sarling
26.07.12, 23:06
Tak jak powstrzymuję się od opisywania moich doświadczeń społecznych, bo ludzie to różne są i niech im tam, tak dziś opiszę.
Byliśmy z dziećmi (6 i 3) na placu zabaw. Dosyć późno, nie było dużo dzieci.
Starszy ćwiczył jazdę na rowerze, więc jakby go nie było

Młodszy sobie biegał i robił różne rzeczy.
Pojawiła się dziewczynka, na oko 8-9 lat, ze sporą nadwagą i zaczęła się bawić z maluchami.
Zerknęłam na nią, na dzieci i wszystko było ok.
Nagle okazało się, że 2 metry dalej siedzi jej mama i czyta coś.
I mama syczy "jessssu, jak ten chłopak się drze" (czyli mój)
"Boszszsz, gdzie są jego rodzice" (byłam 2 metry obok, wiedziała, że to my)
Dziewczynka zaczęła zabierać wszystkie zabawki na placu, a kiedy dzieci zaczęły protestować, to ta znowu: "odejdź od tych dzieci, niektorzy rodzice kompletnie nie wychowują dzieci, niektórzy rodzice pozwalają dzieciom na niegrzeczność, ty taka nie jesteś, odjedź, zostaw te wstrętne dzieci".
Mój mąż w osłupieniu stwierdził (szeptem oczywiście), że babka jest jerdolnięta.
Dzieci dalej się bawiły same, bez dziewczynki, ale ona ciągle pdbiegała i coś im zabierała, rozwalała. Więc te małe zaczęły płakać, a babka na to "idę to zgłosić ochronie, niech wyprowadzą te zwierzęta", a jej córka "idź,idź, zgłoś!".
W końcu mój mąż nie zdzierżył i pyta czemu, jeśli ma jakieś pretensje to syczy do dziecka, a nie ma odwagi powiedzieć wpost, a ona na to UWAGA TERAZ BĘDZIE ODPOWIEDŹ DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH:
"ja o takich jak wy to na forach piszę, bo tu szkoda gębę otwierać"
No, niejedną taką psychopatkę przyszło mi czytać, a wczoraj spotkałam.