graue_zone statystyka wątku 05.09.12, 15:04 Pokusiłam się o przeczytanie i z grubsza policzenie za (częstowaniem ) i przeciw. Cieszę się, że jednak jeszcze większość jest "za". Czyli pewne normy społeczne jeszcze nie do końca zostały zniszczone. Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:10 No i dzięki ci panie za to. Ale dzięki temu wątkowi odkryłam taki byt jak robitusin brrrrrr Odpowiedz Link Zgłoś
noname2002 Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:16 Szkoda, że nie bierzecie pod uwagę osób, które najzwyczajniej nie stać na żywienie dodatkowych osób. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:26 Znaczy na zywienie dodatkowych 2,3,4 osob, codziennie i mowa tu o kolegach dzieci, ktore zwykle krewetek i kawiorow nie jadaja i na prawde kanapka z maslem i kawalkiem jablka, albo krakersa sie zadowola. Nie wyobrazam sobie spozywania posilku w obecnosci goscia, malego, czy duzego w pokoju obok czekajacego, az my skonczymy. W gradle by mi ten posilek stanal. Tak juz mam. Dziele sie czym mam i dziecko tez tego uczymy. NIe zapomne sytuacji z wczesnej podstawowki, bedac u kolezanki z klasy, zdarzylo sie w porze obiadu, bo czekalam na autobus podmiejski jezdzacy co 2 godziny, zeby do domu dojechac, a matka tejze kolezanki, cichcem wywolala ja do kuchni na obiad. Bylam bardzo upokorzona, nie ze nie zostalam poczestowana obiadem, ale, ze jestem traktowana jak przykry intruz. Chociaz bylam w 3 klasie pamietam to uczucie doskonale, na tyle, ze nikogo bym nie narazila. Wystarczylo powiedziec, "przepraszam, Kasia teraz zje obiad, nie mamy dla wszystkich, ale masz tutaj.... jablko, ciastko, szklanke kompotu itd." Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:29 Dobrze, że Ci nie kazała czekać na klatce schodowej. Albo nie wyprosiła z domu, bo "się zasiedziałaś". Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:47 I jak to zazwyczaj bywa biedny podzieli się jedną kiełbaską, a bogaty uzna, że wizyty w porach posiłków są niedopuszczalne. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 15:55 odnosnie planowania posilkow oczywiscie jakies plany zawsze mam, ale nie lubie jest zgodnie z jadlospisem gotowym np od tygodnia wiec moze tu tkwi diabel ze ja czesto o 18stej nawet nie bardzo wiem co zjemy na kolacje o 19 czy 20 i czesto pada pytanie- a co jemy? -kanapki, nalesniki, jajecznice, salatke? oczywiscie nie robie jednemu golonki, a drugiemu pierogów, ale pewna dowolnosc jest i np jak mam wybor pasztet/szynka/ser/dzem, to w zasadzie kazdy moze zjesc kanapke z czyms innym- albo nalesniki Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:16 > lbo nie wyprosiła z domu, bo "się zasiedziałaś". Miło za to wiedzieć, że Ty od razu ścielesz łóżko dla gości, którzy się zasiedzieli i żadne aluzje, że późno, a wy jutro do pracy, do nich nie docierają. No bo rozumiem, że skoro przez usta Ci nie przejdzie "przepraszam, ale czy możemy skończyć spotkanie kiedy indziej, bo umieram ze zmęczenia", to innego wyjścia, jak posłanie łóżka nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:24 robitussin napisał: > > lbo nie wyprosiła z domu, bo "się zasiedziałaś". > > Miło za to wiedzieć, że Ty od razu ścielesz łóżko dla gości, którzy się zasiedz > ieli i żadne aluzje, że późno, a wy jutro do pracy, do nich nie docierają. No b > o rozumiem, że skoro przez usta Ci nie przejdzie "przepraszam, ale czy możemy s > kończyć spotkanie kiedy indziej, bo umieram ze zmęczenia", to innego wyjścia, j > ak posłanie łóżka nie ma. > jak zyje nie zdazylo mi sie chyba, zeby gosc siedzial tak dlugo, zeby miala go dosyc nawet jak ktos sie zasiedzial to nie siedzial do ciemnej nocy w tygodniu, albo od rana do nocy, bo przejezdzal wiec to sa jakies irracjonalne sytuacje dzieciom zdarza sie siedziec dlugo bo sie bawią, ale tez rodzice ich sami tez dzwonią zeby ich dzieciaka juz wygodniz, bo nie wypada itd nigdy nie mialam sytuacji zeby kolezanka wpadla niezapowiedziaa rano i wyszla w nocy, bo sie zasiedziala wiec moim zdaniem przesadzasz natomiast kolega syna jak sie zasiedzi to nie zasiaduje sie do ciemnje nocy, a jak sie łądnie bawią, rozmawiaja czy grają to co najwyzej poroszę ich zeby byli ciszej- jak sie rozszaleją wiadomo jak jestem chora, mam wazny projekt to co innego, ale sam mój syn wtedy nie sprasza gosci Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:41 > jak zyje nie zdazylo mi sie chyba, zeby gosc siedzial tak dlugo, zeby miala go > dosyc A mi się zdarzyło, raz czy dwa. Akurat był to kolega męża. Mąż mało asertywny, widziałam, że już podsypia na kanapie, bo późno z pracy wrócił, ja też ledwo żywa, bo chora, ale kolega nic - gadał jak najęty, kanały w TV przerzucał, poprosił o kolejnego drinka. W końcu przeprosiłam go tłumacząc, że naprawdę padamy ze zmęczenia i nie ma problemu, żeby się spotkać kiedy indziej, ale dziś jest już późno. Zrozumiał na szczęście. > wiec to sa jakies irracjonalne sytuacje Nie, nie są. > dzieciom zdarza sie siedziec dlugo bo sie bawią, ale tez rodzice ich sami tez d > zwonią zeby ich dzieciaka juz wygodniz, bo nie wypada itd HA-HA-HA Tak, niektórzy dzwonią, nawet sami przyjeżdżają po te dzieci, bo znają zasady dobrego wychowania. Ale są też tacy, do których trzeba samemu dzwonić i prosić, żeby łaskawie zechcieli zabrać maluchy, bo jest już późno. A jak dzieciak ciut starszy i rodzica mało obchodzi, co się z nim dzieje, to nie pozostaje nic innego, jak tylko przeprosić towarzystwo i poinformować, że już jest późno i pora się żegnać. No takie widzisz buractwo prezentuję > wiec moim zdaniem przesadzasz Tak, oczywiście, Tobie się nie zdarza, więc to ja przesadzam > natomiast kolega syna jak sie zasiedzi to nie zasiaduje sie do ciemnje nocy, a > jak sie łądnie bawią, rozmawiaja czy grają to co najwyzej poroszę ich zeby byli > ciszej- jak sie rozszaleją A co ma piernik do wiatraka? Chodzi mi o sytuację, że może i ładnie się bawią, ale robi się późno i pora już iść spać. To też jakieś dziwne, że ludzie chcą się udać na odpoczynek i nie widzą możliwości, by cudze dziecko nadal przebywało w ich domu? > wiadomo jak jestem chora, mam wazny projekt to co innego, ale sam mój syn wtedy > nie sprasza gosci No popatrz, zaraz się dowiesz, żeś głupia i nienormalna, bo co Cię obchodzi, że syn sprasza gości, skoro ma swój pokój. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:50 patrz jak to jest Ty, wywodząca sie ze srodowiska, w ktorym panuja pewne zasady i sv masz takie problemy a ja, choc nie mam problemu z wyliczonymi plasterkami sera nie mam natarczywych gosci, a rodzice dzieci nie podrzucają mi ich, zeby miec darmową opieke, a wrecz sie dopytuja " ale napewno to nie klopot, moze niech on juz wraca do domu, bo pewnie jestescie zmeczeni" mimo, ze mam kilka nieprzepisywowych plasterkow szynki to nikt nie napada na moja lodówke w celu darmowego zarcia, po prostu czasem ktos niespodziewany zostanie poczestowany jedzeniem nikt do mnie nie wpada na cale dnie niezapowiedziany, a jak wpada to anprawde na chwile, a juz napewno nie dlatego, ze u nas akurat obiad, a on chce darmową strawę a Ty , mimo tych swoich zasad, wiecznie problem z ludzmi, choc podobno obracasz sie w kulturalnym srodowisku jak to jest? Odpowiedz Link Zgłoś
noname2002 Re: statystyka wątku 05.09.12, 17:05 Mnie się też zdarzały sytuację, kiedy mama kolegi syna się spóźniała po niego 2-3godziny. Mama i kolega syna bardzo mili, tylko te spóźnienia... Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 21:22 > a ja, choc nie mam problemu z wyliczonymi plasterkami sera nie mam natarczywyc > h gosci, Ja również nie MIEWAM. Raz miałam. Podałam jeden przykład z własnego życia na poparcie tezy, że tacy ludzie istnieją wbrew temu, co pisałaś, że to irracjonalne. > a Ty , mimo tych swoich zasad, wiecznie problem z ludzmi Wiecznie?? > choc podobno obracasz sie w kulturalnym srodowisku Tak, co nie znaczy, że raz na jakiś czas nie trafi się jakiś burak spoza grupy ścisłych przyjaciół. Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: statystyka wątku 05.09.12, 17:38 > A mi się zdarzyło, raz czy dwa. Akurat był to kolega męża. Mąż mało asertywny, > widziałam, że już podsypia na kanapie, bo późno z pracy wrócił, ja też ledwo ży > wa, bo chora, ale kolega nic - gadał jak najęty, kanały w TV przerzucał, popros > ił o kolejnego drinka. W końcu przeprosiłam go tłumacząc, że nap czyli jednak jeden pokoj bo wiesz normalnie to sie mowi dobranoc i sie idzie spac a towarzysto niech sobie siedzi ale juz zaczynam rozumiec to jak kawalerka czy pokoj z aneksem ? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 21:17 > czyli jednak jeden pokoj > bo wiesz normalnie to sie mowi dobranoc i sie idzie spac a towarzysto niech sob > ie siedzi Czy ty się dobrze czujesz?? Kumpel MĘŻA się zasiedział do północy, a ja i mąż byliśmy zmęczeni i chcieliśmy się położyć, bo wiesz, pracujemy od rana, a nie jak ty siedzimy na zasiłku, więc całe dnie do własnej dyspozycji. Rozumiem, że mieliśmy iść spać, a koegę zostawić samego w salonie, niech sobie siedzi do rana, pije drinki i ogląda TV? Odpowiedz Link Zgłoś
3-mamuska Re: statystyka wątku 05.09.12, 23:07 robitussin napisał: > > czyli jednak jeden pokoj > > bo wiesz normalnie to sie mowi dobranoc i sie idzie spac a towarzysto nie > ch sob > > ie siedzi > > Czy ty się dobrze czujesz?? > Kumpel MĘŻA się zasiedział do północy, a ja i mąż byliśmy zmęczeni i chcieliśmy > się położyć, bo wiesz, pracujemy od rana, a nie jak ty siedzimy na zasiłku, wi > ęc całe dnie do własnej dyspozycji. > Rozumiem, że mieliśmy iść spać, a koegę zostawić samego w salonie, niech sobie > siedzi do rana, pije drinki i ogląda TV? > No moglas tak zrobic Mama kolezanke,jej maz przszedl po pracy w piatek z kolega,zjedli objad i pili sobie drinki. Kolezanka poszla spac,bo male dziecko wiec rano musiala byc na chodzie. W nocy uslyszala jak maz idzie do sypilni (jak pil to spali oddzielnie,bo sie bala ze mloda przygniecie,bo spala z nimi karmiona piersia) Rano ona wstaje,a kolega meza spi na kanapie,telewizor gra,drinki stoja,malo tego kolega sikany na jej nowiutka jeszcze nie splacona kanape. No ale gosci sie nie wprasza,i trzeba sie dostsowac bo inaczej burak z ciebie i niegoscinna osoba. Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: statystyka wątku 06.09.12, 01:45 > Rano ona wstaje,a kolega meza spi na kanapie,telewizor gra,drinki stoja,malo te > go kolega sikany na jej nowiutka jeszcze nie splacona kanape. slabiutko tu sie postaralas lepsza byla by historia maz narabany zaznol na kanapie kolega znalazl sie w lozku malzenskim, zona myslala ze to maz , maz ich nakrywa , jest awantura ale dla zlagocenia sytuacji robia trojkacik a filmuje to mleczarz ktory wlasnie wpadl z rana Odpowiedz Link Zgłoś
falka_85 Re: statystyka wątku 06.09.12, 20:41 > No ale gosci sie nie wprasza,i trzeba sie dostsowac bo inaczej burak z ciebie i > niegoscinna osoba. Też miałam taką sytuację, że myślałam iż gości wyproszę. Umówiliśmy się z dawno niewidzianą parą + ich około półtoraroczną pociechą wczesnym wieczorem (18?) na posiadówkę u nas, tak na półtorej, dwie godzinki. Kupiliśmy z mężem ciasto, ciasteczka itd. No i owszem fajnie się siedziało, ale na początku. Potem dzieciak zaczął trochę marudzić, ale dawał się jeszcze jakoś zabawić. Koło 20.30 to już regularnie płakał bo chciał spać, ale nie mógł usnąć w obcym miejscu. Goście wyszli sporo po 22, wcześniej jeszcze zamówiliśmy pizzę bo oznajmili, że są głodni, a w zasadzie nie mieliśmy niczego takiego konkretniejszego do zjedzenia. Do tej pory nie wiem czy oni nie widzieli, że pora się już zbierać? Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: statystyka wątku 06.09.12, 01:41 > Rozumiem, że mieliśmy iść spać, a koegę zost ale czemu piszesz w liczbie mnogiej, nie mozesz sama isc spac maz jakis ograniczony, nie da sobie rady , musi cie ululac do snu piszac prosto , ty idziesz spac a on walczy skoro to jego gosc chyba ze , jeden pokoj , no to wtedy wiadomo , lipa Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 08:53 > ale czemu piszesz w liczbie mnogiej, nie mozesz sama isc spac > maz jakis ograniczony, nie da sobie rady , musi cie ululac do snu Nie no, ty chyba masz znacznie poważniejsze braki w uzwojeniu, niż sądziłam. > piszac prosto , ty idziesz spac a on walczy No dokładnie, z takimi bucami to tylko walka > skoro to jego gosc A jaka tak różnica w tej dyskusji czy jego czy mój? Gość nasz, wspólny, choć kolega męża. Nie ma to i tak żadnego znaczenia. Podałam przykład osoby, która nie ma taktu i siedzi do późnej nocy, choć widzi, że gospodarze przysypiają, a ty rozkminiasz problem na części pierwsze. Żal to mało powiedziane. Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: statystyka wątku 06.09.12, 10:10 > > ale czemu piszesz w liczbie mnogiej, nie mozesz sama isc spac > > maz jakis ograniczony, nie da sobie rady , musi cie ululac do snu > > Nie no, ty chyba masz znacznie poważniejsze braki w uzwojeniu, niż sądziłam. czyli jeden pokoj, > ma taktu i siedzi do późnej nocy, choć widzi, że gospodarze przysypiają, a ty > rozkminiasz problem na części pierwsze. Żal to mało powiedziane. ni zal , nie dosc ze siedzi to jeszcze po 3 godzinach siedzenia chce drugiego drinka SKANDAL, pewnie nawet jeszcze swojej drogocennej wody mu dalas i pare paluszkow Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 10:20 > ni zal , nie dosc ze siedzi to jeszcze po 3 godzinach siedzenia chce drugiego d > rinka SKANDAL, pewnie nawet jeszcze swojej drogocennej wody mu dalas i pare paluszkow Dżiss, dno i pięć metrów mułu. Kto ci dał przepustkę do ludzi? Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:27 A Ty z uporem mieszasz sytuacje i za nic nie chcesz zrozumieć, że to zupełnie co innego. No nic, teraz ja doszłam do ściany, a kilofem walić nie będę. Żegnam. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:45 graue_zone napisała: > A Ty z uporem mieszasz sytuacje i za nic nie chcesz zrozumieć, że to zupełnie c > o innego. A niby dlaczego co innego? W każdej z tych sytuacji odmowa czegoś jest tak samo normalna i tak samo uzasadniona. Nie zapraszasz kogoś, by został na noc, jeśli nie masz ochoty/możliwości to i na obiad też nie prosisz z tego samego powodu. I nie mówię o sytuacjach marginalnych - ktoś nie ma coś jeść albo gdzie przenocować. > Żegnam. Oby! Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:54 dla mnie jednak jest roznica miedzy obcą baba w pociągu a kolegą syna, z ktorym syn jest zaprzyjazniony, zakolegowany, a ja najczesciej tego chlopca znam, a rodzicow przynajmniej z widzenia i ze tak powiem górnolotnie- los baby w pociagu moze mi wisiec, ale kolegi syna niekoniecznie Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 22:00 aneta-skarpeta napisała: > dla mnie jednak jest roznica miedzy obcą baba w pociągu a kolegą syna, z ktorym > syn jest zaprzyjazniony, zakolegowany, a ja najczesciej tego chlopca znam, a r > odzicow przynajmniej z widzenia No to zamień obcą babę na koleżankę. Dasz jej gryza bo akurat wyciągnęłaś kanapkę i będziesz ją spożywać? > i ze tak powiem górnolotnie- los baby w pociagu moze mi wisiec, ale kolegi syna > niekoniecznie Los? A cóż to niby zagraża temu losowi kolegi, który nie spożyje z Wami posiłku? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 06.09.12, 07:34 widzisz, różnimy się tym, że Ty widzisz problem tam, gdzie ja go nie widzę staram się byc generalnie miła dla kolezanek, znajomych, a tzw, buraki nie wiedzą gdzie mieszkam wiec mnie nie nachodzą wykoślawiasz obraz sytuacji przytaczając kolezanke, ktorej mam dac gryz kanapki, a nie o to chodzi chodzi o zwykłą ludzką życzliwosc i kulturę- gł. w stosunku do dzieci- bo o dzieci chodzi w tej dyskusji Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 09:07 > a tzw, buraki nie wiedzą gdzie mieszkam wiec mnie nie nachodzą No to wobec tego ja nie wiem jakich Ty niezapowiedzianych gości tak karmisz, skoro - jak wyżej - żadni tacy bez ogłady i taktu do Ciebie nie przychodzą. Bo dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś jest miły i sympatyczny. Jeśli zjawia się bez zapowiedzi na wizytkę (nie w nagłym przypadku!), to jest po prostu burakiem. > chodzi o zwykłą ludzką życzliwosc i kulturę Dokładnie i o to mi chodzi. Ty widzisz brak kultury i życzliwości w tym, że się nie daje znajomym dzieciom czy niezapowiedzianym gościom obiadu, a nie widzisz braku kultury i zyczliwości w tym, że się koleżanki nie częstuje, tylko się na bezczela je, podczas, gdy koleżanka się przygląda. A jaka to różnica? Tutaj dziecko je kanapkę, a znajomy siedzi obok, a tam ktoś je obiad, a znajomy siedzi obok. - gł. w stosunku do dzieci- bo o dzi > eci chodzi w tej dyskusji Jestem życzliwa. Przepraszam uprzejmie znajomych dzieci i informuję, że za chwilę będziemy mieli obiad. I normalnie nie wiem jak to się dzieje, ale w tym momencie wszyscy grzecznie wstają, przepraszają, że się zasiedzieli i idą do domu. Jakoś nikt się nie obraża, że nie został zaproszony. I w innych znajomych rodzinach wygląda to dokładnie tak samo. I nie, nie jestem taka, która mówi, że wody w kranie też nie mamy. Dzieciaki zawsze mają do przegryzki jakieś owoce czy słodycze, bo to jest ogólnie dostępne w domu. Ale na OBIAD RODZINNY osób, których się na tym obiedzie nie spodziewałam i które nie są dla mnie nikim wyjątkowo ważnym, nie zapraszam, bo nie widzę kompletnie żadnego powodu. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: statystyka wątku 06.09.12, 09:20 > które nie są dla mnie nikim wyjątkowo ważnym, nie zapraszam, a jeżeli ten kolega jest kimś wyjątkowo ważnym dla twojego dziecka ? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 10:08 > a jeżeli ten kolega jest kimś wyjątkowo ważnym dla twojego dziecka ? Z ważnymi kolegami (przyjaciółmi) moje dzieci się umawiają wcześniej i gdy zostają dłużej, to zawsze jest dla nich obiad czy kolacja, bo wcześniej to mogę przygotować. Jeśli zdarza się im wpaść bez zapowiedzi (po zeszyt, oddać książkę, coś zapytać w drodze na przystanek), to po prostu mówią "przepraszam, już zmykam, do widzenia". Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 06.09.12, 10:29 > No to wobec tego ja nie wiem jakich Ty niezapowiedzianych gości tak karmisz, sk > oro - jak wyżej - żadni tacy bez ogłady i taktu do Ciebie nie przychodzą. pisalam, ze do mnie niezapowiedziany przychodza koledzy syna- czyli spontanicznie, głównie wynika to z tego ze po szkole uznaja ze chca sie pobawic razem, albo sa na dworzu ale chcą isc sie pobawic do domu albo brat z bratową- oni wpadają total z marszu i nie muszą sie zapowiadać u mnie ta kwestia dot w zasadzie jedynie dzieci dla Ciebie problemem jest podzielenie sie obiadem, dla mnie nie- tylko tyle Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 10:47 > pisalam, ze do mnie niezapowiedziany przychodza koledzy syna- czyli spontaniczn > ie, głównie wynika to z tego ze po szkole uznaja ze chca sie pobawic razem, alb > o sa na dworzu ale chcą isc sie pobawic do domu No dobrze, nawet jeśli tak jest, to po jakimś czasie, gdy przychodzi pora obiadu, to każdy się rozchodzi do swoich domów, na swój posiłek. U nas takie właśnie panują zwyczaje i godzina, gdy rodzice wracają z pracy i szukują obiad, to sygnał do wymarszu. Nie ma przesiadywania nie wiadomo jak długo. Albo ew. mogą się spotkać po obiedzie, jeśli jest jeszcze czas. > dla Ciebie problemem jest podzielenie sie obiadem, dla mnie nie- tylko tyle Wiesz, nie jest dla mnie problem podzielenie się obiadem, nie w tym rzecz - ja po prostu nie widzę uzasadnienia dla takiego zwyczaju. Dla mnie to obca kultura, obce zachowania. Mamy swoje określone zasady i wg nich postępujemy. I do licha nie jestem jakimś freakiem, jak się niektórym tutaj wydaje, bo tak żyją i postępują wszyscy rodzice znajomych, wszystkich moich dzieci a mam ich trochę na stanie A tak z ciekawości i na marginesie - jak tych kolegów syna jest pięcioro, a każdy to chłop nastoletni i apetyt ma jak wilk, (a takie są u nas wizyty, bo dzieci mam troje), to też byś ich wszystkich tak beztrosko nakarmiła wracając z pracy i widząc, że w domu siedzi pięciu dryblasów, a w lodówce masz tylko obiad dla Waszej rodziny? Pognałabyś po dodatkowe zakupy? Wykosztowałabyś się na posiłek dla kilkorga nastolatków (czyli praktycznie jedzących tyle, co dorośli ludzie), chociaż oni bynajmniej głodem nie przymierają, bo obiad czeka na nich w domu? I przełóż to sobie nie na jedną wizytę raz na ruski rok, tylko na kilkanaście w miesiącu. Bo jeśli nakarmisz jednego, raz, to dlaczego nie pięciu, co kilka dni? Co byś im w takiej sytuacji powiedziała? Czekam niecierpliwie na odpowiedź Odpowiedz Link Zgłoś
wrzesniowamama07 Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:00 Mnie się wydaje, że nie trzeba tłumaczyć niczego kilku nastoletnim chłopakom, wystarczy ustalić zasady z własnym (nastoletnim) dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:13 wrzesniowamama07 napisała: > Mnie się wydaje, że nie trzeba tłumaczyć niczego kilku nastoletnim chłopakom, w > ystarczy ustalić zasady z własnym (nastoletnim) dzieckiem. Oczywiście, dlatego ja swoim wytłumaczyłam i takich problemów z najazdem niespodziewanych gości nie ma. Bywają goście w dużych ilościach, ale wiem o tym z wyprzedzeniem i obiad zawsze jest dla każdego. Ale pytanie zadałam osobie, która uważa, że grzeczność nakazuje nakarmić nawet tych nieoczekiwanych. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:01 to, ze czasem sie jakis kolega zasiedzi nie oznacza automatycznie, ze zbiega sie cala klasa i po to zeby sie nażreć mimo, ze czasem karmie kogos obiadem nie sa to sytuacje nagminne, uciazliwe, a ja nie czuje sie wykorzystywana jako darmowa nianka czesto jest tak, ze proponuje obiad i dziecko nie ma ochoty, czasem mowi, ze nie dziekuje bo mama kazala mu wrocic do domu na obiad- wtedy sprawa jest jasna syn tez nie zaprasza po 5 kolegów. zreszta nawet jak chce zaprosic z marszu kolege to zawsze pytal przez domofon, dzwonil, lub chocby w drzwiach pytal czy moga sie pobawic w domu teraz mam kulturalnie, dobrze wychowane dziecko i jego koledzy choc to chlopaki tez wiedza jak sie zachowac wiec dla mnie to jakis kosmos jak mowisz ze dziecko wyludza darmowe jedzneie bo matka sie nim nie interesuje itd, albo ze karmi sie codziennie pol klasy mimo mojego otwarcia nie mam sytuacji tego typu czasem bywają za głośni- ale wtedy prosze o cichsze zachowanie i zabawa dalej trwa nie zdarzylo sie tez ze dziecko siedzi do nieprzyzwoitych godzin, chyba ze matce autobus uciekl, stoi w korku i jej sie przedłuzylo, ale wtedy dzwoni, wyjasnia etc Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:25 aneta-skarpeta napisała: > to, ze czasem sie jakis kolega zasiedzi nie oznacza automatycznie, ze zbiega si > e cala klasa i po to zeby sie nażreć Ale ja Ci dałam konkretny przykład i poprosiłam o odpowiedź. Sama napisałaś "koledzy syna", więc przyszło mi na myśl, że pewnie bywa ich więcej. > mimo, ze czasem karmie kogos obiadem nie sa to sytuacje nagminne, uciazliwe, a > ja nie czuje sie wykorzystywana jako darmowa nianka No dobrze, ale jak wyżej - gdyby tak było, jak w podanym przykładzie, to jak byś wybrnęła? > czesto jest tak, ze proponuje obiad i dziecko nie ma ochoty, czasem mowi, ze ni > e dziekuje bo mama kazala mu wrocic do domu na obiad- wtedy sprawa jest jasna Oczywiście, więc ten problem zostawmy. > syn tez nie zaprasza po 5 kolegów. Ale przyszli, sami, niespodzianie, bo referat będą robić. Albo grać. Albo plotkować o dziewczynach No więc przyszli, raz, drugi, tak się złożyło, że przychodzą nieregularnie, ale przynajmniej te 2-3 razy w tygodniu masz ich 3 do 5 sztuk. I co robisz? > zreszta nawet jak chce zaprosic z marszu kol > ege to zawsze pytal przez domofon, dzwonil, lub chocby w drzwiach pytal czy mog > a sie pobawic w domu teraz No więc pięciu chce zaprosić z marszu, a Ty masz obiad tylko dla trzech osób. > mam kulturalnie, dobrze wychowane dziecko i jego koledzy choc to chlopaki tez > wiedza jak sie zachowac Nieno ok, ale przecież mogą się zdarzyć tacy też wychowani, ale wpadli z marszu, się zasiedzieli i ten referat robią i robią i jakoś zrobić nie mogą > wiec dla mnie to jakis kosmos jak mowisz ze dziecko wyludza darmowe jedzneie bo > matka sie nim nie interesuje itd, albo ze karmi sie codziennie pol klasy Ale takie przypadki niestety są - pisałam o tym dwa razy o swojej znajomej. Ja wiem, jak ona sobie w końcu poradziła, ale interesuje mnie, co Ty byś zrobiła. > mimo mojego otwarcia nie mam sytuacji tego typu No dobrze, ale gdybyś miała. Jak byś się zachowała? > nie zdarzylo sie tez ze dziecko siedzi do nieprzyzwoitych godzin, chyba ze matc > e autobus uciekl, stoi w korku i jej sie przedłuzylo, ale wtedy dzwoni, wyjasni > a etc Ale GDYBY tak było. Nie musisz się tłumaczyć, że tak nie masz, bo ja też tak nie mam. Ale wiem, jakbym postąpiła i ciekawi mnie czy Ty byś zrobiła tak samo czy inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:36 ok mam 3 kotlety, a zwala mi sie 5 chlopaków w czasie obiadu- mam 3 wyjscia wchodze do pokoju i mowie- chlopaki jestescie glodni? - nie - aha to ja poprosze syna zeby przyszedł zjesc i zaraz wroci, a wam moze dam cos do picia? nie? ok. ---------------------------- wchodze do pokoju i mowie- chlopaki jestescie glodni? - taaaak - ok nie mam za duzo obiadu, bo mnie zaskoczyliscie, ale zaraz wam zrobie kanapki z serem jak absolutnie mi sie nie chce robic tych kanapek to wolam syna i mowie- choc zrobisz chlopakom kanapki, pomogę Ci, albo niech którys ci pomoże i bawcie sie dobrze ------------------------------- moj syn ma 10 lat i ma jednego przyjaciela, ktory po naszej przeprowadzce potrafi przyjechac do nas na 3 dni ( zapowiedzianie) i np oni strasznie chcą naleśniki, a ja nie mam za bardzo ochoty robic to mówie- ok, jak mi pomożecie i posprzątacie także luz Odpowiedz Link Zgłoś
iin-ess Re: statystyka wątku 06.09.12, 08:08 robitussin napisał: > Miło za to wiedzieć, że Ty od razu ścielesz łóżko dla gości, którzy się zasiedz > ieli i żadne aluzje, że późno, a wy jutro do pracy, do nich nie docierają. No b > o rozumiem, że skoro przez usta Ci nie przejdzie "przepraszam, ale czy możemy s > kończyć spotkanie kiedy indziej, bo umieram ze zmęczenia", to innego wyjścia, j > ak posłanie łóżka nie ma. > a kto tu mowi o zasiedzeniu. Pisała, ze czekała 2 godzina na autobus podmiejski po szkole bo jej uciekł! Już tak przekręcasz, że nie da się czytać. Odpowiedz Link Zgłoś
iin-ess Re: statystyka wątku 06.09.12, 08:09 iin-ess napisała: > a kto tu mowi o zasiedzeniu. tfu, "kto tu mówi o nocowaniu"- miało być Odpowiedz Link Zgłoś
hildegarda-z-plocka Re: statystyka wątku 08.09.12, 16:03 ja pamiętam z dzieciństwa, że najlepsze posiłki to były zawsze te jedzone wspólnie. moja ówczesna najlepsza przyjaciółka przychodziła do mnie strasznie często i zawsze jadłyśmy wypasioną kolacje, gdy byłyśmy u niej jej matka zastawiała stół. ja uwielbiałam to, że u niej zawsze wszystkie składniki były na osobnych talerzykach i każdy sobie sam komponował kanapki, ona lubiła bardzo sałatki przygotowywane przez moją mamę albo pizzę w wykonaniu babci. przesiadywałyśmy u siebie non stop, od końca szkoły do samego wieczora, razem się bawiłysmy i razem odrabiałyśmy lekcje i nikomu by do głowy nie przyszło, że jest to coś "niekulturalnego". niekulturalne to jest zwalanie się do kogoś non stop i żerowanie, a nie okazjonalne wpadnięcie albo goszczenie się na zmianę. do dziś pamiętam natomiast, że gdy miałam ok 11-12 lat i bawiłam się u tej właśnie przyjaciółki, przychodziła tam również siostra jej babci. koszmarna, ohydna baba. baba ta opiekowała się swoimi wnukami- dwójką dzieci młodszych od nas o 7 lat. a ponieważ jej się nie chciało nimi zajmować, zwalała je nam na głowe "niech się bawią a wy tylko a nie spójrzcie od czasu do czasu". baba ta miała w zwyczaju wyleźć ze swojego domu, dać wnusiom po kanapeczce lub serk,u a nas olać. my nie byłyśmy głodne, nie chodziło o to, że nam slinka ciekła, po prostu smiałyśmy się z niej i jej koszmarnego skąpstwa. bylo to dla nas maksymalnie żenujące. moja siostra również miała taką koleżankę z buraczanymi rodzicami, którzy weszli do jej pokoju i zawołali- M., obiad!, a moja siostra została sama w pokoju. nie, nie była niewychowana osobą, tylko dzieckiem, które lubiło bawić się ze swoją koleżanką i które nie uważało obiadu za jakiś super rarytas, żeby się na niego łasić i go wyłudzać. co więcej, koleżanka również przychodziła często do nas i jadła wtedy ze wszystkimi. ale ok, jeśli już ktoś jest taki skąpy, że mu szkoda dać cudzemu dziecku kanapki, czy poczęstować obiadem koleżankę, to niech nie częstuje. ale na boga, nie wywołuje swojego dzieciaka do drugiego pokoju, bo to jest PRAWDZIWE I CZYSTE buractwo. nie widzę też nic chamskiego w wpadaniu do ludzi, których się lubi. uważam, że ludzie, którzy traktują to jako brak wychowania po prostu nie mają przyjaciół i dobrych kolegów/koleżanek. znajomych- może. ale jakoś nie wyobrażam sobie, by naprawdę bliskie mi osoby, z którymi wzajemnie się lubimy -zerowały na obiedzie -wykorzystywały mnie dlatego gdy koleżanka dzwoni, że jest w pobliżu i pyta, czy może wpaść, to mówię, że jasne i czekam na nią z tym, co mam, lub idę do sklepu i kupuje jakiś prowiant. a jesli akurat wyjatkowo nie mam ochoty z nikim gadac, bo mam dzień lenia, albo koszmarny syf w mieszkaniu albo masę roboty czy coś jeszcze innnego, to po prostu mówię : "wiesz co, nie dzisiaj może, nie mam ochoty na spotkania, łażę w piżamie i się dołuje/ mam bałagan a ogarnięcie za duzo czasu zajmie, sorry/jestem zajęta" i koleżanka się nie obraża ani nie wpycha. gdyby mimo mojej odmowy nalegała, to byłoby to chamstwo, owszem, ale samo pytanie? nie kumam jak można tak żyć, podejrzewając że każdy (ZNAJOMY!KOLEGA!PRZYJACIEL!) czeka tylko na to, by cię wykorzystać. to, owszem, ma coś wspólnego z charakterem, ale nie ma nic wspólnego z klasą czy pozycją społeczną. Odpowiedz Link Zgłoś
imasumak Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:09 myelegans napisała: NIe zapomne sytuacji z wczesnej podstawowki, bedac u kolezanki z klasy, zdarzylo sie w porze obiadu, bo czekalam na autobus podmiejski jezdzacy co 2 godziny, zeby do domu dojechac, a matka tejze kolezanki, cichcem wywolala ja do kuchni na obiad. Bylam bardzo upokorzona, nie ze nie zostalam poczestowana obiadem, ale, ze jestem traktowana jak przykry intruz. Chociaz bylam w 3 klasie pamietam to uczucie doskonale, na tyle, ze nikogo bym nie narazila. O matko, aż mi się serce ścisnęło, wyobraziłam sobie swoją dziewięciolatkę w takiej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:18 moja babcia kiedys wynajmowala pokoje, bo mieszka niedaleko spzitala, do ktorego zjeżdzają sie pancjenci na dlugo i z calej polski i kiedys trafili sie nocleżanie na wielkanoc, babcia sie zgodzila zeby zostali, ( ojciec z synem, matka w szpitalu od 3 miesiecy) i moja babcia , choc to byly swieta, czas rodziny powiedziala- absolutnie nie będzie pan z synem siedzial w pokoju jak my jemy i to w taki dzien jeszcze sie uparla, zeby zonie zaniosl wielkanocne sniadanie i siedzieli z nami, zjedli i poszli do szpitala Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:19 > O matko, aż mi się serce ścisnęło, wyobraziłam sobie swoją dziewięciolatkę w ta > kiej sytuacji. Mi się bardziej ścisnęło, jak sobie pomyślałam, że jej własna matka nie zainteresowała się tym, że córka poszła do koleżanki na głodnego Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:27 nawet jesli matka nie zapewnila córce jedzenia na podróż, to co to ma do rzeczy? jemy obiad, a wpokoju siedzi byc moze glodne dziecko- dosc małe, dobra kolezanka córki- taki problem poczęstowac ja obiadem? chocby ziemniakami z sosem czy oddac kawalek kotleta, zeby cos zjadła? dziewcyzna nie przychodzi sępic jedzenie od was, po prostu wyniknela podbramkowa sytuacja jest to bliska kolezanka córki, biedna siedzi i czeka na autobus, dluga podroz przed nią, moze jest glodna, mozna poczestowac choc odrobiną przeciez to nie sa sytuacje ciągłe, a kolezanka to nie jest przypadkowa , losowo wybrana osoba Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:43 > dziewcyzna nie przychodzi sępic jedzeni > e od was, po prostu wyniknela podbramkowa sytuacja Ale czy autorka wątku pisała o podbramkowej sytuacji?? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:52 robitussin napisał: > > dziewcyzna nie przychodzi sępic jedzeni > > e od was, po prostu wyniknela podbramkowa sytuacja > > Ale czy autorka wątku pisała o podbramkowej sytuacji?? dkladnie nie pamietam, ale chodzilo oto, ze dziewczynka ( bo wtedy byla uczennicą) byla zmuszona czekac na autobus 2h wiec zatrzymala sie na ten czas u kolezanki wg mnie, dla dziecka, to jest sytuacja podbramkowa. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: statystyka wątku 05.09.12, 18:08 Sytuacja az taka podbramkowa nie byla, ja glodna tez nie bylam, nie o to chodzi, chodzi o forme, o potraktowanie malego goscia w tak upakarzajacy sposob, jak intruza, kiedy nie ma sie absolutnie poczucia, ze robi sie cokolwiek zlego, ja sie czulam upokorzona, Tak jak pewnie wielu tych malych gosci, bedac w domu u tych, ktorzy "obcych dzieci zywic nie beda". Fajnie tak z pozycji doroslego, nie wiedzac, co po drugiej stronie czuje dziecko, ale kto by sie przejmowal. Odpowiedz Link Zgłoś
3-mamuska Re: statystyka wątku 05.09.12, 23:15 aneta-skarpeta napisała: > robitussin napisał: > > > > dziewcyzna nie przychodzi sępic jedzeni > > > e od was, po prostu wyniknela podbramkowa sytuacja > > > > Ale czy autorka wątku pisała o podbramkowej sytuacji?? > > dkladnie nie pamietam, ale chodzilo oto, ze dziewczynka ( bo wtedy byla uczenni > cą) byla zmuszona czekac na autobus 2h wiec zatrzymala sie na ten czas u koleza > nki > > wg mnie, dla dziecka, to jest sytuacja podbramkowa. > Tak i caly rok dojazdow do szkoly i czekania na autbus byla sytuacja pobdramkowa. Jak mozna dziecko tak zostawiac samemu sobie. A dziewczna nie potrzebnie wziela wszysko do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: statystyka wątku 06.09.12, 07:43 jesli przyjdzie do mnie do domu syn z kolegą, ktory tez jest glodny, a ja mam obiad to sie spytam czy zje i to, ze jego mama powinna go nakarmic jest zupelnie tutaj nie istotne jest dziecko w domu, ktore lubie, mam jedzenie, moje dziecko je i kolega tez ma ochotę zjesc nie wiem jakich Wy macie znajmomych, ale koledzy syna nie chadzają zaniedbani rodzicielsko. jesli czestuje jakies dziecko obiadem to nie dlatego, ze rodzice o bozym swiecie zapominają, tylko dlatego ze akurat u nas jest jedzenie, a dziecko mogło zgłodniec, a bez sensu jest zeby lecialo na chwile do domu, zeby zjesc u siebie. nasteonym razem moj syn pewnie zje u nich czesto jest tez tak, ze dzieci mimo propozycji nie chcą jesc i z moich obserwacji wynika, ze koledzy syna nie rzucają sie u nas na lodówke, bo ich rodzice nie karmią co najwyzej rzucają sie na chipsy, ale tez przynoszą ze sobą cos slodkiego, slonego, do picia dlatego nie czuje sie wykorzystywana, objadana bo widze równowagę, ktora sama wychodzi Odpowiedz Link Zgłoś
soha2 Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:44 moze akurat czegoś nie doczytałam ale tam nic o podróży - długiej - autobusem nie było to koleżanka wpadła do kolezanki, skoro wpadła do niej, to mogła i skoczyć do domu na obiad a nie siedzieć i upokarzać się sytuacją, że nikt jej na białym obrusie obiadu nie podał Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: statystyka wątku 06.09.12, 12:01 no własnie źle doczytałaś, było o dziewczynce, która dojeżdżała do szkoły autobusem, który kursował co dwie godziny. Jeden własnie uciekł, więc czekajac na drugi (żeby nie stać 2 godziny na przystanku), poszła z koleżanką do jej domu. Odpowiedz Link Zgłoś
soha2 Re: statystyka wątku 06.09.12, 12:25 a to przepraszam wątek z deka długi, przestaję ogarniać go ofkors, jeśli jest taka podbramkowa sytuacja, to zapraszam na jakiś ciepły posiłek, choć nie wcześnie jakbym mogła, to skontaktowałabym sie z matką albo ojcem dziecka - mam jedno doświadczenie w podaniu posiłku alergikowi i tego, co potem wynikło po tym posiłku - no ale fakt, ze nie wiedziałam, że dziecko na niemal wszystko uczulone Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: statystyka wątku 05.09.12, 19:13 Masz prawo nie zrozumieć. Jesteś prostsza niż polna droga. Odpowiedz Link Zgłoś
noname2002 Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:59 Znaczy na zywienie dodatkowych 2,3,4 osob, codziennie i mowa tu o kolegach dzie > ci, ktore zwykle krewetek i kawiorow nie jadaja i na prawde kanapka z maslem i > kawalkiem jablka, albo krakersa sie zadowola. Tak,są osoby dla których będzie to problemem, znam takie. Nawet na tym forum pisała dziewczyna zrozpaczona tym, że mąż jej każe żywić teściową a jej po nakarmieniu teściowej brakowało na jedzenie dla dzieci. Pewnie się okaże, że osoby biedne nie powinny mieć znajomych. Odpowiedz Link Zgłoś
soha2 Re: statystyka wątku 06.09.12, 11:38 czułaś się upokorzona bo w obcym domu nie podano Ci obiadu?? a swojego domu nie miałaś? trzeba było pozwać tę rodzinę do sądu, że ci obiadu nie zaserwowali.... ale uraz nie został ci z dzieciństwa,że obiadu ci nie podano w tym domu? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:13 noname2002 napisała: > Szkoda, że nie bierzecie pod uwagę osób, które najzwyczajniej nie stać na żywie > nie dodatkowych osób. Weź, szkoda pary. Zaraz usłyszysz rzewną opowieść o czasach z musztardą na półkach. Te panie są niereformowalne. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:06 graue_zone napisała: > Pokusiłam się o przeczytanie i z grubsza policzenie za (częstowaniem ) i przeci > w. Cieszę się, że jednak jeszcze większość jest "za". Czyli pewne normy społecz > ne jeszcze nie do końca zostały zniszczone. Jasne, bo forum e-matka to wyznacznik normalności DD To tak, jakbyś przeprowadziła sondę w szpitalu psychiatrycznym. Odpowiedz Link Zgłoś
bovirag Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:30 mi by nawet do glowy nie przyszlo, zeby dzieciaka wyprosic. Zawsze koledzy moich dzieci jedza u nas cos. Nie zawsze jest to kolacja, ale owszem zdarza sie. Moja taktyka jest rowniez taka, ze wole jak dzieciaki siedza u mnie niz by mialy sie szwedac bog wie gdzie. Mam zawsze zamrozony chle w kromkach, makaron spaghetti, pesto w sloiku. Robiac zakupy zawsze kupuje dzem, popcorn, owoce z mysla o CUDZYCH dzieciach, ze jak przyleza to beda mialy co jesc. Jak dzieciaki maja wiekszy sped to zapedzam ich do robienia razem pizzy albo ja po prostu zamawiam. Nigdy nikogo bym nie odeslala do domu z powodu spozywania przeze mnie posilu nie podzieliwszy sie tymze. Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:25 Taaaak, Ty za to jesteś niezwykle otwarta i tolerancyjna....... Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:31 graue_zone napisała: > Taaaak, Ty za to jesteś niezwykle otwarta i tolerancyjna....... Jedyne, czego nie toleruję, to buractwa i ciasnych poglądów (takich, jak między innymi prezentuje niejaki jamescośtam i jola-kotka). A co uważam za buractwo, to chyba już dość wyraźnie napisałam. Do tej pory nie odpowiedziałaś mi, co TOBIE OSOBIŚCIE przeszkadza w moim stylu życia, że z taką pogarda się do mnie odnosisz. Na marginesie - czy nie jesteś przypadkiem katoliczką? Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:42 Ty mnie OSOBIŚCIE nie przeszkadzasz, bo Cię nie znam. Ale przeszkadzają mi takie sztywne osoby, mocno zapatrzone w siebie, nieelastyczne. Nie umiejące się podzielić, nie umiejące zareagować spontanicznie, a tylko w określonych ramach. Nie wiem, gdzie zobaczyłaś pogardę, bo jej nie ma. Może być ironia, ale pogarda nie. Zresztą Ty też niezbyt pięknie się wyrażasz o osobach preferujących inny sposób życia, mimo głoszonej przez siebie otwartości i tolerancji. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: statystyka wątku 05.09.12, 16:47 graue_zone napisała: > Ty mnie OSOBIŚCIE nie przeszkadzasz, bo Cię nie znam. Ale przeszkadzają mi taki > e sztywne osoby, mocno zapatrzone w siebie, nieelastyczne. Nie umiejące się pod > zielić, nie umiejące zareagować spontanicznie, a tylko w określonych ramach. Ale w czym Ci przeszkadzają? W życiu? Ktoś każe Ci się z nimi zadawać? Ja nie lubię buców, którzy wpraszają się bez zapowiedzi, ale się z nimi nie zadaję. > Nie wiem, gdzie zobaczyłaś pogardę, bo jej nie ma. Może być ironia, ale pogarda > nie. No to niech będzie ironia. Skąd ta ironia w stosunku do odmiennych poglądów? > Zresztą Ty też niezbyt pięknie się wyrażasz o osobach preferujących inny > sposób życia Cytaty proszę! Już kolejny raz. Niezbyt pięknie wyrażam się tylko o burakach i chamach. Ty do nich nie należysz. Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelmina.slater Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:08 Przeraża mnie trochę to co niektóre osoby tu wypisują. Naprawdę, jak raz na ruski rok zdarzy się taka sytuacja, że ktoś wpadnie niezapowiedziany (bo był w pobliżu, bo ma ważną sprawę, która wynikła przed chwilą itp.) odprawiacie taką osobę z kwitkiem albo wręcz mówicie, że się nie spotkacie, bo jecie obiad? Moja mama nigdy nie lubiła gotować, a i za gośćmi nie przepadała, ale nie zdarzyło się nigdy by ktoś kto do nas wpadł wyszedł głodny. Albo dostawał jakieś kanapki albo obiad jak właśnie jedliśmy. Jak jedzenia było mało to rozdzielała na wszystkich, a jak byliśmy głodni to zawsze doprawilo się jakimś makaronem czy kanapką. Ostatnio wieczorem jakiemuś facetowi zepsuł się samochód niedaleko ich domu,a komórka rozładowała, więc spytał się czy może od nich z domu zadzwonić. Oczywiście nie wygnali go na ulicę, by czekał na pomoc tylko zaprosili na kolację, którą jedli. No dziwacy jacyś W mojej rodzinie, a i u moich koleżanek (przełom lat 80 i lata 90) nikomu się nie przelewało. Były i takie osoby, które ledwo koniec z końcem wiązały, a i tak zawsze każdy gość (proszony czy nie) został nakarmiony w takim stopniu na jaki pozwalała kieszeń domownika. Zdarzały się sytuacje, że np. zadano nam przygotować jakiś projekt na następny dzien, więc logiczne było że wpadaliśmy do kolegi/koleżanki domu wraz z nim zaraz po lekcjach i siedzieliśmy, aż skonczyliśmy. Nigdy mi język nie przyrósł z głodu do podniebienia ani nie byłam wypraszana na czas obiadu (kuriozum). Mam kuzynkę, która ma 3 dzieci i tylko jej mąż pracuje. Z jedzeniem nie szaleją, bo ich nie stać, ale zawsze jak człowiek do nich wpadnie nawet na chwilę (np. coś oddać lub pożyczyć wtedy nie jest konieczne zapowiadanie się, bo ma to trwać kilka minut) ona człowieka ugości jakby był jakm Williamem lub Kate jak jest obiad to daje obiad, jak już zjedli to jest kawa, cistka, jakieś owoce, słodycze co akurat ma. Jak przygotowuje obiad to człowieka zagada tak długo ąz go zrobi, by mógł zjeść. Ona naprawdę cieszy się z każdej wizyty i każdej chwili spędzonej z innym człowiekiem. To piękne. Wreszcie na koniec. Mój dziadek, jako dziecko w czasie wojny przymierał głodem. Zdarzało się, że jego jedynym posiłkiem w ciągu dnia był jakiś burak pastewny wyrwany z czyjegoś pola. I mimo iż do dzisiaj wraz z babcią żyją skromnie to zawsze z otwartymi rękoma ugoszczą znajomego i nieznajomego. Moja babcia twierdzi, że przecież Pan Bóg każe się dzielić z każdym, więc jak tak człowieka strawą nie poczęstować. A teraz ludzie zamykają się w tych strzeżonych osiedlach, swoich mieszkaniach na kredyt na 50 lat, bykiem patrzą na każdą życzliwą i uśmiechniętą osobę, żal im 5 zł na zrobienie kanapek dla czyjegoś dziecka, spontanicznie nic nie zrobią. Smutne to trochę. Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:16 No tak, przecież wizyta znajomych dzieci zakłóca czyjś spokój i sprawia, że cztery kiełbasy w lodówce trzeba by podzielić na pięć części. Łatwiej powiedzieć: spadaj do siebie. Buractwo w czystej postaci. Mam tylko nadzieję, że to twory forumowe, bo w rzeczywistości nigdy z takim debilizmem się nie spotkałam. Odpowiedz Link Zgłoś
wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:22 A ja już chyba wiem na czym polega problem robitussin z gośćmi I żeby nie było - wszystko wynika z jej wcześniejszych wypowiedzi 1. małe zabałaganione mieszkanie, 2. rozmemłani domownicy, 3. mało wyjściowe żarcie w lodówce i na talerzach, 4. ogromna potrzeba zachowania odpwiedniego wizerunku w oczach znajomych małych i dużych Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelmina.slater Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:41 Możliwe. Ale mam koleżankę, która mieszkała na 30 m2 z rodzicami i starszym bratem, a i gości przyjmowała (nie proszonych pasożytów sępiących plaster sera też ). Ciasno u nich było strasznie, ale przytulnie. Jak kiedyś wpadłam rano przed lekcjami po nią nieproszona to jej matka mi też śniadanie zrobiła, bo jak tak będę w progu stała i czekała jak ona zje. Więc wrzuciła tą jedną więcej parówkę do wody i już. Bardzo to mili ludzie byli, mimo iż kasy u nich wiecznie nie było. Ja się dziwię, że większość ludzi deklaruje, że jest wierząca, a przecież większość religii nakazuje dzielić się z bliźnim. Odpowiedz Link Zgłoś
wendd Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 19:53 Wilhelmina bo tutaj nie o brak pieniędzy chodzi Tylko o brak empatii, sympatii do ludzi, zaborczość i niechęć do podzielenia się swoim czasem, miejscem w chałupie i przysłowiową już kiełbaską Chodzi o sposób myślenia tych ludzi - bo jak gość zeżre kiełbaskę to bedę o jedną kiełbaskę uboższa Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelmina.slater Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 20:12 No chyba właśnie tak jest. Ja nie pojmuję tego, ale u mnie w rodzinie zawsze była zasada gość w dom, Bóg w dom. I żadnego sępienia czy pasożytowania nie było. Ba więcej. Moja babcia dokarmiała z własnej woli dzieci swojej siostry, bo ta fizycznie nie miała czasu na opiekę nad nimi, a i niezbyt jej zależało co dzieci zjedzą. Więc babcia z dobroci serca przygarniała dzieciaki do siebie. Teraz ludzie naprawdę, jacyś egoistyczni i aspołeczni się zrobili. Wszędzie tylko ja, ja to ja tamto, bo ja tak chcę. Niestety widzę już u dzieci i młodzieży nieraz brak normalnego współżycia w grupie, społeczeństwie, brak podstawowych zasad ogłady, dobrych manier, zwracania uwagi na uczucia innego człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 05.09.12, 22:07 > Niestety widzę już u dzieci i młodzieży > nieraz brak normalnego współżycia w grupie, społeczeństwie, brak podstawowych z > asad ogłady, dobrych manier, zwracania uwagi na uczucia innego człowieka. Też tak sądzę. I dziwię się, że wiele osób nadal wyznaje zasadę beztroskich odwiedzin bez zapowiedzi, bez poszanowania dla cudzych planów i czasu. Albo nie bacząc na to, że rodzina szykuje się do posiłku, przedłużają wizytę zamiast grzecznie się pożegnać, by nie przeszkadzać. Masz rację - dobre maniery, ogłada i zwracanie uwagi na odczucia innych są w zaniku. Odpowiedz Link Zgłoś
yoko0202 jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 19:58 tak sobie myślę, na fali odpowiedzi o tym, jak to wszyscy całe podwórko chętnie goszczą przy obiedzie i sami za młodych lat nieustannie byli podejmowani przy stole, gdziekolwiek by się nie znajdowali - czy rodzice przypadkiem nie powinni zadbać o to, żeby dzieciak głodny poza domem się nie szwendał? moja córa dzisiaj karmi się sama, ale jak tak sięgam pamięcią, to po prostu gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miałam plan dnia i posiłków, jeżeli gdzieś latała samopas po osiedlu czy w trakcie wakacji po okolicznych działkach to wiedziała, że co np 3 godziny ma się odmeldować choć na chwilę, między innymi właśnie po to, żeby coś złapać między zęby. W późniejszych latach, gdy często zdarzało się że np. po szkole szła gdzieś do koleżanki, to np. dawałam parę zł. choćby na jakąś zapiekankę po lekcjach albo prosiłam, żeby najpierw wpadła do domu coś zjeść itp. itd. ja sama jako dziecko byłam uczona, że jeżeli jestem u kogoś i zaczyna się krzątanina obiadowa w kuchni, to mam normalnie się pożegnać i umówić z koleżanką np. za pół godziny; jeżeli czyjaś matka woła z okna dzieci na obiad, a ja się z nimi bawię, to przecież nie lezę z nimi do domu. Owocem czy wafelkiem mogę się poczęstować, ale za zupę grzecznie dziękuję i jeżeli jestem głodna to idę na chwilę do własnego domu zjeść. Dla mnie to było oczywiste, i podobnie są wychowywane inne dzieci w naszej rodzinie. oczywiście nie mówię tu o sytuacjach zaplanowanych czy awaryjnych (np. dziewczyny przychodzą razem po szkole i uczą się do jutrzejszego sprawdzianu, czy też sąsiadka nie wyrabia się z pracy, więc odbieram syna ze świetlicy i idziemy wszyscy do mnie) - wiadomo, że nakarmię, napoję i w lekcjach pomogę; natomiast takie luzackie stołowanie się własnego dziecka co drugi dzień u kogo akurat popadnie, no bo tam się znajduje to tam je, dla mnie jest nie do pomyślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
wendd Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 20:06 Jaki głodny? Ty widzę dalej nie rozumiesz. Normalni ludzie ani normalne dzieci nie czatują i nie czatowały na czyjeś jedzenie. Normalni ludzie mogą częstować i być częstowani poza swoim domem. Normalni ludzie nie wypraszają innych z domu podczas posiłków ani nie wpieprzają ukradkiem przed gośćmi Odpowiedz Link Zgłoś
yoko0202 Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 20:14 wendd napisała: > Jaki głodny? > Ty widzę dalej nie rozumiesz. > Normalni ludzie ani normalne dzieci nie czatują i nie czatowały na czyjeś jedze > nie. > Normalni ludzie mogą częstować i być częstowani poza swoim domem. > Normalni ludzie nie wypraszają innych z domu podczas posiłków ani nie wpieprzaj > ą ukradkiem przed gośćmi ale ja zgadzam się z powyższym może nie do końca wyjaśniłam, odniosłam się do tekstu autorki pod koniec głównego postu, jak to przez całe lato przychodził syn sąsiadów czy ktoś tam, i siedział u nich non stop od rana do nocy - jako matka, nie wyobrażam sobie wysłać potomstwa w teren na kilkanaście godzin dziennie, codziennie, i liczyć na to, że ktoś to wykarmi. To tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelmina.slater Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 20:17 Dokładnie. Nie mówimy tu o sytuacji, gdy kolega dziecka od progu woła, ze jest głodny bo mama go nie nakarmiła Mówimy o sytuacji, gdy mamy takiego zapowiedzianego lub nie gościa i akurat rodzina spożywa jakiś posiłek. Mówimy o jakiś elementarnych zasadach dobrego wychowania i współżycia społecznego, które mówią, ze dobrze wychowana osoba zaprosi gościa do stołu, poczęstuj lub napoi. Jeśli gosc nie jest głodny (bo go np. matka nakarmiła uprzednio) to powie dziękuję, nie chcę i już. Ale jakieś dobre maniery trzeba zachować. Już i tak wiele osób nie widzi potrzeby mówienia dziękuję, proszę, dzień dobry. Dla mnie to jakieś zdziczenie. Kolejny poziom to chowanie się za firanką, patrzenie czy goście nie idą i udawanie że nie ma nikogo w domu Odpowiedz Link Zgłoś
miruka Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 20:41 no wiecie, zgłodniałam przez Was, a już myślałam że daruję sobie kolację z uwagi na figurę, złe dziewczyny Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 21:54 > Dla mnie to jakieś zdziczenie. Kolejny poziom to chowanie się za firanką, patrzenie czy > goście nie idą i udawanie że nie ma nikogo w domu No to szkoda, że tego zdziczenia nie zauważasz w dziwnej manierze przychodzenia w gości bez zapowiedzi. Bo właśnie taka plebejska maniera wymusza na normalnych ludziach udawanie, że nie ma ich w domu. Nie każdy ma ochotę na goszczenie buraków, którym kultury i taktu zabrakło, żeby zadzwonić i zapowiedzieć się wcześniej, bo po co. Łoni chcom przyjść, to przychodzom i koniec. Ale jak sądzę sama do takich należysz, więc nie dziwne, że i buractwa w tym nie dostrzegasz, natomiast widzisz zdziczenie w normalnym odruchu obronnym. Odpowiedz Link Zgłoś
lady-z-gaga Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 23:36 > No to szkoda, że tego zdziczenia nie zauważasz w dziwnej manierze przychodzenia > w gości bez zapowiedzi. Bo właśnie taka plebejska maniera wymusza na normalnyc > h ludziach udawanie, że nie ma ich w domu. Cytat tygodnia Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 07:42 Przepraszam, nie wytrzymałam. Pozwolisz, że sobie Twoją kuriozalną wypowiedź włożę w sygnaturkę? Bo właśnie taka plebejska maniera wymusza na normalnych ludziach udawanie, że nie ma ich w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 09:58 graue_zone napisała: > Przepraszam, nie wytrzymałam. Pozwolisz, że sobie Twoją kuriozalną wypowiedź wł > ożę w sygnaturkę? > > Bo właśnie taka plebejska maniera wymusza na normalnych ludziach udawani > e, że nie ma ich w domu. A proszę Cię bardzo, możesz wkładać całe posty, nie tylko ten fragment. Wątpię jednak, czy w ogóle cokolwiek zrozumiałaś, ale to już szczegół Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 11:21 Zrozumiałam, nie martw się. Ale poraziła mnie Twoja obcesowość w tym zdaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Przepraszam 06.09.12, 07:43 Tu całośc: ...w dziwnej manierze przychodzenia w gości bez zapowiedzi. Bo właśnie taka plebejska maniera wymusza na normalnych ludziach udawanie, że nie ma ich w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Przepraszam 06.09.12, 07:54 warto było czytać cały wątek dla tego cytatu Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Przepraszam 06.09.12, 09:55 graue_zone napisała: > Tu całośc: > > ...w dziwnej manierze przychodzenia w gości bez zapowiedzi. Bo właśnie ta > ka plebejska maniera wymusza na normalnych ludziach udawanie, że nie ma ich w d > omu. A co konkretnie miało wyniknąć z tego cytatu? Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: Przepraszam 06.09.12, 11:01 Tylko to, co dosłownie napisałaś. To mogę czy nie? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Przepraszam 06.09.12, 11:15 graue_zone napisała: > Tylko to, co dosłownie napisałaś. To mogę czy nie? Przecież napisałam Swoją drogą, jeśli bym powiedziała, że nie, to uszanowałabyś moją wolę? Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: Przepraszam 06.09.12, 11:20 Tak. Dlatego pytam. Gdybym miała Twoje zdanie gdzieś, to wstawiłabym bez pytania i już. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Przepraszam 06.09.12, 11:33 graue_zone napisała: > Tak. Dlatego pytam. Gdybym miała Twoje zdanie gdzieś, to wstawiłabym bez pytani > a i już. A więc możesz, jak najbardziej. Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 08:07 Ty byś chciała do plebsu dosięgać, niestety jeszcze pod chodnikiem siedzisz mróweczko. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 10:02 lilly_about napisała: > Ty byś chciała do plebsu dosięgać, niestety jeszcze pod chodnikiem siedzisz mró > weczko. Ojejciu, no doprawdy tak mnie zdołować, chyba się nie podniosę Odpowiedz Link Zgłoś
inguszetia_2006 Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 21:14 yoko0202 napisała: tak sobie myślę, na fali odpowiedzi o tym, jak to wszyscy całe podwórko chętnie > goszczą przy obiedzie i sami za młodych lat nieustannie byli podejmowani przy > stole, gdziekolwiek by się nie znajdowali - czy rodzice przypadkiem nie powinni > zadbać o to, żeby dzieciak głodny poza domem się nie szwendał? Witam, Moja mama dbała, bym nie była głodna, ale jak obcy częstowali, to grzech było nie skorzystać;-P Jak do mnie goście przychodzili - był full wypas. Nie było opcji, że nie dostaniemy bananów, jabłek, słoneczników, śliwek, kanapek, jajecznicy, obiadów etc. A przychodzili moi goście i goście mojego brata. Moja mama była wychowana w takim klimacie, że witajcie goście, oto jedzenie;-D Ja też jak chodziłam po ludziach, to stawiali talerz i tyle. Nie kumam jak można dziecku nie zaproponować talerza zupy, kanapki, jabłka, etc.? Spaliłabym się ze wstydu. Prawdziwego, nie udawanego. Pzdr. Ing Odpowiedz Link Zgłoś
falka_85 Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 23:05 yoko0202 napisała: > czy rodzice przypadkiem nie powinni > zadbać o to, żeby dzieciak głodny poza domem się nie szwendał? No mnie też to zastanowiło, zwróciłam już wcześniej uwagę na ten aspekt. Jest jeszcze coś. Autorka pisze, że miała na kolację tylko 4 kiełbaski i żeby poczęstować kolegę syna (który wcale nie był gościem w ich domu, tylko razem z synem i być może innymi dziećmi bawili się na ogólnodostępnym boisku) musiałaby mu oddać swoją porcję. Gdybyśmy się dowiedzieli z mężem, że ktoś musiał sobie z talerza ująć, żeby naszego dzieciaka nakarmić (nie ważne czy z biedy, czy po prostu tak wyszło, że więcej akurat w domu nie mieli) to byśmy się za dziecko i za siebie (przede wszystkim za siebie) ze wstydu spalili. Pozwólmy innym ludziom zachowywać się kulturalnie. Chcemy się z kimś spotkać zapraszamy do siebie, albo chociaż uprzedzamy o naszych odwiedzinach bo potem wychodzą niezręczne sytuacje, że ktoś by chciał ugościć, ale nie ma czym, albo właśnie gdzieś wychodzi, a głupio kogoś z domu wyprosić. Jeżeli ktoś szykuje obiad / kolacje a nie zaprasza, dziękujemy za gościnę i wychodzimy, bo być może stawiamy kogoś w niezręcznej sytuacji dzielenia 4 kiełbas na 5 porcji. Jesteśmy u kogoś z wizytą pilnujemy czasu i nie siedzimy do upadłego, bo głupio wyprosić gości mimo że przysypia się na siedząco. A potem zdziwienie bo kogoś nie wpuszczono, nie poczęstowano albo poproszono by poszedł już do domu. Absolutnie nie oznacza to ogólnej niechęci, jak to niektórzy tu sugerują, do zapraszania, wizyt, częstowania itd. Uważam wręcz, że to bardzo niedobrze jeżeli dziecko nie może zapraszać swoich kolegów czy koleżanek do domu, nie może nikogo częstować jedzeniem, podzielić się zabawką itd. Ale to nie znaczy, że goście dziecka mogą przychodzić zawsze, siedzieć dowolnie długo i niezaproszone zostawać na posiłkach. O tym kiedy dziecko może zaprosić kolegów, ile mają trwać odwiedziny decydują rodzice. Odpowiedz Link Zgłoś
soczek_bez_gazu Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 05.09.12, 23:57 falka_85 napisała: Autorka pisze, że miała na kolację tylko 4 kiełbaski i żeby p > oczęstować kolegę syna (który wcale nie był gościem w ich domu, tylko razem z > synem i być może innymi dziećmi bawili się na ogólnodostępnym boisku) musiałaby > mu oddać swoją porcję ja pierniczę, stwierdzę tylko fakt że wątek o tym,czy można pozwolić dziecku zaprosić kolegę w porze, kiedy na stole może sie pojawic jedzenie rozrosl się do 600 postów ( widać ematka lodówki nie może spokojnie otworzyć żeby horda sępów nie zebrala się u jej stóp). A co do meritum, cytuję powyzszy post bo jest w nim coś co przewijalo w wielu i to naprawdę wielu wcześniejszych wypowiedziach. Dlaczego niby macie sie wyrzekać swojej porcji? Jak jest to gość dziecka to kroicie tą nieszczęsną kiełbaskę waszego slonka na pół i dajecie pół porcji koledze. Zaręczam że +90% dzieci zrozumie taki uklad bez słów, pozostałym mówicie że się podzieli z kolegą i tyle. Doprawdy, dziecku się nic nie stanie jak raz na jakiś czas zje pół kiełbasy/kotleta/udka, zwłaszcza że chyba w waszych domach akurat na jedzenie nie brakuje,a przynajmniej nic żadna z was nie wspomniała o tym. Odpowiedz Link Zgłoś
hermenegilda_zenia Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 00:08 Mówimy tu o DZIECKU, a dzieci mają to do siebie, że nie planują na wyrost i nie zastanawiają się, co będzie za 5 godzin. Jako dziecko wychodziłam na podwórko i po prostu się bawiłam nie patrząc na zegarek, czasami ktoś z koleżanek lub kolegów przyszedł ze mną do mojego domu, czasami ja do nich. I nie było jakichś dziwnych manewrów z odsyłaniem do innego pokoju, czy wywalaniem z domu, bo kiełbasek jest tylko 4. Jak ktoś był biedny, to dawał chleb z masłem i z cukrem i też było dobrze. Jednak jak widzę postawa "spragnionego napoić, głodnego nakarmić" w kraju chrześcijańskim, bo już nie napiszę katolickim, coraz szybciej odchodzi w niebyt za sprawą takich indywiduów jak robitussin et consortes, próbujących zwykłe kutwienie ubrać w szaty dziwnie pojmowanych zasad dobrego wychowania. Samemu żreć obiad, a kolega/koleżanka dziecka niech patrzy głodnym wzrokiem. I to domniemanie premedytacji w działaniu - cwany 9 -letni kalkulant, który szuka okazji, żeby najeść się na krzywy ryj w waszej wyliczonej co do plasterka szyneczki rodzinie. Paranoja. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 09:40 > Jednak jak widzę postawa "spragnionego napoić, głodnego nakarmić > " No żal mi Cię, doprawdy. Czy Ty w ogóle wiesz, o czym jest ten wątek? Nie o głodnych, biednych dzieciach, którym ślina kapie na widok podanego do stołu posiłku, tylko o sytuacji, gdy w porze obiadu do dziecka zwala się jego kolega, zamiast pójść w tym czasie na SWÓJ OBIAD albo po prostu grzecznie przeprosić i ew. przyjść później. To jest własnie paranoja, a nie to, że ktoś nie ma ochoty karmić cudzych dzieciaków, bo ich własna matka ma w nosie, co się z nimi w tym czasie dzieje. > w kraju chrześcijańskim, bo już nie napiszę katolickim, coraz szybciej odchod > zi w niebyt za sprawą takich indywiduów jak robitussin A odpitol ty się ode mnie kobieto, bo nie jestem żadnym indywiduum, tylko normalnym człowiekiem o poglądach jak przynajmniej połowa ludzi z tego wątku. I nie mieszaj do tego chrześnijaństwa, bo to bynajmniej nie jest żaden wyznacznik normalności. > Samemu żreć obiad, a kolega/koleżanka dziecka niech patrzy głodnym wzrokiem. Nie musi patrzeć, może wrócić do domu na własny obiad, tak jak to robią moje dzieci. Ty swoim jeść w domu nie dajesz, nie zabierasz ich do domu na obiad, żeś taka oburzona zwyczajami innych ludzi? Nie interesuje Cię, czy Twoje dziecko przypadkiem nie będzie przebywało u innych ludzi w porze posiłku? I nie mówię tutaj o zapowiedzianych i planowanych spotkaniach, gdy matki się umawiają wcześniej "niech Józio zostanie u nas na obiedzie", tylko o sytuacjach, że połowa podwórka wraca z zabawy do domu na obiad, a jeden Józio zamiast iść do siebie, lezie do kolegi. Normalnie jakiś kosmos, nigdy ani za moich czasów, ani teraz takich sytuacji nie było. > to domniemanie premedytacji w działaniu - cwany 9 -letni kalkulant, który szuka > okazji, żeby najeść się na krzywy ryj w waszej wyliczonej co do plasterka szyn > eczki rodzinie. Paranoja. Przeczytaj jeden z moich pierwszych postów, jak załatwiła się na szaro moja koleżanka, która po chrześcijańsku dokarmiała jedno dziecko dziwnym trafem pojawiające się u jej syna zawsze w porze obiadu. Z tego jednego dziecka zrobiła się piątka, bo wśród osiedlowej dzieciarni poszła fama, że mama Kuby daje jeść. I to też jest paranoja. Dzieciaki po 10 lat, więc nie musisz mieć wątpliwości, że i w tym wieku zdarzają się cwaniaki. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 10:38 robitussin napisał: tylko o sytuacji, gdy w porze obiadu do dziecka zwala się jego kole > ga, zamiast pójść w tym czasie na SWÓJ OBIAD albo po prostu grzecznie przeprosi > ć i ew. przyjść później. problem w tym, ze myslnie zakladasz, ze kazdy ma obiad o tej samej porze i tak jak mama dziecka nie pracuje to daje mu obiad o 13, po szkole, a potem leci na dwór i wpadają z synem do nas, a u nas obiad o 17-18, bo wtedy jestesmy w domu a w weekend mamy np o 15stej, albo o 13, albo o 16- jak wyjdzie wiec trudno tu dopatrywac sie zlosliwosci ze strony tych dzieci. > To jest własnie paranoja, a nie to, że ktoś nie ma ochoty karmić cudzych dzieci > aków, bo ich własna matka ma w nosie, co się z nimi w tym czasie dzieje. > a dlaczego zakladasz, ze ich matka ma ich w nosie? bo dziecko nie ma swiadomosci, ze akurat o tej porze macie obiad? moze u niego jest pozniej, wczesniej? dlaczego innym ludziom przypisujesz najgorsze cechy i złe intencje? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 11:03 aneta-skarpeta napisała: > robitussin napisał: > > tylko o sytuacji, gdy w porze obiadu do dziecka zwala się jego kole > > ga, zamiast pójść w tym czasie na SWÓJ OBIAD albo po prostu grzecznie prz > eprosi > > ć i ew. przyjść później. > > > problem w tym, ze myslnie zakladasz, ze kazdy ma obiad o tej samej porze No ale co mnie to obchodzi, że ktoś ma obiad później, albo miał wcześniej? My mamy o danej porze i inni powinni to uszanować. Natomiast z drugiej strony - z grubsza rzecz biorąc należy przyjąć, że skoro ludzie wracają z pracy o określonej godzinie, to po ich powrocie jest właśnie pora obiadowa. I jeśli dziecko widzi, że rodzice kolegi przyszli do domu, powinien założyć, ze będą się wszyscy szykowac do obiadu, więc wypada się pożegnać, a nie siedzieć i czekać. Jaka w tym filozofia? > i tak jak mama dziecka nie pracuje to daje mu obiad o 13, po szkole, a potem le > ci na dwór i wpadają z synem do nas, a u nas obiad o 17-18, bo wtedy jestesmy w > domu No i super. To po kija temu dziecku najedzonemu o 13 drugi obiad o 17? A jesli jednak 17 to u niego pora kolejnego posiłku, to jak wyżej - dlaczego nie pójdzie do siebie na ten posiłek? > wiec trudno tu dopatrywac sie zlosliwosci ze strony tych dzieci. Nie złośliwości, tylko brak manier. I to raczej ich rodziców, jeśli dzieci są małe. Ja jakoś nigdy nie miałam takich dziwnych problemów. Dziecko szło do kolegi, pytałam matkę o której zabrac i albo mówiła "przed 16, bo potem mamy obiad" albo "zabierz jak ci pasuje, bo jesli nie masz nic przeciwko, to niech mały zostanie u nas na obiedzie". I w drugą stronę było dokładnie to samo. Natomiast jak mi się któryś dzieciak sam z siebie wybrał do kolegi, raz czy drugi, to do niego dzwoniłam i prosiłam, żeby wrócił na obiad do domu, a przypadkiem nie wpraszał się na cudzy, skoro nikt się go nie spodziewał, nie zapraszał, więc będzie tylko robił problem. Nie wiem, czy to naprawdę jakieś dziwne? > a dlaczego zakladasz, ze ich matka ma ich w nosie? A Ty jak Twoje dziecko idzie do kolegi to puszczasz je na głodnego i nie interesuje Cię, co to dziecko zje i o której godzinie (wiesz, może trafi na taką sknerę, jak ja i nic nie dostanie ? Albo w porze Waszego obiadu nie zabierasz dziecka do do domu tylko pozwalasz, żeby siedziało do bólu u innych? Pewnie tak nie robisz, więc nie masz dziecka w nosie. Ale są osoby, które się nie interesują tym, czy ich potomstwo wróci na obiad w domu czy nie. Zakładając, że to są wizyty nieumawiane a Ty nie masz kontaktu z matką kolegi dziecka. > dlaczego innym ludziom przypisujesz najgorsze cechy i złe intencje? Bo niektórzy takie właśnie cechy posiadają. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 11:23 robitussin napisał: > No ale co mnie to obchodzi, że ktoś ma obiad później, albo miał wcześniej? > My mamy o danej porze i inni powinni to uszanować. wg mnie trudno oczekiwac od 10latka, zeby nie przychodzil w porze obiadu, skroo nie wie o ktorej jemy > Natomiast z drugiej strony - z grubsza rzecz biorąc należy przyjąć, że skoro lu > dzie wracają z pracy o określonej godzinie, to po ich powrocie jest właśnie po > ra obiadowa. I jeśli dziecko widzi, że rodzice kolegi przyszli do domu, powinie > n założyć, ze będą się wszyscy szykowac do obiadu, więc wypada się pożegnać, a > nie siedzieć i czekać. Jaka w tym filozofia? zadna i bywa róznie, ale czasem syn chce zeby kolega zostal dluzej, a ja nie mam nic przeciwko, a ze nie ma problemu zebym podzielila sie zawartoscia lodówki to nie jest to dla mnie klopot. nie są to sytuacje codzienne, wiec nie czuje sie wykorzystywana nawet jak 3 dni z rzedu siedza caly dzien u nas to potem tydzien kazdy siedzi u siebie, a potem siedzą u tego kolegi > No i super. To po kija temu dziecku najedzonemu o 13 drugi obiad o 17? jeśli po kij, to odmawia, na siłe nie karmię, ale mógł zgłodniec i miec ochotę A jesli > jednak 17 to u niego pora kolejnego posiłku, to jak wyżej - dlaczego nie pójdzi > e do siebie na ten posiłek? > bo sie swietnie bawią, ja jestem zadowolona ze moj jedynak ma towarzystwo, a mi nie przeszkadza jego obecnosc czasem sie zdarza ze rodzice sami dwonią i mowia- wracaj do domu, a chlopaki błagają tamtą mamę, zeby jeszcze mogl zostac, albo chlopak idzie, albo idą na dwór i zapominaja o czyms takim jak obiad Nie wiem, czy to naprawdę jakieś dziwne? nie jest dziwne, ale czasem zdarza sie inaczej, co tez miesci sie w normie, bo dzieciaki sie zabawią, zapomną. dla mnie normalne jest, ze dzieci nawet kulturalne są w pewien sposób spontaniczne, a ze mam dziecko i męża to nie wyliczam plasterków sera, zeby nie miec problemu jak mąż chce polozyc 2 plasterki zamiast 1, a syn wyjatkowo chce zjesc 2, a nie 1 kanapkę stad nie ma problemu dla mnie jak dziecko zaplącze sie na obiad, kolacje czy podwieczorem > A Ty jak Twoje dziecko idzie do kolegi to puszczasz je na głodnego i nie intere > suje Cię, co to dziecko zje i o której godzinie (wiesz, może trafi na taką skne > rę, jak ja i nic nie dostanie ? nie puszczam go głodnego, ale mimo ze zjadł obiad w szkole to potrafil zjesc spagetti 3h pozniej u kolegi, bo mama kolegi nalegała, choc w domu wtedy by nic nie jadł > Zakładając, że to są wizyty nieumawiane a Ty nie masz kontaktu z matką kolegi d > ziecka. > nie zdarzylo mi sie, zebym nie miala kontaktu z matka dziecka, ktore jest na tyle blisko z moim synem, zeby przesiadywac u siebie. > Bo niektórzy takie właśnie cechy posiadają. > dobrze, że ty ich nie posiadasz jak widać w wątku, chodząca kultura z Ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
falka_85 Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 07.09.12, 23:04 hermenegilda_zenia > I nie było jakichś d > ziwnych manewrów z odsyłaniem do innego pokoju, czy wywalaniem z domu, bo kiełb > asek jest tylko 4. No ja bym się w żadne manewry nie bawiła tylko, jak to ładnie określiłaś, wywaliłabym dzieciaka, konkretnie oznajmiła, że pora kończyć zabawę i zbierać się do domu, w chwili, którą z obojętnie jakiego powodu, uważam za stosowną do zakończenia wizyty. Bez przesady, że będę się czaić przed kilku czy kilkunastolatkiem. A z własnym dzieckiem można ustalić, że kolegów zapraszamy na obiad/kolację/lody w jakieś określone, dogodne dni. Odpowiedz Link Zgłoś
melmire Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 00:51 Nic dodac nic ujac. Ja tez nie wyobrazam sobie sytuacji ze przychodze do kogos bez zapowiedzi, trafiam na posilek i czekam z usmiechem az gospodarze sie zdecyduja czy oddac mi swoje porcje, czy moze jakos je przerobic na wieksza mase.Moze pieczone udka rozebrac na czesci, przerobic szybko na potrawke (wysylajac meza do sklepu po brakujace skladniki) a potem odgrzac wystygle przez ten czas ziemniaki. A potem zjadam to ze smakiem Dzisiaj na szybko zorganizowalismy jutrzejszy sped u nas , jeden kolega przychodzi prosto z silowni, drugi prosto z pracy, jemy u nas, i dzieki temu wiem ze mam przygotowac obiad dla czterech zertych osob, a nie dwoch. I nikomu korona z glowy nie spadla, ze wizyta umowiona i kwestia jedzenie tez. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 09:46 melmire napisała: > Nic dodac nic ujac. Ja tez nie wyobrazam sobie sytuacji ze przychodze do kogos > bez zapowiedzi, trafiam na posilek i czekam z usmiechem az gospodarze sie zdecy > duja czy oddac mi swoje porcje, czy moze jakos je przerobic na wieksza mase.Moz > e pieczone udka rozebrac na czesci, przerobic szybko na potrawke (wysylajac mez > a do sklepu po brakujace skladniki) a potem odgrzac wystygle przez ten czas zie > mniaki. A potem zjadam to ze smakiem > Dzisiaj na szybko zorganizowalismy jutrzejszy sped u nas , jeden kolega przycho > dzi prosto z silowni, drugi prosto z pracy, jemy u nas, i dzieki temu wiem ze m > am przygotowac obiad dla czterech zertych osob, a nie dwoch. I nikomu korona z > glowy nie spadla, ze wizyta umowiona i kwestia jedzenie tez. AMEN! Zastanawia mnie jedna rzecz - oburzenie, że ktoś nie zaproponował gościowi żarcia i jednocześnie zapewnienie, ze będąc samemu takim gościem stanowczo odmówiłoby się poczęstunku. To na wuja ta cała szopka, to durne krygowanie się "a może zjecie?", "a nie dziękujemy", "ale może jednak?", "ależ nie, nie będziemy was objadać", "ale nie ma problemu, mąż zje chleb z dżemem", "nie, no skąd, to nie wypada" i tak przez 10 minut. Wiadomo z góry, że niezapowiedziany gość jest intruzem i sam powinien poczuć, że nie wypada mu prosić o poczęstunek. A skoro nie wypada i nie prosi, to po jakiego grzyba wyskakiwać przed szereg i zapraszać go do stołu? Chyba tylko po to, żeby sobie punktów payback nazbierać Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 11:24 Widzisz, ja jestem dość nieskomplikowana. I jeśli kogoś zapraszam do stołu, to jeśli mówi "nie" to nie. Nie stosuję namawiania. I odwrotnie. Jeśli ktoś mnie zaprasza do stołu, to nie zakładam że czeka na moją odmowę. Jeśli chcę - jem, jeśli nie - grzecznie odmawiam. Poza tym, poza sytuacjami skrajnymi, zawsze staram się by mój gość, nawet niespodziewany, nie czuł się u mnie intruzem. Odpowiedz Link Zgłoś
soha2 Re: jedna kwestia, dotychczas chyba nieporuszona 06.09.12, 12:00 podpisuję się gdy wpada do mnie a raczej do dziecka moja mała kuzynka - raz na kilka miesięcy - to zawsze wrzuce garść makaronu więcej do garnka/ryżu/kaszy/frytek na patalenie - ale wiem, że wpadnie, jestem uprzedzana. Gdy niespodziewanie wpada dziecko z piątką kolegów to proponuję coś do picia, owoce jakieś herbatniki i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
tosterowa Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 07:58 janiemoge, 600 postów o dzieleniu się kiełbasą to się nazywa zrobić coś z niczego... Odpowiedz Link Zgłoś
anek130 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 09:31 jak cudowne rozmnożenie ) Ale ja mam jedno pytanie: czemu wszyscy sugerują, że ak rodzina siada do obiadu to kolega syna patrzy głodnym wzrokiem? mój syn np. nie zjadłby obiadu u kogoś, nie żebym mu zabraniała - poprostu woli w swoim domu, dzieci sa wybredne, mają swoje smaki, nie zawsze cudza kuchnia wszystkim podchodzi. I uważam, ze sporadyczne sytuacje, w których mamy kogoś niespodziewanie na obiedzie mogą się zdarzac, byle nie za czesto. Trzeba umieć rozróżnić beztroską zabawę od cwaniactwa - i owszem u dzieci również tacy się znajdą (bo u kogoś mu lepiej smakuje, bo zje i u mnie i potem w domu drugi obiad). Oczekiwałabym zainteresowania od strony rodziców kolegi, jeśli codziennie przychodziłby od nas najedzony. Przynajmniej ja bym się zainteresowała. A jeśłi chodzi o dorosłych niespodziewanych gości to chyba przyznacie mi rację, że zwykły znajomy to nie to samo co przyjaciel i zwykłych znajomych, którzy akurat przejeżdżali obok i wpadli do nas, no nie witałabym z otwartymi ramionami w czasie obiadu. Przyjaciele? prosze bardzo, moga wpadac i o 12.00 w nocy. Mój Aluś Odpowiedz Link Zgłoś
panbrown Robitussin 06.09.12, 10:07 Wspułczuje twoim dziecią z tego co piszesz wynika, że musisz być strasznie agresywną, apodyktyczną osobą, przekonaną o swojej jedyniesłusznej wizji świata Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 10:15 panbrown napisał: > Wspułczuje twoim dziecią z tego co piszesz wynika, że musisz być stras > znie agresywną, apodyktyczną osobą, przekonaną o swojej jedyniesłusznej wizj > i świata Oj pewnie. I mam jeszcze hemoroidy, brzydki oddech, kredyt we frankach na 50 lat i jeden pokój, który dzielimy z kochanką męża i jej teściową. Jeszcze i tego nam pofspułczój, bo chyba zapomniałaś/eś Może poczytaj sobie dokładniej ten wątek, znajdź posty tych wszystkich chrześcijańskich, oburzonych ematek i odpowiedz sobie na pytanie, kto tu faktycznie propaguje jedyną, słuszą wizję świata, nie dopuszczając do swych tępych umysłów, że ktoś może mieć inne zasady w życiu i dobrze mu z tym. No chyba, że sama/sam też należysz do tych tępych umysłów - wtedy faktycznie obiektywizm jest ci obcy. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: Robitussin 06.09.12, 10:22 A oto obraz idealnie tolerancyjnej dla innego zdania ematki Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 10:29 iwles napisała: > A oto obraz idealnie tolerancyjnej dla innego zdania ematki Ktoś mnie obsypuje nieuzasadnionymi inwektywami, a ja mam być tolerancyjna dla jego "innego zdania"? Ty się w ogóle dobrze czujesz? To forum to jakiś kosmos, uprzedzano mnie wielokrotnie, że to wylęgarnia tępych kretynek i żebym nie liczyła na przejawy inteligencji, ale nie przypuszczałam, że do tego stopnia i w takim zagęszczeniu. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Robitussin 06.09.12, 10:52 robitussin napisał: wylęgarnia tępych kretynek i żebym nie liczyła na przejawy inteligencji zaraz zaraz, czy mi sie wydaje, czy pisałas co o kulturze obistej ? czy pomyliłam Ciebie z kims innym? Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 11:11 > zaraz zaraz, czy mi sie wydaje, czy pisałas co o kulturze obistej ? czy pomyli > łam Ciebie z kims innym? Przeciez to nie było do Ciebie, tylko do osoby, która również kulturą osobistą nie grzeszy. Nie widzę powodu, by chama traktować z szacunkiem i grzecznością. Swoją drogą to nie ja zaczęłam od inwektyw, tylko mnie - z powodu wyłącznie odmiennych poglądów - zaczęto wyzywać od chamek, buraczek i nienormalnych. O sknerach, dusigroszach, dziwolągach i indywiduach nie wspominając. Ale rozumiem, że tak po chrześcijańsku mam to wszystko przyjąć na klatę i wybaczyć bliźnim? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Robitussin 06.09.12, 11:26 robitussin napisał: > Przeciez to nie było do Ciebie, tylko do osoby, która również kulturą osobistą > nie grzeszy. ale co to ma do rzeczy, ze ktos n\jest niekulturalny osoba dobrze wychowana jest dobrze wychowana zawsze i wobec wszystkich jak poziom rozmówcy Ci nie pasuje to nie zniżasz sie do poziomu bruku tylko konczysz dyskusje tak mi sie wydaje Ale rozumiem, że > tak po chrześcijańsku mam to wszystko przyjąć na klatę i wybaczyć bliźnim? > ale co ty chcesz wybaczac? ze na forum ktos cos napisał? dobrze się czujesz? wystarczy olać, bo to poniżej twojego poziomu i tyle Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 11:43 > ale co to ma do rzeczy, ze ktos n\jest niekulturalny > osoba dobrze wychowana jest dobrze wychowana zawsze i wobec wszystkich Tak, tak. Oczywiście. Właśnie to zauważyłam w dyskusji ze mną Kultura innych aż się bokami wylewa Szczerze mówiąc nie było w tym wątku, we frakcji opozycyjnej żadnej osoby, która podeszłaby do dyskusji ze mną w sposób kulturalny i taktowny. Jeśli ktoś nie walnął prosto w twarz inwetywą, to delikatnie, aluzyjnie i między wierszami dawał do zrozumienia, co sądzi o takich dziwolągach jak ... ekhm ... (pssst ... na uszko) ro-bi-tus-sin > jak poziom rozmówcy Ci nie pasuje to nie zniżasz sie do poziomu bruku tylko kon > czysz dyskusje I tak właśnie zamierzam zrobić. Co nie zmienia faktu, że wyraziłam po prostu opinię na temat forum, która to opinia naprawdę nie jest żadną tajemnicą. I co więcej - to nie ja jestem autorką słów o wylęgarni tępych kretynek, tylko tak mi właśnie to forum opisywano. Ja jedynie przekazałam cudze słowa. > > Ale rozumiem, że tak po chrześcijańsku mam to wszystko przyjąć na klatę i wybaczyć > > bliźnim > ale co ty chcesz wybaczac? ze na forum ktos cos napisał? Bosch, to taka przenośnia była > dobrze się czujesz? Dobrze, ale zaniepokoiłam się w tym momencie, co się stało z Twoją kulturą, że mi takie niefajne pytanie zadałaś? Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Robitussin 06.09.12, 11:49 > Dobrze, ale zaniepokoiłam się w tym momencie, co się stało z Twoją kulturą, że > mi takie niefajne pytanie zadałaś? ale czy ja twierdze, że jestem mega kulturalna? szczerze jestem srednio kulturalna, natomiast jak zaczynam czuc ze rozmowa siega mułu to nie wyzywam rozmówców od kretynów i tempych idiotek, tylko zmykam na inny wątek, gdzie jest ciekawiej. jak mnie jeden z drugim irytuje to omijam jego posty, bo dyskuzja z takim nic nie wnosi Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 12:40 > ale czy ja twierdze, że jestem mega kulturalna? No przepraszam, a czy ja gdzieś tak twierdzę na mój temat? > szczerze jestem srednio kulturalna, I ja takoż. Co oznacza ni mniej ni więcej, jak to, co napisałam do Graue_Zone - lubię rozmawiać normalnie i na poziomie z normalnymi i inteligentymi ludźmi. Z buractwem mi nie wychodzi. Niestety ściągają mnie do swojego poziomu > natomiast jak zaczynam czuc ze rozmowa sie > ga mułu to nie wyzywam rozmówców od kretynów i tempych idiotek, tylko zmykam na > inny wątek, gdzie jest ciekawiej. I tu Ci przyznaję rację w 200%. Mój błąd, że dałam się wciągnąć w parę idiotycznych pyskówek z kilkoma przedstawicielami tutejszego folkloru, co nie powinno mieć miejsca. Odpowiedz Link Zgłoś
graue_zone Re: Robitussin 06.09.12, 11:03 Wiesz, mimo innych poglądów miałam o Tobie dotychczas dobre zdanie. Wydawałaś mi się inteligentną osobą, z którą warto dyskutować. Ale chyba się pomyliłam. Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 11:31 graue_zone napisała: > Wiesz, mimo innych poglądów miałam o Tobie dotychczas dobre zdanie. Naprawdę? Jeszcze wczoraj pisałaś coś zupełnie innego, moje poglądy uważałaś za nienormalne, a mnie za chamkę > Wydawałaś mi się inteligentną osobą, z którą warto dyskutować. Ale chyba się pomyliłam. Nie, jestem cały czas tą samą osobą. Osobą, która chętnie i rzeczowo porozmawia z fajnymi, inteligentnymi i kulturalnymi ludźmi, ale nie widzi powodu, by ten sam poziom "rozmowy" utrzymywać w relacjach z buractwem i półgłówkami pokroju tego pana, którego nicka nie mogę zapamiętać oraz paru innych blondynek. I nie mówię tu o Tobie, więc nie rozumiem co Cię tak wburzyło w tych kilku słowach prawdy o forum. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Robitussin 06.09.12, 11:38 a ja z burakami wcale nie rozmawiam, bo to bez sensu Odpowiedz Link Zgłoś
robitussin Re: Robitussin 06.09.12, 11:48 aneta-skarpeta napisała: > a ja z burakami wcale nie rozmawiam, bo to bez sensu Masz rację, ale ja tu nie znam wszystkich ludzi, więc nie wiem z góry, kto burak, a kto nie. Wychodzi to dopiero w praniu. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Robitussin 06.09.12, 11:51 oczywiscie, ze wychodzi w praniu ale na ten przyklad james ktorego tak cenisz;P zorientowalas sie , ze nie podchodzi Ci jego sposob pisania to o co brniesz, nawiązujesz do niego? olej Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: Robitussin 06.09.12, 11:47 To forum to jakiś kosmos, uprzedzano mnie wielokrotnie, że to wylęgarnia tępych kretynek i żebym nie liczyła na przejawy inteligencji, ale nie przypuszczałam, że do tego stopnia i w takim zagęszczeniu. musze powiedziec ze udalo ci sie przebic prawie wszytko i jednym watkiem wywindowalas sie na sam szczyt Odpowiedz Link Zgłoś
lusitania2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 10:17 anek130 napisała: > Ale ja mam jedno pytanie: czemu wszyscy sugerują, że ak rodzina siada do obiadu > to kolega syna patrzy głodnym wzrokiem? czytanie tekstu ze zrozumieniem cię przerasta. Odpowiedz Link Zgłoś
wrzesniowamama07 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 10:06 Uch, przeczytałam cały wątek - niezły ubaw mam 5-latka w domu, więc temat na dziś mnie nie dotyczy, ale w sumie wiem, jakbym się zachowała. Teoretycznie oczywiście. Jeśli to bardzo dobry kolega, albo jeśli syn starałby się nawiązać bliższe koleżeństwo na zasadzie skumplowania się z dość "luźnym" kolegą, albo jeśli wiedziałabym że rodzice tego chłopca późno wracają z pracy a on ma klucz na szyi, albo jeśli akcja byłaby pierwszy raz - lub zdarzała się sporadycznie - bez wahania odjęłabym sobie ową kiełbasę z grilla od ust. Po prostu. Absolutnie bez sensu jest mieszanie dwóch spraw - niezapowiedzianych wizyt gości "dorosłych" i dzieciaków. Tu dochodzi do głosu moje smutne doświadczenie z dzieciństwa i czasów nastoletnich, kiedy nikt mnie nie odwiedzał (lub sporadycznie), bo mój ojciec wszystkich uczył kindersztuby, z wystawianiem za drzwi w porze obiadowej włącznie. Lata były kryzysowe, i wówczas kiełbasę i mięcho ceniło się inaczej, jednak z duża radością czytałam "Opium w rosole". Kto czytał, ten wie. Koledzy mojego syna będą mieli możliwość wpadania z niezapowiedzianymi wizytami, a moje dziecko nie będzie się musiało obawiać, powiedzieć mi, że z boiska wróci z Frankiem i Antkiem. Tak sądzę. Ale - rzeczywiście, dom to nie jadłodajnia. Syn będzie wiedział, że jeśli zaprosi na naukę (wcześniej zapowiedziawszy) kilku kolegów, dostaną ciepły posiłek - np. makaron z pulpetami, mało pracy dużo jedzenia . Ale jeśli kilku kolegów wpadnie "po drodze" na trening, to będą musieli się zadowolić suchą paszą, która akurat będzie w domu. To mam już przemyślane, moja koleżanka żyła w przeświadczeniu, że jej dwaj nastoletni synowie mają po tasiemcu, i opróżniają lodówkę jak odkurzacze, a tu się okazało, że pół męskiej części klas (dwóch) się u niej żywiło. Odpowiedz Link Zgłoś
lelija05 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 10:11 I to właśnie lubię w tym forum, nigdy nie wiadomo jak rozwinie się dyskusja Tyle postów na taki w sumie banalny temat Ja lubię karmić, mogłabym mieć własną garkuchnię Ale rozumiem autorkę, co innego okazyjne wpadanie, a co innego codzienne stołowanie się kolegi, widocznie kropla jej się przelała i powiedziała dość. Mnie by było głupio, gdyby moje dziecko przez dwa miesiące jadło u kogoś obiady, inna sprawa jeśli wcześniej dogadałybyśmy się z osobą której by jadła, ale u autorki chyba nic takiego nie miało miejsca. Odpowiedz Link Zgłoś
karola1008 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 12:13 Wspaniały wątek , będę go zawsze pokazywała na dowód tego, że coś z niczego można jednak zrobić . A co do meritum, to ja, szczerze mówiąc, nie mam problemów z nakarmieniem niespodziewanego, czy niezapowiedzianego goscia. Koleżanki, koledzy dzieci, w tym także ci zabrani spontanicznie (za zgodą ich rodziców) z podwórka, jadają u nas, a moje dzieci jadają u nich. Od razu informuję, że: - nie mam wielkiej, wyładowanej żarciem lodówki, - nikt mnie nie nachodzi ani nie przesiaduje w moim mieszkaniu nachalnie, - ani ja, ani moje dzieci też u nikogo nie zamęczają wizytami, - nie mam wrażenia, że żywię pół osiedla, ani nawet 1/4, - moje dzieci wiedzą, że nie zawsze mogą kogoś zaprosić. Dorosłego znajomego czy krewnego, który wpadł z wizytą niezaplanowaną, na zasadzie :"Jesteśmy przejazdem, czy możemy wpaść" też nakarmię. Jeśli nie mogę kogoś przyjąć, bo np. jestem zmęczona, źle się czuję, ktoś z domowników jest chory, mam pilną robotę, to mu to mówię. Jeśli ktoś wpadnie coś oddać, pożyczyć, itp, to też proponuję kawę, ciasto, albo obiad lub kolację - jeśli akurat jemy rodzinny posiłek ( my raczej nie jadamy Rodzinnych Posiłków). Pomimo tego, że mamy z mężem bardzo dużo znajomych, kuzynów itp., jakoś nikt nas nie nęka uporczywymi, uciążliwymi wizytami. Sama też nikogo nie nękam. A tak w ogóle to należy odróżnić dzieci i dorosłych, u dzieci z planowaniem i zapowiadaniem jest nieco inaczej . Były czasy, że mogłam takich niespodziewanych gości podjąć tylko chlebem z dżemem i herbatą, bo na więcej zwyczajnie nie było mnie i mojego męża stać. Częstowałam zatem tym, co miałam. Aha, jestem dziwnie przekonana, że mój mąż przyjąłby raczej obojętnie wiadomość, że jego porcję obiadu zjadło dziecko-kolega syna na przykład. Zjadłby coś innego. Ja zresztą też. A gdyby się okazało, że ten kolega jest u nas na obiedzie codziennie (co się jeszcze nie zdarzyło, mimo, że chętnie karmię gosci dużych i małych), to następnym razem zrobiłabym większe zakupy, a potem dyskretnie zainteresowałabym się jego rodziną, co się dzieje, dlaczego dziecko ciągle tyle u nas przesiaduje i ciągle u nas jada - nie dlatego, że ach, ach, przez dodatkowego dzieciaka odejmuję od ust mojej rodzinie (uwaga - nie: Mojej Rodzinie ). Zainteresowałabym się, bo może komuś trzeba pomóc. Na koniec refleksja na temat szanowania cudzych zasad - zasady Autorki wątku czy Robitussin uszanowałabym w ten sposób, że znajęc dziewczyny i wiedząc o ich zasadach po prostu pilnowałabym, żeby moje dziecko nie przebywało u nich w porze posiłku. Nie zmienia to faktu, że mogę uznać, że te zasady są, oględnie mówiąc, mało sensowne, a cały ten problem z nakarmieniem dodatkowej osoby - jest z dupy, że się tak wyrażę. Tak samo mogę głosicielki i wyznawczynie tych zasad uznać za osoby małostkowe, zapatrzone w siebie i Swoje Rodziny. A one mogą uznać, że jestem burakiem i głupią cipą i nawet mogą to napisać na forum publicznym. To dosyć oczywiste, jeśli o czymś mówię głośno i do ludzi, to ludzie mogą to ocenić, a takze mnie - na podstawie tego co mówię. Odpowiedz Link Zgłoś
wrzesniowamama07 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 13:24 Brakuje mi opcji "like" Odpowiedz Link Zgłoś
sadosia75 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 14:25 Mato z ojcem córką oraz sąsiadem spod 14-stki ! Prawie 700 postów o jedzeniu? No serio... jematka to ze wszystkiego zrobi jatkę. Odpowiedz Link Zgłoś
barbibarbi Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 06.09.12, 20:56 sadosia75 napisała: > Mato z ojcem córką oraz sąsiadem spod 14-stki ! > > Prawie 700 postów o jedzeniu? No serio... jematka to ze wszystkiego zrob > i jatkę. noo, też aż specjalnie weszłam zobaczyć z czego to można 700 postów napłodzić. To chyba rekord. Odpowiedz Link Zgłoś
soha2 Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 07.09.12, 19:20 no ale pod 14-stką mieszka tylko sąsiadka natomiast pod 15-stką mieszka trójka studentów Odpowiedz Link Zgłoś
jola-kotka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 07.09.12, 01:54 Ciekawe co by zrobila taka mamusia,ktora dyskretnie wyprasza z domu kolege np.syna bo pora obiadowa,a tu kolega mowi,ze jest glodny,co wtedy? Mowi mu idz do domu tam zjedz? Mam nadzieje,ze jednak daje jesc glodnemu dziecku. Odpowiedz Link Zgłoś
kozica111 A co byłoby 07.09.12, 11:38 gdyby niespodziewanie wpadł w porze obiadowej do was szef męża? Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: A co byłoby 07.09.12, 11:43 > gdyby niespodziewanie wpadł w porze obiadowej do was szef męża? to by sobie poczekal przed dzwiami az panstwo skonsumuje swoj wyliczony co do okrucha posilek Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: A co byłoby 07.09.12, 11:54 hehe palce by sobie poucieraly, tak by szybko dorabialy placków ziemniaczanych Odpowiedz Link Zgłoś
maga761 Re: A co byłoby 07.09.12, 12:51 kozica111 napisała: > gdyby niespodziewanie wpadł w porze obiadowej do was szef męża? Tak się składa, że mojego męża szef to jego ojciec Czasem jest u nas na obiedzie ale wcześniej o tym wiemy. A nie spotkałam nigdy sytuacji żeby szef odwiedzał swoich pracowników w domu a bez zapowiedzi to w ogóle by było dziwne. Odpowiedz Link Zgłoś
falka_85 Re: A co byłoby 07.09.12, 15:41 No ja też nie spotkałam się z odwiedzinami szefa (pomijając szefa - dobrego kolegę, ale wtedy nie byłoby powodu, żeby się spinać) w domu pracowników, a co tu mówić o odwiedzinach niezapowiedzianych. Taka wizyta jeszcze jakoś ujdzie w przypadku znajomych, to w relacjach zawodowych jest niedopuszczalna. Gdyby mój szef tak kiedyś do mnie wpadł w porze obiadu (szansa że to nastąpi jest mniejsza niż to, że wygram w totolotka, biorąc również pod uwagę to że nie gram) to by z pięć razy przeprosił, że przeszkadza i jest nie w porę i po 3 minutach już by go nie było. O jedzeniu czegokolwiek nie mogłoby nawet być mowy. Odpowiedz Link Zgłoś
melmire Re: A co byłoby 07.09.12, 18:13 Nie zostalby wpuszczony za prog videofon moim przyjacielem. Serio, zupelnie nie widze jak i po co mialby przychodzic pracodawca, czy to moj, czy meza. Odpowiedz Link Zgłoś
anna.vanilla Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 07.09.12, 17:50 Niesamowity wątek! Podczytuję już drugi dzień i cały czas jestem zdumiona, że są ludzie, dla których problemem jest podzielenie kolacji tak, żeby coś dostało się JEDNEMU niedużemu dziecku... Pomijam te wszystkie off-topy (u mnie wszystko wyliczone/a ja prowadzę dom otwarty/dbam tylko o swoich/a ja żywię wszystkie dzieciaki), ale przecież zaczęło się od jednego dziecka i czterech kawałków jakiejś kiełbasy. Na miłość boską, oddaj swoją kiełbachę dzieciakowi albo zrób mu kanapkę, jeśli jest głodne. Nie dociekaj, dlaczego chce jeść u Ciebie i co na to jego rodzice - toż to małe dziecko i raptem jakieś dwie kromki chleba, choćby i z samym masłem! Żenada. Odpowiedz Link Zgłoś
to_nie_my_toniemy Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 08.09.12, 23:33 Podpisuję się Małe dziecko, ileż ono tej kiełbasy zeżre? U mnie się nie przelewa ale zawsze zapasowe 5 kromek chleba mam. i nóż do podziału sznycla tudzież kotleta na kilka części. Ale każdy orze jak może. Odpowiedz Link Zgłoś
spicy_orange Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 09.09.12, 23:40 > daj swoją kiełbachę dzieciakowi albo zrób mu kanapkę, jeśli jest głodne. Nie do > ciekaj, dlaczego chce jeść u Ciebie i co na to jego rodzice popełniasz mały błąd logiczny, jak prawie wszystkie osoby, które się wpisały w tym wątku. To dziecko nie chciało u nich nic jeść, to dziecko chciało wpaść do swojego kolegi po skończonej grze w piłkę. Problem z jedzeniem miała matka, bo stwierdziła, ze jak nie ma co dać jeść to dziecko won. Za "moich czasów" jedni rodzice dawali jeść inni nie dawali, jedni nie zwracali uwagi, że dzieciarnia siedzi godzinami u nich w domu, inni delikatnie lub mniej delikatnie sugerowali że "czas się już chyba pożegnać". Nigdy do koleżanek nie szło się na wyżerkę, tylko dla wspólnej zabawy, nieważne jakiej. Jak ktoś poczęstował to się jadło, jak mama koleżanki powiedziała: Kasiu chodź na obiad, to Kasia szła a Asia mówiła: tylko szybko zjedz (każda minuta spędzona na czym innym niż zabawa wydawała się nam stratą czasu). Dzieciaki raczej nie traktowały braku obiadu jako czegoś obraźliwego dla nich. Kaśka ma obiad to poszła, ja poczekam. Mama Joli zawołała z kuchni: Jolu umyjcie ręce i chodźcie jeść, to się szło. Bez filozofii. W przytoczonej przez autorkę sytuacji (gdybym była tym kolegą) to większą przykrość by mi sprawiły słowa: mama mówi że dziś nie możesz do nas przyjść, niż sytuacja że przychodzę do kogoś, oni jedzą a mi nie dają. Wręcz miałabym to w nosie i nie przyszło by mi do głowy że to jakiś problem może być. W pierwszej sytuacji poczułabym się niemile widziana i pewnie kolejny raz nie wpadłabym na pomysł zaproponować koledze "może chodźmy do ciebie"? (te dwa teksty: chodźmy do mnie/może pójdziemy do ciebie były standardem za moich dziecięcych lat) Odpowiedz Link Zgłoś
hildegarda-z-plocka Re: Kolega w domu a jedzenie posiłku. 08.09.12, 16:05 ja pamiętam z dzieciństwa, że najlepsze posiłki to były zawsze te jedzone wspólnie. moja ówczesna najlepsza przyjaciółka przychodziła do mnie strasznie często i zawsze jadłyśmy wypasioną kolacje, gdy byłyśmy u niej jej matka zastawiała stół. ja uwielbiałam to, że u niej zawsze wszystkie składniki były na osobnych talerzykach i każdy sobie sam komponował kanapki, ona lubiła bardzo sałatki przygotowywane przez moją mamę albo pizzę w wykonaniu babci. przesiadywałyśmy u siebie non stop, od końca szkoły do samego wieczora, razem się bawiłysmy i razem odrabiałyśmy lekcje i nikomu by do głowy nie przyszło, że jest to coś "niekulturalnego". niekulturalne to jest zwalanie się do kogoś non stop i żerowanie, a nie okazjonalne wpadnięcie albo goszczenie się na zmianę. do dziś pamiętam natomiast, że gdy miałam ok 11-12 lat i bawiłam się u tej właśnie przyjaciółki, przychodziła tam również siostra jej babci. koszmarna, ohydna baba. baba ta opiekowała się swoimi wnukami- dwójką dzieci młodszych od nas o 7 lat. a ponieważ jej się nie chciało nimi zajmować, zwalała je nam na głowe "niech się bawią a wy tylko a nie spójrzcie od czasu do czasu". baba ta miała w zwyczaju wyleźć ze swojego domu, dać wnusiom po kanapeczce lub serk,u a nas olać. my nie byłyśmy głodne, nie chodziło o to, że nam slinka ciekła, po prostu smiałyśmy się z niej i jej koszmarnego skąpstwa. bylo to dla nas maksymalnie żenujące. moja siostra również miała taką koleżankę z buraczanymi rodzicami, którzy weszli do jej pokoju i zawołali- M., obiad!, a moja siostra została sama w pokoju. nie, nie była niewychowana osobą, tylko dzieckiem, które lubiło bawić się ze swoją koleżanką i które nie uważało obiadu za jakiś super rarytas, żeby się na niego łasić i go wyłudzać. co więcej, koleżanka również przychodziła często do nas i jadła wtedy ze wszystkimi. ale ok, jeśli już ktoś jest taki skąpy, że mu szkoda dać cudzemu dziecku kanapki, czy poczęstować obiadem koleżankę, to niech nie częstuje. ale na boga, nie wywołuje swojego dzieciaka do drugiego pokoju, bo to jest PRAWDZIWE I CZYSTE buractwo. nie widzę też nic chamskiego w wpadaniu do ludzi, których się lubi. uważam, że ludzie, którzy traktują to jako brak wychowania po prostu nie mają przyjaciół i dobrych kolegów/koleżanek. znajomych- może. ale jakoś nie wyobrażam sobie, by naprawdę bliskie mi osoby, z którymi wzajemnie się lubimy -zerowały na obiedzie -wykorzystywały mnie dlatego gdy koleżanka dzwoni, że jest w pobliżu i pyta, czy może wpaść, to mówię, że jasne i czekam na nią z tym, co mam, lub idę do sklepu i kupuje jakiś prowiant. a jesli akurat wyjatkowo nie mam ochoty z nikim gadac, bo mam dzień lenia, albo koszmarny syf w mieszkaniu albo masę roboty czy coś jeszcze innnego, to po prostu mówię : "wiesz co, nie dzisiaj może, nie mam ochoty na spotkania, łażę w piżamie i się dołuje/ mam bałagan a ogarnięcie za duzo czasu zajmie, sorry/jestem zajęta" i koleżanka się nie obraża ani nie wpycha. gdyby mimo mojej odmowy nalegała, to byłoby to chamstwo, owszem, ale samo pytanie? nie kumam jak można tak żyć, podejrzewając że każdy (ZNAJOMY!KOLEGA!PRZYJACIEL!) czeka tylko na to, by cię wykorzystać. to, owszem, ma coś wspólnego z charakterem, ale nie ma nic wspólnego z klasą czy pozycją społeczną. Odpowiedz Link Zgłoś