amonette
11.06.12, 16:15
Niniejszym oświadczam, że po przemyśleniu tematu rezygnuję z adopcji mea.may
Moja koleżanka miała podobną teściową. Aktywna od czwartej rano, pełna obsługa męża i innych domowników, osoba z gatunku pucujących tył szafy, niepokonana, ale oczekująca hołdów i twardoręka, mimo, ze oficjalnie dobra żona itede... Tak sie zdarzyło, że znajomi kończyli dom, sprzedali mieszkanie, zamieszkali na 3 m-ce u teściów, koleżanka z rocznym dzieckiem, wzięła na najgorętszą wykończeniówkę urlop wychowawczy...
Po 3 m-cach przeprowadzili się do surowego domu z 1 w miarę zagospodarowanym pokojem, bez kuchni i z jedną w miarę dostępną łazienką. Bo inaczej koleżanka wylądowałaby w psychiatryku. Czy teściowa ją do czegoś zmuszała? Nie - ona po prostu robiła swoje, ale wtrącała sie we wszystko, jednocześnie oczekując pomocy w swoim szaleństwie... Mimo, że do niczego nie zmuszała. Ale człowiek czuje sie nieco zobowiązany, widząc o szóstej rano starszą panią pastującą podłogi "na górce" (pod ich drzwiami) na kolanach staromodną pastą, bo "dziecko musi mieć czysto". Nie było przeproś, mimo, że oficjalnie teściowa niczego nie oczekiwała. Odprawiane co drugi dzień, z jękiem, że "normalnie" górkę pastuje sie raz na tydzień, codziennie dół. A powinna to robić leniwa synowa.
Albo pracoholik "firmowy". Pamiętam taką jedną u klienta, dziewczyna przed końcem projektu zawsze dwa tygodnie przed deadlinem siedziała do 21, czy była potrzeba, czy nie, żeby "doszlifować". Kiepskie było to, że szef - Amerykaniec przychodził później (m.in. żeby potelekonferencjować zw swoimi), kwitł w biurze do późnej nocy i bardzo mu się takie podejście podobało. Skutek był taki, że za pół roku "siedziało" już 80% zespołu i zaczęło być to paranoiczne. Nikt się nie chciał wyłamać, a ludzie mieli rodziny. Niektórzy siedzieli bo inni siedzieli... Na szczęście panią kupiła konkurencja, szefem został Polak, reszta zespołu odetchnęła, firma żyje do dziś i ma się dobrze. Może ktoś ją mimowolnie adoptował do swojej firmy

.
Konkluzja - szaleństwo pracoholika często zabija jego otoczenie. Jak alkoholizm...