Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety...

03.06.12, 14:45
Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety - babcia. Zgadzacie się z takim twierdzeniem? Jest ktoś kto w układzie dwoje pracujących dorosłych nie musi korzystać z pomocy babć w opiece nad dziećmi? Tak a propos wątku sarling.
    • dzoaann Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 14:48
      znam bardzo duzo ludzi, ktorzy w takim ukladzie w ogole nie moga korzystac z babc, dziadkow...
      zdarza sie po prostu- nie zyja,kiepskie uklady, za daleko itp.
      • kropkacom Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 14:56
        Ja tez znam. To tak jakby oczywista oczywistość dla emigrantów. big_grin Dlatego tak wiele z nas nie pracuje albo pracuje i ma więcej dzieci w dużym rozrzucie wiekowym.
        • zefirek1612 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 15:10
          oboje pracujemy, dziecko wtedy jest w prywatnym przedszkolu, jeśli coś wypadnie poza godzinami pracy przedszkola (6.00-17.00) to znajoma studentka przychodzi albo wleczemy ze sobą.
          W poniedziałek np jedzie ze mną do neurologa na 17:15. Taki lajf.
          • sarah_black38 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 15:32
            Nie korzystałam. Przy starszej byłam na trzyletnim wychowawczym ( ale o było sto lat temu, kiedy kobieta mogła wrócić na swoje miejsce pracy), przy wychowywaniu młodszej korzystałam od 9 m.ż. ze żłobka. Do tego czasu króciutki wychowawczy i wakacje smile. Babcia co najwyżej doraźnie. A i jeszcze na czas choroby młodszej miałam opiekunkę na godziny. Ponieważ oboje pracujemy dziewczynki gdy podrastały szły do przedszkola.

            A najlepszym przyjacielem kobiety pracującej wg mnie jest zmywarka ...
    • lusitania2 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 15:37
      my.
      Po pierwsze - babcie i dziadkowie naszych dzieci pracują zawodowo, po drugie - nawet gdyby któreś było zawodowo wolne, nie wyobrażam sobie, by obciążać go opieką nad małym dzieckiem w większym wymiarze (kilka razy w miesiącu 3-4 godziny czy na jakiś weekend, gdzy dziadkowie sami chcą - o.k, ale nigdy w roli pełno- czy nawet tylko półetatowej niańki) . Opieka nad dzieckiem to ciężka praca i fizycznie i psychicznie, zostawiamy ją tym ćwierć wieku od naszych rodziców młodszym.
    • vivi.bon Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 15:43
      Moi rodzice zabierają czasem młodego na weekendowy spacer. Zdarza się też, że nocuje u nich albo wezmą go na jakiś trzydniowy wypad. Nie pomagają nam na co dzień, bo sami pracują, zresztą nie mamy takiej potrzeby.
    • prophetess.pl Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 16:46
      Absoultnie się zgadza. Niesamowicie trudne, praktycznie niemożliwe jest wychowywanie dzieci gdy dwie osoby pracuja na "klasyczny" etat bez żadnego wsparcia. Chętna do pomocy, a nawet pomagająca niezbyt ochoczo babacia to skarb. Jak się jej nie ma to trzeba kombinować nianię, znajomych, jakieś ochronki czy przechowalnie wink. Znam to z autopsji. Moja mama mieszka daleko i pracuje, a moja szanowna, mieszkająca blisko teściowa to jest chyba najgorszy, możliwy typ. Ona owszem, oczywiście, absolutnie chętnieby pomogłaby, ale... (tu wpisać wytłumaczenie z doopy). Zatem przez większą część roku radzimy sobie sami, opłacamy opiekunkę, ale wakacje to już wyższa szkoła jazdy. CO prawda mogłoby być super pięknie, bo szanownej teściowej podatnicy opłacają 2 miesiące laby (nauczycielka), ale oczywiście i tym razem nie może nam pomóc, bo jak co roku spędza całe wakacje na działce i tyle. To wg niej tłumaczy wszystko. Nie, nie tłumaczy...
      • salinas Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 16:56
        prophetess.pl napisała:

        > CO prawda mogłoby być super pięknie, b
        > o szanownej teściowej podatnicy opłacają 2 miesiące laby (nauczycielka),

        Nauczyciel ma prawo do urlopu, i nie jest to żadna łaska podatnika.

        > ale oc
        > zywiście i tym razem nie może nam pomóc, bo jak co roku spędza całe wakacje na
        > działce i tyle. To wg niej tłumaczy wszystko. Nie, nie tłumaczy...

        I ma rację. Ta pani swoje dzieci już wychowała. Ty wychowuj swoje i na nikogo się nie oglądaj ( co najwyżej na płatną opiekunkę tongue_out )
      • bi_scotti Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 17:00
        Mlynarski to juz dawno temu spisal jak nalezy smile

        Kupujący nam włoszczyznę
        Przynoszący nam owoce
        Prasujący nam bieliznę
        Czuwający dnie i noce
        Ujmujący nam kłopotów
        Nad wnukami pochyleni

        Dziadziu babuniu teściowo teściu
        Bądźcie błogosławieni

        Zmywający nam talerze
        W krąg patrzący wzrokiem sennym
        Składający nam w ofierze
        Czas codzienny czas bezcenny
        Grzechoczący grzechotkami
        Trudem życia doświadczeni

        Dziadziu babuniu teściowo teściu
        Bądźcie błogosławieni...

        Wy od Kartuz aż po Szczecin
        Ratujecie nasze domy
        Ochraniacie nasze dzieci
        Nadgodziny i dyplomy
        Wy czuwacie kiedy nam się
        Ze zmęczenia w oczach mieni

        Dziadziu babuniu teściowo teściu
        Bądźcie błogosławieni

        Gałąź bzu wkładacie w dzbanek
        A ja sławię tą piosenką
        Wasze ręce spracowane
        Tak pomocne naszym rękom
        Wasze czoła mądre czoła
        Tak pogodne dla nie

        Dziadziu babuniu teściowo teściu
        Bądźcie błogosławieni
        • izak31 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:42
          A ja myslałam, że umiejący zając się domem i sobą mąż.....
    • an_ni Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 17:07
      jasne! w 100% zgoda
      szkoda ze my mamy chetna tylko jedna, moja mame, druga jest daleko i skupia sie tylko na swoich wyimaginowanych chorobach
      • katus118 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 17:39
        Jak córka była małym dzieckiem, a ja byłam na studiach - opiekowała się nią moja mama. Na teściową też mogłam liczyć, i na szczęście miałam ten komfort, że obie mieszkały blisko.
    • e_r_i_n Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 19:01
      Ja ze wsparcia nie muszę korzystać, ale korzystam, bo obie strony z tego powodu są zadowolone - ja, bo dziecko spędza minimum czasu latem w Wwie, moja mama, bo ma wnuka dla siebie (w roku szkolnym niewiele, daleko od siebie mieszkamy).
      Gdyby nie było takiego wsparcia, to musielibyśmy radzić sobie sami, z wykorzystaniem lata w mieście i siedzenia Młodego w domu. Na szczęście nie musimy.
    • przeciwcialo Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 19:18
      Pierwsze dziecko urodziłam na studiach i wychowywalismy je z meżem "przy pomocy żłobka". Mąż pracował. Potem przeprowadziłam się bliżej mamy i przy drugim pomagała mi mama bo żłobków tam niet a starsze było w przedszkolu. Przy trzecim znów się przeprowadziłam, i całą trójką zajmowałam sie ja a mąż pracował. Najstarsze było w szkole, drugie w przedszkolu najmłodsze ze mną w domu. Jak poszło do przedszkola wróciłam do pracy i radzimy sobie sami bo żadnej rodziny tu nie mamy.
      I tak, owszem babcia się przydaje ale mozna tez dac sobie rade bez babć choc z babcia wygodniej wink
    • rosapulchra-0 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 19:26
      Urodziłam troje dzieci, nie miałam macierzyńskiego, wychowawczego tym bardzie. Moja mać mieszkała na ulicy obok. Nigdy nie pomogła.Tfuteściowa potrafiła przyjechać tylko po to, aby zarazić mi dzieci lub inną nam krzywdę zrobić.
      Musiałam korzystać z pomocy opiekunek, własnych dyżurów wymiennych z mężem.
    • nanuk24 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 19:27
      Moimi najlepszymi przyjaciomi sa sasiadki...i przyjacielewink
      • marzeka1 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 19:51
        Do pracy wracałam po macierzyńskim, z pomocy babć nigdy nie korzystałam: teściowa już nie żyła, moja mama wtedy mieszkała daleko i była po udarze- moją pomocą były niańki: miałam szczęście: zarówno przy młodszym, jak i starszym dobrze trafiłam.
    • lilly_about Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:18
      Zgadza się. U mnie jeszcze póki co ciocia moja, którą małą się zajmuje ok. 5 godzin dziennie.
    • yenna_m Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:21
      nie zgadzam się
      zaproszenie babci do pomocy wiąże się ze znoszeniem "dobrych rad" i wpitalania się w życie dwójki dorosłych ludzi stanowiących od jakiegos czasu podstawową komórkę społeczną wink
    • liliankaa77 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:40
      Dlaczego kobiety (jest 2 rodziców)
      i dlaczego babcia (a dziadek to co)?
    • grouse1 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:43
      Babcia też, ale pani przedszkolanka to dopiero przyjaciel, a od tego roku dojdzie nam jeszcze pani ze szkolnej świetlicy smile
    • tosterowa Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:47
      Zgadzam się,
      aczkolwiek to trochę jak wybór między dżumą a cholerą, bo:
      albo pracujesz i korzystasz z darmowej babki i godzisz się na obecność w twojej rodzinie (=w twoich sprawach, w twoich problemach) dodatkowej osoby,
      albo pracujesz i korzystasz z przedszkola i niańki, wydając kupę kasy,
      albo pracujesz i korzystasz z przedszkola, dzieląc się z chłopem opieką w razie chorób, a ponieważ zwykle to chłop zarabia więcej, znów tracicie kasę,
      albo po prostu nie pracujesz.
      Dla mnie każda z tych sytuacji jest patowa, sami lawirujemy między tymi opcjami (z wyjątkiem babki), dlatego drugiego dziecka mieć nie będę.
    • w-za-duzym-swiecie Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 20:55
      Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety jest zmywarkasmile
      A najlepszym przyjacielem pracującej matki małego brzdąca dziadkowie, się zgadzamsmile
    • mynia_pynia Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 21:19
      Moja mama opiekuje się moim synkiem i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu.
      Syn pójdzie do żłobka/przedszkola jak babci się znudzi opieka - mam nadziej że nie będzie to w ciągu najbliższego roku wink.
    • myelegans Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 21:25
      jest: niania, pani do sprzatania, maz pracujacy 3/4 etatu, przyjaciele z dziecmi w podobnym wieku, znajomy licealista, albo dwoch do pomocy w weekend jak rodzice chca wyjsc.

      Babcie: jedna 500km, druga za duza woda.
    • kj-78 Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 21:26
      Ja jestem kobieta-cyborgiem. Mam dwojke maluchow (3 lata i 1,5 roku), meza w domu w weekendy, a cala rodzine moja i jego w innych krajach. I pracuje na caly etat. Dzieci zlobkowe. Kilka razy w roku poprosze kogos o pomoc, a poza tym to brak babci na miejscu w moim wypadku oznacza brak zycia towarzyskiego i robienia czegokolwiek dla siebie... Coz, trzeba zacisnac zeby i przetrwac ten parszywy okres wink A nuz kiedys uda nam sie znalezc prace w tym samym miescie ... Teraz u nas strajk i przedszkole zamkniete - coz, zabiore dzieci na czesc dnia do pracy, a na reszte wezme bezplatny urlop sad
    • hanadoma Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 03.06.12, 21:41
      bez teściowej zginęłabym smiercią naturalnąsmile
    • aretahebanowska Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 04.06.12, 09:27
      Zgadzam się po trzykroć, przy czym u mnie to dwie babcie i dwóch dziadków. Pomoc i na co dzień, i od święta. I za to jesteśmy z kolegą małżonkiem wdzięczni niemożebnie.
    • sarling Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 04.06.12, 09:39
      Nie zgadzam się.
      Nasze dzieci urodziły się, kiedy mieszkaliśmy 350 km od babć, więc po prostu musieliśmy jakoś dawać radę (ja pracowalam na pół gwizdka).
      Teraz mieszkamy tu gdzie babcie i korzystanie z ich pomocy jest ostatecznością.
      Pierwszej po prostu się nie chce, druga wywołuje róznymi metodami tak kolosalne poczucie winy, że zostawienie dziecka lub dzieci to "użycie środka tylko wówczas gdy zyski przeważają nad konsekwencjami".
      Dlatego najlepszym przyjacielem pracujących rodziców (czyżbyś sądziła, że ojciec nie ma tego problemu: suspicious) są instytucje i opiekunki.
      Nad czym bardzo ubolewam, bo ja jestem za rozwiązaniami spółdzielczymi wink
    • guderianka Re: Najlepszym przyjacielem pracującej kobiety... 04.06.12, 09:44
      Niestety nie wiem co znaczy zdanie z Twojego wątku. Jesteśmy zdani sami na siebie. Nie pomaga nam nikt. Babci pomoc jest sporadyczna-doslownie 1-2 razy w roku. Drugiej-wcale od 4 lat. Dziadek-150km od nas-pomoc żadna.
      Moim najlepszym przyjacielem jest w tym kontekście świetna organizacja czasu i kreatywność wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja