nauczyciel a "zwolnienia"

16.06.12, 12:10
Chciałam się ponownie podzielić pewną refleksją, chociaż prawie że zostałam zlinczowana w poprzednim wątku. Od czasu propozycji Balcerowicza zaroiło się na forum od wątków typu "kocham swoją pracę" itp. itd.
Dochodzę do wniosku, że nauczycielka mojego dziecka (za niecały miesiąc - była) średnio kocha swoją pracę.
Drugie półrocze trzeciej klasy to w zasadzie ciąg zwolnień pani. Ma to przełożenie na naukę dzieci, przynajmniej tych, ktore nie są prymusami.
Teraz zbliża się koniec roku szkolnego, i komitet rodziców nadgorliwych uchwalił, że robimy składkę na prezent na zakończenie roku dla pani.
Mój przyczynek do propozycji Balcerowicza jest taki, żeby takie formy pseudodobrowolnego "wynagradzania" nauczycieli były zakazane, podobnie jak teraz lekarze bardzo uważają na wszelkie "dowody wdzięczności" od pacjentów.
Nie rozumiem, dlaczego ktoś kto jest nauczycielem musi się w ciągu roku szkolnego ciągle zwalniać. Argument - bo ma małe dzieci. To trzeba było wcześniej pomyśleć kim chce się być, albo dlaczego mąż tej pani nie bierze tych zwolnień? Przecież on też ma małe dzieci.
W tym roku syn miał pania, która ma małe dzieci i umierał jej tata. Z obserwacji wynika, że mimo płatnego urlopu 14 tygodni, nauczyciel może zwalniać się nieograniczoną liczbę razy. Pozostaje mi życzyć sobie w duchu, aby w przyszłym roku nie trafił do pani, która a) jest w ciąży b) ma małe dzieci c) wychodzi za mąż d) ma chorych rodziców/rodzica e) jeszcze coś f) każda z tych przyczyn rozdystrybuowana równo pomiędzy nauczycieli poszczególnych przedmiotów.
Argument, że nauczyciel haruje jak wół i w związku z tym ....,....., ....., nie przemawia do mnie w kontekście zwalniania się z powodu wizyty u lekarza z dzieckiem. Z moich obserwacji wynika, że nauczyciel opuszcza szkołę ok. godziny 14.00 i niech sobie wtedy chodzi do lekarza z dzieckiem, jedzie pocieszać mamę czy cokolwiek. TEMU SŁUŻY TEN SYSTEM PRACY: 6 godzin - nie cały dzień spędzony w szkole + ok. 14 tygodni rocznie płatnego urlopu!!!!
Niestety zostałam tak zlinczowana, że rozumiem, dlaczego w niektórych prymitywnych kulturach utrzymuje się zwyczaj kamieniowania: nic nie sprawia takiej radochy, jak być 20 czy 30 osobą dowalającą komuś.

A teraz idę grzecznie zapłacić swoją składkę na prezent dla pani, która spieprzyła mojemu dziecku pół roku edukacji. Oczywiście odwalę za nią robotę ja, bo to moje dziecko i ma coś umieć.


    • solaris31 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:17
      wiesz, aż żal Tobie odpisywać uncertain urlop 14 tygodni? gdzie to wytrzasnęłaś? a wiesz, że urlop przysługuje nauczycielowi TYLKO w wakacje i ferie? a nie kiedy sobie nauczyciel wybiera? i nie ma urlopu na żądanie?

      obyś nigdy nie miała małych chorych dzieci, oby nikt Ci nie umierał w męczarniach ani nie miał raka, pracuj i nie bierz nigdy wolnego ani zwolnienia, nie bądź w ciąży nigdy w życiu, i tak ogólnie odczep się od ludzi, którzy mają problemy osobiste. nie tylko od nauczycieli confused

      jak można coś podobnego napisac, to mi się w głowie nie mieści po prostu.
      • jowita771 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:07
        A ja autorkę trochę rozumiem. Z jednej strony problemy osobiste, poważne, ale z drugiej niewywiązywanie się z obowiązków, a cierpią na tym uczniowie. Ciekawe, co by powiedziała ta pani nauczycielka, gdyby podobnie gorliwie pracował lekarz, do którego chodzi z dzieckiem. I nie żartuj, że do lekarza w godzinach pracy musi się umawiać nauczyciel. To ca mają powiedzieć ludzie, którzy normalnie pracują?
        • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:26
          Ciekawe,
          > co by powiedziała ta pani nauczycielka, gdyby podobnie gorliwie pracował leka
          > rz, do którego chodzi z dzieckiem.

          Ja Ci mogę powiedzieć - za lekarza wyznaczone jest zastępstwo. Za nauczyciela też, ale autorka wątku nie jest tym usatysfakcjonowana.
          • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:19
            > Ja Ci mogę powiedzieć - za lekarza wyznaczone jest zastępstwo.

            Kawka, nie żartuj. Zastępstwo puszcza dzieciom film albo prowadzi swój przedmiot, a jeśli nawet do klasy 3. podstawówki da się zastępstwa na dłuższą metę, to są to zwykle 3-4 osoby, a nie jedna, więc jak może taka praca z 9-10-latkami wyglądać, kiedy nikt się nie poczuwa do niej w pełni?

            (A w gimnazjum nie ma nawet zastępstw, tylko tzw. "klub uczniowski", czyli siedzenie w sali przez godzinę bez żadnego zajęcia.)

            Do autorki wątku: wiem, co czujesz, mój syn miał identyczną sytuację w 3. klasie. Pani była w ciąży. Nie nauczył się przez ten rok nic. Klasa się rozbrykała, zaczęła sprawiać problemy wychowawcze. Ja rozumiem potrzebę pani pójścia na wielomiesięczne zwolnienie, ale dyrekcja powinna była lepiej rozpoznać sytuację i dać kogoś na stałe. I nie, nic nie mogliśmy zrobić, bo w przeciwieństwie do dyrekcji nie mieliśmy dostępu do informacji, co się z panią dzieje i jak długo to potrwa.

            A w sytuacji założycielki wątku rzeczywiście było nawet gorzej, bo nie była to jedna stała przyczyna, tylko liczne nieobecności od sasa do lasa. Tu chyba nic się nie poradzi.

            Ronię łzy nad ciężkimi sytuacjami życiowymi nauczycielek, ale kto je uroni nad sytuacją mojego syna, który orłem nie jest, a ja mam 5 dzieci i własną pracę, więc średnio mogę zastąpić nauczycielkę kształcenia zintegrowanego na pełnym etacie?
            • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:27
              > Kawka, nie żartuj

              Nie żartuję.
              W zakresie obowiązków mam przygotowanie materiałów dla nauczyciela zastępującego mnie w razie nieobecności. Na zastępstwo najczęściej idzie osoba ucząca tego samego przedmiotu albo przedmiotu z tej samej grupy, jeśli tylko jest to możliwe.
              Druga sprawa - rozwiązanie kwestii zastępstw (ich jakości, tego, co się w ich czasie omawia) to sprawa między uczniami/rodzicami a dyrekcją. Wylewanie brudów na nieobecną nauczycielkę jest co najmniej nie w porządku. To dyrektor ma tak rządzić szkołą, żeby dzieci odczuły nieobecność polonistki, matematyka czy biologa jak najmniej.
              • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:38
                > To dyrektor ma tak r
                > ządzić szkołą, żeby dzieci odczuły nieobecność polonistki, matematyka czy biolo
                > ga jak najmniej.

                Zdaje się, że w wątku nie chodzi o biologa, tylko o nauczyciela KZ. Tego raczej nie da się odczuć "jak najmniej", to można odczuć tylko bardzo.
                • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:49
                  I co w związku z tym proponujesz? Zatrudniać wyłącznie wysterylizowane sieroty? Zmusić nauczycieli do podpisania zobowiązania, że nie będą chorować ani oni, ani ich dzieci, ani ich rodzice?
                  Poza tym rozwiązanie problemu nadal należy do dyrektora i pomstowanie na nauczycieli niczego nie zmieni.
                  • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:38
                    > I co w związku z tym proponujesz?

                    Nic nie proponuję. Użalam się nad swoim synem. Chyba mogę trochę poubolewać nad synem, skoro wszystkim w tym wątku wolno ubolewać nad chorymi dziećmi, niezałatwionymi sprawami urzędowymi i ogólnie ciężkim losem nauczycieli, nie?
                    • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:48
                      Póki ubolewasz nad losem syna, a nie rzucasz się do gardła nauczycielom za to, że mają czelność chorować czy mieć dzieci, czy też - o zgrozo! - rodziców, którzy nie czekają ze zgonem do wakacji, to możesz wylać morze łez. Nic to nie zmieni, ale może Ci ulży.
                  • amandaas Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 00:01
                    A mi to smierdzi hipokryzją na kilometr.
                    Skoro nauczycielowi wolno chorować, mieć chore dziecko czy mieć chorych rodziców to dlaczego nie działa to w drugą stronę??? Jestem studentką i mnie nie wolno nic. Sraczki dostac nie moge bo musze być obecna na zajęciach. Wolno odrobić 1 zajęcia, 2 nieobecności powodują niezaliczenie i nie ma zmiłuj. Czyli w jednym roku nie mam prawa do przeziębienia i sraczki w czwartek, bo wtedy mam dwie nieobecności. Moge sobie mieć ewentualnie sraczkę we wtorek o ile nic innego mi nie wypadło w ten dzien przez CAŁY ROK. A nauczycielowi wolno na zwolnienie, jedno, drugie, trzecie? Gdzie sprawiedliwość? Nauczyciel może mieć zastępstwo, a ja w zastępstwie nie mogę się przygotować z tematu w domu bo wylatuję ze studiów??? Sorry, ale gdzie tu sprawiedliwość??
                    • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 10:13
                      Studenci mają teraz takie kłopoty z myśleniem logicznym?
                      Straszne.
            • madziaaaa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:31
              zgodnie z tym co napisała autorka wątku, masz za dużo dzieci po prostu wink A swoją drogą kolejny raz potwierdza się teoria, że rodzice zrzucają wszystko, i opiekę i wychowanie, na szkołę, czy przedszkole. Nie rozumiem, jak można nie usiąść z dzieckiem i nie nadrobić zaległości....Lepiej mieć pretensje do nauczyciela.
              • attiya Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 10:13
                to niby rodzic ma za nauczyciela siadać i przerabiać materiał? no proszę....
                można pomóc w odrabianiu lekcji, w odpytaniu przed klasówką ale jak mam zastępować nauczyciela, to niech ktoś mi za to zapłaci....
                autorkę wątku rozumiem, a najbardziej widzę krzyczą....nauczyciele
                czyli uderz w stół a nożyce się odezwą
                widocznie coś na rzeczy jest, skoro te emamowe nauczycielki tak głośno krzyczą, jakby chciały zakrzyczeć tak podobne, do opisanego wątku zachowanie
    • marzeka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:21
      W ramach tej ciężkiej pracy, którą musisz odwalić, weź wystąp z inicjatywą obywatelską, by w szkole mogli pracować tylko ludzie stanu wolnego , nieobarczeni rodziną, jako wzór postaw literackie portrety XIX- wiecznych guwernantek,np. Madzię z "Emancypantek" Prusa czy Stasię Bozowską z "Siłaczki" Żeromskiego.

      I o ile rozumiem żal na tę konkretną panią, to cała reszta źle o tobie świadczy , o tym, jak widzisz ludzi, jaka niechęć do ludzi , zawiść z tego wynika.
      • asia_i_p Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 19:53
        Stasia umarła, a Madzia dostała załamania nerwowego - nawaliły obie, żaden wzór. Panna Malinowska jako jedyna spełnia wymagania autorki wątku.
    • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:22
      "Czy ma sens, że się trudzisz?"
      Dalszego ciągu piosenki Kazika sobie poszukaj, zazdrośnico.
    • marzeka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:31
      "nauczyciel może zwalniać się nieograniczoną liczbę razy"

      - z dedykacją specjalną, szczególnie od minuty i 30 sekund Julian Tuwim
      • iuscogens Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:03
        Jaka ładna polonistyczna riposta big_grin
        • babowa marzeka jestes mistrzem riposty :D !!!!!! 16.06.12, 13:14
          marzeka, cudna odpowiedz !!!1
          az sobie ciebie zapamietam
          swietniebig_grin
          • zuzanna56 Re: marzeka jestes mistrzem riposty :D !!!!!! 16.06.12, 15:36
            smile
      • dziennik-niecodziennik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 19:59
        kocham Cię smile
    • kub-ma Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:32
      Jak zwalniać się nieograniczoną liczbę razy? Idąc z dzieckiem do specjalisty (przyjmuje w godzinach 7.30 - 12.30), szczepienie (10.00 - 12.00) muszę brać urlop bezpłatny. Innej możliwości nie mam. Mogę po 14.00 jak sugerujesz, ale prywatnie. A na to z mojej pensji mnie nie stać. A rzeczywiście mogłam pomyśleć wcześniej kim chcę być i mieć tylko jedno dziecko zamiast zaszaleć i mieć dwoje. A najlepsza liczba to 0. Poświęcić się innym dzieciom a samej tylko zagłębić się w marzeniach o własnym.
      Nie płać tej składki!!!! Skąd wiecie, czy owa pani nie oczekuje tylko niewielkiego bukietu kwietów? Nie płać i nie wymawiaj!
    • draconessa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 12:57
      Jakas Ty...prymitywna i zawistna. Jak rozumiem, dzieci nauczyciela maja prawo chorowac jedynie w wakacje, ojciec owej pani tez powienien umierac w wakacje, a jakby w ciaze zaszla, to niech sie w dwa miesiace z owa ciaza wyrobi - nooo, nauczycielka przeciez jest!!! Jesli uwazasz, ze absencje pani tak negatywnie odbily sie na edukacji Twojego dziecka - to pretensje do dyrekcji - bo dyrekcja powinna zapewnic na czas zwolnien odpowiednie zastepstwo, aby nauka mogla byc kontynuowana.
      I nie, nie jestem nauczycielka ani nie pochodze z nauczycielskiej rodziny.
      • prawdziwy_ewelina22 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:11
        To w takim razie, skoro te 14 tygodni nie ma znaczenia, to proszę je zlikwidować. Skąd sobie wziełam 14 tygodni - no pewnie nie umiem liczyć: 10 tygodni wakacje letnie 2 tygodnie wakacje międzysemestralne, 1 na Boże narodzenie 1 tydz. na wielkanoc - to ile to jest razem panie nauczycielki????
        dalej żadna z wielkich pań nauczycielek nie odpowiedziała mi w kwestii, dlaczego z dzieckiem do lekarza nie może iść ojciec?
        Dalej: jaki jest górny limit dopuszczalnych "zwolnień" nauczyciela w ciągu roku szkolnego poza jego chorobą. I za każdym razem jest to zwolnienie "ad hoc", które uniemożlwia dyrekcji zaplanowanie jakiegokolwiek zastępstwa.
        Dlaczego w "innych pracach" ludzie przychodzą do pracy nawet chorzy, bo zwolnienia są niemile widziane i na zasadzie, chcesz mieć pracę to wyczytaj między wierszami co jest oczekiwane i ludzie się do tego dostosowują, w szkole - państwowej - jest inaczej. Muszę wiedzieć, że pani ma dzieci, że dzieci chorują, że pani ma rodziców, rodzice też chorują. A co mnie to obchodzi??????!!!!! Dzieci to nie papiery. Trzeba było zostać księgową, księgowa obojętnie kiedy rozliczy miesiąc czy to zrobi o 10.00 rano czy o 22.00, aby się wszystko zgadzało i było w terminie.
        Może w ogóle po co dzieciom jedna pani, niech je uczy w każdym tygodniu kto inny.
        Dziwi mnie wasze sobkostwo i egoizm i zapatrzenie wyłącznie we własny pępek.
        I ten zgodny chór pań nauczycielek. Jeszcze powinniście po 10 tys. zarabiać. Wtedy byłoby git.
        Jeszcze raz powtarzam, skoro nic się nie daje załatwić wychodząc z pracy o 14.00 i mając 14 tygodni płatnego urlopu. to pokasować wam to wszystko. Siedźcie w wakacje i dawajcie prywatne korki dzieciom, które żeście olały w czasie roku szkolnego.
        • iuscogens Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:13
          prawdziwy_ewelina22 napisała:

          > Skąd sobie wziełam 14 tygodni - no pewnie nie umiem liczyć: 10 tygodni wakac
          > je letnie


          no niestety nie umiesz...
          • draconessa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:19
            NIe umie - zaraz napisze, ze to przez leniwe nauczycielki.
          • prawdziwy_ewelina22 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:25
            Ja nie umiem liczyć???? Droga iuscogens, w tym roku rok szkolny kończy się nie wiem czemu 30 czerwca, W zeszłych LATACH (w liczbie mnogiej) kończył się 24 czerwca:
            Od 24 do 30 czerwca mamy 7 dni - 1 tydzień
            Dalej: 62 dni lipca + sierpnia / 7 = 8,85 czyli prawie 9 tygodni. Tegoroczny kalendarz to potwierdza, w lipcu i sierpniu mamy 9 tygodni.
            I kto nie umie liczyć?????
            • iuscogens Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:08
              I ty uważasz, że urlop nauczycieli zaczyna się z dniem zakończeniem roku szkolnego a kończy 31 sierpnia??
        • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:16
          > Dziwi mnie wasze sobkostwo i egoizm i zapatrzenie wyłącznie we własny pępek.

          Altruistka się odezwała.
          • draconessa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:18
            big_grinDD Kawka, lepiej siedz cicho i planuj na rok z gory choroby dzieci i wypadki losowe... Ale rozloz je tak, zeby w czasie urlopu wypadaly...
            • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:25
              Chcąc być - w pojęciu Jaśnie Pani - fair wobec jej dziecka, muszę się rozwieść, a opiekę nad moim dzieckiem oddać mężowi.
              Całe szczęście, że moi rodzice nie żyją, bo musiałabym ich zabić albo przynajmniej oddać do domu starców. Moja matka chorowała dwa lata - domyślam się, że Jaśnie Pani życzyłaby sobie, abym ją oddała do hospicjum, żeby w pracy mi nie przeszkadzała.
              • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 23:30
                kawka74 napisała:

                > Chcąc być - w pojęciu Jaśnie Pani - fair wobec jej dziecka, muszę się rozwieść,
                > a opiekę nad moim dzieckiem oddać mężowi.

                O ile małżonek nie jest pozbawiony praw rodzicielskim, to nie ma przeszkód, aby sie opiekował "twoim" (czy jego też?) dzieckiem bez rozwodu.

                > Całe szczęście, że moi rodzice nie żyją, bo musiałabym ich zabić albo przynajmn
                > iej oddać do domu starców.

                Takie domy sa powszechnie stosowanym rozwiązaniem w cywilizowanym świecie.

                > Moja matka chorowała dwa lata - domyślam się, że Jaśnie Pani życzyłaby sobie, abym ją
                > oddała do hospicjum, żeby w pracy mi nie przeszkadzała.

                Współczuję. Ale tylko trochę. Moja, mieszkająca daleko ode mnie, choruje już 6 lat, a ja mogę wziąć tylko 14 dni zwolnienia na opiekę nad chorym dorosłym członkiem rodziny. A co mam w tej sytuacji zrobić z chodzącym do szkoły dzieckiem, którym - z racji pracy - nie może zajmować się ojciec? Zabić?
                Ciekawe, że nauczycielom i księżom najłatwiej pouczać innych w sprawach, których sami nie doświadczają.
        • marzeka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:22
          Ale ty tak serio???

          " Dlaczego w "innych pracach" ludzie przychodzą do pracy nawet chorzy,


          - bo moja siostra w urzędzie, nawet przeziębiona mocno, może spokojnie siedzieć za biurkiem i pracować, kontakt z petentem ma ograniczony, co najwyżej telefoniczny; spokojnie może odwalać papierkową robotę; gdy ja zaniemogę gardłowo, nie jestem w stanie pracować, bo głos jest moim narzędziem pracy.Pomijam,że chory człowiek zaraża innych, w tym dzieci.

          " A co mnie to obchodzi??????!!!!! "

          - ciebie w ogóle poza sobą i dziecięciem-cudem powitym niewiele obchodzi, więc cóż...

          Tyle że dyskusja z tobą nie ma sensu, masz swoją zawężoną wizję świata, z przykładu jednostkowego , robisz ogół- rozumiem,że to porządkuje twój prosty świat; dlatego znowu literacka dedykacja mojego kochanego Tuwima wiersz Mieszkańcy
          • prawdziwy_ewelina22 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:28
            Bardzo proszę o merytoryczne argumenty, a nie "zazdrośnico", żeby "ci rodzic nie umierał" itd. itp. "masz zawężoną wizję świata" - i vice versa droga pani marzeka 1.
            A merytorycznych argumentów tu nie widzę.
            Dodatkowo pani, która liczyć nie umie (a maturę pewnie zadała, ciekawe kto ją przepuścił) nie umie policzyc 10 tygodni.
            Faktycznie, na nauczycieli idą najsłabsze jednostki.
            • marzeka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:33
              10 tygodni mówisz? Zakończenie roku: 29 czerwca uczniowie mają wakacje, twoje dziecię zaczyna się byczyć, gdy inni: rozliczają się z rozlicznej dokumentacji szkolnej, mają rady podsumowujące, są przy rekrutacji- moje wakacje zaczną się ok. 9 lipca; po 15 sierpnia zaczynam pracować przy planie; ok. 20 sierpnia zaczynają się poprawki i potem dwie rady- czyli nie mam 1 dwóch tygodni, gdy twoje dziecię je ma oraz 2 ostatnich tygodni , gdy dzieci i młodzież (z wyjątkiem poprawkowiczów) - mają. Czyli 10 tygodni - 4 tygodnie.

              Dobrze, że ty jesteś silną jednostką, zrodzoną w wyniku doboru właściwego, z genami wyselekcjonowanymi. O inne się nie martw; najgorsze jest tylko, że pewnie swojemu dziecięciu prezentujesz swoją wizję świata, a to już kanał.
            • asia_i_p Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:34
              Wiesz, to powiedz, jak się doliczyć tych 10 tygodni, bo też mi nie wychodzi. Jak liczę z ostatnim tygodniem sierpnia, to jest dziewięć, ale w tym ostatnim tygodniu już pracuję (w szkole, nie w domu), więc odpada, nijak mi nie chce wyjść więcej niż 8. Aha, jeśli ci dziecko powiedziało, że rok szkolny już się skończył, to mu nie wierz, kończy się 29 czerwca.
            • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:45
              > Bardzo proszę o merytoryczne argumenty

              Żuczku, ale Ty nie chcesz merytorycznych argumentów, chcesz wypluć z siebie całą nagromadzoną przez x miesięcy frustrację, złość i niechęć, przejechać się walcem po nauczycielach i mieć orgazm stulecia.
              Zastanów się, jakim merytorycznym argumentem można odpowiedzieć na postulat: "trzeba było wybrać inny zawód, jak się chce mieć dzieci"? Można tylko popukać się w głowę.
            • dziennik-niecodziennik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:08
              > Dodatkowo pani, która liczyć nie umie (a maturę pewnie zadała, ciekawe kto ją p
              > rzepuścił) nie umie policzyc 10 tygodni.

              ale Tobie sie naprawde wydaje że nauczyciele wychodzą ze szkoły i wracają do niej równo z uczniami?...
              moja szwagierka co roku pierwszą połowę lipca i ostatni tydzień sierpnia (ewentualnie odwrotnie, pierwszy tydzien lipca i drugą połowę sierpnia) spędza w pracy. czasami jak sa duze zawirowania w szkole to spędza tam jeszcze tydzień dłuzej. wychodzi na to że urlopu letniego ma jakies 4, góra 6 tygodni. nie widze tu specjalnego szału.
        • kub-ma Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:31
          O bogowie!

          Wiesz, mam propozycję: zapisz sobie ten wątek i zajrzyj do niego za 10 lat. Zrozumiesz dlaczego dziewczyny Ci tak odpisują.

          A, tata też chodzi do lekarzy z dziećmi. Ale ja np. mam dwoje, które niestety mają trochę problemów zdrowotnych.
        • metwoh Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:00
          No to ja Ci odpowiem, chociaż facetem jestem
          1.Lipec i sierpień to 10 tygodni? -policz w kalendarzyku.
          2. Zdajesz sobie sprawę, że nikt nie ma pomysłu, co nauczyciele mieliby robić w wakacjach bez dzieci? No chyba, ze chcesz dzieciom wakacje zabrać.
          3. Nie ma żadnych zwolnień oprócz wakacji czy ferii. Zero urlopu na żądanie. A zwolnienia lekarskie i opieka nad dziećmi, tak jak u każdego pracownika. Legalnie nie mozna się zwolnić -tylko urlop beżpłatny, jak zgodzi się dyro.
          4. Chory w pracy ma dzieci zarażać?. No i spróbój odpękać 5 godzin z chorym gardłem. Ja kiedyś próbowałem -skończyło się zanikiem głosu na 2 lekcji i 2 tygodniowym zwolnieniem. Teraz przy bólu gardła idę od razu do lekarza-wystarczą wtedy 4 dni i jest ok.
          5.Ojciec u lekarza-a jezeli też jest nauczycielem. Mina każdego szefa, bezcenna, jak facet bierze zwolnienie na dziecko. Gdyby natura kazała facetom opiekować się dziećmi, to pewnie moglibyśmy też karmić piersią. Skoro nie, to widać, że tak być musi. Jeżeli u Ciebie jest inaczej, to pogratulować pantoflarza w domu.
          6. Balcerowicz już dawno musiał odejść.
          7. A ten prezent nieszczery dla nauczycielki to sobie wsadź. W dupe!!!
          5.
          • kkokos Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:43
            metwoh napisał:

            > 5.Ojciec u lekarza-a jezeli też jest nauczycielem. Mina każdego szefa, bezcenna
            > , jak facet bierze zwolnienie na dziecko. Gdyby natura kazała facetom opiekować
            > się dziećmi, to pewnie moglibyśmy też karmić piersią. Skoro nie, to widać, że
            > tak być musi. Jeżeli u Ciebie jest inaczej, to pogratulować pantoflarza w domu.


            o matko, to takie prymitywy jeszcze uczą w szkołach? metwoh, gęsi ci pasać, a nie ludzi wychowywać!

            • metwoh Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 11:11
              Takie gęsi, jak Ty?
            • kaamilka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 11:27
              > o matko, to takie prymitywy jeszcze uczą w szkołach? metwoh, gęsi ci pasać, a n
              > ie ludzi wychowywać!

              gorzej jak prymitywem jest dyr który mojemu mężowi mówi "to ten tatuś co chce być mamusią" w przypadku kiedy mój mąż bierze dwa dni wolnego na opiekę nad dzieckiem
          • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 23:45
            metwoh napisał:

            > No to ja Ci odpowiem, chociaż facetem jestem
            > 1.Lipec i sierpień to 10 tygodni? -policz w kalendarzyku.

            Dziewięć. A do tego 2 tygodnie ferii zimowych, ponadtygodniowa przetrwa świąteczna z okazji BN i kilka dni z okazji Wielkanocy. Dodatkowo wolne w tzw. długie weekendy.

            > 2. Zdajesz sobie sprawę, że nikt nie ma pomysłu, co nauczyciele mieliby robić w
            > wakacjach bez dzieci? No chyba, ze chcesz dzieciom wakacje zabrać.

            Na pewno mogliby prowadzić rozmaite zajęcia dla tych dzieci, które nie wyjeżdżają na wakacje. Chyba tak wysoko kwalifikowanym siłom wystarczy wiedzy i umiejętności.

            > 3. Nie ma żadnych zwolnień oprócz wakacji czy ferii. Zero urlopu na żądanie. A
            > zwolnienia lekarskie i opieka nad dziećmi, tak jak u każdego pracownika. Legaln
            > ie nie mozna się zwolnić -tylko urlop beżpłatny, jak zgodzi się dyro.

            No, ale w której innej pracy można sobie tak pozwalać jak w szkole?

            > 4. Chory w pracy ma dzieci zarażać?. No i spróbój odpękać 5 godzin z chorym gar
            > dłem. Ja kiedyś próbowałem -skończyło się zanikiem głosu na 2 lekcji i 2 tygodn
            > iowym zwolnieniem. Teraz przy bólu gardła idę od razu do lekarza-wystarczą wted
            > y 4 dni i jest ok.

            Złej baletnicy.... Biedactwo. Gardziołko boli i tydzien z głowy.

            > 5.Ojciec u lekarza-a jezeli też jest nauczycielem. Mina każdego szefa, bezcenna
            > , jak facet bierze zwolnienie na dziecko.

            Aj, waj. Biedne misiaczki. Ona nie może ze swoim misiątkiem pójść do lekarza po tych dwóch czy trzech lekcjach, a on - ach, jaki prześladowany przez szefa-macho - boi się z bachorem do lekarza pójść. No, fascynujące.

            > Gdyby natura kazała facetom opiekować się dziećmi, to pewnie moglibyśmy też karmić
            > piersią. Skoro nie, to widać, że tak być musi.

            Jasne, najłatwiej dziecko zrobić, troche przyjemności ci sie należy. A wychowywaniem to już niech się matka zajmie. Wzór do naśladowania po prostu.

            > 7. A ten prezent nieszczery dla nauczycielki to sobie wsadź. W dupe!!!

            A jaki kulturalny. Gratuluję. Mam nadzieję, że w twojej dupie sie zmieści niejeden.
            • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 07:29
              jolunia01 napisała:
              > Na pewno mogliby prowadzić rozmaite zajęcia dla tych dzieci, które nie wyjeżdża
              > ją na wakacje. Chyba tak wysoko kwalifikowanym siłom wystarczy wiedzy i umiejęt
              > ności.

              od 8-17 gry i zabawy na świetlicy? Już widzę tłumy chętnych dzieci do siedzenia w świetlicy przez kilka tygodni.
              Żeby zorganizować sensowne letnie półkolonie to trzeba zapłacić, bo każde wyjście z dziećmi kosztuje, dojechać też tam jakośtrzeba no i może jakiśobiad by biedne dziecko zjadło, a na to żadna szkoła funduszy nie ma i kochany MEN na to nie da. Więc byłabyś zainteresowana za to płacić przez całe wakacje?
            • metwoh Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 08:57
              Wyobraź sobie, że samorządy wymuszają, aby np. w ferie zimowe były zajęcia. Nawet płacą dodatkowo. Ale jakoś tłumy to ptrzychodzą tylko maluchów. Licealiści wpadną może pograć w kosza. Jakoś chętnych na inne zajęcia brakuje. Pomyśl, czy sama byś przychodziła w upalne dni do szkoły.
              Co do weekendów długich -Każdy ma wolne 1 i 3 maja, podobnie jest w Boże Ciało. Więc tak naprawdę mówimy o 2 maja i piątku po Bożym Ciele tylko, bo w mojej szkole 30 kwietnia były lekcje, a 4 maja mlozież miała wolne, ale my siedzieliśmy na maturze z polskiego. Te wolne dni wynikneły z tego, że frekwencja i tak bywała bardzo niska, bo większość ludzi brała urlopy i wyjeżdżała z dziećmi, autobusy też jeździły jak w dni świąteczne, więc część nie była w stanie dojechać. Jeśli chodzi o mnie, możecie sobie to zabrać.
              Co do wolnych dni opieki nad dzieckiem -to jednak od pań zależy, czy je wezmą dla siebie, czy oddadzą mężowi. Ja osobiście nie znam przypadku, by jakaś koleżanka oddała mężowi. Ale to jest problem chyba wszystkich branż.
              Co do gardła -pogadaj kiedyś z chorym gardłem przez chociaż dwie godziny, to może zrozumiesz, jak Ci siądzie. Żeby było jasne -rzadko choruję, w tym roku szkolnym zero, w zeszłym to mnie lekarz opieprzył, że chodziłem chory i wyhodowałem sobie zapalenie oskrzeli. Do lekarza idę tylko z gardłem.
              Co do chodzenia z dzieckiem do lekarza -przychodnie są pełne tatusiów z małymi dziećmi. Zaiste. Zdarzało mi się zawieźć żonę z dzieckiem i wtedy byłem jedynym facetem na korytarzu (czasami lekarz się pojawiał).
              Wychowywanie to nie tylko chodzenie do lekarza. Przecież trzeba przekazywać męski szowinizm młodemu pokoleniu. Robię to konsekwentnie, chociaż akurat mam dorosłe dzieci.
              Co do dupy- zapewne masz większą, jak to baba. Podejrzewam, że zmieścisz tych prezentów więcej, niż ja.
              • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 12:31
                metwoh napisał:

                > Wyobraź sobie, że samorządy wymuszają, aby np. w ferie zimowe były zajęcia. Naw
                > et płacą dodatkowo. Ale jakoś tłumy to ptrzychodzą tylko maluchów. Licealiści w
                > padną może pograć w kosza. Jakoś chętnych na inne zajęcia brakuje. Pomyśl, czy
                > sama byś przychodziła w upalne dni do szkoły.

                Ja już nie, ale moje dziecko chętnie by przez lata korzystało z takiej mozliwości. I owszem, dopłaciłabym za te bilety, napoje czy inne kanapki, gdybym nie musiała w każde wakacje, feria i inne wolne dni się martwić, jak zapewnić dziecku opiekę.

                > Co do weekendów długich -Każdy ma wolne 1 i 3 maja, podobnie jest w Boże Ciało.

                Ale nie każdy ma wolne przed/po świetach. A jak ma, to w ramach urlopu.

                > Co do chodzenia z dzieckiem do lekarza -przychodnie są pełne tatusiów z małymi
                > dziećmi. Zaiste. Zdarzało mi się zawieźć żonę z dzieckiem i wtedy byłem jedynym
                > facetem na korytarzu (czasami lekarz się pojawiał).

                No widzisz, to jest właśnie to. Ty jako nauczyciel dysponujesz większą swobodą niż osoby innych zawodów, a mimo to raczyłeś "odwieźć zonę z dzieckiem" do lekarza, zamiast samemu z tym dzieckiem pójść. W ten sposób juz dwie osoby były zajete tym, co mogła zrobic jedna - ty.

                > Wychowywanie to nie tylko chodzenie do lekarza. ..
                > Co do dupy- zapewne masz większą, jak to baba. Podejrzewam, że zmieścisz tych p
                > rezentów więcej, niż ja.

                W jednym masz rację - wychowanie to nie tylko chodzenie do lekarza. W twoim przypadku to widać wyraźnie. Co do dupy - rozczarowałbyś się. Ale rozczarowanie chama jest mi obojętne.
                • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 12:51
                  jolunia01 napisała:



                  > Ja już nie, ale moje dziecko chętnie by przez lata korzystało z takiej mozliwoś
                  > ci. I owszem, dopłaciłabym za te bilety, napoje czy inne kanapki, gdybym nie mu
                  > siała w każde wakacje, feria i inne wolne dni się martwić, jak zapewnić dziecku
                  > opiekę.


                  ale nie wiem Jolunia o co się rzucasz.
                  Przecież szkoły podstawowe organizują półkolonie, płacisz i posyłasz, wystarczy poszukać, nie musi to być wcale placówka Twojego dziecka,ale zawsze któreś ze szkół w mieście organizują półkolonie, poszukaj, zapisz i po problemie, dziecko na półkolonie, Ty do pracy.
                • metwoh Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 13:55
                  Dlaczego miałem pójść, skoro mogłem pojechać? Daleko ten lekarz. smile
                  Co do tematu dupy -Ty zaczęłaś licytację. Zawsze możemy rozstrzygnąć spór przez okazanie. Prześlij fotkę, to ocenimy, jak to z Twoją dupencją jest, jaka to wielkość, kształt oraz ogólne wrażenie artystyczne.
                  Co do rozczarowań -w moim wieku trudno o rozczarowanie.
                  A tak w ogole, to możesz mnie pocałować. Sama wiesz, w co.
        • landora Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:29
          Rok szkolny kończy się w tym roku 29 czerwca. O ile mnie wzrok nie myli, to jest 8 tygodni wakacji, z tym że zazwyczaj od połowy sierpnia nauczyciele muszą już być w szkole, bo poprawki, rady itp.
        • policjawkrainieczarow Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 04:02
          > Dlaczego w "innych pracach" ludzie przychodzą do pracy nawet chorzy, bo zwolnie
          > nia są niemile widziane i na zasadzie, chcesz mieć pracę to wyczytaj między wie
          > rszami co jest oczekiwane i ludzie się do tego dostosowują, w szkole - państwow
          > ej - jest inaczej.

          no, nierzadko w "innych pracach" nie jest mile widziane, zeby prątkujący ludzie przychodzili i zarazali innych, bywa, ze z takiego powodu, jesli się da, bierze się robotę do domu. A teraz pomyśl, dlaczego nauczyciel, mający kontakt z dziesiątkami dzieciaków, jednak bierze zwolnienie, zamiast prątkowac...
        • pierwszykot Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:46
          "Dlaczego w "innych pracach" ludzie przychodzą do pracy nawet chorzy, bo zwolnienia są niemile widziane"
          No nie! Juz widzę Twoje komentarze jakby Pani przychodziła chora i zarażała Twoje dziecko. Zaraz byłby nowy wątek: "Bezczelna nauczycielka zaraża nasze dzieci". ha ha ha
        • ania_dentystka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:52
          To może ja, NIE NAUCZYCIELKA, porachuję. Zakończenie roku szkolnego 29.06 początek 1.09 czyli nie 10 a 8 tygodni. Z tego co najmniej tydzień na sprawy organizacyjne, rady pedagogiczne przed i po. Zostaje 7 tygodni. 2 tygodnie przerwy międzysemestralnej, 1 tydzień na Boże Narodzenie i 3 dni na Wielkanoc. Oznacza to 10 i pół tygodnia- czyli jakieś 50-53 dni. Czy to aż ttak dużo? To max 24-27 dni więcej niż zatrudniony na etacie pracownik. Nauczyciel nie ma możliwości wzięcia urlopu w listopadzie, trudno mu wziąć dzień wolny "na żądanie". Jak liczymy to uczciwie.
          • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 15:24
            ania_dentystka napisała:

            > Oznacza to
            > 10 i pół tygodnia- czyli jakieś 50-53 dni. Czy to aż ttak dużo? To max 24-27
            > dni więcej niż zatrudniony na etacie pracownik. Nauczyciel nie ma możliwości w
            > zięcia urlopu w listopadzie, trudno mu wziąć dzień wolny "na żądanie". Jak licz
            > ymy to uczciwie.

            dodaj Aniu, że to łącznie z sobotami i niedzielami, więc jeszcze je odejmij z tych 7 tygodni w wakacje i 2 tygodni ferii.
          • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 20:35
            No, zaledwie 2 razy wiecej.
            • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 21:02
              jakie zaledwie 2x więcej? 56 dni urlopu to jest łącznie z sobotami i niedzielami ciągiem, tak liczą nauczycielom urlop. A wg Kodeksu Pracy 26 dni z pominięciem sobót i niedziel wiec oblicz sobie to dokładnie i niestety nie wychodzi nijak 2x więcej
              • bbkk Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 21:08
                ale oprócz urlopu są inne dni wolne np.2 maja albo w tym roku 8 czerwca
                • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 21:11
                  bbkk napisała:

                  > ale oprócz urlopu są inne dni wolne np.2 maja albo w tym roku 8 czerwca

                  to zależy od szkoły, nie jest to regułą i nie są to dni wolne dane przez MEN, i zawsze dostaję info ze szkoły mojego syna, czy dziecko przyjdzie do szkoły czy nie. I z tego, co wiem, dzieci rodziców pracujących w tych dniach są w szkole i pilnują je nauczyciele, a nie te panie kadrowe, co to taką odpowiedzialną pracę w szkole mają.
          • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 00:02
            ania_dentystka napisała:

            > To może ja, NIE NAUCZYCIELKA, porachuję. Zakończenie roku szkolnego 29.06 począ
            > tek 1.09 czyli nie 10 a 8 tygodni.

            Jednak nie 8, a 9. Ja też nie nauczycielka.

            > Z tego co najmniej tydzień na sprawy organizacyjne, rady pedagogiczne przed i po. Zostaje 7 tygodni.

            Zostaje 8.

            > 2 tygodnie przerwy międzysemestralnej, 1 tydzień na Boże Narodzenie i 3 dni na Wielkanoc.
            > Oznacza to 10 i pół tygodnia-

            11 i pół

            > Czy to aż ttak dużo? To max 24-27 dni więcej niż zatrudniony na etacie pracownik.

            No, jednak nie, to 58 dni, czyli o 32 więcej niż maksymalny wymiar pracownika zatrudnionego na etacie gdzie indziej.

            > Nauczyciel nie ma możliwości wzięcia urlopu w listopadzie,

            To akurat jedyna prawda.

            > trudno mu wziąć dzień wolny "na żądanie".

            Jak każdemu

            > Jak liczymy to uczciwie.

            No właśnie. A tu nigdzie nie dodano jeszcze wolnego dnia z okazji święta edukacji, wolnego przed lub po 1 listopada i 11 listopada, przed lub po 6 stycznia, wolnego przed i/lub po 1 i 3 maja, po święcie Bożego Ciała, a to dodatkowo więcej niż tydzień.

            I niech mi nie piszą nauczycielki, że to odpracowują, bo organizacja roku szkolnego jest taka, że dyrektorzy mogą (i korzystają z tego) dać te dni wolne bez odpracowywania. W liceach to aż 10 dni jest do dyspozycji dyrektora.
            • yoka1 jolunia 19.06.12, 07:31
              aby zakończyć twe wywody, nauczyciele 100% płatnego urlopu mają 56 dni na rok szkolny liczony od 1 września do 31 sierpnia kolejngo roku kalnedarzowego, reszta tych dni, co wyjdą wolne ponad to, to średnia wylicozna jakoś tam
            • ania_dentystka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 16:20
              W tym roku w lipcu i sierpniu są 44 dni robocze. Jeśli odejmie się co najmniej 5 ( a bywa, że więcej) na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego to jest juz max 39 dni. Dni, których nie możesz łączyć z innymi wolnymi.
              2 tygodnie czyli 10 dni roboczych w czasie przerwy między semesrtalnej, 3 dni robocze na Wielkanoc, i róznie na Boże Narodzenie- bywa, że 4-5 dni roboczych czasem więcej o 1 czasem mniej. "Mosty" i długie weekendy zdarzają się w wielu firmach, ale niekoniecznie w szkołach.
              Czyli wychodzi pięćdziesiąt kilka dni roboczych.
              Urlop "na żądanie" w każdym innym zawodzie jest dużo łatwiej otrzymać.
              Nie są to jakieś kokosy.
              • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 17:00
                ania_dentystka napisała:

                > Urlop "na żądanie" w każdym innym zawodzie jest dużo łatwiej otrzymać.

                nauczyciele nie mają ani jednego dnia na żądanie, to jet Kodeks Pracy, a tu Karta Naucz.
    • asia_i_p Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:29
      A ja cię kochana rozumiem. A na uczelniach wyższych jeszcze gorzej - wyobrażasz sobie, że promotor mojej matki po prostu wziął i umarł?! W ŚRODKU PRZYGOTOWYWANIA PRZEZ NIĄ PRACY MAGISTERSKIEJ! Przyznaj, że śmierć ojca to przy tym pikuś.
      No bo ja rozumiem, umrzeć każdy musi, ale nie mógł poczekać? Dopasować jakoś terminu, żeby tych studentów tak nie zostawiać? Albo, jak wiedział, że kiedyś przecież umrze, wybrać sobie inny zawód?
      • iuscogens Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:45
        sia_i_p napisała:

        > A ja cię kochana rozumiem. A na uczelniach wyższych jeszcze gorzej - wyobrażasz
        > sobie, że promotor mojej matki po prostu wziął i umarł?! W ŚRODKU PRZYGOTOWYWA
        > NIA PRZEZ NIĄ PRACY MAGISTERSKIEJ!

        bezczelny po prostu!
        • asia_i_p Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:58
          Prawda?
          Mama chciała startować z tym do komisji etyki na wydziale, to jej odpowiedzieli, że go nie mogą ukarać, bo nie żyje. Nie ma to jak mieć znajomości, wszystko to jedna klika. Pewnie nieraz wino pił z rektorem.
      • truscaveczka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:29
        My musieliśmy powtarzać rok przedmiotu, bo wykładowca nie prowadził dokumentacji a zmarł 2 tygodnie przed zaliczeniem, bezczelny!
    • madziaaaa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 13:59
      dlaczego w innych zawodach chorzy ludzie chodzą do pracy a n-le nie? A np. może dlatego, że chora osoba po prostu zaraża????? Już widzę, jaka byłabyś szczęśliwa, gdyby n-lka Twojego dziecka przychodziła zasmarkana i kaszląca do pracy.
      Ja pracuję w placówce niepublicznej, mam urlopu dokładnie tyle samo, ile Ty- 26 dni.
      Gdy umierała moja ukochana Mamunia brałam zwolnienie na opiekę i naprawdę miałam w nosie, co się dzieje w pracy, chciałam ten ostatni miesiąc jej życia spędzić z nią. Wiedziałam, że dzieci z mojej grupy zostawiłam pod dobrą opieką, miały zastępstwo. I na pewno wolały być wtedy z panią, która nie popłakuje po kątach i czeka aż zadzwoni telefon, że stało się najgorsze.
      Tyle mam Ci do powiedzenia.
      Jesteś okropnym samolubem
      • lenawawa Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:31
        Nauczyciele są różni.
        Zgadzam się -są tacy,którzy na byle co biorą zwolnienia,koleżeńskie zastępstwa.....
        Są tacy,którzy myślą o swoich uczniach,po zwolnieniu biorą zastępstwa w swojej klasie żeby nadgonić materiał.
        Nauczyciel jest do dyspozycji dyrekcji tydzień po zakończeniu roku i tydzień przed rozpoczęciem roku.
        U nas początek lipca to rekrutacja w której nauczyciele są rozpisani na dyżury od 9 do 17 tej.
        Tydzień przed rady,rady....


        • chomiczkami Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:08
          Ja miałam w szkole średniej panią nauczycielkę, co rekwirowała godziny mniej przydatnym przedmiotom niż jej (chemia -> osoby zdające maturę z chemii np. nie chodziły na religię -> "przy tylu godzinach religii powinniście zdawaj z niej maturę, ale skoro wybraliście chemię, to ja porozmawiam z księdzem i..."). Zabierała też: lekcje wychowawcze, rekolekcje, środowe ranki itd.

          Nie, nie byliśmy wdzięczni za sześć lekcji chemii pod rząd wink.

          Kilkanaście osób z klasy jest na kierunkach medycznych.
    • zebra12 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:28
      Są różni nauczyciela, tak jak są różni lekarze, sędziowie i policjanci. Ja np bardzo rzadko bywam na zwolnieniu - może wychodzi to ze 2 tygodnie w ciągu roku szkolnego. W ferie mamy zajęcia, a do 8 lipca rady, podsumowanie, egzaminy i inne atrakcje. Od 15 sierpnia tworzymy nowe plany. Poza tym nie wiem czemu liczysz urlopy nauczycieli z weekendami. Czy sobie też tak liczysz???
      Otóż wakacje mają przeciętnie 8 tygodni, odjąć dwa lub trzy na pracę w szkole bez działań dydaktycznych.
    • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:35
      Wiecie co, rozumiem oburzenie forumowiczek-nauczycielek, bo każdy broni swojej sytuacji jak może, zwłaszcza jeśli jest mu w niej dobrze i komfortowo. Ale prawda jest taka, że chodzicie z dzieckiem do specjalisty przed południem, bo po prostu możecie sobie na to pozwolić i nikt Was za to nie wezwie na dywanik ani nie zwolni. W banku czy innej korporacji gdzie są twarde zasady, laski nawet nie pomyślą, żeby zwolnić się po raz n-ty w miesiącu z powodu wizyty z dzieckiem u specjalisty lub choroby rodzica. I jakoś sobie radzą z tym, skoro muszą. Może chodzą prywatnie, może znajdują specjalistę w innej przychodni, który przyjmuje po 17 (w Waszym przypadku po 14-15, prawda?), a może posyłają babcię. Jak się musi, to wyjście się znajdzie, ale jak się nie musi, to faktycznie się nie szuka, bo po co? Nie mówię, że to dobrze, mówię jak jest. Rodzice Waszych uczniów frustrują się może dlatego, że sami jako pracownicy są w takiej właśnie sytuacji, więc może dziwi ich z lekka, że od Was nie mogą oczekiwać tego samego.
      • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:51
        > W banku czy innej korporacji gdzie są twarde zasady, laski nawet nie
        > pomyślą, żeby zwolnić się po raz n-ty w miesiącu z powodu wizyty z dzieckiem u
        > specjalisty lub choroby rodzica.

        albo nawet w butiku pani Ziuty, żeby nie było, ze korporacje nie są dla normalnych ludzi.

        Tak jest teraz praktycznie wszędzie, nawet w budżetówce (ministerstwa, urzędy i inne tego typu, wiem od rodziny). Taki lajf.

        Tylko nie w szkołach, oczywiście.
      • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:52
        W banku czy innej korporacji gdzie są twarde zasady, laski nawet nie
        > pomyślą, żeby zwolnić się po raz n-ty w miesiącu z powodu wizyty z dzieckiem u
        > specjalisty lub choroby rodzica.

        To może zacząć myśleć o zmianie pracy albo o zbuntowaniu się przeciw takiemu korporacyjnemu trzęsidupstwu, zamiast szukać satysfakcji poprzez udupianie tych, co mają lepiej?
        • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:59
          kawka74 napisała:

          > To może zacząć myśleć o zmianie pracy albo o zbuntowaniu się przeciw takiemu ko
          > rporacyjnemu trzęsidupstwu, zamiast szukać satysfakcji poprzez udupianie tych,
          > co mają lepiej?

          To do mnie, więc odpowiadam: pracuję w domu na um. o dzieło i zlecenia (tłumacz/redatkor). Może jak mi ostatnie dziecko pójdzie do przedszkola, pójdę na etat. A może nie, jeszcze zobaczę. Pocieszenie dla Ciebie: emerytura mi się nie będzie należała, choć pracuję od rana do nocy i w weekendy też smile
          • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:15
            > To do mnie,

            Jeśli "W banku czy innej korporacji gdzie są twarde zasady, laski nawet nie pomyślą, żeby zwolnić się po raz n-ty w miesiącu z powodu wizyty z dzieckiem u specjalisty lub choroby rodzica. I jakoś sobie radzą z tym, skoro muszą." to Ty, to tak, do Ciebie. ;p

            Pocieszenie dla Ciebie: emerytura mi się nie będz
            > ie należała,

            Pocieszenie? A co miałoby mnie cieszyć w tym, że emerytura nie będzie Ci się należała?
            • owianka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:25
              No coś wspomniałaś o tym, kto ma lepiej, kto ma najlepiej itd. Więc chciałam Cię zapewnić, że mimo że siedzę w domu cały dzień i nie mam szefa, lepiej nie mam smile Ale fakt, w braku emerytury nic wesołego nie ma…
              • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:31
                > No coś wspomniałaś o tym, kto ma lepiej, kto ma najlepiej itd.

                Na pewno nie w kontekście licytacji, bo mnie nie interesuje, czy ktoś ma ode mnie lepiej, czy gorzej. To inni chętnie zaglądają nam do gara i utyskują, że mamy, my, nauczyciele, tak bardzo, bardzo dobrze, że aż należy nam to zepsuć, żeby wszyscy mieli równo przewalone.
        • chomiczkami Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:10
          A, żeby to łatwe było... do szkoły się wkręcić jest tak paskudnie trudno!
      • dziennik-niecodziennik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:20
        > Może
        > chodzą prywatnie, może znajdują specjalistę w innej przychodni, który przyjmuje
        > po 17 (w Waszym przypadku po 14-15, prawda?), a może posyłają babcię.

        moze.
        a moze tez kogoś nie stac na prywatne leczenie? z szałową pensją nauczycielską przy chorowitym dziecku (bo rozumiem ze pojedynczej nieobecnosci sie nie czepiamy, wiec dziecko jakies superzdrowe nie jest skoro pani sie czesto zwalnia) jest to ciężkie do wykonania.
        a moze specjalista przyjmuje TYLKO w wyznaczone godziny i to w JEDEN konkretny dzień w tygodniu (zdajesz sobie sprawę ze nie cała Polska to duze miasta gdzie lekarzy specjalistów różnej maści masz do wyboru do koloru? - u nas na przykład endokrynologa nie ma wcale, diabetolog przyjmuje w jeden dzień tygodnia w konkretnych godzinach i nie ma przebacz, kto sie nie dostał musi czekac tydzień, a kardiolog z kolei przyjmuje codziennie, ale wyłącznie rano?...)
        a moze ktos nie ma pod ręką babci do prowadzania dziecka?...
        taka wiesz, rzeczywistosc szara. różnie się życie plecie.
    • nowa.gocha Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 14:50
      Z uporem maniaka poruszasz ciągle ten sam temat. Jesteś agresywna i odnoszę wrażenie, że o prostu wyładowujesz się i tyle, nic za tym nie idzie.

      Nauczycielka, o której piszesz może być kombinatorką, może też nią wcale nie być.
      Różnie w życiu bywa - sama po 6 latach szkolnych bez jednego L4, miałam w tym roku je aż cztery i to co miesiąc się powtarzało po kilka dni ( przyczyna: zła diagnoza, spowodowana częściowo niechęcią lekarki do dawania skierowań na badania dodatkowe). Jaki miałam wpływ na to? Żaden.

      To raz.

      A dwa - zamiast pluć jadem i tracić energię na bezsensowne emanowanie agresją, co dla samej ciebie na pewno nie jest dobre, powinnaś była skoncentrować się na konkretnym działaniu i zawalczyć z dyrekcją o sensowne zastępstwa. Nie jest winą nauczyciela, że choruje on, jego dzieci itp. To jest wina dyrektora, że nie dba o odpowiednią organizację pracy, co należy do jego obowiązków.Podczas moich nieobecności - co sprawdziłam jeszcze przed chwilą w e-dzienniku dla pewności - na nieco ponad 50 godzin, których nie mogłam poprowadzić w 5 różnych klasach, tylko 5 lekcji to obejrzenie dwóch filmów ( i tak chciałam je obejrzeć tyle,że po zakończeniu pracy z podręcznikiem) i 2 lekcje - zabawa na boisku. W mojej szkole to jest norma. Lekcje "luźne" odbywają się absolutnie wyjątkowo - np. gdy ktoś nagle zachoruje, zemdleje, zasłabnie - tak jak mi się przytrafiło i trzeba czasu, żeby zorganizować coś innego.

      Moja dyrektorka jest normalna i wie, że ludzie chorują, czasem mdleją, mają dzieci, chorych rodziców. Jako dyrektor musi przewidzieć takie okoliczności - i to do niej powinnaś kierować swoje pretensje - może coś pożytecznego z tego by wyniknęło, choćby na przyszłość. A tak karmisz tylko swoją frustrację.
      • prawdziwy_ewelina22 Re: nowa.gocha 16.06.12, 15:40
        Odpowiadam na w miarę merytoryczną wypowiedź. Moja frustracja nie jest spowodowana już w tej chwili falą zwolnień w klasie mojego syna, a raczej reakcjami pań z forum powyżej.
        Natomiast, mimo dobrej woli jaką wykazujesz, chciałam ci powiedziec, że niestety twoja propozycja jest nierealistyczna, z czego sobie chyba zdajesz sprawę. Moje wystąpienie - samodzielne - do dyrekcji w sprawie zastępstw na 99% spowodowałoby tylko tyle, że odbiłoby to się na moim dziecku. Wątpię też, żeby dyrekcja nie była świadoma problemu.
        A tak a propos, skoro piszesz, że miałaś taki rok, że się często zwalniałaś, to w jaki sposób u ciebe został ten problem rozwiązany. Została oddelegowana na stałe inna pani. Bo u nas tak wprawdzie poniekąd było - była to pani z biblioteki głównie i muszę powiedzieć, że nie były to lekcje na zadawalającym poziomie z wielu powodów.
        Proszę mi tu frustracji nie wypominać także ani twierdzić, że do mnie należy problem, żę szkoła funkcjonuje nie tak jak trzeba i że dopiero ja powinnam pójśc do dyrekcji - ja - to jest mój obowiązek.

        Prawda - jaka wynika też z lektury tego postu - jest taka, że szkoła państwowa (bo wątpię, żeby w prywatnej takie numery przeszły) jest niezłą fuchą - taką pracą, w której można i dzieci wychować i rodzicami się zająć.
        Ja naprawdę rozumiem losowe sytuacje wbrew temu co mi się t utaj imputuje, ale każda ilość zwolnień musi mieć jakieś granice zwłaszcza w przypadku DZIECI, a nie papierów, a także jak wynika z obserwacji innych środowisk pracy - w przypadku ważnych transakcji, negocjacji itp. Dziwne, że w tamtych pracach i rodzice potrafią doskonale o siebie zadbać i dzieci jakoś mniej chorują (a nie ma tam 14 tygodni płatnego urlopu, tylko 5).
        Lektura tego wątku pełna inwektyw i jadu, a mało merytorycznych argumentów tylko mnie w moim przekonaniu utwierdza.

        I zresztą dlaczego miałoby być inaczej? każde dziecko MUSI pójść do szkoły, a prywatnych szkół jest tak mało, że nawet mając pieniądze można się nie dostać. Daje to szkole państwowej i nauczycielom w niej pracującym niejako monopolistyczną pozycję.

        Pozdrawiam,
        Rozumieją
    • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 15:52
      Jak dla mnie to nauczyciel moze sobie chorowac i caly rok.Pod warunkiem, ze szkola zapewni takie zastepstwo,ktore nie przyniesie szkody dzieciom.
      Doskonale pamietam czasy swojej edukacji i 8 klase.Koncze podstawówke, przede mna egzaminy do sredniej, a tu zonk, polonistka-wychowawczyni idzie na długomiesieczne zwolnienie.Co robi szkola? Wychowawstwo zleca wuefiscie,zadnego stalego polonisty w zastepstwie nie ma, lekcje prowadzi a to biologica a to chemiczka(oczywiscie kazda swoj przedmiot).Calą 8 klase przeszlam bez nauczania j. polskiego.Co poskutkowalo jednym- nie startowalam do ogolniaka wiedzac, jakie mam braki w zwiazku ze szkolna sytuacja.Wybralam liceum zawodowe o scisłym profilu.Co okazalo sie total pomyłka.Przebrnelam, mature zdalam i musialam ostro walczyc, czy znalezc sie na humanistycznych studiach.Udalo mi sie, co uwazam za wielki sukce,s biorac pod uwage cala sytuacje.
      Szkola podeszla do problemu po prostu niepowaznie.
      Teraz tez sie zdarza, ze dzieci nie maja pol roku np. j. angielskiego, bo anglistka zaciazyla i przysyla sie np. katechetke na zastepstwo.

      Czesto mam wrazenie, ze szkoly zatrzymaly sie w rozwoju i nie nadazaja za rzeczywistoscia.Fajnych,nieszablonowych nauczycieli z pasja jak na lekarstwo(moja córka ma szczescie miec takiego n-la geografii), a belfer zywcem wyjety z komunistycznej rzeczywistosci wciaz zywy.
      • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 16:20
        Autorko wątku nie smęć bez sensu. Skąd wiesz, że tylko nauczyciele biorą zwolnienia lekarskie? Badania przeprowadziłaś? Rozumiem, że urzędnicy nie biorą? No i nie chorują im dzieci...ani nie umierają rodzice. A jeśli nawet umierają i chorują, to oni i tak z uśmiechem na ustach biegną do pracy? Nie pleć bzdur, bo się flaki wywracają jak się to czyta.
        To, że szkoła twojego dziecka nie wystawiła zastępst za chorego nauczyciela jest winą dyrekcji, widocznie jest nieudolna i to do niej powinnaś skierować pretensje, a nie wylewać swoje żale na forum. My ci zastępstw nie załatwimy.
        A po co się składasz na prezent dla nauczyciela? I po co te prezenty?Czemu nie przekonałaś komitetu rodzicielskiego, że prezenty są wiele niewłaściwe? Co? Mowę ci tam odjęło? Bo tutaj jakoś potrafisz pogadać....
        W mojej szkole nie ma żadnych prezentow, od początku zostało to jasno postawione przez dyrekcję właśnie: nie przyjmujemy żadnych prezentow i słusznie. Ja nawet nie przyjmuję kwiatow, jeśli ktoś chce coś koniecznie kupić to proponuję zakup żarcia dla psow i potem jedziemy wszyscy razem do schroniska i to zawozimy. Nawet nie obchodzę imienin, żeby ktoś mi przypadkiem nie zarzucił, że musi mi podarować kwiaty. Nie chodzę także na studniowki, żeby mi ktoś nie zarzucił, że musi płacić za moją porcję sałatki warzywnej....
        • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 16:24
          A czy ty autorko wątku możesz wziąć urlop na przykład w listopadzie i pojść z dzieckiem na wizytę do specjalisty? (bo wredna pani w rejestracji wyznaczyła ci wizytę właśnie w listopadzie, a nie w lipcu). Możesz? A wyobraz sobie, że nauczyciel nie może...Nie i już. A niestety, nie wszyscy specjaliści dostępni są w lipcu i w sierpniu, bo biorą urlopy....
          • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 20:36
            Jak to nie moze? Moze, wezmie sobie bezplatny urlop po prostu.
            • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 07:33
              lola211 napisała:

              > Jak to nie moze? Moze, wezmie sobie bezplatny urlop po prostu.


              na to musi mieć zgodę dyrektora, który prawnie nijak nie jest zobligowany zgody dać i który rzadko udziela zgody,bo...no właśnie rodzice jazgoczą, że lekcje przepadają.
        • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 16:26
          Nie pracowalam w budzetówce,tylko w korporacji.Przez 5 lat jeden raz wzielam zwolnienia na dziecko.Zmarl ojciec-formalnosci zalatwialam po pracy , w sobote byl pogrzeb,w poniedzialek przyszlam pracowac.
          Jakos tak jest,ze jak sie nie ma gwarancji zatrudnienia i nie jest sie przyspawanym do stolka jak uprzywilejowani, to sie naprawde wolne bierze rzadko i gdy juz inaczej sie nie da.
          • hellulah Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 17:38
            Ale lola211, czy w taki razie uważasz twój rygor pracy za jedynie słuszny? naprawdę - uważasz, że tak po XIX-wiecznemu człowiek musi być przyspawany do tokarki czy uwiązany do niciarek? Serio?
            • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 18:16
              Ja wcale nie uwazam, ze to jakis nadzwyczajny rygor.Po prostu powaznie traktuje prace.Dziecko mi chorowalo czesto i gdybym miala co chwile brac L4 to bym sie chyba sama zwolnila, bo czulabym sie kiepskim pracownikiem.
              • hellulah Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 19:20
                Z twojego postu wynikało, że ty w ogóle nie brałaś zwolnień, na raz na pięć lat na dziecko, włącznie z przysługującym wszystkim ustawowo dniem wolnego na załatwienie spraw pogrzebowych w najbliższej rodzinie, czy coś pomyliłam?

                To może zdefiniuj "branie zwolnień co chwilę", bo ja się w tym trochę gubię. Skoro ty aby nie "brać zwolnień co chwilę", wzięłaś jedno raz na pięć lat oraz nie skorzystałaś z wolnego dnia związanego z pogrzebem rodzica, to czym jest to "branie zwolnień co chwilę"?

                BTW, nie wiem, jak wyrazić emotikonem irytację, ale chyba jakiś by mi się przydał (no, żartuję - ale tylko trochę). Moja mama umarła w innym mieście, formalności załatwiło rodzeństwo. Pogrzeb ustawiliśmy na dzień, w którym miałam spotkań z klientami, czyli tyle że nie pracowałam w domu, też nie skorzystałam z tego wolnego dnia, a w międzyczasie byłam na szkoleniu. Ale wybacz albo nie wybaczaj, stawiać za wzór dla przyszłych pokoleń postawę typu "ojciec mi umarł a ja nadal jestem przede wszystkim doskonałym pracownikiem" - chociaż ustawowo jest prawo wziąć dzień wolnego - to jest... nie wiadomo, straszne czy śmieszne. Rozumiem, mogłaś chcieć pracować dla samej chęci (żeby opanować rozpacz i jakoś funkcjonować), ale nie mieszaj tego do dyskusji o dobrym v. złym (bo korzystającym ze zwolnień) pracowniku! Mam nadzieję, że zrozumiale piszę, bo jestem wypompowana jak flak smile

                • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 19:29
                  Moglam skorzystac z dnia wolnego z tytułu pogrzebu,ale nie widzialam koniecznosci.Brac dla zasady- nie moja zasada.
                  Co do zwolnien-znam osoby,ktore w ciagu roku co miesiac zaliczaja absencje.Bo chore dziecko, bo za chwile ona chora.Jak nie gardlo, to kregosłup.Czesto sa to zwolnienia brane taktycznie.
                  • hellulah Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:12
                    Ok, ty nie wzięłaś bo mogłaś rozwiązać to inaczej (podobnie jak ja), ale nie każdy może albo po prostu ma siłę - czy z tego wynika, że jak ktoś weźmie, to jest złym pracownikiem? Czy ty jesteś z tego powodu (o jeden dzień pracy w twojej karierze) lepszym pracownikiem? I czy np. powinnaś stanowić przykład do naśladowania? Sorry, ale IMHO - nie, nie oraz nie.

                    Zwolnienia co miesiąc to pewnie zbyt często, ale jeśli dana osoba ma możliwość nadrobić swoje zadania inaczej, w innym terminie, nie burzy pracy zespołu czy jak tam pracujecie, a zwolnienie wystawił nie kowal, a lekarz - to w sumie, czemu się czepiać?

                    Z tymi nauczycielkami to ja nadal uważam, że wina dyrekcji. Pani nauczycielka jak chce, niech się zwalnia, skoro jest np. lekarz, fachowiec jak ktoś pisał w innym wątku, z wyższej półki, który swym autorytetem potwierdza, że powinna, tylko że dyrekcja powinna zapewnić sensowne zastępstwo, albo zamianę nauczyciela.
                    • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:30
                      Nie postuluje, by mnie nasladowac.Natomiast twierdze, ze smierc bliskich z automatu nie oznacza nieobecnosci w pracy oraz choroba dziecka takoz.A panuje poglad, ze nawet długoterminowe zwolnienie jest ok, no bo przeciez jest powod typu choroba dziecka.

                      > Zwolnienia co miesiąc to pewnie zbyt często, ale jeśli dana osoba ma możliwość
                      > nadrobić swoje zadania inaczej, w innym terminie, nie burzy pracy zespołu czy j
                      > ak tam pracujecie, a zwolnienie wystawił nie kowal, a lekarz - to w sumie, czem
                      > u się czepiać?

                      No my sie czepialismy, bo te robote musial ktos w tym czasie wykonac.Ktos, czyli my.
                      • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 06:52
                        lola211 napisała:

                        > Nie postuluje, by mnie nasladowac.Natomiast twierdze, ze smierc bliskich z a
                        > utomatu
                        nie oznacza nieobecnosci w pracy oraz choroba dziecka takoz.A panuj
                        > e poglad, ze nawet długoterminowe zwolnienie jest ok, no bo przeciez jest powod
                        > typu choroba dziecka.

                        > Nie wiem czy się śmiać czy płakać z tego co napisałaś.
                        Umiera ci najbliższy człowiek a ty nawet nie poświęcisz tej sytuacji chwili żeby tę osobę godnie pożegnać, bo nie widzisz potrzeby? bo jesteś w pracy??????
                        Choruje ci dziecko, a ty idziesz do pracy?? A gdybyś miała dziecko w szpitalu to byś je tam zostawiła samo i poszła do pracy???? Albo jesteś cyborgiem albo potworem

                        Zwolnienie z ważnego powodu to chyba nie jest jakieś przestępstwo????
                        • hellulah Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 00:04
                          Sorry że się wtrącę, ale nie wsiadaj na lolę.

                          Ona na pewno widziała potrzebę godnego pożegnania bliskiej osoby i tak dalej, tylko mogła - bo takie były okoliczności - nie brać wolnego dnia. Ja też nie musiałam brać wolnego z powodu śmierci mojej mamy (kto inny załatwił formalności a pogrzeb był w moim dniu powiedzmy wolnym tak czy siak).

                          Nie tylko nie musiałam iść do parafii i załatwiać zasiłku czy co tam trzeba było, ale nawet czekając na pogrzeb, po śmierci mamy, pojechałam na szkolenie i nawet na bankiecie byłam.

                          No można, czasami tak życie się ułoży. Ale czy to oznacza, że mam prawo z góry patrzeć na ludzi, którzy biorą należny im wolny dzień na bieganie po zakładach pogrzebowych, parafiach i ubezpieczycielach? Jakby obowiązkiem i norma było niebranie tego wolnego? Nie!
                          • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 08:31
                            hellulah napisała:


                            > Nie tylko nie musiałam iść do parafii i załatwiać zasiłku czy co tam trzeba był
                            > o, ale nawet czekając na pogrzeb, po śmierci mamy, pojechałam na szkolenie i na
                            > wet na bankiecie byłam.
                            >
                            > No można, czasami tak życie się ułoży.


                            no właśnie a czasami się tak ułoży, że musisz mieć wolne aby to załatwić, bo nikt inny nie może. Z twojej rodziny ktoś to załatwiał i może to on zamiast ciebie wziął wolne? Też go obsmarowali w pracy jak mógł?

                            A druga kwestia - to że ty poszłaś na bankiet i szkolenie po porzenie oznacza, że każdy tak może?
                            • hellulah Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 09:06
                              yoka1, ja ciebie proszę, weź ty przeczytaj posty w wątki i może nie myl mnie z lolą, ok?

                              Właśnie o tym pisałam. Ja mogłam, ona mogła, ale nikt nie musi, a nasza sytuacja jest wyjątkiem, a nie jakimś wzorem do naśladowania. I ja nie obsmarowuję nikogo, kto bierze ustawowe wolne albo zwolnienie wystawiane przez lekarza. Przeciwnie. Weź sobie yoka sprawdź posty wyżej i odtenteguj się szybkim truchtem od moi, dobrze?
                        • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 09:59
                          Wolny dzien nie byl mi potrzebny, bo pogrzeb byl w sobote, a formalnosci zajely mi raptem 2 godz., co zalatwilam po pracy.
                          Co do chorób- dziecko bywalo tez w szpitalu.Nie bralam zwolnienia, bo i po co,skoro mialo opieke.Odwiedzalam po pracy i zostawalam w szpitalu do rana, a w ciagu dnia ktos tez do dziecka przyjezdzal.Dziecko sporo mi chorowalo, tak kombinowalam, by moje zwolnienie bylo ostatecznoscia.Ojciec, babcia, niania.Powod bardzo prosty- nie wyobrazam sobie pracy,gdzie non stop przynosi sie L4.Przy najbliszej okazji taki pracownik jest do odstrzału, bo nie ma z niego pozytku.Uwazam, ze to calkowicie uzasadnione.Kilka osob z dzialu nie mialo przedłuzonych umów miedzy innymi z tego wlasnie powodu.
                          Pozwól na czeste zwolnienia, pracownika bedziesz ogladal od wielkiego dzwonu.Bo sie nalezy.
                          • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 16:22
                            lola211 napisała:

                            > Wolny dzien nie byl mi potrzebny, bo pogrzeb byl w sobote, a formalnosci zajely
                            > mi raptem 2 godz., co zalatwilam po pracy.
                            > Co do chorób- dziecko bywalo tez w szpitalu.Nie bralam zwolnienia, bo i po co,s
                            > koro mialo opieke.Odwiedzalam po pracy i zostawalam w szpitalu do rana, a w cia
                            > gu dnia ktos tez do dziecka przyjezdzal.Dziecko sporo mi chorowalo, tak kombino
                            > walam, by moje zwolnienie bylo ostatecznoscia.Ojciec, babcia, niania.Powod bard
                            > zo prosty- nie wyobrazam sobie pracy,gdzie non stop przynosi sie L4.Przy najbl
                            > iszej okazji taki pracownik jest do odstrzału, bo nie ma z niego pozytku.Uwazam
                            > , ze to calkowicie uzasadnione.Kilka osob z dzialu nie mialo przedłuzonych umów
                            > miedzy innymi z tego wlasnie powodu.
                            > Pozwól na czeste zwolnienia, pracownika bedziesz ogladal od wielkiego dzwonu.Bo
                            > sie nalezy.
                            >
                            Co to znaczy non stop przynosić zwolnienia?
                            A ojciec dziecka, ktory był przy nim w szpitalu, kiedy mamusia zdecydowała się nie brać zwolnienia nie był przypadkiem na zwolnieniu? A jak ktoś nie ma babci, niani, a ma dziecko w szpitalu to wg ciebie powinien je zostawić samo, "bo ma opiekę"?

                            A jak wydajnym byłaś pracownikiem, kiedy przychodziłaś do pracy po nieprzespanej nocy w szpitalu? Czy wykonywałaś swoją pracę jak należy, czy może przysypiałaś w kącie udając, że pracujesz? A może przez swoje zmęczenie naraziłaś w pracy zdrowie innych? O tym nie pomyślałaś?
                            • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 20:34
                              > Co to znaczy non stop przynosić zwolnienia?

                              Co miesiac lub co dwa.
                              > A ojciec dziecka, ktory był przy nim w szpitalu, kiedy mamusia zdecydowała się
                              > nie brać zwolnienia nie był przypadkiem na zwolnieniu?
                              Nie, nie byl, bo nie jest etatowcem.
                              A jak ktoś nie ma babci,
                              > niani, a ma dziecko w szpitalu to wg ciebie powinien je zostawić samo, "bo ma
                              > opiekę"?
                              Nagle wszyscy zyja na pustyni i absolutnie nie maja nikogo do pomocy.Gdzies tu bylo,ze 42 % babc opiekuje sie wnukami.A niani na ten czas mozna poszukac, ja mialam taka, co przychodzila tylko wowczas, gdy dziecko chore.
                              > A jak wydajnym byłaś pracownikiem, kiedy przychodziłaś do pracy po nieprzespane
                              > j nocy w szpitalu?
                              Jakiej nieprzespanej? Spalam w szpitalu do rana.Potem do domu-prysznic przebranie i do roboty.
        • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 00:20
          kryptopiryna napisała:

          > To, że szkoła twojego dziecka nie wystawiła zastępst za chorego nauczyciela jes
          > t winą dyrekcji, widocznie jest nieudolna i to do niej powinnaś skierować prete
          > nsje, a nie wylewać swoje żale na forum. My ci zastępstw nie załatwimy.

          Och, pani nauczycielko wspaniała, aż żałuję, że moje dziecko do tego świetnie zorganizowanego liceum, w którym pani uczy (wnioskuje z niechodzenia na studniówki) nie uczęszczało. W jego zwykłej, nieudolnie zarządzanej szkole było tak (to dane z ostatniego roku), że albo się zwalniało klasę z lekcji (pierwszej lub ostatniej) albo na zastępstwo na chemie przychodziła pani od wiedzy o kulturze (bo miała okienko), na angielski pan od PO, na biologię fizyczka albo polonistka, na fizykę katecheta albo wuefista, na polski chemiczka, germanistka i bibliotekarka. Na matematykę - polonistka, chemiczka i historyk, ale przynajmniej matematyczka swoje godziny "odbierała" łapiąc możliwe zastępstwa.
          • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 07:36
            jolunia01 napisała:
            W jego zwykłej, nieudolnie zarządzanej szkole było tak (to
            > dane z ostatniego roku), że albo się zwalniało klasę z lekcji (pierwszej lub o
            > statniej) albo na zastępstwo na chemie przychodziła pani od wiedzy o kulturze (
            > bo miała okienko), na angielski pan od PO, na biologię fizyczka albo polonistka
            > , na fizykę katecheta albo wuefista, na polski chemiczka, germanistka i bibliot
            > ekarka. Na matematykę - polonistka, chemiczka i historyk, ale przynajmniej mate
            > matyczka swoje godziny "odbierała" łapiąc możliwe zastępstwa.


            no i w przypadku podporządkownia nauczycieli pod Kodeks będzie to samo tylko w jeszcze gorszej wersji, bo pani od polskiego weźmie sobie urlop w dowolnym czasie pod rząd 2 tygodnie, a na lekcje będą właśnie wtedy przychodzić pani od WOSu, WOKu, WFu i po kolei wg tego, kto ma okienkosmile
            Życzę powodzenia!
            Ale przynajmniej dacie spokój, bo wakacji wolnych nauczyciele nie będą mieli, a o to widzę głównie chodzi w każdym wątku o szkole, a nie o rzekomo dobro waszych dzieci
    • kai_30 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 16:56
      Rany, zawsze wiedziałam, że mój ojciec był bardzo przyzwoitym człowiekiem, ale dopiero teraz widzę, że nie zdawałam sobie jednakowoż sprawy ze skali jego przyzwoitości - jak w lipcu potwierdzono, że odczuwane przez niego nieprzyjemne objawy to rak przełyku, to wziął i się do połowy września wyrobił z umieraniem. Nie musiałam na długie zwolnienia znikać i nie wyszło na jaw, że - skandal! - bardziej kochałam ojca od pracy.

      W przeciwieństwie do mojego Taty, ty przyzwoitym człowiekiem nie jesteś. Masa osób już tłumaczyła, że pretensje do dyrekcji szkoły, a nie do nauczycielki, a ty swoje. I 14 tygodni ci ością w gardle stoi. Tfu.

      PS. Brak wielkiej litery w zaimkach zamierzony.
      • kkokos Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:48
        kai_30 napisała:

        > PS. Brak wielkiej litery w zaimkach zamierzony.

        każdemu niedouczonemu wydaje się, że jest obowiązek pisania zaimków wielką literą i że bez niej to obraza. niech zgadnę, też jesteś nauczycielką?
        • kai_30 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 10:06
          kkokos napisała:

          > kai_30 napisała:
          >
          > > PS. Brak wielkiej litery w zaimkach zamierzony.
          >
          > każdemu niedouczonemu wydaje się, że jest obowiązek pisania zaimków wielką lite
          > rą i że bez niej to obraza. niech zgadnę, też jesteś nauczycielką?

          Skup się: brak wielkiej litery w zaimkach 2 os. nie musi, ale może oznaczać brak szacunku dla adresata wypowiedzi. I w tym przypadku tak właśnie jest - post scriptum dodane, aby nie było co do tego wątpliwości. Nie musisz dziękować za douczenie tongue_out
    • jojecznik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 18:54
      W tej kwestii tylko dwie sprawy:
      a) Bardzo chętnie będę pracować po 8 godzin dziennie, ale wszystkie obowiązki wykonuję li i jedynie od 7.30 do 15.30, więc - żadnych wywiadówek po tej godzinie, żadnych imprez, wycieczek, konkursów itd. I proszę do mnie nie wydzwaniać w weekendy, ani nie zaczepiać w sklepach/ knajpkach/ na ulicy w sprawie dziecka. NIE JESTEM JUŻ W PRACY! (Pracy - bo to nie jest żadna misja czy pomoc społeczna i zamiast "powołania" wystarczy dobre wykształcenie i uczciwość).
      b) Jeśli zawód nauczyciela to same orzeszki, miody i pachnidła - to trzeba było samej nauczycielem zostać!
      • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 19:19
        To daloby sie zrobic.
        Z tego co widze, wywiadówki sa zbedne.Jest dziennik elektroniczny, rodzic moze zaznajamiac sie na biezaco z ocenami,ewentualne uwagi mozna wyslac na mail, a jak jest jakas sprawa do wyjasnienia to sa konsultacje- w godz pracy nauczyciela.Nic wiecej na wywiadówkach sie nie dowiem.
        • truscaveczka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:53
          Lolaaaa, zacznij jakiś ruch przeciwko wywiadówkom, cooo?
          Popołudniowe obowiązki nauczycieli to jeszcze: szkolenia (moja była dyrekcja kochała nas dokształcać, co miesiąc jakieś szkolenie było, zwykle minimum 3-4 popołudnia), rady (poza klasyfikacyjną i plenarną są jeszcze szkoleniowe, organizacyjne itd.), dni matki, babci itp., koła zainteresowań (niektórzy robią to za free). W moim wypadku była to także obsługa jako tłumaczki - gdy przyjeżdżały zagraniczne delegacje (często całonocna balanga, całodzienne wyjazdy). Plus opieka nad dojeżdżającymi uczniami w pksach. Plus prowadzenie kroniki. Plus zarządzanie międzynarodowym projektem (stąd i te delegacje). Plus zakichane jajeczka, opłatki i inne takie. Plus, mimo że jestem ateistką, opieka nad dziećmi w kościele na rekolekcjach. Plus prowadzenie dokumentacji szkolnej w formie pisanej i elektronicznej (tylko po lekcjach, bo kompy tylko w sali informatycznej, albo rozklekotany gruchot z windows 3.11 - ale na nim edzienniki nie szły). Plus protokołowanie rad pedagogicznych (protokoły musiały być kaligraficznie, odręcznie wpisane do Księgi Protokołów). I tak w nieskończoność. Testy przygotowywałam samodzielnie, drukowałam na swojej drukarce, dobrze, że xero było tongue_out

          A na zwolnienia chodziłam na siebie, bo łapałam od dzieci każdą infekcję i traciłam głos - na 4-5 dni. A bez głosu nijak pracować głosem. Zastępowały mnie koleżanki z zespołu przedmiotowego. I szło. Tylko że szkoła była świetnie zarządzana.
          • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 23:45
            Szczerze ci powiem, ze dla czlowieka, ktory pracowal na etacie kilka lat oraz prowadzi wlasna DG ten zakres obowiazow nauczycielskich to kaszka z mleczkiem.Praca po popludniu? Normalka.Szkolenia? Normalka.Sprawozdania? Normalka.
            No nie ma tu nic, co bym uwazala za nadzwyczajne obciazenie osoby pracujacej.

            A co do wywiadowek- no ja naprawde nie widze sensu bywania na nich, od kiedy w nich zmuszona jestem uczestniczyc.O dziecku nie dowiem sie nic.Kartka z ocenami, jakies pierdoly organizacyjne i do domu.
            • dziennik-niecodziennik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 00:00
              > Szczerze ci powiem, ze dla czlowieka, ktory pracowal na etacie kilka lat oraz p
              > rowadzi wlasna DG ten zakres obowiazow nauczycielskich to kaszka z mleczkiem.Pr
              > aca po popludniu? Normalka.Szkolenia? Normalka.Sprawozdania? Normalka.
              > No nie ma tu nic, co bym uwazala za nadzwyczajne obciazenie osoby pracujacej.

              po pierwsze - etat plus własna DG to nie to samo co sam etat, po drugie - raczej zarabialas ciut więcej niż nauczycielka z porównywalnym do Twojego doświadczeniem?...

              > A co do wywiadowek- no ja naprawde nie widze sensu bywania na nich, od kiedy w
              > nich zmuszona jestem uczestniczyc.O dziecku nie dowiem sie nic.Kartka z ocenami
              > , jakies pierdoly organizacyjne i do domu.

              ale czy to ze TOBIE wywiadówki wydają sie bezsensowne oznacza ze nauczyciel juz nie musi ich organizowac?... sa inne dzieci, moze mają większe problemy szkolne niz Twoje, moze taka wywiadówka to jest jedyna okazja do kontaktu z rodzicem?...
              • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 00:08
                Etat, a potem DG, nie rownoczesnie.

                po drugie - racze
                > j zarabialas ciut więcej niż nauczycielka z porównywalnym do Twojego doświadcze
                > niem?...

                No niekoniecznie. A juz DG to normalne, ze przez kilka m-cy tylko ponosisz koszty, nic nie zarabiasz.A czy wypali, to wielka niewiadoma.
      • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 07:02
        JOJECZNIK, zgadzam się w stu procentach. Chcę pracować od 7 do 15, a potem żadnych zebrań z rodzicami, żadnych szkoleń wieczorami i w weekendy, żadnych wycieczek, chyba że do 15. A jak jakiś rodzic będzie miał problem to niech się zwalnia z roboty i łapie mnie w szkole do tej godziny 15. Brawo! No i oczywiście żadnych wakacji i ferii. Urlop tak jak wszyscy, ale wtedy kiedy ja chcę a nie kiedy uczniowie mają wolne. Będę sobie brała urlop w maju i i we wrześniu kiedy ceny są jeszcze przyzwoite a nie przymusowy beznadziejny lipiec i połowa sierpnia. I będę miała w nosie zastępstwa...wszak urlop będzie mi się należał jak i wszystkim porządnym obywatelom, ktorzy nie lenią się tak jak nauczyciele.
        • jojecznik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:40
          O! Jak mi brakuje Bieszczad po sezonie... Też mogę siedzieć w wakacje!
    • ania_dentystka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 20:54
      Nie jestem nauczycielką. Jestem matką. Moje dziecko też chodziło do szkoły i nauczycielka "spieprzyła" mu ( z lenistwa, niekompetencji- nieważne) trzy lata edukacji. I ja też odwalałam za nią robotę, ale......trafilismy do innej szkoły, w której nie wiedziałam co to jest dopilnowywanie dziecka przy odrabianiu lekcji. W której uczono, zachęcano, w której nauczyciel był mistrzem. Wniosek- nauczyciele są rózni, tak samo jak przedstawiciele wszystkich zawodów.
      Zwolnienia lekarskie irytują- gdy trzeba nieobecnego zastępować, gdy przez chorego nie można czegoś załatwić. To zrozumiałe. Irytują tak samo w szkole jak i urzędzie.
      Żal mi każdego komu umiera ktoś bliski i w przypadku nieobecności nauczycielki w tej sytuacji wykazałabym daleko idącą tolerancję.
      • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 16.06.12, 23:49
        W normalnie funkcjonujacych firmach niemoty nie dajace rady sie po prostu zwalnia.A nie chroni jakimis specjalnymi przepisami.
        • truscaveczka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 07:15
          I tu jest pies pogrzebany. Że znajome dyrektorki mogą być dowolnymi idiotkami, ale z pracy nie lecą. Że przepisy uniemożliwiają zwolnienie idioty. Gdyby uwolnił się rynek pracy nauczycieli, mogłoby się wiele zmienić, i to raczej na lepsze.
        • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 16:24
          lola211 napisała:

          > W normalnie funkcjonujacych firmach niemoty nie dajace rady sie po prostu zwal
          > nia.A nie chroni jakimis specjalnymi przepisami.
          A jakimi to przepisami wg ciebie chroni się nauczyciela?
          Bo ja nie wiem, to może mnie oświecisz?
          • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 20:37
            Moze np taka karta nauczyciela?
            • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 21:00
              ale jak niby karta chroni?
              moja koleżanka mianowana dostała wypowiedzenie, a kontraktowa została i jakoś karta jej nie chroniła, to samo kiedys koleżanka dyplomowana nie dostała kolejnej umowy a dostał ją stażysta, pomijam fakt,że wg owej karty ona jako dyplomowana powinna miec umowe na stałe a nie na rok.
              Wiec g...chroni, dyrektorzy robią sobie co chcą i to oni chronią swoje koleżanki i kolegów przed zwolnieniem mydląc w ten sposób oczy rodzicom, młodzi nauczyciele owymi kolegami dyrektorów raczej nie są, więc już masz odpoiwiedź.
              • kryptopiryna Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 07:38
                Dokładnie tak. Karta Nauczyciela jest demonizowana.
                A generalnie nic nikogo nie chroni. Zasady zatrudniania i zwalniania są takie same jak wszędzie. Ja jestem nauczycielem mianowanym i zostałam zwolniona, na moim miejscu pracuje nauczyciel kontraktowy, bo jest tańszy. Byłam u prawnika, ktory powiedział mi, że dyrektor może sobie zatrudniać i zwalniać kogo chce (prawnik w ZNP).
                • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 08:25
                  kryptopiryna napisała:

                  > Dokładnie tak. Karta Nauczyciela jest demonizowana.
                  > A generalnie nic nikogo nie chroni. Zasady zatrudniania i zwalniania są takie s
                  > ame jak wszędzie. Ja jestem nauczycielem mianowanym i zostałam zwolniona, na mo
                  > im miejscu pracuje nauczyciel kontraktowy, bo jest tańszy. Byłam u prawnika, kt
                  > ory powiedział mi, że dyrektor może sobie zatrudniać i zwalniać kogo chce (praw
                  > nik w ZNP).

                  to samo usłyszała moja koleżanka mianowana tylko że w Organie Prowadzącym
              • lola211 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 07:39
                Jasne.Tylko dlaczego tak walcza o niezniesienie tej karty, co?
                • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 08:31
                  lola211 napisała:

                  > Jasne.Tylko dlaczego tak walcza o niezniesienie tej karty, co?
                  >

                  ale kto walczy? Te stare pierniki w TV?

                  Słuchaj jakby zrobić rzetelny sondaż wśród nauczycieli zapewniam Cię, że zdecydowana większość nie miałaby nic przeciw jej zniesieniu.

                  Czytałaś tę Kartę?
                  Naprawdę ona niewiele daje.
                  Teraz szkoła to folwark pański dyrektotra i jak masz układ to pracujesz, czy jesteś świetna czy kiepska, a ja nie masz układu, to nie masz roboty, albo dostajesz umowę na rok, i nieważne że Karta mówi co innego. A jak masz umowę na rok, to nie masz żadnego prawa do zdrowotnego i innych "atrakcji".

                  To, co większość osób niepracujących w szkole tu pisze, to wyobrażenie bazowane na szkole z lat 80-90ych i nauczycielach wówczas pracujących, którzy de facto siedzą już dawno na emeryturach.

                  Znosząc KN trzeba by ustalać wszystko od nowa, czyli jak zatrudniać, jak różnicować zarobki i takie tam i zwyczajnie nikt tam w MEN czy ZNP czy innym pierdniku tak naprawdę nie ma na to pomysłu, wiec tylko powtarzają o tym zniesieniu już dobrych 10 lat.
      • olena.s No przepraszam 17.06.12, 21:41
        Pełne współczucie i zrozumienie to ja mogę mieć do nauczycielki, która traci najbliższą osobę.
        Ale na pewno nie do systemu - dyrekcji szkoły - która nie widzi problemu w ciągłych nieobecnościach i byle jakich zastępstwach.
        • ania_dentystka Re: No przepraszam 17.06.12, 22:33
          Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, gdy ojciec/matka nauczycielki np. matematyki ma nowotwór. Stwierdzono go w październiku. Jest ok. Nauczycielka raz w miesiącu zwalnia się, żeby zawieść go/ją do onkologa. Jest problem? Jesli tak to minimalny. Ale rak postępuje. W grudniu jest już gorzej- zaczyna się chemioterapia. Nauczycielka zwalnia się początkowo raz w tygodniu potem ( po świętach) częściej. Ojciec/matka może w każdej chwili umrzeć, ale córka pracuje. Nie ma możliwości wzięcia urlopu wypoczynkowego, bo ten przypada w określonym czasie. Co ma zrobić? Rzucić pracę? Bierze zwolnienia lekarskie na opiekę a potem na siebie. Tak jak 99% przedstawicieli innych zawodów. Co ma zrobić dyrektor? Wziąć kogoś na zastępstwo? Jak? Co drugi dzień? Na 2 tygodnie? Wyrzucić nauczycielkę z pracy ( na podstawie czego- formalnie ma zwolnienie)? Nie wiadomo jak długo potrwa choroba. Tydzień, dwa, miesiąc???? Nauczycielka stara się pracować, ale sytuacja rodzinna wymaga jej obecności. W lutym po feriach rodzic umiera. Nauczycielka jest w stanie adekwatnym do sytuacji, ale dość szybko wraca do pracy. W sumie pracowała w kratkę 4,5 miesiąca w tym 1 miesiąc przerwy( ferie, Boże Narodzenie).
          Oczywiście dyrektor powinien organizować sensowne zastępstwa, ale nie zawsze inny matematyk jest pod ręką. Nie wiadomo jak długo matematyczka będzie nieobecna, ponadto przychodzi do szkoły np. co drugi dzień i jakieś lekcje się odbywają.
          Sytuacja z ludzkiego punktu widzenia jest praktycznie nie do rozwiązania. Wiem, cierpią uczniowie. Wiem, bo moje dziecko też było ofiarą nieobecnej nauczycielki, wiem, że rodziców w tej sytuacji krew zalewa ( mnie zalewała również), ale sami też mamy bliskich.
          • olena.s Re: No przepraszam 17.06.12, 22:55
            Ależ co ty opowiadasz.......
            Moja szkoła załatwia sprawę na dwa takty:
            1. Przyjmując do pracy personel pomocniczy (biblioteka, etc) jeżeli może wybrać kwalifikowanego nauczyciela który w razie czego może fachowo zastąpić kolegę - to to właśnie robi.
            2. Ma nawiniętych spełniających fachowe kryteria niezatrudnionych nauczycieli (podobno w szkole trudno pracę znaleźć, to założę się, że i u nas tacy są), i w razie nieobecności nauczyciela prowadzącego może ich wynająć. Im tez się opłaca, bo coś sobie zarobią plus wyrabiają sobie opinię, zwiększając szansę zatrudnienia w przyszłości.
            W efekcie poza sytuacjami naprawdę nieprzewidywalnymi i nagłymi (choroba wybuchająca w środku nocy) szkoła jest w stanie zapewnić uczniom zastępstwo trzymające się kupy.
            W opisanym przez ciebie scenariuszu nawalają wszyscy - kosztem uczniów, (tu wybaczcie - ale dla mnie to wstyd, żeby wśród rodziców-odbiorców usług panowało przekonanie, że zgłoszenie się do szkoły z krytyką zaowocuje zemstą wywartą na dziecku. Wstyd dla pracowników szkół). Nauczycielka nawaliła, bo powinna uprzedzić dyrekcję o chorobie w rodzinie, planowanej chemoterapii i konieczności zajęcia się rodzicem. Dyrekcja, bo zachowuje dyskwalifikującą bierność wobec nasilających się nieobecności.
            • ania_dentystka Re: No przepraszam 17.06.12, 23:18
              Załóżmy, że bibliotekarz jest anglistą/historykiem/geografem a zachoruje matematyk czy chemik to co wtedy? Przyśpieszony kurs chemii przez geografa? czy dodatkowe lekcje geografii a matematyka i tak leży......
              Są rzeczy, których się nie przewidzi. Nauczyciel nawet jeśli poinformuje o planowanej chemioterapii to nie wie czy będzie to za tydzień czy dwa, czy chory będzie znosił ja dobrze czy nie, czy zostanie w szpitalu 2 dni czy 2 tygodnie. Czy i w jakim zakresie będzie potrzebna opieka. I jak długo.
              • olena.s Re: No przepraszam 17.06.12, 23:41
                I dlatego szkoła ma plan b pod postacią poolu osób gotowych do przyjęcia zastępstwa. (Co nie wydaje mi się nie do zorganizowania wobec narastającego bezrobocia nauczycieli....) Nie wiem, ile ich mają, ale wystarcza - więc pewnie więcej niż jednego speca od science, więcej niż jednego z klas II czy III. I nauczyciel może się w ważnych sprawach zwolnic, a uczniowie na tym nie cierpią. Proste. Skuteczne. Humanitarne. Ucinające konflikty w zarodku.
                • paniusiapobuleczki Re: No przepraszam 18.06.12, 07:16
                  Ale u nas nie ma puli nauczycieli zastępujących, o czym pisałam w innym wątku. Nie jest to wina konkretnej szkoły, do tego potrzebne są rozwiązania systemowe.
                  • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 07:34
                    Aha, pamiętam. Ale:
                    1) skoro są zwalniani nauczyciele z powodu zamykania szkół to na rynku pojawiają się osoby w pełni uprawnione do nauczania, wręcz z referencjami od dyrekcji i badaniami lekarskimi nie? Że nie wspomnę o studentach szykujących się do zawodu na uczelniach w wielkich miastach..
                    2) dana szkoła (lub grupa pobliskich szkół) ma wobec tego możliwość czy sama, czy przez ZNP lub gminę wypuścić wici, że na swoje potrzeby taką pulę tworzy
                    Możliwe zgodnie z prawem, czy niemożliwe?
                    Piszę o tym ponownie, bo w tym wątku ustawiły się dość kretyńskie fronty: nauczycielski nie dostrzega w ogóle bardzo realnego problemu rodziców, a rodzicielski lekceważy oczywiste ludzkie konieczności nauczycieli.
                    • ania_dentystka Re: No przepraszam 18.06.12, 08:02
                      Ja jestem matką, ale i realistką. Twoja propozycja jest ok jeśli w danej szkole stworzy się dyżury czyli gotowość do pracy kilku czy kilkunastu nauczycieli. Taki człowiek, jesli wszystko ma przebiegać gładko i zastępstwa 100% efektywne ma siedzieć na miejscu w szkole, wiedzieć co w IIa jest aktualnie przerabiane z matematyki przez nauczycielkę I , co robi i jakimi metodami pracuje w VI c nauczycielka II. I teraz jak nauczycielki I dziecko dostanie w nocy gorączki a ta nie przyjdzie do pracy nauczyciel-zastępca bierze do ręki dziennik i idzie na 100% zastępstwo. A jak nauczycielka II dostanie biegunki można się nie martwić o program w VI c. Pytań jest kilka - co jeśli zachorują obie panie - ta z IIa i VIc? Co jeśli plan się nakłada- czyli matematyka jest w tym samym czasie w obu klasach? I kto zapłaci nauczycielowi za pełnienie dyżuru i śledzenie nauczania przez cały rok w kilku klasach? Bo za gotowość do pracy trzeba płącić. A szkół nie stać na podwójne etaty.
                      Nie jest to takie proste, chociaż jako matka bardzo bym chciała, żeby tak było.
                      • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 08:08
                        Nie piszę o gotowości do pracy.
                        Piszę o nauczycielach bez pracy, którzy jej szukają, ale aktualnie są w miarę wolni. I o studentach, którzy za chwilę będą na rynku. O nauczycielkach na macierzyńskim (tu nie jestem pewna prawa pracy) które mogą raz na jakiś czas podrzucić dziecko babci. Jeżeli masz listę z trzema matematykami, to jest spora szansa, że któryś z nich będzie mógł następnego dnia zastąpić nauczycielkę. Która wszak uzupełnia dziennik, i wiadomo, że w poniedziałek przerabiała tabliczkę mnożenia na pięć czy tam inne konkretne zagadnienie.
                        • ania_dentystka Re: No przepraszam 18.06.12, 08:19
                          Tabliczka mnożenia tak, ale matematyka nie kończy się na tym zagadnieniu. Masz 3 nauczycieli, zaczynają się telefony, organizacja życia.itd. Jeśli zastępstwa mają być w 100% wartościowe nauczyciel musi być na miejscu, znać podręcznik, metody nauczania kolegi, program, bywać na lekcjach jako obserwator, znac klasę, wiedzieć które zagadnienia są lepiej a które gorzej opanowane, co było już przerabiane a co nie- to co w dzienniku to tylko hasło. itd. Nikogo nie stać na dublety. Chyba, że.....jako rodzice za to zapłacimy. W tej chgwili szkoła może zapewnić zastępstwa takie, żeby dzieci nie pourywały sobie głów. Boleję nad tym jako matka, ale jestem realistką.
                          Jeśli masz pomysł, ale realny to go opisz. I pamiętaj, że szkoły są nie tylko w dużych miastach.
                          • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 08:34
                            Ania twoje podejście musi, musi spowodować brak rozwiązania. Wybór nie jest pomiędzy 100 procentową i 0 procentową satysfakcją, Szkoła powinna dążyć do tych 90 procent - czyli może nauczyciel nie zawsze idealny, ale program zrobiony, informacje przekazane, dzieci zaopiekowane. Naprawdę, to nie jest niemożliwe do osiągnięcia w sytuacji zamykania szkół i zwalniania nauczycieli. W większych miastach, zgoda, w małych ośrodkach trudniej.
                            • ania_dentystka Re: No przepraszam 18.06.12, 09:51
                              Olena, ja , jako matka a nie nauczycielka, powinnam stać po drugiej stronie konfliktu. Bo z powodu nieobecności nauczycieli cierpi moje dziecko, ja muszę przerabiać materiał w domu, mniej pracuję, frustruje mnie to itd. Zgoda. To wszystko jest prawdą, ale......cdn
                              • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 10:10
                                O to się mię rozchodzi, koleżanko. Tu sa dwie strony idiotycznie ustawionego konfliktu, bo obu stronom powinno zależeć na takim przestawieniu układu, żeby sensownie działał, a nie na petryfikacji przerywanej podgryzaniem sobie gardeł. Rodzice i nauczyciele w wielu sprawach mogą być sojusznikami.
                                • ania_dentystka Re: No przepraszam 18.06.12, 11:06
                                  A więc cd....... Nieobecność nauczyciela jest bardziej dostrzegalna i uciążliwa niż np. listonosza. Większość z nas nawet nie dostrzega, że list polecony przynosi inna osoba. O pełnowartościowe zastępstwo ( doręczenie listu) jest więc łatwiej.
                                  W szkole sprawa wygląda inaczej - jest jakas koncepcja realizacji programu, są nauczyciele o róznych specjalnościach, jest siatka godzin. Dyrektor musi przestrzegać kodeksu pracy, zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i to robi w pierwszej kolejności, bo w razie wypadku odpowiada karnie. A więc do klasy na matematykę idzie nauczyciel muzyki, bo ma okienko.
                                  Dyrekcja szkoły może , i moim zdaniem powinna, szukać zastępstwa ( choćby emerytowane nauczycielki danego przedmiotu) gdy etatowa nauczycielka ( albo facet nie wiem dlaczego mówimy tylko o kobietach) leży w gipsie po pachy albo wiadomo, że będzie dłuższy czas nieobecna(y). Ale co robić gdy nauczyciel dzwoni rano, że nie przyjdzie, bo dziecko ma gorączkę? W proponowanej sytuacji dzwoni się do zastępcy, ale żeby zastępca przszedł do szkoły musi byc dyspozycyjny ( w domu a nie na działce, ubrany, żeby zdążył dojechać na pierwszą lekcję itd). A jeśli ma być dyspozycyjny, bo nie wiadomo kiedy zachoruje dziecko , musi być opłacany za gotowość do pracy. Taka jest brutalna rzeczywistość, bo nikomu nie będzie opłącało się siedzieć w domu w ciągu roku szkolnego i czekać na ewentualny telefon. Jak się doczeka to ok jak nie to trudno. Nawet jeśli takie dyżury pod telefonem miałyby być niewiele płatne to muszą. Powtarzam muszą, bo inaczej nikt się nie zgodzi. A skąd brać na to pieniądze skoro szkoły są niedoinwestowane? Rodzice przeciez nie zapłacą. Więc kto ma płacić?
                                  Mamy taki a nie inny social- w tym zagwarantowane zwolnienia lekarskie "na opiekę". Dotyczy to wszystkich zawodów, nie można wyłaczyć nauczycieli. Sama bym chciała nie mieć problemów z nadrabianiem w domu materiału, ale jeśli nauczyciela nie ma, bo przedsawił zwolnienie to jest legalnie nieobecny. Czy uważacie, że zmiany polegające na likwidacji zwolnień na opiekę nad dziećmi czy innymi członkami rodziny powinny być zlikwidowane? ( mnie jest obojętne, bo jak nie mogę to nie pracuję i nie zarabiam, ale mam własny gabinet i sama ustawiam sobie pracę). Jeśli likwidujemy zwolnienia to wszystkim. Podobnie jak można, idąc dalej, zlikwidować płatne urlopy macierzyńskie i zwolnienia chorobowe, można zrobić totalną reformę ubezpieczeń......... Wtedy nie będzie problemu, bo za nieobecnego jest zastępstwo, tyle, że chory czy nieobecny z jakiegokolwiek powodu nie zarabia.
                                  Można zrobić płatne szkolnictwo, takie, w którym rodzice finansuja dyżurnego pod telefonem. Można wprowadzić różne zmiany, ale zawsze znajdą się poszkodowani.
                                  W tej sytuacji, realnie, widzę jedną możliwość- likwidację Karty Nauczyciela, płacenie bardzo dobrze dobrym ( czyli niechorującym itd) i wymaganie od nauczycieli. Zwiększenie również ich ochrony także prawnej ( agresywni uczniowie i rodzice). Stworzenie klas integracyjnych na szeroką skalę z nauczycielami wspomagającymi. I to co najważniejsze- szkoła ma uczyć .
                                  • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 16:37
                                    Aniu, to nie tak. Dyspozycyjny, oznacza gotów do podjęcia pracy, czyli opłacany - zgoda, ale ja nie o tym mówię. Mówię o liście niepracujących nauczycieli, którzy w miarę możliwości są chętni do wzięcia jednego, dwóch piętnastu dni pracy. I takich nauczycieli musi być kilku z danej dziedziny.
                                    A co do układu precz z kartą, stwórzmy system z dobrą płacą i wysokimi wymaganiami to jestem bardzo za.
                            • lola211 Re: No przepraszam 18.06.12, 10:07
                              Olena- to by sie dalo zrobic, skoro gdzie indziej funkcjonuje.Tyle ,ze u nas system edukacji to taka skamielina.Zmiany wchodza powoli.Tu by trzeba bylo systemowych rozwiazan i elastycznosci.W nowoczesnie prosperujacym przedsiebiorstwie zmiany wchodza szybko.Jest potrzeba, wprowadza sie rozwiazanie i juz.I szybko trzeba sie dostosowac.A w takiej budzetówce zawsze pierwsze co, to "nie da sie".Opór ludzi przede wszystkim.
                    • kawka74 Re: No przepraszam 18.06.12, 08:03
                      naucz
                      > ycielski nie dostrzega w ogóle bardzo realnego problemu rodziców,

                      Nieprawda.
                      Ja się po prostu nie zgadzam na to, żeby obciążać odpowiedzialnością za niedociągnięcia jednego dyrektora (tak, dyrektora) wszystkich nauczycieli.
                      Nie zgadzam się na to, aby odpowiedzialnością za brak rozwiązań systemowych i za kiepską organizację obciążać ludzi, którzy tego zmienić nie mogą.
                      Nie zgadzam się, żeby jakaś Ewelinka dyktowała nauczycielom, jak ma wyglądać ich życie rodzinne i czy w ogóle ma wyglądać.
                      Mogę?
                      • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 08:10
                        A możesz, możesz. Tylko zauważ jaki jest poziom frustracji w rodzicach. Czy indywidualna szkoła z nauczycielką z ciężko chorym rodzicem naprawdę nie może zrobić nic bez zmiany ustaw edukacyjnych?
                        • kawka74 Re: No przepraszam 18.06.12, 08:18
                          > A możesz, możesz.

                          Widać jednak nie mogę.

                          <Tylko zauważ jaki jest poziom frustracji w rodzicach

                          Zauważam. Co mogę w związku z tym ja, osobiście, nauczycielka polskiego, zrobić dla sfrustrowanego rodzica?

                          Czy ind
                          > ywidualna szkoła

                          SZKOŁA.
                          Szkołą zarządza dyrektor i to on podejmuje decyzje.
                          • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 08:36
                            Ty? Możesz co najwyżej zastanowić się jak jest w konkretnej twojej placówce, wpaść na jakiś pomysł i dźgać dyrekcję...
                            • kawka74 Re: No przepraszam 18.06.12, 08:49
                              Mogę, ale nie muszę, mam od tego dyrektora, który zrobił to, co do niego należało.
                              Oprócz zastanawiania się i dźgania przeciętny i nieprzeciętny nauczyciel nie jest jednak w stanie zrobić nic więcej.
                    • paniusiapobuleczki Re: No przepraszam 18.06.12, 08:46
                      Szkoły nic nie mogą. Do tego potrzebne są rozwiązania prawne, odgórne. Nauczyciele naprawdę dostrzegają wiele absurdów niekorzystnych dla ucznia. Tyle tylko, ze na większośc wypowiedzi słyszymy lenie i darmozjady. A propos dwóch przeciwstawnych frontów: zauważ, ze jesteśmy na forum emama, co oznacza, ze każda z nas ma dzieci myślę, ze uczone tak samo jak dzieci nienauczycielskie. Ja po prostu wiem jak rozmawiac z innymi nauczycielami czy dyrekcją, zeby swój cel osiągnąc, to raz, a dwa od moich dzieciaków wymagam, zeby sie uczyły i tyle (chociaż uważam, ze jedna czy druga pani mogłaby byc lepsza- tam gdzie można to interweniuję, tam gdzie widzę, ze nie da rady odpuszczem i mówię ucz się dziecko bo nikt ci do łba nie włozy). Posyłam tez na korki, bo ja ja ze ścisłych jestem noga, a wiem że 3 godziny matematyki to chyba troche mało nawet na maturę podstawową (nauczycielka w szkole jest w porządku, uprzedzam. )
                    • little_fish Re: No przepraszam 18.06.12, 22:16
                      pewnie - nauczyciele na zastępstwo to super sprawa,uregulowania prawne wprowadzić można, czemu nie. Problem pojawia się jeden, ten sam,co zawsze - pieniądze.
                      Ktos tym nauczycielom musi zapłacić, a z pustego i salomon nie naleje. W mojej szkole od lat płatne zastępstwa są ewenementem. Na zastępstwa idą nauczyciele,których zajęcia na dany czas można odwołać. I kasy dodatkowej płacić nie trzeba. Proste? - proste!
                      Ja myślę, że gdyby była kasa na sensowną reformę polskiej oświaty to większość problemów zniknęłaby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
                • yoka1 Re: No przepraszam 18.06.12, 08:39
                  olena.s napisała:

                  > I dlatego szkoła ma plan b pod postacią poolu osób gotowych do przyjęcia zastęp
                  > stwa. (Co nie wydaje mi się nie do zorganizowania wobec narastającego bezroboci
                  > a nauczycieli....)

                  no niby proste, ale nikt z rządu nie wpadł na ten pomysł. Nie istnieje taki system a szkoda.

                  Ja podam przykład ze znajomej mi szkoły - pani miała wypadek na koniec września i było z góry wiadomo, że nie wróci do końca grudnia o czym powiadomiłą szkołę.
                  Dyrekcja poczyniał wszelkie kroki o pozwolenie na przyjęcie kogoś na zastępstwo z zewnątrz na parę m-cy ciągiem...I co? Otrzymała odp z organu prowadzącego, że ma dawać zastępstwa nauczycielom już pracującym...No i zastępstwa były - pani po wypadku była jedyną nauczycielką swpjego przedmiotu, więc prowadzili ją różni nauczyciele z wszelkich innych przedmiotów.
                  Rodzice pisali, dzieci narzekały, dyrektor monitował i nic to nie dało.
                  Pani wróciła w marcu.
                  Rok z danego przedmiotu zmarnowany.
                  I co?
                  Dalej uważacie, że to wina tej nauczycielki?

                  • olena.s Re: No przepraszam 18.06.12, 08:56
                    No pewnie, że nie.
                    Ale czy szkoła zrobiła wszystko - nie wiem... Może powinna była robić skandal w mediach? Albo podpuścić rodziców? Przecież byli tu sojusznikami, stali po jednej stronie? A może zrobiła absolutnie wszystko i trafiła na ścianę?
                    U nas kiedyś znienacka wrzucono tydzień wolnego szkołom (panika z powodu grypy), a gorziło że dowalą i następne.
                    Moja szkoła w ciągu jednego dnia przygotowała się do nauczania na odległość: nauczyciele przygotowali zadania dla dzieci, ktoś nawet zmontował wideo na swoją lekcję... No, tu jest łatwiej, bo jest kontakt mailowy ze szkołą, ponadto to były warunki zewnętrzne a nie nieczynny nauczyciel i wreszcie w internecie jest znacznie więcej materiałów edukacyjnych po angielsku niż po polsku. Więc to nie są ani przechwałki, ani wzór do naśladowania, chcę tylko pokazać pewien sposób myślenia.
          • kryptopiryna Re: No przepraszam 18.06.12, 16:28
            Lola ci pewnie odpowie, że obecność owej nauczycielki przy matce czy ojcu w szpitalu nie jest konieczna, bo przecież ma tam opiekę....Mogłaby ewentualnie posiedzieć przy matce-ojcu w nocy a rano stawić się do pracy...ZAMIAST SIE OPINDALAC, jak to robi trzy czwarte nauczycieli darmozjadow....
    • czar_bajry Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 01:57
      A teraz idę grzecznie zapłacić swoją składkę na prezent dla pani, która spieprz
      > yła mojemu dziecku pół roku edukacji. Oczywiście odwalę za nią robotę ja, bo to
      > moje dziecko i ma coś umieć.

      Chyba 2,5 roku....
      Składka jak sama zauważyłaś jest dobrowolna, nie chcesz nie płać tylko do tego potrzeba trochę odwagi i jaj. Co innego krytykować i pisać mądrości anonimowo a co innego stanąć przed klasą i głośno powiedzieć iż pani nie zasługuje na prezent i w związku z tym TY się nie będziesz składać....

      W tym roku syn miał pania, która ma małe dzieci i umierał jej tata.

      Kurcze ten tata to mógł wykazać trochę zrozumienia wobec ciebie i twojego dziecka....
    • bea.bea Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 07:09
      piszesz dużo...ale na prezent dałaś....
      bo mamusie gadają na boku i na forum ale płaca ...wiem bo przerabiam to też, wiec gdzie konsekwencja pytam się ?
      Ja powiedziałam głośno że na kwiaty dam, ale na prezent ani złotówki....zasiałam zgorszenie...
      wole te pieniądze na psią fundację wpłacić....
      • alyeska Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 10:16
        Ewelina- prosta zasada. Nie podoba mi sie cos - zmieniam to, nie zmieniam to siedze cicho.
        Ty wypisujesz sie tu a - do dyrekcji nie pojdziesz na skarge- bo sie odboje na Twym dziecku - chyba juz sie odbija bo malo sie uczy,?, do kuratorium nie- bo to samo. Prezent Pani kupujesz (!!!!).Szkoly nie zmieniasz.
        Najwyrazniej wszystko akceptujesz a jad wylewasz na forum. Straszna jest Twoja postawa.
        Rozumien frustracje ale kobieto jak nie zadzialasz to nie nastapi trzesienie ziemi, ktore zmieni uklady w szkole. Ty sie swoim jadem udusisz i dziecko pewnie tez jest juz nim zarazone.
        • prawdziwy_ewelina22 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 20:56
          Pacz pani, jaka odważna się znalazła, druga Walentynowicz po prostu. Nie wiem po co moja droga udajesz idiotkę, że nie wiesz dlaczego nie idę sama do dyrekcji.
          Jeżeli chodzi o JAD to nie wiem po której stronie więcej i wcześniej go padło.
          Konkluzja z "dyskusji" z paniami nauczycielkami jest taka: wprawdzie mam 14 tyg. płatnego urlopu (chociaż udaję, że liczyć nie potrafię), więc oficjalnie urlopu od 1 września do któregoś tam czerwca wziąć nie mogę. Ale pasi mi taka robota, i bez krępacji odchowam w niej dzieci, wyjdę za mąż i rodziców utulę. Że nauczyciel jest niejako niezastąpiony, mam to głęboko w rzyci.
          Jest tak samo niezastąpiony jak konkretny aktor w konkretnym przedstawieniu (o co np. taki szum z Szapołowską poszedł) tyle że tutaj widzem czyli uczniem jest bezbronne dziecko.
          Generalnie - wasz "etos" zawodowy to jest dno i cztery metry mułu, to jest gorzej niż dno. Nawet ukryć tego nie potraficie, że chodzi wam o ciepłą i spokojną fuchę.
          I proszę mnie tu nie instruować, gdzie mam pójść lub nie pójść i co robić, a czego nie robić. Na razie prowadzę z ........ "dyskusję" więc w dyskusji proszę o argumenty MERYTORYCZNE rozumiecie???? co to jest merytoryczny argument??????
          A tych widać nie ma, stąd gorączkowe pomysly, a czemy ty do dyrektora nie pójdziesz, a czemu ty droga rozmówczyni nie pójdziesz po kilo Verstandu do apteki.
          • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 21:54
            więc w dyskusji proszę o
            > argumenty MERYTORYCZNE rozumiecie???? co to jest merytoryczny argument??????

            A Ty rozumiesz, że nie masz wielkich szans się doczekać - dlatego, że sama nie potrafisz merytorycznie dyskutować? Może dotrze do Ciebie, że występując z pozycji "mam w dupie wszystkie wasze problemy osobiste, wy... wy... wy NAUCZYCIELKI" doczekasz się jedynie odpowiedzi w podobnym klimacie? Nie dyskutujesz, tylko jazgoczesz jak ratlerek o tym, że tak strasznie nie obchodzi Cię nic poza własnym tyłkiem; jeśli chcesz dyskusji, to włóż więcej wysiłku intelektualnego w pisanie. Żądanie merytorycznych argumentów w chwili, kiedy Twoja własna wypowiedź z czymkolwiek merytorycznym nie ma żadnego związku, jest śmieszne i nieco żałosne.
            • marzeka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 21:59
              Kawka, odpuść, toż ją zawiść, złość na świat cały aż zżera; nieważne, co napiszesz, powiesz, będziesz "tą, tą nauczycielką". Ewelinkę postrzegam jako panią z zaciśniętymi małymi, bladymi usteczkami z pretensją do świata; straszne jest tylko, że pewnie tym jadem infekuje w domu jakiegoś "ewelinka".
              • kawka74 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:09
                Odpuszczam, bo to chyba nie ma sensu - zaraz przyjdzie Ewelinka i dostanę etykietkę "trzeciej Walentynowicz", i że moralnie jestem do bani, i że ona wie, co ma robić, i że ma w dupie wszystko, a nauczycielom powinny wystarczyć cudze dzieci, po co im własne, jeszcze nie daj Boże chorowite. Więcej - jeśli nauczyciel złamie rękę i ma przed sobą rehabilitację, to cóż, jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem nie mieć ręki, która mogłaby się złamać i spowodować wielotygodniową nieobecność, niż być powodem piekła, jakie Ewelinka niechybnie zrobiłaby na forum - i tylko na forum.
                • jojecznik Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:57
                  Kawka, Ty grzesznico! Oczywiście, że nauczyciel ponosi MORALNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoich uczniów - nie ich matki przecież. Ona posyła do szkoły - i wymaga! Wstaw sobie materac do klasy i śpij w klasie, bo może Cię oskarżą, że NIE DOŚĆ ofiarnie wykonujesz swoją pracę.
                  I na bank dziecko ewelinki ma swoją nauczycielkę za nic, bo mamusia głośno swoje zdanie wypowiada (wszak ma rację, jak to matka).
                  Aaaa! I jeszcze jedno - ogromnie krępują mnie prezenty od uczniów - od kwiatów po pióra. Poprosiłam rodziców, żeby kasę przeznaczona dla mnie na prezent - dali dzieciakom na wspólne wyjście na pizzę po zakończeniu roku. Nie zniosłabym myśli, że ktoś mógłby mi dać cokolwiek dlatego, że wypada.
          • ania_dentystka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:43
            Ja nie (!!!!!!!) jestem nauczycielką! Co więcej moje osobiste dziecko na początku edukacji trafiło na zła szkołe i złych nauczycieli. Nie milczałam, nie podlizywałam się. Próbowałam rozmawiać o konkretnych(!) zastrzeżeniach z dyrektorem szkoły ( i niestety także właścicielem), do którego ( niestety) nie docierały żadne argumenty. Doszłam do wniosku, że to nie wszyscy nauczyciele są "be", ale ta konkretna szkoła i ci konkretni nauczyciele. Więc ją zmieniłam. Zmieniłam na taką, która nam odpowiadała. Nie była idealna, ale odpowiadająca nam.
            Zdarzały się absencje nauczycieli. Bo nauczyciel jest tylko człowiekiem. I może się zdarzyć, że choruje mu i umiera ojciec albo matka.
            Czy jest niezastąpiony? Nie jest. Jestem jak najbardziej za eliminowaniem obiboków i nauczycieli nieodpowiedzialnych, ale nie ludzi, którzy znajdują się w trudnej i dla większości nieuniknionej sytuacji życiowej takiej jak choroba czy śmierć rodziców.
            Pytanie czy praca w szkole jest ciepła posadką i spokojną fuchą? Chyba nie. Ja w każdym razie do szkoły bym nie poszła.
        • jolunia01 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 00:55
          alyeska napisała:

          > Ewelina- prosta zasada. Nie podoba mi sie cos - zmieniam to, nie zmieniam to si
          > edze cicho.
          > Ty wypisujesz sie tu a - do dyrekcji nie pojdziesz na skarge- bo sie odboje na
          > Twym dziecku - chyba juz sie odbija bo malo sie uczy,?, do kuratorium nie- bo t
          > o samo.

          To nie do mnie było, ale napiszę, jak to się robi - w podstawówce mojego dziecka walczyłam z "systemem", czyli układami, układzikami i indolencją tudzież zwyczajnym olewactwem nauczycielek. Efekt był taki, że moje dziecko jako jedyne w grupie uczniów mających świadectwa z paskiem nie dostało nagrody książkowej. Szczerze mówiąc w dooopie miałam tę książczynę, a dziecku szybko i skutecznie wytłumaczyłam (pisałam to juz w innym wątku), że "pani jest głupia". Bo przecież jakby była mądra, to by się nie zachowała jak obrażalska Bożenka z piaskownicy.

          > Prezent Pani kupujesz (!!!!).Szkoly nie zmieniasz. Najwyrazniej wszystko akceptujesz a jad
          > wylewasz na forum. Straszna jest Twoja postawa.

          Nie kupowałam, nie dawałam składek na prezenty. Szkoły co prawda tez nie zmieniłam, ale przynajmniej pokazałam tym larwom, że nie są ponad wszystkim.
          • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 12:48
            jolunia01 napisała:
            > łam, ale przynajmniej pokazałam tym larwom, że nie są ponad wszystkim.

            i życzę, abyś kiedyś usłyszała podobne wyzywiska od obcych osób skierowane do Ciebie
          • ania_dentystka Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 14:58
            A ja szkołe zmieniłam. Zmieniłam, bo miałam zastrzeżenia i do nauczycieli ( konkretnych) i do dyrektora-właściciela. Czy były to larwy - nie wiem, nie będę oceniała, na pewno - pod warunkiem, że jest dokładnie tak jak piszesz, postąpiły paskudnie.
            Jeśli chodzi o prezenty to daję je nauczycielom sporadycznie, ale jak kogoś naprawdę lubię, cenię, jestem mu wdzięczna to robię to z przyjemnością. Tak samo jak z radością obdarowywuję drobnym upominkiem kogoś do kogo czuję niekłamaną sympatię.
    • mynia_pynia Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:29
      W szkole średniej przez jeden semestr nasza polonistka bardzo chorowała i mieliśmy zastępstwa co chwile.
      Ogólnie semestr z polaka był zmarnowany, co chwile mieliśmy okienko zamiast polskiego, albo przychodził jakiś inny nauczyciel i nas zlewał, bo wiedział że może będzie miał z nami 3 godziny.
      Pogrom się zaczął jak polonistka wyzdrowiał i wróciła i miała wymagania takie jakbyśmy mieli normalne zajęcia z nią ... oj o mało miernej nie miałam na półrocze.
      Nie dziwie się mamą które nie są zadowolone że nauczyciel w szkole bywa.
      • followthesun Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:31
        Też się mamĄ nie dziwię. big_grin
      • mynia_pynia Re: nauczyciel a "zwolnienia" 17.06.12, 22:35
        Oczywiście nie czepiam się mojej nauczycielki z polskiego ale mam wielkie ale do dyrekcji że nie umiała zorganizować zastępstwa.
    • aneta79_1979 Ma Dziewczyna trochę racji.... 18.06.12, 00:15
      "obyś cudze dzieci uczył"-najgorsza z możliwych prac...ale: jestem pigułą, mam małe dzieci które chorują-jak większość dzieci taki niestety ich urok, straciłam dziecko-na l-4 byłam tyle co po zabiegu i po kolejnych 3 miesiącach drugie-lekarz dał mi l-4 jak tylko ciążę stwierdził, że duże ryzyko itd, nie udało się i tak poroniłam i na l-4 byłam w sumie 3 tygodnie a i tak się od mojej Pani Ordynator-de facto osoby bezdzietnej-dowiedziałam że ciągle na l-4 siedzę, że jak w grudniu miałam przymusowy urlop żeby czasem na nowy rok nie przeszedł i w tym czasie mi się dziecko rozchorowało więc urlop przerwałam biorąc opiekę na Maluch to się dowiedziałam że "kto za mnie będzie pracował???" no jak to kto do cholery i tak miałam mieć urlop nie byłoby mnie w pracy.....zmarła moja Mama i też nie miałam taryfy ulgowej-2 dni urlopu okolicznościowego+ 2 dni wolnego z grafiku i witaj Lazarecie.....święta nie święta, sylwester, piątek, światek czy niedziela do pracy muszę iść-Świadomie wybrałam taki zawód więc i PANIE nauczycielki też takowego wyboru dokonywały...mam 26 dniu urlopu-jak się uda to 2 tygodnie w lipcu lub w sierpniu a nie drogie panie jak Wy około 5 w same wakacje(już odliczam te 4 tygodnie w czasie których jesteście w pracy), nie mam urlopu zdrowotnego. Nie, nie zazdroszczę Wam ale już tak bardzo nie narzekajcie...mam Córę w pierwszej klasie i zaległości z nią odrabiam- ale sorry co innego odrobić lekcje z tygodnia a co innego z pół roku-chyba głównie o to autorce wątku chodziło.....praca ciężka niewdzięczna ale NIKT Was chyba nie zmuszał prawda???
      a co do składki-nie złożyłabym się i tyle....
      AHA w dzisiejszej dobie wszechobecnych przychodni lekarski nawet tych z lekarzami specjalistami jest możliwość wizyty popołudniowej w ramach NFZ
      PS. Autorko wątku ja niestety Męża nie mogę z dziećmi do lekarza wysłać bo ta Doopa Wołowa połowę zapomni a drugą poplątabig_grin
      • kawka74 Re: Ma Dziewczyna trochę racji.... 18.06.12, 07:50
        > tnego. Nie, nie zazdroszczę Wam ale już tak bardzo nie narzekajcie...

        Pytanie za sto punktów - kto w tym wątku (i w wielu innych) narzeka?
        Tak, brawo! Narzekasz Ty, narzeka Ewelinka, narzeka pierdyliard innych pokrzywdzonych, tylko nie nauczyciele.

        w dzisiejszej dobie wszechobecnych przychodni lekarski nawet tych z
        > lekarzami specjalistami jest możliwość wizyty popołudniowej w ramach NFZ

        Guzik prawda.
        Moje dziecko leczy się w przychodni przyszpitalnej, w której lekarka prowadząca (i wszyscy inni lekarze) przyjmuje do 14 czy 15 dwa dni w tygodniu.
        • olena.s Kawka, jak rany 18.06.12, 08:02
          No czy naprawdę nie możecie dostrzec, że i druga strona ma uprawnione zastrzeżenia? Dlaczego mielicie wzajemne wąty przez sto wpisów i nie dostrzegacie że i przeciwniczki maja swoją rację? I że opisana sytuacja, acz oczywiście dramatyczna ze względu na nauczycielkę nie może być aprobowana przez rodziców? To jest problem do rozwiązania, a nie walka o Wał Pomorski! Ja podałam jak robi to moja szkoła, pewnie są i inne możliwości rozwiązania problemu.... Nie może być tak, by na jednej szali leżało prawo dzieci do lekcji, a na drugiej prawo nauczyciela do towarzyszenia umierającemu rodzicowi. To jest chore i to trzeba zmienić.
          • kawka74 Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 08:08
            Już napisałam pod innym Twoim postem, ale powtórzę.
            Wprowadzenie rozwiązań systemowych NIE JEST SPRAWĄ NAUCZYCIELI. Nie jest, rozumiesz? Tym zajmują się, a przynajmniej powinni ludzie od dyrektora wzwyż.
            A zaczyna się od tego, że jak się ma dzieci, to nie trzeba było zostawać nauczycielem, a chorobę rodziców trzeba było przewidzieć i zostać księgowym - sposób postawienia problemu przez Ewelinkę, wybacz, nie jest dla mnie zaczątkiem dyskusji nad bolączkami oświaty, tylko wylaniem złości na tych, do których ma się najbliżej. Z czym więc tu dyskutować?
          • ania_dentystka Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 08:12
            Wiesz w Polsce bardzo dużo rzeczy trzeba zmienić. Począwszy od systemu ubezpieczeń zdrowotnych, poprzez ulgi czy ich brak dla poszczególnych grup społecznych, zawodowych, uprawnienia jw, opiekę zdrowotną, szkolnictwo itd. Za tym wszystkim stoją niemałe pieniądze. Jeśli reforma to globalna. Jeśli przyjmujemy, że nie akceptuje się zwolnień np. na chore dzieci, towarzyszenie umierającemu rodzicowi to dotyczą one nas wszystkich. Bez wyjątku. Twoje dzieci- twój problem.twoi rodzice- podobnie, twoja choroba- twoje zmartwienie. Może zastanowić się nad systemem amerykańskim.
            Nie twierdzę, że jest idealnie. Z pewnością spora grupa nadużywa zwolnień, przywilejów. Warto przyjrzeć się także sobie. Chociaż, czy emama choć raz jest nie w porządku?
            • olena.s Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 08:15
              Ania, błąd w założeniu.
              Niekoniecznie jest tak, że z każdym drobiazgiem trzeba czekać na rozwiązania systemowe. No weź...
          • asia_i_p Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 08:17
            Co do zasady, to my się możemy zgodzić. I zauważ, że my się w innych wątkach zgadzamy, że Kawka pisze, że dyrekcja to powinna rozwiązać odpowiednimi zastępstwami - ale Ewelinie to nie wystarcza. Ona nie chce odpowiednich zastępstw, ma być ta konkretna pani, bo ta sobie radzi z jej dzieckiem (w pierwszym wątku na ten temat była podana ta przyczyna), a sytuacja życiowa tej pani jej nie obchodzi. My nie walczymy o prawo nauczyciela do siedzenia pół roku na zwolnieniu, tylko walczymy z wizją, że nauczycielka nie ma prawa do zajęcia się swoją matką po śmierci ojca nawet jeśli dyrekcja wyznacza zastępstwo, bo specyfika pracy w klasach 1-3 jest taka, że te dzieci muszą mieć przez cały czas tę samą panią, koniec kropka. Nie walczymy z tezą, że lepiej, aby nauczyciel był obecny niż nieobecny i że nauczyciel musi się postarać, żeby był obecny jak najwięcej, i że dyrektor powinien organizować dobre zastępstwa, bo to są prawdy oczywiste. Walczymy z przeświadczeniem Eweliny, że pani ma zostawić świeżo owdowiałą chorą matkę z płatną opiekunką, bo synowi Eweliny trudno się skupić na zastępstwie. Z tą jedną konkretną sytuacją.
            • olena.s Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 08:47
              Ewelina oczywiście pojechała niehumanitarnie i lekceważąco, i jasne, że się nie zgadzam z jej wnioskami.
              Niemniej nauczyciel nie jest pracownikiem piekarni czy korporacji, dlatego ma szczególną i in plus i in minus sytuację w pracy. Jest jak aktor na scenie, lekarz w pogotowiu - tak jest postrzegany, stąd ma rozmaite ułatwienia i płaci za nie również pewnymi ograniczeniami.
              O ile absolutnie rozumiem osobę, w którą trafia jakiś osobisty grom - śmierć, diagnoza etc. - i wtedy znika na chwilę z orbity, o tyle nauczyciel, w przeciwieństwie do piekarza, powinien mieć świadomość, że nie może/ nie powinien się całkowicie przełączyć na tryb prywatny w sytuacji, kiedy jakiś osobisty problem nie jest incydentem tylko czymś trwałym. Jak choroba w rodzinie, na przykład. Ciąża. Czy owdowiały rodzic, którym trzeba się zająć przez parę tygodni.

              Więc jak to jest w waszych szkołach? Zdarza się, że przez dłuższy czas jakaś klasa ma luki i nie przerabia materiału z powodu częstych/długich nieobecności? Czy to jest ewenement i klasa Eweliny miała pecha? Czy szkoły olewają i robią byle jakie zastępstwa żeby dzieci sobie nie pourywały głów czy jednak sensownie rozwiązują te problemy?
              • asia_i_p Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 09:14
                W mojej szkole dłuższe zastępstwa pamiętam - za koleżankę w zagrożonej ciąży - oficjalnie nazywa się to zastępstwami, inaczej nie może się nazywać, dopóki to jest L4, a nie urlop, praktycznie jej klasy zostały przejęte każda przez inną nauczycielkę i toczą się normalne lekcje; za koleżankę wracającą z macierzyńskiego w listopadzie (to samo rozwiązanie).

                Najciężej miała moja klasa po odejściu matematyczki, bo matematyka po prostu nie było. Szkoła go szukała, reszta miała tak poukładane godziny, że zwyczajnie nie miała wolnego w czasie, kiedy byli potrzebni. Załatwiłam, żeby mnie wysyłano na zastępstwa i zaczęłam prowadzić powtórki (jestem anglistką, ale po mat-fizie w niezłym liceum, a program, który realizowała moja klasa, delikatnie rzecz ujmując był nieskomplikowany), które szybko ode mnie przejął najzdolniejszy uczeń (miało to tę dobrą stronę, że pracowali także, kiedy zastępstwo było z kim innym).

                Czy klasa Eweliny miała pecha, to też jest dyskusyjne, bo w pierwszym wątku Ewelina utrzymywała, że jako jedyna widzi problem (co miało być dowodem braku spostrzegawczości pozostałych rodziców).

                Generalnie, dużo więcej czasu się traci przez problemy dyscyplinarne na lekcji, jeśli już wystąpią, niż przez nieobecność czy to nauczycieli czy uczniów.
            • prawdziwy_ewelina22 Re: Kawka, jak rany - właśnie kawka 19.06.12, 08:05
              Panie nauczycielki oczywiście wyczytują to co chcą wyczytac.
              Załozyłam jeden wątek - piszę w nim, że nauczycielka przez pó roku była w szkole w kratkę, a potem wzięła zwolnienie na tydzień - bo mama.
              Zostałam zlinczowana, że nie mam serca.
              Teraz kawka się posuwa do tego, że nauczycielka miała zostawić mamę - owdowiałą z opiekunką. Czy wdowieństwo jest powodem do przebywania z opiekunką??? Wydaje mi się, że dorosłość wiąże się z tym, że jesteśmy w stanie unieść i ciężar wdowieństwa (do godz. 15. kiedy przyjdzie córka).
              Ale po co, skoro córka ma taką fuchę, że z byle pretekstu może się z pracy zwolnić, chociaż jest w niej niejako - niezastąpiona.
              Nigdzie nie pisałam, że jestem przeciw zwolnieniom w ogóle. Natomiast z waszego nastawienia wynika, że dobrze jest i proszę się was nie czepiać.
              • ania_dentystka Re: Kawka, jak rany - właśnie kawka 19.06.12, 08:20
                Przeczytaj też moje wypowiedzi. Jestem stomatologiem a nie nauczycielką. Mam 2 dzieci, w tym jedno w wieku szkolnym. Też miałam problemy z pwodu lenistwa i niekompetencji kilku nauczycielek, ale kilku w konkretnej szkole. Zmieniłam szkołe. Spotkałam nauczycieli przed którymi chylę głowę. Tak samo dzieje się w każdym zawodzie.
                Wdowieństwo nie jest powodem do całodobowej opieki na zawsze, ale w pierwszym okresie - nie wiem może tygodnia, może krócej niektórzy ludzie potrzebują pomocy, wsparcia najbliższych. CzLowiek to nie automat, nie komputer. Matka może mieć róznego rodzaju problemy zdrowotne i jako powód zwolnienia lekarz z pewnością nie wpisał kodu "wdowieństwo" tylko np. problemy nerwicowe czy sercowe. Możliwe w takiej sytuacji, zwłaszcza, że jest to osoba starsza.
                Cóz, nie życzę nikomu śmieci bliskiej osoby, ale brzydki komentarz mi się ciśnie.
                Nie oceniaj tej nauczycielki. Nie popieram stałych zwolnień, nie jestem nauczycielką. Nie mam nauczycieli nawet w dalekiej rodzinie ani wśród bliskich przyjaciół.
                • yoka1 Re: Kawka, jak rany - właśnie kawka 19.06.12, 08:33
                  po prostu Ewelino bądź człowiekiem i tyle. Postaraj się zrozumieć, że kobieta ucząca Twoje dziecko przeżyła traumę.
          • paniusiapobuleczki Re: Kawka, jak rany 18.06.12, 14:05
            Żadna z tu obecnych nauczycielek nie napisała, ze tak w ogóle to nie macie racji i się do nas nie czepiajcie. Tłumaczymy, ze nawet sprawa tak oczywista jak dłuższa nieobecność nauczyciela nie może byc często w prosty sposób załatwiona. W przykładzie podanym wyzej (samorząd odmówił zgody na zatrudnienie nauczyciela z zewnątrz) widac, ze niekoniecznie zalezy im na dobru dzieci (ale nie, winna szkoła bo do gazet nie poszła) W mojej szkole rozchorowała się jedyna nauczycielka języka obcego i wiadomo było, ze do końca roku jej nie będzie. U nas wyrażono zgodę na zatrudnienie kogoś z zewnątrz, co z tego skoro długo nie można było znaleźć nikogo sensownego (po jakimś czasie udało się,), ale nikt nie wierzył, ze szukamy i nie rozumiał, że "fajny nejtiw, który mnie uczył kiedyś" nie nadaje się do pracy w szkole. U nas też są nauczyciele, którzy w czasie dłuższego zwolnienia zadają swoim uczniom prace przez internet i je sprawdzają, jeżeli stan zdrowia na to pozwala. Nie jest to może powszechne ale nie jest też obowiązkowe i chcę powiedzieć, że bardzo często jeśli coś się kręci dobrze to dzięki dobrze zorganizowanej dyrekcji, znajomości w gminie i właśnie pracy poszczególnych nauczycieli. Nie my zaczynamy wątki o tym jak nam źle. Też mamy dzieci w szkole i też widzimy jak jest z drugiej strony.
      • yoka1 Re: Ma Dziewczyna trochę racji.... 18.06.12, 08:46
        aneta79_1979 napisała:


        > AHA w dzisiejszej dobie wszechobecnych przychodni lekarski nawet tych z
        > lekarzami specjalistami jest możliwość wizyty popołudniowej w ramach NFZ


        no musze Cię zmartwić nie ma zawsze i wszędzie, w moim wielkim mieście w przychodniach klinicznych godziny popołudniowe to 12-14. Więc wniosek prosty - trzeba mieć wolne z pracy, obojętnie gdzie pracujesz ,aby skorzystać z porady
    • attiya Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 09:56
      nie zapłaciłabym składki
      ja nie mogę wyjść po 6ha do lekarza, co najwyżej po 8 ha pracy
      poza tym nauczyciele nie przychodzą codziennie na 8 z rana do pracy, więc nie widzę problemu, żeby do lekarza poszedł przed pracą
      inni sobie jakoś radzą z chorymi dziećmi, rodzicami itd, nauczyciele zawsze mogą sobie z nich brać przykład
      • rozaly Re: nauczyciel a "zwolnienia" 18.06.12, 10:21
        A ja w sumie rozumiem autorkę wątku, trochę obcesowo ale napisała prawdę - co ją obchodzą prywatne problemy pani nauczycielki. To nie są koleżanki, które się umówiły - poduczę ci trochę dziecko, tylko ta pani przychodzi do pracy i ma określone zadanie do wykonania, ze swojej strony mogłaby się trochę postarać zminimalizować dzieciom 'straty'. Z wypowiedzi nauczycieli w tym wątku za to wynika, że autorka sama jest sobie winna, bo powinna jakoś zareagować. Niestety potwierdza to moją obserwację, że cały czas spora grupa nauczycieli ma podejście, że szkoła jest nie dla dzieci tylko dla nauczycieli. Całe szczęście nie wszyscy!
        • ozana_1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 08:31
          Pracuję w szkole nie jako nauczycielka tylko w administracji. Można by rzec, że jestem bardzo blisko tej grupy, której wszystko sie należy, która zawsze najgłośniej krzyczy i której praca jest najcięższa i najmniej doceniana pod słońcem. Na początku pracy nóż mi sie otwierał bo szacunek do pracy nauczyciela - być może wpojony przez rodziców/dziadków - ogromny. Niestety te kilka lat pracy mocno zweryfikowały moje myśli. Urlopy bezpłatne, notoryczne zwolnienia lekarskie na porządku dziennym. Na dziś plan lekcji niektórych nauczycieli bardzo ponętny. Nawet dwa dni w tygodniu mają wolne big_grin Żałuję niezmiernie, że nauczycielką nie zostałam. Kasa wbrew pozorów niezła, możliwości nieograniczone (dodatkowy zarobek), zawód dla mamy wymarzony. I sorry, Żadne argumenty "nauczycielek" do mnie nie trafią więć trud daremny. No to tyle <ziewa>. Jakby co mam dziś urlop wink
          • yoka1 Re: nauczyciel a "zwolnienia" 19.06.12, 08:36
            ozana_1 napisała:


            . Na dziś plan lekcji niektórych nauczycieli bardzo ponętny.
            > Nawet dwa dni w tygodniu mają wolne :

            jako pani z administracji szkolnej powinnaś znać przepisy mówiące, że nauczyciel zatrudniony na pełny etat ma obowiązek pracować 5 dni w tygodniu, więc najwidoczniej ci zatrudnieni są na część etatu, co już nikogo nie dziwi, jak ktoś w innej branży pracuje na 1/2 lub 3/4 etatu też nie musi stawiać się do pracy codzień, kwestia ustalenia z szefem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja