anetinus
23.08.12, 02:04
Mam pytanie. Mam 6 letnią córkę, której zachowanie mnie troszeczkę zastanawia czy jest to normalne czy już nie.
Narzuca własne zdanie w zabawie (np co mają robić i "mówić" zabawki, lalki itp), w życiu codziennym również. Jeśli chodzi o zabawę, to jej ustępuję, bo jeśli tego nie zrobię to przestaje się bawić. Ustalanie form zabaw dotyczy tylko mnie i męża, no może jeszcze babcia musi , ale z innymi jest bardziej uległa. Pani w przedszkolu mówi, że niczego takiego nie zauważyła, a jest osobą spostrzegawczą (a ja mamusią upierdliwą) więc się temu zjawisku przyglądała. Ma koleżanki w przedszkolu ale bawi się najczęściej z jedną, która na sto procent nie pozwala córce sobą rządzić.
Dla mnie te jej zabawy są dziwne ( co tu ukrywać nudne też), ja jestem postacią zdominowaną zupełnie np ona jest śliczną i mądra księżniczką, a ja jej koleżanką, która śmiesznie się ubiera, nie umie skakać, ostatnia wstaje, przegrywa konkursy itp. Zawsze jest ktoś odrzucony i wyśmiewany.
Tak wygląda jej zabawa w domu, a codzienność jest odrobinę inna. Staram się jej nie ustępować za bardzo, częściej robi co ja chcę, ale tez staram się nie przeginać w drugą stronę. Jeśli płacze bo chce nakleić 10 tą noc z rzędu plaster na palec, który zagoił się kilka dni temu, to jej naklejam. Jeśli chce po raz 3 iść wieczorem pić to już nie. Nie ustępuję w kwestiach zasadniczych, ale mała i tak zawsze robi przy tym awanturę, chociaż się nigdy nie złamałam - trochę krótszą niż w innych sytuacjach ale nigdy nie odpuszcza zupełnie.
Mam nieustający bunt w domu. W przedszkolu jest aniołkiem, do tego aż za bardzo podporządkowanym innym. W domu musi być tylko tak jak ona chce.
W zabawie jej ustępuję zupełnie, bo mam wrażenie, że córka czuje się stłamszona w przedszkolu ,mimo zapewnień przedszkolanki, więc niech w domu będzie po jej myśli.
Mam wrażenie, że jej zachowanie ociera się o nerwicę, jest ciągle kłębkiem nerwów. Wybucha z błahych powodów, krzykiem, płaczem reaguje na wszystko, bo chce batona, bo obejrzała bajkę a chyba jej nie chciała oglądać, bo chce na frytki, a dochodząc do baru płacze, bo nie chce frytek.
Widzę jak się biedna sama męczy tym zachowaniem.
U psychologa byłam, ale chyba źle trafiłam. Pani rada brzmiała "ruch na świeżym powietrzu" i mama po leki do psychiatry. Receptę wykupiłam, niestety znalazłam pracę, która nie pozwala na branie leków (zmianowa). Staram się tylko wybiegać z małą.
O ile z wrażliwością damy sobie radę ( nie będzie miała lekko w szkole jak koleżanki jej nie polubią, a my rodzice jak zacznie dojrzewać), o tyle mam chociaż nadzieję, że taka zabawa pod dyktando jest normalnym zjawiskiem u dziecka, które w innym środowisku jest zdominowane.
Dobrze myślę, czy to tylko moje pobożne życzenie, że chociaż jeden problem z małą jest normalny dla jej wieku?