"Stworzyliśmy potwora"

23.06.04, 08:12
To są słowa mojego męża.
Dziewczyny,chcę się wyżalić,staram się być optymistką,potrafię się uśmiechać
i wydaje się że wszystko gra,ale jednocześnie w środku czuję ból i pustkę.
Niektóre z was może pamiętają moje posty,w których wychwalałam mojego męża.Bo
zasługuje na to.Jak czytam wasze wypowiedzi,jacy często są faceci,to mam
wrażenie że on jest z innego świata.
Od początku zajmuje się córeczką,nie ma rzeczy której by przy niej nie
zrobił,chetnie ją nosi itp.Wiem że ją kocha.
Jako partner też jest świetny.Czuję się kochana.
Nie znam pretensji o to że coś w domu nie jest zrobione,przeciwnie,jeśli
wraca z pracy a tu nie ma obiadu bo np.mała dawała czadu,to się zabiera za
przyrządzanie.Nie ma podziału obowiązków,oboje udzielamy sie w gospodarstwie
domowym,ja więcej bo teraz nie pracuję,ale po pracy czy w weekend nie muszę
go prosić żeby pozmywał,ugotował,zrobił zakupy...
I właśnie dlatego że jest takim w porządku facetem,tym większym problemem
jest dla mnie to o czym chcę napisać,bo nie jest to jednoznaczne.
Otóż-on ma zerową cierpliwość.Fakt,wiele czynników go
usprawiedliwia:znerwicowanie wyniesione z domu(ale akurat ja też jestem
znerwicowana i rozumiem brak cierpliwości w codziennym życiu,ale w stosunku
do dziecka-nie),ciężka i stresująca praca zawodowa,obecnie zaocznie studiuje
i ma potworną presję,bo to koszt i wstyd zmarnować tyle kasy,ale z powodu
dziecka zupełnie nie ma warunków i czasu by się uczyć...
Zawsze był nerwowy do przesady i to mnie zawsze dołowało.Gdy się zdenerwuje
to mam wrażenie że otacza się jakąś barierą złości,nic do niego nie
dociera,do tego zaczyna kląć,krzyczeć,wprowadza taką atmosferę,że mnie-
dorosłej kobiecie-serce skacze do gardła.A najgorsze jest to że niewiele mu
trzeba,że powód może być błahy.A on się denerwuje jakby szło o życie.
Nasza córeczka jest bardzo trudnym dzieckiem.Nie mamy takich znajomych,którzy
by mieli takie trudne dziecko.Wszyscy przy niej wymiękają.No i mój mąż sobie
wmówił że to jest jakaś kara dla niego,że ona jest najtrudniejszym dzieckiem
świata.Boże...Kiedy ona zaczyna płakać i ma jeden z b.częstych dni gdy
właściwie nie można jej przez cały dzień odłożyć nawet na moment,mimo że jest
na pewno zdrowa,przewinięta,najedzona i napita,itd.i nie ma kolki,po prostu
chce być noszona,na rękach natychmiast uśmiech od ucha do ucha-on zaczyna sie
strasznie denerwować.Raz na nią krzyknął-objechałam go równo bo postanowiłam
sobie że nie pozwolę by ona musiała się bać własnego ojca...Pilnuje się,ale
jest nerwowy,wprowadza koszmarną atmosferę,zaczyna snuć teorie jaka to ona
złośliwa,że ją rozpieściłam,że to jest diabeł a nie dziecko.A wczoraj -
"stworzyliśmy potwora".
Dziewczyny,ja już tego nie wytrzymuję psychicznie.Mam dość.Ja siedzę z małą
cały dzień i jakoś to wytrzymuję,nie mówię,nieraz się popłaczę z bezsilnośći
i wycieńczenia,ale mam do niej mnóstwo cierpliwośći i nigdy jej nie
winię.Znam inne rodziny z dziećmi,może nie są one tak trudne jak nasza
mała,ale każdemu dziecku zdarzy się zły dzień,i jak słucham opowieści tamtych
ojców to odnoszę wrażenie że podchodzą oni z dużo większą cierpliwością.
Co z nim jest nie tak?
To zawsze był dla mnie najgorszy,negatywny aspekt związku z nim,on
największego optymistę potrafiłby zdołować swoimi nastrojami i humorami,świat
w takich chwilach staje się czarny.Mam juz tego dość.Bo chodzi o moje
dziecko.Skoro ja tak to znoszę to jak będzie reagować delikatna psychika
dziecka?...
I najgorsze jest to że paradoksalnie on jest tak dobrym i kochającym ojcem.

Chcę miec większą rodzinę.Conajmniej dwoje dzieci.Nie wyobrażam sobie życia w
tak małej rodzinie.Ale on zawsze powtarzał że chce tylko jedno.Myslałam że to
taki żart.Że nie mówi poważnie.Od paru miesięcy codziennie słyszę że "musimy
poważnie porozmawiać bo on NAPRAWDĘ nie zniesie drugi raz tego samego
(niemowlę)".I jak pomyślę że miałby się tak samo zachowywać to coraz częściej
myślę żeby odejść.Boże.
Myślałam wczoraj jakie to szczęście że nasze dziecko jest
zdrowe,pełnosprawne,bez wad genetycznych."Estetyczne".Bo jak by się wtedy on
zachowywał?...
Przepraszam za to smęcenie i że tak długo.Wyżaliłam się.Dawno chciałam to
zrobić.

---

"Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
Woody Allen
    • weronikarb Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 08:39
      Witaj
      Napewno samo wygadanie sie duzo ci pomoglo. Coz napewno wiedzialas jaki maz ma
      charakter. Co do dziecka to z jednej strony sie nie dziwie ze sie denerwuje,
      zyje w duzym stresie i wybucha przy lada konflikcie.
      Ja jestem z reguły baaardzo spokojną osobą, a jednak Dominik potrfi mnie
      wyprowadzic tez z rownowagi tym swoim marudzeniem piszczeniem i to niewiaodmo z
      jakiego powodu i zego chce.
      Zawsze budzi sie 0 6.30 i jak jest sobota ja po calym tygodniu pracy + dom
      chcialabym pospac chociaz do tej 9 a tu maly sie budzi i zaczyna sie marudzenie
      aby sie nim zajac, bo on sie wyspal i chce sie bawic. To wierz mi ale mam
      ochote go wyrzucic za okno, kiedys nawet sama sie przerazilam bo tak sie
      wkurzylam ze zlapalam za malegoi on wtedy sie usmiechnal a ja wczesniej
      chcialam nim potrzasnac. Kocham go jak nikogo na swiecie i fakt ze moze troche
      go rozpiescilismy, ale to nasze jedyne dziecko i poprostu nie wyobrazam sobie
      zycia bez niego.
      Mysle iz powinnas tez na spokojnie gdy maz zrelaksowany porozmawiac z nim o tym
      jak wprowadza terror w domu, ze czasami boisz sie go powiedz to moze nie zdaje
      sobie sprawyy z tego co robi swoimi wybuchami. A moze on robi to samo co mial
      w domu? Renata
      • fasolka31 Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 08:54
        Zgadzam sie z Weroniką, takie sytuacje nie tylko w twojej rodzinie się
        zdarzają. I u nas jak mały był naprawdę mały czasem traciliśmy cierpliwość i to
        częściej ja. W chwili obecnej mój syn ma 4 latka i jest cudownym chłopakiem, my
        jesteśmy bardziej spokojni bo i on dojrzał, dużo rzeczy rozumie, ale to
        przychodzi z wiekiem. Tez miałam takie sobotnie kryzysy po pracy, za to teraz
        mały sam sobie włącza bajki i się bawi i pozwala nam spać - na to potrzeba po
        prostu czasu i musicie to przeczekac aż dziecko podrośnie. Nie rozpieszczajcie
        zbytnio dziecka bo te maluszki są strasznie przebiegłe gdy coś chcą i potrafią
        nieźle szantażować, płaczem, krzykiem. Takie małe a tak cwane. Zobaczycie że za
        jakiś czas będzie dużo lepiej, daj sobie i mężowi czas i dużżżoooo rozmawiajcie.
    • mamaszyma Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 08:54
      Mam nadzieję, że juz jesteś w troche lepszym nastroju. Mój mąż też jest taki
      nerwowy, chociaż na razie dla synka jest wyjątkowo cierpliwy i wyrozumiały.
      Myślałam że tylko ja mam tak, że jak maz zaczyną sie robić "nerwowy" to serce
      mi skacze do gardła, boję się wtedy nie jego, ale jego gniewu. Wczoraj na
      przykład wydarł się na mnie, że nie dostałam w pracy urlopu w tym czasie co on
      chciał wyjechać. Po 10 minutach mu przeszło ale ja się czułam strasznie. Mam
      nadzieję, że moje dziecko nie bedzie musiało tego przezywać, bo maż w stosunku
      do szymka nigdy nie podniósł głosu i wygląda na to, że Twój mąż także, tak
      przynjamniej wywnioskowałam z Twojego postu. Chyba nie pozostaje nam nic innego
      jak po prostu nie zwracac uwagi na te napady złości oczywiście dopóki nie
      dotycza one dziecka, jeśli pod wszystkimi innymi wzgklędami nasi mężowie są jak
      najbardziej w porządku. Napisz jeszcze co miałaś na mysli pisząc o córeczce że
      jest trudnym dzieckiem? Powodzenia
    • igga-81 Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 09:16
      Ja naprawdę nie rozumiem. Wolałby aby wasze dziecko niczego nie chciało, było
      ciche spokojne i może jeszcze siedziało w kącie patrzyło w jeden punkt!!!???
      nie macie żadnego potwora. Macie dziecko zdrowe, które kiedyś z tego zapewne
      wyrośnie. Jestem przeczulona na ten temat okropnie. Moja córka ma 3 lata jest
      nadpobudliwa, ma problemy z koncentracją uwagi, non stop biega po mieszkaniu
      wzystko rusza, niszczy, trzeba na nią uważac jak na roczniaka. I nie jest
      żadnym potworem. Tylko moim dzieckiem które kocham najbardziej na świecie.
      Jeśli mówicie o dziecku problematycznym, jak określa twój mąż -
      "najtrudniejszym" poważnie się zastanówcie. Z tego co opisujesz, wnioskuję z
      doświadczenia że Wasze dziecko jest całkiem normalne.To Twój mąż jest potworem,
      skoro nie potrafi tego zrozumieć i daje sie ponieść. Ciesz się zdowym
      dzieckiem!!!!!!!!!!!!!!!!! bo za kilka lat będzie zupełnie inaczej. Ja niestety
      takiej optymistycznej wizji nie mam.

      pozdrawiam
    • mabrulki Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 09:22
      Dziękuję.
      Faktycznie samo wyżalenie się przynioisło ulgę.
      Weroniko masz rację,wiedziałam za kogo wychodzę.A jednak to zrobiłam.Ja jakos
      sobie radziłam z tymi wybuchami złości i agresji(nigdy nie skierowanej
      przeciwko mnie).Ale teraz chodzi o dziecko,o atmosferę w jakiej będzie wyrastać.
      Mamo Szymonka,chodzi głownie o te płacze "bez powodu".domaganie się
      noszenia.fasolka chyba pisała o porannych pobudkach.Mała "wstaje" o 5-6,i
      niestety nie może być tak że sobie leży obok nas,nawet zabawiana przeze mnie (o
      łóżeczku i rozrywce typu karuzelka,zabawki,nie ma w ogóle mowy) tylko wrzeszcy
      jak opętana,dopóki z nią nie wstane i nie zacznę chodzić.Inną sprawą która go
      złości jest ulewanie-niestety ma taki defekt,"urodę"jak to mówi nasza
      pediatra,że ulewa od urodzenia hektolitrami.Nie ma refluksu,przybiera na
      wadze.Więc rezygnujemy z leków żeby jej nie faszerować chemią.Ale to oznacza
      przebieranie kilka razy dziennie a jesli się nie uważa to i siebie.I jego to
      wkurza...Ech...
      Nie mówię że jestem świeta i anielsko cierpliwa.Chodzi o to,że doprowadził do
      sytuacji takiej,że jemu coś upadnie,coś się zepsuje,coś nie wyjdzie a ja się
      napinam i jestem wewnetrznie przerażona.Nawet jeśli akurat burza przejdzie
      bokiem,to już nie mogę się rozluznić.A takie sytuacje są przecież codziennie.On
      powinien sie chyba leczyć u psychologa.
      Boję się tego jakie decyzje będę musiała podjąć jeśli on n ie zrozumie.Bo
      rozmawialiśmy nieraz.I niby wszystko rozumie,ale ciągle jest to samo.
      Chodzi o naszą małą.
      • bebejot Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 16:39
        Z tego co napisałaś wnioskuję, że mąż najwyraźniej nie radzi sobie ze stresem
        i odreagowuje na rodzinie. Ludzka rzecz, ale... Z moich doświadczeń wynika, że
        dziecko niczym gąbka nasiąka atmosferą panująca w domu i być może jest właśnie
        takie "trudne". Słyszy podniesione głosy, widzi wasze zagniewane twarze,
        czuje,że jesteś napięta i zdenerwowana, nie rozumie tego i na swój sposób
        próbuje wam coś komunikować, a nawet walczy z tym. Powinniście przerwać ten
        zaklęty krąg - baaa - łatwo mówić.
        Może uda Ci się namówić męża na psychologa, mów mu jak sie czujesz. Fakt, że
        jesteś "kapłanką domowego ogniska" z jednej strony narzuca Ci obowiązek dbania
        o samopoczucie córki i męża, ale masz pełne prawo wymagać od męża, żeby Cię
        wspierał również duchowo, a to oznacza, że będzie nad sobą panował. Jakby nie
        liczyć, to właśnie Ty spędzasz z córką więcej czasu, a jak mąż sam wie nie jest
        to łatwe. Nie daj sie sterroryzować, nie odchodź od niego, bądź silna.
        Pozdrawiam
        Beciek mama Ludka


        • hanna26 Re: "Stworzyliśmy potwora" 24.06.04, 00:25
          Mimo że sama jestem żoną i mama, napiszę z punktu widzenia córki. Bo kiedy
          czytam o twoim mężu to widzę dosłownie - kropka w kropkę moich rodziców, a
          szczególnie ojca. To on pieklił sie o byle co, byłam dla niego często
          nieznośnym dzieckiem, "wyjątkowo trudnym" i "potworem". Jednocześnie wiem, że
          bardzo mnie kochał (kocha) i w tych żadkich chwilach spokoju był wspaniałym
          ojcem. Obecnie nie mam już do niego żalu, potrafie juz patrzeć na swoje życie z
          dystansu, chociaż zdaję sobie sprawę, ile zła mi wyrządził - przede wszystkim
          mojej psychice. Bo teraz ja jestem bardzo nerwowym człowiekiem, łatwo wpadam w
          furie, szybko mi zresztą przechodzi - ale cóż, mąż (bardzo spokojny i
          zrównowazony) i dziecko przez to cierpią. Staram sie pracowac nad sobą, ale
          często mi nie wychodzi.
          Wiesz, jeśli chodzi o drugie dziecko, to ja o to mam do rodziców największe
          pretensje, bo oni właśnie nie zdecydowali sie na drugiego "potwora". Tego
          jednego nie mogę im wybaczyć.
          Pozdrawiam ciepło, to bardzo dobrze, że ty jesteś zrównoważona (jak
          zrozumiałam), w tobie przede wszystkim twoje dziecko będzie miało oparcie.
    • 197575a Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 09:54
      No tak nie tylko Ty masz taki problem, ja go również mam i wielokrotnie
      rozmawialiśmy z mężem na ten temat i muszę przyznać że przyniosło to dużą
      poprawę. Wrodzona nerwowość jest chyba nieuleczalna, mój maż jest wielkim
      indywidualistą, bardzo mądrym i dobrym człowiekiem , ale niestety reagował
      również bardzo gwałtownie. A teraz jest z małą od 7.30- 17.30 i wie o niej
      wszystko (mała ma 10 miesięcy), denerwuje się mniej, bardziej się
      kontroluje,mniej rzeczy wyprowadza go z równowagi. Staram się jakoś go
      odciążyć, żeby trochę odpoczął od małej przez weekend, ale on nawet nie chce o
      tym słyszeć. Myślę że często takie zachwanie wynika z przemęczenia, niewyspania
      i po prostu fizycznej niezdolności do znoszenia nieustannej marudności małego
      dziecka. Ale wiem ,że bardzo kocha naszą córkę i był bardzo oburzony, gdy
      zaproponowałam że moze zatrudnię na jakieś dwie, trzy godziny opiekunkę, aby
      mógł po prostu wyjść z domu, ale on nie chciał się zgodzić. Teraz pomagają nam
      jego rodzice, mieszkają blisko i po spacerze na jakieś trzy godziny, do mojego
      powrotu z pracy, mała jest również z dziadkami.
      Mabrulki , sytuacja JEST CIĘŻKA ale nie beznadziejna. Ja po prostu zaczęłam
      głośno chwalić mojego męża i doceniać jego pomoc, również to forum pomogło mi
      zrozumieć ,że mój mąż naprawdę poświęca dziecku dużo uwagi, nigdy nie wymiguje
      się od sprzątania, kąpania, przewijania, czasem tylko ta bezsilność ,gdy już
      wszystko zawodzi i nic nie daje się zrobić.
      Doceń go jakoś, wspomóż dobrym słowem, rozmawiaj o jego pracy, studiach, może w
      tych rozmowach wyjdzie jego frustracja i bezsilność. Jestem pewna ,że bedzie
      lepiej.
      Ps. U mnie doszło już do tego ,że gdy dzwonią z propozycją dodatkowej pracy dla
      mojego męża, to on odpowiada ,że niestety nie moze , bo jest bardzo zajęty. A
      do mnie mówi ,ze nie będzie tracił pół dnia , bo z małą trzeba wyjść na spacer,
      zapowiadali piękną pogodę. Aha na piętrze mieszka znajomy ,który ma roczną
      córkę. Gdy spotykaliśmy go na spacerach, mała zawsze spała , a nasza często się
      wierciła i musieliśmy ją nieść na rękach , bo nie bardzo lubi wózek, wtedy było
      mu trochę żal, ze nie mamy takiego spokojnego dziecka, aż tu nagle zobaczył,że
      znajomy czmycha czym prędzej z domu, bo mała ma zły dzień i cały czas płakała.
      Mąż powiedział mi że to jest bardzo nieodpowiedzialne.
      Coś musi się zmienić na dobre, czego i wam zyczę. Ja wiem jedno ,że jesteśmy
      Generacją X , z pokończonymi studiami, znajomością języków obcych, ale gubimy
      się w gąszczu bezsilności każdego dnia i to dotyczy również mnie , nie tylko
      mojego męża, frustracja narasta i narasta.
      Gdybyś chciała pogadać , to pisz na priv. Mamy chyba podobnych mężów pod
      względem charakteru. Pozdr. Ada
    • judytak Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 10:21
      ja swego czasu też byłam "najtrudniejszym dzieckiem świata" ;o)
      już w szpitalu pielęgniarka powiedziała mojej mamie "wie pani, nas uczyli, że
      każde dziecko jest grzeczne, tylko później rodzice dzieci psują - ale ona już
      taka niegrzeczna się urodziła!"
      i mój ojciec raz dosłownie chciał mnie wyrzucić przez okno - naprawdę! a poza
      tym jest bardzo dobrym ojcem, fakt, że szybko się zdenerwuje, ale też szybko
      się potem uspokoi...

      ja sama jestem nerwową matką
      to znaczy, jeśli coś naprawdę się dzieje, to zachowuję absolutny spokój, ale
      jeśli generalnie wszystko OK, to i się złoszczę o głupie drobnostki, i
      krzyczę... i też od razu się potem uspokoję...

      myślę, że jeśli mąż ma "nerwowy charakter", to do pewnego stopnia trzeba się
      przyzwyczaić, że to krzyknie, to trzaśnie czymś, i nie brać tego na poważnie
      dziecko, które ma z tym do czynienia od początku, szybko się nauczy, że "tatuś
      już taki jest", i że to niczym nie grozi... moje też nie biorą na poważnie, jak
      na nich krzyczę...

      myślę też, że trzeba mu dać trochę odpoczynku, piszesz, że obiektywnie jest
      zmęczony i zdenerwowany, w takim stanie trudniej hamować "wybuchów"
      rozumiem, że ty też jesteś zmęczona, może byście sobie na wzajem zafundowali
      czasami wolne dni, noce, lub chociaż popołudnie?
      może mogłabyś czasami gdzieś pójść z dzieckiem na popołudnie, na wieczór, żeby
      mąż mógł się uczyć?
      a może, mimo tego, że permanentnie brakuje mu czasu, powinien jednak mieć jakiś
      regularny wysiłek fizyczny? (siłownia, jogging, cokolwiek) - z doświadczenia
      powiem ci, że to dużo pomaga takim "nerwowym typom"

      a o tym, co ma być za dwa, trzy, pięć lat, nawet nie myśl, i nie daj się
      wciągnąć w "poważne rozmowy" na temat ilości dzieci w rodzinie - nie ma to
      najmniejszego sensu, pożyjecie, zobaczycie...

      pozdrawiam
      Judyta
      • evee1 Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 11:25
        Zgadzam sie z Judyta. Sa ludzie, ktorzy po rpostu sa nerwusami i tak
        reaguja. Z drugiej strony to lepsze niz butelkowac wszystkie emocje
        i w sobie w wieku trzydziestu paru lat zejsc na zawal.
        Ja jestem tez nerwusek i krzycze na dzieci. Czasami po rpostu mam zly
        dzien i wszystko mnie wkurza. Wtedy mowie rodzinie, ze ich bardzo
        przpraszam, ale jestem zla i nadeta i bardzo ich przepraszam, jak
        bede niegrzeczna albo wrzaskiwe. Generalnie nic sobie z moich
        wscieklosci i ciskania nie robia. No, ale to jest
        Moze mezowi faktycznie przydalaby sie wizyta u psychologa. Ja akurat
        teraz jestem na lekach, nie w zwiazku z agresja, ale zauwazylam,
        ze obnizaja one poziom mojej "wscieklicy", po prostu nie piekle sie
        jak dawniej. Psycholog nie musi od razu Twojego meza niczym leczyc,
        ale prawdopodobnie moze mu pomoc w radzeniu sobie ze swoja zloscia.
        Moj synek odziedziczyl po mamusi zdolnosc do szybkiego wybuchania i
        mimo, ze oboje jestesmy z natury weseli, to szybko sie zloscimy, ale
        szybko nam ta zlosc opada.
      • lilunia Zgadzam sie z Judytak. 24.06.04, 01:20

        Chcialam cos madrego napisac, a to juz Judytak za mnie zrobila smile)
        Wszystko bedzie dobrze dobrze.
        Nie daj sie sprowokowac.
        Faceci czasami tak maja, ze sa trudni w odbiorze. Coz, bywa smile
        Marudzenie minie, ulewnia przejda, dzieciatko bedzie spac, ze hej !
        a Wy sie dorobicie nastepnego maluszka smile)))
        buziaczki
        l.

    • umargos Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 11:25
      A może pomoc terapeuty by sie przydała?? Takie nerwowe podejście do zycia jest
      strasznie trudne nie tylko dla otoczenia, ale dla samego zainteresowanego
      również. Umiejetność wyciszania się, opanowywania emocji i nadmiernie nerwowych
      reakcji wcale do łatwych nie należy... i bynajmniej liczenie do 10 na to nie
      działa. Dużo bardziej pomaga "samowiedza" co do przyczyn takich reakcji i ich
      kontrolowanie.
      Pozdrawiam
      Ula
      • melmire Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 11:39
        Tez chcialam to zaproponowac- mam podobny problem z moim lubym ( na szczescie
        dziecka na razie niet). Poddawal sie psychoanalizie i bylo lepiej, niestety
        teraz przestal ( z roznych wzgledow) - bede musiala go dyplomatycznie naklonic
        do kontynuacji.Psychoanaliza jest super, problem w tym ze nie dziala od reki,
        dopiero po kilku latach, ale po pierwsze w trakcie i tak jest lepiej, a poza
        tym, lepiej pozno niz wcale.
    • izka30 Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 12:00
      Mój mąż też jest narwowy i ja również do anielic nie należę, ale nigdy W ZADEN
      sposób jego agresja nie uderzyła w naszą córkę (a mnie się już zdarzało miewać
      myśli mordercze - ale tylko myśłi !!!). Za takie podejście do sprawy
      (stworzyliśmy potwora) pakowałabym mu już walizkę, bo ojciec któy mówi w taki
      sposób o swoim dziecku SAM JEST POTWOREM!!! Zastanawiam się czy aby nie
      tłumaczysz go za bardzo z miłości. Później będziesz żałowała mając dziecko
      nerwowe i pełne kompleksów, bo ładnie się zaczyna... ;-/ Pozdrawiam
      • mabrulki Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 14:02
        Dziękuję wam wszystkim.
        Od razu z innej perspektywy na to patrzę.To prawda że on jest przemęczony i ma
        sporo stresu z tymi studiami.Już wymyśliliśmy że on będzie się chodził uczyć
        gdzieś poza dom,np.do biblioteki.Tzn.ja mu to wczoraj zaproponowałam,a wiecie
        co on na to?"Ale ja nie mogę cię samej z nią zostawić na cały
        dzień".Powiedziałam mu że może bo inaczej zawali tą sesję.Ale piszę to żebyście
        miały przykład na to jak bardzo jest w porządku wobec mnie.
        Nie moge powiedzieć żebym go usprawiedliwiała z miłości,zbyt wiele razy miałam
        w nim oparcie,nie zawiodłam się w trudnych życiowych momentach,i widzę jego
        oczy gdy przytula naszą córkę...Wiem że ten człowiek jest wart starania o
        związek i rodzinę.
        Boję się tylko jak będzie reagować mała w przyszłości na te wybuchy.
        No i w danym momencie gdy to się dzieje to żyć mi się odechciewa.


        ---

        "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
        Woody Allen
        • melmire Re: "Stworzyliśmy potwora" 23.06.04, 14:13
          No to masz klona mojego lubego smile Fajny typ, tylko jego wlasne nerwy go
          zzeraja, a poczucie odpowiedzialnosci gryzie w tylek. Naprawde, przydalby mu
          sie psycholog.
    • hancik5 Re: "Stworzyliśmy potwora" 24.06.04, 08:29
      Cześć Mabrulki,

      Opowiedz mężowi może nasz doświadczenia z naszą córunią. Nasz oczekiwany i
      wytęskniony skarb okazał się po urodzeniu trochę inny niż to sobie
      wyobraziliśmy. Niunia była niesamowicie drażliwym dzieckiem i wyjątkowo mało
      śpiacym. Godzina 4.40 i 5 to dla mnie normalne godziny wstawania ( i to
      natychmiast na nogi, niunia nie miała zwczaju leżeć spokojnie w łóżeczku) przez
      dłuższy czas. Kasia miała trzy latka i budziła się regularnie o pięć po piątej
      rano.
      Kasia urządzała nam takie koncerty, że mury się trzęsły a sąsiedzi mieli ochotę
      natychmiast uciec w popłochu. Nie mogliśmy z nią nigdzie pójść , bo nikt ze
      znajomych nie był w stanie zrozumieć dlaczego jego dom zaczyna się walić z
      powodu siły płucek małej dziwczynki. Nie mogliśmy jej np. zmienić butów na
      nowe, tak samo z butelką do picia, kubkiem czy smoczkiem. Wszystko było
      przemycane.
      Jeszcze dużo innych rzeczy, na prawdę nie wiedzieliśmy co zrobić.
      Po co Ci to piszę. Piwiedz mężowi, że z tego "potwora" wyrósł wyjątkowo udany
      człowieczek. Wszystko zniknęło, nie ma problemu. Córeczka jest wyjątkowo czuła
      i spokojnie podchodzi do różnych spraw. Teraz ja mam w nie podpore ( ma 5 lat),
      bo to ja jestem nerwus rodzinny.
      Kasia jest teraz na prawdę niesamowita.Zrównoważona, niesamowicie wesoła i
      zgodna.
      Wiesz, z doświadczenia wiem że dużo ratuje poczucie humoru. Ja mam go na
      szczęście dużo i nauczyłam się go używać w stosunku do mojej córeczki.

      Mabrulku - powiedzx mężowi koniecznie - NIECH WYTRZYMA,Z POTWORA WYROśNIE
      UROCZA CÓRECZKA!!!!!!

      Trzymajcie się kochani, to trudne chwile, ale PO BURZY PRZYCHODZI DZIEŃ !~!!!
      Pozdrawiam
      Hanka
      • mabrulki Re: "Stworzyliśmy potwora" 24.06.04, 08:33
        Hancik,dzięki,co za nadzieja...smile
        Dokładnie,my też nie możemy się z nią ruszyć nigdzie,choćby na piwko do
        letniego ogródka,na piknik w parku itp.bo ona nie pozwoli nam usiedzieć
        spokojnie w jednym miejscu.Może 3 razy byliśmy gdzieś i była spokojna.

        ---

        "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
        Woody Allen
    • tynia3 Re: "Stworzyliśmy potwora" 24.06.04, 08:48
      mabrulki!
      Ja myślę (biorąc poprawkę na twoje emocje obecne przy pisaniu postu), że...
      tatusiowi często mają surowsze metody wychowawcze (np. mąż zapwene nie nosiłby
      w kółko na rękach i już i zapewne wink Mała nie płakałaby dzień cały wink)) i te
      metody niejednokrotnie bywają skuteczniejsze. Nie jest niczym złym uczenie
      Malucha, ze w domu panują jakies określone zasady, niekoniecznie egzekwowane
      dopiero w stanie krańcowego wycieńczenia Rodziców. Oczywiście trzeba na
      pierwszym miejscu postawić dobro zdiecka, bo jest malutkie i bezbronne, ale nie
      od dziś wiadomo, że taki Maluch szybko sobie rodziców wychować potrafi. Poza
      tym, nawet jeśli zaobserwuje, że tata jest wybuchowy, to przyjmie to do
      wiadomości i już. Niech wie, że w domu się nie udaje. A oprócz nerwów (z tego
      co piszesz) ma szanse obserwowac wiele dobrego), więc głowa do góry wink.
      Pozdrawiam. Marta.
      • mabrulki Re: "Stworzyliśmy potwora" 24.06.04, 12:04
        No właśnie.Jak to jest - jedni twierdzą że dziecko do roku nie jest zdolne do
        celowego płaczu i manipulacji rodzicami.A jednak niektóre z was piszą,że taki
        maluch potrafi sobie nas "owinąć wokół palca".I bądz tu mądry.Oczywiście mój
        mąż jest wyznawcą tej drugiej teorii.

        ---

        "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
        Woody Allen
Pełna wersja