e-milia1
11.07.12, 13:56
czuje sie jakas maszyna, wrakiem.... kazdy dzien dla mnie jak poprzedni. chyba zaczynam sie dusic. od 3 miesiecy jestem "podwojna" mama. cora ma 6 lat, syn 3 miesiace. corka duzo plakala, ale mlody to juz chyba wszystkich pobil. gdy nie spi to beczy, a raczej wrzeszczy. bardzo malo spi za dnia jak na swoj wiek, zamiast spac marudzi, ciagnie za cycka i marudzi. walczy tak kilka godzin potem pada, najchetniej spi na rekach. odlozenie go grozi wrzaskiem. troche pospi i wieczorem znow jazda. najgorzej gdy meza nie ma wieczorem, to jest wesolo. czasem krzyki trwaja 4 godziny.... kupilismy juz rozne coda niewidy i wszystko funkcjonuje tylko przez kilka dni. hustawka byla fjna, ale po kilku dniach zczal na niej wrzeszczec. fotelik tak samo. na spacerze jest przez pierwsze pol godziny albo i dluzj wrzask. mlody wtedy poci sie okropnie i jest czerwony jak burak. ludzie patrza na mnie jak na wyrodna matke. teraz kupilam nosidelko i zobaczymy. mlody wazy przeszlo 7,5 kg., noszenie go niezle daje po plecach. zlapalam sie na tym, ze zczynam chodzic na palcach gdy maly spi. czesto siedze z nim i beczymy razem. nic mnie nie cieszy, po poludniu nie mam czasu dla corki. straszne mam wyrzuty sumienia. mala nauczona jest, ze albo czyta jej sie wieczorem albo opowiada bajki. corka czesto jest smutna bo nie dam rady sie wieczorem nia zajac bo mlody wrzeszczy. wiem, ze wiele z was mialo dzieci z mniejsza roznica wieku i dalscie sobie rady, ale ja juz nie wyrabia. sprzatam tylko tak z wierzchu, gotuje sporadycznie. do tego syn mial juz 3 razy katar, ktory ciagnie sie do 2 tygodni. lekarz twiedz, ze to normalne przy starszym rodzenstwie. ze nic mu nie dolega a ja juz sama nie wiem. najgorsze to to, ze cora idzie niedlugo do pierwszej klasy i nie dostala miejsca w swietlicy, to znaczy, ze bede ja miala codziennie juz w domu kolo 12 i to mnie tez martwi. teraz jest w przedszolu do 15, 16 i ma spokoj, pobawi sie, powyglupia, nie musi sluchac placzu. sa dni kiedy maly jest naprawde fajny i ma swietny humor, ale niestety to tylko bywa sporadycznie. z mezem sie ciagle klocimy, czuje sie czesto jak zombi, wieczorem padam na pysk.... czasem wieczorem "uciekam" z domu i ide biegac lub zamykam sie w lazience i leze w wannie zeby troche odreagowac. czesto zastanawiam sie co robie zle, ze maly taki niespokojny? patrze na dzieci kolezanek i zastanawiam sie dlaczego one tak nie wrzeszcza. wiem, ze za niedlugo mlody zacznie sie bawic, przewraca, raczkowac i bedzie weselszy. to mnie napawa optymizmem i nadzieja.... ale sie rozpisalam, chcialam sie wygadac....