anetuchap
04.08.12, 20:51
Jestem ciekawa Waszego zdania,choć sama już podjęłam decyzję. Mój były mąż uważa,że
ona powinna zostać na tym obozie.
Może od początku: tak naprawdę wszystko zaczęło się rok temu,gdy mój były mąż spadł z dachu.
Od tego czasu Lena ma swego rodzaju traumę,boi się,że nam coś się stanie. Ma też problemy z zaśnięciem,które nasilają się,gdy nie śpi w domu.
W środę pojechała na obóz jeździecki,drugi raz w to samo miejsce I zaczęły się problemy:
pierwszego wieczoru płakała,że się boi,że chce wracać do domu itd. Jakoś tam ją przekonałam.
Na drugi dzień,mówi,że świetnie się,konie fajne,koleżanki też. Ale wieczorem już inaczej,
znowu płacz. Wczoraj zadzwoniłam do wychowawcy,który z pretensją do mnie,że za często rozmawiam z nią przez telefon,że ona nie może się dobrze czuć na obozie,bo cały czas emocjonalnie jest ze mną. Powiedział,abym przez 2 dni nie odbierała od niej telefonów i wszystko będzie dobrze. Dziś,zadzwoniła z telefonu koleżanki,zapłakana,bo zabrali jej telefon.
Ona nadal chce wracać i z tego stresu chyba się rozchorowała. Powiedziałam jej,że jutro po nią przyjadę. Ona miała dobrze tam się bawić,a nie przeżywać katusze.
Mój były mąż jest przeciwny,twierdzi,że Lena histeryzuje, nakręca się,że nie powinniśmy jej na to pozwolić,że w jej wieku (11lat) powinna sobie sama już poradzić.
Ja znam swoje dziecko. Rok temu też przez 2 wieczory marudziła,że chce wracać,ale to było inaczej,zwykła tęsknota. Teraz ona się boi,płacze histerycznie,mówi,że ma problemy z oddychaniem. A najgorsze,że tak jest cały czas,nie mija jej z czasem. I jak dzwoniła dziś w dzień,to też chciała wracać,pomimo fajnej zabawy. Nie chcę jej męczyć,to nie ma sensu.