierdzieć to może
            > koledzy z pracy podpowiedzą co w takich sytuacjach się zazwyczaj robi. Bez żar
            > cia też długo nie przetrwa.
            > A jeżeli chodzi o dziecko to raczej nie proś go o zaangażowanie inne niż finans
            Szczerze?cóz napisze ,on nie dba o siebie,ja jestem zadbaną kobieta zwracam uwage na te czy inne rzeczy ,m nie,jemu nie przeszkadzają długie pazury,brudne skarpety ,Tyle razy prosiłam ,blagałam zacznij dbac o soebie,nic ,jak grochem o scianę.
            Co do zajmowania sie dzieckiem ,chyba juz jest bankotata,z dzieckiem spedza bardzo malo wspólnego czasu,jesli sa w domu ,to syn bawi sie sam w pokoju a m gra w gierki na facebooku.
            To ja organizuje wolny czas,np dzis po 10 h pracy poszlam z maly jeszcze na basen a po basenie na cos slodkiego.Pan w domku sobie spał bo przeciez do pracy szedł.
            • mamahelenki1 Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:45
              nie wiem czy uda się naprawić jego zachowanie, nie wiem jak długo walczysz o inną rzeczywistość w domu, ale na pewno możesz mu dopiec.
              Ja zrobiłam to tak:
              -kochany mężu zrobiłam ci porządek w szafie i wyrzuciłam wszystkie podarte majtki i dziurawe skarpety.
              -ooo, dzięki.
              Od następnego tygodnia prałam tylko sobie i dziecku. Zostawiłam mu może ze cztery pary majtek i skarpet. Kupowałm tylko tyle jedzenia żeby było dla mnie i córki plus pomarańcze - jak to nie ma co jeść są pomarańcze. Obiady na jeden raz, reszta do zamrażalnika. Atrakcje bez niego, przed wyjściem prosiłam o pieniądze aby podkręcić poczucie że nie korzysta a płacić musi. Waliłam komentarze w stylu: ooo, ale syf w domu, skarpety do podłogi się przylepiają. Brudziłam, rozlewałam, rozsypywałam cukier, jednocześnie mówiłam żeby zaprosił rodziców na herbatkę. I tak to się jakoś wyprostowało. Do tej pory nie wykonuję żadnych czynności wokół męża. Pierzemy wspólnie, obiady na zmianę albo kanapki. Nie chowam po nim jedzenia, jemy inne rzeczy. Jak po kolacji nie schowa to rano nie ma co jeść. Sprzątamy razem jak jest POTRZEBA, ja nie komentuję jak on to robi chyba że ewidentnie partoli.
              Może popełniłaś błąd na początku robiąc jaśnie panu akcję "zero obowiązków"?
              • yenna_m Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:08
                no to ja też coś opiszę

                po pierwsze: nie pracuję
                po drugie: to, że nie pracuję nie znaczy, że nie mam co robić i wywalczyłam sobie taką pozycję w domu, że mąż ma świadomość, że wszystko jest na mojej głowie i że w łykendy staram się wypoczywać

                mąż sam prasuje sobie swoje koszule - wyszłam z założenia, że dorosły chłop może o siebie zadbać i powinien to umieć zrobić (mało tego, gdy proponuję, że mu coś wyprasuje często mówi: a daj spokój)
                mąż nie bardzo się przykłada do prac domowych (sprzątanie chałupy to moja działka), ale, gdy jest w domu opróżnia i ładuje zmywarkę, robi pranie i wiesza to pranie
                zdarza się też, że zapewnia obiad (bo nas na obiad weźmie do miasta albo coś kupi z garmażerki, czasem coś ugotuje)
                razem jeździmy na zakupy
                gdy mąż też jest w domu - wyprowadza psa na spacer i wybieguje go, często zabiera ze sobą dzieci

                faktem jest, że zwykle jestem samotną matką, bo męża od prawie roku nie ma w domu (bywa w łykendy, mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni) i ze wszystkim musze sobie radzić sama

                ale żeby nie zwariować - wyluzowałam z pewnymi rzeczami
                nic się nie stanie, jeśli nie posprzątam czy nie poprasuję
                jeśli pranie rozwieszę dzień później czy też nie ugotuję obiadu

                na Twoim miejscu odpuściłabym sobie
                po pierwsze: załatwiłabym dziecku obiady w szkole
                po drugie: jadłabym na mieście
                po trzecie: prałabym i prasowałabym tylko rzeczy dziecka i swoje
                to samo z wieszaniem i ściąganiem prania wink
                zakupy robiłabym pod siebie (a więc niekoniecznie to, co mąż lubi, za to kupowałabym to, co ja i dzieci lubią wink )
                gotowanie to samo - pod siebie i dziecko, i też - na dwie osoby

                no i zapowiedziałabym męzowi, że skoro się nie poczuwa, wobec tego przykro mi, ale niestety nie mam zamiaru się nim opiekować dopóki nie zmieni swojego podeścia do prac domowych oraz nie popracuje nad relacjami z dzieckiem

                acha - zaproponowałabym grafik obowiązków, gdy panu zmięknie rura
                i ścisły podział tych obowiązków, akceptowalny dla Was obojga (czyli: ja sprzątam w sobotę łazienkę a ty ubikację, ja odkurzam a ty wieszasz pranie - i tak dalej, i tak dalej)

                i rozmawiałabym konkretnie
                raczej na spokojnie, bez awantury, nawet trochę żartobliwie (żarty rozładowują napięcie)
                i pilnować potem, jak dziecko, konsekwentnie, z pewną dozą asertywności i humoru

                bo jak zaczniecie wrzeszczeć na siebie i w kłotni wprowadzać te zmiany, to nic dobrego z tego nie wyniknie, poza chwilowym wywaleniem frustracji
                nie muszę mówić, że problem jak był, tak będzie? bo sprawa za jakiś czas przyschnie i będzie jak zwykle?
          • claudel6 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:45
            >Nie wiem w ja
            > kim środowisku twój mąż funkcjonuje ale jak mu majtki zaczną śmierdzieć to może
            > koledzy z pracy podpowiedzą co w takich sytuacjach się zazwyczaj robi.
            o matko, zejszczałam sie i popłakałam smile smile smile
        • cherry.coke Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:15
          Nie, to nie jest dobre. Ale jesli tak podzialasz, to po chwili sie przekonasz, ze maz jest ci kompletnie zbedny. Taki eksperyment. Bo do czego go wlasciwie potrzebujesz, co on ci daje? Brak szacunku, brak seksu, brak uczucia, brak zrozumienia, brak podzialu obowiazkow rodzinnych...
          • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:20
            cherry.coke napisała:

            > Nie, to nie jest dobre. Ale jesli tak podzialasz, to po chwili sie przekonasz,
            > ze maz jest ci kompletnie zbedny. Taki eksperyment. Bo do czego go wlasciwie po
            > trzebujesz, co on ci daje? Brak szacunku, brak seksu, brak uczucia, brak zrozum
            > ienia, brak podzialu obowiazkow rodzinnych...
            Moge odpowiedziec z serca,co mi daje ?hmmm to ze poprostu jest ,tak poprostu i to ze zarabia .nic innego nie umiem napisac
            • cherry.coke Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:25
              No to kijowo sad Polecam to, co dziewczyny - zacznij zajmowac sie soba i dzieckiem, meza zostaw samemu sobie. Przekonasz sie, czy w ogole sie zorientuje i czy przypadkiem wcale nie bedzie ci go brakowac.
    • asocial Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 22:58
      niezmiennie przy takich watkach sie zastanawiam:
      czy Tobie sie chce?
      W sensie, chce sie Tobie spelniac te wszystkie obowiazki, od samego poczatku tak bez krzyku bez zadnej awantury, tak po prostu zakasywalas rekawy i bralas sie do roboty?

      Mysle, ze w kazdym zwiazku na poczatku ¨codziennosci¨ zachowujemy se troche jak dzieci i badamy granice. Moj facet na poczatku nie robil wlasciwie nic- trwalo to zaledwie kilka tygodni, bo ja z natury jestem bardzo wygodna, choruje na zdrowy egoizm, dbam o siebie, w obowiazkach okolo domowych nie wychylam sie przed szereg i oczekuje regularnej wspolpracy w domu- w zyciu by mi nie przyszlo robic za dwoch, nie jestem niczyja sluzaca, tak jak facet nie jest moim.

      Zabraklo tobie chyba charakteru na poczatku, pewnie nabyte z domu rodzinnego. Coz, mozesz sie starac go namowic na zmiane, ale z tego co opisujesz to nie ma zadnej relacji miedzy wami, innej niz ¨gosposia¨ i ¨pan domu¨, wiec moze byc ciezko.
    • happy_time Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:00
      Nie dość, że nie masz z męża żadnego pożytku to jeszcze dodatkowe obowiązki. Gdyby jeszcze był dobrym ojcem, ale nie jest. Co to znaczy, że masz sobie szukać kogoś do opieki? Ty przecież nie potrzebujesz opieki tylko wasze wspólne dziecko. Poza tym skoro dziecko do szkoły już chodzi to chyba nie trzeba się nim specjalnie zajmować. Taki mąż to tylko wrzód na tyłku.
      • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:12
        Dziecko ma 6,5 roku ,chodzi do pierwszej klasy,trzeba sie nim najmowac no nie tak jak maluszkiem ale podac obiad ,dopilnowac lekcji itp.i z tym jest cięzko.
        Moze rzeczywiscie spróbowac byc samowytraczalną i taka tylko dla siebie i dziecka.Moze zrozumie choc watpie,to ciezki typ.nie przyjmuje do siebie nic,krytyki,dobrych słów ,on sam ich pozatym wogóle nie uzywa.Nie ma nic czym by okazał milosc,słowa czynu no nic.I jeszcze dodatkowo non stop mi "grozi"ze nie idzie ze mna na wesele mojej siostry(wesele niebawem) bo to czy tamto.
        • sanrio Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:17
          no ale w takim razie zdradź nam tą tajemnicę - dlaczego z nim jesteś?
          • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:23
            sanrio napisała:

            > no ale w takim razie zdradź nam tą tajemnicę - dlaczego z nim jesteś?
            Boje sie rozwodu,boje sie trafic z deszczu pod rynne.
            Blędne koło bo -nie mam z kim isc do łóżka ,nie mam z kim porozmawiac,nie slysze dobrego słowa prócz krytyki.nikt mnie nie przytula,nikt mi nawet herbaty nie poda jesli sobie sama nie zrobie.Nie chodzimy nigdzie,nie planujemy nic ,a ja wciaz walcze ,z wiatrakami na dodatek.
            • sanrio Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 09:00
              ale jak z deszczu pod rynnę?! I tak prowadzisz samotne życie, niewiele się w tej kwestii zmieni. Łatwo radzić wirtualnie, ale znam osobiście dziewczynę, która po 3 latach małżeństwa rozwiodła się z podobnym do twojego typem i bardzo sobie chwali. Nie żałuje, poznała kogoś.
              PS mąż nie ma potrzeb seksualnych?
          • totorotot Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:09
            sanrio napisała:

            > no ale w takim razie zdradź nam tą tajemnicę - dlaczego z nim jesteś?

            coby boby na weselu nie godoły, ze bez chopa przylozła, bo go utrzymoć ni umioła
        • mamahelenki1 Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:20
          To to dobrze,że nie idzie, będziesz mogła się wspaniale bawić na weselu. Ja to bym jeszcze dołożyła do pieca odpowiadając na takie zaczepki, że wiem że nie idzie, już to mówił 1000 razy i już powiedzialaś że go nie będzie i nie szykują dla niego nakrycia bo to zawsze 150 zeta mniej. A wesele drogie i każda oszczędność się liczy.
          • dziennik-niecodziennik Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:13
            ja to bym odpowiadała ze w takim razie zaprosisz kolegę z pracy. i SERIO bym kogos zaprosiła jakby mąż nie poszedł.
        • happy_time Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:31
          Jasne, że dziecko trzeba przypilnować i nakarmić, ale to nie maluch, który wymaga non stop opieki i zajmuje 100% czasu.

          > Moze rzeczywiscie spróbowac byc samowytraczalną i taka tylko dla siebie i dziec
          > ka.

          Dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiłaś. Pierzesz i prasujesz jego ubrania? Gotujesz dla niego i sprzątasz po nim? A z jego strony słyszysz tylko krytykę. Oboje pracujecie więc normalne powinno być dzielenie obowiązków.

          > I jeszcze dodatkowo non stop mi "grozi"ze nie idzie ze mna na wesele mojej siostry(wesele niebawem) bo to czy tamto.

          Nie to nie. Może jakiś fajny kolega z Tobą pójdzie? Na pewno będziesz się lepiej bawić smile
        • totorotot Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 00:07
          I jeszcze dodatkowo non stop mi "grozi"ze nie idzie ze
          > mna na wesele mojej siostry(wesele niebawem) bo to czy tamto.

          I oby dotrzymał słowa. Może zapoznasz jakiegoś miłego kawalera, który będzie uprzejmy w końcu Cię przepukać, czego Ci z całego serca życzę, ament.
        • attiya Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 09:13
          niech nie idzie, rodzina zobaczy jakim jaśnie panem jest twój mąż
          a dlaczego ty masz szukać opieki do dziecka - dziecko nie jest męża? Chyba, ze rola pana jeśli chodzi o dziecko skończyła się na nadaniu jemu jego własnego nazwiska...
          odpowiadaj stale i niezmiennie - dziecko jest też twoje, proszę się nim zająć
          sory ale jakby mi mąż dzwonił do pracy, ze on nie może dzieckiem się zająć, to juz wiedziałabym co mam zrobic big_grin
        • dziennik-niecodziennik Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:15
          > Moze rzeczywiscie spróbowac byc samowytraczalną i taka tylko dla siebie i dziec
          > ka.Moze zrozumie choc watpie,to ciezki typ.

          nie zrozumie. jeszcze sie ucieszy że ma spokoj. a jak w Tobie w koncu cos peknie to on sie zdziwi że o co chodzi, przeciez sama tak zorganizowalas.
          jego trzeba wtłoczyc w obowiązki domowe. chocby i przymusem i prawie siłą.
    • yenna_m Re: Takie moje życie.... 11.05.12, 23:53
      dobrze, a czym się zajmuje mąż?
      pracuje, tak?
      czy zarabia na tyle więcej od Ciebie, że czuje się panem i władcą?

      generalnie nie za fajnie to, co napisałaś, wygląda sad
    • koza_w_rajtuzach Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 07:22
      Powiedz mu, że wynajmiesz opiekunkę do dziecka, ale jak to zrobisz, to on przestanie być Ci do czegokolwiek potrzebny, bo najwyraźniej nie możesz na niego liczyć w prostych sprawach i zmuszona jesteś rozwieźć się z nim. Mój mąż też jest takim facetem. Np. ja jestem od koszenia trawnika, co zajmuje zwykle jakieś 3-4 godziny, bo podwórko jest duże. Niestety w tym czasie nie mogę liczyć na opiekę nad dziećmi tzn. 6-letnia córka i tak jej nie wymaga, ale 3-latek już tak. Jeszcze jak dzieciaki się bawią to ok, ale ostatnio syn biegał za mną załzawiony i rozhisterowany, poprosiłam męża, żeby wziął go i zajął się. Po minucie przyszedł z nim z powrotem do mnie, bo płacze i co za różnica czy będzie płakał mu w domu czy biegając za mną gdy koszę, no i argument ten co zawsze, że jego mama miała gospodarkę i wychowała troje dzieci, a ja nie zamierzam najwyraźniej nic robić.. z tym, że ja koszenie lubię, bo mnie relaksuje i wolę to zamiast zajmowania się w tym czasie dziećmi, ale w jaki sposób mam robić i jedno i drugie? Nasz syn jest nadwrażliwy, nic na to nie poradzę, potrzebuje sporo zainteresowania. Powiedziałam, że właśnie chcę pracować, będę kosić, a bycie z dzieckiem w domu to odpoczynek, relaks, nic nie robienie, więc niech zabierze go do domu i odpoczywa sobie ile dusza zapragnie. Zabrał.. Jak kosiłam to widziałam dziecko przyczepione do szyby w oknie, całe załzawione, męża przy nim nie widziałam, potem jakoś się uspokoił. Równie dobrze mogłabym dziecko zostawić z manekinem. Jak wróciłam to mąż miał pretensje, bo powinnam kosić o 21 jak dzieci już śpią, albo obudzić się o 4-ej i przed odprowadzeniem córki do przedszkola zdążyłabym wykosić całe podwórko, ale uznałam, że nie chce mi się z nim rozmawiać, bo i tak tego nie zrozumie. Mój błąd polega na tym, że zawsze byłam słaba psychicznie i tak naprawdę sama doprowadziłam do takiej sytuacji, pozwoliłam mu dominować, dzięki czemu nie liczy się z moim zdaniem. Gdybym od początku miała wymagania, to byłoby inaczej.
      Sama szukam pracy. Wiem, że to ja z dziećmi zbudowałam więź i że to mojej opieki pragną, wiem też, że mąż mimo wszystko pracuje na dwa etaty, a ja na pewno nie będę tyle co on pracować, więc pewnie większość obowiązków nadal będzie do mnie należeć, ale jeśli jego stosunek będzie taki jak Twojego męża, nie będzie mógł "posiedzieć" w domu z dzieckiem (z 6-latką wiem, że posiedziałby bez problemu, bo ona nie ma wobec niego żadnych wymagań, czasem sobie pogada, ale jest bezproblemowym, wesołym dzieckiem, natomiast syn jak mówiłam jest nadwrażliwy i tu może być konflikt), to dojdę do wniosku, że już go nie chcę i nie potrzebuję. Ciężko jest kochać kogoś kto nie docenia tego co robisz. Myślę, że jednym z powodów, oprócz tego, że nie chcę już w domu siedzieć, mojej chęci pójścia do pracy jest to, że w końcu zostanę w jakiś sposób doceniona, a nie jako ktoś kto wiecznie ma wakacje (cytat "po co masz jechać na wakacje, skoro cały czas je masz?") i jeśli nie zostanie to docenione, to żeby udowodnić, że to co robię jest coś warte, to pokażę, że mogę bez niego również funkcjonować. Po prostu uznam, że jest mi niepotrzebny.
    • stukostrach-jeden Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 07:34
      Ten mąż jest tobie do czegokolwiek potrzebny?
      Ani nie sprząta, ani nie zajmuje się własnym dzieckiem, nie gotuje do sex też nie bardzo, ba nawet pogadać z nim nie można. Czas pomyśleć o wyproszeniu takiego osobnika z domu.
    • morgen_stern Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 08:10
      Pogoń dziada. Dasz sobie radę, naprawdę, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Nie szkoda ci życia na użeranie się z pasożytem i chamem? Masz tylko jedno życie.
    • nabakier Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 08:11
      Aneczka, jesteś w związku przemocowym. To raz. a dwa, że widocznie masz za mało siły, by to przerwać. Szukaj pomocy na zewnątrz, skoro nie ma tej siły w sobie, by to zmienić.

      Twój mąż to fleja, cham i cóż..zwyczajny prostak. Naprawdę, chcesz być z kimś takim? Warto?
    • lejdi111 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 09:14
      Boże jak bym czytała o swoim życiu. Tyle tylko, że przestałam być służącą. Po jakimś czasie zrozumiałam, że nie daję rady pracować na dwa etaty (praca+dom) i zrobiłam podział obowiązków. Zmywanie naczyń + mycie łazienki to jego działka. Kąpiel młodego mu powierzyłam i prace typu prasowanie. Na początku się burzył ale jak mu nie zrobiłam pare razu obiadu (bo nie miałam czasu) to zrozumiał. Też często słyszę po co pracujesz za takie grosze itd ale ja to olewam i mu odpowiadam, że gdyby więcej zarabiał to nie musiałabym pracować a tak muszę.
      • bella-bloom6 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 09:17
        Kiedy go poznałaś też był taki sam jak teraz czy się po prostu zmienił?
    • hrabina_murzyna Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 09:54
      Prawda jest brutalna- on ma Cię w du..e i doskonale wie, że Ty pobrzęczysz i nadal będzie jak jest. I najzabawniejsze jest to, że facet wie, że tak być nie powinno, ale jesteś dla niego tak mało istotna, że tego nie zmienia. Dodatkowo doskonale wie, gdzie uderzyć, abyś to TY się bała. Przykład z weselem doskonały. Zyjesz z przemocowcem, który trzyma Cię w ryzach, zaniża poczucie Twojej wartości, kpi z Twojej pracy, ma Cię w nosie. Dodatkowo facet doskonale wie, że nic nie musi, bo Ty i tak nie odejdziesz. Danie mężczyźnie poczucia, że coby i jakby nie było to żona i tak będzie jest najgorszą rzeczą, którą każda kobieta może zrobić.
      Nie bój się, zatrudnij opiekunkę, dbaj tylko o siebie i dziecko, inwestuj w siebie, bo to jedyna rzecz, której on Ci nie zabierze. Mąż niech utrzymuje dom i dziecko. Ty w tym czasie zajmij się sobą, zainwestuj zarobioną kasę w swój rozwój- języki, studia itd. Nie daj się szantażować- nie idzie na wesele- idź sama. I tak żyjesz jak samotna matka, więc nawet gdy mąż odejdzie to różnicy nie odczujesz. I najważniejsze- uświadom sobie, że to małżeństwo już umarło, a sama nic nie zrobisz. Obudź siebie i swoje potrzeby do życia i otwórz głowę na nowe znajomości.
      • verdana Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 10:03
        Podział obowiązków tak naprawdę jest tu drugorzedną kwestią. To czasem można zmienić. Najsistotniejszy jest całkowity rozpad zwiazku - nie ma tu ani wspólnych rozmów, ani wyjść, rozrywek, ba - nawet juz seksu nie ma. Sytuacja jest taka, zę maż nie ma i nie będzie miał żadnej motywacji, aby to zmienić, bo mu nie zalezy. On ma w domu tylko służącą - jeśli służąca przestanie wykonywać obowiązki - to po cholerę bedzie nadal z nią mieszkał? Przecież nic poza tym ich nie łączy. Na pewno nie uczucie - wyłącznie wygoda i to z obu stron. Pieniądze za usługi kuchenno-sprzątające.
        Moim zdniem w tym związku jest zero szans poprawy.
        • hrabina_murzyna Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 10:16
          I dlatego autorka ma jedyną szansę, aby właśnie teraz zmienić swoje życie. Niech inwestuje w siebie, tego jej nie zabierze, niech otworzy się na nowe, bo i tak zostanie sama. A odejście tego pana tylko wyjdzie jej na dobre. Dlatego nie dbać o pasożyta, nie tracić czasu na brzęczenie i usługiwanie panu i władcy, a zajęcie się własnym życiem. Facet i tak pójdzie w diabły, ale ona nie zostanie z ręką w nocniku. Popłacze, ponarzeka, ale z czasem zrozumie, że można jeszcze być szczęśliwą kobietą. Bo można, dlatego niech już teraz zaczyna nią być.
    • beliska Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 10:59
      Egoista, facet, który kompletnie nie ma pojęcia czym jest rodzina, partnerstwo w związku.
      Ciąży mu to co oczywiste jeśli wybrał taką a nie inna drogę. Dwoisz się i troisz, a im mocniej będziesz się starała ogarnąć, tym bardziej on będzie to wykorzystywał i tym mniej mu będzie odpowiadało. Facet może się zmienić, przejrzeć, dopasować do wymogów życia pod warunkiem, że chce= zależy mu na rodzinie, żonie, widzi, że jest o co zawalczyć. On musi walczyc przeciw samemu sobie i swojej wygodzie, temu jak żył przez lata, spojrzeniu na siebie i partnera. Pytanie więc na ile panu zależy na tym związku. Jeśli zależy, mogą pomóc terapie szokowe, mnóstwo rad, jakie tutaj forumki podały. Jeśli nie, przekonasz się, że czas chyba powiedzieć papa, bo dzielenie życia z takim mężem w formie funkcjonującej obecnie sensu chyba większego nie ma.
      • hrabina_murzyna Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 11:09
        Nie zgadzam się. Facet doskonale wie czym jest rodzina i partnerstwo, ale nie zależy mu akurat na tej konkretnej rodzinie. Nic tu nie pomoże, bo facetowi już nie zależy. I nie chodzi tu tylko o obowiązki, on nie dba o partnerkę nawet jak o kobietę. Tego związku już nie ma i żadne terapie szokowe nie zrobią na facecie wrażenia. Smutne, ale albo pan sam spakuje walizki, albo ucieszy się jak zrobi to żona. Ta konkretna kobieta przestała gościa fascynować, więc siłą rzeczy jest olewana. Nie ma tu wyjścia. Jedyne co autorka może zrobić to zająć się sobą albo olać podział obowiązków i zacząć rozmawiać o rzeczach ważniejszych- bliskości i miłości. Choć ja w cuda nie wierzę...
    • poppy_pi Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 11:05
      Fatalnie to wszystko wygląda sad Zaniedbany, brudny mąż, który nie chce zajmować się dzieckiem ani domem, nie poświęca Ci uwagi i robi jeszcze wymówki? Masz pracę, dziecko już nie takie małe, zacznij się przygotowywać po ciuchu do rozwodu. Masz kogoś kto Ci pomoże? Rodziców, rodzeństwo?
      • marzeka1 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 11:34
        Moim zdaniem z tego, co piszesz, ty JUŻ teraz jesteś pod rynną, możesz co najwyżej wyjść na deszcz.Rozwód byłby dla ciebie o niebo lepszym rozwiązaniem.
        • hugo43 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 11:54
          moja kolezanka wlasnie pogonila z domu takiego meza-lokatora na gape.baaardzo sobie chwali te decyzje i zaluje,ze tak pozno.
          • 3aneczkaaa Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 13:33
            Dziękuję Wam za slowa otuchy,porady.
            Odpowiem na pytania
            -tak zarabia lepiej ode mnie
            -nie wiem czy ma potrzebe seksu,nigdy go nie inicjuje,nie ma spontana,seks po mojej zapowiedzi tylko wieczorem łaskawie ,nigdy za dnia,choc zwykle tez musze prosic no chodz juz ,bo pan jeszcze w gierki pogrywa
            -tak mam oparcie w rodzinie,pomoga jakby co
            Tak czy inaczej srrobuje terapii szokowej,dziecku zamierzam wykupic obiady,do wakacji nie pozostalo zbyt wiele,pozniej opiekunka .Dzis sobota,mam wolne ,meza oczywiscie juz nie ma,sprawy swoje zalatwia,oczywiscie nie omieszkał na moje słowa zwiazku partnerskiego odpowiedziec mi ze on nie bedzie sie zajmował calym domem.Smiech na sali,ja po całym tyg pracy mam w domu syf,na podlodze piaskownica,i nie wazne ze tez pracuje,musze to wszystko posprzatac.Nie ma dla mnie odpoczynku.Chory podzial ról.Tak popełniłam blad na poczatku,wszystko zawsze ja sama.on tylko pracowal,ehhhhhh on nawet do dziecka wyhcowania sie nie angazuje i nigdy nie angazowal.
            • totorotot Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:19
              Czekaj, bo ja czegoś tu nie rozumiem. Facet wredny, leniwy, brudny, zaniedbany, a Ty jeszcze grzecznie prosisz go o popukanie???

              Czy on ma jakieś jamajskie wymiary, czy też potrafi sobie oblizac brwi? Toć on nawet funkcji wibratora nie spełnia jak należy, więcej spełnienia dałby Ci ogórek gruntowy. A i pożytek jeszcze z takiego ogórka większy niż z męża, bo możesz po wszystkim posiekać go na mizerie.

              Powtarzam: idź na terapię dla dorosłych dzieci alkoholików. I kup sobie wibrator.
            • dziennik-niecodziennik Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:34
              > omem.Smiech na sali,ja po całym tyg pracy mam w domu syf,na podlodze piaskownic
              > a,i nie wazne ze tez pracuje,musze to wszystko posprzatac.

              alez po pierwsze nie musisz, po drugie - pozamiataj i wysyp mu na komputer albo na ciuchy w szafie. albo do butów.
              • totorotot Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:53
                > alez po pierwsze nie musisz, po drugie - pozamiataj i wysyp mu na komputer albo
                > na ciuchy w szafie. albo do butów.

                Jak tak sięgnę pamięcią głęboko, głęboko, to zdaje się też mam na sumieniu jakieś pety nawrzucane mężowi do kieszeni kurtki między dokumenty, klucze i komórkę wraz z popiołem, czy też jakieś czarujące odpadki w okolicach siedzenia na aucie. Czy to były niewyniesione śmieci? Nie pamiętam, tak dawno to było, ale nie było konieczności powtarzania.

                A, koszule wywalone do śmietnika i przysypane skisłym mlekiem... coś chyba też w butach... kurczę, nie mogę sobie przypomnieć, a nie chcę iść do męża prosić o przypomnienie, bo nie lubi, gdy mu przeszkadzam robić obiad- jak mu się kręcę po kuchni.
                • bella-bloom6 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 15:08
                  totorotot napisała:

                  > > alez po pierwsze nie musisz, po drugie - pozamiataj i wysyp mu na kompute
                  > r albo
                  > > na ciuchy w szafie. albo do butów.
                  >
                  > Jak tak sięgnę pamięcią głęboko, głęboko, to zdaje się też mam na sumieniu jaki
                  > eś pety nawrzucane mężowi do kieszeni kurtki między dokumenty, klucze i komórkę
                  > wraz z popiołem, czy też jakieś czarujące odpadki w okolicach siedzenia na auc
                  > ie. Czy to były niewyniesione śmieci? Nie pamiętam, tak dawno to było, ale nie
                  > było konieczności powtarzania.
                  >
                  > A, koszule wywalone do śmietnika i przysypane skisłym mlekiem... coś chyba też
                  > w butach... kurczę, nie mogę sobie przypomnieć, a nie chcę iść do męża prosić o
                  > przypomnienie, bo nie lubi, gdy mu przeszkadzam robić obiad- jak mu się kręcę
                  > po kuchni.
                  >

                  HEHEHEHEHEHE boskieee :0)))
    • dziennik-niecodziennik Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:17
      jesli w ogole zamierzasz z nim dalej byc to ja bym proponowala panem potrzasnąc.
      jak zacznie pyszczyc że masz SOBIE zatrudni opiekunkę - pyskuj wzajemnie że nie SOBIE masz ją zatrudniac, a WASZEMU WSPÓLNEMU dziecku i że jak mąż chce to prosze bardzo, ale niech da kasy na jej opłacenie, przynajmniej połowę, bo ze swojej wyłącznie pensji płacic nie zamierzasz.
      jak bedzie pyszczył że w domu nie bedzie nic robił - pyszcz wzajemnie że niby czemu, przeciez sam mówił że robota domowa to w sumie nicnierobienie, w czym problem?
      on nei bedzie pracował i zajmował sie domem? - do pracy sam cie wyganiał, wiec niech nie jojczy, bo jak pracujesz to siłą rzeczy masz mniej mozliwosci, wiec rowniez siłą rzeczy on Ci MUSI pomoc i łaski nie robi, bo to nie tylko Twój dom.
      masz zmienic prace? - w nowej tez nie beda Cie wypuszczac wczesniej zebys mogla mu zdjac dziecko z głowy.
      nie jedziecie na wakacje - OCZYWISCIE ze jedziecie (no chyba ze jest jakis konkretny bardzo powod dla ktorego mielibyscie nie jechac, no to trudno).
      nie moze odebrac dziecka? - super, jesli TAK BARDZO je kocha że mu nie przeszkadza wizja dziecka siedzacego godzinami w szkole zamiast w domu, to prosze bardzo. (i tu autentycznie nic nie kombinujesz, co najwyzej dzwonisz do dziecka za jakis czas sprawdzic gdzie jest - facet oczywiscie spusci z tonu i albo je odbierze, albo jakos sprawe zalatwi, ale jak Ty sie zlamiesz to juz zawsze bedziesz musiala myslec za wszystkich),

      a wszystko odpowiednim tonem, ostro ale bez wrzasków, na tyle ostro żeby uciąc jojczenie, a na tyle grzecznie zeby nie probowal oskarzac ze wszczynasz awantury. i tak na kazde wąty - odpowiedz unaoczniająca meżowi ze to jest WASZ dom a nie tylko Twój, WASZE dziecko a nie tylko Twoje, że ma we wspólnym zyciu miec taki sam wkład jak Ty - jesli ta rodzina ma miec jakis sens w ogole.
      • bella-bloom6 Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 14:33
        Rany mnie to zadziwia, że masz ochote na seks z takim brudasem i beznadzieją codzienna. Ciekawi mnie czy on byl taki kiedy go poznalas, czy sie zmienil po prostu. Bo moze sie po prostu zmienil, wszystko za niego robilas nie mial obowiazkow , zero wymogow no coz do dobrego czlowiek sie przyzwyczaja. Terapia szokowa, czyli facet staje sie dla Ciebie niewydzialny, albo sajonara gosciu. Z widzeniami z dzieckiem nie bedzie problemu bo dziecko tez ma gdzies niech tylko grzecznie placi alimenta i sobie korzysta z zywota swego beznadziejnego. Pomysl, jesli zostanie sam po paru miesiacach widok ludzi z jego otoczenia bezcenne, beda go omijac z klamerkami na nosie. I fakt kup sobie wibrator jak musisz takiego to nawet kijem obrzydliwosc tknac juz za samo zachowanie a juz nie mowiac, ze smierdziel nie dbajacy o siebie fuuj
        • naumma Historia z happy endem 12.05.12, 16:22
          Trochę jakbym o swoim mężu czytała. Seks - od niechcenia, z łaski. Zero wyjść, zero fajnych planów, żadnych celebracji - ani urodzin, rocznic ślubu itp. Zero aktywności - gdzie na wakacje? "Wymyśl coś". Zachorowałam - "to twoja wina". Wychodził z domu, zostawiając mnie bez kawałka chleba i mega-syfem w domu. Jedyna różnica - kocha dziecko i się nim zajmował od niemowlęctwa.

          Pewnego dnia, wieczorem, w dniu moich urodzin powiedziałam mu, że to już ostatnie urodziny, kiedy nie dostałam nawet zwiędłego kwiatka. Jeśli od dziś nie zacznie dbać o nasz związek, nie udowodni, że mu zależy - składam pozew o rozwód, bo na cholerę mi ktoś taki? Od tamtej pory bardzo wiele się zmieniło, choć nie przeczę, że facet tego typu musi byc utrzymywany w niepewności. Ja na przykład nie noszę obrączki - on tego nie komentuje, ale wiem, że traktuje to jako sygnał, że "nie ma nic na zawsze". Wie, że jeśli to wszystko znowu "zjedzie", to ja nie będę miała żadnej blokady, by odejść.
    • triss_merigold6 I tak jesteś samotną matką 12.05.12, 17:03
      I tak jesteś samotną matką, tylko bez świętego spokoju i z dodatkowymi obowiązkami.
      Zrobisz jak uważasz, ja bym się rozwiodła.
    • eilian Re: Takie moje życie.... 12.05.12, 17:05
      No cóż, pozwoliłaś, żeby poczuł się jak pan i władca, to jeździ po Tobie bez oporów i to się raczej nie zmieni. Tak to jest jak się siebie nie szanuje i nie wymaga szacunku od innych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja