grin_korso
06.06.12, 23:45
Macie?
Ja do porodu myślałam, że nie mam. Było mi absolutnie wszystko jedno, czy ginekolog to mężczyzna, czy kobieta. Wizyty ciążowe odbywałam raz u kobiet, raz u mężczyzn (nie dane mi było mieć lekarza prowadzącego ciążę).
Położną miałam rodzaju żeńskiego. I nie wyobrażam sobie rodzaju męskiego. Moja położna, żeby wywołać u mnie skurcze bez oksy masowała mi łydki, ja siedziałam na piłce, a za mną siedział mój mąż i pobudzał mi brodawki. Nie wyobrażam sobie wtedy drugiego mężczyzny na porodówce. Po prostu nie byłabym w stanie się wtedy tak zrelaksować. Ostatnio słyszałam o jakimś dalekim znajomym położniku, który nijak nie może znaleźć pracy w zawodzie. No cóż... Nie dziwię się.