wiu
19.06.12, 14:10
Mojego starszego normalnei odwozi do przedszkola mąż, ale czasem zdarza się, że odprowadzam go ja z młodszą. Na Dzień Dziecka dostała od dziadków taki fajny mały plecaczek, do którego zapakowałam jej ubranko na zmianę (w trakcie odpieluchowania), kapcie (czasem zostaje chwile na sali z dziećmi - od wrzesnia tez będzie w tym przedszkolu). Widok dwóch maszerujących przedszkolaków - bezcenny, aż się łezka w oku kręci... No ale do rzeczy:
Po 2-tygodniowej chorobie jesteśmy pierwszy raz w przedszkolu. Szukamy ww plecaczka. Nie ma. Co się okazuje: mama innego dziecka stwierdziła, że to na pewno ten co zginął jej synkowi, po czym komisyjnie (w przytomności dyrektorki) wypatroszyła go z rzeczy mojej córki (m.in. dziewczyńskie majtusie z kokardką) i zabrała. W rozmowie telefonicznej powiedziała, że to na pewno jej, bo oni taki mieli a jakiś czas temu ktoś jej synowi też powyjmował rzeczy i wziął. Że niby panie się pomyliły, dzieci sobie pozabierały...wszystko się pomieszało. Ja na to, że córka dostała ów plecak na Dzień Dziecka od dziadków, byłą z nim w przedszkolu raz a potem 2 tygodnei chorowała i plecak leżał zapakowany jej rzeczami koło szafki/przegródki jej brata. Nie mogłam zrozumeić, jak ot-tak można komuś wypatroszyć torbe i sobie wziąść, bo wczesniej taka sama zginęła... Bezczelna baba nie chciała oddać, nei wierzyła mi, żądała dowodu zakupu. Miałam tylko zdjęcie córki jak maszeruje rzeczonego dnia z plecakiem do przedszkola, zaczęłam wydzwaniac za paragonem do dziadków. Ale wiadomo...upłynęły już ponad 2 tygodnie. Dziadek już się wybierał do sklepu zabawkowego (mieszkają w innym mieście) z wydrukiem z karty i prośbą o ksero drugiego egzemplarza paragonu.... Niby nic, plecaczek wart wszystkiego może 50 zł... ale świadomość, że ktoś ukrzywdził bezczelnie moje dziecko a ja nie mam jak go obronić (przecież nei wysledze baby i nie pójde się z nią bić) bardzo mnie wzburzyła.
Skończyło się dobrze. Baba czyt. mama tego drugiego dziecka zwróciła zaraz plecaczek do dyrektorki, bo się PRZYPADKIEM okazało, że tatuś owego dziecka biorąc je w weekend do babci wypakował ciuszki żeby zmieścic w plecak zabawki. I zapomniał. Baba zwróciła, przeprosiła, ale nie mnie bezpośrednio, bo na szczęście byłam już daleko (musielismy już wracac do domu, ja potem do pracy). I jakoś nie mam ochoty jej oglądać ani znać.