Kolega w domu a jedzenie posiłku.

    • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 13:19
      Raz miałam podobną sytuację, ale z osobą dorosłą, akurat jak na złość obiad był niepodzielny (dwa kotlety), powiedziałam, że wcześniej coś jadłam i nie jestem głodna. Ostatecznie nic się nie stanie jak raz na długi czas poświęcę kotleta dla niespodziewanego gościa, a nawet na zdrowie i figurę dobrze mi to zrobi tongue_out
    • echtom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 13:57
      Generalnie od lat karmię gromadę dzieci i młodzieży - kanapki itp. bez ograniczeń, obiady przeważnie robię jednogarnkowe, więc jakoś się podzieli. Zdarza sie jednak, ze mam cos wyliczonego albo dojadamy resztki z poprzedniego obiadu - wtedy nie lubie, jak ktos przychodzi i daje mlodym do zrozumienia, zeby splawily.
      • kklekss Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:27
        U niektórych rodzin jest wiecej swiatła w lodówce niż jedzenia.Naprawde są biedni wsród nas i nawet dla nich samych nie starcza kasy , aby tę lodówkę zapełnić.
        • echtom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:40
          U mnie zwykle jest więcej jedzenia niż światła, ale odpada ze względów czasowych opcja typu "gotowanie dodatkowej porcji makaronu".
          • sokhna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:45
            Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii, nie przesadzaj smile
            Akurat jak szykujesz obiad, czy nawet po jak musisz posprzatac wrzucasz makaron 6 minutowy do wody i gotowe wink Do tego jakies jajo i jesli chodzi o dzieciaki to na pewno beda zadowolone wink
    • kura28 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:32
      A ja nie lubiłam być niczym częstowana u koleżanek jak byłam dzieckiem z dwóch powodów:
      -często to bywało u nich na obiad było dla mnie niejadalne: np. tłuste mięso, wątróbka itp.
      A wstydziłam się zostawić nietknięty obiad.
      -nawet jak na obiad było coś co lubię, to przecież moja mama też gotowała dla nas i później się wkurzała, że nie chcę jeść w domu po powrocie wink

      Niestety niektóre mamy uparcie nie przyjmowały do wiadomości, że naprawdę dziękuję za obiad i chętnie poczekam w drugim pokoju aż koleżanka zje swoją porcję.
      • sokhna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:40
        No dobrze, to Ty dziekowalas i nie chcialas jesc,a nie matka kolezanki wypraszala Cie do pokoju... To troche zmienia postac rzeczy.
    • olena.s Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:42
      Grzanki z serem? Jajko sadzone?
      Ja mam problem tylko jak mamy jakieś święte jedzenie - uszka z prawdziwkami, których nie zobaczę przez rok. W innych sytuacjach dzielę, co jest lub dorabiam (sobie lub komuś) coś innego.
      Choc u mnie za często się nie zdarzało - ale był taki jeden rok, kiedy przez dom latała siódemka dzieciaków w różnym wieku. Inna sprawa, że raczej w porze okołokolacyjnej niż lanczowej.
    • tempera_tura Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:50
      Kiełbasę pokroiłabym w kawałki i podzieliła, kotleta również, coś czego nie można podzielić oddałabym dzieciakowi bo jestem dobrze wychowanasmile Ewentualnie zaproponowałabym zrobienie kanapek/zamówienie pizzy/kazała się podzielić mojemu dziecku. Wątpię że dzieciak specjalnie przychodzi nieproszony w czasie obiadu........a jeżeli tak to tym bardziej trzeba mu dać jeść!
      Wypraszanie czy czekanie jest niegrzeczne. Ogólnie poczucie że coś nie gra z tym obiadem od strony gościa dziecka jest niefajne. Miałam w dzieciństwie przyjaciółkę, całe lata dzień w dzień w razem. Gdy robiło się nas więcej (ktoś przychodził do brata) moja matka wkraczała i mówiła że dziś jakoś mało wyszło/więcej dzieciaków i zjemy jedna porcję na pół....Było to oczywiste, pracowała, wracała do domu a tu tabun dzieciaków, dzieliła jedzenie i tyle.
      Na jedna dodatkową sztukę zawsze miała przygotowane jedzenie, jak jej nie było zjadaliśmy ciut więcej i się nie marnowało.
      Za to u przyjaciółki nigdy nie dostawałam obiadu. Matka wchodziła do pokoju, stawiała jej talerz przed nosem i wychodziła bez słowasmile Przyjaciółka szła po dodatkowy talerz i się ze mną dzieliła. Niesmak do jej matki mam do dziś....
      Miałam tez kumpla dobrego, jego matka zawsze pytała ile kolegów będzie na obiedzie i wszyscy zawsze dostawali wypasiony obiad bez niezręcznych sytuacji bo było wiadomo jak tam jest. Kulturalnie.
      • tempera_tura Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 14:52
        W domach w których nie było dużo pieniędzy matki stawiały w porze obiadowej wielki talerz kanapek z tanią wędliną/serem i pomidorem. To był mój ulubiony obiadsmile
        Więc to nie o pieniądze chodzi tylko klasę.
        • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:02
          Poszlam do kuchni i sprawdzilam. Stan na dzis : pol bagietki, 6 plasterkow bekonu, 3 plasterki sera (lekko podeschniete). za nic sie z tego nie zrobi "wielki polmisek z wedlina i serami" i klasa nie ma nic do tego. Z proznego i Salomon, i tak dalej, i tak dalej.
          Srednia pizza (naprawde jednoosobowa) kosztuje minimun 12 euro, czyli tyle ile wydaje na zakupy na dwa dni. Nie stac mnie na to zeby niezapowiedzianym gosciom fundowac, sorry.
          • franczii Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:10
            A na ile to osob przewidziane? Na 4?
            Nie sadze. Inaczej jest w rodzinie z dziecmi.
          • tempera_tura Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:10
            Sklep pod blokiem zamknięty? Czasem żeby było miło trzeba się ciutkę postarać.....
            • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:19
              Wyobraz sobie ze nie wszyscy maja sklep pod blokiem. Do najblizszego mam 15 minut rowerem, przy czym niezapowiedziani goscie obok tego samego sklepu przejezdzaja w drodze do mnie, tez moga zrboc zakupy (i czesto robia).
            • aquarianna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 17:56
              tempera_tura napisała:

              > Sklep pod blokiem zamknięty? Czasem żeby było miło trzeba się ciutkę postarać..
              > ...

              Wiesz co, przypomniałaś mi właśnie moją byłą znajomą ze szkoły jeszcze, która mnie kiedyś obgadała przed innymi psiapsiółkami, jak to przyszła do mnie na kawę i plotki. A obgadała w ten sposób, że szydziła ze mnie, że podjęłam ją tylko kawą, ciastem, winogronami i melonem. Była oburzona, bo jej zdaniem "na kawkę" to taki symbol i powinnam się była bardziej postarać, więc chociaż jakiś półmisek z wędlinami, pieczywo, warzywka, a potem może nawet coś na ciepło, bo tak wypada (jej zdaniem oczywiście). No żenada po prostu. Zerwałam z nia wszelkie stosunki.
              Co to znaczy, że "żeby było miło trzeba się ciutkę postarać"? Jak ktoś ma możliwości, ochotę i takie zasady, to się stara. Jeśli nie, to jego prywatna sprawa, a nikomu nic do tego.
              • tempera_tura Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 16:53
                Kawa i winogrona to właśnie to ciut wystarczające. To że masz koleżanke buraka nic nie zmiania.
          • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:12

            na jaki czas, ile posiłków i ile osób te "zapasy"?
            • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:22
              Na dzis i kolejne dni, z tym ze mam zrobic w miedzyczasie zakupy zeby troche umaic lodowke. Mam jeszcze kilka puszek fasolki szparagowej na trudne czasy (nikt jej nie lubi wiec stanowi zelazna porcje) , troche roznych resztek makaronow (kazdy o innym czasie gotowania, grrr), ryz i dwa jajka smile I paczke szprotek ! W kazdym razie niczego nie mam w takich ilosciach zeby wykarmic dodatkowe osoby, chyba ze ryzem z maslem.
              • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:27

                jak w domu są dzieci, to jednak ma się w lodówce trochę więcej, a jak ktos jest taki leniwy czasami jak ja, to i zamrożone jakieś pierogi zawsze są.
                No i zawsze mam jakieś jajka i mleko, a teraz to jabłka (swoje z działki) też cały czas mam, na placki czy nalesniki w sam raz.
          • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:14
            melmire napisała:

            Srednia pizza (naprawde jednoosobowa) kosztuje minimun 12 euro, czyli tyle ile wydaje na zakupy na dwa dni. Nie stac mnie na to zeby niezapowiedzianym gosciom
            fundowac, sorry.


            Myślę, że pizza to był tylko przykład, chociaż w moim przypadku dość często funkcjonujący w praktyce - albo robię tę pizzę sama, a jak mi się nie chce to zamawiam. Tyle że w mojej mieścinie średnia pizza kosztuje od 7 (margerita) do 16 zł. Najczęściej jedzona przez dzieci w moim otoczeniu to pizza z serem, szynka i kukurydzą, za którą daję 9 zł -starcza dla dwójki.
            Gdybym nie miała kasy na pizze, zrobiłabym cokolwiek z tego co mam w lodówce i spiżarce. No ale ja sobie nie wyobrażam funkcjonowania domu z dwoma przyschniętymi plasterkami sera i kawałkiem bagietki, czym karmisz swoich domowników gdy zgłodnieją?
            • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:17
              Sie zobaczy smile maz zje bagietke z ostatnim mrozonym kotletem, ja zjem puszke rybek i pomidorem. Goscie na cudowne rozmnozenie zapasow i przeksztalcenie ich w jakis skoordynowany posilek nie moga liczyc.
              • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:25
                Rozumiem, że nie masz dzieci? Wtedy jednak się zupełnie inaczej funkcjonuje. Gdy bywam bezdzietna okresowo (wakacje, ferie itp), to i w mojej lodówce głownie światło wink
                • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:32
                  Byłaś (jako bezdzietna) po prostu niezorganizowana bądź uboga smile
                  Ja zawsze w lodówce mam masło, ser żółty, dżemy, jajka, jogurty naturalne.
                  A dla niespodziewanych gości (wiem, wiem z tego forum, że jeżeli nie meldują się z tygodniowym wyprzedzeniem powinnam przepędzić w trzy diabły tongue_out ) ciastka paczkowane (np. typu delicje) i cukierki typu Mieszanka Wedlowska.
                  Z tymi ostatnimi jest problem bo często podjadam i zdarzało się, że zostawało tylko pięć na krzyż.
                  • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:35
                    Jajka, miód, dżemy (własnej roboty), jakiś ser i masło zawsze mam w domu, niezależnie od stanu "zadziecenia"
            • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 07:33
              w mojej mieścinie najtańsza pizza taka na 4 osoby kosztuje 22 zł
              też jakoś nie za bardzo mnie stać kilka 2-3 razy w tygodniu wydawać kasę na pizzę aby tylko kogoś obcego nakarmic
              no ale fakt, ja też jak byłam mała nie biegałam na obiady do obcych ludzi, te miałam u siebie
              no i moi rodzice widocznie dobrze o nas dbali, ze nie chodziłyśmy z pustymi żołądkami po obcych ludziach
              • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:28
                Ojej, ojej, chcesz powiedzieć, że ci którzy karmią obce dzieci u siebie w domu, w domu byli zaniedbywani i biegali głodni do sąsiadów na obiad? big_grin
          • marianna72 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 16:37
            melmire napisała:


            > Srednia pizza (naprawde jednoosobowa) kosztuje minimun 12 euro, czyli tyle ile
            > wydaje na zakupy na dwa dni.
            A gdzie ta pizza , ktora kosztuje 12 euro ????
            • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 17:53
              No w okolicach Bordeaux tyle srednia bez wypasu kosztuje. A sklepu nocnego nie ma (chyba na szczescie) moglabym sie ewentualnie poswiecic o pojechac rowerem po zestaw do Mcdo albo po M&M'sy na stacje benzynowa smile
              • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 17:57
                > o zestaw do Mcdo albo po M&M'sy na stacje benzynowa smile

                albo poprostu powiedziec , moze zjemy pizze sie rzucimy
                • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:01
                  A to sie zdarza, ale propozycja wychodzi zazwyczaj od gosci. I tak samo, jesli to ja jestem gosciem to JA proponuje ze moze pizza albo kebab.
                  • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:04
                    > A to sie zdarza, ale propozycja wychodzi zazwyczaj od gosci. I tak samo, jesli
                    > to ja jestem gosciem to JA proponuje ze moze pizza albo kebab.


                    ze co ?
                    popelniasz spore faux pas , ale moze sie ludzie spodziewaja skoro ci sloma z butow wylazi
                    • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:09
                      Widocznie takie mam towarzystwo faux pasujacych, bo tak to wyglada niezaleznie od tego kto u kogo jest. Jak jest jakis niezaplanowany sped w godzinach posilkow to pierwsze pytanie to "jemy u was, cos przywiezc, czy mam wskoczyc po kebaba po drodze?"
                      • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:13
                        > Widocznie takie mam towarzystwo faux pasujacych, bo tak to wyglada niezaleznie
                        > od tego kto u kogo jest. Jak jest jakis niezaplanowany sped w godzinach posilko
                        > w to pierwsze pytanie to "jemy u was, cos przywiezc, czy mam wskoczyc po kebaba
                        > po drodze?"


                        no to sorry ale rzeczywiscie jakas grupa psychicznych ludzi
                        to problem by byl jak by ci ludzie przyszli po objedzie
                        a moze ,to jemy u was, to taki sygnal ze stac mnie na pizze za 12 euro
                        bo nie wiem
                        • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:17
                          Czasem pora jest taka bardziej nieokreslona, chcemy zebrac sie wczesniej bo planujemy np. dluzej grac, i pytanie sie pojawie, przyjechac juz po posilku czy tez jemy wspolnie, a jak wspolnie to czy ktos gotuje czy cos zamawiamy. Nie wiem co w tym jest strasznie dziwnego.
                          I tak, nie stac mnie na fundowanie pizzy gosciom, ani nie wymagam zeby oni mi fundowali tylko dlatego ze przyszlam w porze posilku ktorego nie moga "rozmnozyc". Wydaje mi sie to wiekszym faux pas.
                          • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:25
                            tak se mysle
                            to musi byc dla was stersujace
                            dla ciebie i takiej drugiej "goscinnej", isc gdzies nie wypada bo moze sie trafi na obiad
                            co wtedy , trzeba na mrozie stac pod drzwiami bo nie wpuszcza
                            przychodzi rok nie widziany kuzyn , trzeba sie zabarykadowac i udawac ze nie ma was w domu
                            a co gdy czujnosc oslabnie i jednak ktos sie wbije w porze obiadu
                            trzeba jakos czmuychnac do kuchni i tam ukratkiem po jednym kesie
                            strasznie to jakies stresujace
                            • melmire Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:34
                              No coz, taka mam wade charakteru ze nie chodze po ludziach bez uprzedniego zapowiedzenia sie i sprawdzenia czy i w jakich godzinach jestem mile widziana.
                              Mam to szczescie ze nie miaszkam juz w centrum wiec grono znajomych "idziemy do kina na 20 i pomyslelismy ze poczekamy u ciebie" tajemniczo sie wykruszylo smile
                              Naprawde, w dobie komorek, smartfonow i innych cudow techniki trudno wpasc do kogos znienacka, chyba ze sie chce. A to tez jest faux pas smile
                              • aquarianna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 08:11
                                > Mam to szczescie ze nie miaszkam juz w centrum wiec grono znajomych "idziemy do
                                > kina na 20 i pomyslelismy ze poczekamy u ciebie" tajemniczo sie wykruszylo smile

                                Oo to też było u mnie na porządku dziennym, właśnie ze względu na mieszkanie w centrum miasta. Niektórzy zrobili sobie u mnie poczekalnię, jak nie do kina, to na dyskotekę. I nie, że to ja z nimi szłam i wcześniej się umawialiśmy u mnie. Nie. Oni szli z kimś tam innym, byli umówieni, do seansu jeszcze trochę czasu, więc zamiast poczekać gdzieś na kawie "na mieście", to się szło do Anki, bo Anka ma swoją chatę, to można do niej wpaść kiedy się chce uncertain I znów to samo - pół biedy, gdyby wcześniej zadzwonili. Nie, przychodzili po prostu bez zapowiedzi traktując mój dom jako instytucję otwartą dla każdego o każdej porze dnia i nocy.
                                No ale to widać ja chamka i nie znam dzisiejszych norm kulturowych wink
                            • aquarianna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 08:06
                              jamesonwhiskey napisał:

                              > tak se mysle
                              > to musi byc dla was stersujace
                              > dla ciebie i takiej drugiej "goscinnej", isc gdzies nie wypada bo moze sie traf
                              > i na obiad

                              A mi po prostu szczęka opada jak to czytam. Fakt, to stresujące mieć takich znajomych, którzy nie potrafią zadzwonić wcześniej i ustalić godziny spotkania takiej, żeby nikomu to nie kolidowało z planami, tylko przychodzą do kogoś do domu ni z gruszki ni z pietruszki i myślą, że tak jest w porządku. Takich właśnie znajomych wyeliminowałam, bo mnie stresowali.

                              > co wtedy , trzeba na mrozie stac pod drzwiami bo nie wpuszcza
                              > przychodzi rok nie widziany kuzyn , trzeba sie zabarykadowac i udawac ze nie ma
                              > was w domu

                              No w sumie mogłabym otworzyć drzwi i powiedzieć sorry, ale teraz odpoczywamy po całonocnym dyżurze, potem jedziemy z dziećmi do kina, więc przyjdź kiedy indziej. Tak by było lepiej?
                              Nie wiem, co chcesz udowodnić, że to ja jestem niewychowana, bo nie przyjmuję gościa, z którym nie mam ochoty się widzieć, bo mam inne plany? Bo dla mnie niewychowany jest ten, który przychodzi bez zapowiedzi, nie szanując czasu gospodarza. To, że kogoś rok nie było, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Są tacy, którzy dzwonią dużo wcześniej "będziemy na tydzień w G. - może się umówimy na jakiś dzień, dajcie znać, kiedy wam pasuje" - i to jest normalne. A nie, my w piżamach, bo dopiero wstaliśmy, zmęczeni jeszcze, a tu cała rodzinka pod drzwiami stoi. Chore.

                              > a co gdy czujnosc oslabnie i jednak ktos sie wbije w porze obiadu
                              > trzeba jakos czmuychnac do kuchni i tam ukratkiem po jednym kesie
                              > strasznie to jakies stresujace

                              Dlatego jak wyżej - nie mam już takich niewychowanych znajomych, więc już się nie stresuję.
                              • jola-kotka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:54
                                A nie, my w piżam
                                > ach, bo dopiero wstaliśmy, zmęczeni jeszcze,
                                >
                                przebadaj dokładnie rodzinę,takie zmęczenie chwilę po przebudzeniu,ciekawe,to musi być oznaka jakiejś ciężkiej choroby
              • marianna72 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 19:32
                No to nie fajnie un nas najtansza czyli margarita na wynos kosztuje 4 euro i mi sie to wydaje duzo ( wlochy)
          • aquarianna Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 17:49
            melmire napisała:

            > Poszlam do kuchni i sprawdzilam. Stan na dzis : pol bagietki, 6 plasterkow beko
            > nu, 3 plasterki sera (lekko podeschniete). za nic sie z tego nie zrobi "wielki
            > polmisek z wedlina i serami" i klasa nie ma nic do tego. Z proznego i Salomon,
            > i tak dalej, i tak dalej.
            > Srednia pizza (naprawde jednoosobowa) kosztuje minimun 12 euro, czyli tyle ile
            > wydaje na zakupy na dwa dni. Nie stac mnie na to zeby niezapowiedzianym gosciom
            > fundowac, sorry.

            Oj kochana, to tyłek w troki i jak ktoś tutaj napisał - są sklepy nocne wink
            Nie ma to tamto. Tu trzeba na głowie stanąć i gościa podjąć.
    • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:02
      Zawsze się dzielę tym co mam, a jak mi brakuje to szybko coś dorabiam.
      W opisanej sytuacji podzieliłabym kiełbaski na mniejsze części i zrobiłabym więcej kanapek.
      • agrestka1 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:19
        jak mam to też się dzielę ale jak nie mam to nie mam i już nie zamierzam biegać do sklepu i dorabiać i nie zamierzam czuć się winna że nie jestem perfekcyjną panią domu i nie umiem w dowolnym momencie wyczarować żarcia dla 10 osób. Tak jak pisałam wcześniej, gdybym miała stołować koleżanki ,moich dzieci od czasu do czasu nie robiłabym problemu. Ale moje przyprowadzały się codziennie. No sorry. Nakarmić 4 osoby a nakarmić 8 to dla mnie jest różnica. I nie ma to nic wspólnego z brakiem klasy tylko z ograniczonym budżetem. Nie i już.
        • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:47
          Ale w pierwszym wątku chodziło o jednego chłopca... Rany....
    • zahara0 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:14
      kklekss napisała:

      > U niektórych rodzin jest wiecej swiatła w lodówce niż jedzenia.Naprawde są bied
      > ni wsród nas i nawet dla nich samych nie starcza kasy , aby tę lodówkę zapełnić

      Dokładnie tak bywa, ale syty głodnego nie zrozumie.
      Ja miałam taką sytuację, że moja koleżanka (dorosła osoba, singielka) polubiła wpadanie do nas po pracy, akurat gdy wszczyscy jedliśmy obiad. Wtedy mieliśmy już od dłuższego czasu fatalną sytuację finansową, o której bardzo dobrze wiedziała, ale cóż, bardzo smakowały jej nasze domowe obiadkismile W końcu po miesiącu prawie codziennego dożywiania koleżanki zaczęłam jej mówić, że jestem zajęta, że muszę zaraz gdzieś wyjść, itd, bo sama nie mogła się domyślić, a głupio mi było mówić, że po prostu nie stać nas na żywienie 5-tej osoby.
      • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:21
        Ale Ty opisujesz sytuację, kiedy dorosła, znająca Waszą kiepską sytuację osoba, permanentnie przez cały miesiąc wciskała się na obiady i najchętniej robiłaby tak dalej. Autorka pisała o koledze syna, który się zasiedział do czasu kolacji. Zupełnie inny kaliber.
    • koza_w_rajtuzach Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:14
      Dla mnie problem jest dość dziwny. Powiedziałabym, że mogą przyjść, a jak przyszliby, to dałabym im pieniądze, żeby skoczyli do sklepu po jeszcze jedną kiełbasę, no chyba, że mieszkacie z dala od cywilizacji, gdzie sklepów w pobliżu nie ma.
      Nie widzę problemu, żeby poczęstować kolegę moich dzieci, który dość często u nas bywa. Prawda jest taka, że obiadów u nas nie je, bo przychodzi do nas po prostu po obiedzie, tak jak i ja swoje dzieci zawsze wysyłam do niego po obiedzie, choć i tak przeważnie po kilku minutach wszystkie idą do mnie wink. Mimo wszystko dziecko po iluś tam godzinach może zgłodnieć, nie będę go odsyłać do domu jak powie, że głodny, tylko zrobię mu kanapkę czy odgrzeję jakieś pierogi, a jak moje dzieci jedzą jakiś jogurt czy placki, to jego też poczęstuję.
      • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 07:35
        nie mieszkam na odludziu ale żeby kupić zjadliwą kiełbaskę, to muszę z buta w jedną stronę zasuwać z 15 minut, plus kolejka plus powrót, to daje do 35-40 minut
        a nie widze powodu aby dla kiełbaski zostawiać same dzieci, bo ktoś szczytnie niczym Borejkowie karmi całą dzielnicę i zdziwiony jest, że inni nie prowadzą u siebie jadłodajni za free
        • franczii Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 07:41
          To tym bardziej sie dziwie, ze majac daleko do sklepu tak wszystko macie powyliczane co do plasterka.
    • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:41
      Przez ten wątek stanęła mi w gardle kanapka z szynką i ogórkiem zrobiona przez mamę mojej koleżanki 20 lat temu....
    • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 15:49
      Nie sądziłam, że kto jak kto, ale matki dzieciom innemu dziecku (koledze własnego dziecka) żałują buły z kiełbasą uncertain
    • moofka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 16:18
      ja karmie i mojego karmia
      luzik
      jak nie mam to proponuje ciastko i owoce i kaze poczekac w pokoju - nie odejmuje nikomu od pyska
      jak mam wolam do stolu
      co wiecej dziecko czasem przychodzi z informacja ze cos pysznego jadlo i sie z matkami wymieniami
      co to za nalesniki pani robila, ze 3 dni o nich gadal big_grinbig_grin
      ale to nieduze osiedle i sie wszyscy znaja
    • graue_zone Było kiedyś takie przysłowie... 04.09.12, 16:39
      "Gość w dom, Bóg w dom" i myślę, ze także niewierzące wiedzą, o co w nim chodzi.

      Ale teraz widzę, że jednak w części domów obowiązuje "Gość w dom, chleb do szafy". I jeszcze gospodarze są z tego dumni... Żal, że dobre wychowanie i gościnność tak schodzi na psy.
      • anetuchap Re: Było kiedyś takie przysłowie... 04.09.12, 17:28
        Do moich córek dość często (przynajmniej 2 razy w tygodniu) przychodzą koleżanki.
        Jak Maja chodziła do przedszkola,to czasami odbierałam ją,jej przyjaciółkę i siostrę tejże.
        Ja sobie nie wyobrażam nie poczęstować dziecka obiadem,jedzeniem. Sama nie zjem lub
        zjem co innego,a dzieci dostaną. Zdarzało się,że niespodziewanie wpadła koleżanka a ja miałam sosu na 3 porcja makaronu - po prostu każdy dostał mniej sosu. Jak dzieci się nie najedzą,to robię im coś innego np.naleśniki. Tak samo robili moi rodzice,fakt,że ojczym gotował zawsze dużo większe porcje.Moje koleżanki ze studiów uwielbiały do mnie przychodzić na obiad,bo mój ojczym bardzo dobrze gotuje. Nie potrafię sobie wyobrazić,że ja jem obiad,a ktoś się patrzy. Jak moje córki idą do koleżanek,to też są częstowane obiadem.
      • kropkacom Re: Było kiedyś takie przysłowie... 04.09.12, 19:21
        To takie proste: jedni prowadzą dom otwarty, a drudzy nie. Zachowujecie się histerycznie jakby chodziło dokarmienie dziecka, które nie ma we własnym domu co jeść. No naprawdę...
        • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 10:54
          kropkacom napisała:

          > To takie proste: jedni prowadzą dom otwarty, a drudzy nie. Zachowujecie się his
          > terycznie jakby chodziło dokarmienie dziecka, które nie ma we własnym domu co j
          > eść. No naprawdę...

          No dokładnie. Na tej samej zasadzie - wychodzimy rodziną do kina/na basen/na lody, nagle wpada bez zapowiedzi kolega dziecka i co? Mamy jego też ze sobą zabrać, bo nie wypada inaczej? Trochę asertywności w życiu nie jest jednoznaczne z brakiem kultury. Mniej kulturalne są tu oburzone panie, które nie są w stanie zaakceptować tego, że inni mają inne zasady.
          • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 11:08
            Jest pewna różnica między poczęstowaniem jedzeniem z zabraniem na basen. Ale to chyba dla Ciebie za trudne, żeby ją dostrzec.
            • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 11:22
              graue_zone napisała:

              > Jest pewna różnica między poczęstowaniem jedzeniem z zabraniem na basen.

              Dla mnie nie ma różnicy. Coś jest zaplanowane i zarezerwowane dla rodziny, więc nie ma powodu, by dzielić się tym z kimś niespodziewanym (zakładając, że ten ktoś nie jest w pilnej potrzebie).
              Inny przykład - gdy siedzisz w barze/stołówce na uczelni albo w pracy i jesz obiad, a dosiada się do Ciebie znajoma na ploty i bez swojego posiłku, to jej wydzielasz na oddzielny talerzyk trochę swojej porcji?
              Poczęstować to ja mogę cukierkiem albo owocami, gdy są podzielne.
              Ale jeśli już jem kanapkę albo sałatkę, to do licha nie muszę się z nikim dzielić ani go częstować, bo z jakiego powodu? Dokładnie to samo jest z obiadem. Mam obiad dla rodziny, ktoś się nagle pojawia, to - zakładając, że nie kona z głodu - albo czeka, aż rodzina zje albo wraca do domu. Obiad to nie jest poratowanie kogoś w pilnej potrzebie. Mam wrażenie, że wyjątkowo demonizujecie tę kwestię.

              > Ale to chyba dla Ciebie za trudne, żeby ją dostrzec.

              Tak samo, jak dla Ciebie jest za trudne, by pojąć, że nie zaproszenie na obiad osoby, która przyszła nie w porę lub się zbyt długo i niegrzecznie zasiedziała, nie jest niczym zdrożnym. Wiesz, to trochę tak, jakby się ktoś zasiedział do późna, a Ty padając ze zmęczenia i chcąc iść już spać uważałabyś, że grzecznie jest go wówczas poprosić o pozostanie na noc i broń Boże nie wypada powiedzieć "Bardzo cię przepraszam, ale jest już późno, a my chcielibyśmy iść spać, może dokończymy spotkanie w innym czasie".
              • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 11:40
                > Inny przykład - gdy siedzisz w barze/stołówce na uczelni albo w pracy i jesz ob
                > iad, a dosiada się do Ciebie znajoma na ploty i bez swojego posiłku, to jej wyd
                > zielasz na oddzielny talerzyk trochę swojej porcji?


                Jeśli nie widzisz różnicy między tym przykładem, a obiadem w domu, to chyba rzeczywiście nie mamy o czym dalej dyskutować. Bo przykład kompletnie nieprzystający do całości dyskusji.
                • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:16
                  > Jeśli nie widzisz różnicy między tym przykładem, a obiadem w domu, to chyba rze
                  > czywiście nie mamy o czym dalej dyskutować.

                  Nie, nie widzę różnicy.
                  Jeśli przychodzi do mnie gość NIE NA OBIAD, w dodatku niezapraszany, to nie podanie mu obiadu nie jest niczym nienormalnym. Powtarzam - napompowaliście tę kwestię do jakichś monstrualnych rozmiarów. Może to kwestia wychowania; dla mojej babci obiad to była świętość i spóźnienie się na posiłek lub jego odmowa było traktowane jako zniewaga pani domu, która ten posiłek przygotowywała. Bardzo się tym przejmowała, bo tak było w jej rodzinie.
                  My to traktujemy zupełnie inaczej. Nie dzielę się kanapką w pracy, nie muszę się dzielić obiadem w domu. I dlatego tak, jak nie czuję się w obowiązku zapewnienia spania osobie, która się zasiedziała do nocy, tak, jak nie czuję się w obowiązku wzięcia kolegi syna ze sobą do kina, choć akurat do nas przyszedł, tak nie widzę konieczności zapraszania kogoś, kto akurat trafił na porę obiadu do wspólnego posiłku. Bo nie. Bo takie mam zasady. I jak widać z księżyca się nie urwałam, wyjątkiem w tej dyskusji nie jestem, a skoro tak, to może warto w końcu przyjąć do wiadomości, że ludzie są różni.
                  • iwles Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:20

                    Pewnie, przyjąć do wiadomości mogę, ale takiej znajomej jak ty nie chciałabym mieć, a i nie chciałabym, aby moje dziecko kiedykolwiek trafiło na ciebie, jako matkę swojego kolegi.
                    • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:26
                      iwles napisała:

                      > Pewnie, przyjąć do wiadomości mogę, ale takiej znajomej jak ty nie chciałabym m
                      > ieć,

                      Nie musisz. Ja bym nie chciała mieć takiej, jak Ty, która nie widzi niczego niewłaściwego w wizytkach bez zapowiedzi. I na szczęście takich znajomych nie mam. Od tego jest komórka czy e-mail, żeby można się było umówić w czasie, który każdemu pasuje.

                      > a i nie chciałabym, aby moje dziecko kiedykolwiek trafiło na ciebie, jako
                      > matkę swojego kolegi.

                      Jak wyżej. Znajomi moich dzieci nie narzekają, a odwiedziny mam przynajmniej 2 razy w tygodniu. ZAPLANOWANE wcześniej, bo wszyscy wokół - my, rodzice znajomych dzieci, w końcu same dzieciaki - mamy do tego stopnia zajęty tydzień, że nie ma możliwości takiego spontanu, o jakim piszecie. To nie Wilkowyje, gdzie się wchodzi do sąsiada bez pukania i siedzi na plotach pół dnia, bo i tak się nic lepszego nie ma do roboty.
                      Łapiesz tę różnicę, czy dalej będziemy się kręcić w kółko?
                      • iwles Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:32

                        tak, łapię różnicę, macie zaplanowane życie z dokładnością co do minuty.
                        Ja natomiast się nie spinam, bo szkoda mi zdrowia, kiedy coś w tym biznesplanie na życie nie wyjdzie, albo będzie miało pólgodzinne opóźnienie.
                        Widocznie niektórzy, np. ty, tak nie potrafią, cóż, żal mi ich i tyle, zero luzu, zero spontaniczności i w takiej atmosferze "idealności" wychowują swoje dzieci, stąd te wszystkie chore ambicje, nerwice, wrzody i zawały serca, kiedy coś niespodziewanie wymknie się spod kontroli.
                        • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:42
                          > tak, łapię różnicę, macie zaplanowane życie z dokładnością co do minuty.

                          Nie co do minuty, ale zaplanowane.
                          Przeszkadza Ci to?

                          > Ja natomiast się nie spinam, bo szkoda mi zdrowia, kiedy coś w tym biznesplanie
                          > na życie nie wyjdzie, albo będzie miało pólgodzinne opóźnienie.

                          A skąd pomysł, że ja się spinam? To Wy oczekujecie ode mnie zachowań, które by takie spięcia mogły spowodować, a ja ich unikam, właśnie po to, by się nie spinać.

                          > Widocznie niektórzy, np. ty, tak nie potrafią, cóż, żal mi ich i tyle, zero luz
                          > u, zero spontaniczności i w takiej atmosferze "idealności" wychowują swoje dzie
                          > ci, stąd te wszystkie chore ambicje, nerwice, wrzody i zawały serca, kiedy coś
                          > niespodziewanie wymknie się spod kontroli.

                          Sorry, ale co Ty chrzanisz?
                          Lubisz żyć byle jak i po hippisowsku, to sobie żyj.
                          Ja wolę zorganizowane, zaplanowane życie.
                          I ani to buractwo, ani nie musisz mi niczego współczuć.
                          Mam poukładane życie wg własnych zasad i dobrze mi z tym.
                          Rozumiesz?
                          MI (słownie MI) jest z tym dobrze. Mojej rodzinie również.
                          Innym nie musi. Nie żyję dla innych.
                          Jeśli to komuś nie pasuje, nie musi przebywać w moim otoczeniu.
                          Jeszcze coś wytłumaczyć? smile
                          • lauren6 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:52
                            > MI (słownie MI) jest z tym dobrze. Mojej rodzinie również.
                            > Innym nie musi. Nie żyję dla innych.
                            > Jeśli to komuś nie pasuje, nie musi przebywać w moim otoczeniu.
                            > Jeszcze coś wytłumaczyć? smile

                            Czy nie jest ci tak zwyczajnie, po ludzku głupio, że ludzie cię mają za buraka?
                            • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:56

                              > Czy nie jest ci tak zwyczajnie, po ludzku głupio, że ludzie cię mają za buraka?

                              Jeśli za buraka uważa mnie idiota, to nie, nie jest mi przykro.
                            • soha2 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 14:39
                              mówisz o wszystkich ludziach czy tylko o sobie i o kimś tam jeszcze? bo ja jej nie mam za buraka
                              natomiast ten, kto tak szybko paluszkami wystukuje słowo burak na klawiaturze, sam często nim jest, bo normalny człowiek raczej nie wyzywa innych od buraków
                              • lauren6 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 16:42
                                Wiesz, to nie ja pierwsza w tym wątku nazwałam ją burakiem, więc najwyraźniej to nie jest jedna, odosobniona opinia mojej skromnej osoby.

                                Odmawianie goszczącemu u nas dziecku poczęstunku złożonego z jakiejś parówy uważam za przejaw buractwa. Tłumaczenie tego, bo ważne, żeby MI było dobrze uważam za buractwo do kwadratu. Normalny człowiek umie nazywać rzeczy po imieniu. Nienormalny udaje, że goły król nie jest nagi albo burak nie jest burakiem.
                  • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:20
                    Nie, to Ty poczęstowanie kogoś jedzeniem napompowałaś do gigantycznych rozmiarów. Bo jakże to, ktoś chciały się podłączyć POD TWÓJ OBIAD!!!! No bezczelność, brak wychowania! A to taka normalna rzecz, poczęstować kogoś obiadem, kolacją....
                    • soha2 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:23
                      normana rzecz to poczęstować kogoś herbatą, kawą, zimnym napojem
                      jedzonym akurat czy też nakładanym na talerz obiadem nie częstuję
                      • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:26
                        Biedni ci Twoi goście.... W garści muszą wszystko trzymać, bo przecież na talerz nie nałożysz. I jeszcze Ci ubędzie, albo zjesz mniejszą porcję...
                        • soha2 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:33
                          a ja współczuję tobie, bo odejmowanie sobie od ust dla zadowolena tej masy, którą za free karmisz musi być jednak stresujące dla twego żołądka tongue_out
                          a moi goście mają się dobrze na szczęście tongue_out
                          • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:36
                            dla zadowolena tej masy, którą za free karmisz

                            I tu Cię najbardziej boli...
                            Wyobraź sobie, że stać mnie na to, żeby poczęstować kogoś obiadem, nawet kilka osób, jeśli trzeba. A Ciebie najwyraźniej wąż w kieszeni kąsa.
                            • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:45
                              > [/b] Wyobraź sobie, że stać mnie na to, żeby poczę
                              > stować kogoś obiadem, nawet kilka osób, jeśli trzeba. A Ciebie najwyraźniej wąż
                              > w kieszeni kąsa.

                              I wuj Ci do tego, czy ją kąsa, czy nie.
                              Czy to Twoja kieszeń?
                              Zajmij się swoją własną.

                              Co za naród ... uncertain
                              • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:49
                                Mnie to nie obchodzi, ale moja przedmówczyni pierwsza wyraziła współczucie ( pośrednio) dla stanu moich finansów i (bezpośrednio) dla mojego żołądka.
                                • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:02
                                  graue_zone napisała:

                                  > Mnie to nie obchodzi, ale moja przedmówczyni pierwsza wyraziła współczucie ( po
                                  > średnio) dla stanu moich finansów i (bezpośrednio) dla mojego żołądka.

                                  Ponieważ Ty jeszcze wcześniej współczułaś jej znajomym suspicious
                            • soha2 Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 14:32
                              wolę mieć węża w kieszeni niż być darmową jadłodajnią big_grin
                              spoko, kogo trzeba, tego obiadem podejmuję big_grin
                              a dzieci - mają swoich rodziców, to ich, nie mój obowiązek nakarmić ich
                              ale jak chcesz, to mogę te tabuny podesłać do ciebie, daj tylko namiary tongue_out
                        • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:34
                          graue_zone napisała:

                          > Biedni ci Twoi goście....

                          Weź już nie tragizuj, bo to się zaczyna robić żałosne.
                          Powtarzam - demonizujesz problem tak, że bardziej się nie da.
                          Nikt nie jest biedny, to Ty sobie ubzdurałaś, że trzeba sobie niemal z gęby wyjąć w imię dziwnie pojmowanej gościnności.
                          Swoją drogą - nieproszonemu wegetarianinowi też będziesz oddzielny posiłek szykować, do sklepu po ingredienty o 22:00 biegać, żeby się biedaczek nie poczuł urażony?
                          • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:37
                            Ja nie demonizuję. Usiłuję Ci tylko wytłumaczyć, że to nie Twoja postawa jest normalna.
                            • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:48
                              graue_zone napisała:

                              > Usiłuję Ci tylko wytłumaczyć, że to nie Twoja postawa jest normalna.

                              Dobra, z mojej strony pas.
                              Doszłam do ściany i pod palcami poczułam beton.
                              • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:49
                                Ja też. I tak nie jestem w stanie wytłumaczyć Ci, o co chodzi, więc już nie będę próbować.
                                • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:01
                                  graue_zone napisała:

                                  > Ja też. I tak nie jestem w stanie wytłumaczyć Ci, o co chodzi, więc już nie bę
                                  > dę próbować.

                                  Różnica między nami jest taka, że ja Twoją postawę akceptuję i nie przeszkadza mi to, że karmisz pół osiedla, natomiast Ty moją postawę uważasz za nienormalną, tylko dlatego, że JA TAK NIE ROBIĘ.
                                  I dlatego uznałam, że Twoje poglądy są betonowe. Nie jesteś w stanie otworzyć swojego umysłu i przyjąć do wiadomości, że ludzie są różni, mają różne zasady, różne potrzeby i naprawdę nie trzeba im z tego powodu współczuć ani wyzywać od buraków.
                                  • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:06
                                    Wiesz co, albo czytasz wybiórczo, albo nie do końca rozumiesz. I nie chce mi się już tłumaczyć, ani wyjaśniać. Postawę prezentuj sobie, jaką chcesz, ale nie musi mi się podobać, ani nie muszę uznawać jej za normalną i pożądaną.

                                    Na tym kończę.
                                    • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:27
                                      graue_zone napisała:

                                      > Wiesz co, albo czytasz wybiórczo, albo nie do końca rozumiesz. I nie chce mi si
                                      > ę już tłumaczyć, ani wyjaśniać.

                                      Nie musisz, bo ja wiem, o co Ci chodzi i nawet Ci to napisałam.
                                      Dość wyraźnie, jak sądzę.

                                      > Postawę prezentuj sobie, jaką chcesz, ale nie musi mi się podobać,

                                      A co Ci osobiście przeszkadza w mojej postawie?
                                      TOBIE. OSOBIŚCIE.
                                      Jakąś krzywdę Ci wyrządzam, że nie jesteś w stanie wykazać się nawet tolerancją dla tego, że ktoś ma inne poglądy?

                                      > ani nie muszę uznawać jej za normalną i pożądaną.

                                      Jak wyżej. Weź sobie zrób baranka, bo zaczynasz się już ośmieszać.
                                      • graue_zone Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 15:00
                                        Mnie nie, bo nie należysz do grona moich znajomych. Ale tak samo, jak dziwi Cię moja postawa, Twoja ma prawo dziwić mnie.
                                  • jamesonwhiskey Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:09
                                    > natomiast Ty moją postawę uważasz za nienormalną

                                    bo twoja postawa jest nienormalna
                                    i normalni ludzie zachowuja sie troche inaczej

                                    > Nie jesteś w stanie otworzyć s
                                    > wojego umysłu i przyjąć do wiadomości, że ludzie są

                                    bo to co wyprawiasz dla normalnych umyslow jest nie do pojecia
                                    • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 13:31
                                      > bo twoja postawa jest nienormalna
                                      > i normalni ludzie zachowuja sie troche inaczej
                                      > bo to co wyprawiasz dla normalnych umyslow jest nie do pojecia

                                      Z twoich ust to brzmi jak komplement, tak więc dziękuję za utwierdzenie mnie przekonaniu, że wg moich kryteriów jednak jestem ... normalna.
                                  • tempera_tura Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 16:57
                                    Różnica jest taka że zachowujesz sie jak buraksmile
                          • jamesonwhiskey Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:55
                            > Nikt nie jest biedny, to Ty sobie ubzdurałaś, że trzeba sobie niemal z gęby wyj
                            > ąć w imię dziwnie pojmowanej gościnności.

                            w twoim wypadku gdy kazdy ma wyliczony plasterek sera cwiartke pomidora i kajzerke
                            to rzeczywiscie moze byc problem
                            ale ja sie spotykam z sytuacja ze ludzie az tak sobie nie wydzielaja jedzenia wiec cos sie zawsze znajdzie
                      • robitussin Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 12:29
                        soha2 napisała:

                        > normana rzecz to poczęstować kogoś herbatą, kawą, zimnym napojem
                        > jedzonym akurat czy też nakładanym na talerz obiadem nie częstuję

                        Dokładnie.
      • aquarianna Re: Było kiedyś takie przysłowie... 05.09.12, 08:23
        graue_zone napisała:

        > "Gość w dom, Bóg w dom" i myślę, ze także niewierzące wiedzą, o co w nim chodz
        > i.

        Było też takie "Zastaw się, a postaw się".
        Też nadal aktualne.

        Poza tym z przysłowiami to jest tak, że jedno brzmi "Jak cię widzą, tak cię piszą" a inne z kolei "Nie szata zdobi człowieka" i bądź tu mądry, z którego korzystać wink

        > Ale teraz widzę, że jednak w części domów obowiązuje "Gość w dom, chleb do sza
        > fy". I jeszcze gospodarze są z tego dumni... Żal, że dobre wychowanie i gościnn
        > ość tak schodzi na psy.

        Gościnność nie oznacza, że należy tolerować najścia i najazdy bez zapowiedzi.
        Też uważam, że dobre wychowanie schodzi na psy. Dlatego ja już nie zadaję się z ludźmi niewychowanymi, którzy nie szanują innych i bez zapowiedzi wtarabaniają się komuś do domu.
      • melmire Re: Było kiedyś takie przysłowie... 06.09.12, 13:12
        Bylo tez takie " gość nie w porę gorszy Tatarzyna" smile
    • kozica111 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 18:17
      Chleba i wody sie nigdy nie żałuje....

      Zrobiłabym kanapki z tymi kiełbaskami dla wszystkich.Dziwna jesteś.
    • yoko0202 zależy od częstotliwości takich sytuacji 04.09.12, 18:28
      jeżeli raz czy dwa razy w tygodniu przy danym posiłku pojawiłby się dzieciak, to oczywiście mogę poczęstować, ewentualnie jeżeli mam wyliczone porcje obiadowe to zaproponuję kanapkę, talerz zupy, owoce itp.
      jeżeli miałoby to być prawie codziennie, + goście w liczbie mnogiej, to chyba wybrnęłabym w taki sposób, że powiedziałabym coś w stylu: słuchaj, teraz będziemy jeść obiad, może niech koledzy/koleżanki też skoczą do domu coś zjeść i za pół godziny spotkacie się i bawicie się dalej.
      inna sytuacja, gdy jednego dnia dzieciak sąsiadów siedzi i stołuje się u nas, a kolejnego dnia nasze u nich.
      ale ogólnie nie czułabym się zobowiązana, żeby codziennie prowadzić jadłodajnię charytatywną dla dzieci z okolicy.
      w końcu nie każdy ma w domu nieograniczone ilości jedzenia, ja np. nienawidzę marnować żarcia, zamrażalnik mam mikroskopijny, więc w lodówce mam tylko to, co realnie zostanie zjedzone przez domowników w ciągu kolejnych 2-3 dni, w miarę zaplanowane ilościowo obiady itp.
    • lacitadelle Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 19:14
      Uff, trochę straszny ten wątek, aż się przykro robi czytając niektóre posty.

      Jakoś dyskretnie poczekać z jedzeniem, wyprosić, to jeszcze mieści mi się w głowie, ale jeść przy kimś i go nie częstować to już hard-core. Prawdziwy. Nie spotkałam się z czymś takim w życiu.

      Osobiście uwielbiam karmić ludzi, mam w domu warzywa, suchy prowiant, ziemniaki, puszki, coś tam w zamrażalniku też. Przy 4-5 osobach nie da się moim zdaniem idealnie zaplanować posiłku, więc zwykle robię trochę więcej i to co zostaje - ktoś ma potem na inny posiłek, zabiera do pracy na lunch, mrozimy. Gdybym miała mięso wyliczone na kotlety czy tam ileś kiełbasek, to bym je pocięła, dodała warzyw i zrobiła sos czy inną zapiekankę z ziemniakami lub jajkiem. Kurczę dla jednego dziecka to naprawdę nie jest problem.


    • marianna72 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 19:29
      watek sie troche rozwinal nie bardzo zreszta jak zwykle na e-mamiesmile)) Wydaje mi sie ,ze duzo zalezy od tego jaki ma apetyt rodzina. My raczej jestesmy z serii niejadkow i nauczylam sie ,ze musze gotowac na styk bo zwyczajnie pozniej jedzenie sie marnowalo. Kiedys sporo wyrzucalam ale poniewaz b. tego nie lubie nauczylam sie gotowac pod nas .Tego czego nie brakuje u nas to owoce bo te zawsze jem ja w duzych ilosciach z reszta roznie.Tak wiec mysle ,ze mogloby sie zdarzyc ,ze nie mialabym czym podjac niezapowiedzianego goscia. Tzn mam zawsze sos pomidorowy, makaron czy tunczyka w puszkach ale np wedlin na kanapki nie bo wedliny jemu b.rzadko nie lubimy a na zapas nie kupuje bo lubie zjec od razu po pokrojeniu.
    • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 19:33
      maga761 napisała:

      > Jestem ciekawa co robicie w takiej sytuacji. Wczoraj syn był z kolegą na boisku
      > niedaleko naszego domu i zadzwonił czy kolega może do niego przyjść. Ja nie ku
      > piłam nic na kolację a miałam zamrożone 4 kiełbasy (jest nas czworo) i rozpalał
      > am właśnie gril aby je upiec, do tego były kanapki. Powedziałam, ze nie i wytłu
      > maczyłam dlaczego.

      Podzieliłabym kiełbaski na 5 części i dorobiła kanapek
    • wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:09
      Cały wątek jest świetnym przykładem na to jak zmieniają się obyczaje w Polsce.
      Jesteśmy coraz bardziej zamożni, mamy coraz więcej oraz jednocześnie coraz bardziej zamykamy się przed innymi i nie mamy ochoty się dzielić. Ani czasem, ani żarciem ani niczymsmile
      Buractwo króluje niestety.
      Każdy sobie rzepkę skrobiesmile
      I nie mówcie mi, że niechęć do dzielenia się jest wynikiem biedy - bo biedny (ten który naprawdę wie jak to jest mieć niewiele lub wcale) podzieli się tym co masmile
      Stare powiedzenie "czym chata bogata" nie oznacza konieczności organizowania wielkopańskich przyjęć na cześć każdego, kto się w drzwiach pojawia - ale oznacza gotowość do podzielenia z ludźmi żyjącymi obok.
      I czasem może to być po prostu chleb z masłem czy herbata.

      A w temacie - za czasów mojego dzieciństwa (lata od 70 po 90te) wszyscy karmili wszystkie zaprzyjaźnione czy znajome dzieci, a te dzieci nie robiły celowych nalotów na czyjeś wyliczone kiełbaski.
      Nikt nikogo nie karmił wyszukanymi smakołykami tylko tym co było akurat w domu.
      Ludzie nawzajem opiekowali się swoimi dziećmi i zwracali uwagę na to co robią (z opieprzaniem włącznie).
      Dzielenie się jedzeniem czy słodyczami z kumplami na podwórku czy w szkole było normą.
      Nikt od tego nie umarł i nie zbiedniał - a nawiązane przyjaźnie bezcenne.

      Autorce wątku oraz robitussin współczuję podejścia do życia i mam nadzieję, że los mnie z Wami nigdy nie zetkniewink
      • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:19
        Znowu mam wrażenie, że wychowałam się w innej Polsce big_grin Za moich czasów szło się na obiad do siebie do domu. Nikt nie zgłaszał pretensji. Oczywiscie były domy otwarte, gdzie na obiedzie była piątka swoich i trójka skądś tam. Taki dom prowadziła moja teściowa.

        Nie wtłaczajmy wszystkich do jednego gara. Tu nie chodzi o:głodnego nakarm... Mam wrażenie, ze forumki się uraziły, bo ich dzieci jedzą po innych domach.
        • falka_85 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:06
          kropkacom napisała:
          > Tu nie chodzi o:głodnego nakarm...
          > Mam wrażenie, ze forumki się uraziły, bo ich dzieci jedzą po innych domach.
          Też mam takie wrażenie smile
          Sama wprawdzie nie kazałabym nikomu czekać aż sama zjem (no musiałabym się mega mega wkurzyć). Z drugiej strony gdy dziecko przychodzi o 9, wychodzi o 22 kilka dni z rzędu i je w tym czasie wszystkie (czy prawie wszystkie) posiłki u kolegi to nie jest normalne. Matka z ojcem nie zainteresowali się gdzie dziecko jest tyle czasu, na obiad czy kolację nie wołali do domu?
          • lauren6 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:36
            falka_85 napisała:

            > kropkacom napisała:
            > > Tu nie chodzi o:głodnego nakarm...
            > > Mam wrażenie, ze forumki się uraziły, bo ich dzieci jedzą po innych domac
            > h.
            > Też mam takie wrażenie smile

            To macie głupie wrażenie, skoro w temacie wypowiedziało się wiele osób bezdzietnych i posiadające małe dzieci, które jeszcze nie miały okazji stołować się u kolegów big_grin
        • mama303 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:20
          kropkacom napisała:

          > Znowu mam wrażenie, że wychowałam się w innej Polsce big_grin Za moich czasów
          > szło się na obiad do siebie do domu. Nikt nie zgłaszał pretensji.
          Za moich czasów podobnie smile
        • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 07:54
          jak miło, ze jest jeszcze jakaś forumka, która jak ja kiedyś szła na obiad do swojego domu
          co nie oznacza, że czymś do picia albo jakąś słodką bułeczką nie było się poczęstowanym
          smile
        • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 08:22
          kropkacom napisała:

          M
          > am wrażenie, ze forumki się uraziły, bo ich dzieci jedzą po innych domach.

          Pudło. Ja zdecydowanie częściej karmie koleżanki córki niż córka trafia na obiad do koleżanek. Po prostu u nas częściej przebywają, bo pewnie dobrze się czują. Może dlatego, że nie chowam się ze swoim kotletem przed dziećmi. Mało tego. Może mi na mózg padło, ale często jak córka ma gości( niezapowiedzianych również BO PRZEWAŻNIE SA TAKIE WIZYTY) robię cos ekstra specjalnie pod dzieci, idę czasami nawet do sklepu, żeby coś specjalnie dokupić! Cieszę sie jak przyjaciele córki dobrze się czuja w jej domu.
        • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:08
          kropkacom napisała:

          > Znowu mam wrażenie, że wychowałam się w innej Polsce big_grin Za moich czasów
          > szło się na obiad do siebie do domu. Nikt nie zgłaszał pretensji.

          U mnie to samo. Na obiad się wracało do siebie albo czekało się aż kolega/koleżanka zje. Dla nas wszystkich to była normalna sprawa. Nie przypominam sobie żadnych obiadów u koleżanek. Raz czy dwa zostałam na kolację, gdy matka koleżanki wiedziała wcześniej, że będziemy siedzieć dłużej. Gdy byłyśmy dzieciakami, a wizyta się przedłużała, to nikt z rodziców nie miał oporu, by wejść do pokoju i powiedzieć "Dzieciaki, koniec zabawy, czas się zbierać, bo zaraz każdy będzie miał kolację". I szło się po prostu do domu.

          > Nie wtłaczajmy wszystkich do jednego gara. Tu nie chodzi o:głodnego nakarm... M
          > am wrażenie, ze forumki się uraziły, bo ich dzieci jedzą po innych domach.

          Mi też to przyszło do głowy wink
          Moje nie jedzą u innych. Mają prikaz wyjścia, gdy tylko pojawi się sygnał, że u znajomych zaraz będzie obiad/kolacja.
          • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:17
            Gdy byłyśmy dzieciakami, a wi
            > zyta się przedłużała, to nikt z rodziców nie miał oporu, by wejść do pokoju i p
            > owiedzieć "Dzieciaki, koniec zabawy, czas się zbierać, bo zaraz każdy będzie mi
            > ał kolację". I szło się po prostu do domu.


            A u mnie mama wchodziła i mówiła "dzieciaki, myjcie ręce, zapraszam do stołu, będzie kolacja".
            I chyba stąd ta różnica, bo to samo robiły matki moich znajomych.

            I mylisz się, moje dzieci nie jadają zazwyczaj u obcych. Ale jeśli się zdarzy, że dłużej się razem bawią, to nikt nie robi problemu i częstuje obiadem, ba, o zgrozo, nawet kolacją, tak samo u mnie, jak i u innych.
            • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:26
              > A u mnie mama wchodziła i mówiła "dzieciaki, myjcie ręce, zapraszam do stołu, b
              > ędzie kolacja".

              No to super, a u nas (w sensie mojego środowiska) tego nie było i nie jest tak nadal.
              Nie rozumiem jednak dlaczego dla innych to oznaka buractwa.
              Ludzie - żyjcie i dajcie żyć innym tak, to im wygodnie.
              • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:37
                A dlaczego dla Cibie inna postawa jest oznaką buractwa?
                • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:20
                  graue_zone napisała:

                  > A dlaczego dla Cibie inna postawa jest oznaką buractwa?

                  Czyja? Twoja postawa? Bynajmniej; nigdzie tak nie napisałam.
                  Nie przeszkadza mi, że karmisz cudze dzieci i niespodziewanych gości, bo to Twoja sprawa.
                  Buractwem jest dla mnie w tym wątku jedynie sytuacja, gdy ktoś przychodzi niezapowiedziany, nie licząc się z planami gospodarzy. Już pisałam - to skrajny egoizm i brak poszanowania dla drugiej osoby. Ktoś trafnie zauważył - w dobie komórek, telefonów, maili to nie do pomyślenia.
                  • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:22
                    > Buractwem jest dla mnie w tym wątku jedynie sytuacja, gdy ktoś przychodzi nieza
                    > powiedziany, nie licząc się z planami gospodarzy. Już pisałam - to skrajny egoi
                    > zm i brak poszanowania dla drugiej osoby. Ktoś trafnie zauważył - w dobie komór
                    > ek, telefonów, maili to nie do pomyślenia.


                    O tym mówię, i po raz chyba tysięczny napiszę, że nie chodzi mi o stawanie na progu, ale uprzejmy telefon z pytaniem, czy można wpaść, bo jest się w okolicy.
                    • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 08:03
                      ale przeciez mówimy tu o dziciakach, które w wolne dni bawią się razem calymi dniami. No nie wyobrażam sobie, zeby koleżanka córki z klatki obok zapowiadała "swoja wizytę" tydzień wcześniej. Po prostu przychodzi i sie bawią.
                      • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 10:23
                        iin-ess napisała:

                        > ale przeciez mówimy tu o dziciakach, które w wolne dni bawią się razem calymi d
                        > niami. No nie wyobrażam sobie, zeby koleżanka córki z klatki obok zapowiadała "
                        > swoja wizytę" tydzień wcześniej. Po prostu przychodzi i sie bawią.

                        Więc jeśli z klatki obok, to chyba jest w stanie bez problemu pójść na swój obiad do swojego domu; czy to jakiś wielki problem w takich sytuacjach? Matka się nią nie zainteresuje? Myśmy sobie radzili, chociaż bawiliśmy się na całym osiedlu i do domu każdy miał po kilkaset metrów, a nie tylko z klatki do klatki.
                        • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 11:27
                          robitussin napisał:


                          > Więc jeśli z klatki obok, to chyba jest w stanie bez problemu pójść na swój obi
                          > ad do swojego domu; czy to jakiś wielki problem w takich sytuacjach?

                          Ale własnie chodzi o to, że nie jest problemem, ze zostanie! Zrozum to.
                          • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 11:47
                            > Ale własnie chodzi o to, że nie jest problemem, ze zostanie! Zrozum to.

                            Ja to doskonale rozumiem, tylko dlaczego inni nie chcą zrozumieć, że są osoby, dla których to JEST problem (z różnych powodów) albo, że mają inne zasady.
                            I że to niekoniecznie oznacza, że te osoby to:
                            - chamy
                            - buraki
                            - nienormalni
                            - sknery
                            - dusigrosze
                            - dziwolągi
                            - indywidua
                            - whatever

                            Rozumiesz? smile
                            • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:15
                              robitussin napisał:


                              > Rozumiesz? smile
                              >
                              nie, nie rozumiem. Bo nigdzie się na takie inwektywy nie natknęłam.
                              • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:40
                                > nie, nie rozumiem. Bo nigdzie się na takie inwektywy nie natknęłam.

                                Doprawdy?
                                No to tutaj już nie pomogę. Musiałabyś po prostu przejrzeć dokładniej wątek, bo sama tego nie wymyśliłam (po co miałabym to robić?). Albo część osób masz w KFie i dlatego się nie natknęłaś na ich wypowiedzi.
                                • iin-ess Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:43
                                  nie przeczytałam po prostu 683 wypowiedzi- nie mam na to czasu
                                  • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:56
                                    iin-ess napisała:

                                    > nie przeczytałam po prostu 683 wypowiedzi - nie mam na to czasu

                                    Ok, przecież nie mam pretensji smile
                                    Tłumaczę Ci tylko swoje stanowisko.
      • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:19
        Bardzo podoba mi się to, co napisałaś i zgadzam się w 100%.
        • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:24
          Może zamiast poklepywać się po ramieniu odniosłabyś się do mojej wypowiedzi, co?
          • lady-z-gaga Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:33
            big_grinbig_grinbig_grin
            Co pijesz?
            • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:36
              Herbatę.
              • lady-z-gaga Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:42
                Musi byc mocna, bo strasznie bojowo Cię nastawia big_grin
                Ja po drzewku widzę, że Graue_zone odpowada na post Wend. Tak, jak i Ty. I nawet o tej samej godzinie, a to znaczy, że Twojego nie mogła przeczytać. Twoje domaganie się odpowiedzi jest nieco...nerwowe big_grin
                • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:02
                  Napisałam wcześniej i wyżej, i nie odpisała to się pod podpięłam tutaj. W końcu się chyba nie doczekam, Sherlocku.
                  • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:26
                    Och, wybacz mi, ach wybacz, że śmiałam Ci nie odpowiedzieć. A możesz mi pokazać, gdzie pominęłam Twą wypowiedź, bo nie chce mi się czytać wszystkiego od początku, Zaraz, natychmiast się ustosunkuje.
                  • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 09:13
                    Napisałyście w tym samym czasie Kropuniu. Ty może z parę sekund szybciej, dlatego Twoja wypowiedź jest wyżej. Graue_zone nie maiła raczej szans jej przeczytać.
          • wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:34
            Oczywiście, że szło się na obiad do swojego domusmile
            Ale zupełnie normalne było również to, że jadało się także poza domem - i niekoniecznie obiadysmile
            I może jeszcze warto wspomnieć, że nie chodziło się do kumpli po to żeby się najeść tylko po to żeby się razem bawić i spędzać czassmile
            I na ewentualne jedzenie to rodzice zwoływali do domu całe towarzystwo, bo kto tam myślał podczas zabawy o jedzeniusmile
            • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:42
              Widać u ciebie tak było.
              • wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:21
                Powiem więcej - na wszelkich wakacyjnych wyjazdach (obozach, oazach, pielgrzymkach) również dbało się o swoje i zaprzyjaźnione dzieci.
                Jak wyjechała cała ekipa - 5, 7 czy 10 dzieciaków, to odwiedzający rodzice przywożąc żarcie pamiętali o tym, aby każde - swoje czy nie swoje miało swoją porcję - kotleta, drożdżówkę, ciasto czy co tam innego.
                Dobre relacje z ludźmi pozostały do dzisiaj.
                • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:29

                  > Dobre relacje z ludźmi pozostały do dzisiaj.

                  Ja też mam dobre relacje z ludźmi, chociaż obiadów u nich nie jadałam smile
          • imasumak Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:54
            kropkacom napisała:

            Może zamiast poklepywać się po ramieniu odniosłabyś się do mojej wypowiedzi, co?

            O raju, to jest jakiś obowiązek odnosić się do Twoich wypowiedzi i to na dodatek z prędkością światła?
            • kropkacom Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:30
              Nie, żaden obowiązek. Nie musisz odpisywać big_grin
              • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:35
                Ależ ja bardzo chętnie, tylko przegapiłam. wink
          • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:58
            Ale do czego tu się odnosić? Podpisałam się pod Wendd. Nic nie poradzę na to, że Ty masz inne wspomnienia. Moje są takie jak Wendd.
      • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:03
        > Autorce wątku oraz robitussin współczuję podejścia do życia i mam nadzieję, że
        > los mnie z Wami nigdy nie zetkniewink

        I vice versa. Jakbyś się dobrze wczytała w wątek, to zauważyłabyś, że takich "chamideł" jak my, jest całe multum. Przy okazji życzę Ci jeszcze czytania ze zrozumieniem i nie dorabiania zbędnej ideologii typu "podzielenie się z chlebem z masłem". Kobieto - nikt nie pisze o odmówieniu jedzenia dzieciakowi, na którego w domu nikt nie czeka, a ślina mu cieknie na widok obiadu, tylko o jakichś określonych zasadach zapraszania do stołu.
        Ktoś wpadł po buracku i bez zapowiedzi w porze obiadu, to powinien się liczyć z tym, że nikt nie będzie dla niego porcyjek wydzielał, bo niby z jakiego powodu? Gościnność nie wymaga, by każdego, kto zjawi się w naszym domu niezależnie od naszych chęci traktować jak świętą krowę kosztem własnej rodziny. Lodu na głowę!
        • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:11
          Mylisz się. Gościnność wymaga szacunku dla gościa, nawet nieoczekiwanego. A zawrócenie go od drzwi z hasłem "ale MY teraz jemy obiad" (a w domyśle "won") nie zawiera w sobie żadnego elementu szacunku. Poza tym, jak to miło, że chcesz swoim zachowaniem zniżać się do takich buraków, którzy wpadają bez zaproszenia i pokazać im, gdzie ich miejsce. Bo rozumiem, na wyrozumiałość i odrobinę taktu nie ma co liczyć u Ciebie.
          • falka_85 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:38
            A ja myślę, że dobre wychowanie i trochę pomyślunku obowiązuje oby dwie strony. Trzeba po prostu pozwolić drugiej stronie zachować się elegancko. Niezapowiedziani goście dzwoniący, że właśnie stoją pod klatką takiej szansy gospodarzom nie dają, bo ci mogą właśnie:
            - jeść obiad (my z mężem przynajmniej staramy się gotować "na styk", inaczej to co zostało często lądowało w koszu, a marnowanie jedzenia nie wydaje mi się właściwe),
            - baraszkować sobie w łóżku,
            - mieli wychodzić do kina/teatru/innych znajomych/romantyczną kolację
            - a może wczoraj wieczorem wrócili z urlopu, na środku łazienki leży góra rzeczy do prania, w przedpokoju walizka usmarowana olejkiem do opalania, który się wylał, a w lodówce jest wyłącznie musztarda.
            Po prostu goście są wybitnie nie w porę. Wyprosić, jak sama twierdzisz, jest nieelegancko, zaprosić do środka i biegiem ubierać się, sprzątać, może pół swojego nadgryzionego kotleta odkroić jeszcze? Są przecież telefony, maile itd. taki to problem zadzwonić chociaż kilka godzin wcześniej z pytaniem czy gospodarze mają czas i chcą się spotkać?
            • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 11:43
              Wyjaśniam. Można odmówić wizyty, jak najbardziej, można zaproponować inny termin, jak najbardziej, tylko nie na miejscu wydaje mi się argument "bo będziemy jeść obiad". Obiad to na ogół taka rzecz (?), którą można się podzielić i jeśli już ktoś się pojawił, to wypada zaprosić. Przy czym zaznaczam, nikt nikomu nie staje na progu, raczej jeśli już to dzwoni, że jest w okolicy i pyta, czy może wpaść.
              • falka_85 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:25
                graue_zone napisała:
                > Można odmówić wizyty, jak najbardziej, można zaproponować inny termi
                > n, jak najbardziej, tylko nie na miejscu wydaje mi się argument "bo będziemy je
                > ść obiad".
                No właśnie po to się wizyty umawia, żeby można było odmówić czy ustalić inny termin oraz odpowiednio się przygotować (przede wszystkim dotyczy to gospodarzy): kupić jadło i napitek (ja dla przykładu piwa i słodyczy w domu nie trzymam bo te produkty jakoś nie mogą u nas uleżeć wink), ogarnąć chatę, siebie ogarnąć itd. Jak ktoś dzwoni 10 min (czy nawet pół godziny) wcześniej i pyta czy może wpaść (nie mówiąc już o tym, że stoi pod drzwiami, bo w poprzednim poście pisałaś o zawróceniu od drzwi) bo jest w okolicy (a jeszcze na dodatek zaczyna od "bo przejeżdżaliśmy i auto stało pod domem / światło się paliło") to nie nazwałabym tego umówieniem się. Po prostu stawia gospodarzy pod savoir-vivreowym płotem, bo co wtedy powiedzieć, skoro gość już prawie u ciebie jest: samo "Nie, nie możecie" czy na poczekaniu wymyślać jakieś usprawiedliwienia i powody, bo prawda jest właśnie taka, że dajmy na to jemy obiad i jakoś nie za bardzo jest się czym dzielić?
                Wychodzę z założenia, że to na gospodarzy spada przygotowanie imprezy w związku z czym mam taką prostą zasadę: nie wpadam do kogoś z wizytą bez zaproszenia z jego strony. Jeśli chcę się spotkać ze znajomymi będąc przejazdem w ich mieście/okolicy to odpowiednio wcześniej (przynajmniej dzień, w najgorszym razie rano) dzwonię i proponuję spotkanie w jakiejś knajpce. Jak ktoś ma ochotę to zaprasza do siebie, a jak nie to odmawia bez poczucia winy, że tu gość przyjechał i zawraca się go niemalże z progu domu. A i ja mogę sobie wtedy jakoś inaczej czas zorganizować.
                Bardzo to upraszcza życie i oszczędza krępujących sytuacji.
                • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 22:10
                  > Wychodzę z założenia, że to na gospodarzy spada przygotowanie imprezy w związku
                  > z czym mam taką prostą zasadę: nie wpadam do kogoś z wizytą bez zaproszenia z
                  > jego strony. Jeśli chcę się spotkać ze znajomymi będąc przejazdem w ich mieście
                  > /okolicy to odpowiednio wcześniej (przynajmniej dzień, w najgorszym razie rano)
                  > dzwonię i proponuję spotkanie w jakiejś knajpce. Jak ktoś ma ochotę to zaprasz
                  > a do siebie, a jak nie to odmawia bez poczucia winy, że tu gość przyjechał i za
                  > wraca się go niemalże z progu domu. A i ja mogę sobie wtedy jakoś inaczej czas
                  > zorganizować.
                  > Bardzo to upraszcza życie i oszczędza krępujących sytuacji.

                  Wracasz mi wiarę w normalnych ludzi wink
          • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:06
            graue_zone napisała:

            > Mylisz się. Gościnność wymaga szacunku dla gościa, nawet nieoczekiwanego.

            To w tym miejscu możemy podpisać protokół rozbieżności, bo ja nie poczuwam się do jakiegoś specjalnego szacunku i do konieczności ugaszczania kogoś, kogo nie stać na wcześniejsze poinformowanie mnie o wizycie. I nie mówię tutaj o nagłych przypadkach typu burza, komórki nie działają, a kolega wpada, bo złapał gumę w tej okolicy. Mówię o wizytkach towarzyskich ni z gruchy ni z pietruchy typu "a tak se wpadliśmy, bo byliśmy niedaleko i uznaliśmy, że do was też zajedziemy".

            > rócenie go od drzwi z hasłem "ale MY teraz jemy obiad" (a w domyśle "won") nie
            > zawiera w sobie żadnego elementu szacunku.

            Jak wyżej. Skoro ten ktoś nie szanuje mnie, mojego czasu, planów i przychodzi niezapowiedziany, to z jakiej racji ja mam szanować jego? I jeszcze go jakoś specjalnie ugaszczać? Nie widzę powodu.

            > Poza tym, jak to miło, że chcesz sw
            > oim zachowaniem zniżać się do takich buraków, którzy wpadają bez zaproszenia i
            > pokazać im, gdzie ich miejsce.

            Nie o to chodzi, by im pokazać, gdzie ich miejsce. Po prostu jestem asertywna. Nie ma to nic wspólnego z buractwem. To Ty ubzdurałaś sobie, że pokazanie swoich granic, odmowa czegoś, co nam nie w smak, to oznaka braku kultury. Nic bardziej błędnego.

            > Bo rozumiem, na wyrozumiałość i odrobinę taktu nie ma co liczyć u Ciebie.

            Wyrozumiałość dla czego?
            I naprawdę wypraszam sobie określenie mnie jako osoby nietaktowanej tylko dlatego, że nie mam ochoty gościć nieproszonej osoby.
            • jola-kotka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:14
              No ale co ty się dziwisz z całego wątku ty jesteś najbardziej dziwna,niegrzeczna osoba,dla której liczy się tylko własne ja i wlasna wygoda,bronisz się jak możesz,ale to już nic nie daje,twoje posty są dowodami na to jaka jesteś.
              • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:06
                jola-kotka napisał(a):

                > No ale co ty się dziwisz z całego wątku ty jesteś najbardziej dziwna,

                Na Twoim miejscu nie zdecydowałabym się napisać w ten sposób.
                Jeśli ktoś jest uważany za freaka na tym forum, to na pewno nie ja suspicious

                > niegrzeczna osoba,dla której liczy się tylko własne ja i wlasna wygoda

                A cóż w tym takiego niegrzecznego i dziwnego, że nie dbam o wygodę ludzi, którzy mnie nie szanują?
                [nie wiem, może czytasz tylko moje posty, ale takich "dziwnych" osób jest tutaj przynajmniej kilkanaście]
            • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:15
              Czy Ty czytasz, to co ja piszę? Nie pisałam o stającym na progu ( ale jeśli nawet), tylko o tym, że ktoś dzwoni i mówi, że jest w okolicy i pyta, czy może wpaść.

              Reszta bez zmian.
              • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:12
                graue_zone napisała:

                > Czy Ty czytasz, to co ja piszę?

                Tak, ale Ty już najwyraźniej nie bardzo.

                > Nie pisałam o stającym na progu ( ale jeśli naw
                > et),

                No wiec nawet jeśli nie pisałaś, to nie wykluczasz takiej sytuacji.
                Bo co by miało znaczyć to "ale jeśli nawet".
                A dla mnie to niedopuszczalne.

                > tylko o tym, że ktoś dzwoni i mówi, że jest w okolicy i pyta, czy może wpaść.

                No to jeśli pyta, to mu grzecznie odpowiadam zgodnie z prawdą "jasne, wpadajcie" albo "teraz nie, bo mamy obiad/innych gości/wyjście do kina/jesteśmy zmęczeni".
                Normalny człowiek zrozumie i się nie obrazi.
          • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:13
            ale wyobraź sobie, że to obowiązuje w obie strony
            oprócz szacunku dla gościa jest też i szacunek dla gospodarzy
            kulturalny gość nie wpadnie bez zapowiedzi, uprzedzi o swojej wizycie, umówi się z gospodarzami itd itd
            nie jest brakiem szacunku, gdy wychodzisz z rodziną na urodziny do swojej matki, gdzie za pół godziny zaczyna się uroczysty obiad, bo rodzicielka kończy 80 lat, a tu nagle wpada Franek z Julką, bo niedaleko właśnie byli. Wy ofkors przekładając rodzicielkę nad Franka z Julką przebieracie się z uroczystych garsonek, ty rzucasz się w szalonym pędzie do kuchni i miotasz się między lodówką a kuchenką, małżonek w szalonym pędzie pędzi po alkohole i jest generalnie git. Huk tam z obchodzącą tak zacne urodziny matką....gość to gość i koniec
            • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:24
              Nie. Spokojnie mówię Frankowi z Julką, ze teraz nie mogę ich przyjąć, bo... (tu tłumaczę).

              Ale jeśli jestem w domu i siadam do obiadu, a tu się pojawia Franek z Julką, to nie wypycham ich na klatkę schodową z okrzykiem, "my teraz jemyyyy", tylko proponuję przyłączenie się do posiłku.
              • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:23
                graue_zone napisała:

                > Nie. Spokojnie mówię Frankowi z Julką, ze teraz nie mogę ich przyjąć, bo... (tu
                > tłumaczę).

                Brawo! A ja z tych samych powodów mówię "przepraszam, teraz nie bardzo, bo mamy właśnie obiad, ale wpadnijcie za godzinę na kawę i ciasto".
                Nożesz kurna olek, co jest w tym takiego niezrozumiałego?
                Jak mam akurat koleżanki na plotach osobistych, to też powinnam Franka z Julką zaprosić?
                W końcu to też znajomi, plotki ludzka rzecz, więc jaki problem, żeby się przyłączyli, prawda?

                Coś Ty się tak z tym obiadem uparła, że to jakiś mus, żeby innych koniecznie zapraszać do stołu. A może nie mam ochoty akurat, bo żremy przypalonego kotlet z chlebem i głupio mi poczęstować czymś takim? Albo chłop chory, w piżamie łazi i do obiadu się nie przebrał? Albo sto innych powodów?

                > Ale jeśli jestem w domu i siadam do obiadu, a tu się pojawia Franek z Julką, t
                > o nie wypycham ich na klatkę schodową z okrzykiem, "my teraz jemyyyy", tylko pr
                > oponuję przyłączenie się do posiłku.

                Choice is yours.
      • myelegans Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 22:15
        Nikt nikogo nie karmił wyszukanymi smakołykami tylko tym co było akurat w domu.
        Cytat Ludzie nawzajem opiekowali się swoimi dziećmi i zwracali uwagę na to co robią (
        z opieprzaniem włącznie).
        Dzielenie się jedzeniem czy słodyczami z kumplami na podwórku czy w szkole było normą.
        Nikt od tego nie umarł i nie zbiedniał - a nawiązane przyjaźnie bezcenne.

        O to, to, sie podpisze. Slynne w szkole "daj gryza" jak sie zobaczylo, ze kolezanka ma kanapke z szynka (na kartki), a ja ze serem, i sie te gryzy dawalo.
        My sie bawilismy latem gdzies u kogos na podworku, to zazwyczaj matka, ktora mieszkala najblizej wynosila talerz kanapek na kolacje dla wszystkich, i najczesciej byly to kanapki z dzemem, albo samym maslem i garnek kompotu z jablek spadziowych u sasiada i to jedzenie smakowalo najlepiej. Nikt nikomu nie wydzielal i nie wyliczal i nie wypominal. Jakos to tak naturalnie przychodzilo.
        U mnie w domu jak ktokolwiek w czasach kartkowych glebokiej komuny pojawil sie w porze obiadu, to zostal czestowany co tam w garnku bylo, a byly to placki ziemniaczane, jakas zupa, nalesniki, ryz z jablkami, bez certolenia, mam to w domu, tym sie dziele.
    • inguszetia_2006 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 20:52
      maga761 napisała:
      Jestem ciekawa co robicie w takiej sytuacji
      Witam,
      Porcjuję jedzenie tak, żeby dla wszystkich starczyło, albo gotuję coś szybkiego dla dzieci, omlety, spaghetti,naleśniki, cokolwiek. Zależy od stanu lodówki, ale u mnie to raczej nadmiar. Nie ma problemu, mogę karmić całe podwórko, lubimy towarzystwo podczas jedzenia,nie lubimy jeść w samotności. Jak lodówka pusta (hipotetycznie;-P)idę do sąsiada po jajka i robię jajecznicę.
      Pzdr.
      Ing
    • lady-z-gaga Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:21
      Kiełbaski można pokroic na małe kawałki, i z czterech zrobić pięc szaszłyczków.
      To tylko przykład, bo nie o ilość jedzenia w tej dyskusji chodzi,a o intencje.
      Jak nie ma chęci, to każda ilość jedzenia jest za mała, aby się z kims podzielić
      A jak ktoś nie jest skąpy i chytry, to z niczego potrafi poczęstunek wyczarować.
      • wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:26
        Otóż to - świetna konkluzja.
        O te intencje właśnie chodzismile
      • anna.vanilla Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 07.09.12, 17:59
        lady-z-gaga napisała:

        ...nie o ilość jedzenia w tej dyskusji chodzi,a o intencje.
        > Jak nie ma chęci, to każda ilość jedzenia jest za mała, aby się z kims podzieli
        > ć
        > A jak ktoś nie jest skąpy i chytry, to z niczego potrafi poczęstunek wyczarowa
        > ć.

        I to jest właściwe podsumowanie dyskusji.
    • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:48
      O rety, masz w domu wydzielone porcje jedzenia? Śmieszne. Nigdy nikomu nie zamykam drzwi przed nosem, a już na pewno nie kolegom dziecka. No ale u mnie nie ma takiej sytuacji, ze nie mam czym poczęstować. Abstrahując od tego: na serio mówisz dziecku, że jego kolega nie może go odwiedzić??? Straszne.
      • jola-kotka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:53

        lilly_about napisała:

        > O rety, masz w domu wydzielone porcje jedzenia? Śmieszne. Nigdy nikomu nie zamy
        > kam drzwi przed nosem, a już na pewno nie kolegom dziecka. No ale u mnie nie ma
        > takiej sytuacji, ze nie mam czym poczęstować. Abstrahując od tego: na serio mó
        > wisz dziecku, że jego kolega nie może go odwiedzić??? Straszne.

        Napisala,ze tak i jeszcze wyjasnia,ze nie moze przyjsc bo ma tylko cztery kielbaski na grilla.
        • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 21:58
          To może chociaż w przedsionku mógłby sobie posiedzieć w czasie celebracji posiłku?
      • maga761 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 22:38
        lilly_about napisała:

        > O rety, masz w domu wydzielone porcje jedzenia? Śmieszne. Nigdy nikomu nie zamy
        > kam drzwi przed nosem, a już na pewno nie kolegom dziecka. No ale u mnie nie ma
        > takiej sytuacji, ze nie mam czym poczęstować. Abstrahując od tego: na serio mó
        > wisz dziecku, że jego kolega nie może go odwiedzić??? Straszne.
        Z ostatniego zdania wynika, że mam ZAWSZE zgadzać się na odwiedziny kolegów???!!! Nie zawsze mam ochotę na to bo po prostu chcę mieć spokój. Nie zawsze odmawiam ze względu na jedzenie. A wtedy był już wieczór, ja byłam zmęczona, nie miałam ochoty kombinować jak niektórzy sugerowali, jak zwiększyć ilość kolacji. Chciałam spokojnie posiedzieć na tarasie z rodziną. Aaa, i nie zamknęłam nikomu drzwi przed nosem bo mój syn najpierw dzwoni i pyta czy ktoś może do niego przyjść. Jego koledzy też pytają najpierw rodziców.
        • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 22:44
          Ale wiesz, z twojego opisu w pierwszym poscie wynika, ze stosujesz jakies straszne akrobacje logistyczne, byle na czas jakiegoklwiek poslku w domu miec zawsze tylko domownikow. No przynajmniej ja tak odebralam ten post.
          I to jest dla mnie niezozumiale, a nawet smieszne troche.
          • maga761 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 23:05
            iwles napisała:

            > Ale wiesz, z twojego opisu w pierwszym poscie wynika, ze stosujesz jakies stras
            > zne akrobacje logistyczne, byle na czas jakiegoklwiek poslku w domu miec zawsze
            > tylko domownikow. No przynajmniej ja tak odebralam ten post.
            > I to jest dla mnie niezozumiale, a nawet smieszne troche.
            >
            >
            Jak nie mam czym poczęstować dziecka to tak robię. Jakoś nie mam ochoty kombinować lub odbierać sobie lub dzieciom jedzenia lub gotować co innego jak tu pisano. W sumie nawet chyba na coś takiego nie wpadłam aby coś ugotować ze względu na czyjeś dziecko, które ma w domu obiad.
            • jola-kotka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 23:32
              maga761 napisała:

              > iwles napisała:

              > Jak nie mam czym poczęstować dziecka to tak robię. Jakoś nie mam ochoty kombino
              > wać lub odbierać sobie lub dzieciom jedzenia lub gotować co innego jak tu pisan
              > o. W sumie nawet chyba na coś takiego nie wpadłam aby coś ugotować ze względu n
              > a czyjeś dziecko, które ma w domu obiad.


              No bo to trzeba nie lada inteligencji,zeby na cos takiego wpasc,dramat.
              A nikt cie nie nauczyl,ze jak jest gosc w domu to albo tak sie dzieli,zeby i ta dodatkowa osoba mogla zjesc,albo oddaje sie swoja porcje,a je sie np.kanapki,no tak,ale zeby zrobic kanapke to tez trzeba miec cos wiecej niz swiatlo w lodowce.
              • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 08:21
                Bo to nie o jedzenie tu chodzi, tylko o to, że panna nie życzy sobie kolegów dziecka w domu, bo święty spokój chce mieć. Tylko co oni by jej przeszkadzali? No co? Za moich czasów nie dosć, ze nie trzeba było się pytać, czy można znajomych przyprowadzić, to jeszcze mama nam robiła kanapki czy inne cuda niezależnie od tego czy pora była obiadowo-kolacyjna. Gdybym zapytała: czy Ania może do mnie przyjść, to bym usłyszała: a po co się pytasz? Jasne, że może. Szkoda mi takich dzieciaków, które czują, że dla rodziców liczy się tylko ich własny tyłek.
                • lady-z-gaga Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 08:47
                  Za Twoich czasow, i za moich tez, ludzie nie byli tak porąbani, jak teraz.
                  Nie cierpieli na fobie, że ktos lub coś zburzy im plany - wszystkie te forumowe opowieści o niemożności przyjęcia niezapowiedzianej wizyty, o tragedii, jaką byłaby zmiana scenariusza z kiełbasą lub kotletem w roli głownej - toz to materiał dla terapeuty smile
                  Brak elastyczności, empatii, jakiś chory perfekcjonizm, zamykanie się na ludzi, kontrola i próby planowania wszystkiego, w najmniejszych szczegółach - taki obraz współczesnej matki jawi się na forum. Do tego niechęć do kontaktow rodzinnych (bo rodzina to tylko dzieci i mąż), niechęć do spędzania świąt w szerszym gronie (bo nie wszystko odbędzie się tak, jak ematka lubi) i masz juz obraz tego, jakie dziecinstwo funduje się teraz dzieciom.
                  • lauren6 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 09:01
                    > Brak elastyczności, empatii, jakiś chory perfekcjonizm, zamykanie się na ludzi,
                    > kontrola i próby planowania wszystkiego, w najmniejszych szczegółach - taki ob
                    > raz współczesnej matki jawi się na forum. Do tego niechęć do kontaktow rodzinny
                    > ch (bo rodzina to tylko dzieci i mąż), niechęć do spędzania świąt w szerszym gr
                    > onie (bo nie wszystko odbędzie się tak, jak ematka lubi) i masz juz obraz tego,
                    > jakie dziecinstwo funduje się teraz dzieciom.

                    Trafne podsumowanie. Cudze dziecko jest traktowane jako intruz na przestrzeni prywatnej, bo przecież o to tu tak na prawdę chodzi, a nie o kiełbaskę za 10zł/kg. I to jest chore, na prawdę chore.
                  • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 09:10
                    Zgadzam się w 100%
                  • gazeta_mi_placi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 10:53
                    100% racji.
                  • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:03
                    lady-z-gaga napisała:

                    > Za Twoich czasow, i za moich tez, ludzie nie byli tak porąbani, jak teraz.

                    Zgadzam się. Jak tak czytam niektóre wypowiedzi (w tym również Twoje), to Bogu dziękuję, że nie mam takich ludzi wokół siebie w realu.
                • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:01
                  lilly_about napisała:

                  > Bo to nie o jedzenie tu chodzi, tylko o to, że panna nie życzy sobie kolegów dz
                  > iecka w domu, bo święty spokój chce mieć. Tylko co oni by jej przeszkadzali?

                  Joli Kotki zapytaj suspicious

                  > co? Za moich czasów nie dosć, ze nie trzeba było się pytać, czy można znajomyc
                  > h przyprowadzić,

                  Heloł? Przyprowadzałaś koleżanki i kolegów o każdej porze dnia i nocy bez zapytania rodziców?
                  To chyba faktycznie w innych światach dorastałyśmy.

                  > Gdybym zapytała: czy Ania może do mnie
                  > przyjść, to bym usłyszała: a po co się pytasz? Jasne, że może. Szkoda mi takic
                  > h dzieciaków, które czują, że dla rodziców liczy się tylko ich własny tyłek.

                  Nie no po prostu szczyt hipokryzji!
                  Ty zarzucasz rodzicom, że dbają o własny tyłek i mają czasem ochotę na spokój, w związku z tym mogą nie wyrazić zgody na wizytę kolegów, a sama bez pytania o zdanie innych domowników zapraszałaś koleżanki, mając w nosie, czy Twoja matka ma ochotę na takie wizyty czy nie? Ty to tak poważnie teraz piszesz czy czegoś się nawąchałaś?
                  • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:10

                    piszesz: mój dom, spokój w moim domu....
                    Czy to znaczy, że dziecko nie jest jego pełnoprawnym mieszkańcem ?
                    dziecko nie ma prawa spędzać w domu czasu tak, jak lubi ?
                    • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:17
                      > piszesz: mój dom, spokój w moim domu....
                      > Czy to znaczy, że dziecko nie jest jego pełnoprawnym mieszkańcem ?
                      > dziecko nie ma prawa spędzać w domu czasu tak, jak lubi ?

                      Oczywiście, że ma, ale czy to znaczy, że jeśli dziecko zapragnie, żeby Asia, Kasia i Basia przychodziły do niej codziennie i najlepiej zostawały na noc, to rodzice mają bez słowa się zgodzić? Bo dziecko ma prawo spędzać czas w domu, tak jak lubi i inni, nawet rodzice, nie mają w tej kwestii nic do powiedzenia? Do czego Ty teraz dążysz?
                      Ty w ogóle masz jakieś dzieci, że tak dziwne pytania zadajesz? wink
                  • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:51
                    > Ty zarzucasz rodzicom, że dbają o własny tyłek i mają czasem ochotę na spokój,
                    > w związku z tym mogą nie wyrazić zgody na wizytę kolegów, a sama bez pytania
                    >
                    o zdanie innych domowników zapraszałaś koleżanki, mając w nosie, czy Twoja
                    > matka ma ochotę na takie wizyty czy nie? Ty to tak poważnie teraz piszesz czy
                    > czegoś się nawąchałaś?



                    zdradze ci pare sekretow
                    piszesz ze jestes majetna to powinnas miec salon w ktorym ozesz sie relaksowac
                    a dzieciak powinien miec swoj pokoj w ktorym moze przyjmowac swoich gosci
                    a ty nie musisz im na glowie siedziec
                    zajma sie soba
                    wiec nie widze tu konfliktu pomiedzy gosciem dziecka a twoim brakiem ochoty na gosci bo to nie twoi goscie
                    jesc i tak im nie dasz wiec nie widze problemu
                    no chyba ze np obawiasz sie ze ci za bardzo zuzja podloge
                    ale zbyt duzo twojego powietrza w twoim domu pobierzwe taki gosc
                    no to rzeczywiwscie lepiej nikogo nie zapraszac
                    • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 15:58
                      > zdradze ci pare sekretow
                      > piszesz ze jestes majetna to powinnas miec salon w ktorym ozesz sie relaksowac
                      > a dzieciak powinien miec swoj pokoj w ktorym moze przyjmowac swoich gosci
                      > a ty nie musisz im na glowie siedziec
                      > zajma sie soba
                      > wiec nie widze tu konfliktu pomiedzy gosciem dziecka a twoim brakiem ochoty na
                      > gosci bo to nie twoi goscie

                      Ale ja widzę. I tym się różnimy, że Ty wykazujesz na tyle ograniczone myślenie, że założyłeś, że tylko i wyłącznie kwestia oddzielnego pokoju może stanowić problem.
                      Nie, nie tylko. Powodów, dla których nie może mi nie pasować w danym momencie wizyta kolegi czy koleżanki dziecka jest multum i bynajmniej nie jest tym powodem brak miejsca do wypoczynku.

                      > no chyba ze np obawiasz sie ze ci za bardzo zuzja podloge

                      Aha, czyli w tych dniach, w których wyrażam zgodę na wizyty znajomych to podłoga się nie zużywa, a w tych, w którym zgody nie wyrażam, podłoga się zużywa. Baaaardzo logiczne.

                      > no to rzeczywiwscie lepiej nikogo nie zapraszac

                      Myśl człowieku!
                      Nie piszę, że nigdy i nikomu nie pozwalam przychodzić do moich dzieci, tylko, że mogą być takie sytuacje, gdy nie wyrażam na to zgody, bo widocznie mam powody. I nic ci do tego, jakie to są powody.
                  • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 15:06
                    A co moja mama miała wspólnego z moimi kolegami, znajomymi? Jej spokoju nie zakłócali. Ja żyłam w normalnej rodzinie. Jeśli jesteś aspołecznym bezczelnym odludkiem to się tym chociaż nie chwal wink
                    • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 16:02
                      lilly_about napisała:

                      > A co moja mama miała wspólnego z moimi kolegami, znajomymi?
                      > Jej spokoju nie zakłócali. Ja żyłam w normalnej rodzinie.

                      Tak, właśnie widzę. Zero poszanowania dla reszty członków rodziny.

                      > Jeśli jesteś aspołecznym bezczelnym odludkiem to się tym chociaż nie chwal wink

                      Ty się swoimi nieuleczalnymi dysfunkcjami też nie musisz popisywać.
                      Chyba, że liczysz na współczucie. To masz jak w banku smile
                      • lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:10
                        Jestes dla mnie number one tego forum wink Na szczęście w realu takiego dziwadła jeszcze nie spotkałam.
                        • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 21:58
                          lilly_about napisała:

                          > Jestes dla mnie number one tego forum wink Na szczęście w realu takiego dziwadła
                          > jeszcze nie spotkałam.

                          Nie dziwię się, bo ludzie mojego pokroju nie obracają się wśród takiego plebsu, jaki sama prezentujesz smile
        • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:54
          maga761 napisała:

          > lilly_about napisała:
          >
          > > O rety, masz w domu wydzielone porcje jedzenia? Śmieszne. Nigdy nikomu ni
          > e zamy
          > > kam drzwi przed nosem, a już na pewno nie kolegom dziecka. No ale u mnie
          > nie ma
          > > takiej sytuacji, ze nie mam czym poczęstować. Abstrahując od tego: na se
          > rio mó
          > > wisz dziecku, że jego kolega nie może go odwiedzić??? Straszne.
          > Z ostatniego zdania wynika, że mam ZAWSZE zgadzać się na odwiedziny kolegów???!
          > !! Nie zawsze mam ochotę na to bo po prostu chcę mieć spokój. Nie zawsze odmawi
          > am ze względu na jedzenie. A wtedy był już wieczór, ja byłam zmęczona, nie miał
          > am ochoty kombinować jak niektórzy sugerowali, jak zwiększyć ilość kolacji. Chc
          > iałam spokojnie posiedzieć na tarasie z rodziną. Aaa, i nie zamknęłam nikomu dr
          > zwi przed nosem bo mój syn najpierw dzwoni i pyta czy ktoś może do niego przyjś
          > ć. Jego koledzy też pytają najpierw rodziców.

          Żenujące jest to, że człowiek ma się tłumaczyć jakimś obcym babom na forum, że lubi żyć po swojemu, prawda? Nie przejmuj się. To nie Ty masz nierówno pod sufitem, tylko raczej te, które są tak strasznie oburzone, że nie dokarmiasz kolegów dziecka i że o zgrozo masz zaplanowane posiłki.
          • jamesonwhiskey Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:57
            > w dziecka i że o zgrozo masz zaplanowane posiłki.

            dobra idz juz przypilnowac plasterka w lodowce bo jeszcze nie opatrznie ktos poczuje sie glodny i go zje
            I CO WTEDY
            • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:06
              > dobra idz juz przypilnowac plasterka w lodowce bo jeszcze nie opatrznie ktos po
              > czuje sie glodny i go zje

              A ty do którego kumpla wprosisz się dziś na sępi obiad, "bo akurat <przypadkiem> będziesz w pobliżu"? uncertain
    • nanuk24 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 04.09.12, 23:24
      Nie zdarzylo mi sie jeszcze, zeby zaplatal sie jakis kolega mojego syna w porze obiadowej, ale pora obiadowa u nas jest 19 - 19:30
      Za to czesto w godzinach podwieczorkowych goszcze dzieci, ale wtedy jak dzieci glodne szykuje kanapki/tosty lub wystawiam owoce czy salatki warzywne czy jakies inne sery etc.

      Ogolnie sobie nie wyobrazam, zeby w lodowce miec dwa plastry sera(wyliczone na rodzinetongue_out)
      Warzyw i przekasek mam do wyboru do koloru i zadne dziecko z glodu by nie mdlalo.
      • 3-mamuska Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 00:11
        Ja mam tak samo jak autorka wątku.
        Mało jedzenia, wogole nie mam mrożonek , nie lubię odmrazanego jedzenia.
        Co czwartek wpadają dziewczyny i wtedy kupuje to co one lubią, a moje dzieci nie jedzą.
        Jedzenie kupujemy codziennie i dość mało bo np. Córka chce coś zjeść zje jednego dnia, a drugiego juz nie ruszy, psów nie mamy resztek po dzieciach nie zjadamy więc po 2-3 dniach wywalam.
        A nie lubię tego robić, 3 razy w tygodniu kupuje sporo owoców i idzie jak woda.
        W roku szkolnym jedzenia w lodówce naprawdę mało, bo jemy śniadanie, w szkole młode jedzą drugie( cieply posilek) późny objad o 16.30-17.30 a potem najczęściej owoce.
        Kolacji albo nie ma, albo jedzą płatki z mlekiem.
        Objadu gotuje sporo -mięsa, bo ziemniaków mało ,surowki najczęściej 2.
        Np dziś mam światło w lodówce.córka nie je szynki ani serów, syn lubi ryby w pomodorach, jemy kanapki z jajkiem pomidorem albo z ogorkiem, serki wiejskie papryka,nie jemy pasztetow ani serów plesniowych.
        Jakoś tak z biegiem lat coraz mniej w lodówce.
        Mam zapasy typu kaszę ryż makaron, jakieś słoiki i puszki, pieczarki.
        Mrożonek to lód, lody, krewetki dla kotów.a i sporo jajek idzie.
        Tez on jakiegoś czasu mniej jemy, może dlatego ze lato.
        Kupuje kiełbasy trochę mnie to denerwuje, bo naprawdę juz nie wiem co kupować.
        Syn za czasów bez aparatatu na zębach zbadał sporo marchewki.

        U nas nikt nie wpada bez zapowiedzi. Syn ma szkole daleko więc koledzy nie mieszkają blisko, po szkole o 16 każdy leci do domu.
        Córka nie chodzi nigdzie sama podobnie dzieci z jej klasy, więc odwiedziny są zapowiedziane.
        W tygodniu każdy pracuje odprowadza dzieci, potem jakieś zajęcia i nie ma czasu na wizyty.

        W przypadku autorki wątku, powiedziała bym dzieciom ze w godzinach tych a tych nie ma odwiedzin.
        Jeśli juz ktoś jest to zawolaj syna do salonu ,a gość chwile poczeka w pokoju dziecka .
        Albo robisz kanapki i wreczasz swojemu dziecku i mówisz idziesz z kolega jeść kanapki, jak pójdzie to żyjesz objad.Albo robisz kilka nalesnikow, słoik dzemu jest u nas zawsze lub nuttela i dajesz. Albo jakieś racuchy oszukane na jogurcie mace i jajku, troszkę mleka, można skróci jabłko.
        U nas objadu sporo ale dziś by tylko 5 kotletow taka reszta z wczoraj została a dziś nie miałam pomysłu na objad.A i cud ze zostały bo najczęściej znikają na kanapkach( pewnie dlatego mało rzeczy do kanapek mamy bo lubią miecho na kanałach)
        • jola-kotka Re: 3-mamuska 05.09.12, 00:27
          Moge cie poprosic o przepis na racuchy z jogurtem,latami czegos takiego nie jadlam.
          • tusia364 Re: 3-mamuska 05.09.12, 13:25
            Mogę Ci podać mój smile
            2 jajka
            1/4 litra maślanki lub jogurtu
            25 dag mąki
            łyżeczka proszku do pieczenia
            dodatki - co masz: mogą być jabłka starte lub w plasterkach, piekłam też z bananami i truskawkami (ale te ostatnie soku duzo puszczają). Mogą być też pieczarki, parówki lub inne widzimisię .
            Smacznego

            A do autorki wątku... złej baletnicy to i pełna lodówka nie pomoże...
            • aneta-skarpeta Re: 3-mamuska 05.09.12, 13:31
              jak robilam placki z truskawkami to najpierw gniotłam, wybralam gęste, ale jezsze puszczaja sok to troszke wiecej maki dodawałam
              • imasumak Re: 3-mamuska 05.09.12, 13:36
                A ja kroję truskawki w plasterki, zasypuję cukrem i czekam aż puszczą sok, a potem odcedzam i dodaję do ciasta. Podobnie robię z czarnymi jagodami (poza krojeniem w plasterki wink). Powstały sok wykorzystuję do napojów.
                • aneta-skarpeta Re: 3-mamuska 05.09.12, 13:40
                  jak to nie kroisz w plasterki jagód?
                  powiedz jeszcze ze nie sciagasz skórki?tongue_out
                  • iwles Re: 3-mamuska 05.09.12, 13:46

                    no własnie, ja tam kroję borówki na pół i pestki wyjmuję.
                    • imasumak Re: 3-mamuska 05.09.12, 16:02
                      A maliny też?
          • 3-mamuska Re: 3-mamuska 05.09.12, 14:32
            jola-kotka napisał(a):

            > Moge cie poprosic o przepis na racuchy z jogurtem,latami czegos takiego nie jad
            > lam.

            To zaden przepis, daje kubek jogurtu naturalnego czasem jakis smakowy jak data sie kończy, cały czasem pól , dodaje pól szklanki mleka i make tyle zeby powstało ciasto , gęstość
            Taka gęsta śmietana, pózniej jajko, cukier, czasem w kostkę jabłko , nakladam duża łyżką, z jednej łyżki jeden racuch i tak ze 4-5 na patelni , smaze na zloty kolor na oleju i postępuje cukrem pudrem.
      • wioskowy_glupek Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 00:16
        Normalnie straszne rzeczy się tu dzieją, to musi być wyjątkowa trauma dla dziecka jak nie zostanie poczęstowane obiadem. Przecież w 99% przypadków, dziecko ematki ma za kolegów bezdomnych z jadłodajni brata Alberta i jak nie dostanie jeść u kolegi to umrze z głodu...

        Istna komedia wink Mam zaplanowaną kolację w postaci kiełbasy z grilla ale NIE, przecież jak nie mam 5 kiełbasek to muszę koniecznie nasmażyć naleśniczków żeby dla dzieci starczyło. No jak nie mam potrzebnych rzeczy, to przecież co za problem polecieć do sklepu wink Wszak wiadomo że każda jematka, jest cenionom specjaliskom w wonskiej dziedzinie wink w związku z czym mam kupę kasy no i czasu na to żeby karmić obce dzieci...
        • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:38
          No i zaraz się dowiesz, że jesteś:
          - chamką
          - burakiem
          - nienormalną
          - sknerą
          - dusigroszem
          i:
          - nie masz znajomych
          - twoje dzieci nie mają znajomych
          - nikt by nie chciał być Twoim znajomym
          oraz:
          - Twoi znajomi (pomimo, że ich nie masz) są biedni i należy im współczuć
          • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:42
            i że współczują twojemu/mojemu mężu i dziecią big_grin
            na szczęście mi to wisi big_grin
            Tobie chyba też, więc w sumie chyba jesteśmy szczęśliwe mimo że jesteśmy burakami tongue_out
        • mama303 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:36
          wioskowy_glupek napisała:

          > Istna komedia wink Mam zaplanowaną kolację w postaci kiełbasy z grilla ale NIE, p
          > rzecież jak nie mam 5 kiełbasek to muszę koniecznie nasmażyć naleśniczków żeby
          > dla dzieci starczyło. No jak nie mam potrzebnych rzeczy, to przecież co za prob
          > lem polecieć do sklepu wink Wszak wiadomo że każda jematka, jest cenionom specjal
          > iskom w wonskiej dziedzinie wink w związku z czym mam kupę kasy no i czasu na to
          > żeby karmić obce dzieci...

          Co najlepsze, prawdopodobnie to dziecko ma w domu swój posiłek, który byc może pójdzie do kosza smile
          • lauren6 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:39
            > Co najlepsze, prawdopodobnie to dziecko ma w domu swój posiłek, który byc może
            > pójdzie do kosza smile

            Bo w dzisiejszych czasach nikt nie ma lodówki big_grin
          • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 16:03
            > Co najlepsze, prawdopodobnie to dziecko ma w domu swój posiłek, który byc może
            > pójdzie do kosza smile

            Co Ty, zawiną w sreberko, zamrożą i będzie jak znalazł, jak cudze dziecko przyjdzie niespodziewanie na obiad.
        • wilhelmina.slater Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:15
          Tu nie chodzi o nakarmienie słaniającego się z glodu dziecka, ale jakiś brak dobrych manier. Jak niektórzy piszą, ze wyprosiliby dziecko na czas obiadu to jest żenujące.
          Naprawdę nikt nie oczekuje, że ematka ugości tego dzieciaka 3 daniami i to wliczając homara. Zwykła kanapka może być.
          Ludzie teraz jacyś dzicy sie zrobili i z takiej jednej kanapki raz na 2 miesiące robią tragedię. W tych postach brak w ogóle poczucia, że wy lubicie przebywac z ludźmi. Nawet takimi niezapowiedzianymi gośćmi smile Dla mnie każde spotkanie z cżłowiekiem to coś nowego. Każdy jest mile widziany, bo każdy coś wnosi do naszego życia. Ja jako studentka potrafię ugościć ludzi kawałkiem sera, bo tyle mam w lodówce i na tyle mnie teraz stać, ale dzielę się tym co mam i jakoś nikt z obrażoną miną na ten zestchnięty ser nie wychodzi smile liczy się czas spędzony z ludźmi.
          • kota_marcowa Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 00:06
            > Naprawdę nikt nie oczekuje, że ematka ugości tego dzieciaka 3 daniami i to wlic
            > zając homara. Zwykła kanapka może być.

            Ale jak ty to sobie wyobrażasz? 4 osoby jedzą dajmy na to mielonego z ziemniakami i surówką, a obce dziecko kanapkę? O ile ziemniaków można dogotować, surówkę też jakoś podzielić, to mielonego nie rozmnożysz. A niby z jakiej racji ktoś z domowników ma oddawać swojego kotleta i wpierniczać same ziemniaki, dzieciakowi, który ma zapewne własny obiad we własnym domu.
            Co do potraw "rozmnażalnych" typu np. pierogi czy placki ziemniaczane, nie każdy ma czas i ochotę je robić. Niektórzy pracują i kupują gotowe, najczęściej wyliczone dla członków rodziny.
            • franczii Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 08:03
              Mielone sie super dzieli. Przeciez i tak sie je smazy tuz przed podaniem, wiec to nie jest danie juz gotowe. Wystarczy przeciez uformowac zamiast 4 wiekszych 5 troche mniejszych. Sztucznie tworzycie problemy.
              • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:10
                no to mówimy o sytuacji, gdy jeszcze jest masa nie usmażona ale gdy siedzisz przy talerzu, masz już zjedzoną 1/3 kotleta, 1/4 ziemniaków, ktoś wpada a ty spychasz z talerza ową część ziemniaków i dzielisz jedzonego już kotleta i oddajesz komuś?
                czyli niemal z ust sobie odejmujesz, bo gościnność rzecz swięta? tongue_out big_grin
                zakładam, że usmażyłaś tyle kotletow ile osób je i kazdy z owych kotletów jest już zaczęty big_grin
            • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 08:26

              nie wierzę, że smażysz wyliczoną liczbę placków ziemniaczanych na osobę, no nie wierzę ! big_grin
              • kota_marcowa Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 09:35
                W ogóle nie smażę placków ziemniaczanych bo ich nie lubię, to po pierwsze.
                Po drugie, ktoś kto do mnie przychodzi zawsze się naje, bo ja z tych co zawsze coś tam w lodówce mają.

                Ale, rozumiem tych co nie mają i dziwi mnie ta nagonka. W sklepie często widzę, że ktoś kupuje 3 mielone albo 6 placków ziemniaczanych. To, że kupuje wyliczone też mnie specjalnie nie dziwi, jak i nie dziwi mnie to, że głodny po pracy, czy szkole nie ma ochoty oddawać swojego kotleta.
                • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:15
                  nieeee, no co ty? big_grin
                  ma oddać i koniec
                  grunt, żeby ktoś obcy się najadł, ten, co kupił te trzy kotlety moze isc głody spac
                  a zresztą jak to Kaczka kiedyś powiedział? to, ze ktoś nie zjadł kolacji, nie oznacza, że głodówkę prowadzi - moze trochę obok tematu ale jakze na temat
              • 3-mamuska Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 20:44
                iwles napisała:

                >
                > nie wierzę, że smażysz wyliczoną liczbę placków ziemniaczanych na osobę, no nie
                > wierzę ! big_grin
                >

                Tak jak musze je trzec wlasnymi konczynami to tak,wyliczam minimalnie po 2-3 pyrki na osobetongue_out
            • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:06
              cóż, dodam jeszcze skromnie, że jak robię pierogi, to nie trwa to 15 minut czyli tyle, że niespodziewany gość może poczekać tongue_out
              placków ziemniaczanych też w 5 minut się nie robi
              w miarę szybko można zrobić grubsze naleśniki, usmażyć jajecznicę - to chyba najszybciej, wrzucić kilka parówek do wody, pokroić chleb i ogórka/pomidora/papryke czy to co się ma akurat na stanie
              no, nawet obranie i ugotowanie a raczej dogotowanie ziemniaków to też nie 5 minut tongue_out
              ostatecznie do tych nieszczęsnych ziemniaków można usmażyć sadzone jajko i posypać no szczypiorkiem albo wrzucić na to plaster wędliny albo sera tongue_out
              • iwles Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:12

                ech, a zaczęło się od opisu sytuacji, gdy kolega syna już jakiś czas był u nich w domu, a nie że wpadł do nich, gdy talerze z gotową wyliczoną kolacją wjeżdżały na stół.
                Naprawdę wtedy trudno zapytać kolegę wcześniej, czy zje z nimi obiad/kolację ? i jakoś ten posiłek (gdy wyrazi chęć jedzenia) tak przygotować, by starczyło dla tej jednej osoby więcej ?

                Chodzi własnie o ten moment - zaczynasz przygotowywać posiłek, co robisz? Informujesz syna, że za 30 minut obiad/kolacja i pytasz jego gościa, czy zje z wami?
                Czy wybierasz wyjście nr 2: wołasz syna do kuchni i każesz mu wyprowadzić kolegę na boisko i tam zostawić, a samemu wrócić za parę minut ?
              • graue_zone Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:57
                To ile robisz się placki ziemniaczane? Tak z ciekawości pytam, bo mnie to zajmuje jakieś 10 minut + usmażenie.
                • soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 13:55
                  trę ziemniaki, nie lubię takich startych przez maszynę
                  ofkors obieranie, potem smażenie
                  robię ogromną michę placków, bo wszyscy w domu lubią je
                  no ale nie trwa to 10 minut
                  • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:11
                    soha2 napisała:

                    > trę ziemniaki, nie lubię takich startych przez maszynę
                    > ofkors obieranie, potem smażenie
                    > robię ogromną michę placków, bo wszyscy w domu lubią je
                    > no ale nie trwa to 10 minut

                    No to poszła stąd, widać od razu, żeś nierasowa e-matka, tylko podróba jakaś wink
    • sefora74 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 09:03
      zawsze częstuje kolegów moich dzieci, nigdy nie miałam z tym problemu. Nawet jak mam czasem obiadu na styk to robię jakieś tosty czy zamawiam pizzę. Cieszy mnie gdy koledzy naszych chłopaków dobrze się u nas czują i spędzaja czas u nas a nie gdzieś się szwendają bez celu.
      • myelegans Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 12:50
        Mam dokladnie tak samo i bedzie mi sie nasilalo jak mlody w okresie nastolatkowym bedzie. Moge czterodaniowe obiady z przystawkami dla czeredy robic, jak beda przychdzili do naszego domu i tutaj baki zbijali i przesiadywali.
        Chce zeby lubili nasz dom i chetnie tu przychodzili i czuli sie swobodnie.
        Taka taktyke widze naokolo, rodzice tutejszych nastolatkow raczej wola kolezenskiw spedy u siebie. Znajoma ma nr lokalnej pizzerii na speed dial, tak czesto zamawia. Dla mnie to mala cena do zaplacenia, za spokoj glowy, nawet w przypadku wyjatkowo spokojnych nastolatkow.
    • anek130 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 13:07

      chciałoby się powiedzieć "co kraj to obyczaj", ale tu każda z nas ma swój charakter, jedna lubi ciszę i spokój, inna rwetes i gwar - i tez mi się wydaje, że w całej rozmowie nie chodzi o kwestie finansowe tylko o zasady. Tak jak już pisałam wcześniej nie widzę problemu z poczęstowaniem kolacją kolegi syna, ale zarówno on jak i mój syn przychodzą po obiedzie, ok.17. Kolega mieszka obok, kwestia dojścia do swojego domu, nawet gdyby był podczas obiadu , to kwestia minuty i nie widzę akurat w tym nic złego, żeby szedł do siebie na obiad. Co innego, gdyby mój alek zaprosił kolegę, który mieszka gdzie dalej - głupie by to było, aby szedł do domu np. 15 minut i potem wracał do nas na dalszą zabawę. Tak jest u mnie i tez swojego syna nie puszczam do kolegi w porze tzw. obiadowej, jeśłi się zdarzy, nie ma prikazu, że ma wychodzić ,ale mój synek z tych niejadków i odmawia jeśli go częstują.
      Sama nie przepadam za gotowaniem, pracuję w szkole w administracji i w tygodniu przywożę obiady ze szkolej stołówki, i jest to dla mnie wygodne - i tak, możecie wieszać psy na mnie ale nie miałabym zwyczajnie ochoty przyrządzać specjalnie obiadu czy czegoś dorabiac bo akurat jest kolega syna. Ale zwykłej kanapki, owocu itp. nie odmówiłabym przecież.
      U mnie to wynikałoby z lenistwa, wygody a nie chamstwa , no chyba że dla kogoś lenistwo= chamstwo.


    • sniyg Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:27
      Dzielenie się jedzeniem jest czymś urzekającym.
      W większości kultur jest to uważane za akt dawania, troski i życzliwości.
      Umiejętność pokazania gościnności i dzielenie się jedzeniem jest wysoko oceniane w wielu krajach.
      Człowiek, który nie potrafi się podzielić jedzeniem, to dla mnie biedny człowiek, nie materialnie oczywiście, ale duchowo. To człowiek, który się boi, że jak podzieli się z innymi to dla niego nie starczy, musi pilnować i zachować czujność aby mu nie zabrakło. Świat jest wrogi i tylko czyha by mu coś zabrać. Znam jedną taką osobę, i widać jak ten człowiek w gruncie rzeczy jest zawsze spięty, pozbawiony luzu.
      • quilte Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 14:50
        Oj bo Wy nie rozumieciesmile Przecież nikt dobrowolnie nie powie: "jestem skąpy/-a, aż boli". O wiele lepiej brzmi: "moje wydatki są świetnie zaplanowane, nie lubię marnować, lubię świeże, a w dodatku mam świetne maniery", czyż nie? W moim domu gość (zapowiedziany czy nie) dostanie do jedzenie to samo i tyle samo, co domownicy. Chyba że nie chce. Ale znam i takich jak autorka wątku: kiedyś na grillu u szefa mojego męża zabrakło kiełbasek. Bo szef z małżonką kupili tyle kiełbasek (długości, hm, środkowego palca), ile miało być gości. Ale, ups, pani w mięsnym najwyraźniej źle policzyła. Było to z 10 lat temu i do dziś pamiętam tę żenadę nad pustym talerzem. Ale przecież to nie ich wina, tylko pani z mięsnego.
        • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 16:29
          quilte napisała:

          > Oj bo Wy nie rozumieciesmile Przecież nikt dobrowolnie nie powie: "jestem skąpy/-a
          > , aż boli". O wiele lepiej brzmi: "moje wydatki są świetnie zaplanowane, nie lu
          > bię marnować, lubię świeże, a w dodatku mam świetne maniery", czyż nie? W moim
          > domu gość (zapowiedziany czy nie) dostanie do jedzenie to samo i tyle samo, co
          > domownicy. Chyba że nie chce. Ale znam i takich jak autorka wątku: kiedyś na gr
          > illu u szefa mojego męża zabrakło kiełbasek. Bo szef z małżonką kupili tyle kie
          > łbasek (długości, hm, środkowego palca), ile miało być gości. Ale, ups, pani w
          > mięsnym najwyraźniej źle policzyła. Było to z 10 lat temu i do dziś pamiętam tę
          > żenadę nad pustym talerzem. Ale przecież to nie ich wina, tylko pani z mięsneg
          > o.

          Żenada to to, co Ty właśnie zaprezentowałaś.
        • maga761 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 18:22
          quilte napisała:

          . Ale znam i takich jak autorka wątku: kiedyś na gr
          > illu u szefa mojego męża zabrakło kiełbasek. Bo szef z małżonką kupili tyle kie
          > łbasek (długości, hm, środkowego palca), ile miało być gości. Ale, ups, pani w
          > mięsnym najwyraźniej źle policzyła. Było to z 10 lat temu i do dziś pamiętam tę
          > żenadę nad pustym talerzem. Ale przecież to nie ich wina, tylko pani z mięsneg
          > o.
          To już bezczelność. Z jakiej racji porównujesz mnie do kogoś takiego? Nie wiesz jak jest u nas na zaplanowanych imprezach, a taka chyba była ta, którą opisujesz. Otóż akurat po takich imprezach na drugi dzień może bez problemu przyjść nawet kilkoro dzieci i się naje. Nie kupuję wyobraź sobie odliczonej ilości kiełbasek na grilla a tyle, że goście się najedzą do syta i jeszcze zostaje i jest zróżnicowane jedzenie a nie same kiełbasy. Opisana przeze mnie sytuacja była przypadkowa pod każdym względem. Ale już wyżej pisałam, że trzeba rozumieć co się czyta a wiele wypowiadających się tu osób najwyraźniej nie potrafi.
          • quilte Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 18:46
            To fakt, nie wiem, jak jest u Was na zaplanowanych imprezach. Jeśli tak, jak piszesz - przepraszam Cię za krzywdzące porównanie. Jednak nadal Twoje podejście do podejmowania niespodziewanych gości i prowadzenia domu jest mi obce. To pewnie wynika z wychowania, z tego, jak było w moim domu rodzinnym, a przedtem w domu moich dziadków. W jednym i drugim panowało przekonanie, że gości (spodziewanych czy nie) się częstuje/karmi, a dzieci - zawsze i szczególnie. Ja nie potrafię się odnaleźć w sytuacji, gdy jedzenie jest wyliczone - co nie znaczy, że je marnuję. To nie jest albo - albo, jest jeszcze sporo pośrodku.
      • robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 16:28
        > Człowiek, który nie potrafi się podzielić jedzeniem, to dla mnie biedny człowie
        > k, nie materialnie oczywiście, ale duchowo.

        Dzielisz się kanapką z kolegą z pracy?
        Albo bananem z panią w pociągu?
        Częstujesz wszystkich w piaskownicy drożdżówką kupioną dziecku?
        Dlaczego nie? No weź ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja