mabrulki
23.06.04, 08:12
To są słowa mojego męża.
Dziewczyny,chcę się wyżalić,staram się być optymistką,potrafię się uśmiechać
i wydaje się że wszystko gra,ale jednocześnie w środku czuję ból i pustkę.
Niektóre z was może pamiętają moje posty,w których wychwalałam mojego męża.Bo
zasługuje na to.Jak czytam wasze wypowiedzi,jacy często są faceci,to mam
wrażenie że on jest z innego świata.
Od początku zajmuje się córeczką,nie ma rzeczy której by przy niej nie
zrobił,chetnie ją nosi itp.Wiem że ją kocha.
Jako partner też jest świetny.Czuję się kochana.
Nie znam pretensji o to że coś w domu nie jest zrobione,przeciwnie,jeśli
wraca z pracy a tu nie ma obiadu bo np.mała dawała czadu,to się zabiera za
przyrządzanie.Nie ma podziału obowiązków,oboje udzielamy sie w gospodarstwie
domowym,ja więcej bo teraz nie pracuję,ale po pracy czy w weekend nie muszę
go prosić żeby pozmywał,ugotował,zrobił zakupy...
I właśnie dlatego że jest takim w porządku facetem,tym większym problemem
jest dla mnie to o czym chcę napisać,bo nie jest to jednoznaczne.
Otóż-on ma zerową cierpliwość.Fakt,wiele czynników go
usprawiedliwia:znerwicowanie wyniesione z domu(ale akurat ja też jestem
znerwicowana i rozumiem brak cierpliwości w codziennym życiu,ale w stosunku
do dziecka-nie),ciężka i stresująca praca zawodowa,obecnie zaocznie studiuje
i ma potworną presję,bo to koszt i wstyd zmarnować tyle kasy,ale z powodu
dziecka zupełnie nie ma warunków i czasu by się uczyć...
Zawsze był nerwowy do przesady i to mnie zawsze dołowało.Gdy się zdenerwuje
to mam wrażenie że otacza się jakąś barierą złości,nic do niego nie
dociera,do tego zaczyna kląć,krzyczeć,wprowadza taką atmosferę,że mnie-
dorosłej kobiecie-serce skacze do gardła.A najgorsze jest to że niewiele mu
trzeba,że powód może być błahy.A on się denerwuje jakby szło o życie.
Nasza córeczka jest bardzo trudnym dzieckiem.Nie mamy takich znajomych,którzy
by mieli takie trudne dziecko.Wszyscy przy niej wymiękają.No i mój mąż sobie
wmówił że to jest jakaś kara dla niego,że ona jest najtrudniejszym dzieckiem
świata.Boże...Kiedy ona zaczyna płakać i ma jeden z b.częstych dni gdy
właściwie nie można jej przez cały dzień odłożyć nawet na moment,mimo że jest
na pewno zdrowa,przewinięta,najedzona i napita,itd.i nie ma kolki,po prostu
chce być noszona,na rękach natychmiast uśmiech od ucha do ucha-on zaczyna sie
strasznie denerwować.Raz na nią krzyknął-objechałam go równo bo postanowiłam
sobie że nie pozwolę by ona musiała się bać własnego ojca...Pilnuje się,ale
jest nerwowy,wprowadza koszmarną atmosferę,zaczyna snuć teorie jaka to ona
złośliwa,że ją rozpieściłam,że to jest diabeł a nie dziecko.A wczoraj -
"stworzyliśmy potwora".
Dziewczyny,ja już tego nie wytrzymuję psychicznie.Mam dość.Ja siedzę z małą
cały dzień i jakoś to wytrzymuję,nie mówię,nieraz się popłaczę z bezsilnośći
i wycieńczenia,ale mam do niej mnóstwo cierpliwośći i nigdy jej nie
winię.Znam inne rodziny z dziećmi,może nie są one tak trudne jak nasza
mała,ale każdemu dziecku zdarzy się zły dzień,i jak słucham opowieści tamtych
ojców to odnoszę wrażenie że podchodzą oni z dużo większą cierpliwością.
Co z nim jest nie tak?
To zawsze był dla mnie najgorszy,negatywny aspekt związku z nim,on
największego optymistę potrafiłby zdołować swoimi nastrojami i humorami,świat
w takich chwilach staje się czarny.Mam juz tego dość.Bo chodzi o moje
dziecko.Skoro ja tak to znoszę to jak będzie reagować delikatna psychika
dziecka?...
I najgorsze jest to że paradoksalnie on jest tak dobrym i kochającym ojcem.
Chcę miec większą rodzinę.Conajmniej dwoje dzieci.Nie wyobrażam sobie życia w
tak małej rodzinie.Ale on zawsze powtarzał że chce tylko jedno.Myslałam że to
taki żart.Że nie mówi poważnie.Od paru miesięcy codziennie słyszę że "musimy
poważnie porozmawiać bo on NAPRAWDĘ nie zniesie drugi raz tego samego
(niemowlę)".I jak pomyślę że miałby się tak samo zachowywać to coraz częściej
myślę żeby odejść.Boże.
Myślałam wczoraj jakie to szczęście że nasze dziecko jest
zdrowe,pełnosprawne,bez wad genetycznych."Estetyczne".Bo jak by się wtedy on
zachowywał?...
Przepraszam za to smęcenie i że tak długo.Wyżaliłam się.Dawno chciałam to
zrobić.
---
"Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
Woody Allen