twa123
19.06.12, 15:41
Sytuacja taka: pracuję w sporej firmie na stanowisku kadrowej. On ma małą firemkę obok nas, często przychodzi do mnie pogadać sobie gdy cos załatwia w naszym budynku lub jak mu się zwyczajnie nudzi a nikt go wysłuchować nie chce, co jakiś czas grzecznościowo udzielam mu porad w sprawie pracowników jak nie wie jak zatrudnić, albo jak im policzyć zusy, lub w innych sprawach na których się znam a nie zajmują mi dużo czasu więc moge od razu powiedzieć, z jakimiś większymi odsyłam go by się ze swoim biurem rachunkowym konsultował. Mnie z tego nie ubędzie ze mu poradzę, a on za to czasem podrzuci jakieś ciacho w ramach wzajemnych uprzejmości. Generalnie luźna znajomość tylko w pracy a kolega zawsze radośnie mnie wita, wylewnie opowiada o wszystkim i o niczym (jest żonaty i to nie żadne podteksty-zaczepki)
Dwa tygodnie temu tenże kolega przyniósł jakiś plik dokumentów, kładzie mi na biurku oświadczając, że on ma prośbę zrób mi to. Chodziło o jakieś wystawianie faktur spedycyjnych z kodami celnymi towarów, firma przesłała mu instrukcję kilkustronicową jak ma to wystawić. No i jemu się nie chciało za to zabrać a widać swoich pracowników nie uważał za wystarczająco mądrych, przyniósł papiery do mnie i mowi, żebym to zrobiła, za kasę. Ja miałam dużo swojej pracy i niezbyt mogłam ją przerywać by mu to wypełniac ani nie chciało mi się siedzieć wtedy po godzinach w domu, mówię mu, że wcześniej nie robiłam tych rzeczy i czasowo mam kiepsko teraz i nie podejmę się, równie dobrze przecież on może przeczytać sobie instrukcję i to wypełnić, pewnie bym potrafiła to zrobic ale zanim zgłębię temat to kilka godzin minie nie miałam siły się za to brać... Odmówiłam mu.
I kolega od dwóch tygodni się do mnie nie odzywa. Mija bez słowa, nie zagaduje, nie pyta codziennie co słychać, nie dzieli się tym, że źle spał w nocy ani tym, że pogoda jakaśtam....
Przyznaję, że szczęka mi leży na biurku dość zdziwiona.
A co wy myslicie w tym temacie???