alexa0000
13.08.12, 17:03
Wezcie kopnijcie mnie w rzyć.
Pracowałam ponad póltora roku na umowę zlecenia, z groszową stawką na papierze, a kasę dostawałam do ręki. Kilka razy prosiłam u umowe o pracę, ale nie dało rady, czekałam, aż firma sie rozwinie. Dzis poinformowałam szefa,że jestem w pracy do wrzesnia, potem odchodzę. Zatkało go.
Te osoby, które miały normalne umowy miały urlopy kiedy chciały, 14 dniowe nawet, L4, ekwiwalenty, okres wypowiedzenia. Ja niby urlop miałam ( uzgodnione), ale po 1, 2 dni, i to wyszarpany. Nie chce wieszac na nikim psów, nie o to chodzi, ale obowiązków tylko mi dokladano, praw pracowniczych prawie zadnych, a ja..... mam poczucie winy. Że odchodzę, że ma tylko 2 tygodnie na znalezienie i przyuczenie kogos ( mnie ogarnięcie wszystkiego, względne, zajęło co najmniej miesiąc z hakiem).
I dlatego prosze o kopy, bo sama siebie nie rozumiem. Stara, juz nie raz przejechałam sie na pracodawcach, a dalej głupia. A moze to poczucie dyskomfortu mi przejdzie zaraz?