Dodaj do ulubionych

NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Nieroba???

15.05.12, 23:06
Pytanie do Was kobiety, zainspirowane wątkiem o słodkiej zemście na mężu (grouse1smile)
Wydźwięk generalnie taki, że bardzo dobrze, niech cierpi bo trzeba od niego wymagać uczestnictwa w życiu dzieci i w obowiązkach domowych. Bomba, zgadzam się. Tylko jak go sobie wychować??
Jestem w 4 letnim, poważnym związku, mamy po 24 lata. Nie mieszkamy razem choć moglibyśmy, ale na razie nie chcemy (ja głównie). TZ u mnie pomieszkuje część tygodnia bo mieszkam sama. Już widzę u niego tendencję "ja sobie poleżę na kanapie, a moja ukochana wszystko zrobi".
Pal licho gotowanie, bo gotować to ja moge i bezdomnym i królowej angielskiej. Ale czasem obiad też bym chciała dostać.
Gorzej z myciem podłogi po której on też chodzi, czy myciem kibla do którego *sra* tak samo jak i jasmile Jak poproszę- zrobi choć z opóźnieniem. Tylko że ja dumna jestem jak krowa na pastwisku i prosić się nie lubię. Ponadto zawsze mam głupie poczucie (tak, poruszone w inspirującym mnie wątku), że jak mu każę ze scierą pociskać po mieszkaniu to stwierdzi, że w dupie ma taki układ i znajdzie sobie lepszą (lepszą=gotująco-piorąco-sprzątającą)

Jak sobie to ułożyć w głowie i jak działać coby zadziałać na pana Misia i nie urazić pana Misia?
Póki jeszcze mam czas na wychowywaniesmile
Obserwuj wątek
    • kkalipso Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 15.05.12, 23:13
      Po legalizacji związku ,wynajmujecie pomoc domową i tyle ,gotowanie ten kto lubi i ma czas...
    • iuscogens Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 15.05.12, 23:26
      nie lubię słowa "wychowywać" w kontekście dorosłego faceta, ale mogę napisać co pomogło nam ustawić odpowiedni podział obowiązków. Mój pochodzi z bardzo tradycyjnego domu z niepracującą mamą i nie był wdrożony do wielu spraw. Z tym, że miał chęci, żeby to nadrobić. Jako, że ja jestem po prostu leniwa i mam sporą tolerancję na bałagan i do tego mam silną potrzebę posiadania czasu tylko dla siebie to mąż szybko się zorientował, że dom funkcjonuje o wiele sprawniej jak się obowiązkami dzielimy. I teraz jak jest za granicą to mówi mi, że jak patrzy na swoich kolegów, którzy nie potrafią zrobić podstawowych rzeczy wokół siebie to błogosławi moje lenistwo tongue_out
      Tym, że odejdzie bo będzie musiał coś robić nigdy się nie przejmowałam.
    • mancipi Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 15.05.12, 23:35
      są 2 sposoby: próbować zmienić lub przywyknąć patrząc na inne zalety, oczywiście wszystko zalezy od skali nieróbstwa. na początku wspólnego mieszkania probowałam wymusić sprzątanie itp, ale wraz z czasem człowiek dojrzewa i zaczyna zdawać sobie sprawę co jest ważniejsze-czy kolejna kłótnia, że znów nie wyniósł śmieci, czy miło spędzony wieczór po tym jak te śmieci się wyniosło samemu. oczywiśnie nie jest tak, że ustąpiłam we wszystkim, ale po prostu sobie odpuściłam, bo on takim jak ja bym chciała aby byl w tych kwestiach nie będzie, za to posiada zalety, i ogólnie bilans wychodzi na plus. dojście do takich wniosków zajęło mi trochę czasu, było również okupione wieloma kłótniami, które z perspektywy czasu wydają mi się bezsensowne-kijem wisły nie zawrócisz. na koniec dodam, że w przypadku mojego M taki stan rzeczy to nałożenie sie jego osobistego egoizmu z systemem w jakim został wychowany, gdzie matka robiła wszystko. osobiście tego błędu przy naszych dzieciach powtarzać nie zamierzam. ogólnie możesz próbować zmienić swojego i może się to uda, czego życze i zazdrościć będę, lub też nie zmienisz i wówczas tak jak ja musisz pomyśleć czy bilans wyjdzie na plus
    • marzeka1 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 15.05.12, 23:38
      Wyszłam za mąż za faceta, który w domu był obsługiwany, nic nie musiał z prac domowych, była troskliwa mamusia i 3 siostry; tyle że ja także "nic nie musiałam", matka kazał mi się tylko uczyć- błąd, duży błąd. Wyszłam z założenia, ze skoro ja nie wiele umiałam, on też, to nauczymy się razem, bo obsługiwać dorosłego chłopa nie będę, no i nigdy w rolę teściowej nie weszłam (mina szwagierek i śp. teściowej gdy zobaczyły, że ich syn i brat ma dwie ręce do pracy-bezcenne). Po ślubie jestem już 23 lata, układ działa, są rzeczy, które w domu ja robię, a są takie, które robi mąż (np. szorowanie kabiny prysznicowej czy odkurzanie i większe zakupy). Ba- mam 2 synów, tyle że tu już ja dopilnowałam, by chłopcy od początku w prace domowe byli włączani.
      • marzeka1 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 15.05.12, 23:39
        Miało być "niewiele".
        Aha, dodam,że lęk przed urażeniem chłopa, ktory weźmie i do innej pójdzie, to klasyczne strzelanie sobie w stopę i ani się spostrzeżesz, a jako domowy mop skończysz.
    • kol.3 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 06:20
      Od początku ustalić podział obowiązków np. sprzątamy razem - pan sprząta duży pokój pani mały. Jest góra prasowania - pan prasuje swoje rzeczy, nie uprasuje sobie koszuli to chodzi w wymiętej. Nie wszędzie jest tak, że panie zachrzaniają a panowie leżą. Znam domy, gdzie kobieta nie myje okien, bo przyjęło się że cięższe prace domowe wykonuje mąż. Znam domy gdzie w ogóle żona niewiele robi w domu, nie pracując zawodowo, wszystko robi mąż po pracy..
    • attiya Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 06:49
      sory ale jeśli teraz misio się nie stara, gdy jest etap wolnego związku, to potem będzie jeszcze gorzej, bo już nie będzie musiał się starać
      wiesz, tego kwiatu jest pół światu jak to moja babcia mawiała, znajdź sobie kogoś, kto bez proszenia będzie wiedział, ze ma posprzątać, ze ma czasem podać obiad swojej kobiecie, że zamiast leżenia na kanapie, trochę wykazałby się inwencją
      bo jeśli teraz jego rozrywką jest leżenie na kanapie...
      • nowedding Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 08:26
        Wychować można dziecko nie partnera. Przyłączę się do opinii, kochaj albo rzuć. Patrzyłam zawsze na moją matkę, jak próbowała tresować/wychowywać ojca. Teraz na koleżanki. I widzę w tym raczej źródło stresu i niezadowolenia. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy miałabym toczyć boje o skarpetki i tego typu pierdoły. Oczywiście normalne jest, że związek i wspólne mieszkanie wymaga dotarcia się i wielu kompromisów.
    • fajnykotek Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 08:44
      Ja bym Ci radziła porozmawiać z Misiem, jak z przysłowiową krową na miedzy. I zapytać dlaczego on ma prawo leżeć na kanapie, a Ty masz zasuwać? Dała Bozia zdrowe rączki i nóżki? Czy może uważa, że masz być jego służącą? Zobaczysz co odpowie i czy wykaże chęci bycia Twoim PARTNEREM. Jeśli teraz nie wykaże, to masz dwa wyjścia: zaakceptować, że to Ty będziesz zap..... i całe życie obsługiwać Misia (a on będzie uważał, że taki właśnie jest porządek świata - nie licz na "dziękuję" - to będzie Twój OBOWIĄZEK), albo poszukać sobie wartościowego faceta.
    • default Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:30
      Myślę, że niezłe rezultaty przynosi podejście "sposobem" do chłopa. Jak już raz wyszoruje ten kibel, to wychwalenie go (przy jednoczesnej krytyce własnych rezultatów) tak, żeby uznał się za niedościgłego mistrza szczoty i domestosa.
      W tej sytuacji mycie kibla przez Ciebie stanie się zupełnie nieuzasadnione, bo czemu masz brać się za prace, w których nie jesteś dobra, a masz pod ręką "mistrza" smile
      Ja w ten sposób całkowicie pozbyłam się prac domowych związanych ze sprzątaniem - mój mąż jest przekonany, że tylko on umie odkurzyć, wyszorować, umyć, wypastować, wypolerować itd. Więc nawet jak czasem biorę mopa do ręki, to mi go wyrywa ze słowami "zostaw, tylko smug narobisz" smile
      Ja pozostałam przy gotowaniu, które lubię i praniu, nad którym wolę mieć sama kontrolę.

      • glagonia Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 22:40
        O, ja też to stosuję! smile
        Skuteczne do tego stopnia, że ostatnio stwierdziłam, że właściwie chyba przegięłam, bo wyszło na to, że ja prawie nic nie robię, a on zasuwa. Fakt, pomogła w tym ciąża z przykazem "oszczędzania się" - ale mój tak się przyzwyczaił do tego układu, że ciąża się skończyła, a on dalej: gotuje, wstaje i zaprowadza dzieciaka do przedszkola, sprząta (no, ja też trochę sprzątam), robi zakupy, pracuje i jeszcze mnie zastępuje czasem w mojej pracy (bo ja przecież na zwolnieniu).
        Jedyne, co ja mu daję, to DOCENIAM (i jeszcze karmię i przewijam naszego nowonarodzonego). No ale połóg się kończy, to chyba wezmę i czasem coś ugotuję, a co!
    • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:33
      Wybacz, ale slabo mi sie robi na teksty typu: nie bede myc kibla, bo Misio do niego tez sra... a juz w ogole rozwalil mnie tekst o podlodze...

      Jak moja mala kilkuletnia corka uzywa tej samej podlogi i kibla to tez mam jej wreczyc mopa i szczotke?

      Baby sa jakies durne. Czemu widzimy tylko to, ze myjemy wspolna podloge, kibrl, prasujemy jego koszule czy wynosimy smieci?
      Jakos moj Misiu nie wygarnia mi jak za kazdym razem bierze moje auto i jedzie je zatankowac, jak wymienia w nim opony, dba o przeglady i inne duperele, wymienia w domu np. przepalone zarowki tudziez wykonuje inne rzeczy naprawcze, robi wieksze zakupy itp.
      On tego nie wygarnia, bo to dla niego NORMALNE tak jak dla mnie prasowanie czy umycie kibla.

      Chyba tylko baby sa takie chore, zeby walczyc (niektore wlacza latami) o wyniesienie smieci czy odkurzenie podlogi... Ludzie litosci.

      • stukostrach-jeden Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:46
        Opony wymienia się dwa razy do roku, przegląd samochodu raz w roku, żarówkę raz na kilka miesięcy, naprawy drobne- max kilka razy w roku.
        Obiad gotuje się codziennie,no może co dwa dni, zmywanie naczyń- codziennie, , podłoga i dywany- kilka razy w tygodniu ( dzieci w domu), pranie- 2-3 pralki w tygodniu plus prasowanie, kurze, większe sprzątanie - raz w tygodniu.
        Nie porównuj więc wymiany opon do codziennej pracy w domu bo się ośmieszasz.
        • paskudek1 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:56
          tym bardziej, że w dzisiejszych czasach wymiana opon to jest kwestia podjechania do warsztatu i pokazania samochodu oraz wyartykułowania informacji czego sobie pani życzy smile No dobra, zapakowanie opon do samochodu moze być troszkę kłopotliwe, ale to też da się wykonać.
          Ja swojego nie wychowałam (jakkolwiek to paskudnie brzmi) ale teraz uczę się artykułować właśnie swoje przemyslenia. Np. takie że ja owszem, zmywam naczynia, ale jezeli on uważa że ja to robię bo tak to straszliwie kocham to jest w dużym błędzie. Nie lubię, robię bo muszę, bo ktoś te gary musi zmyć.
          Aha, do autorki wątku - dumę schowaj sobie w kapcie, ewentualnie zachowaj na chwilę, kiredy będziesz musiała z oanpowaniem i obojętnościa zapytać obrażonego Misia czy już mu zacząć pakować rzeczy czy sam sobie poradzi? To w przypadku gdyby Misio obrażony wymaganiami zaczął wyrażać chęci do odejścia. I uwierz mi, działa.
          Jak robiłam za Rejtana i usiłowałam zatrzymać to było tylko gorzej, jak zaczełam pytać kąśliwie czy już ten pozew rozwodowy mam pisać to się uspokoił smile
          • stukostrach-jeden Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:07
            Opony można za opłata przechować w warsztacie do następnej zmiany. Czyli podjeżdżam samochodem, wjeżdżam na podjazd, płacę i wracam do domu, nie brudzę sobie nawet raczek nie mówiąc już o dźwiganiu smile
            • paskudek1 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:15
              a widzisz, tego nie wiedziałam smile CO do tankowania to ja akurat nie prowadzę ale też zawsze mozna zagrać na stacji wielką damę albo blondynkę smile
        • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 00:29
          To Ty sie nie osmieszaj stukostrach... faktycznie wlozenie naczyn do zmywarki czy prania do pralki i cisniecie guzika to robota, ze hoho...

          A co do Misia, to moze opony 2 x w roku sie zmienia, ale na zakupy trzeba jechac co 2-3 dni, mniej wiecej od kwietnia do pazdziernika ten sam misio zapierdziela 1 w tygodniu (czasem 2) z ksiarka po hektarach, a jak sie skonczy sezon koszenia to sie za chwile zaczyna odsniezania... jakos tez wtedy nie musze nawet kiwnac palcem bo robi to Misio. Czynnosci jakie podawalam w poprzedniej wypowiedzi to tylko przyklady, ale wiadomo, ze w codziennym zyciu jest ich duzo wiecej.

          Poza tym czesto jest tak, ze to Misiowie wiecej pracuja (tak tak wiem, zaraz pewnie przeczytam, ze przeciez my siedzimy z dziecmi i to cieeeeeeezka praca).

          Jakos do tej pory korona mi z glowy nie spadla od tych jakze okropnych prac domowych....
          • mrowka_bigbitowka Re: P.S. 17.05.12, 00:36
            Zadziwiajace jest jak wiele kobiet traktuje swoich mezow jak idiotow...: wychwal swojego chlopa po umyciu kibla, zeby sie poczul mistrzem szczotki i domestosa...

            Normalnie ja pier... Ja tak ze swoim trzyletnim dzieckiem tak nie rozmawiam...
          • yuka12 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 01:35
            A jak w domu nie ma zmywarki, na zewnątrz ogrodu z trawą do ścinania, żarówki są wymieniane przez oboje współmałżonków, a pranie trzeba robić codziennie? Poza tym pranie to nie tylko wsadzenie ciuchów i naciśnięcie guzika. To również pozbieranie brudnych rzeczy z różnych pomieszczeń (nawet jeżeli są tam kosze na brudy), posortowanie ubrań wg kolorów, wyciągnięcie z pralki i rozwieszenie, włożenie do suszarki, podzielenie na poszczególne osoby i przede wszystkim chodzenie- między pomieszczeniami- z pralka, z suszarką, z kaloryferami, z szafami ubraniowymi. Nie każdy ma pomieszczenie gospodarcze (pralnio-suszarnię) z garderobą obok smile.
            Do tego gotowanie posiłków, zamiatanie, mycie podłóg, czyszczenie łazienki, odkurzanie dywanów, podlewanie kwiatów, ogarnianie pokoi dzieci i pokoju dziennego, zmiana pościeli itp. A pani domu pracuje na równi z panem domu i mają potomstwo. Ja się wtedy czuje ona, kiedy większość z ww. czynności wykonuje sama, kiedy on odpoczywa na kanapie po pracy? Ona nie potrzebuje odpocząć?
          • stukostrach-jeden Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 12:09
            Jak siedzisz w domu to faktycznie sprzątać będziesz więcej, ale wyobraź sobie że wiele kobiet pracuje zawodowo. W takim samym wymiarze godzin jak " biedny miso". Trzeba być idiotką, żeby pracowac zawodowo a po pracy zap.. na drugi pełen etat w domu, bo biedny misio musi jechac na zakupy i wymienić opony w aucie 2 razy w roku a i żarówke juz druga w tym kwartale.
            A jak twoje parnie ogranicza sie tylko do naciśnięcia guzika to współczuje, pranie trzeba wywiesić, wyprasować i schować do szafek a pralkę raz w miesiącu umyć.

            Zawsze jak czytam takie posty to cieszę się że mam w domu mężczyznę, który nie boi się utraty męskości od umycia talerza czy odkurzenia dywanu.
            • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 13:36
              Wyobraz sobie, ze nie siedze w domu. Pracuje moze troche mniej jak moj Misio, ale chodze na dodatkowe zajecia i malo z tego, znalazlam jeszcze czas na aerobik i rower!!! Niemozliwe prawda??
              Dodam jeszcze, ze mam male dziecko i najblizsza rodzine jakies tys. km stad i nikt mi nie pomaga. Gosposi tez nie mam.

              Zdaje sobie sprawe, ze pranie nalezy wyjac z pralki i rozwiesic... A przepraszam ile to zajmuje czasu?? Godzine? Masz pralke, ktora ma wsad 30 kg czy jak?
              Zaprzeczasz tez sama sobie piszac, ze pralke trzeba umyc raz w miesiacu... to tak jak z ta zmiana zarowek raz na jakis czas, wiec w czym problem?

              Wymieniasz niektore czynnsosci jakby nie wiem co to bylo, jakies ciezkie roboty fizyczne. Ja sobie tak organizuje czas, ze jeden dzien w tydoniu "poswiecam" na wieksze prace: gruntowne sprzatanie i mycie lazienek, prasowanie, podlewanie kwiatow itp. Wybacz ogarniecie domu codziennie to naprawde kwestia paru minut (wiem co mowie bo mam naprawde spory dom). Poza tym ktos wspomnial o zbieraniu rzeczy i segregowaniu... jakie zbieranie?? Mam w jednym miejscu oddzielne kosze na pranie, kazdy wie jakie pranie do jakeigo kosza nalezy wrzucic i tyle. Nie wiem, moze inne mamy maja w domu misiow-fleje, po ktorych na kazdym kroku trzeba zbierac skarpety i gacie czy inne rzeczy.

              Dla mnie o wiele wygodniej jest ogarnac dom, wrzucic naczynia do zmywarki i cos ugotowac, anizeli co drugi dzien 2-3 godziny spedzac w tlumach na zakupach i jeszcze w sobote dodatkowo zapierdzielac z kosiarka.
              • stukostrach-jeden Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 14:04
                Lubisz robic za służącą to rób, ale nie wmawiaj że sprzątanie po misiu jest normalne, bo biedny misiu robi zakupy i tankuje samochód.
                BTW twój misiu jest inteligentny, przekonał ciebie, że zakupy trzeba robić co 2 dni i trwają one 3 godziny smile dzięki czemu on jest "taki biedny i zapracowany"

                Ja mój wolny czas po pracy wolę przeznaczyć chociażby na zabawę z dzieckiem a nie na sprzątanie domu. Tak bardzo nie pasuje tobie fakt, że są mężowie którzy poza pracą zawodową potrafią i wykonują tez pracę domowe?

                Umycie pralki- raz na miesiąc, pranie kilka razy w tygodniu- gdzie! tu widzisz zaprzeczenie samej sobie?
                • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 16:10
                  Nie uwazam, ze jestem sluzaca. Maz duzo pomaga mi w domu, ale przy innych rzeczach. Do zmywania i prania naprawde go nie potrzebuje. Jak tak bedziemy na to patrzec to dojdzie do takich absurdow, ze robiac pranie wrzuce swoje rzeczy i zawolam meza, zeby wrzucil swoje i wcisnal guzik, bo dzien wczesniej ja wciskalam... chore...

                  Nie musisz mi mowic ile trwaja zakupy, ja chyba lepiej znam realia: gdzie mieszkam, ile zajmuje mi dojazd do sklepow i to, ze kupujemy nie tylko dla rodziny ale tez do firmy. Ostatnio pojechalismy razem, to nie bylo nas 5 godzin, a wymeczylam sie tam strasznie, bo tego nie cierpie.

                  Jak masz flejowata rodzine to musisz prac moze i kilka razy w tygodniu, ja mam tyle rzeczy dla kazdego z nas, ze wystarcza jak raz w tygodniu wlacze 3 pralki ubran + reczniki i posciele i finito. Rozwieszenie zajmuje kilka minut, a na drugi dzien przeprasuje wszystko i gotowe.
                  Ja rowniez wole poswiecic czas dziecku i to robie, ale dziecko idzie przed 20 spac, my chodzimy o 1-2 w nocy wiec jak zauwazylas (a moze i nie) to zostaje mi na wszystko (ogarniecie + moje przyjemnosci) sporo czasu.

                  Nie przeszkadza mi, ze inni mezowie sprzataja po pracy, ale smiesza mnie teksty wyemancypowanych kretynek, ze sobie meza wytresowalam czy wychowalam, tu nie ma sie z czego cieszyc, ze ma sie meza idiote-pantoflarza, ktorego trzeba traktowac jak male dziecko. Nie przyszloby mi do glowy, zeby jakimis sposobami "podchodzic" mojego meza i opowiadac mu, ze jest mistrzem szczotki od kibla i domestosa... a do tego sie to w wiekszosci przypadkow sprowadza.


                  Jak ktos napisal (to byla chyba tylko jedna sensowna wypowiedz), albo sie akceptuje kogos jaki jest albo nie i koniec, a nie potem jeczy na forum i w zyciu.
                • nanuk24 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 22:47

                  > Lubisz robic za służącą to rób, ale nie wmawiaj że sprzątanie po misiu jest nor
                  > malne,

                  ??Kiedy ona wlasnie pisze, ze nie sprzata po misiu, po misio sam dokladnie wie, do jakiego kubla ma wrzucic swoje brudne lachy i zbierac po nim skarpetek nie trzeba.
              • nanuk24 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 22:48
                porownujesz miane zarowki do mycia pralki/ zmywarki/poglogi?!
                Wszyscy u was zdrowi?
                • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 22:54
                  Kolejna, ktora nie doczytala, ale powtarzac juz mi sie nie chce....
      • attiya Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 11:15
        rozumie, że dla ciebie jest szczytem trudności wracając z pracy zajechać na stację i zatankowac samochód?
        choć może i tak, znam totalne idiotki, które regularnie myląolej napędowy z benzyną
        opony?
        jezu drogi....przecież sama ich nie zmieniasz, mąż/partner takoz chyba tego nie robi. A naprawde nie jest trudnością umówić się na czwartek o 18 na zmianę opon, wjechać na kanał, wyjść z samochodu i poczekać aż ktoś zmieni te opony.
        Naprawdy? A co w tym skomplikowaneog odstawić samochód do warsztatu i wrócić autobusem?
        no i na koniec chwalę, CHWALĘ twego misia - wymiana żarówek - łał !!
        takie sprawy to pojawiają się raz na kilka m-cy - wymiana opon dwa razy w roku
        obiad robi się codziennie, ubikację myję co dwa dni plus minus, podłogi - czasem codziennie
        no ale twój mis tankuje ci samochód - klękajcie narody
        niech już nic więcej w domu nie robi, bo jeszcze łapki mu do podłogi wyciągną się od tej zmiany żarówek - aha ty pewnie gwinty pomyliłabyś
      • bye.bye.kitty Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 15:43
        Chyba tylko baby sa takie chore, zeby walczyc (niektore wlacza latami) o wyniesienie smieci czy odkurzenie podlogi... Ludzie litosci.

        tak, to chore walczyć latami.
        Ludzi na świecie są miliardy, znajdzie się wśród nich mężczyzna, który posprząta swoje g.ó.wienka bez walki)
      • kol.3 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 18:01
        Kiedy ten wątek jest o tym, że wielu misiow nie robi tego co wymieniasz, czyli nie zajmuje sie domowym autem, oponami, żarówkami, gwoździa nie umie wbić i w domu pomagać nie chce poczynając od wynoszenia śmieci.
        • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 00:41
          TO takiego Misia wsolczuje, bo myslalam, ze to normalne.
      • esr-esr Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 12:47
        ja rozumiem męsko-damski podział obowiązków ale serio czekasz z wymianą żarówki aż mąż to zrobi?
        • mrowka_bigbitowka Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 16:18
          Serio czekasz z wyniesienie smieci na meza?? Albo na pozmywanie kilku talerzy?

          Kocham jak e-matki czytaja ze zrozumeiniem, albo jak do serca biora sobie wszystkie wypowiedzi big_grin to byl tylko PRZYKLAD jaki akurat przyszedl mi do glowy. Zamien to na prace ogrodowe albo rabanie drewna do kominka jesli Ci ulzy wink
    • grin_korso Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:34
      Na razie to nie wiesz, co Mis potrafi robic, a co nie, bo jak napisałaś - nie mieszkacie razem. On wszystkie rzeczy trzyma u siebie i pewnie tam ogarnia, mimo że może u ciebie mieszka częściej niż tam.
      Miałam kiedyś chłopaka, u którego bywałam dużo częściej niż w mieszkaniu, które sama wynajmowałam. Bo on wynajmował samodzielny pokój, a ja kawalerkę z przyjaciółką. No i sypiałam u niego jakieś 4 noce w tygodniu, jadałam u niego, myłam się u niego. U niego, a nie u siebie. Jakby mi kazał mopem jeździć po jego mieszkaniu, to bym się ostro popukała w czoło. Gotowałam tam prawie nigdy, bo nie moje naczynia, nie moja kuchenka. Jak on do mnie przychodził (rzadko), to co innego.
      Po tych 4 latach związku radziłabym z nim normalnie zamieszkać i dopiero wtedy sprawdzisz, jak on się zachowuje w swoim mieszkaniu.
    • martishia7 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 09:59
      Nie bardzo masz pozycję, żeby od pana wymagać czegokolwiek, bo on z Tobą nie mieszka. Moim zdaniem jesteś w dziwnym układzie - nie da się jednym tyłkiem na dwóch stołkach siedzieć. Albo z nim mieszkasz i dzielicie jak leci - wydatki i obowiązki, albo na randki umawiaj się w kinie/kawiarni. Bo na razie masz quasi-lokatora na prawach gościa.
      • bri Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 13:37
        Dokładnie. Pomieszkiwanie się sprawdza tylko jeśli oboje macie własne mieszkanie i możecie pomieszkiwać u siebie nawzajem. Robi przynajmniej czasem jakieś zakupy czy czuje się całkowicie jak gość?

        Z kim misio mieszka? Z mamusią?
    • e_r_i_n Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:02
      Do mnie też nie przemawia hasło 'wychowywać dorosłego faceta'.
      U mnie podział obowiązków ustalił się samoistnie, ale też od początku było tak, że nie miałam zapędów do obsługiwania i robienia czegoś, co miał zrobić mój mąż. Nie zrobił - nie było zrobione.
      Wg mnie najlepiej działa rozmowa - ustalenie, że jest to, to i tamto do zrobienia i zdecydowanie, kto co przyjmuje.
      Jeśli obawiasz się, że facet Cię zostawi, bo go nie 'obsługujesz', to może lepiej, żeby Cię zostawił smile
    • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:09
      U mnie zadziałał "podział" obowiązków na moich zasadachwink A mianowicie pytałam : "idziesz z dzieckiem na spacer czy po powrocie karmisz go, kąpiesz i czytasz przed snem?" Znałam już wtedy na tyle mojego męża, ze wiedziałam, ze wybierze spacer. I chwała Bogu, bo nie cierpię bezcelowego łażenia gdziekolwiek. W ten deseń można rozdzielić i inne obowiązki, nie tylko domowe.
    • triss_merigold6 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:09
      Na razie masz lokatora na prawach gościa i niespecjalnie możesz oczekiwać, że będzie mył kibel. Spróbuj go obciążać regularnie zakupami - ma kupić "lista na kartce po drodze i przywieźć do Ciebie i wszelkimi remontowo-naprawczymi w domu (nawet jak masz nowe mieszkanie to zawsze znajdzie się coś co trzeba powiesić, przykręcić, pomalować, dociąć itd.).
      Nie proś tylko mów wprost.
      Zanim zamieszkacie razem ustal dokładnie ile kasy będzie dawał co miesiąc do wspólnego budżetu.

      Aha, tego kwiatu jest pół światu, naprawdę.
    • panizalewska Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:16
      Aż się włynczę do dyskusyji wink

      Ludzie się zasadniczo NIE ZMIENIAJĄ. Taka nasza natura - przyzwyczajenie. Im starsi, tym bardziej skostniali. A jeżeli już się zmieniamy, to tylko trochę, w miarę SWOICH możliwości, dla SIEBIE, we własnym zakresie. Baaaardzo rzadko dla innych. Bo nam ze sobą wygodnie po prostu.
      Wyjątki potwierdzają regułę.

      Jeżeli więc liczysz, że Twój Misio się zmieni, że go "wytresujesz" - to możesz się baaardzo rozczarować. Człowiek to nie małpa w ZOO, za banana sztuczek nie zrobi. A jak skończą Ci się banany? Trzeba też podejść z szacunkiem do człowieka i go właśnie nie "tresować", nie zmieniać na swoją modłę, na siłę. Lepiej chyba znaleźć takiego Misia, który jest najbliższy Twoim oczekiwaniom, niż próbować zmieniać kogoś o 180 stopni.

      Przykład z życia - moi rodzice. Mama walczyła z ojcem przez 30 lat. Nie chciał się zmienić dla niej, nie chciał dla nas, swoich dzieci. Zostawiła go na rok. Dopiero tak mocne tąpnięcie - brak wygody, opieki, podtykania pod nos, niesamowita samotność i poczucie własnego nieudacznictwa - popchnęły go do zmiany na lepsze. Ale to czynniki zewnętrzne były, a nie sam z siebie.
      Moja siostra też miała narzeczonego przez 8 lat, kochała, seks super itp, ale on był za mało obrotny jak na jej wymagania. Myślała, że się zmieni. Przez te 8 lat. A guzik. Rozeszli się.

      Ja długo czekałam na swojego Miśka, ale opłaciło się, jak dla mnie ideał wink Pełna współpraca w sprzątaniu, robieniu zakupów itp itd.
      Także da się i bez tresury wink
      • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:27
        Generalnie zgadzam się z Tobą, ale...tak nie do końca. Mój mąż też miał wszystko podkładane pod nos przez matkę i to przez 32 lata i też mu sie pewnie wydawało, że w kwestii obowiązków domowych wymieni ją na młodszy model. Dopóki czepiałam się, wygłaszałam kazania , naburmuszałam się efektu nie było żadnego. Kiedy zostawiałam mu konkretnie sformułowaną propozycję do wyboru nie było problemu. Bez gadania robił to co wybrał, ku naszej obopólnej radości. Dla mnie było to czytelnym znakiem, ze facet jest reformowalny i dobrze rokuje. Z tamtego okresu pozostał mi brak wiary w siłę małżeńskich rozmów. Krótkie komunikaty - tylko i wyłącznie.
    • indigo_kid Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:20
      On jest u Ciebie gościem i trudno wymagać, żeby sprzątał Ci chałupę (powinien sam z siebie wiedzieć, ale widać nie wie, albo nie chce wiedzieć). Jakbyście mieszkali razem to można wymagać.
      Jest ryzyko, że przez ten układ, ze on jest twoim gościem zadomowionym utrwalają się role, że to ty jesteś od czarnej roboty i potem w waszym domu też będzie się zachowywał jak gość.
      Jeżeli przebywa u Ciebie większość czasu (kilka dni w tygodniu) to może zamieszkajcie razem, żeby był pełnoprawnym mieszkańcem i poczuwał się (a jeżeli nie to Ty masz prawo wymagać) do wypełniania obowiązków lokatora.
      • carmita80 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:36
        Zgadzam sie panizalewska. Misie sie nie zmieniaja sami z siebie wiec znajdz takiego, ktory bedzie spelnial twoje oczekiwania i mial wady ktore bedziesz w stanie tolerowac. Jak napisala tross tego kwiatu jest pol swiatu i wogole nie bierz pod uwage opcji ze skoro ty bedziesz wymagac jego wkladu w prace domowe to on cie zostawi dla takiej ktora bedzie sluzaca. Jesli tak to tym lepiej dla ciebie. Zycie z byle pasozytem latwo sobie zmarnowac. Z misiem trzeba sie "dotrzec" czyli wspolnie wypracowac najbardziej satysfakcjonujacy uklad w jak najkrotszym czasie (nie, nie latami) ale to tyle, na wychowywanie juz za pozno. Misio wychowany juz zostal i wzor wkodowany ma wiec jesli mama byla w domu od wszystkiegi a tata tylko od pracy zawodowej to bedzie tego oczekiwal od ciebie i nie licz, ze przyjdzie mu do glowy umyc kibel w ktory sra.
        • triss_merigold6 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:38
          Zmieniają się, zmieniają. Kwestia doboru bodźców, tego czy i jak bardzo im zależy, podatności na perswazję.
          • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:48
            W pewnej rodzinie było dziecko, które nie mówiło. Rodzice jeździli od jednego specjalisty do drugiego i nic. Nie wiadomo było dlaczego nie mówi i po kilku latach rodzice już ten fakt zaakceptowali kiedy podczas obiadu dziecko zapytało " gdzie jest sól?". Rodzice zapytali dziecko " to ty umiesz mówić, ale dlaczego nigdy nic nie mówiłeś?" Dziecko na to "przecież sól zawsze była"

            Po co się wysilać kiedy obok jest ktoś kto sam z własnej i nieprzymuszonej woli zrobi coś za nas(za nas facetów)
            • kol.3 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 18:01
              Przepraszam, ale w tym kawale chodziło o grzanki.
              • martishia7 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 00:27
                Wcale nie, bo o kompocik tongue_out
                • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 12:46
                  Nie znam tego kawału, z pewnością jest bardzo śmieszny. Mój przykład pochodzi z ksiązki "Ratowanie dzieci z uszkodzeniem mózgu" K. Pennocka
          • carmita80 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:50
            triss_merigold6 napisała:

            > Zmieniają się, zmieniają. Kwestia doboru bodźców, tego czy i jak bardzo im z
            > ależy
            , podatności na perswazję.

            Tak, zmieniaja sie zwlaszcza pod wplywem chemii (bodzcow) wtedy im zalezy a po czasie, w dodatku kiedy przychdza dzieci, chemia chemia juz nie dziala, znajda sie w samym oku cyklonu pod nazwa "proza zycia" okzauje sie, ze misio cofnal sie w rozwoju. big_grin Rzadko kiedy narzekaja kobiety bedace w zwiazkach swiezych, najczesciej problemy pojawiaja sie poznien. Wtedy slyszy sie "widzialy galy co braly" a odpowiedz jest "ale on taki nie byl, zmienil sie". No wlasnie, zmienil sie ale pozornie bo mu zalezalo, bo byl poddany pewnego rodzaju bodzcom, jednak to dzialalo tulko jakis czas. Lepiej od poczatku miec oczy szeroko otwarte i widziec misia takim jakim jest a nie poddawac go stymulacji, bo to bardzo znieksztalca obraz.
            • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:57
              Tak, zmieniaja sie zwlaszcza pod wplywem chemii (bodzcow) wtedy im zalezy a po czasie, w dodatku kiedy przychdza dzieci, chemia chemia juz nie dziala, znajda sie w samym oku cyklonu pod nazwa "proza zycia" okzauje sie, ze misio cofnal sie w rozwoju.

              U mnie dokładnie tak było po urodzeniu drugiego dziecka. Rozwodziłam się średnio raz w tygodniu, jęczałam, otwieralam wątrobę itp. - nic nie działało. Byłam już tak zmęczona swoimi gadkami bez pokrycia, że zmieniłam taktykę na wyżej opisaną. Dzisiaj po 10 latach żadne obowiazki nie są mu straszne i nie mają przed nim tajemnicwink
        • martishia7 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:51
          Nie do końca się zgodzę. Wiem, że każda generalizacja jest zła wink ale sobie na takową pozwolę. Istnieje moim zdaniem stosunkowo spora grupa samców, którzy co do zasady lubią mieć ogarnięte środowisko domowe oraz co do zasady wiedzą jakich czynności wymaga utrzymanie tego stanu rzeczy, ale jeżeli ktoś inny gotów "cierpiąc w milczeniu" zrobić to za nich, to oni mopa/odkurzacza/ściery z rąk wyrywać nie będą smile Tu wystarczy tylko swoją postawą zademonstrować, że nie zamierza się "cierpieć w milczeniu" i pan nawyknie.
    • tosterowa Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:24
      Nie słuchaj tych usypiających uwag, że na razie to twój gość. Jak widzisz tendencję do leżenia do góry jajkiem to wdrażaj - niech robi zakupy, obiady, wyrzuca śmieci itd.
      Im dłużej będziesz ględziła i od początku, tym większa szansa, że coś dotrze zanim razem zamieszkacie.
      Można też znaleźć innego chłopa, którego nie trzeba "wychowywać", bo przecież takie "wychowywanie" to musi być koszmar.
      • triss_merigold6 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:33
        Wychowywanie to złe słowo. Raczej wdrażanie do życia w partnerskim związku pod jednym dachem z kobietą.
        Ludzie się zmieniają, kwestia doboru bodźców.
      • joanna35 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:33
        Tosterowa ma rację. Jaki gość?? Dwa /trzy razy do roku na weekend przyjeżdża do mnie koleżanka i sama z siebie myje gary po posiłkach, ostatnio ugotowała pyszny obiad. Większość facetów raczej się nie domyśli, więc trzeba ich odpowiednio ukierunkować i tyle.
        • triss_merigold6 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:36
          Ale to tylko w domu. D
          W pracy czy wśród kolegów/znajomych jakimś cudem nagle domyślają się, wykazują inicjatywę, aktywność, chęć do pomagania, wzrok im się wyostrza...
      • kubek0802 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:49
        Prosić to ja mogę o zrobienie herbaty, jak leżę na kanapie i nie chce mi się wstawać.
        Jeżeli chodzi o okołodomowe obowiązki to jeżeli coś wymaga zrobienia a zrobione nie jest, pytam po prostu odkurzasz czy myjesz podłogę? itp.
      • suazi1 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 14:52
        "Im dłużej będziesz ględziła ... tym większa szansa" że Misia szlag trafi i sobie pójdzie.
        • tosterowa Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 14:57
          No to sobie pójdzie, z pożytkiem dla wszystkich.
          Celem nie jest utrzymanie misia, tylko wdrażanie do życia w partnerskim związku pod jednym dachem z kobietą , jak to ładnie triss ujęła. Nie da się wdrożyć to trudno.
        • stukostrach-jeden Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 17.05.12, 12:32
          No to sobie pójdzie, najwyzej oszczędzi kilku lat użerania się i kłótni. Misiu znajdzie naiwną coi będzie biegać wokól niego a autorka mężczyznę, który zostawiony sam na tydzień w domu przeżyje, naje się i ubierze w czyste ciuchy.
    • princy-mincy Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 10:48
      U mnie bylo podobnie, ze tez chlop nie byl nauczony w domu, by sprzatac, bo mamusia wszystko sprzatala.
      Gdy zamieszkalismy razem, po prostu oznajmialam mu, ze sprzatamy (w domysle RAZEM) a ze on nie znosi wrecz jak mu sie rozkazuje, to ja mu daje wybor.
      Wybor oczywiscie jest tylko z nazwy, bo jesli on nie cierpi myc lazienki, a ja nie znosze odkurzac i proponuje mu- co wolisz? odkurzanie czy mycie lazienki?- to wiem, ze wybierze odkurzanie a ja moge sobie wyszorowac wtedy lazienke. Wilk syty (bo mu nikt nie rozkauje), owca cala (bo posprzatane).
      I tak malymi kroczkami smile
      Teraz jest tak, ze on czesto bierze dziecko na zakupy (nie cierpie spozywczych zakupow) i nie ma ich ok 2 h a ja w tym czasie ogarne dom.
      I wszyscy sa zadowoleni smile
    • kosmitka06 Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 13:55
      Można to rozłożyć na różne obowiązki. Ja np. sprzątam dom (podłogi, mycie okien, naczyń itp.) ale tylko z tego względu że nikt nie zrobi tego lepiej niż ja wink tak mam i już.
      Mąż w tym czasie zajmuje się dzieckiem, sprząta samochody, kosi trawę czy wykonuje inne czynności w ogrodzie.
      Oczywiście jest też czas na leżenie przed tv ale zwykle jest to wieczór bądz dzień lenia i każdy z nas czasami tak ma.
      Poza tym Miś-Nierób jest dla mnie określeniem które pasuje również do mężczyzny który siedzi już dłuższy czas bez pracy, i nie kiwnie nawet palcem bo mu się po prostu nie chce.
    • daisy Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 13:59
      Prosty układ: siadacie i ustalacie, kto sprząta łazienkę, kto kuchnię (pan wybiera). Kto odkurza podłogi, kto lata ze ścierką po meblach. Kto wynosi śmieci i zmywa po śniadaniu i kolacji, a kto zmywa po obiedzie. Kto robi zakupy, kto gotuje. Przy takim postawieniu sprawy pan musi się opowiedzieć i potem jest o wiele łatwiej egzekwować wywiązywanie się z obowiązków. Żelazna zasada: nie robimy za kogoś (o ile sytuacja nie jest wyjątkowa oczywiście) i w razie zaniedbania wybranej działki odmawiamy drugiej osobie wspólnego wyjścia/zrobienia obiadu/seksu/rozmowy/innych przyjemności do czasu, aż się wywiąże. Od samego początku traktujemy sprawę stanowczo, bo jak zaczniemy od razu odpuszczać, to nic z tego nie be. Potem się dotrze i można wyluzować i zastępować się wzajemnie.
      Zaznaczam, że jest to sposób na opornych. Z normalnym facetem/człowiekiem nie trzeba się tak wygłupiać, wystarczy ustalać rzeczy na bieżąco.
    • olena.s Wychowywać - nie. WYmagać - tak 16.05.12, 14:12
      Jeżeli układ jest taki, że pomieszkujecie głównie u ciebie, to ja bym zrobiła na dwa sposoby:
      a). Tzw poważna rozmowa:
      słuchaj, gotowanie, sprzątanie pranie to jest około x godzin tygodniowo. Proponuje równo to podzielić. Na przykład tak: - i tu wyłuszczasz. Albo
      b) rozglądasz się po mieszkaniu, po czym oświadczasz: ale tu syf! chodź, posprzątajmy ten chlew. Co wolisz. odkurzać, czy myć podłogę? Po czym wręczasz szmatę.
      Nie znoszę podchodów, udawania słodkiej ptaszyny itd, ale chwalić, oczywiście, warto - każdy lubi uznanie.
    • jak.z.nut Re: NIE dopuścić do wychowania sobie Misia-Niero 16.05.12, 14:22
      W ogóle nie rozumiem trendu "wychowania" lub "karania " w pełni rozwiniętej, myślącej jednostki. Że niby trzeba wdrożyć do wspólnego życia dorosłego faceta, co to nie wie, że należy po sobie sprzątać albo sporządzić posiłek?
      A nie lepiej wybrać na partnera kogoś dla którego to że ja dziś leżę na kanapie a on zasuwa z obiadem i sprzątaniem, nie jest problemem... bo przy jego chwili lenistwa równie dobrze mogę zrobić to sama.
    • suazi1 Czas na wychowanie mieli rodzice... 16.05.12, 14:49
      ...jakieś 20 lat temu. Jesteś naiwna myśląc, że zmienisz swojego Misia w demona pracy. Faceci działają wg zasady "jak nie chce mi sie robić, to nie robię", i jeszcze się nie urodziła taka, która byłaby w stanie to zmienić. Radzę się ocknąć!
    • satoja danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 11:41
      Jeśli kobieta urobiona po łokcie truje mężowi lub dziecku -wynieś śmieci gdy on sobie gra na komputerze, to uzyska jedynie jego i swoje wkurzenie.

      Dużo lepiej jest dawać propozycje: Słuchaj, jest do zrobienia to, to i to. Co chcesz zrobić?

      Albo dyżury z mycia garów gdy jest dwoje dzieci: Który dzień sobie wybierasz i podejmujesz się myć gary?

      Pozornie WŁASNA decyzja to 3/4 sukcesu.

      • triss_merigold6 Re: danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 11:43
        Coś jak z trzylatkiem: wolisz koszulkę niebieską czy zieloną/płatki na śniadanie czy kanapkę.
        • princy-mincy Re: danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 11:46
          dokladnie tak big_grin
          u mojego dziala bez pudla, a ma 34 lata tongue_out
          • triss_merigold6 Re: danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 11:53
            Jak to nie jest wychowywanie, to nie wiem co nim jest. P
            • satoja Re: danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 11:55
              To jest cudowna sztuka negocjacji nastawiona na osiągnięcie celu zamiast spowodowania konfliktu wink
              • mozyna Re: danie do wyboru- 90% sukcesu 17.05.12, 14:58
                to juz wiem dlaczego tyle pan uwaza, ze jak one nie przypilnuja, to nic nie bedzie zrobione i dom przewroci sie do gory nogami
                naprawde wspolczuje...uncertain
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka