applejackie
22.05.12, 10:38
Hej! Z gory przepraszam, ze tak dlugo.
Postnowilam napisac w nadziei, ze ktos mi cos poradzi. Jak wyobrazacie sobie taki uklad, ze rodzina mieszka sobie w Polsce (mama i dziecko) a ojciec pracuje za granica i tylko przyjezdza?
U nas tak wlasnie chwilo sie dzieje. Mieszkalam z mezem kilka lat w Anglii, pracowalismy oboje, corka 2 lata chodzila do szkoly. W miedyczasie moja mama miala wypadek, i musialam na kilka miesiecy wrocic do Polski zeby jej pomoc. Teraz z mama juz OK. Po nowym roku znalazłam pracę w Polsce w zawodzie (na zastępstwo) , córka poszła do prywatnego przedszkola, musieliśmy ją wypisać z angielskiej szkoły żeby nie mieć problemów, że nie chodzi. Po wakacjach miałyśmy jednak wracać do męża. Tyle że mi w szkole zaproponowali cały etat.
No i nie wiem co robić. Ja zawsze chciałam wrócić do Polski, maż średnio. Zawsze był argument o szukaniu pracy, a ja już tę pracę mam. Zastanawiam się, czy jest sens probować zyc na odleglosc, przynajmniej dopoki maz nie znajdzie pracy w Polsce. W sumie zyjemy tak już 8 miesiąc i nie jest źle. Mąż ma taki system pracy, że może mieć w każdym miesiącu 15 dni pracy i 10 dni wolnego ciurkiem. Przyjezdza więc praktytcznie co miesiąc na te 10 dni. My bylyśmy 2 tygodnie na wielkanoc, i teraz przyjechałyśmy na tydzień, wzięłam wolne bo akurat mam tu wizytę u specjalisty. Wracamy 29 maja i potem przyjezdzamy zaraz na początku lipca na 2 miesiące. Przyznam, że odkąd zyjemy w tych rozjazdach paradoksalnie lepiej układa mi się z mężem, bo stęskni się za nami i jak już jest to faktycznie spedzamy czas razem, pomaga wiecej w domu niz gdy bylismy wszyscy na miejscu. Z corka tez spedza te 10 dni naprawde sensownie, a przedtem on byl wiecznie w pracy, bral duzo nadgodzn, ja bylam w pracy, ktorej zreszta nie lubilam i mala byla troche zaniedbana jesli chodzi o jakas sensowna opieke nad nia i spedzanie czasu.
Finansowo tez nie jest zle. Dopoki pracy w Polsce nie mialam to bylo na tzw. styk, bo zylismy tylko z pensji meza, ale i tak wystarczalo na wszystko. Teraz jestesmy w stanie utrzymac meza tam, nas w Polsce, oplacic przylot jego raz na miesiac i wlasciwie cala moja pensja (1500 zl) jest do odlozenia. Jak dostane pelny etat w szkole bede miec wyzsza pensje.
Jedyne czego sie obawiam to to, ze corka jednak bedzie tesknic za ojcem, bo w koncu bedzie miala go w domu tylko te 10 dni w miesiacu. No i czy zaadaptuje sie do polskiej szkoly, poszlaby od wrzesnia do 1 klasy. Z drugiej strony tu ma babcie, ciocie, kuzynostwo, a w Anglii mielismy tylko kilku znajomych. Corka byla w klubie po szkole codziennie do 17, wiec tu bedzie miala wiecej mnie, bo juz o 14 bede w domu i byc moze uda mi sie nawet zapisac ja do moje szkoly.
Przyznam, ze choc ciesze sie, ze znalazlam prace w Polsce i to jednak ciezko mi rezygnowac z dobrych rzeczy ktore oferuje Anglia. Sam fakt, ze z jednej pensji meza jestesmy w stanie sie utrzymac.... tu moze zarobilby 3 tysiace, wiec zylibsymy z dnia na dzien bez szansy odlozenia.
Dodatkowo samo rodzinne na dziecko, blisko 500 zl. No i jednak kontakt dziecka z jezykiem jak pojedziemy na wakacje, teraz corka mowi plynnie po angielsku i moze bylaby szansa to utrzymac. No i dopoki maz jest tam, to jednak jakas baza zeby wrocic, gdyby jednak powrot do Polski okazal sie bledem. Bo i taka opcje biore pod uwage, mieszkalam w Anglii wiele lat, odzwyczailam sie od Polskiej biuokracji, polskich cen i nie wiem tak naprawde jak to bedzie wszystko wygladac jak corka zacznie szkole, ja prace na pelen etat i bedziemy miec tu coraz wiecej spraw i zobowiazan.
Bije sie z myslami, rodzina i znajomi maja zdania podzielone, czesc uwaza, ze nie ma do czego wracac, a czesc ze to swietna okazja, bo teraz ciezko prace, zwlaszcza w szkole. A ja swoje lata juz mam, i trudno mi tak po prostu nie docenic tej szansy na prace w zawodzie, zwlaszcza ze w Anglii pracowalam fizycznie i tego tez juz mialam dosc.