didlina85
25.05.12, 14:03
Cześć,mam nie lada dylemat,tzn.na 99,9% będę musiała wyjechać za granicę(mąż dostał kontrakt 2-letni i zabiera nas,czyli mnie i 2 dzieci ze sobą)nie muszę wyliczać plusów tej sytuacji, bo wiadomo załatwiona szkoła dla dzieci i nauka języka w naturalnych warunkach- dla nich bezcenne,mąż wiadomo kariera,zarobki w euro ,wszystko cacy.
Ja nie ukrywam miałam dylemat przez długi czas,ze kolejny raz muszę odłożyc swoje plany zawodowe na nie wiadomo jak długo (dla dobra rodziny)to juz przetrawiłam i poddałam się losowi,do tego stopnia,że pracująć na umowę o pracę staram się o urlop bezpłatny jak dostanę zgodę to ok,(pracuję w firmie gdzie nie powinnam mieć nie wiadomo jakich problemów ,lecz nigdy nie wiadomo) jak nie to złożę wymówienie.
Zakładam, iż urlop dostanę i teraz zaczyna sie moj koszmar -jak znieść amosferę w pracy, ponieważ urlopy już poplanowane,towarzystwo po 50-tce i z takich co robotę od siebie,a tu taka sytuacja- ja mam planowany urlop na lipiec i mysle już do pracy nie wracac tylko od razu na bezpłatny.
Do lipca jakoś przetrwać muszę i flaki mi się wywracają na samą myśl,jak się dowiedzą o mojej sytuacji co im odpowiadac ?,czy być miłym? czy chamskim?(babska są żywym przykładem komuny w najgorszym wydaniu ,niby wszystko cacy,spróbuj tylko coś od siebie i z własnej inicjatywy to utopią w łyżce wody)Czy klasycznie zadać pytanie, co by zrobiły na moim miejscu?
Ps.Czy WY też macie tak przerąbane ze starszym rocznikiem w pracy?