Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język

30.05.12, 17:34
Nie wiem, czy to odpowiednie forum, ale jak się zorientowałam, pisze tu sporo osób, które się "włóczą" po świecie wink

W jaki sposób rozwiązujecie sprawę nauki dziecka dwujęzycznego lub bardzo sprawnego werbalnie języka, w którym nie uczy się w szkole (czasem nie wiadomo, który jest "pierwszy, a który drugi)?
Takie dziecko to przekleństwo wielu nauczycieli - często werbalnie jest lepsze od nich i potrafi go nieźle "zagiąć". Ale jeśli chodzi o kwestię pisania, gramatyki itp - jest do "normalnego" wyuczenia.

Tylko "zwykłe" kursy języka obcego zakładają naukę od podstaw, co jest kompletnie bez sensu. Bardziej zaawansowane z kolei są opracowywane dla co najmniej nastolatków i zakładają znajomość pisania i ortografii. Ale to zupełnie inny rodzaj nauki niż w przypadku języka ojczystego.
Jakie wy macie doświadczenia z uczeniem takich dzieciaków? Na emigracji to chyba jest prostsze - szkoła w jednym z języków i szkoła "polska" jako dodatek. A w Polsce?
    • mary_lu Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:50
      Mam w Polsce kuzynkę dwujęzyczną - babcia i ojciec rozmawiali z nią wyłącznie w swoim języku, matka tylko po polsku, rodzice między sobą różnie.

      W podstawówce w szkole znalazła się nauczycielka, która miała drugi fakultet z nauczania tego języka i przez kilka lat miała indywidualne lekcje z małą (odpłatne). Teraz znajomość języka jest sprawdzona - kuzynka jest dorosła, znajomość drugiego języka ma biegłą w piśmie i mowie.
    • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:52
      Polecam forum wielojęzycznosc w rodzinie . Jako osoba naturalnie dwujęzyczna, a także wkrótce powracająca do PL z dwujęzycznym dzieckiem, powiem tak: dla mnie kluczem jest umiejętność i lubienie czytania. Przestaliśmy mówić w domu po rosyjsku, kiedy miałam 8 lat, ale namiętnie czytałam. W szkole brałam udział w olimpiadach, co wymagało pewnego wysiłku, w LO miałam indywidualny tok nauczania i dzięki mojej rusycystce opanowałam tak naprawdę program filologii (w zakresie praktycznej nauki języka i literatury), a potem zrobiłam sobie z dwujęzyczności zawód. Tubylcy nie odróżniają mnie od siebie.

      Z Młodą będę stosować prawdopodobnie metodę mL@H, do której powoli ją przyzwyczajamy. Znaczy się, w domu będziemy mówić po rosyjsku - ponieważ to mój drugi ojczysty, to nie będę go kaleczyć, z pewnością będą rosyjskie książki, filmy, być może przyjaźnie z Moskwy i skype. Nie przewiduję formalnej nauki języka - mnie nie była ona potrzebna aż do przełomu liceum/studiów. Jeśli mL@H nie wypali, załatwię pewnie jakieś korepetycje z rosyjską nauczycielką literatury, żeby zmusiła dzieciaka do czytania i pisania po rosyjsku.
      • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:54
        PS. Jeśli dobry Bóg pośle mnie do trzeciego kraju, Młoda będzie chodzić do szkoły przy rosyjskiej ambasadzie, a w domu będziemy mówić po polsku...
      • annajustyna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:55
        A co to jest mL@H?
        • annajustyna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:55
          Multilingual at home? tak sobie kombinuje...
          • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 18:00
            minority language at home smile
            Wtedy, kiedy w domu mówicie po swojemu, a na zewnątrz w języku otoczenia. Pomocne, kiedy z różnych powodów OPOL (one parent, one language) nie wchodzi w grę, np. z przyczyn społecznych. Nie odważę się mówić po rosyjsku na ulicy (na placu zabaw, w kolejce u lekarza, w szkole) w Polsce.
            • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 00:33
              kocianna napisała:

              > Nie odważę się mówić po rosyjsku na ulicy (na placu
              > zabaw, w kolejce u lekarza, w szkole) w Polsce.

              zapytam niesmiało dlaczego?
              Miałas juz jakies nieprzyjemności?
              W przedszkolu mojego dziecka jest jedno rosyjskie dziecko, slyszałam na korytarzu rosyjski, jest też turecki.

              Nie obawiasz sie, że cie po kacencie rozpoznają, że jestes ze "wschodu"?
              • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 04:25
                Nie rozpoznają, bo jestem Polką i po polsku mówię bez akcentu smile

                Ale kiedy byłam dzieckiem, na podwórku byłam wyszydzana jako "ruska", w podstawówce zresztą też nikt z "ruską" nie chciał siedzieć. Myślałam, że to się zmieniło, przeprowadziłam się ze średniego miasta do Warszawy . Kiedy usiłowałam mówić po rosyjsku do wózka, byłam brana za ukraińską nianię (więc zwracano się do mnie per "ty"), a... rok temu rozmawiałam służbowo przez komórkę po rosyjsku. W Warszawie. Jakaś babcia skomentowała "prezydenta nam zabiliście i jeszcze się panoszycie! do siebie wracaj, ty ruska krowo".

                Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale... nie umiem. I nie chcę, żeby moje dziecko przeżywało to co ja kiedyś.
                • osiek2 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 14:15
                  kocianna napisała:

                  > Nie rozpoznają, bo jestem Polką i po polsku mówię bez akcentu smile
                  >
                  > Ale kiedy byłam dzieckiem, na podwórku byłam wyszydzana jako "ruska", w podstaw
                  > ówce zresztą też nikt z "ruską" nie chciał siedzieć. Myślałam, że to się zmieni
                  > ło, przeprowadziłam się ze średniego miasta do Warszawy . Kiedy usiłowałam mówi
                  > ć po rosyjsku do wózka, byłam brana za ukraińską nianię (więc zwracano się do m
                  > nie per "ty"), a... rok temu rozmawiałam służbowo przez komórkę po rosyjsku. W
                  > Warszawie. Jakaś babcia skomentowała "prezydenta nam zabiliście i jeszcze się p
                  > anoszycie! do siebie wracaj, ty ruska krowo".
                  >
                  > Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale... nie umiem. I nie chcę, żeby moje d
                  > ziecko przeżywało to co ja kiedyś.

                  Tak w ogóle Kocianna, wstyd mi za tą babcię. Ograniczenie ludzkie nie znam granic!
                  • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 14:33
                    osiek2 napisała:

                    > Tak w ogóle Kocianna, wstyd mi za tą babcię. Ograniczenie ludzkie nie znam gran
                    > ic!

                    tez mi wstyd i cie za nia przepraszam.
                    Spotkałam sie z Polakami, dla których rosyjski jest pieknym jezykiem, umieja mówic poprawnie po rosyjsku, mówia z przyjemnością po rosyjsku, czy pokończyli filologie rosyjskie czy ukarińskie.

                    W ogóel, to ci zazdroszcze tego rosyjskiego, bo jak rosyjski byl jeszcze w podstawówce, to człowiek był młody i głupi, i sie nie uczył, bo to ruski przeciez i nauczycielka swoja droga tez dupowata była.
                    Teraz jest tak, ze tylko dukac umiem litera po literze, a ani jednego zdania powiedziec nie umiem uncertain
                • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 14:25
                  kocianna napisała:


                  > Ale kiedy byłam dzieckiem, na podwórku byłam wyszydzana jako "ruska", w podstaw
                  > ówce zresztą też nikt z "ruską" nie chciał siedzieć. Myślałam, że to się zmieni
                  > ło, przeprowadziłam się ze średniego miasta do Warszawy . Kiedy usiłowałam mówi
                  > ć po rosyjsku do wózka, byłam brana za ukraińską nianię (więc zwracano się do m
                  > nie per "ty"), a... rok temu rozmawiałam służbowo przez komórkę po rosyjsku. W
                  > Warszawie. Jakaś babcia skomentowała "prezydenta nam zabiliście i jeszcze się p
                  > anoszycie! do siebie wracaj, ty ruska krowo".


                  OJPierdziele. Oczywiście rozumiem twoje racje.
                  Wiesz co, Polacy są wszedzie tacy. Moja matka jest tez tego rodzaju i dla niej Rosjanka, czy Ukrainka, to jest nizsza kategoria - sprzataczka czy handlara na targu. Jak chciała mnie wyzwać czy skrytykowac za wyglad, to mnie zapytała czy do mnie mówia po rosyjsku.
                  Tak samo jest z Polakami we Francji - mają wyniesione z Polski poczucie buty, arogancji i wyzszości wobec ludnosci zza wschodniej granicy. Jest to do tego stopnia, ze jak jakis Francuz zapyta grzecznie czy Pani jest Rosjanka (chodzi o akcent we francuskim), to owa pani jest oburzona, tak jak by ja ktos o prostyutcje posądził, a jak jakis inny Francuz zapyta czy jest Polka, to mu dziekuje, że nie powiedział, że jest Rosjanka (sic!).

                  Zapraszam do Francji, bo rosyjski to tutaj sie kojarzy z duzym i dalekim krajem na wschodzie, gdzie zimy sa starszliwie zimne (w końcu Napoleona pokonała rosyjska zima).
                  Kojarzy sie też z biedą, ale z drugiej strony i z bogactwem, bo jak Rosjanie przyjeżdzaja do Paryza, to sa klientami luksusowych hoteli i butikow, i specjalnie dla nich zatrudnia sie obsługe mówiaca po rosyjsku.
                  Na pewno, by cie nikt od Ruskuch krow nie wyzwał.


                  A jaki jest piekny rosyjski akcent we francuskim, to rrrrrr.... Ach marzenie. Ja sama mam akcent i tez mam rrrr, ale do rrrrr rosyjskiego nigdy nie dobiegnę smile
                  • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 15:02
                    Ludzie są ciemni i nacjonalistów dużo. Im zawsze każdy 'inny', 'cudzy' będzie się wydawał gorszy - i obcy.
                    • cherry.coke Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 15:06
                      No niestety. Moja ciotka miala takich sasiadow, ze dzieki ich slownictwu w dziecinstwie przez dlugie lata myslalam, ze "kacap" to cos jakiego jak "glupi" - uzywali tego non stop i przy kazdej okazji.
                      • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 15:10
                        a co to znaczy "kacap"?
                        Pytam powaznie, bo kojarzy mi sie z wyzwiskiem
                        • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 15:15
                          Kontekst: prymitywny człowiek wchodu, nieobyty z cywilizacją, niedomyty i używający szczoteczki do zębów jako wyciora do fajki.
                        • cherry.coke Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 15:36
                          Wulgarnie Rosjanin (Uraincy i Bialorusini tez sie lapia, w koncu to jedna ich mac).
                  • barbaraonly Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 19:50
                    kamelia04.08.2007 napisała:
                    > jak jakis Francuz zapyta grzecznie czy Pani jest Rosjanka (chodzi o ak
                    > cent we francuskim), to owa pani jest oburzona, tak jak by ja ktos o prostyutcj
                    > e posądził, a jak jakis inny Francuz zapyta czy jest Polka, to mu dziekuje, że
                    > nie powiedział, że jest Rosjanka (sic!).

                    Mieszkam w Ameryce i reaguje tak samo. Mamy taka a nie inna historie miedzy Polska a Rosja i nic tego nie zmieni.
                    • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 01.06.12, 15:04
                      barbaraonly napisała:


                      > Mieszkam w Ameryce i reaguje tak samo. Mamy taka a nie inna historie miedzy Pol
                      > ska a Rosja i nic tego nie zmieni.


                      z Niemcami mamy jeszcze "lepszą" historie i jakos zadna Polka nie obraża sie jak ja cudzoziemiec zapyta czy jest Niemką.


                      Wychodza z ciebie te same stereotypy i to poczucie wyższości.
                      Po prostu Polka uważa, że Rosjanka to baba z targu ze złotymi zebami, chustka na głowie, w niemodnych ubraniach i włosach farbowanych z widocznym odrostem. Ta Polka ma poczucie, ze przy Rosjane/Ukranince, to ona jest elegantką niczym Paryzanka robiaca zakupy w butikach przy operze.

                      Moja matka (co to ma mniemanie o sobie, że hoho) miala całe lata włosy z blond balejazem, jak zrobila sobie blond balejaz, to mowiła, że wyglada jak Rosjanka albo ukraińska sprzataczka. Moja odpowiedź była zawsze, że do do Rosjanki/Ukrainki to jej daleko, wyglada za to jak Polka.
                  • landora Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 01.06.12, 21:53
                    > Wiesz co, Polacy są wszedzie tacy.

                    Hehe, no to jest też stereotyp, prawda?

                    W zeszłym roku byłam w Czarnogórze i też wszyscy mnie brali za Rosjankę. I tez mnie to wkurzało. nikt nie lubi być mylony. Mój mąż też się wkurza, gdy ktoś go nazwie Anglikiem. tongue_out
                    Inna sprawa, że bogaci Rosjanie na wakacjach zagranicą mają raczej specyficzny imydż i niekoniecznie chcę być z nim utożsamiana. Tak, wiem, że nie wszyscy, ale osobniki charakterystyczne zawsze bardziej rzucają się w oczy i dominują obraz danej grupy.
                • amonette Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 14:33
                  Przeszłam się z rosyjskimi znajomymi po warszawskiej starówce. Na szczęście nie do końca zrozumieli, co mówiła pewna starsza pani. Bo kontekst złapali uncertain.
                  A według pani ruskie nie dość że prezydenta zamordowali, to jeszcze bezczelnie po polskiej ziemi chodzą i ktoś coś z tym powinien zrobić. Polkę co z nimi chodzi powinno się ogolić. Może i wariatka, ale w biały dzień i nie w szpitalnym kubraczku...
                  Założyłam wątek o kibolach - naprawdę może być ciekawie, może nie zamieszki, ale że ktoś komuś da w buzię na gruncie polsko-ruskim , jestem pewna. Bo ci ruscy też nie cielęta wink.
                • azjaodkuchni Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 21:14
                  Rosyjski nie angielski aż wstyd znać. sad Durni ci ludzie są naprawdę i wcale ci się nie dziwię, że chcesz chronić dziecko przed takimi komentarzami.
                • nanuk24 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 01.06.12, 01:12
                  Ach, moj maz to by mogl lksiazke napisac, o tym jak byl/jest w Polsce lub przez Polakow niekoniecznie mieszkajacych w Polsce traktowany, heh.
        • empirical Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:58
          mL@H - minority language at home = czyli mowienie w jezyku mniejszosci w domu.
          Innymi slowy - w domu mowi sie jednym jezykiem, a otoczenie (szkola, koledzy, podworko) mowi w drugim.
      • amonette Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 17:55
        Dzięki za namiary na forum smile
    • volta2 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 18:10
      ja mam kompletny rozrzut i za chwilę będziemy sprawdzać w praktyce, gdzie będą problemy(bo będą na pewno)
      dziecko czytanie i pisanie jako język pierwszy - ma angielski
      w mowie, jako pierwszy jest polski.

      i za chwilę wracamy do polskiej szkoły(w której nigdy dzieci nie były), więc zakładam, że z ortografią będą problemy a w zasadzie -szerzej, z pisaniem.

      czytanie idzie dziecku po polsku całkiem dobrze, wymowny jest bardzo - więc zakładam, że szybko nadrobi.

      drugie dziecko widzę, że ma kłopoty ze słownictwem polskim, widzi obrazek, wie co widzi ale nie umie znaleźć słowa polskiego i to w tak podstawowym zakresie jak lis czy księżyc.
      no, ale ten jest mniejszy i w polskiej szkole szybko powinien się wdrożyć, czyta słabo ale i w angielskim jeszcze nie jest biegły.

      starszak - dziękuje nam za ebooka, bo to w zasadzie nie będzie ograniczało mu literatury angielskiej, ilość książek do ściągnięcia dość duża, na bibliotekę tradycyjną byśmy chyba nie urobili.

      u nas jeszcze pojawia się trzeci język, ale ten jest głównie w mowie, i fajnie byłoby go kontynuować,
      kocianna, nam młodszy właśnie dziś, niemal przed chwilą oświadczył, że chciałby chodzić do rosyjskiej szkoły w moskwie i uczyć się po rosyjsku. widać, że ma frajdę w używaniu tego językasmile

      a w naszej szkole hitem jest słowo babuszka - gadają sobie pod nosem i amerykańcy, i niemcy, i azjaci. babuszka, babuszka, - oczywiście jako efekt eurowizjismile
      • eliszka25 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 20:24
        my stosujemy zasade, ze z nami, rodzicami, dzieci rozmawiaja po polsku, z otoczeniem, w szkole - po tubylczemu, czyli szwajcarski dialekt lucernenski lub po niemiecku. chyba calkiem niezle wychodzi, bo starszy po polsku mowi bezblednie, a po wakacjach pojdzie do szkoly razem ze swoimi rowiesnikami w wieku 6 lat. niektorych rowiesnikow nawet przegonil, bo zostaja na kolejny rok w zerowce, a on idzie dalej. z czego jestem dumna, bo nie tylko opanowal to, co mial w tym roku opanowac, ale nadgonil swoich kolegow jezykowo, a nawet wyprzedzil, bo rozmawia normalnie jak maly szwajcar, a rownolegle mial tez lekcje niemieckiego. jego koledzy nauke niemieckiego zaczna w pierwszej klasie.

        jezyk polski zamierzamy utrzymac przez jak najczestsze kontakty z nim. w domu mamy mnostwo ksiazek po polsku, codziennie jest czytanie, ogladaja tez niektore bajki po polsku, no i cala rodzina w polsce zostala, wiec jest tez motywacja, zeby porozumiec sie z ulubionymi kuzynami czy babcia smile. poki co wszyscy mowia, ze nie sluchac w ich polskim tego, ze nie w polsce sie chowali. od szwajcarow slysze, ze nie slychac u nich, ze nie sa szwajcarami. wobec tego mysle, ze jestesmy na dobrej drodze. acha, ja rozmawiam z chlopakami po polsku zawsze, bez wzgledu na to, gdzie jestesmy, nie tylko w domu.
    • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 30.05.12, 21:31
      Strasznie skomplikowałaś... rozumiem, że jesteś Polką, ewentualny mąż takoż, dziecko dotychczas w środowisku obcojęzycznym i wracacie do Polski, tak? A dziecko pewnie małe, skoro pisać jeszcze nie umie?
      Jeżeli się dobrze domyślam, to faktycznie, masz problem. Ja bym starała się o telewizję w danym języku, książki,, muzykę i towarzystwo dzieci dla których ów język jest pierwszym. Pewnie jest to jako-tako wykonalne, o ile mieszkasz w dużym mieście, a językiem jest angielski. Pewnie koszmarnie trudne, jeżeli językiem jest hindi czy urdu.
      Jeżeli język to angielski, możesz wspomagać się różnymi narzędziami online - np. możesz kupic dostęp do czegoś takiego jak tumblebooks (książki dla dzieci, czytane z podświetlanym fragmentem tekstu i minimalną animacją autentycznych ilustracji) ale przede wszystkim poszukałabym materiałów do nauki czytania po angielsku - na początek np. starfall.com, to jest bezpłatne, krótkie teksty, phonics, sporo ma też bbc, i generalnie szukałabym materiałów dla rodziców anglojęzycznych stosujących homeschooling.
    • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 00:30
      u nas jest stosowana metoda OPOL i jak na razie wobec starszej córki dziala doskonale jesli chodzi o jej mowienie i rozumienie obu jezyków.
      • hugo43 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 07:11
        u nas tez opol,do tego ja z mezem po angielsku,syn ma 3 lata,mieszkamy w polsce.po polsku mowi jak dorosly,na swoj wiek az za dobrze,po turecku rozumie wszystko,lecz odpowiada tylko zdawkowo,dluzsze wypowiedzi zwsze po polsku.smiesznie to wyglada,bo maz mowi i mowi do niego,a on po polsku,potem maz znowu po tr i tak sie dogaduja.w przedszkolu mysleli ,ze jest geniuszem jesli chodzi o angiuelski,dopoki sie nie wydalo,ze my z mezem mowimy po angielskusmilemnie cieszy to otwarcie syna na jezyki,angielski traktuje bardzo naturalnie,po turecku tez zaczyna mowic,bedzie dobrze.
        • osiek2 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 13:12
          W mojej rodzinie jest dziecko dwujęzyczne. Mama Polka, ojciec nie. Od urodzenia mieszkają w Warszawie, ale od dwóch lat robią wszystko by przeprowadzić się do ojczyzny taty. Dziecko uczęszcza tutaj do normalnej polskiej szkoły, mówi po polsku z rówieśnikami i chociaż potrafi rozmawiać płynnie w drugim języku (ojciec uczył) to z pisaniem już gorzej. Jako, że wyprowadzają się do małej miejscowości, gdzie na miejscu jest tylko francuska szkoła, zapisali dziecko na kurs języka do Szkoły Języka Francuskiego (szkoła jako jedyna wyszła z inicjatywą indywidualnego kursu pisania i czytania, a zarazem wspólnych zabaw z dzieciakami z grupy rówieśniczej) i od dwóch lat młody uczy się płynnie pisać i czytać po francusku, by nie odstawać od klasy w szkole we Francji. Młody ma 10 lat, potrafi pisać i czytać po polsku, taka nauka przecież mu się nie zatrze na przestrzeni lat, prawda?
          • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 21:54
            A niekoniecznie: na pewno nie przestanie umieć czytać, i będzie mógł rozmawiać na tematy potoczne, to jasne. Ale co ponadto?
            Tu przyjechała dziewczynka, coś 10/11 lat chyba. Wzorowa uczennica, bezbłędnie pisząca etc. Po roku zaczęła się rozjeżdżać ortograficznie - podejrzewam, że nawet potrafi napisać sh jako sz.
            Język nie wspierany jednak siada. Pytanie, ile tego wspierania dziecko zniesie....
        • olena.s To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 13:52
          Dopóki nie wyjechaliśmy z Polski nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak rozczłonkowany jest język i jak łatwo jest amputować sobie jedną odnogę.
          Kiedy wyjechaliśmy dziecko miało prawie 5 lat i bogatą polszczyznę. Nie czytało.
          Trafliliśmy do środowiska/szkoły anglojęzycznej. Zaczęło porozumiewać się w ciągu kilku miesięcy, po dwóch latach szkoły zostało usunięte z dodatkowego angielskiego jako w pełni dostosowane do poziomu językowego klasy. Po polsku czytaliśmy w domu najpierw my - dziecku, potem zaczęłam uczyć szkolnym programem. Zakładałam, że uczę tylko i wyłącznie polskiego.
          No i co się okazało? Ano okazało się, że to nie wystarcza do utrzymania i harmonijnego rozwoju bogatej polszczyzny.
          Z paru powodów: po pierwsze obca szkoła, i biegłość czytelnicza plus masy książek, które sobie dzieciak bierze z biblioteki. Wszystko to bardzo sprzyja rozwijaniu słownictwa angielskiego, co wpływa na osłabienie polskiego. Po powrocie z wakacji szybko do polskiego wkradają się angielskie konstrukcje (jechaliśmy NA autobusie, lecieliśmy NA samolocie itd.) Dalej, żeby zapamiętać jakieś słowo, człowiek musi się na nie w kontekstach nadziać - nie pamiętam, coś z 11 razy? I tych kontekstów zwyczajnie brakuje. No same powiedzcie, ile razy wasz 5, 7, 10 latek usłyszy przy kuchennym stole słowo "mianownik"? "Łyska"? "Dorzecze"? "Sformułowanie", "kąt prosty, ostry, rozwarty?" "zasobny", "łaskawy" wszechstronny"? Domowe gadanie wystarcza na utrzymanie jakiej - takiej poprawności gramatycznej i zebrania słów wystarczających do zrobienia zakupów, pogadania o nieszczęśliwej miłości - ale już nie do bardziej złożonych tematów, nauki, i generalnie bardziej teoretycznej terminologii. Nawet jeżeli dziecko będzie je rozumiało - mówienie, a tym bardziej pisanie to jednak całkiem inna sprawa.
          Popatrzcie, jak jest to u mnie.
          Dziecko spędza w szkole 7 godzin - angielski. Plus jakieś kontakty towarzyskie - angielski/polski, szczęśliwie mamy tu parę dzieci krajowych w odpowiednim wieku, więc powiedzmy - 50/50. Książki - woli angielskie, wożę z PL masy tomów, ale w konkurencję z biblioteką szkolną nie wejdę. Uczę nadal polskiego (i reszty nauczania początkowego) i widzę, że wszystko to nie wystarcza. Zwyczajnie polskie dziecko w polskiej szkole ma 14 godzin na dobę nieustanny kontakt z polszczyzną, przerywany jakimiś lekcjami obcego języka, a w naszym przypadku kontakt z polskim zamyka sie w jakichś 4-5 godzinach na dobę maks - i to przy moim dużym nakładzie pracy i sporym obciążeniu dziecka (zmuszam do min 20 minut czytania po polsku, robimy lekcje etc.)., Mimo to oceniam, że dziecko ma dziś minimum ze 20 procent gorszą polszczyznę niż miałoby w jednorodnym środowisku.
          Do czego zmierzam? Ano do tego, że opol i okolice są fantastyczne do nauczenia dziecka odruchowej poprawności i rozumienia struktur, do wpojenia podstawowego słownictwa i doskonałego akcentu. Nie wystarczą jednak do tego, by dziecko np. mogło przeskoczyć do systemu szkolnego w innym języku bez kłopotów - o ile ma więcej niż 5-7 lat. Dziecko się porozumie, dogada, ale od tego daleka droga do pełnej swobody, rozumienia niuansów.
          Zastrzegam, że moje obserwacje są anegdotyczne, może moje dziecko jest mniej zdolne, niż średnia, może ja popełniam błędy większe, niż przeciętna. Może tu działań mnóstwo czynników. Niemniej tak mi się wydaje - jeżeli chcemy mieć pełną/prawie pełną dwujęzyczność, to nie uzyska się tego samym tylko używaniem jednego języka w domu, a drugiego - na zewnątrz.
          • green_shamrock Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 14:44
            żeli chcemy mieć pełną/p
            > rawie pełną dwujęzyczność, to nie uzyska się tego samym tylko używaniem jednego
            > języka w domu, a drugiego - na zewnątrz.


            tutaj ja sie nie zgodze ,moja córka jest dwu języczna w tej chwili jej mocniejszym jezykiem jest angielski w pismie i czytaniu w mowie również , polski w mowie równie dobry za to słabszy w czytaniu i pisaniu
            szkołę anglojęzyczną zaczeła jak miała 5 lat , pierwszy rok był straszny dla niej i dla nas ,ale pomoc szkoły i praca w domu dały efekt teraz ma lat 10 i nikt nie rozpozna w niej "obcej" ma dubliński akcent i zadnych problemów z jezykiem otoczenia , niestety czasami myli gramatyke i w po polsku używa angielskiej ,ale mam nadzieje ze i tu czytanie pomoze i polski nie bedzie słabszy , po Naszemu mówimy tylko w domu i ma nakza mówienia w domu po Polsku , bo był okres ze sie jej nie chciało i próbowała przemycać angielski , szkołą i całe jej ooczenia mówi po angielsku . wiec to chyba zależy od dziecka
            za to mój syn ma dopiero 15 -m-cy i nie mówi jeszcze wink ale bawiam sie ze jak wkrótce zacznie przedszkole mozemy miec problemy z polskim ,mam nadzieje ze tylko chwilowe wink
            • olena.s Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 15:12
              Ale piszesz to samiusieńko co ja, tylko innymi słowy, i masz identyczną sytuację: angielski idealny, polski słabnący, odruchowe przenoszenie struktur gramatycznych z silniejszego języka na słabszy. Podejrzewam, że jakbyś zrobiła doświadczenie - dałabyś bardziej złożoną czy ciut archaiczną książkę córce i równolatce z Polski, jakiegoś Verne'go chociażby, to okazałoby się, że dziewczynka z Polski nie rozumie 2 słów na stronie, a twoja - ośmiu. I w czasie, gdy tamta przeczyta 20 stron, twoja da radę pociągnąć 15.
              Jeżeli nie będziecie polskiego z wysiłkiem dobudowywać, to za parę lat córka skoczy do kraju i okaże się, że językowo lezy - bo kupi bez kłopotów śliwki i obejrzy film obyczajowy, umówi się na randkę i wypożyczy kajak, ale jej aktywny język będzie dziecinny, jakby miała nie 18 tylko 11 lat, a z politycznego tygodnika nie zrozumie 20 procent.
              • green_shamrock Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 15:27
                nie jestem do końca przekonana ,młoda ma dużo kontaktu z polskim ,bo kładziemy na to nacisk ,wszystkie filmy ( wyższych lotów) przyrodnicze i historyczne ogląda po polsku
                co prawda nie chodzi do szkoły polskiej , ale czyta po polsku ,teraz równolegle ,zmierzch ,moze nie najambitniej ,ale taka moda i ma 10 lat dopiero
                fakt ze do polskiej szkoły nie chodzi ,gdy by chodziła to byc moze by było inaczej
                na razie nasz problem ,... w sumie nie problem ,bo korygowane na bierzaco ,okreslenia typowo szkolne ,typu mnozenie ,dzielenie , zna nazwe po ang, ale zaraz tłumaczymy na polski i o dziwo zapamietuje smilena razie jej jezyki ida równolegle ,teraz , bo jak wsiąknęła w ang. to negowała troche polski ,ale po rozmowie dotarło ze polski znac i uzywac trzeba i jus

                bardziej niepokoi mnie przyszłość polskiego u małego ,bo on wychowa sie w obcym jezyku ,i od poczatku bedzie uczył sie ang.
                a nie da sie ukryc ze to prostszy jezyk
                i w sumie po namysle musze sie z tobą zgodzić ,na przykładzie koleżanek mojej córki , jedna rumunka w domu tylko po rumunsku zna jezyk i porozumuje sie bez problemu po swojemy i po ang. duga rumunka wyparła zupełnie swój jezyk mówi po angielsku urodzone tutaj ,rodzice na wysokich stanowiskach ,, także mądrzy ludzie jedni kładli nacisk ,drudzy sie poddali ,do siebie mówią po rumuńsku z cóką po ang,
                wiec chyba dużo od dziecka jednak zalezy i zaangażowania dzieci ,obie dziewczynki sa w wieku mojej córki
                reszata dzieci obcojezycznych ( najbliższych kolegów córki),HISZPANKA , PORTUGALCZYK I KENIJCZYK ,MÓWIA , BEiegle w obu jezykach , a do szkół dodatkowych nie uczęszczaja ,
                (sory za capsa syn mi właczył)
                • olena.s Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 15:50
                  U mnie nie ma problemu z odrzuceniem polskiego, tylko z mniejszą biegłością. Dziś dziecko mam 10 letnie, jeszcze dajemy rade czasowo ogarnąć szkolne słownictwo (acz i ono się rozjeżdża, bo program całkiem inny - na przykład dzieciak miał dział "estimates" - chyba "szacowanie", ale ja ze szkoły tego nie znam, może w matematyce obowiązuje inny termin? Teraz robi "combinations" - taki wstęp do rachunku prawdopodobieństwa, ale czy to po polsku będzie "kombinacje"? Nie wiem). Tylko jak długo będę mogła ciągnąć podwójną szkołę? W miarę zwiększania obciążenia w szkole anglojęzycznej będę musiała wyhamować z polskim, bo inaczej dzieciak nie miałby wcale czasu na zabawę i inne rzeczy....
                  • green_shamrock Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 19:35
                    nie wiem gdzie mieszkasz ,ale u nas w IE obserwuje wielką nadgorliwość ( moim zdaniem) polskich rodziców ,wszytskie dzieci chodzą do polskich szkół a jest ich dużo ,albo państwowe labo prywatne , moja có¶ka nie chodzi ,bo szkoda mi zajmować jej łykendy wink nauką jeszcze , program inny ale ucza i naucza tego co potrzena ,nie widzie powodu by dublować przedmioty ,a jez. polski ? cóz próbuje jej coś niecoś przekazać , są pewne rzeczy których nie dam rady są i takie z którymi sibie poradzimy ,a historia i geografia hmm ,ostatnio jak jestesmy w pl to zwiedzamy różne "wazne" miasta ,ostatnio Kraków i Gniezno ,tyle moge
                    a reszte czas pokaże wink
                  • hawa.etc Re: To nie jest tak łatwo.... 01.06.12, 16:09
                    Teraz robi "combinations" - taki wstęp do r
                    > achunku prawdopodobieństwa, ale czy to po polsku będzie "kombinacje"? N

                    Kombinatoryka. W Polsce wchodzi w LO.
                    • olena.s Re: To nie jest tak łatwo.... 01.06.12, 19:48
                      O, dzięki, będę teraz mogła sprawdzić terminologię.
                      • donkaczka Re: To nie jest tak łatwo.... 15.12.13, 21:58
                        niepotrzebnie sie stresujesz
                        jasne jest, ze jezyk otoczenia jest teraz silniejszy, polski dogoni z czasem
                        ja tez slysze kalki jezykowe z niemieckiego na polski, poprawiam do znudzenia
                        a ksiazek polskich mamy od groma, w dobie kindla to dla was tez nie powinien byc problem
          • azjaodkuchni Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 21:25
            Czas wyjazdy bez znaczenia my mamy tak samo chociaż wyjechaliśmy z większym dzieckiem. Moje rozwiązywało trzecioteścika w domu i powaliło zadanie z matmy bo nie rozumiało słowa ćwiartka. Ostatnio padło tytanie co oznacza słowo : brawurowo a dziwolągi językowe czyli daj mi candy to chyba " choroba " wszystkich emigracyjnych dzieci.
            • olena.s Re: To nie jest tak łatwo.... 31.05.12, 21:58
              No więc właśnie. Dlatego trzeba podbudowywać słabszy język - czyli na miejscu założycielki wątku bym jednak nie liczyła, że dziecko przeniesione do zwartego środowiska językowego utrzyma w pełni, a tym bardziej rozwinie samodzielnie język. Tak żeby w nim pisac nie tylko ortograficznie, ale i umiec dopasować styl do tekstu - potoczny, oficjalny itd.
              • volta2 Re: To nie jest tak łatwo.... 01.06.12, 08:08
                z tym podbudowaniem słabszego języka - średnio się zgadzam(jeśli to ma być okupione płaczem czy zmuszaniem)

                i już piszę, jak to wygląda u mnie

                jaki ma cel podbudowa, jeśli dziecko z języka nie korzysta? do niczego mu nie jest potrzebny poza pogadaniem z matką i ojcem i jeszcze 2-3 rówieśnikami?

                po to chyba żeby rodzicowi na ego dobrze wpłynęło.

                jeśli jest jak piszesz, że po 2 latach ci dziecko z intensiv wypisali, a weszło jak rozumiem z zerową znajomością do szkoły - to znaczy, w/g mnie, że dziecko sobie świetnie radzi i
                jak wpadnie do polskiego środowiska, to jak myślisz, ile mu czasu zajmie dostosowanie się do rówieśników z poziomem wypowiedzi i rozumienia?
                przecież zna język w podstawowym i powyżej też na pewno - zakresie
                zna intuicyjnie choćby, bo przecież używa poprawnie(ew. z korygowaniem) - konstrukcji gramatycznych
                czytać - czyta, wolniej, ale ze zrozumieniem, co oczywiste, ty też zapewne do dziś czytasz po agnielsku wolniej niz po polsku.

                ja składając te czynniki do tzw. kupy - doszłam do wniosku - że na nadrobienie nie będzie trzeba dłużej czekać niż pół roku, może rok w pisaniu, bo tego w ogóle nie ćwiczymy.
                jest to okres - który w/g mnie bez bólu przetrzymamy wszyscy razem, zamiast teraz go "podbudowywać" - skoro on na to ani ochoty nie ma, ani siły?

                na pewno sprawa ma się inaczej gdy tylko jedno z rodziców jest polakiem
                i inaczej sprawa się ma, gdy rodzina nie zamierza wracać do polski przynajmniej nawet w perspektywie.

                nie wiem na ile wy wyjechaliście, my już jedną nogą w kraju jesteśmy, przygotowuję dzieci psychicznie na pewne początkowe szkolne niepowodzenia, ale - wierzę, że dostosują się szybko jeśli chodzi o poziom, gorzej oczywiście z emocjami, bo pewnie sama wiesz, że nasze szkoły do tych publicznych sp w kraju nijak się nie porównują
                (choć koleżanka mi mówi że w jej syna klasie jest 15 dzieci, że pani się stara, jest miła i uśmiechnięta, tylko assistent nie występuje, czyli mówi ze nie jest źle, jakby nie patrzeć, u nas w klasie dziecko ma 18 osób do towarzystwa)

                dam znać, jak nam będzie szło w/g mojej teorii, bo na pewno jakieś problemy się pojawią i na forum będę pisać - o pomoc, czy doradztwo.
                na razie katastrofy nie przewiduję(naukowej, bo o psyche drżę strasznie)
                • olena.s Re: To nie jest tak łatwo.... 01.06.12, 14:46
                  No, wiem, co człowiek - to inna sytuacja i inna opinia.
                  My moze zostaniemy tu długo, może krótko. Może za rok wrócimy, a może będziemy to siedziec latami, albo pojedziemy w jeszcze inny kąt świata. Dlatego ja tak naciskam z językiem - wyobraźcie sobie transfer do polskiej szkoły powiedzmy, w II gimnazjalnej. Nie dość, że nagle dzieciak ląduje w systemie szkolnym nastawionym na zbieranie i klasyfikację informacji, nie dość, że przedmiotów już sporo, to jeszcze język realnie uboższy.. I to są oczywiste trudności, nie do uniknięcia, a zdarzyć się może i gorzej ....(jeden facet skarżył się na forum, jak wrócił z dzieckiem - 10, 11 lat -do kraju. Dziecko po polsku mówiło w domu, bo uczyło się od początku w angielskiej szkole, szkoła w PL uprzedzona, że uczennica ma nietypowe doświadczenia szkolne. 3 września dzieciak przyniósł do domu banię z dyktanda - na protest rodzica nauczycielka powiedziała 'takie są koszta emigracji').

                  Ale myślę, że gdybyśmy nawet wyemigrowali na dobre, to i tak bym naciskała na język - dwujęzyczność jest fajna, usprawnia współpracę półkul mózgu i tak dalej. I nigdy nie wiesz, co człowieka pociągnie, dokąd zechce wyjechać czy wrócić. Biegła znajomość języka słowiańskiego to jednak jest pewien atut. Plus to jest mój język, język moich emocji i głupio by byla jakby dziecko go zgubiło.
                  • green_shamrock Re: To nie jest tak łatwo.... 01.06.12, 17:46
                    > Ale myślę, że gdybyśmy nawet wyemigrowali na dobre, to i tak bym naciskała na j
                    > ęzyk - dwujęzyczność jest fajna, usprawnia współpracę półkul mózgu i tak dalej.
                    > I nigdy nie wiesz, co człowieka pociągnie, dokąd zechce wyjechać czy wrócić. B
                    > iegła znajomość języka słowiańskiego to jednak jest pewien atut. Plus to jest m
                    > ój język, język moich emocji i głupio by byla jakby dziecko go zgubiło.


                    tu zgadzam sie w 1000%
                    my do Polski nie wracamy , nie wiem co by sie musiało stac zebysmy zmienili zdanie
                    niestety Polska nie daje nam szansy ..., a ostatnia afera z lekami postawiła kropkę nad i uncertain
                    Moje dzieci muszą mówic po naszemu ,ja mysle w tym jezyku i czuje w nim , Babcie mówią w tym jezyku , a po za tym nie wiadomo jaką drogę wybiorą moje dzieci kiedyś , dwujęzyczność daje duzo możliwosci , wzbogaca człowieka ,dwujęzyczność to nie tylko dwa sposoby porozumiewania sie to DWUkulturowość .
        • kamelia04.08.2007 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 14:01
          własnie u nas OPOL i OPOL.

          Jak starsza miała gdzies tak dwa i poł roku, to przechodziła przez okres mieszania jezyków. Mówiła w tym jezyku, jaki jej pierwszy przyszedł do głowy. Zdania były na prawde mieszane. Czasem do mnie cos powiedziała w jezyku meza, albo troche po polsku, troche po francusku, no i ja zaczełam "nie rozumiec", czy po prostu poprawiac ją., tak by całe zdanie wypowiedziane do mnie było po polsku. Jest jednak róznica, miedzy "rozumie i mówi" a samym tylko "rozumie". Na miejscu twojego męża przeszłabym do etapu rozumie i mówi, bo inaczej nie pogada.
    • night_irbis Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 31.05.12, 22:54
      Ja mam w domu minority language at home - ale to jest, niestety, dokładnie "minority" sad
      Dziecko (4 lata) 10 godzin spędza w przedszkolu. Na ulicy, z tych samych względów co kocianna, po rosyjsku nie mówię. Już sam fakt, że nazwałam córkę rosyjskim imieniem parę razy wywoływał kąśliwe uwagi babć typu "a czemu Pani ją tak z ruska nazwała?". Rosyjski jest więc mocno jednostronny - tylko ode mnie (ale konsekwentnie od urodzenia - zamykam drzwi mieszkania i przechodzę na rosyjski) i tylko przez 2-3 godziny dziennie, zanim nie pójdzie spać. Kreskówki - ściągam z internetu po rosyjsku, książki w domu głównie rosyjskie. Efekt - rozumie wszystko, ale mówi po rosyjsku hm... z dużym zgrzytem ... sad choć, co zadziwiająco - jak już coś powie, to poprawnie gramatycznie.

      Może się z wiekiem rozkręci... Może będę miała możliwość wysyłać ją na wakacje szkolne do dziadków (choć to jest problematyczne, bo dziadkowie mieszkają 5.000 km od nas i podróż jest bardzo kosztowna).... Ale na pewno chcę ją zapisać do podstawówki, gdzie będą lekcje rosyjskiego - bo sama nie jestem w stanie wszystkiego jej przekazać.

      Na razie nie jestem zadowolona z jej znajomości rosyjskiego i szczerze nie wiem, jak to zmienić. Mi się udało zostać osobą bilingualną - ale ja trafiłam do Polski jako 18-latka z dobrze zakorzenionym rosyjskim, a, że przy okazji całe życie pracuję jako tłumacz albo w firmach eksportujących na Wschód - to mam okazję rozmawiać po rosyjsku w pracy codziennie. Więc moja znajomość języka jest codziennie szlifowana i,myślę, że nie grozi mi już jego utrata. Ale z moją córką - jakoś na razie słabo widzę...
    • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 01.06.12, 22:11
      Co do babć i stereotypów... sama uważałam Tadżyków, Kirgizów i Kazachów za ubogich ludzi, którzy godzą się na najgorszą robotę, żeby swoim rodakom przesłać parę rubli. Dopóki do Kazachstanu nie pojechałam i nie zobaczyłam, jak tam życie wygląda. Więc w gruncie rzeczy nie dziwię się, że słysząc rosyjski, kojarzą mnie z gastarbeiterką. Prawdopodobnie jesteśmy tak samo postrzegani w Niemczech.

      Co do meritum, przypomniało mi się, że istnieje jeszcze www.spzg.pl/ zdalna szkoła w systemie uzupełniającym, znaczy przez internet można się uczyć polskiego i wiedzy o Polsce. My to załatwiamy w punkcie konsultacyjnym przy Ambasadzie (raczej beznadziejnym), ale wiem, że nie każdy ma luksus posiadania szkoły sobotniej w miarę blisko domu.
      • mnb0 Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 03.06.12, 12:19
        > My to załatwiamy w punkcie konsultacyjnym przy Ambasadzie (raczej beznadziejnym)
        W jakim sensie beznadziejnym?
        • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 03.06.12, 13:06
          Beznadziejny jest o tyle, że chodzą tam dzieci z bardzo różną znajomością polskiego, zarówno "polonijne", jak i "ekspackie", dla których różne rzeczy są ważne. I mimo, że grupy nie są duże, trudno dostosować lekcje do potrzeb każdego dziecka, bo po prostu potrzeby te są zbyt różne. Spory nacisk kładziony jest na wspólne obchodzenie różnych świąt: Bożego Narodzenia, Wielkanocy, dnia matki, świąt narodowych - lekcje przepadają, bo jest święto, lekcje przepadają, bo święto jest szykowane, a ortografia leży i piszczy. Na pewno te święta są ważne dla Polonii, ważniejsze od lekcji języka polskiego. Ekspaci, którzy mają w perspektywie powrót do polskiej szkoły powszechnej, są mniej zadowoleni. Faktem jest, że 5 lekcji w tygodniu nie wystarczy, powinno być mnóstwo pracy własnej - w przypadku młodszych dzieci - pracy rodziców.

          Ja naszą szkołę bardzo lubię, ale raczej jako miejsce spotkań z innymi Polakami, a nie placówkę edukacyjną.
    • dynema Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 02.06.12, 11:06
      My stosujemy metode OPOL i to dziala - fajnie patrzec jak dzieci rozpoznaja z kim maja mowic w jakim jezyku i przeskakuja miedzy jezykami. Mloda (3l) radzi sobie dobrze jak na razie. Problem jest z najstarszym , ktory jest mlodszym nastolatkiem i musimy z nim juz sporo pracowac aby rozwijac jego slownictwo techniczne rownolegle do nauki w szkole i wiem ze bedzie co raz trudniej. Szczegolnie ze nas dotycza 3 jezyki na co dzien.
      • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 02.06.12, 19:02
        To też właśnie. Opol i inne tego typu metody są super i prowadza do dosknoałej, poprawnej znajomości języka ale w zakresie nieco ograniczonym.
        • kocianna Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 02.06.12, 20:43
          Ale idealna dwujęzyczność jest mitem. Najczęściej następuje podział funkcjonalny języków, nawet w przypadku, kiedy bilingwizm jest sztuczny, czy po prostu używa się innych wersji języka rodzonego w zależności od interlokutora.

          Oczekiwanie, że dziecko będzie z równą biegłością posługiwać się obydwoma językami niezależnie od sytuacji jest bezzasadne, bo jest to po prostu niewykonalne i chyba niepotrzebne.

          Ze względu na pochodzenie i wykonywany zawód jestem prawie idealnie dwujęzyczna naturalnie + mam całkiem niezłą "sztuczną" znajomość trzeciego języka. A np. spowiadać się mogę tylko po polsku i jest to dla mnie nie do przeskoczenia. O niektórych sprawach zawodowych o wiele łatwiej mi mówić po angielsku, a śpiewać wolę po rosyjsku, tak też zapisuję sobie przepisy kulinarne niezależnie od tego, w jakim języku podawany jest pierwowzór.

          Moje dziecko o szkole mówi po rosyjsku, o czytanych książkach czy oglądanych filmach (niezależnie od języka) - po polsku. Tak samo o rodzinie czy o domowych zwierzętach, choć jest w stanie "przetłumaczyć" to na rosyjski bez większego trudu. Ale wtedy jest to wyraźnie "tłumaczenie" (Młoda jest dwujęzyczna dopiero od dwóch lat).
          • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 02.06.12, 21:35
            Kocianna, ja nie jestem fachowiec, nie znam się na teorii i nie mam pojęcia, co jest możliwe, a co nie. Jako matka dziecka, które się udwujęzyczniło chcę, w odwrotnej konfiguracji niż założycielka wątku, podciągnąć tę dwujęzyczność do maksymalnego poziomu funkcjonowania i jestem jak postać z kreskówki, latająca od lewej do prawej i podpierająca wieżę tam, gdzie się pochyla.
            Nauczyciele ISL w mojej szkole wyjaśniali, że jest siedem poziomów znajomości języka. Najniższy to rozmowa potoczna na codzienne tematy. Najwyższy - umiejętność stworzenia definicji naukowej danego terminu. Ich zdaniem sięgnięcie do najwyższego poziomu zajmuje dziecku przeciętnie 5-7 lat w szkole obcojęzycznej. Dowcip dla mnie polega na tym, by utrzymać ten poziom biegłości także w nieszkolnym języku. W tym wątku zwracam uwagę na fakt, ze nie jest to łatwe i nie zrobi się samo.
            Oczywiście, jeżeli dziecko ma zwyczajnie komunikować się na podwórku, bawić z kuzynami i odwiedzać babcię, to można sobie odpuścić. Jeżeli jednak zakłada się czy to przeskoki w języku edukacji, czy inne atrakcje w tym rodzaju, to trzeba jednak jakoś 'sztucznie' ten język rozbudowywać.
            • bi_scotti Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 03.06.12, 16:47
              olena.s napisała:

              > Ich zdaniem sięgnięcie do najw
              > yższego poziomu zajmuje dziecku przeciętnie 5-7 lat w szkole obcojęzycznej.

              Nie tylko dziecku. Czlowiekowi po prostu, niezaleznie od wieku. Jedyna "przewaga" dziecka nad doroslym w kwestii second language acquisition to kwestia akcentu ale wszystkie inne aspekty nauki i UTRZYMANIA poziomu jezeyka pozostaja te same.
              I to, moim zdaniem, jest dosc istotny element sprawy, ktorego rodzice malych/mlodszych dzieci jeszcze nie widza. Chec (potrzeba?) u doroslych osob, jak Kocianna, utrzymania bieglosci tego 2 czy 3 jezyka. Z racji adresu, znam sporo ludzi, ktorzy w jezykach swoich rodzicow mowili, czytali, pisali biegle (sa dowody smile ) tak mniej wiecej do etapu uni. A potem "nastapilo zycie" i ich wloski, hiszpanski, polski, gujarati czy mandarynski zaczely sie kurczyc by powrocic do poziomu jezyka domowego uzywanego wylacznie z rodzicami i czasem wlasnymi dziecmi. Ja ten mechanizm widze u mojego Sredniego, ktory nigdy nie byl super swietny w pisaniu po polsku a jest coraz slabszy. Bo nie jest mu to do niczego potrzebne. Wiec ginie ... Najmlodszy pisze wiersze i teksty piosenek po polsku wiec go w sumie rozwija , "za to" widze, ze francuski w tym zakresie zaczyna mu lekko kulec ... Czlowiek jest jednak istota praktyczna - narzad rzadko uzywany zanika tongue_out Podobnie z jezykiem, eh ...
              • olena.s Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 03.06.12, 18:26
                No fakt, masz rację. Ale zanim dziecko dojedzie do finiszu edukacji, warto jest pilnować drugiego języka. Potem - to już dziecka decyzje.
          • undoo Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 16.12.13, 16:07
            No widzisz, a mnie sie ten mit marzy smile i dazymy do niego, choc latwo nie jest. Jednak to nie przyjdzie z dnia na dzien.
            My jestesmy skazani na mL@h.
    • katiko Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 15.12.13, 22:44
      Ja jeszcze nie wiem jak bedzie z naszym terrorysta.
      Na razie idzie do tagesmutter (niemiecki 3x w tygodniu). W domu gadamy do niego po hiszpansku i po polsku, chyba ze sa goscie to po angielsku. Natomiast ksiazki ma glownie po angielsku bo je z soba z poprzedniego kraju przytargalam.
      Szczytem marzen byloby by opanowal wszystkie 4 jezyki mowione ale bedziemy szczesliwi jak nie bedzie mial opoznienia w mowie, co jest czeste u malych dzieci w rodzinach wielojezycznych. Do tego mieszkamy przy granicy z Francja i rozwazamy )rowniez ze wzgledow ekonomicznych=czy - jesli sie zdecydujemy w koncu na zakup mieszkania/domu - nie zrobic tego po francuskiej stronie, zakladajac ze tu zostaniemy na dluzej.
      Tak czy inaczej terrorysta ma przekupkane jesli chodzi o jezyki.
      My tak czy inaczej planujemy, ze jesli nam ekonomia na to pozwoli bedzie przynajmiej co jakis czas spedzal czas w szkole w pl i es A na wakacje bedzie jezdzil i tak po rodzinie.
      A jakie bedzie mial zdolnosci jezykowe i ile da rade sie nauczyc? Zobaczymy...
      Jak sie okaze, ze duze i chce sie ktorys jezykow wiecej uczyc postaramy sie by mial taka mozliwosc (au pair, prywatne lekcje, semestr/rok za granica) - w obecnych czasach jest wiele mozliwosci.
      Na razie to jeszcze bardzo odlegla przyszlosc: kto wie co bedzie za rok?
    • 21becia Re: Dzieci dwujęzyczne lub prawie - "drugi" język 16.12.13, 21:57
      artykuł ciekawy ale nie każdy ma taka możliwość
Inne wątki na temat:
Pełna wersja