ruda.1981
18.07.12, 22:08
Teściowa umarła na nowotwór niecały miesiąc temu. Wszystko, co miała- mieszkanie własnościowe, pieniądze, biżuterię- zapisała mężowi. Jej jedyny syn jedynie jest wymieniony w testamencie, ale nic nie zostało Mu zapisane

W sumie sam sobie na to zasłużył.
Nigdy nie było między nimi szczególnej nici porozumienia. Teściowa wyprowadziła się ze swojego mieszkania ponad 10 lat temu do domu męża (nie ojca syna). Od tamtego czasu mąż sam utrzymywał mieszkanie, ale wielkich remontów nie było. Kilka lat temu wyjechaliśmy za granicę, ale nadal płaciliśmy wszystkie opłaty, chcieliśmy mieć taką metę na wakacje, święta, by dzieci znały swoje korzenie. W listopadzie teściowa jednak wróciła do mieszkania po uprzedniej sprzedaży domu. Wszystkie nasze meble i agd upchnięto do jednego pokoju. Potem jeszcze wymeldowała administracyjnie syna i wnuczkę. Ostatnie pół roku Jej życia nie odzywali się do siebie, była nawet wiadomość na gg od Teściowej, by mój mąż się nie zdziwił, że zapomniała o nim po swojej śmierci (czyli wówczas napisała testament)ostatnia rozmowa przez telefon dotyczyła zabrania wszystkich naszych rzeczy stamtąd. Mąż się rozłączył bo Mama nie przyjmowała tłumaczenia że nie mamy gdzie tych rzeczy podziać. Nic nie trafiało (ale to rozumiem, choroba dawała się Jej mocno we znaki). Pogodzili się jako tako w kwietniu, ostatni raz zobaczyła wnuki. Mimo choroby Mamy, mąż jednak do Niej nie dzwonił szczególnie często (myślę, że bał się bezsilności, tego że tak niewiele może Jej pomóc będąc tak daleko). To długa historia, w każdym razie osoba mojej teściowej należała raczej do "toksycznych"- ciągłe wymagania co do dzwonienia, interesowania się nią. Mąż nie miał aż takiej potrzeby, by dzwonić co tydzień, najlepiej było Mu raz na miesiąc. Ale wówczas był foch, tłumaczenie się i potem jakoś szła ta rozmowa aż do następnego razu. No i to rzadkie dzwonienie, nieinteresowanie się zostało "nagrodzone". Mieszkanie poszło w ręce byłego hazardzisty, biżuteria też.
Chciałabym coś dla dzieci, cokolwiek po Babci. Ale czy może się mąż o coś postarać? Czy ma prawo nie tylko w sensie prawniczym, ale też moralnym sięgać po nie swoje? Wolą Teściowej było nic nie dać synowi... Może jakoś pokojowo postarać się o zachowek od męża Teściowej? Myślicie, że coś się należy? Proszę o radę
ps. do prawnika pójdziemy jak przyjedziemy do PL, teraz bardziej mi zależy na tym moralnym aspekcie: syn wyrodny chce coś po Mamie, do której nie dzwonił codziennie...