Zebranie - prośba jednej z matek.

    • jack-owa Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 14:39
      prośba jest dziwna, nie da się ukryć. moje dziecko (nawet nauczycielki się dziwią) jest nauczone jeść słodycze tylko w domu. Małą kiedyś opychała się wręcz czekoladkami, ciężko mi było ją tego oduczyć, aż sama nie przeszłam na dietę i nie zaczęło się w domu jeść tylko lodów bez dodatków i sorbetów! Amelka na każdą propozycję słodyczy w szkole czy na podwórku odpowiada że "nie dziękuję, w domu mam lepsze, bo to sorbet z Grycana" wink
    • atena12345 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 14:54
      u córki w przedszkolu była dziewczynka na ścisłej diecie. Przynosiła swoje jedzenie, dzieci wiedziały dokładnie czego B. nie może, a co może
      Gdy były urodzinowe poczęstunki zawsze zabierały coś ekstra dla B. i bardzo tego pilnowały - same. "bo B. byłaby chora"

      W przypadku szkolnych dzieci to powinno być prostsze, bo i dzieciaki bardziej kumate. Wystarczyło powiedzieć rodzicom czego nie wolno dawać córce, a co może w zamian i poprosić o uświadomienie swoich pociech
    • majenkir Re: 11.09.12, 14:55
      faustine napisała:
      > Na zebraniu w szkole matka dziecka chorego na cukrzycę poprosiła rodziców aby
      > dzieci nie przynosiły do szkoły słodyczy . Bo dziecko owszem zjeśc słodycze moż
      > e, ale wiąże się to z podawaniem odpowiedniej dawki insuliny za każdym razem.


      Insuline dzieciak i tak musi dostac do prawie wszystkiego, co sie nadaje do jedzenia. Jaki problem zapakowac mu jakis maly smakolyk, zamiast robic jakies kulinarne rewolucje w szkole?
      • olena.s Re: 11.09.12, 15:10
        To akurat dosyć proste: matka daje choremu do szkoły dropsa plus odpowiednią dawkę leku, a inne dziecko dokłada mu ptysia i jesteśmy dokładnie w punkcie wyjścia. Rzecz w tym, że bez pełnej kontroli nad zjadanym pokarmem matka nie może dobrać dawki leku. I o ile może zapewne bardzo precyzyjnie orientować się w tym, co dziecko zjada po przedszkolu/szkole (chyba nadal nie wiemy, ile dziecko ma lat, ale małe jest najwyraźniej), o tyle nie daje rady przewidzieć co może zjeść w klasie.
        • majenkir Re: 11.09.12, 15:14
          No to dziecko musi sie nauczyc samokontroli i odpowiedzialnosci.
          Wyeliminowanie slodyczy z diety innych dzieci nic nie da - cukrzyk moze zostac poczestowany bulka, jogurtem czy jablkiem i efekt glukozy we krwi bedzie dokladnie taki sam.
          • olena.s Re: 11.09.12, 15:19
            To już było szesnaście razy poruszane wyżej: dziecko jest małe, i w samokontrolę w tym wieku trudno uwierzyć, oraz wysoce prawdopodobna jest teza, że cukrzyca została niedawno wykryta, toteż proces przyuczania dziecka może trochę potrwać.
            • majenkir Re: 11.09.12, 15:25
              olena.s napisała:
              > wysoce prawdopodobna jest teza, że cukrzyca
              > została niedawno wykryta, toteż proces przyuczania dziecka może trochę potrwać


              Ale to naprawde nie jest takie trudne powiedziec "nie bierz jedzenia od innych dzieci, jedz tylko to, co ci spakowalam". Nawet srednio rozgarniety pierwszoklasista powinien zrozumiec i sie dostosowac.

              Najpierw wymagajmy od siebie, potem od innych.
              • morekac Re: 11.09.12, 15:49
                Ale to naprawde nie jest takie trudne powiedziec "nie bierz jedzenia od innych
                > dzieci, jedz tylko to, co ci spakowalam"
                Powiedzieć to bardzo łatwo... wink
        • iwles Re: 11.09.12, 15:19

          olena, ale mówimy o dziecku szkolnym, które naprawdę jest już mądre i dużo rozumie.

          Kolezaki syn w pierwszej klasie, jako 6-latek, przechodził próby alergiczne, drogą eliminacji. Więc co kilka tygodni nie mógł jeść pewnych rzeczy - raz nabiału, innym razem żelków, dropsów, cukierków itd.
          On naprawdę sam doskonale się pilnował, mimo iż niezły z niego łasuch, siubiega, wszędzie go pełno, jest roztrzepany i mało zorganizowany. Kiedy był u nas, zawsze go pytałam, czego mu dziś nie wolno jeść, i zawsze mówił prawdę, i nie było dla niego żadnym problemem, że mój syn przy nim je coś, czego on nie może.
          • olena.s Re: 11.09.12, 15:41
            Słuchaj, ja się całkowicie zgadzam, że dziecko musi się samo wyuczyć dozwolonych i niedozwolonych zachowań, bo inaczej nie będzie bezpieczne. Nie wiemy, ile ma lat - autorka wątku raz wspomniała o zebraniu (co sugeruje szkołę) raz mówiła o córce w przedszkolu. Zakładam, że dziecko jest nie starsze niż 10 lat, a podejrzewam, że młodsze. I że świadomość choroby jest stosunkowo świeżej daty.
            • iwles Re: 11.09.12, 15:45

              napisała w pierwszym zdaniu: "na zebraniu w szkole..." smile
              • olena.s Re: 11.09.12, 15:53
                Ok, czyli z całą pewnością dziecko ma powyżej 5 lat. Dla mnie, póki się nie dowiem, że dziecku sypie się wąs, a chore jest od 10 lat, sytuacja pozostaje bez zmian: matka chorego dziecka prosi o działanie, które zmniejsza dla dziecka poważne ryzyko zdrowotne, a dla mojego będzie co najwyżej pewnym dyskomfortem, skądinąd na dłuższą metę zdrowym.
                No co ja ci poradzę, że nie mam wątpliwości co do tego, jak powinnam postąpić?
    • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:30
      Juz wam pisaly matki realnie, a nie hipotetycznie chorych dzieci, ale to jak grochem o sciane. Tu nie chodzi o to, ze bedzie tragedia, jak zabroni sie dziecku zabrac do szkoly batonika. Tu chodzi o zasade, ze chore dziecko MUSI BEZWZGLEDNIE nauczyc sie samo pilnowac diety, czy to bezcukrowej, czy bezglutenowej, czy innej. Oczywiscie, inne dzieci musza wiedziec, ze Jasia nie wolno czestowac slodyczami, bo bedzie po nich bardzo chory, ale juz wymaganie od wszystkich, zeby zrezygnowali z produktu, ktory szkodzi 1 osobie w klasie, to nieporozumienie. Dziecko musi sie nauczyc ograniczen zwiazanych z choroba i od poczatku radzic sobie z trudnosciami, inaczej bedzie do konca zycia chowane pod kloszem, rozpieszczane, uczone, ze wszyscy musza mu ustepowac, ze swiat musi sie dopasowac do niego. Kazda porazka bedzie tlumaczona choroba badz niezyczliwoscia innych. Niestety za duzo sie juz naogladalam takich dzieci (mowie o innej chorobie niz cukrzyca), rozpieszczanych, chronionych przed kazdym zagrozeniem, ktore wyrastaly na osoby niesamodzielne, malo przebojowe, roztkliwiajace sie nad soba, niestety czesto rowniez roszczeniowe. Dziecko chore MUSI NORMALNIE ZYC, funkcjonowac wsrod rowiesnikow, narzucanie im ograniczen, ktore nie polepsza stanu dziecka, przyczyni sie tylko do stygmatyzacji i odrzucenia dziecka. A tak a propos, ktora z zarzucajacych nam egoizm mam przygotowala dziecko do postepowania w wypadku, gdyby rowiesnik dostal hipoglikemii czy ataku padaczki? To daleko wazniejsze niz zamkniecie cukierkow pod kluczem.
      • joxanna Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:38
        Ależ, ashraf - masz całkowitą rację: chore dziecko musi bezwzględnie nauczyć się samo pilnować diety.

        Pytanie- czy jego grupa / klasa może mu w tym pomóc i nie epatować zakazanym dla niego owocem, czy nie może się powstrzymać?

        Bo dla mnie tu jest korzyść właśnie dla tej reszty klasy - uczenie się umiaru, szacunku i empatii. Małym, naprawdę małym kosztem można dużo osiągnąć - i nawet satysfakcję, że dzięki drobnemu wyrzeczeniu ułatwiam komuś życie.
        • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:46
          To nie jest takie proste. Empatii, pomocy innym, szacunku itd. nie nauczysz zmuszaniem, wydajac odgorny nakaz. Sek w tym, zeby dzieci w domu nauczyly sie, ze np. ostentacyjne zjadanie 15 czekoladki przed tym dzieckiem moze mu sprawic przykrosc. I zapewniam cie, ze wiekszosc dzieci, ktorym rodzice zasugeruja - nie zmusza - takie zachowanie, zrobi to chetnie, sama z siebie. Trzeba troche uwierzyc we wlasne dzieci. A dziecko chore nie bedzie sie czulo jak dziwolag, przez ktorego nikt przez caly rok nie moze zjesc cukierka. A ze nie wszyscy sie powstrzymaja, to tez dobra lekcja dla tego dziecka, bo w realnym zyciu (liceum, impreza mlodziezowa, potem praca) tez nie wszyscy beda chowac przed nim batoniki i trzeba sie do tego przyzwyczaic bez poczucia krzywdy.
          • joxanna Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:51
            No, ale rozumiem, że o to właśnie ta matka prosiła. Żeby pogadać z dziećmi, żeby te dzieci własnie nie przynosiły słodyczy do szkoły. Tak to rozumiem i ja też próbowałabym się odwołać do wrażliwości mojego dziecka. Ale pewnie wiele dzieci samo na to nie wpadnie i dlatego matka chciała zadziałać przez rodziców.
            • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 15:56

              ale jest też i druga strona, o której sporo dziewczyn w tym wątku pisało: czemu wymaga się zdyscyplinowania i zrozumienia i empatii od wszystkich dzieci, natomiast tego jednego traktuje jak bezrozumne cielę ?
              • sabciasal Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:15
                ale z czego wnioskujesz, że chłopak z cukrzycą traktowany jest jak bezrozumne ciele? Dzieci z cukrzycą są wdrażane bardzo intensywnie w leczenie, uczone sprawdzania poziomu cukru, dawkowania posiłków. Nie ma innej opcji, dziecko musi współpracować.
                Ale to jednak małe dziecko i może się złamać, gdy kolega z ławki wciągnie 4 batona na 4 przerwie (bo niestety niektóre dzieci dostają tyle słodyczy). Chodziło tylko o ułatwienie i uwrażliwienie, a przy okazji obu stronom na zdrowie pójdziesmile
                • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:26

                  więc chyba bardziej rozsądne jest zrobienie pogadanki i uświadomienie dzieciom, dlaczego Krzysiu czy tam Piotruś nie powinien być częstowany słodyczami, niż wprowadzenie zakazu przynoszenia rzeczy szkodliwych temu jednemu dziecku.
                  Skoro tego Krzysia tratuje się jak osobe, która nie potrafi się oprzeć słodyczom jedzonym przez kolegów, dlaczego od innych dzieci wymaga się, że oni bezwzględnie powinni umieć taki zakaz przestrzegać ?

                  Nawet jeśli dziecko nie weźmie z domu słodyczy, to w szkołach są sklepiki. W imię czego dziecko ma zrezygnować z ulubionej drożdżówki ? Dlaczego od tego dziecka wymaga się, że ono musi się powstrzymać, a o powstrzymywanie się od zakazanych rzeczy chorego dziecka mają dbać inni ?

                  A czy wiesz, ile jest rzeczy zakazanych cukrzykowi? Wcale nie tylko batoniki czy kinderki, a np. żółty ser. Czy nie wolno zatem żadnemu dziecku z klasy przynosić kanapek z serem ?
                  • sabciasal Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:35
                    tak, dla mnie to oczywiste, że klasa będzie miała pogadankę. tak jak miała klasa mojej córki o problemach w astmie i możliwości konieczności odpowiedniego zachowania sie gdy koleżanka z klasy poczuje się gorzej.
                    wszystkie twoje uwagi są słuszne. dziecko może kupić, inni mogą kupić, inni są uczuleni, itd. Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego na prośbę matki nie można przez ten rok na przykład wstrzymać się przed dawaniem słodyczy do szkoły. Nikt nie żąda ani nawet nie prosi, aby dzieci przestały jesc słodycz w solidarności z jasiem. tylko aby nie machały mu przed nosem cukierkami, tylko kanapkami.
                    i nadal nie wiem, czemu uważasz to dziecko za bezrozumne ciele>?
                    Rożnica miedzy żółtym serem i batonem czekoladowym jest znana każdemu dziecku. pierwsze jest jedzeniem, drugie deserem. nie słyszałam jeszcze o dziecku rzucającemu się na żółty sersmile

                  • majenkir Re: 11.09.12, 16:58
                    iwles napisała:
                    > A czy wiesz, ile jest rzeczy zakazanych cukrzykowi? Wcale nie tylko batoniki czy kinderki, a np. żółty ser.


                    Wbrew pozorom, nie tak duzo. Dziecko z cukrzyca z powodzeniem moze zjesc nie tylko kinderka, ale i (o zgrozo!) zolty ser.
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:59
                    Pogadanki - jak najbardziej. Solidarna akcja rodziców by ułatwić życie choremu - takoż. Bo sama matka i samo dziecko mogą nie dać rady, a na szali jest poważne zagrożenie zdrowia. Moim zdaniem w pełni uprawnia to do poproszenia innych rodziców o wsparcie.
                    Co do sklepików już było o obracane - nie wiemy, czy w szkole jest, jaki ma asortyment, czy ta konkretna klasa może tam chodzić, kiedy, na jakich warunkach, więc nie widzę powodu, aby o tym dyskutować, za mało danych.
                    Ale proszę, wyjaśnij mi moje wątpliwości z poprzedniego posta. Dlaczego tak wielu rodziców uważa te słodycze, za takie ważne?????
                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:39
                  sabciasal napisała:

                  > ale z czego wnioskujesz, że chłopak z cukrzycą traktowany jest jak bezrozumne c
                  > iele?

                  No tak mniej więcej był tu określany. Jako ktoś, kto nie jest w stanie zrozumieć, że ze względu na chorobę nie wolno mu jeść słodkiego pomimo tego, że inni mogą.

                  > Ale to jednak małe dziecko i może się złamać, gdy kolega z ławki wciągnie 4 bat
                  > ona na 4 przerwie

                  Takim samym małym dzieckiem jest jego kolega z ławki, który też się może złamać, gdy poczuje ochotę na ciastko sklepiku, ale nie może go kupić, bo mu odgórnie zakazano w imię empatii z chorym kolegą. On musi zrozumieć, że mu nie wolno, bo koledze będzie przykro, ale chory kolega nie musi takich rzeczy wiedzieć, "bo jest mały" uncertain
              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:18
                Zdyscyplinowania wymaga się (nie, nie wymaga: prosi się o nie) od rodziców.
                Co zaś do zrozumienia, to dzieci, póki nie zdemoralizują ich dorośli, są często bardziej empatyczne i rozumiejące niż wiele występujących w tym wątku pań, przynajmniej ja się z takimi stykałam. Zresztą uchyl, proszę, rąbka tajemnicy przed biedną emigrantką: co na litość opiekuna wszystkich małych zwierzątek wydarzyło się w Polsce pomiędzy moim odległym dzieciństwem a chwila bieżącą, że pożeranie przez szkolną dziatwę słodyczy na przerwach stało się czymś szalenie ważnym, prawie że konstytucyjnym prawem, a jakikolwiek zamach na tę świętość wydaje się czymś o wadze publicznego spalenia relikwii?
                I nie, ja nie uważam, aby chore dziecko nie miało w tej sytuacji nic do roboty. Przeciwnie, wiele głosów tu na ten temat padło. Ale sama wiesz, jak trudne może być przyuczenie dziecka do sprzątania, do odrabiania lekcji, do zdejmowania butów... To jest proces, dziecko musi go przejść i fajnie jest, jeżeli otoczenie pomaga, a nie przeszkadza.
                Gdybym była matką, jakich tu wiele, dla których dzień bez batona jest dniem zmarnowanym, to jaki problem, żeby z II śniadania przerzucić te dawkę cukru na podwieczorek? Bo ja autentycznie nie rozumiem? To jest przecież tylko parę cukierków przez kilka miesięcy, a nie powiedzmy, zakaz picia wody od rana do nocy, albo konieczność chodzenia na kolanach, albo kary cielesne, czy wolność słowa...
                • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 16:37

                  olena, ale czemu wy tak uczepiłyście się tych batoników, i że one są pożerane codziennie.
                  Zakaz słodyczy, to także zakaz bułki maślanej, drożdżówki czy nawet niech wam będzie - loda - natychmiastowy i całkowity prawdopodobnie przez cały rok szkolny. I tego wymaga się od innych dzieci, a przede wszystkim, że te inne dzieci muszą tego zakazu przestrzegać, bo inaczej będą złymi, wrednymi kolegami.
                  Natomiast do tamtego dziecka podchodzice z wyrozumiałością, że ono do zakazów musi się wdrażać powoli i stopniowo.
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:03
                    To nie tak.
                    Tamato dziecko może stracić dużo. Zwyczajnie więc bardziej się troszczę o nie, niż o zdrowych kolegów.
                    Zdrowe dzieci stracą niewiele (słodycze na podwieczorek) lub wręcz zyskają (mniej cukru).A
                    le proszę, wyjaśnij mi, czemu słodycze są dla tak dużej liczby rodziców takie pioruńsko ważne? No jak rany, za mojego dzieciństwa słodycze były dostępne, ale autentycznie nie pamiętam, by przynoszono je w ramach śniadania. Pamiętam, owszem, cukierki przynoszone przez solenizanta....Ale nic poza tym.
                    Co się stało?
                    • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:11
                      Olena tu nie chodzi o słodycze, chodzi tylko i wyłacznie o to dlaczego większość ma coś zrobić dla jednostki .
                      • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:37

                        nieprawda, chodzi o formę, w jakiej miałaby zostać wdrożona pomoc. I dlatego wiele osób się na nią nie zgadza, bo uważa, że inne sposoby byłyby bardziej nie tylko adekwatne, ale i skuteczniejsze, a co za tym idzie, i lepsze przede wszystkim dla tego dziecka.
                      • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:42
                        Możliwe, że masz rację, tylko mnie bardzo interesują motywacje ludzkie.
                        Mam wrażenie, że kiedyś tak nie było i jestem ciekawa, co spowodowało, że ludzie tak zdumiewająco reagują na prośbę. Szukają mnóstwa wymówek, żeby odmówić, padają oskarżenia o roszczeniowość, po mnie pojechano jako po jeleniu do wykorzystywania, kurczę, źle się dzieje w państwie duńskim.
                        Najwyraźniej Polacy stracili skłonność do samopomocy i coś się musiało zmienić w moralności, skoro matka chorego dziecka nie może u tak wielu liczyć na uncję dobrych chęci.
                        Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu u ludzi od byle czego włączają się agresywne reakcje obronne, tak jakby wszyscy wszystkich podejrzewali o najgorsze intencje. I dlatego tak niewiele osób spojrzało na całą sprawę od strony własnych korzyści wychowawczych i dietetycznych, tylko powyciągali noże i nuże na wroga.
                        • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:58

                          nie szukaja wymowek, by odmówić zlośliwie, tylko unaoczniają, że taka prośba jest bezsensowna, zwlaszcza w kontekście pomocy temu dziecku. Może dzięki takiej postawie i takiej "burzy mozgu", czyli dyskusji, znajdzie się lepsze, skuteczniejsze rozwiązanie.
                          Myslę, że dzieki pogadance nauczycielki z dzieciakami i uświadomieniu im zagrożenia, wielu kolegów/koleżanek sami będą pilnowac, by nie zjadl zakazanych rzeczy.
                          Natomiast wprowadzenie zakazu jedzenia slodyczy, bo Krzysiu nie może, mogloby spowodowac, że Krzysia dzieci znielubilyby. A tak wiedząc, co jest grane, mają szansę otoczyć go opieką.
                          • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:24
                            Ja cie bardzo przepraszam, ale wątek moim zdaniem nie świadczył bynajmniej o tym, by dyskutanci z troską zastanawiali się nad tym, jak najlepiej zorganizować klasę, żeby chory był bezpieczny. Natomiast świadczył - znów IMHO - że ludzie poczuli się obrażeni prośbą, tak jakby uznali a'priori, że proszący nie miał prawa się do nich zwrócić, ze nadużył prosząc jakiejś umowy społecznej.
                            Przypomnę:
                            - roszczeniowa
                            - paranoja
                            - histeryczka-
                            - szantaż moralny
                            - zrzucanie odpowiedzialności na otoczenie
                            - klasyczny typ psychiczny jelenia.

                            Jednocześnie nie padł ani jeden argument, wyjaśniający, jakie realne szkody poniosłyby dzieci/rodzice z klasy przy spełnieniu prośby.

                            I dodam obrońcom batonów pod rozwagę jedną jeszcze kwestię, wyłącznie w interesie ich dzieci i ich przyszłości: moja szkoła stara się uczyć dzieci jak najefektywniejszej kooperacji, bo ona będzie w niedługiej przyszłości kluczem na rynku pracy. nJeżeli przyuczamy dzieci do postaw egocentrycznych, to będzie im się w tej rzeczywistości trudno odnaleźć.
                            • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:27
                              >Jeżeli przyuczamy dzieci do postaw egocentrycznych, to będzie im się w
                              > tej rzeczywistości trudno odnaleźć
                              no wiec w trosce o to chore dziecko nie nalezy uczyc go egocentrycznej postawy suspicious
                              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:31
                                Wiesz, tamto chore dziecko jest jedno, i jego matka tu nie dyskutuje. Więc mozna tę kwestię odłożyc na bok. Kazdy może wychować co najwyżej swoje dziecko, i dotej całej reszty moją życzliwą uwagę skierowałam. A co z nią zrobicie - wolna wola.
                                • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:35
                                  czyli jednego dziecka mozna uczy postawy egrocentrycznej ?
                                  bo chore ?

                                  och jaka dobra pani z ciebie big_grin
                                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:44
                                    Nie uważam, aby czasowa (jak zakładam) i mało dotkliwa pomoc udzielona choremu uczyła go czegokolwiek złego. Natomiast odmowa przez grupę świadczenia tejże w imię prawa do dropsów - i owszem.
                                    A skoro ty uważasz przeciwnie, to tylko cytacikiem:
                                    'Smutne jest twoje życie, procuratorze".
                                    • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:47
                                      ja uwazam ze smutne jest zycie dobrej wojujacej pani
                                      juz wole swoje smile
                                • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:54
                                  Olena, a Ty myślisz, że w realu matki prezentuja inną postawę? Wszystko na co można liczyć to milcząca wrogość.
                                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:59
                                    A jak myślisz, dlaczego tak jest?
                                    Dlaczego myśl o tym, że ktoś może taką prośbę wystosować wywołuje taki poziom negatywnych emocji?
                                    • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:12
                                      Pewnie składa się na to wiele czynników i myślę, ze jest to znak naszych czasów, że człowiek człowiekowi jest coraz częściej wilkiemwink Prospołecznej postawie na pewno nie sprzyja zamkniecie w czterech ścianach własnego domu/mieszkania i ograniczenie kontaktów do najbliższej rodziny - co pewnie wymuszone jest tempem współczesnego życia - szybko, szybko, szybko. Jesteśmy też bardziej świadomi naszych praw, tylko, pytanie czy potrafimy z nich korzystać? Podobnie ze źle rozumianą asertywnością. No i jeszcze dochodzi lęk np. że prośba innych skomplikuje moje i tak już skomplikowane życie, więc lepiej z góry być na nie(milczenie, zaciety wyraz twarzy, piorunujący wzrok) to się ode mnie odp...rzą.
                            • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:50
                              Oleno zgadzam się z Tobą w 100%, takie samo wrażenie odniosłam po lekturze tego wątku. A teraz po ponad 200 postach dorabia sie do "nie" szlachetne pobudki mające na celu tylko i wyłacznie dobro chorego dziecka.
                              • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:06
                                Rozumiem, ze tak samo oceniacie wypowiadajaca sie w watku kobiete z cukrzyca i matki chorych dzieci, ktore same sa przeciwne pomyslowi. Ale najprosciej stwierdzic, ze po prostu nie wyobrazamy sobie dnia naszego dziecka bez batonika.
                                • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:11
                                  Nie, mnie osobiście ciekawi, dlaczego drobiazg jak rezygnacja z pakowania dziecku słodyczy do szkoły jest przez tak wielu osób odbierana jako coś bardzo ważnego i szkodliwego dla ich własnego zdrowego dziecka. No ciekawi mnie to zwyczajnie, bo reakcja forumek jest silna, negatywna i tak żywiołowa, jakby chodziło o coś naprawdę trudnego, szkodliwego i ciężkiego do wykonania.
                                  Więc jeżeli nie chodzi tak naprawdę o uzależnienie od batona, to czemu tak to złości tyle osób?
                                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:21
                                    > Więc jeżeli nie chodzi tak naprawdę o uzależnienie od batona, to czemu tak to z
                                    > łości tyle osób?

                                    No więc dla własnego spokoju załóż, że faktycznie chodzi o uzależnienie od batona. Że dziecko nie jest w stanie przeżyć bez tego batona ani jednego dnia, a ponieważ w najmniejszym stopniu mu ten baton nie szkodzi, to matka mu go daje do śniadania.
                                    I co teraz? Zmienia Ci się punkt widzenia czy nadal będziesz w imię chorego cukrzyka usiłowała przekonać, że matka dziecka zdrowego powinna za wszelką cenę "wyleczyć" swoje dziecko z batonów?
                                    • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:25
                                      Moja opinia o tym, co powinni by zrobic rodzice się nie zmienia ani na jotę, ale przynajmniej rozumiałabym mechanizmy myślowe strony przeciwnej.
                                • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:17
                                  Ashraf , przeczytałam kilkadziesiąt pierwszych postów wyrażających oburzenie prośbą ww. matki. Co więcej sam post rozpoczynający wątek raczej nie tchnie życzliwoscią i zrozumieniem problemu, bo gdyby tak było wątek nie byłby założony. Pewnie nie byłby też założony gdyby problem został rozwiązany na zebraniu, a nie omawiany po kątach w duchu świętego oburzenia.
                                  • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:44
                                    Joanna, Olena, padlo w tym watku wystarczajaco duzo argumentow o tym, ze ten pomysl, choc zapewne wynikajacy z jak najlepszych intencji matki, nie bylby finalnie dla tego dziecka korzystny, a na dodatek moglby wplynac na jego relacje z rowiesnikami. To jest zlozona sprawa, a nie tylko sam batonik. I jego eliminacja nie rozwiaze cudownie problemu, tylko namnozy kolejnych. Ale nie chce mi sie tego tlumaczyc setny raz, trzeba czytac ze zrozumieniem.
                                    • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:51
                                      A ja już jestem zmęczona tłumaczeniem, że nie chodzi o batonik, przynajmniej mnie.
                                    • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:52
                                      no padly argumenty, ale czy sluszne? sprawa dyskusyjna - dlatego wlasnie dyskutujemy.

                                      nie lubie stwierdzen, ze jesli kogos moje argumenty nie przekonuja, to znaczy, ze ten ktos albo nie czyta ze zrozumieniem, albo nie rozumie argumentow.
                                      argumenty, powtorzone nawet 1000 razy, moga byc po prostu zle i juz i dlatego kogos nie przekonuja.

                                      ja tez moglabym napisac, ze mam racje i przedstawilam duzo argumentow. Ale nie chce mi sie tego tlumaczyc setny raz, trzeba czytac ze zrozumieniem...

                                      nie pisze, bo uwazam to za nic nie wnoszace do dyskusji i deprecjonujace oponentow.

                                      padl tez konkretny przyklad z zycia forumowiczki. ktora byla takim dzieckiem "przymuszanym" do empatii, bo kolezanka byla chora, potrzebowala pomocy, potrzebowala rowniez "wsparcia moralnego" w postaci niejedzenia publicznie slodyczy itp. i co? klasa dziewczyny nie odrzucila, wrecz przeciwnie. i mysle, ze chorej dziewczynie tez postawa klasy bardzo pomogla. oczywiscie, ze elimiancja nie rozwiazuje problemu, ale pomaga z nim walczyc.
                                      • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 21:00
                                        Mysle, ze jednak opinie matek chorych dzieci i uzytkowniczki z cukrzyca maja wieksza wartosc niz dywagacje hipotetyczne.
                                        • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 21:13
                                          przeciez ani prosba tej konkretnej matki dziecka z cukrzyca, ktora zaczela watek, ani opowiec forumowiczki o swoich doswiadczeniach z dziecinstwa nie sa hipotetycznymi dywagacjami.
                                          • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 01:14
                                            Tak, przy czym forumowiczka nie cierpiala na cukrzyce, a matka z pierwszego postu dopiero zaczyna zycie szkolne z chorym dzieckiem. Tym bardziej cenne wydaja sie uwagi tych, ktorzy te droge juz przeszli. Tymczasem wszyscy sa oceniani jako uzaleznieni od batonikow egoisci.
                                            • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 08:55
                                              Uwagi dotyczące prowadzenia cukrzyka są o tyle irrelewantne, że matka chorego dziecka ich nie czyta - tu rozmawiają sobie zasadniczo rodzice tacy jak ci, do których prośba została skierowana.
                                              Ja zaś zwyczajnie nie rozumiem mechanizmów stojących za postawą jakże licznych tu osób skłonnych z kopa odmówić matce.
                                              Bo albo coś jest dla nas bardzo ważne - wtedy rozumiem, że się komuś prośby o przysługę odmawia, albo odmawia się jakiegoś drobiazgu, bo prezentuje się postawę egocentryczną i nie jest sie sklonnym drobiazgu poświęcić w imię zdrowia/spokoju ducha kogoś innego.
                                              Dlatego dopytywałam się, bezskutecznie zresztą, dlaczego baton jest taki ważny. Mówisz, że nie jest ważny? No to dlaczego odmówić drobiazgu? A jezeli to jest drobiazg, to dlaczego prośba matki spotkała się (na forum) z odruchową odmową, ba, wywołała agresję, oskarżenia o szantaż moralny i podejrzenie, że osoby skłonne prośbę spełnić są durnymi naiwniakami?
                                              • nenia1 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 14:06
                                                olena.s napisała:

                                                > Dlatego dopytywałam się, bezskutecznie zresztą, dlaczego baton jest taki ważny.
                                                > Mówisz, że nie jest ważny? No to dlaczego odmówić drobiazgu? A jezeli to jest
                                                > drobiazg, to dlaczego prośba matki spotkała się (na forum) z odruchową odmową,
                                                > ba, wywołała agresję, oskarżenia o szantaż moralny i podejrzenie, że osoby skło
                                                > nne prośbę spełnić są durnymi naiwniakami?

                                                Bo tu nie chodzi o baton. Z jakiś powodów uznałaś, że spełnienie prośby matki będzie oznaką życzliwości, empatii i tym podobnych szlachetnych cech. Tyle, że ta prośba nie ma większego sensu. Z mojego punktu widzenia spełnienie tej prośby nie przyczynia się w żaden sposób do pomocy temu dziecku, przeciwnie powoduje kreowanie sztucznego, cieplarnianego świata.
                                                Dla mnie jest oznaką nie empatii (choć może powodowane jest szlachetnymi intencjami) ale podejściem emocjonalnym, bez zastanowienia się co tak na prawdę będzie dobre dla tego dziecka.

                                                Często jest tak, że rodzina, bliscy na wieść o chorobie, niepełnosprawności chcieliby zrobić wiele (wszystko) by ułatwić choremu życie. Nie powinno to jednak polegać na usuwaniu wszystkich kłód spod nóg. W wielu przypadkach właśnie takie zachowania bardziej szkodzą, niż pomagają, czasem trzeba pozwolić np. osobie niepełnosprawnej samej się ubrać, choć ręka ją boli i jęczy, niż "szlachetnie" wyręczać we wszystkim, a ręka będzie coraz słabsza, bo nie ćwiczona.

                                                Osoba chora powinna w dużej mierze dbać o siebie sama, to daje jej też pewność siebie, poczucie kontroli i niezależności.
                                                W sytuacji tego dziecka nacisk powinien być położony na edukację, a nie zakazy, na to, żeby dzieci widziały dlaczego kolegę nie wolno częstować (nie tylko słodyczami przecież)i a przede wszystkim, żeby dziecko uczyło się odmawiać, gdyby je jednak poczęstowano.

                                                Zwyczajnie nie da się wyeliminować słodyczy z otoczenie (jak długo miałby być zakaz, jakie produkty obejmować?)i nie powinno się do tego dążyć. To dziecko będzie bawić z dziećmi także poza szkołą, pojedzie na wycieczkę, na kolonię itd.

                                                Osobę niepełnosprawną, chorą często denerwuje i boli taka nadmierna empatia i pomoc. Wcale nie chcą, żeby świat dostosowywał się do nich na każdym kroku, choć czasem ich bliscy, nie mogąc im w żaden sposób pomóc, redukując własne poczucie bezradności, właśnie w taki sposób jak ta matka.
                                                Można ją zrozumieć, ale to nie znaczy, że należy przyklaskiwać każdej prośbie rodziców każdego chorego dziecka. Zawsze należy taką prośbę przemyśleć, czy faktycznie ma ona sens, czy faktycznie jest dobra dla osoby chorej, niepełnosprawnej, bo ludzie mają różne wyobrażenia dobra, które w finalnym efekcie, wcale nie muszą być dobre czy słuszne. Empatia i życzliwość nie polega na bezkrytycznym przytakiwaniu rodzinom chorych
                                                i niepełnosprawnych, bo oni są "tacy biedni", a ja taka "szlachetna".
                                                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 14:23
                                                  > Osobę niepełnosprawną, chorą często denerwuje i boli taka nadmierna empatia i
                                                  > pomoc. Wcale nie chcą, żeby świat dostosowywał się do nich na każdym kroku,

                                                  Dokładnie o to mi chodziło w którymś z poprzednich moich postów.

                                                  > Empatia i życzliwość nie polega na bezkrytycznym przytakiwaniu rodzinom chorych
                                                  > i niepełnosprawnych, bo oni są "tacy biedni", a ja taka "szlachetna".

                                                  Nikt nie pomyślał, jak może poczuć się chore dziecko mając świadomość, że choroba spowodowała, że jego kolegów pozbawiono jakiejś przyjemności w życiu, choć tak naprawdę pozbawienie ich tej przyjemności i taka sztuczna solidarność w imię empatii, niczego wymiernego w życiu tego chorego dziecka nie przyniesie. Tutaj konkretnie - nie wróci mu ani zdrowia ani nie zapewni lepszego samopoczucia.
                                                  • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 14:40
                                                    jesli dziecku sie pomysl nie bedzie podobal, to po prostu to powie swoim kolegom, nauczycielom, rodzicom i juz. klasa wroci do starych zwyczajow. gdzie problem?
                                  • faustine do Joanna 35 11.09.12, 22:32
                                    Wątek założyłam bo temat wydał mi się wart omówienia na forum. Mama chorego dziecka nie stworzyła z tego tematu mega problemu . Ona po prostu wyjaśniła na czym polega choroba jej dziecka i poprosiła - grzecznie i nawet z pewnym zażenowaniem o takie posunięcie-według niej mające przyniesc najlepszy efekt.
                                    I nikt tego nie omawiał jak sugerujesz po kątach bo to pierwsze zebranie w roku - ludzie nawet się nie znają , poza tym było wiele innych tematów . Świętego oburzenia jak piszesz też nie było , więc proszę nie koloryzuj.
                                    • joanna35 Re: do Joanna 35 11.09.12, 22:45
                                      Mama chorego dz
                                      > iecka nie stworzyła z tego tematu mega problemu . Ona po prostu wyjaśniła na
                                      > czym polega choroba jej dziecka i poprosiła - grzecznie i nawet z pewnym zaże
                                      > nowaniem o takie posunięcie-według niej mające przyniesc najlepszy efekt.

                                      Dlaczego o tym nie wspomniałaś w pierwszym poście?
                                      • faustine Re: do Joanna 35 11.09.12, 23:02
                                        Napisałam że poprosiła. Nie żądała , nie rozkazywała tylko poprosiła. I chyba większośc wypowiadających się tu osób raczej nie odebrała matki jako roszczeniowej histeryczki.
                                        A moja życzliwośc nie ma tu nic do rzeczy.
                                        • joanna35 Re: do Joanna 35 11.09.12, 23:19
                                          Jeszcze tylko jedno pytanie - jak zachowałaś się na zebraniu? Rozumiem, że skoro temat był dla Ciebie taki ciekawy, żeby zakładać wątek to zajęłas i w realu określone stanowisko?
                                          • faustine Re: do Joanna 35 11.09.12, 23:37
                                            Nie zajęłam żadnego stanowiska i nikt nie zajął -odniosłam wrażenie że ten temat był sporym zaskoczeniem dla wszystkich rodziców . Zresztą ta mama nie oczekiwała od nikogo żadnych deklaracji. Jedna z matek zaproponowała zorganizowanie pogadanki wśród dzieci . Nikt na sali nie buczał w każdym razie.
                                            Widzę że masz ogromną ochotę wpisac mnie do tej grupy " jątrzących po kątach " smile.
                                            Ale zonk - od najmłodszych lat zawsze otwarcie przedstawiam swoje stanowisko. Począwszy od czwartej klasy podstawówki, gdy ośmieliłam się powiedziec matematyczce , że ocena jaką dostałam jest niesprawiedliwa smile
                                            • joanna35 Re: do Joanna 35 11.09.12, 23:59
                                              > Widzę że masz ogromną ochotę wpisac mnie do tej grupy " jątrzących po kątach "
                                              > smile.
                                              Mylisz sięsmile Ja tylko próbuję zrozumieć w jakim celu założylas ten wątek, skoro dopiero po ponad 250 postach scharakteryzowałas matkę i wspomniałas o przebiegu zebrania. Bo to, że gdybyś podala wszystkie te informacje na poczatku to nie byłoby dyskusji na prawie 300 postów to wiemy obiesmile
                                              Nie czuj się zobowiązana do odpowiedzi.
                                              • jola-kotka Re: do Joanna 35 12.09.12, 00:04
                                                Ale na samym poczatku jest napisane,ze byla to prozba matki,a nie jakisas postawa ja karze ja chce,wiec o co chodzi?
                      • mirmunn Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:31
                        Takie prośby/nakazy /wymuszenia są problematyczne. Zakładając,że moje dziecko dostaje wybraną wartościową słodycz/owoc o wysokiej zawartości cukru/ słodki sok okazjonalnie- np,kiedy ma więcej lekcji,zajęcia sportowe itd i przy każdym kroku nie wysypują mu się z kieszeni czekolady i batony- dlaczego mam ograniczać moje dziecko? I inne dzieci?

                        a jeśli mama- z całym szacunkiem- chorej Kasi/Kasi na wózku - poprosi, aby nie organizować wycieczek, bo Kasia nie może pojechać, to cała klasa nie będzie przez 6 lat podstawówki nigdzie jeździć?
                        • mama303 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:44
                          mirmunn napisała:

                          > Takie prośby/nakazy /wymuszenia są problematyczne. Zakładając,że moje dziecko d
                          > ostaje wybraną wartościową słodycz/owoc o wysokiej zawartości cukru/ słodki sok
                          > okazjonalnie- np,kiedy ma więcej lekcji,zajęcia sportowe itd

                          Ale temu Twojemu dziecku to nie jest do niczego potrzebne ta wysoka zawartośc cukru. Cukier jest w w każdym posiłku z węglowodanami. Cukier w czystej postaci wymieszany z chemią jest niezdrowy.
                          Więc ograniczenie dzieciom słodyczy do ewentualnych w domu /jeżeli ktos koniecznie musi/ wyjdzie wszystkim na zdrowie i jednoczesnie pomoże choremu dziecku radzic sobie z pokusami które dla niego sa zgubne. Nikt nie straci, wszyscy zyskają. Także Twoje dziecko!
                          Więc zanim zaczniesz dopatrywac się zamachu na wolnośc swego dziecka i naturalnie Twoja wolność w ustalaniu menu do sniadaniówki, najpierw sie zastanów bo niewielkim nakładem poświecenia /w zasadzie bliskim zeru/ pomożesz komuś, kto o to prosi.

                  • asia_i_p Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:42
                    Ponieważ tamte dzieci mogą sobie wrócić do domu i zjeść, co chcą, a to dziecko z cukrzycy zwolnienia po szkole nie ma. Ma tę cukrzycę 24 godziny na dobę.
                    Naprawdę uważasz, że powstrzymanie się przez 4-5 godzin dziennie od drożdżówki czy loda to poprzeczka nie do przeskoczenia.
                    • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:50

                      widze po prostu bezsens takiej prosby, bo zazwyczaj dzieci jedzą na przerwach, a tam nie tylko ta klasa, ale i setki dzieci z innych klas. Więc widoku dziecka jedzącego coś dla niego zakazanego nie da się wyeliminować. Tym bardziej, że jak już pisałam, cukrzykowi nie wolno jeść nie tylko słodyczy, ale i wielu innych rzeczy, czy tak samo inne dzieci nie moga brać kanapek z żóltym serem? z szynką? z serkiem topionym? pić soczków? jeść niektórych owoców ?
                      • mirmunn Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:13
                        Dokładnie-dzieci zastosują się do prośby, że Jasia nie można częstować słodyczami, może nawet nie będą ich nosić do szkoły.
                        Ale co się stanie, gdy w dobrej wierze poczęstują owego Jasia brzoskwinią, bananem, białym chlebkiem z żółtym serem i keczupem (tez cukier jak złoto)? 7- latki mają wkuć całą tabelę IG?
                        Myślę, że to przede wszystkim dziecko chore powinno być nauczone, czego mu nie wolno.
                        Jeśli chodzi o mnie, nie zrezygnowałabym z dawania własnemu dziecku ciemnej czekolady, bananów, śliwek, kawałka sera zółtego, soku, natomiast z przyjemnością mu zapakuję dodatkowo coś małego, czym może podzielić się z owym Jasiem (najlepiej pod kontrolą pani)- o tym rodzice małego cukrzyka jakoś zapomnieli.
                        I tak samo- na urodziny mego dziecka podam dwudziestce dzieciaków także i słodycze, przy czym szczególnie zadbam, aby zaproszony Jasio również miał wybór przekąsek dla siebie i dostał coś , co bardzo lubi i co wolno mu jeść. Na pewno zadzwoniłabym w tej sprawie do jego rodziców.
                        I myślę,że takie podejście jest zdrowsze-dziecko uczy się,co może jeść,a koledzy mu pomagają, ale nie swoim kosztem.
                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:45
                  > Gdybym była matką, jakich tu wiele, dla których dzień bez batona jest dniem zma
                  > rnowanym, to jaki problem, żeby z II śniadania przerzucić te dawkę cukru na pod
                  > wieczorek? Bo ja autentycznie nie rozumiem?

                  Nie da się ukryć, że nie rozumiesz sad
                  Problem z wytłumaczeniem dziecku, że nie wolno mu jeść słodyczy w szkole, ponieważ jego koledze będzie smutno, jest dokładnie taki sam, jak z wytłumaczeniem choremu dziecku, że nie wolno mu jeść słodyczy ponieważ jest chory.
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:52
                    Ale dlaczego dziecko w ogóle powinno jeść w szkole słodycze i od jak dawna jest to norma?
                    • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:55
                      "za moich czasow " norma byly drozdzowki jako sniadanie w szkole
                    • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:59
                      olena.s napisała:

                      > Ale dlaczego dziecko w ogóle powinno jeść w szkole słodycze i od jak dawna jest
                      > to norma?

                      A skąd pomysł, że powinno? Może po prostu ma na to ochotę. A ma ochotę, bo nie wychowało się w rodzinie ortodoksyjnej żywieniowo, gdzie panują pogly, że batonik w szkole jest gorszy niż amfa.
                      • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:03
                        Acha, czyli twoim zdaniem chodzi wyłącznie o prawo dziecka do pełnej dowolności żywieniowej? Bo naruszenie tejże przez matkę o słabym charakterze pakującą kanapki i mówiącą "nie kotku, baton dostaniesz dopiero po południu" byłoby dla dziecka znacząca szkodą, dobrze zrozumiałam?
                  • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:57
                    > Problem z wytłumaczeniem dziecku, że nie wolno mu jeść słodyczy w szkole,
                    > ponieważ jego koledze będzie smutno, jest dokładnie taki sam, jak z
                    > wytłumaczeniem choremu dziecku, że nie wolno mu jeść słodyczy ponieważ jest
                    > chory.

                    nie, nie jest taki sam ten problem.
                    latwiej wytlumaczyc dziecku, ze moze zjesc te slodycze wszedzie, tylko nie w szkole. a chore dziecko w zasadzie nie je ich wcale (albo bardzo malo), za to wszedzie jest nimi otoczone. to naprawde sa rozne sytuacje. i skutki nie zastosowania sie sa rozne - jesli dziecko zrowe sie "skusi" i kupi ten batow w sklepiku (ktorego, nota bede, moze nawet w szkole nie byc!), to po prostu kupi baton i zje i juz. ktos pisal o Lili - niby mieli nie przynosic slodyczy i sie stosowali, ale czasem kupili cos w sklepiku i zjedli po kryjomu... i w porzadku, to TYLKO dzieci. nikt im tego za zle nie mial. za to fajnie, ze NA OGOL nie przynosili nic, by otylej kolezanki nie kusic.
                    za to jesli chore dziecko zje, skuszone slodyczami dookola, to skutki moga byc znacznie grozniejsze.

                    to po prostu nie sa sytuacje symetryczne.

                    w dodatku, jak juz wczesniej pisalam, wazne jest zachowanie GRUPY, ktora dla dzieci jest wielkim autorytetem. jesli GRUPA nie je slodyczy (z dowolnego powodu), to LATWIEJ jest sie jednostkom dostosowac, przyjac to jako cos naturalnego. w grupie sila. przeciez to bardzo widoczne zjawisko wsrod dzieci i mlodziezy! dlaczego tego nie wykorzystac w dobrym celu (pomoc koledze i zdrowsze zywienie)?
                    • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:12
                      > nie, nie jest taki sam ten problem.

                      Ale to Twoje zdanie. Ja mam inne.

                      > latwiej wytlumaczyc dziecku, ze moze zjesc te slodycze wszedzie, tylko nie w sz
                      > kole.

                      Tak samo łatwo, jak wytłumaczyć dziecku, że nie może jeść ich wcale.
                      Różnicą jest jedynie powód niejedzenia.

                      > a chore dziecko w zasadzie nie je ich wcale (albo bardzo malo), za to wsz
                      > edzie jest nimi otoczone.

                      Więc tym bardziej, skoro jest wszędzie nimi otoczone, eliminacja ich tylko w klasie nie ma żadnego sensu.

                      > w dodatku, jak juz wczesniej pisalam, wazne jest zachowanie GRUPY, ktora dla dz
                      > ieci jest wielkim autorytetem.

                      Grupa to zbiór jednostek, a nie bliżej nieokreślona masa o identycznym punkcie widzenia.

                      > dlaczego tego nie wykorzystac w dobrym celu (pomoc koledze i zdrowsze zywienie)?

                      Dlatego, że to żadna pomoc, a tylko próby nieudolnego leczenia objawowego. Było to już tyle razy wałkowane, że nie będę powtarzać argumentów.
                      A co do zdrowego żywienia - wybacz, ale to już sprawa indywidualna każdego z nas, więc argument mnie nie przekonuje.
                      Pomijam już taką oczywistość, że ktoś najzwyczajniej w świecie może nie mieć ochoty na takie altruistyczne zachowania (bo nie lubi chorego Józia, ale za to lubi słodycze), a nakłanianie go do tego przynosi jedynie efekty odwrotne.
                      • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:46
                        > Ale to Twoje zdanie. Ja mam inne.

                        oczywiscie. mamy inne zdania, dlatego dyskutujemy.
                        rozumiem, ze mam prawo do wlasnego zdania? wink

                        >

                        > Tak samo łatwo, jak wytłumaczyć dziecku, że nie może jeść ich wcale.
                        > Różnicą jest jedynie powód niejedzenia.

                        nie, podstawowa roznica jest PERMANENTNOSC niejedzenia.
                        chore dziecko musi sie ograniczac stale. w dodatku rezygnuje z czegos, co jest uwazane za bardzo atrakcyjne (na ogol).
                        zdrowe dziecko rezygnuje z tego na pare godzin, w konkretnej sytuacji, ktora jest mu LATWO wytlumaczyc. chore dziecko moze miec poczucie niesprawiedliwosci, ze BEZ POWODU nie moze jest slodyczy W OGOLE. a zdrowe dziecko nie je ich tylko w szkole, w dodatku ze szlachetnych pobudek.
                        naprawde uwazasz, ze to sa takie same sytuacje? ze tak samo latwo je wytlumaczyc?


                        > Więc tym bardziej, skoro jest wszędzie nimi otoczone, eliminacja ich tylko w kl
                        > asie nie ma żadnego sensu.

                        jest otoczone glownie przez NAJBLIZSZCH kolegow z klasy. jesli te najblizsze zrodla pokusy usuniemy, to dziecku bedzie zwyczajnie latwiej.


                        > Grupa to zbiór jednostek, a nie bliżej nieokreślona masa o identycznym punkcie
                        > widzenia.

                        oczywiscie, ale bardzo czesto grupa sie wlasnie jak taka masa zachowuje. przeciez to "normalne" zjawisko. normalne w tym znaczeniu, ze wystepuje czesto i latwo je zaobserwowac. w kupie razniej i juz. nawet trudne rzeczy lawiej zrobic, jesli ma sie poparcie grupy.

                        > Dlatego, że to żadna pomoc, a tylko próby nieudolnego leczenia
                        > objawowego.

                        Ale to Twoje zdanie. Ja mam inne.

                        > Było to już tyle razy wałkowane, że nie będę powtarzać argumentów.

                        to, ze jakis bledny argument powtorzy sie tysiac razy nie uczyni go prawdziwym.
                        ja sie zwyczajnie z tymi argumentami nie zgadzam, a nie ich nie rozumiem, czy nie czytam. ja moglabym napisac to samo - moje zdanie bylo juz tyle razy walkowane, ze nie mam pojecia, jak mozesz sie ze mna nie zgadzac... ponoc mamy prawo do wlasnego zdania?

                        nikt nie przeczy, ze ciezar spoczywa glownie na dziecku i jego rodzicach. czesc tylko sugeruje, ze mozna sprobowac im POMOC i ze PROSBA matki nie jest karygodna! moze to, o co matka prosi nie jest najlepszym wyjsciem z sytuacji (choc w TEJ konkretnej sytuacji to nie jest jakis idiotyczny pomysl - moim zdaniem, oczywiscie), ale, na boga, nie winmy jej, ze probuje pomoc swojemu dziecku (w dosc niewinny sposob w dodatku). naprawde, przez wiekszosc dyskusji na poczatku nikt sie nie kusil, zeby napisac JAK inaczej pomoc temu dziecku, wszyscy sie zzymali o to, ze czegos sie jego dziecku probuje zabronic. dopiero Olena, "wywolana do odpowiedzi" podala jakies pomysly na rozwiazanie problemu dzieci z "zaburzeniami odzywiania". wczesniej nikt nawet nie sugerowal, ze owszem, mozna dziecku pomoc, ale INACZEJ, LEPIEJ... sprzeciw byl generaalnie przeciwko probie "narzuceni" (wyimaginowanej!) czegos wiekszosci przez jednostke...

                        > A co do zdrowego żywienia - wybacz, ale to już sprawa indywidualna każdego z
                        > nas, więc argument mnie nie przekonuje.

                        ale to jest tak MARGINALNA rzecz w zywieniu Twojego dziecka, ze nie musi Cie w sumie przekonywac - mozesz sie w domu stosowac do DOWOLNEJ taktyki zywieniowej. chodzi o maly wyjatke w dosc malym zakresie czasu. tak, wiem, nie masz ochoty na takie ustepstwa. masz do tego prawo, owszem. a ja mam prawo do uznania takiego zachowania za bezduszne.

                        > Pomijam już taką oczywistość, że ktoś najzwyczajniej w świecie może nie mieć
                        > ochoty na takie altruistyczne zachowania (bo nie lubi chorego Józia, ale za to lu
                        > bi słodycze), a nakłanianie go do tego przynosi jedynie efekty odwrotne.

                        oczywiscie, ze moze.
                        ale moze nie ma i akurat dziecko bedzie miec ochote pomoc joziowi?
                        jesli sie dziecku nie da szansy, to moze samo nie wpasc na jakies tam rozwiazanie.
                        tyle.
                        zmuszac - nie. zachecac? dlaczego nie?
                      • joanna35 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:48
                        > Pomijam już taką oczywistość, że ktoś najzwyczajniej w świecie może nie mieć oc
                        > hoty na takie altruistyczne zachowania

                        To dlaczego pomijasz? Przecież to jest bardzo dobry powód, pod warunkiem, że nazwany po imieniu, bez dorabiania ideologii i spychania odpowiedzialności na innych za własne wybory.
      • hamerykanka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 00:06

        Ashraf-napisalas to, co ja mialam na mysli. 10/10
      • karola1008 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 08:55
        ashraf napisała:
        > Juz wam pisaly matki realnie, a nie hipotetycznie chorych dzieci, ale to jak gr
        > ochem o sciane. Tu nie chodzi o to, ze bedzie tragedia, jak zabroni sie dziecku
        > zabrac do szkoly batonika.

        Jako matka realnie chorego dziecka-alergika, popieram w 100% big_grin.

        >Tu chodzi o zasade, ze chore dziecko MUSI BEZWZGLED
        > NIE nauczyc sie samo pilnowac diety, czy to bezcukrowej, czy bezglutenowej, czy
        > innej. Oczywiscie, inne dzieci musza wiedziec, ze Jasia nie wolno czestowac sl
        > odyczami, bo bedzie po nich bardzo chory, ale juz wymaganie od wszystkich, zeby
        > zrezygnowali z produktu, ktory szkodzi 1 osobie w klasie, to nieporozumienie.

        Dokładnie tak. Wychowawczynie i dzieci w przedszkolu córki wiedzą, że ona nie może jeść większości tego, co reszta dzieci, nie częstują jej cukierkami czekoladowymi, orzechowymi, ciastkami itp., za to ZAWSZE przy okazji urodzin, imienin, innych okazji, dla Julki dzieci albo panie przynoszą te miśki haribo albo lizaczki chupa-chups. Bardzo miłe jest to, że dzieci najwyraźniej w świecie same o tym pamietają - pięcioletnie maluchy smile. Gdy córka jest zaproszona do kolegi czy koleżanki też czeka na nią to, co może zjeść. Te straszne, wredne matki, które bronią wolności dostępu do snickersa 24h/dobę, przed imprezami ich dzieci dzwonią albo piszą maile do mnie lub do męża z pytaniem, co mogą dla Juli przygotować. Doprawdy, chciałabym, żeby wszyscy byli tacy wredni i nieempatyczni. Aaaaach, muszę też przyznać, że córka nie jest odrzucana przez rówieśników z tego powodu, że nie może jeść batoników

        > Dziecko musi sie nauczyc ograniczen zwiazanych z choroba i od poczatku radzic s
        > obie z trudnosciami, inaczej bedzie do konca zycia chowane pod kloszem, rozpies
        > zczane, uczone, ze wszyscy musza mu ustepowac, ze swiat musi sie dopasowac do n
        > iego. Kazda porazka bedzie tlumaczona choroba badz niezyczliwoscia innych. Nies
        > tety za duzo sie juz naogladalam takich dzieci (mowie o innej chorobie niz cukr
        > zyca), rozpieszczanych, chronionych przed kazdym zagrozeniem, ktore wyrastaly n
        > a osoby niesamodzielne, malo przebojowe, roztkliwiajace sie nad soba, niestety
        > czesto rowniez roszczeniowe. Dziecko chore MUSI NORMALNIE ZYC, funkcjonowac wsr
        > od rowiesnikow, narzucanie im ograniczen, ktore nie polepsza stanu dziecka, prz
        > yczyni sie tylko do stygmatyzacji i odrzucenia dziecka. A tak a propos, ktora z
        > zarzucajacych nam egoizm mam przygotowala dziecko do postepowania w wypadku, g
        > dyby rowiesnik dostal hipoglikemii czy ataku padaczki? To daleko wazniejsze niz
        > zamkniecie cukierkow pod kluczem.

        Ponownie dokładnie tak. W szpitalu, do którego jeździmy z córką (na szczęście coraz rzadziej) naoglądałam się takich dzieci, równie chorych jak ona, natomiast trzymanych pod wiecznym kloszem oraz matek dosłownie terroryzujących otoczenie wymaganiami - inne dzieci, ich rodziców, lekarzy, pielęgniarki.
        Mój starszy syn, jak już pisałam powyżej, nie musi się chować z produktami zakazanymi dla córki, za to zawsze wiedział, w zakresie stosownym do wieku, co ma zrobić, gdyby Juli coś się stało.
        JAk słusznie napisała Ashraf, tu naprawdę nie chodzi o to, żeby dzieci miały święte, niezbywalne prawa napychania się słodyczami, synowi do szkoły nie daję słodyczy, ale prośbę matki taką, jak opisana w wątku, przyjęłabym z mieszanymi uczuciami - pomimo, że, podkreślam ponownie, sama mam dziecko z licznymi ograniczeniami żywieniowymi.
    • yoko0202 paranoja 11.09.12, 16:11
      w zasadzie jest to poniekąd zrzucanie odpowiedzialności na całą klasę i nauczycielkę
      poza tym, nawet jeżeli w klasie go nie poczęstują, to na korytarzu albo w świetlicy dostanie.
      jeżeli moje dziecko byłoby np. uczulone na jakiś składnik, to miałabym oczekiwać, że wszystkie matki w klasie będą nastawiać budziki codziennie o pół godziny wcześniej i dokładnie sprawdzać etykiety produktów, z których przygotowują II śniadanie, czy przypadkiem tego tam nie ma?
      • joanna35 Re: paranoja 11.09.12, 16:53
        Naprawdę tak trudno zrozumieć niepokój matki o swoje chore dziecko i chęć zrobienia wszystkiego co wg. niej jest słuszne, żeby zminimalizować zagrożenie? Każdy reaguje/radzi sobie z chorobą dziecka tak jak potrafi i nawet jeżeli wysuwa" tak niestosowne" prośby to robi to w dobrej wierze , ze DOBRZY ludzie zrozumieją i pomogą. Dziecko jest pewnie chore od niedawna....
        • yoko0202 Re: paranoja 11.09.12, 17:01
          pytanie było, co sądzę o takiej prośbie - sądzę, że matka histeryzuje
          natomiast rozwijając temat, jestem jak najbardziej za uświadomieniem całej klasy o takiej sytuacji, może w formie jakieś pogadanki w klasie, czym jest ta choroba, z czym się wiąże, czego kolega absolutnie nie powinien jeść itp
          sama bym się pewnie postarała, żeby w plecaku mojego dziecka znalazły się często fajne rzeczy, którymi może takiego kolegę poczęstować.
          ale rewolucja kulinarna, i poinformowanie 30 dzieci o długiej liście rzeczy, których w szkole absolutnie jeść nie będą, bo jasiek nie może, uważam za błąd.
      • faustine Re: paranoja 11.09.12, 17:46
        Dzięki dziewczyny za tak liczny odzew smile
        Opisana przeze mnie sytuacja rzeczywiście dotyczy dośc małego dziecka , a mianowicie pierwszoklasisty. Wychowawczyni zna problem i bardzo zaangażowała się w temat , niemniej w ciągu niespełna tygodnia i tak zdarzyła się taka sytuacja, iż dziecko zamiast jednego ciastka zjadło trzy sad Oczywiście te " z darów". Podejrzewam że mamę mocno zestresowała ta sytuacja i jak to matka szuka najlepszej formy ochrony dla swojego dziecka .
        O młodszej córce pięciolatce - alergiczce pisałam w kontekście możliwości " wyszkolenia" dziecka co do ograniczeń w jadłospisie . Niemniej w przedszkolu własnych śniadaniowek dzieci nie przynoszą i panie mają praktycznie całkowitą kontrolę nad tym co jedzą . W przeciwieństwie do szkoły .
        Sama mam mieszane uczucia co do tej sytuacji. Zwłaszcza że w śniadaniówce mojego dziecka są głównie kanapki , a słodkości w ilościach naprawdę symbolicznych ( 2 kruche ciastka na przykład). Pewnie że może zjadac je w domu, ale chodzi mi bardziej o to czy to jest tak do końca ok . Mama prosząc oczywiście wspomniała o korzyściach jakie z tego wynikną dla reszty dzieci. No i właśnie ...
        Od kilku miesięcy jestem świadkiem walki 15 latki o wyjście z ortoreksji . Dla niewtajemniczonych ortoreksja to "przegięcie" w stronę zdrowego odżywiania polegające na stopniowym odrzucaniu produktów uznanych przez chorego za niezdrowe .Kończące się często tak samo tragicznie jak anoreksja. I patrząc na tą walkę póki co beznadziejną , boję się czy nasze dzieci wychowywane w tym niby pozytywnym kulcie zdrowego odżywiania nie padną kiedyś ofiarami tego typu zaburzeń odżywiania. A naprawdę jest to dramat.
        • nenia1 Re: paranoja 11.09.12, 18:11
          Bo ważny jest złoty środek, sensowne wyważenie i zdiagnozowanie problemu. Oczywiście, że matka dziecka może pod wpływem emocji formułować różne prośby, ale tu nie chodzi o to by kierować się jedynie emocjami ale rozumem.
          Jedna z pań wypowiadających się w tym wątku pisze, bardzo słusznie zresztą

          >Wyeliminowanie slodyczy z diety innych dzieci nic nie da - cukrzyk moze zostac poczestowany >bulka, jogurtem czy jablkiem i efekt glukozy we krwi bedzie dokladnie taki sam.

          Problemem nie jest więc, czy inne dzieci będą miały czy nie słodycze, problemem jest częstowanie chorego dziecka jedzeniem. Skoro więc problem zdefiniowany jest gdzie indziej, po co prosić nakłaniać całą grupę osób do czegoś, co w praktyce okazuje się niepotrzebne, albo nawet może stwarzać mylne wrażenie (aha, nie mogę częstować cukierkiem, ale mogę jabłkiem, śliwką itd.).

          Nie podoba mi się również postawa, że tak powiem "pań dobrych i życzliwych". Czyli "ach, ach, jestem taka dobra i pomocna, a ty jak nie robisz i nie myślisz tak jak ja jesteś cholernym, wstrętnym, wielkim egoistą"
          Uważam, że ludzie jednak dość często potrafią być życzliwi i pomocni, ale głównie wtedy gdy ktoś im sensownie wytłumaczy o co biega kierując się rozumem właśnie, a nie nadmiernymi oczekiwaniami wynikającymi z emocji.
    • irmaaa Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:35
      mojemu dziecku nic by się nie stało, gdyby w szkole nie zjadło słodyczy. Ba! Wyszłoby mu to na zdrowie. Chętnie bym wsparła dziecko w takiej sytuacji.
      Ps. Przykład dziecka z alergią na barwniki czy z krótszą nóżką świadczy o tym,ze nie bardzo wiecie o czym piszecie Moje młodsze też ma alergię na różne świństwa. To naprawdę jest pryszczyk mały w porównaniu z cukrzycą i nie przyszłoby mi do głowy,żeby robić jakieś porownania.
      • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 17:39

        acha, alergia to pryszczyk? nawet jeśli reakcją alergiczną są duszności czy wstrząs anafilaktyczny? Naprawdę widzę, że się znasz uncertain
        • greendale Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:02
          Ja się tu wypowiem bo jestem cukrzykiem, i kiedys byłam dzieckiem, które musiało wszystkim tłumaczyc co i jak jest ze mna nie tak. Moja mama nie pokusiła się na szczęście o takie prośby na zebraniach. Jest to niemożliwe żeby zmieniac wszystkim nawyki żywieniowe bo moje dziecko jest chore. Najsensowniejsze jest moim zdaniem w tej syt przeprowadzenie zajęc z dzieciakami i wytłumaczenie im co to jest cukrzyca i czego cukrzyk nie może jeść. Może skończyło by się częstowanie.
          • policjawkrainieczarow Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:46
            Najsensowniejsze jest moim
            > zdaniem w tej syt przeprowadzenie zajęc z dzieciakami i wytłumaczenie im co to
            > jest cukrzyca i czego cukrzyk nie może jeść. Może skończyło by się częstowanie

            i jak zapobiegac oraz jaka dieta sprzyja powstawaniu. Niejedno dziecko samo wtedy poprosi rodzicow o zdrowsze jedzenie, dla samego siebie, nie ze wzgledu na kolege (tak, wiem, potrwa to trzy dni, ale zawsze cos, jakies ziarno rzucone w glebe jest).
            • majenkir Re: 11.09.12, 19:55
              policjawkrainieczarow napisała:
              > i jak zapobiegac oraz jaka dieta sprzyja powstawaniu
              --

              Zamilcz i nie osmieszaj sie.....


              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
              Charty
        • irmaaa Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 21:32
          Zapewniam Cię,ze zarówno na temat wstrząsu anafilaktycznego i cukrzycy mogłabym Ci zrobić szeroki wykład. Nie porównujemy wstrząsu i cukrzycy, tylko "prowadzenie" dziecka z alergia na czekoladki do dziecka z cukrzycą. Twoje wywody to demagogia rodem z magla.
      • karola1008 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 09:12
        irmaaa napisała:
        Przykład dziecka z alergią na barwniki czy z krótszą nóżką świadczy o tym,
        > ze nie bardzo wiecie o czym piszecie Moje młodsze też ma alergię na różne świńs
        > twa. To naprawdę jest pryszczyk mały w porównaniu z cukrzycą i nie przyszłoby m
        > i do głowy,żeby robić jakieś porownania.

        Proponuję, żebyś przeszła się na jakiś dziecięcy oddział alergologii w dowolnym szpitalu i ogłosiła tam, że alergia to pryszczyk.
    • mama303 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 18:21
      Ja doskonale rozumiem matke cukrzyka. Ale sadzac po sąsiednim wątku: to sie niestety nie uda. Matki muszą dac batona do szkoły, no muszą i już tongue_out
      • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 19:31
        A przeczytalas chociaz wypowiedzi cukrzykow (patrz wyzej) i matek autentycznie chorych dzieci, czy po prostu bijesz piane?
    • figrut Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:21
      Matka poprosiła, a nie zażądała, więc według mnie wszystko jest ok. U młodego w klasie też jest dziecko chore na cukrzycę i jego matka również poprosiła. Większość dzieci słodycze je w domu, nie kusząc dziecka chorego zakazanym jedzeniem. Większości wyszło to na dobre. Jeśli dzieci zaproszą furę znajomych na podwórko, a mają tylko dwa batony, to też im mówię, aby zjadły, gdy dzieci nie będzie. Podział 2 małych batonów na 9 osób jest śmieszny, a każdy chciałby wtedy zjeść, bo koledzy jedzą.
    • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:41
      Prośba powodowana emocjami wywołanymi konkretnym wydarzeniem, rozumiem, ale to nie ma sensu. Do jakiego momentu w edukacji dzieci miałyby nie jeść słodyczy? Czy zakaz dotyczyłby również kupowania w sklepiku? Czy dzieci przychodzące do klasy chorego dziecka powinny mieć zakaz jedzenia słodyczy czy zakaz wstępu do klasy kolegów, jeśli akurat mają batonika w ręku?
      Czy cała szkoła powinna mieć zakaz (to nie jest ironiczne pytanie, dzieci nie żyją w izolacji)?
      Czy tylko słodycze mają wpływ na poziom glukozy we krwi?
      Co będzie lepsze (w bliższej i dalszej perspektywie) dla dziecka - czy organizowanie mu na każdym etapie życia sterylnych warunków, czy solidna edukacja w kwestii tego, co mu wolno, a czego nie?
      Nie, nie uważam, że pozostałe dzieci powinny mieć to w tyłku, ale akurat pomysł z rezygnacją ze słodyczy uważam za chybiony.
      • taje Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 02:42
        Niezależnie od opisanej tu sytuacji uważam, że i owszem, w każdej szkole powinnien obowiązywać zakaz przynoszenia słodyczy i zakaz sprzedaży tychże w sklepikach szkolnych. Nie, nie tylko słodycze mają wpływ na poziom glukozy we krwi i tym bardziej widzę sensowność ograniczania ich w diecie, nie tylko dzieci. Na pewno zaraz pojawi się kwestia definicji słodyczy (czy drożdżówka też etc). Tak, pewnie definicja musiałaby być do pewnego stopnia arbitralna.
        • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:23
          taje napisała:

          > Niezależnie od opisanej tu sytuacji uważam, że i owszem, w każdej szkole powinn
          > ien obowiązywać zakaz przynoszenia słodyczy i zakaz sprzedaży tychże w sklepika
          > ch szkolnych.

          Proponuję rozszerzyć to na okoliczne sklepy przyszkolne, no bo właściwie dlaczego nie?
          Taki swoisty rodzaj prohibicji przy założeniu, że społeczeństwo jest tak ograniczone i durne, że nie jest w stanie samo zadecydować o sobie uncertain

          > Nie, nie tylko słodycze mają wpływ na poziom glukozy we krwi i ty
          > m bardziej widzę sensowność ograniczania ich w diecie, nie tylko dzieci. Na pew
          > no zaraz pojawi się kwestia definicji słodyczy (czy drożdżówka też etc). Tak, p
          > ewnie definicja musiałaby być do pewnego stopnia arbitralna.

          Tylko dlaczego miałyby o tym decydować ortodoksyjne fanatyczki bezcukrowego żywienia?
          Niech każdy wychowuje dzieci po swojemu.

          Tak na marginesie. Właśnie jestem świeżo po wczorajszej wywiadówce, gdzie jedna z matek zaproponowała wprowadzenie odgórnego zakazu sprzedaży słodyczy w sklepiku szkolnym, bo ... jej córka nie może się oprzeć, wydaje tam kieszonkowe, więc jedynym rozwiązaniem jest uniemożliwienie zakupu takich rzeczy. Została wyśmiana przez resztę rodziców nie tyle za sam pomysł, ile za argumentację. V klasa, więc dzieci cokolwiek już rozumne. Mamusia jednak nie mogła zrozumieć absurdu swojej propozycji.
          • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:29
            > Tak na marginesie. Właśnie jestem świeżo po wczorajszej wywiadówce, gdzie jedna
            > z matek zaproponowała wprowadzenie odgórnego zakazu sprzedaży słodyczy w sklep
            > iku szkolnym, bo ... jej córka nie może się oprzeć, wydaje tam kieszonkowe, wię
            > c jedynym rozwiązaniem jest uniemożliwienie zakupu takich rzeczy.
            big_grin
          • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:30
            A powiedz mi, jakie racjonalne argumenty stoją za sprzedażą przez szkolne sklepiki słodyczy? Wyobraź sobie, że jesteś dyrektorką szkoły, masz kandydatów na najem sklepiku i dwie propozycje. Jedna zakłada szeroką gamę słodyczy na uczniowską kieszeń, druga - kanapki, woda, mleko, owoce.
            Czym kierowałabyś się wybierając pierwszą, a nie nie drugą ofertę?
            • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:36
              Zważywszy na to, jakie upodobania kulinarne przynoszą ze sobą do szkoły dzieci, druga opcja to pewna plajta.
              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:44
                Nie, jakie argumenty ma ajent od batonów, to ja wiem, i rozumiem, że szkoły się na nie godzą, bo potrzebują pieniędzy, na przykład. Dlatego chętnie usłyszałabym inne, racjonalne argumenty i postawiłam pytanie tak, że można wybrać dowolną opcję. Ciekawi mnie, czemu r wybrałaby słodycze.
                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:05
                  > postawiłam pytanie tak, że można wybrać dowolną opcję.

                  Nie dowolną. To był wybór między dwiema opcjami.
                  Dość skrajnymi rzec można.

                  > Ciekawi mnie, czemu r wybrałaby słodycze.

                  Ponawiam pytanie - skąd pomysł, że wybrałabym sklep, który oferuje same słodycze?
                  Tak samo, jak nie wybrałabym tego, który oferuje same bułki albo samą wodę.
                  W naszym sklepiku szkolnym jest dość spore urozmaicenie, są robione na miejscu kanapki, są napoje, owoce, woda. Ale są też słodycze, które na szczęście praktycznie nikomu z rodziców, poza kilkoma wyjątkami nie przeszkadzają. I jakoś naprawdę nikomu się krzywda z tego powodu nie dzieje.
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:10
                    Dowolną w sensie taką, którą chcielibyśmy wybrać, gdyby nie krępowały nas względy praktyczne - konieczność uzyskania dochodu przez ajenta, brak miejsca, psującą się lodówkę...
                • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:35
                  Nie wiem, co chcesz usłyszeć, ale powiem Ci, jak to działa, bez teoretyzowania.
                  W sklepiku szkolnym w mojej szkole była i nadal jest tak zwana zdrowa żywność - z grubsza to, co proponujesz: woda, kanapki, owoce. Kanapek nikt nie kupował (dzieci stwierdziły, że mają kanapki z domu), mleko w kartonikach fruwało po ścianach, owoce i warzywa lądowały w śmietniku, owoców suszonych w ogóle nikt nie kupuje. Woda - owszem, idzie, wodę kupują nauczyciele.
                  Reasumując - zdrowej żywności dzieci po prostu nie kupują. Dla nich to nie jest atrakcyjne w najmniejszym stopniu, bo mają to na tony w domu. Nie kupują z głodu, bo przynoszą z domu pudła z jedzeniem wielkości małej walizki. W związku z powyższym dyrektor, który chce, aby w szkole sklepik był i działał, musi wrzucić do niego coś, co będzie kupowane, a nie coś, co będzie robiło dobre wrażenie. Opcje zatem są zupełnie inne - albo sklepik, który ma w swojej ofercie słodycze, albo sklepiku nie ma.
                  Oczywiście na pewno jest masa szkół, w których dzieci biją się o ogórki i buraczki, a na batoniki nie chcą spojrzeć - znam eMatkę ;p
                  • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:49
                    > Oczywiście na pewno jest masa szkół, w których dzieci biją się o ogórki i burac
                    > zki,

                    To są z pewnością te dzieci, które potem patrzą wzrokiem wygłodniałego lamparta na inne dziecko z batonem w łapie wink
                    Kurczę, jak to jest - moje dzieci miały zawsze nieograniczony dostęp do słodyczy, a jedzą ich raczej niewielkie ilości, kłopotów ze zdrowiem żadnych, waga całkowicie normalna.
                    A w przedszkolu, na zabawach, gdzie serwowano ciastka, galaretki i cukierki, na stół jako pierwsze rzucały się (tak, dosłownie się rzucały) głównie dzieci ortodoksów. Moje tylko patrzyły na nie ze współczuciem w oczach.
                    • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:58
                      > Kurczę, jak to jest - moje dzieci miały zawsze nieograniczony dostęp do słodycz
                      > y, a jedzą ich raczej niewielkie ilości, kłopotów ze zdrowiem żadnych, waga cał
                      > kowicie normalna.
                      > A w przedszkolu, na zabawach, gdzie serwowano ciastka, galaretki i cukierki, na
                      > stół jako pierwsze rzucały się (tak, dosłownie się rzucały) głównie dzieci ort
                      > odoksów. Moje tylko patrzyły na nie ze współczuciem w oczach.

                      no popatrz. a ja mam dwojke dzieci, oboje zdrowi, bardzo szczupli, dostep do slodyczy maja taki sam (normalny). i jeden rzuca sie na kazda slodka rzecz, jaka zobaczy, moze jesc caly dzien wylacznie slodycze, jesli sie mu pozwoli. DOWOLNE slodycze, preferuje jednak najrozniejsze "swinstwa". a drugi? slodycze niezbyt go interesuja, jedyne co lubi to ciasteczka (nazywamy go nawet "ciasteczkowy potwor" smile). czasem zje kawalek czekolady, 1 zelka. wiecej nie chce.

                      jeden sie rzuci, drugi oleje.
                      a Twoje sie beda na jednego patrzec ze wspolczuciem, a z drugim sie pewnie zakumpluja...
                    • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:04
                      > Kurczę, jak to jest - moje dzieci miały zawsze nieograniczony dostęp do słodycz
                      > y, a jedzą ich raczej niewielkie ilości, kłopotów ze zdrowiem żadnych, waga cał
                      > kowicie normalna.
                      no wlasnie bo to tak dziala
                      • joxanna Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:07
                        > > Kurczę, jak to jest - moje dzieci miały zawsze nieograniczony dostęp do s
                        > łodycz
                        > > y, a jedzą ich raczej niewielkie ilości, kłopotów ze zdrowiem żadnych, wa
                        > ga cał
                        > > kowicie normalna.
                        > no wlasnie bo to tak dziala

                        Albo nie działasmile
                      • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:12
                        > > Kurczę, jak to jest - moje dzieci miały zawsze nieograniczony dostęp do
                        > > słodyczy, a jedzą ich raczej niewielkie ilości, kłopotów ze zdrowiem żadnych, > > waga całkowicie normalna.

                        > no wlasnie bo to tak dziala

                        no jak dziala, skoro nie dziala?...
                        opisalam moich chlopcow gdzies. na jednego dziala, na drugiego wcale.
                        • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:19
                          >i jeden rzuca sie na kazda slodka rzecz, jaka zobaczy, moze jesc caly dzien wylacznie slodycze, >jesli sie mu pozwoli.
                          czyli jednak ma w jakis sposob ograniczany dostep
                          • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:50
                            > czyli jednak ma w jakis sposob ograniczany dostep

                            tak, na codzien ma, poniewaz w momentach, gdy dostep byl/jest nieograniczony (po haloween, imprezach, gdzie dzieci dostaja slodkosci) konczylo sie na zjedzeniu na raz ponad kilograma slodyczy i bolach brzucha. i powtarza sie to przy kazdej takiej okazji - je tyle, ile chce, a potem zaluje (on i my). zwyczajnie jest bardzo lakomy na slodkie i nigdy mu dosc.

                            proponuje zwrocic uwage, ze drugie dziecko zachowuje sie w takich samych warunkach zupelnie inaczej.

                            zwyczajnie - jesli chodzi o ludzi, to na ogol nie ma "tak to dziala". ludzie sa rozni, roznie sie zachowuja w tych samych sytuacjach. to nie matematyka, czy fizyka, nie da sie przewidziec/stwierdzic czegos na 100%. [w sumie w fizayce tez sie nie da, heh]
                            • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:54
                              no ludzie sa rozni

                              ale mino wszystko skoro maly ma na codzien rezim a od czasu do czsu jeden dzien nieograniczonego to wciska w siebie jak dzika swinka wink

                              pamietasz akademie pana kleksa ?smile
                              adas w psim niebie zarl czekolade az zatesknil za krupnikiem wink
                              • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:00

                                > ale mino wszystko skoro maly ma na codzien rezim a od czasu do czsu jeden
                                > dzien nieograniczonego to wciska w siebie jak dzika swinka wink

                                nie ma jakiegos strasznego rezimu, bez przesady.
                                moze jesc i slodycze i jakies ciasto/ciastka.
                                codziennie.
                                tak samo, jak mlodszy.
                                a jedza - nawet w tych "rezimowych" warunkach - zupelnie inne ilosci.
                                jeden wpieprza zelki do oporu, a drugi nawet sie nie zainteresuje slodkim w tym czasie, choc bawia sie razem.
                                • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:03
                                  ja sama ze slodyczy najbardziej lubie slone paluszki wink
                                  ale to nie o to chodzi smile
                                  • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:08
                                    heh, a ja sledzia i tatara!

                                    nie wiem, o co Tobie chodzi wink ale ja probuje przekazac, ze w stosunku do ludzi, a zwlaszcza dzieci, nie ma gotowych recept, ktore zawsze sie sprawdzaja. dlatego nie warto odrzucac jakiejs mozliwosci, zwlaszcza jesli nie wiaze sie z traumatycznym wyrzeczeniem smile
                                    • iwles Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:21

                                      ale jeśli nie gwarantuje 100% skuteczności (a tylko taka w tym wypadku w grę wchodzi), to jaki jest sens jej wprowadzania ?
                                      • kura17 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:33
                                        nie rozumiem, dlaczego uwazasz, ze tylko 100% pewne metody maja sens?
                                        przeciez a tym konkretnym przypadku chyba NIC nie jest 100%-towe. nie da sie upilnowac do konca i juz. samemu siebie tez nie.

                                        mozna jednak mowic o udogodnieniach, o rzeczach, ktore POMOGA.
                                        o postepowaniu, ktore sprawi, ze wpadki beda zdarzaly sie rzadko, z czasem coraz rzadziej, az pewnie beda ich minimalne ilosci.

                                        moze tutaj metoda "malych krokow" sie sprawdzi.
                                        ja doprawdy nie wiem, nie znam dziecka, nie znam tej klasy, nie znam matki, nie znam sytuacji. ale odrzucanie w sposob bezceremonialny BEZ tych informacji dosc rozsadnej (wg mnie) formy pomoc uwazam za zachowanie niefajne i juz. zwlaszcza, ze - kurcze - chodzi naprawde o drobiazg (wg mnie).

                                        u mojego syna w szkole prosza, aby slodyczy i slodkiego picia na II sniadanie nie bylo. nie ma jakiegos terroryzmu "cukrowego", bo dzieci dostaja do obiadu w szkole deser (szkola jest calodniowa i wszystkie dzieci jedza obiad). prosba argumentowana jest dwojako - zdrowe zywienie (nie ortodoksyjne, bo deser jest) oraz fakt, ze po cukrze dzieci w szkole WARIUJA (podstawowka). podnosi sie poziom cukru, dzieci sa strasznie ruchliwe, rozkojarzone itp. ja sama po swoich widze, co cukier potrafi z nimi zrobic...
                                        II sniadania jadane sa (wspolnie) na krotkiej przerwie miedzy lekcjami. na obiad przerwa jest duzo dluzsza (w sumie z jedzeniem chyba 1.5 godziny), po obiedzie dzieciaki moga sie wybiegac i wyszalec, wiec ten deser nie rozwala lekcji.

                                        i, zeby nie bylo, wiekszosc rodzicow sie stosuje do prosby, ale nie wszyscy. i za kazdym razem, jak ktokolwiek przyniesie tego symbolicznego "dropsa" lub slodki sok, to wszystkie dzieci od razu o tym dyskutuja i probuja przekonac do podobnych wybrykow wlasnych rodzicow - mamy to juz obgadane wink
                                        • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:41
                                          O fakt, przypomniałam sobie, w pierwszych klasach prośby o bezsłodyczowe śniadania też szkoła argumentowała szkodami edukacyjnymi dzieci.
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:00
                    O, dziękuję, spodziewałam się, że tak jest, teraz potwierdziłas moje przypuszczenia na bazie doświadczeń.
                    Sklepiki (w sensie miejsca, w których kupują jedzenie osoby głodne) są w szkole doskonale zbędne. Służą wyłącznie jako miejsce nabywania słodyczy i ustalania tą metodą hierarchii grupy.
                    • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:06
                      nie wiem gdzie ty dziecinstwo spedzilas ze mialas hierarchie ustalana przy pomocy sklepikow szkolnych
                      ale bardzo wspolczuje big_grin
                      • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:36
                        Gdyby był cień nadziei, że twoje współczucie jest podyktowane życzliwością, to byłabym zobowiązana za troskę.
                    • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:18
                      Służą wyłącznie jako miejsce nabywania słodyczy i ustalania
                      > tą metodą hierarchii grupy

                      W którym podręczniku to wyczytałaś?
                      • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:41
                        A masz wątpliwości?
                        Bo jeżeli razi cię sformułowanie to proszę uprzejmie, moge wyrazić to inaczej: "miejsce nabywania słodyczy oraz kształtowania więzi grupowych związanych z reglamentowanym (ograniczone i zróżnicowane zasoby pieniężne) dostępem do poszukiwanych dóbr".
                        • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:15
                          Mam wątpliwości, i to duże.
                          Pracowałam i w szkole publicznej, i niepublicznej i - zabij mnie - nie było kupowania władzy i uznania za batoniki. Może kiedyś, może w głębokim PRLu, kiedy pomarańcze widziało się raz do roku, a czekolada była na kartki - to tak, taki układ miał sens. Ale teraz? Raczysz żartować.

                          A, chyba że weźmiemy pod uwagę sytuację, w której rodzice celowo obcinają albo mocno ograniczają dostęp do słodyczy - wtedy dziecko może nawet i zatańczyć w majtkach na głowie za kawałek 'Pawełka".
                          • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:31
                            Nie, nie chodzi o to, że ktoś rządzi za pomocą rozdawanych dropsów, tylko o to, że ktoś zyskuje w hierarchii bo ma, wybiera, kupuje, przesypuje w kieszeni, zjada. Tak samo jak w hierarchii zyskuje ktoś, kto np. wyjeżdża na atrakcyjne i egzotyczne wakacje, mimo że jako żywo prawdopodobieństwo, że zafunduje wyjazd oczarowanym niewyjeżdżającym jest bardzo nikłe. Albo dziewczynka która ma ciekawe/oryginalne/modne ciuchy zyskuje na hierarchii, ponieważ budzi to uznanie pozostałych. W tm sensie sklepik ma swój udział w kształtowaniu relacji w grupie.
                            • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 13:59
                              Przykro mi, ale to nadal nie ma sensu, ponieważ w takim sklepiku nie sprzedaje się belgijskich czekoladek, a sam sklepik to nie butik przy Piątej Alei.
                            • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 14:14
                              olena.s napisała:

                              > Nie, nie chodzi o to, że ktoś rządzi za pomocą rozdawanych dropsów, tylko o to,
                              > że ktoś zyskuje w hierarchii bo ma, wybiera, kupuje, przesypuje w kieszeni, zj
                              > ada.

                              Żartujesz? Na słodycze, a już tym bardziej te sklepikowe w szkole, stać dziś chyba naprawdę każdego. Wybór cenowy jest tak szeroki, że idea, iż ktoś "zyskuje w hierarchii", bo ma dropsy w kieszeni, jest prześmieszna.
                              Rozumiem, że wyższe kieszonkowe, że lepsza komórka, zagraniczne wakacje itp. mogą powodować rozwarstwienie w społeczności szkolnej, ale słodycze??
                              Ale nawet zakładając taką absurdalną tezę, to zlikwidowanie sklepiku niczego nie zmieni - dzieciaki będą przynosić słodycze z domu.

                              > W tm sensie sklepik ma swój udział w kształtowaniu relacji w grupie.

                              Olena, sklepik szkolny to nie PEWEX, do którego dostęp mają nieliczni. Nie wiem, jak gdzie indziej, ale u nas słodycze to są jakieś proste produkty za góra 2-3 zł. Jakieś "Pawełki", lizaki czy gumy do żucia. Drobnica. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jakim cudem ktoś, kto kupuje coś z tych rzeczy, miałby zyskiwać w hierarchii szkolnej.
                              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 15:23
                                A czy ja ci każę sklepik likwidować? Przecież wiem, że byś sobie prędzej rękę odgryzła niż to zrobiła. Ja cie pytałam o asortyment, aniele, z którego to pytania się zresztą wycofałaś rakiem nie udzielając odpowiedzi.
                                Twoje argumenty są jednak nietrafione, bo założę się, że dzieci bezrobotnej samotnej matki mają mniej do wydania niż dzieci pracujących na stanowiskach rodziców. Chyba że z ekonomią stało się coś dziwnego ostatnio...

                                Reasumując: nadal uważam, że odmowa drobnej i nieuciążliwej pomocy matce chorego dziecka to przejaw egoizmu, a argumenty dotyczące tego, że chore dziecko się zdemoralizuje, że opieka nie będzie w pełni szczelna etc. za bałamutne, służące wyłącznie przysłonięciu tego brzydkiego egoizmu i wrogości pozorną troską o dobro małego diabetyka.
                                I nadal nie widzę żadnej racjonalnej potrzeby dostarczania słodyczy do szkoły, sądzę, że tak się zwyczajnie utarło, szkoły dorabiają do skromnego budżetu, edukacja prozdrowotna pewnie niekoniecznie jest na szczycie priorytetów, więc też nie są skłonne specjalnie patrzeć na ręce ajentowi.
                                Zapewniam cię również, że istnieją szkoły zniechęcające lub wręcz zakazujące przynoszenia słodyczy, podobnie jak szkoły nie posiadające sklepików prowadzonych na zasadach rynkowych. One są, w Polce pewnie mniej licznie reprezentowane niż w niektórych innych krajach, ale i w ojczyźnie się zdarzają. Ciesz się więc, że twoje dzieci nie są poddane podobnie koszmarnemu rygorowi, ja zaś będę się cieszyć z opcji wręcz przeciwnej.
                                Im dłużej mam dzieciaka w tej szkole, tym wyżej ją sobie cenię. Pewnie i dlatego, że szkoła przycina w zalążku wszelkie przejawy cwaniactwa, egoizmu, nietolerancji, za to promuje w wychowaniu takie wartości jak inkluzywność, odpowiedzialność społeczną, uczciwość, wzajemną pomoc i współpracę.
                                • kawka74 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 15:35
                                  założę się, że dzieci bezrobotnej sam
                                  > otnej matki mają mniej do wydania niż dzieci pracujących na stanowiskach rodzic
                                  > ów.

                                  Mniej, ale nie wcale. Jak już pisałam, słodycze w sklepiku nie kosztują tyle, co belgijskie czekoladki.

                                  > Reasumując: nadal uważam, że odmowa drobnej i nieuciążliwej pomocy matce choreg
                                  > o dziecka to przejaw egoizmu, a argumenty dotyczące tego, że chore dziecko się
                                  > zdemoralizuje, że opieka nie będzie w pełni szczelna etc. za bałamutne, służące
                                  > wyłącznie przysłonięciu tego brzydkiego egoizmu i wrogości pozorną troską o do
                                  > bro małego diabetyka

                                  Litości, tego się czytać nie da bez chusteczek.
                                  Pomóc też trzeba umieć, Oleno.S. Trzeba się zastanowić, co będzie najlepsze z punktu widzenia diabetyka, o którego tak się rzekomo troszczysz, i całego jego życia z cukrzycą, a nie z punktu widzenia tresowania pierwszoklasistów. Pomyśl też o tym, że w tym wątku ludzie mający do czynienia z cukrzycą jednak nie poparli tego pomysłu - zastanów się, dlaczego.
                                  • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 15:50
                                    Dokladnie o to chodzi!! Nie o to, zeby szybciutko pozbyc sie problemu nie pakujac batonika do plecaka i uspokoic swoje sumienie, tylko o dlugofalowe rozwiazanie problemu. I wybacz, ale nie zycze sobie po raz enty oskarzen o wrogosc i egoizm, jak sama bedziesz miala w rodzinie chora osobe to bedziemy mogly rozmawiac, bo na razie ty tworzysz sobie piekne teorie, a ja to przerabialam, wraz z konsekwencjami roznych postepowan, w codziennym zyciu!
                                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 00:15
                                    Wiesz, ja się w ogóle nie troszczę o cukrzyka - w sensie nic dzieciakowi nie pomogę, nie znam go osobiście, nie chodzi do klasy z moim dzieckiem. Włączyłam się w wątek nie po to, by doradzać jego nieobecnej tu matce, lecz li i jedynie z powodu przerażenia, jakim napełniły mnie głosy odruchowo wrogie wobec proszącej o pomoc matki dziecka. Proszącej o pomoc drobną, podkreślam, nie wiążącą się z absolutnie żadnymi poważnymi wyrzeczeniami. O co babka faktycznie poprosiła? O to, by pozostałe klasowe dzieci jadły swoje niezbędne słodycze dwie do czterech godzin później.
                                    Dla mnie oczywistym odruchem jest taką pomoc dać, bez względu na poziom skuteczności: choćby dlatego, żeby osoba prosząca miała spokojniejszą głowę i poczuła jakieś oparcie w otoczeniu.
                                    Dla osób określających proszącą kobietę mianem histeryczki, roszczeniowej paranoiczki itp. reakcja taka jest zupełnie obca. Proporcja osób wyrażających oburzenie tym, że kobieta śmiała poprosić innych o pomoc bardzo źle rokuje więziom społecznym w Polsce. Niestety.
                                • nenia1 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 15:42
                                  olena.s napisała:

                                  > Reasumując: nadal uważam, że odmowa drobnej i nieuciążliwej pomocy matce choreg
                                  > o dziecka to przejaw egoizmu, a argumenty dotyczące tego, że chore dziecko się
                                  > zdemoralizuje, że opieka nie będzie w pełni szczelna etc. za bałamutne, służące
                                  > wyłącznie przysłonięciu tego brzydkiego egoizmu i wrogości pozorną troską o do
                                  > bro małego diabetyka.

                                  A ja uważam, że przychylanie się do bezsensownych próśb rodziców chorego dziecka to przejaw bezmyślności i podbijanie sobie bębenka "szlachetnego ego". Bezrefleksyjne, bezwysiłkowe postępowanie, które buduje poczucie zrobienia czegoś dobrego, a w rzeczywistości nic nie wnosi w życie chorego dziecka.
                                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 07:32
                                  olena.s napisała:

                                  > A czy ja ci każę sklepik likwidować?

                                  Tfu, skrót myślowy. Tam miało być, gdyby nawet zlikwidować "słodycze w sklepiku", a nie cały sklepik.

                                  > Przecież wiem, że byś sobie prędzej rękę odgryzła niż to zrobiła.

                                  Doprawdy? Nie przypominam sobie takich deklaracji ze swojej strony.

                                  > Ja cie pytałam o asortyment, aniele, z którego to pytan
                                  > ia się zresztą wycofałaś rakiem nie udzielając odpowiedzi.

                                  Udzieliłam odpowiedzi nawet dwukrotnie.
                                  Jeśli nadal nie rozumiesz, że nie da się wybrać między gównem a kupą, to nie wiem, co miałabym jeszcze odpowiedzieć.
                                  Twoje pytanie było postawione w sposób uniemożliwiający dokonanie właściwego wyboru. Coś jak - gdy pada deszcz, to jakie buty dałabyś dziecku - sandałki czy narciarskie? I dlaczego upierasz się, że sandałki? Uzasadnij, że sandałki faktycznie się sprawdzą. Jakie są racjonalne przesłanki za tym, by dać dziecku sandałki na deszcz?

                                  > Twoje argumenty są jednak nietrafione, bo założę się, że dzieci bezrobotnej sam
                                  > otnej matki mają mniej do wydania niż dzieci pracujących na stanowiskach rodzic
                                  > ów.

                                  Co nie zmienia faktu, że słodycze w sklepiku szkolnym są na poziomie cenowym dostępnym dla każdego. Powiedziałabym bardziej dobitnie, że jest to oferta skierowana wręcz do tych uboższych dzieciaków. Ci lepiej sytuowani niewiele tam kupują.
                                  Nie chcesz tego zrozumieć - Twoja sprawa. Moje dzieci stoczyły się pod stół ze śmiechu, jak im dałam do przeczytania ten fragment wątku o ustalaniu hierarchii za pomocą posiadanych słodyczy sklepikowych smile

                                  > Reasumując: nadal uważam, że odmowa drobnej i nieuciążliwej pomocy matce choreg
                                  > o dziecka to przejaw egoizmu,

                                  A ja tak nie uważam. Natomiast uważam, że to, co Ty właśnie uprawiasz, jest wyjątkowo podłym i obrzydliwym szantażem emocjonalnym.

                                  > a argumenty dotyczące tego, że chore dziecko się
                                  > zdemoralizuje, że opieka nie będzie w pełni szczelna etc. za bałamutne, służące
                                  > wyłącznie przysłonięciu tego brzydkiego egoizmu i wrogości pozorną troską o do
                                  > bro małego diabetyka.

                                  Normalnie się popłakałam uncertain

                                  > I nadal nie widzę żadnej racjonalnej potrzeby dostarczania słodyczy do szkoły,

                                  A ja nie widzę racjonalnej potrzeby istnienia cukierni w mieście. Jak ktoś chce się najeść ciastek, to niech sobie w Tesco kupi albo w domu sam zrobi. Ale właściwie w ogóle powinien z nich zrezygnować.
                                  To jest dokładnie taka sama argumentacja.
                                  Nie wiem czy wychowywano Cię w jakichś ascetycznych ideach czy jeszcze gorzej, ale wydawało mi się, że zrozumienie tak prostej rzeczy jak to, że słodycze po prostu umilają i uprzyjemniają ludziom życie (pomijam skrajnych ortodoksów), więc nie ma powodu, by dokładnie tak samo nie umilały i nie uprzyjemniały go w szkole, nie jest takie skomplikowane. Jak widać jest.

                                  > sądzę, że tak się zwyczajnie utarło,

                                  Tak, tak się być może utarło, podobnie jak się utarło, że na urodziny robi się tort, a jak się idzie do kawiarni na kawę, to się do tej kawy zamawia ciastko. I większość ludzi żyje wg tego schematu nie widząc konieczności zmian. Jeśli jednak są ludzie, którym słodycze w życiu nie pasują, to naprawdę nikt im złego słowa nie powie, jeśli z nich zrezygnują. Tylko znów to samo - dlaczego to ich fobie miałyby być decydujące?

                                  > Zapewniam cię również, że istnieją szkoły zniechęcające lub wręcz zakazujące pr
                                  > zynoszenia słodyczy, podobnie jak szkoły nie posiadające sklepików prowadzonych
                                  > na zasadach rynkowych.

                                  Ale czy ja twierdzę, że takich nie ma?
                                  Czy to jednak oznacza, że wszystkie muszą takie być?

                                  > w niektórych innych krajach, ale i w ojczyźnie się zdarzają. Ciesz się więc, ż
                                  > e twoje dzieci nie są poddane podobnie koszmarnemu rygorowi, ja zaś będę się ci
                                  > eszyć z opcji wręcz przeciwnej.

                                  Nie rozumiesz prostej rzeczy. Jeśli nie chcesz jeść słodyczy, to ich nie jedz. Obecność cukru w pobliżu Twojej osoby nie sprawi, że stanie Ci się coś złego. To nie dym z papierosów, smród spalin czy hałas. Jednak Ty oczekujesz czegoś więcej. Ty oczekujesz likwidacji cukru z Twojego otoczenia nie zastanowiwszy się, czy komuś innemu to pasuje czy nie. Robisz to w rzekomej trosce o zdrowie reszty społeczeństwa, a to już jest chore. Żyj po swojemu i daj żyć innym również po swojemu.
                                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 10:15
                                    Primo, nie pojmuję mimo długości wątku, jak można określić prośbę matki chorego dziecka o drobiazg (!!!) mianem emocjonalnego szantażu. Uprzejmą, nienachalną prośbę. Byłabym zobowiązana za oświecenie mnie w tej mierze.
                                    Secundo, moje pytania o sklepik miały m.in. wyjaśnić mi, nieświadomej, jaka jest faktyczna waga słodyczy szkolnych dla matek w tym wątku piszących. Może same dropsy są kluczowo ważne z jakiegoś nieznanego mi powodu, toteż to, co dla mnie byłoby drobiazgiem niewartym uwagi dla was jest ogromną stratą?
                                    Bo nie śmiem przypuszczać, że dla was prośba matki diabetyka jest do odrzucenia a' priori tylko dlatego, że padła, a zaakceptowanie jakiejkolwiek w ogóle prośby czyni was w swoich oczach jeleniami. Nie, to byłoby oskarżanie was o wredotę dziką, i na pewno nie mam zamiaru podejrzewać was o tak nieprzyjemną cechę. Zapewne więc są jakieś konkretne racje uprawniające was do uznania prośby za trudną i zbyt ciężką do wykonania. Usiłuję się do nich dogrzebać: czy boicie się drobnego ustępstwa, bo uważacie, że to podkopuje waszą suwerenną pozycję? Czy sądzicie, że nie warto pomagać innym, bo to nie wasza sprawa? Czy przypuszczacie, że dzieci skłaniane do zachowań altruistycznych cierpią na tym wychowawczo? Minimalizują szanse na życiowy sukces? A może uważacie, że dawka cukru w południe pomaga dzieciom w koncentracji? Jest niezbędna do zaakceptowania szkoły?
                                    • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 10:33
                                      olena.s napisała:

                                      > Primo, nie pojmuję mimo długości wątku, jak można określić prośbę matki chorego
                                      > dziecka o drobiazg (!!!) mianem emocjonalnego szantażu. Uprzejmą, nienachal
                                      > ną prośbę
                                      .

                                      Pisząc szantaż emocjonalny mam na myśli to, co Ty tutaj uprawiasz i wydawało mi się, że to wyjaśniłam w miarę przejrzyście. To, że prośba jest prośbą nie zmienia faktu, że odmowa jej spełnienia z dużym prawdopodobieństwem może się spotkać z taką samą reakcją, jak Twoja tutaj właśnie.
                                      Co do słodyczy - nie powinno mieć kompletnie żadnego znaczenia to, z jakich powodów są one dla kogoś ważne, bardzo ważne czy wręcz niezbędne i dlaczego w związku z tym może odmówić spełniania czyjejś prośby. To nie środowisko zewnętrze decyduje arbitralnie o tym, czy czyjaś motywacja jest słuszna czy nie, tylko sam człowiek, którego dotyczy decyzja - spełnić prośbę czy nie i dlaczego nie. A jeśli tak, to nie musi się on nikomu z niczego tłumaczyć, więc pytanie "a co ci szkodzi nie wziąć raz słodycza do szkoły" jest po prostu nie na miejscu.

                                      > Bo nie śmiem przypuszczać, że dla was prośba matki diabetyka jest do odrzucenia
                                      > a' priori tylko dlatego, że padła,

                                      Dla mnie jest do odrzucenia z powodów, które już wyjaśniałam na samym początku wątku. A doskonale podkreśliła to przed momentem Karola, pisząc o swoich własnych doświadczeniach z chorym dzieckiem.

                                      > a zaakceptowanie jakiejkolwiek w ogóle proś
                                      > by czyni was w swoich oczach jeleniami.

                                      A skąd pomysł, że jakiejkolwiek?
                                      Dlaczego rozszerzasz to na inne obszary?
                                    • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 13.09.12, 10:36
                                      Prosba, jakkolwiek uprzejma i nienachalna zostalaby przeze mnie spelniona jezeli mialaby sens i prowadzila do pozytywnych efektow. Altruizm i empatia nie maja z tym nic wspolnego.
                    • ashraf Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 15:37
                      Bez przesady z ta ustalania hierarchii, chyba przeceniasz role batonika w ukladach spolecznych dzieci uncertain/ Nie jestem fanka slodyczy, nie opychalam sie nimi w szkole, co nie znaczy, ze nie kupilam sobie raz na miesiac paczka czy nie przynioslam batonika. Nie popadajmy w paranoje, chyba ze sa wsrod nas takie, ktore nigdy, nigdzie i pod zadnym pozorem nie jedza nic slodkiego (drozdzowki, kawalka ciasta, poslodzonego napoju itd.). Skoro nawet dorosle, pilnujace wagi kobiety pozwalaja sobie na male przyjemnosci, to czemu mamy zabraniac ich dzieciom? Nikt nie mowi o podawaniu slodyczy zamiast drugiego sniadania. Ale idea zamkniecia sklepiku bo jedna osoba ma cukrzyce, to jak zakaz biegania na przerwach, bo jedna osoba choruje na serce. Pomysl ze sklepikiem serwujacym wode, kanapki i warzywa jest delikatnie mowiac malo rozsadny, bo dzieci i tak nie beda tego kupowac, dostaja to z domu. Mozna wprowadzic zdrowe przekaski niekoniecznie w formie batonika, ale nie dublujace sniadan.
                      Co do samej hierachii spolecznej to byloby niezwykle proste, gdyby sprowadzala sie ona do kupowania lub nie cukierkow. Jezeli juz, to status materialny widac po ubraniach, zabawkach, przyborach szkolnych, wakacjach itd., nie da sie tego zlikwidowac i zawsze komus bedzie przykro. Podobnie jak w doroslym zyciu, jeden jest dyrektorem i zarabia 10 000 zl, a inny sprzata na pol etatu za 500 zl. Ale poza sprawami materialnymi istnieje tez szereg innych czynnikow - dzieci wesole, towarzyskie, wygadane, pelne energii zawsze stoja szczebelek wyzej.
            • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 10:58
              olena.s napisała:

              > A powiedz mi, jakie racjonalne argumenty stoją za sprzedażą przez szkolne sklep
              > iki słodyczy?

              Takie same, jak za sprzedażą w każdym innym miejscu.
              Słodycze to nie jest arszenik, choć różnym ortodoksom tak się właśnie wydaje.

              > Wyobraź sobie, że jesteś dyrektorką szkoły, masz kandydatów na na
              > jem sklepiku i dwie propozycje. Jedna zakłada szeroką gamę słodyczy na uczniows
              > ką kieszeń, druga - kanapki, woda, mleko, owoce.
              > Czym kierowałabyś się wybierając pierwszą, a nie nie drugą ofertę?

              A skąd w ogóle założenie, że wybrałabym którąkolwiek z powyższych?
              Nic pośrodku już nie ma?
              Wybrałabym taki sklepik, który oferuje różnorodność towarów.
              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:08
                Dlatego, że pytam o motywacje. I przy założonej alternatywie łatwiej będzie je uchwycić. Więc nie ma tak dobrze, masz dwie drogi: kanapki, woda, mleko, owoce lub słodycze, soki, woda.
                Proszę, podaj mi racjonalny argument, za słodkim asortymentem.
                • robitussin Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:43
                  olena.s napisała:

                  > Dlatego, że pytam o motywacje. I przy założonej alternatywie łatwiej będzie je
                  > uchwycić. Więc nie ma tak dobrze, masz dwie drogi: kanapki, woda, mleko, owoce
                  > lub słodycze, soki, woda.

                  Mój znajomy ma na takie sytuację bardzo kolokwialny, acz trafny opis - to jest wybór miedzy kupą a gównem smile Więc tłumaczę jeszcze raz - nie wybrałabym żadnego z nich, ponieważ z mojego punktu widzenia najlepszy byłby sklep o większej różnorodności towaru. Skoro takiej opcji nie przewidujesz, to rezygnuję z obu.

                  > Proszę, podaj mi racjonalny argument, za słodkim asortymentem.

                  Z samym słodkim asortymentem? To takie same argumenty jak na postawienie sklepu z samą wodą albo z samymi suchymi bułkami.
                  • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:48
                    a chipsy ?
                    co z chipsami ?
                    musialby byc osobno sklep ze slonym asortymentemtongue_out
                  • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 12:03
                    Dziękuję, pozornie nie odpowiedziałaś, ale praktycznie dałaś mi interesujący wgląd w twoje motywacje.
            • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:13
              mnleko ?
              kanapki?
              a pomysl jak bedzie przykro suspicious dzieciom uczulonym na mleko lub gluten suspicious
              • olena.s Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:19
                Mówimy o hipotetycznych sklepikach. Skoro ci trudno to pojąć, to mogę założyć, że nie będzie im przykro.
                I ponawiam pytanie co zostałoby wybrane i dlaczego.
                • czarnaalineczka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 11:26
                  to roznie dobrze mozesz zalozyc ze dziecko z cukrzyca da rad esie samo pilnowac i nie potrzebuje aby cala klasa czy szkola miala zakaz slodyczy
    • anorektycznazdzira Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:52
      Ja też uważam prośbę o nieprzynoszenie za przesadę.
      Jest to przerzucanie odpowiedzialności na innych w zupełnie dziwny sposób. Jak najbardziej na miejscu byłaby pogadanka aby nie częstować, nie machać przed nosem, nie komentować niejedzenia. I to jest dosyć. Wymaganie od całej klasy, żeby zmieniła dietę, bo jedna osoba nie może czegoś jeść jest więcej niż dziwne.
      • mirmunn Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 11.09.12, 20:55
        Bardzo dziwne.
        Matka nie może wymagać, aby inni przejęli odpowiedzialność za zdrowie jej dziecka.
    • 3-mamuska Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 00:05
      faustine napisała:

      > Wątek śniadaniowy smile
      > Na zebraniu w szkole matka dziecka chorego na cukrzycę poprosiła rodziców aby
      > dzieci nie przynosiły do szkoły słodyczy . Bo dziecko owszem zjeśc słodycze moż
      > e, ale wiąże się to z podawaniem odpowiedniej dawki insuliny za każdym razem.
      > A wiadomo że dzieci lubią się dzielic i ulegac pokusom.
      > Jak myślicie czy to było na miejscu ? Czy nie lepiej byłoby uświadomic dzieci
      > z czym wiąże się częstowanie chorego dziecka słodyczami ? W formie pogadanki na
      > przykład .
      >
      > Mam córkę ( w przedszkolu ) która jest uczulona na sztuczne barwniki i czekolad
      > ę i jakoś głupio byłoby mi prosic o całkowity zakaz podawania tego typu cuki
      > erków w przedszkolu ( z okazji urodzin czy nagrody za coś tam). Ma w depozycie
      > u pani parę krówek , bez mojej zgody nie tknie nic kolorowego .
      >
      > Ciekawa jestem Waszej opinii.
      >
      W szkole moich dzieci, od kat jest zakaz przynoszenia orzechów i słodyczy z orzechami ze względu na alergie, jak lekarz mi wyjaśnił alergie na orzechy są dość sile i Szkola nie chce ryzykować zdrowia dzieci.

      Bardzo dobrze ze nie wolno, bo co to jedno dziecko ma patrzeć jak inne jedzą?
      Nic sie im nie stanie jak zjedzą po lekcjach w domu.
      U nas nawet tortu na urodziny nie można przynieść, tylko owoce/warzywa.
    • hamerykanka Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 00:21
      Tak wiec zdaniem owej mamy, cala szkola powinna przestac przynosic produkty nie przeznaczone dla diabetykow? Bo w gre wchodzi duzo wiecej niz slodycze.
      Jesli dziecko jest takie nierozumne, ze nie moze zrozumiec ze nie moze jesc rzeczy szkodliwych, a mama jest tak przeczulona, moim zdaniem ma dwa wyjscia:
      1. Siedziec z dzieckiem na przerwach i pilnowac je sama ew zatrudnic w tej roli babcie, ojca, dziadka i ciotki;
      2. Zrezygnowac ze szkoly i przejsc na nauczanie domowe. I nie zmuszac wszystkich aby dostosowali sie do niej i jej dziecka.
    • batata17 Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite poparcie, 12.09.12, 00:48
      ktore wiązałoby się z przekazaniem mojemu dziecku informacji o chorobie koleżanki, uświadomieniu mu ograniczeń i zakazie częstowania. Pomysł pogadanki dla dzieci też jak najbardziej OK.
      Średnio rozgarnięty 7-latek jest w stanie przyswoić, że Zosi nie można częstować, bo jest chora na taką chorobę, że wolno jej jeść tylko to, co mama zapakowała. Zdrowe dziecko w takiej sytuacji współczuje przykładowej Zosi i nie czuje do niej antypatii. Natomiast może ją "znielubić" kiedy dowie się, że przez Zosię nie może zabrać do szkoły bułeczki drozdżowej czy tego nieszczęsnego batonika muesli.
      Oczywiście można przyjąć, że nie dajemy pewnych rzeczy dzieciom przez pewien czas, tydzień, dwa lub trzy, po to żeby dzieci poznały się i każde w klasie wiedziało ktora to Zosia. Potem powinno wszystko wrócić do normy- czyli każda mama pakuje co uważa. Ostatecznie jest teraz taki trend, że słodyczy nie przynosi się do szkoły, ale jeżeli jakaś mama daje bułeczkę drożdzową czy kilka kruchych ciasteczek lub o zgrozo! czasem batonik, to widocznie taka jest jej wola.
      Pakowalam swojemu synowi to, na co miał ochotę- pytałam z serem czy z szynką? Bułeczkę też chcesz? Winogrona czy jabłko? A chcesz kawałek czekolady? I naumyślnie pytałam. Żeby mógł wybrać i żeby czekolada czy baton nie był obiektem mrocznego pożądania, ale ewentualnym i normalnym składnikiem posiłku. Może to dziwne, ale dzięki temu mój syn lody życzył sobie może raz na miesiąc, ciastek też nie pożadał, a czekolada w jajku z niespodzianką bylo potrzebne tylko dla zawartości wewnętrznej czyli niespodzianki.
      Zostało mu to do obecnych czasów- słodycze je raz na ruski rok czyli prawie nigdy, ale może gdybym w dzieciństwie je wydzielała w rygorystyczny sposób, to uwazalby je za jakiś nadzwyczajny cymes.
      Trochę niby odbiegłam od tematu, więc podsumowując: zrozumienie dla Zosi polegające na wytłumaczeniu swojemu dziecku problemu i praca mamy Zosi nad Zosią, że nie częstuje się i ma jeść tylko ze swojego koszyczka.

      • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 09:10
        >Natomiast może ją "znielubić" kiedy dowie się, że przez Zosię nie może zabrać do szkoły bułeczki drozdżowej czy tego nieszczęsnego batonika<

        Jeżeli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o zdrowie koleżanki, to naprawdę nie powiedziałabym, że jest 'średnio rozgarnięty'.... Moim zdaniem ma cierpi na poważne zaburzenie emocjonalne i ma problem z priorytetami.

        Być może w życiu takiego siedmiolatka będzie to pierwsza okazja, zeby dowiedzieć się, że nie żyje sam jeden na świecie i że nie każda jego zachcianka będzie miała pierwszeństwo.

        Takie dzieci mogą same się nie domyślić, nie wiedzą o jaką chorobę chodzi i jak reagować, ale jak rodzice im wyjaśnią - powinni być w stanie sobie odmówić. I dobrze im zrobi - nawet nie w trosce o ich brzuchy, ale o ich rozwój emocjonalny i społeczny. To jest trochę jak ten test z marshmallows na inteligencję emocjonalną. Świetna okazja do rozwijania inteligencji emocjonalnej. A może nawet matki zaczęłyby ćwiczyć inteligencję emocjonalną? Co się liczy bardziej: moja zachcianka, że dam dziecku co mi fantazja podpowie, czy zdrowie kolegi dziecka?
        • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 10:36
          > Jeżeli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o zdrowie koleżan
          > ki,

          W trosce? W trosce o zdrowie to się można, a wręcz należy powstrzymać od palenia, bo dym szkodzi innym. Można się powstrzymać od puszczania głośnej muzyki, bo to szkodzi na uszy. I masa podobnych przykładów.
          Przyniesienie batona do szkoły nijak nie ma wpływu na zdrowie innego dziecka. Ani mu tego zdrowia nie przysporzy ani nie odbierze.

          > to naprawdę nie powiedziałabym, że jest 'średnio rozgarnięty'.... Moim zdan
          > iem ma cierpi na poważne zaburzenie emocjonalne i ma problem z priorytetami.

          No i proszę.
          Ja usłyszawszy takie argumenty i określenia wobec dziecka, którego rodzic nie musi być altruistą pod dyktando innych, dla zasady i celowo pakowałabym dziecku batoniki do szkoły. Bo taka jestem wredna wobec ludzi, którzy bezkompromisowo narzucają innym swoje własne poglądy, nie licząc się z tym, że ktoś może mieć inne spojrzenie na ten sam problem.

          > Być może w życiu takiego siedmiolatka będzie to pierwsza okazja, zeby dowiedzie
          > ć się, że nie żyje sam jeden na świecie

          Może warto tego nauczyć przede wszystkim chorego chłopca, żeby w przyszłości nie wyrósł na zgorzknialca z postawą roszczeniową wobec reszty społeczeństwa?
          Ale nie, bo on chory, więc pewnie nie zrozumie.
          Za to zrozumieć powinni jego koledzy.

          > Takie dzieci mogą same się nie domyślić, nie wiedzą o jaką chorobę chodzi i jak
          > reagować,

          Więc trzeba je po prostu uświadomić.
          Co nijak nie wiąże się z koniecznością zmiany własnych zasad.

          > Co się liczy bardziej: moja zac
          > hcianka, że dam dziecku co mi fantazja podpowie, czy zdrowie kolegi dziecka?

          A gdzie tu jakakolwiek korelacja? Włożenie dziecku batona do śniadaniówki to zagrożenia zdrowia innego dziecka? Z taką demagogią już dawno się nie spotkałam.
          • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 10:52
            > Może warto tego nauczyć przede wszystkim chorego chłopca, żeby w przyszłości ni
            > e wyrósł na zgorzknialca z postawą roszczeniową wobec reszty społeczeństwa?

            To już ustaliliśmy - i zostało napisane 100 razy w tym wątku. Chłopiec powinien sam wiedzieć i sam umieć o siebie zadbać. Ponieważ jest jednak dość niedużym chłopcem, a nie dorosłym mężczyzną - mogą zdarzać mu się wpadki, tak jak jego kolegom.

            Pytanie, czy koledzy mogą mu pomóc unikać wpadek. Rozumiem - że twoje dziecko nie, bo przecież stałoby się coś strasznego, gdyby musiało ustąpić, a nie postawić na swoim - nawet w tak błahej sprawie.
            • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 11:13
              > Pytanie, czy koledzy mogą mu pomóc unikać wpadek.

              Mogą mu pomóc na setki różnych sposobów. Nie ma to żadnego związku z tym, by musieli mieć odgórny zakaz przynoszenia do szkoły wybranych produktów, nawet jeśli to tylko słodycze.

              > Rozumiem - że twoje dziecko nie, bo przecież stałoby się coś strasznego, gdyby musiało
              > ustąpić, a nie postawić na swoim - nawet w tak błahej sprawie.

              Co "moje dziecko nie"? Czy napisałam gdziekolwiek, że odmówiłoby pomocy? Nie. Przy czym ja nie traktuję zakazu przynoszenia słodyczy jako pomocy choremu dziecku i w okolicznościach stawiania mnie pod ścianą* i szantażu emocjonalnego (jakiego przykłady mnożą się w bardzo wielu postach w tym wątku) najprawdopodobniej odmówiłabym współpracy w tej kwestii.
              I w tym miejscu możemy co najwyżej podpisać protokół rozbieżności.

              * prośbę o nieprzynoszenie słodyczy przez wszystkie dzieci traktuję właśnie jako stawianie pod ścianą - bo jeśli się nie zgodzę, to zostaną określona jako egoistyczna i bezduszna świnia; innym słowy skoro nie mam wyboru w podjęciu decyzji, to trudno taką prośbę faktycznie nazwać prośbą
              • joanna35 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 13:08
                Dlaczego nie masz wyboru? Masz.
        • iwles Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 10:59

          joxanna napisała:

          > Jeżeli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o zdrowie koleżan
          > ki, to naprawdę nie powiedziałabym, że jest 'średnio rozgarnięty'.... Moim zdan
          > iem ma cierpi na poważne zaburzenie emocjonalne i ma problem z priorytetami.


          analogicznie:
          jeśli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o swoje zdrowie... (ciąg dalszy powyżej).
          • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 11:08

            Tak, masz rację.

            Ale - powtórzę:
            Chłopiec powinien sam wiedzieć i sam umieć o siebie zadbać. Ponieważ jest jednak dość niedużym chłopcem, a nie dorosłym mężczyzną - mogą zdarzać mu się wpadki, tak jak jego kolegom. Pytanie, czy koledzy mogą mu pomóc unikać wpadek. I jeśli koledzy są rozsądni, empatyczni i są wychowywani do życia w społeczeństwie to nie powinno być to dla nich wielkie wyrzeczenie. A nawet - uważam, że to akurat dla nich korzystne ćwiczenie inteligencji emocjonalnej.
            • iwles Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 11:15

              ale większe prawdopodobieństwo, że koledzy mu pomogą jest wtedy, gdy zostaną uświadomieni, czego kolega jeść nie powinien i czym go częstować nie można, a nie kiedy dostaną zakaz jedzenia słodyczy, bo koledze będzie. No ale ci koledzy to też jeszcze dzieci, im też może być przykro, że uczniowie z klasy 1 b i 1 c mogą jeść słodyczne (i to na przerwie, na oczach tego chorego dziecka), a oni mają zakaz.
              Pisałam wyżej - taki zakaz, a nie prośba o nieczęstowanie, może się obrócić przeciw temu dziecku, koledzy go znielubią, bo przez niego nie mogą ... (itd.).
            • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 11:35
              > Chłopiec powinien sam wiedzieć i sam umieć o siebie zadbać. Ponieważ jest jedna
              > k dość niedużym chłopcem, a nie dorosłym mężczyzną - mogą zdarzać mu się wpadki
              > , tak jak jego kolegom. Pytanie, czy koledzy mogą mu pomóc unikać wpadek. I jeś
              > li koledzy są rozsądni, empatyczni i są wychowywani do życia w społeczeństwie t
              > o nie powinno być to dla nich wielkie wyrzeczenie.

              Co nadal nie zmienia faktu, że wymaga się od tych chłopców więcej, niż od dziecka chorego. Bo wymaga się nie dość, że wyrzeczenia, to jeszcze odpowiedzialności za chorego kolegę. Kolegę, który - podkreślę - nie jest opóźniony umysłowo ani emocjonalnie, więc naprawdę trudno znaleźć racjonalny powód do takiego osobliwego go traktowania.

              Powiem tak, nie zgotowałabym własnemu dziecku takiego losu. Losu chłopca, do którego dostosowuje się reszta klasy, czy tego chce czy nie (bo jednogłośna solidarność w całej klasie to utopia), w związku z czym chłopiec czuje się jak bezmyślny kaleka, nie potrafiący decydować sam o sobie i zasługujący tylko na współczucie. Mnie samej też byłoby przykro, gdybym nie mogąc jeść słodyczy, wiedziała, że inni nie robią tego przy mnie i kryją się po kątach tylko ze współczucia czy nawet z litości.
              Wiecie na co najbardziej utyskują ludzie niezdolni do pełni życia? Inwalidzi, głuchoniemi, niewidomi, chory przewlekle. Nie na brak udogodnień pomagającym im funkcjonować, choć to też jest niezmiernie ważne. Skarżą się na to, że na każdym kroku spotykają się z litością, współczuciem, wymuszoną empatią (bo tak wypada). To jest najbardziej bolesne i nie pozwala im pogodzić się ze swoją ułomnością. Więc nie jest przykro, że koleżanki zabierają dziewczynkę na wózku na trening tańca, choćby po to, by popatrzyła, tylko to, że koleżanki mówią "ponieważ ty nie możesz tańczyć, to my też nie będziemy".
          • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 11:15
            iwles napisała:

            >
            > joxanna napisała:
            >
            > > Jeżeli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o zdrowie k
            > oleżan
            > > ki, to naprawdę nie powiedziałabym, że jest 'średnio rozgarnięty'.... Moi
            > m zdan
            > > iem ma cierpi na poważne zaburzenie emocjonalne i ma problem z prioryteta
            > mi.

            > analogicznie:
            > jeśli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o swoje zdr
            > owie... (ciąg dalszy powyżej).

            I tego relatywizmu niestety pojąć nie mogę.
        • batata17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 13:53
          Uczenie się życia w społeczeństwie dotyczy wszystkich i nie może polegać na tym, że tylko jedna strona (np. zdrowa) dostosowuje się do drugiej.
          Napisałam- z mojej strony pełne zrozumienie dla choroby dziewczynki czyli nauczenie własnego dziecka, że jej nie częstuje, nie dzieli się z nią, bo jej choroba polega na tym, ze wolno jej jeść tylko to, co jej mama dała. Jeżeli wszyscy rodzice w ten sposób postąpią, to chora Zosia nie dostanie nic co mogłoby jej zaszkodzić. A już głowa mamy Zosi w tym, żeby przygotować Zosi takie śniadanie, które będzie jej smakować. Dla diabetykow jest dużo potraw, łącznie ze słodyczami.
          Pomagać ludziom trzeba z głowa, więc np. bardzo chętnie przeprowadzę niewidomego przez ulicę, podam mu nr nadjeżdżajacego autobusu lub przeczytam nazwę czy skład produktu w sklepie. Ale nie zacznę chodzić na stałe z opaską na oczach, bo niewidomy mnie o to poprosił w ramach sprawdzenia mojego poziomu empatii i dostosowania się do jego ograniczeń.
          • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:07
            > Pomagać ludziom trzeba z głowa, więc np. bardzo chętnie przeprowadzę niewidomeg
            > o przez ulicę, podam mu nr nadjeżdżajacego autobusu lub przeczytam nazwę czy sk
            > ład produktu w sklepie.

            No, dobry przykład, ja go rozwinę.

            Godzimy się, że np. najlepsze miejsca na parkingach są zarezerwowane dla osób niepełnosprawnych. A przecież powinni umieć się poruszać z uwzględnieniem swoich ograniczeń? A tymczasem my się godzimy na drobny dyskomfort tylko po to, żeby im ułatwić życie. I to w dodatku - my godzimy się systemowo, a oni wcale nie muszą codziennie z tego korzystać.

            O to tutaj chodzi. O nauczenie dzieci, że można się trochę przesunąć. Trochę się ograniczyć, żeby innej osobie było łatwiej. W dodatku takiej osobie, której z definicji jest trudniej, bo cierpi na jakąś chorobę. Bo zaparkowanie kilka miejsc dalej jest tak samo małym wyrzeczeniem, jak ograniczenie słodyczy w szkole.
            • nenia1 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:25
              Moim zdaniem to nie jest dobry przykład. Należy rozróżnić rzeczy faktycznie przydatne (miejsca parkingowe, podjazdy) od rzeczy pozornie pomagających (niech cała grupa osób nie je tego co szkodzi jednej).
              Miejsca na parkingach faktycznie ułatwiają życie
              niepełnosprawnym. I nie powodują, że całe grupa zdrowych osób nie ma gdzie parkować.

              W przypadku dzieci wystarczy wytłumaczyć im dlaczego chorego chłopca nie należy częstować jedzeniem (nie tylko słodyczami!). Ten zakaz nie spowoduje, że nikt nie poczęstuje dziecka słodyczami, może jedynie obniżyć prawdopodobieństwo poczęstowania, fakt, ale przede wszystkim priorytetem jest sensowna edukacja dzieci i chorego dziecka, żeby dzieci ROZUMIAŁY o co w tym wszystkim chodzi. Tak by nawet mając słodycze nie doszło do częstowania.
              Moim zdaniem ta forma spowoduje, że grupa będzie uważać na chłopca, nie tylko sama go nie będzie częstować, ale być może przypilnuje, gdy pojawi się ktoś chętny do częstowania spoza klasy. I taki sposób może przyczynić się do budowania empatii, troski O chorego kolegę, a nie odgórny zakaz od rodziców przynoszenia batonów do szkoły.
              • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:41

                > Miejsca na parkingach faktycznie ułatwiają życie
                > niepełnosprawnym. I nie powodują, że całe grupa zdrowych osób nie ma gdzie park
                > ować.

                Dokładnie.
                Co byście powiedziały na to, że zabroniono by wchodzenia na Kasprowy ludziom zdrowym, ponieważ właśnie przestała działać kolejka linowa i ci na wózkach są bez szans.
                Ba! Zakazano by zjazdów na nartach w całym sezonie. Również z podobnego powodu.
                • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:29
                  No, nie...

                  gdyby przestała działać kolejka linowa i byłby opracowany alternatywny sposób wchodzenia - np osiołek. To ja wyobrazam sobie po prostu, że osoby niepełnosprawne miałyby pierwszeństwo w korzystaniu z osiołka. A nie - że znają swoje ograniczenia i powinny się z tym liczyć, a w ogóle to może być im przykro, że ktoś im ustąpi miejsce.
                • morekac Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:36
                  Połowa z tych tzw. zdrowych i tak odpadnie w Murowańcu...
              • kura17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:43
                oczywiscie, ze dzieci trzeba wyedukowac, zeby nie czestowaly.
                ale LATWIEJ bedzie nie-czestowac, jesli nie bedzie czym wink
                przynajmniej w poczatkowej fazie procesu edukacji.
                • batata17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:05
                  Czyli proste rozwiazanie- 1B cały rok szkolny chodzi bez śniadań, zeby nie mieć czym poczęstować chorej koleżanki?
                  • kura17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:17
                    a kto mowi o braku sniadan?
                    czy naprawde musimy sprowadzac argumenty przeciwnika w rozmowie do absurdu? sad

                    przeciez wiadomo, ze na kanapke z szynka duzo trudniej kogos nieglodnego skusic, niz na slodycze! chodzi wlasnie o cos, co kusi, co spowoduje, ze dziecko latwo ulegnie. zwlaszcza, ze to dziecko musi sie tych slodyczy wystrzegac nieustannie, wiec, bedac owocem zakazanym, sa dla niego tym bardziej upragnione. jesli "normalne" jedzenie moze, dobiera po prostu odpowiednia dawke insuliny, wiec glodny nie chodzi i (przypuszczam) za kanapka nie wzdycha. ale za tym dropsem pewnie tak...
                    • iwles Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:32

                      Nieprawda, że dziecko musi się słodyczy wystrzegac nieustannie, dziecko musi miec słodycze zbilansowane, czyli może zjeść, ale pod kontrolą. Czyli - zjadłem ciasteczko w szkole, po czym przyznaję się mamie w domu.
                      Przecież są słodycze dla diabetyków, no i co? Pewnego dnia chory na cukrzyce kolega przynosi na drugie sniadanie batonika, zdrowi koledzy widzą i co ? Batonik to batonik, a gdzie respektowanie zakazu ? Oni musza, a on nie ?
                      • majenkir Re: 12.09.12, 15:39
                        iwles napisała:
                        > Czyli - zjadłem ciasteczko w szkole, po czym przyznaję się mamie w domu.


                        Ach, zeby to bylo takie proste wink...
                        Zjadl ciasteczko o 11.oo, wrocil do domu o 15.oo, chodzil z cukrami 300+ przez 4 godziny.
                        • iwles Re: 12.09.12, 15:50

                          no dobra, nie w szkole, tylko w domu, pod okiem mamy, albo w szkole w szatni tuż przed wyjściem ze szkoły smile
                    • nenia1 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:34
                      kura17 napisała:

                      > chodzi wlasnie o cos, co kusi, co spowoduje, ze dziecko latw
                      > o ulegnie. zwlaszcza, ze to dziecko musi sie tych slodyczy wystrzegac nieustann
                      > ie, wiec, bedac owocem zakazanym, sa dla niego tym bardziej upragnione.

                      Właśnie dlatego piszę o edukacji a nie o uleganiu emocjom. Słodycze dla dziecka chorego na cukrzycę to nie "owoc zakazany", takie dziecko również może jeść słodycze. Należy jednak przestrzegać kilku zasad.
                • batata17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:13
                  Dodam jeszcze-
                  Czy Tobie wydaje się, że cukrzyca to choroba polegająca na zakazie jedzenia słodyczy?
              • joxanna Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 15:30
                no ale nie zakazujemy tym innym dzieciom jedzenia słodyczy w ogóle! Tylko prosimy, żeby nie epatowały zakazanym owocem w trakcie tych kilku godzin w szkole!
            • batata17 Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:34
              Równie dobrze można powiedzieć, że dla części dzieci, drobnym dyskomfortem i dostosowaniem się do potrzeb Zosi będzie własnie nieczęstowanie jej i niedzielenie się z nią posiłkiem. Są bowiem dzieci, ktore chętnie częstują i dzielą się. Nie tylko słodyczami, ale rownież gryzem buły czy wręcz całą bułką. Problem więc nie leży w drobnym dyskomforcie, bo ten może mieć wiele obliczy, ale w takim wyedukowaniu dzieci, żeby Zosi niczym nie częstowały. A jeżeli niczym, to znaczy, że rodzice swoim dzieciom szykują normalne śniadania i czasami zapakuja również kawałek ciasta drożdzowego czy kruche ciasteczko. A mama Zosi spakuje jej batonika dla diabetykow i gra gitara.
            • robitussin Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 14:37
              > Godzimy się, że np. najlepsze miejsca na parkingach są zarezerwowane dla osób n
              > iepełnosprawnych. A przecież powinni umieć się poruszać z uwzględnieniem swoich
              > ograniczeń? A tymczasem my się godzimy na drobny dyskomfort tylko po to, żeby
              > im ułatwić życie. I to w dodatku - my godzimy się systemowo, a oni wcale nie mu
              > szą codziennie z tego korzystać.

              Analogia jest kompletnie nietrafiona.
              Udostępnienie miejsca bliżej sklepu jest zwykłym udogodnieniem dla niepełnosprawnego człowieka. Gdyby go nie było, niepełnosprawnym byłoby ciężej funkcjonować.
              Natomiast zakaz spożywania słodyczy w obecności dziecka chorego na cukrzycę nijak nie powoduje, że temu dziecku jest łatwiej żyć i funkcjonować. Praca trzustki mu się w ten sposób nie poprawi. Nie ma nawet żadnej gwarancji, że będzie się lepiej czuło psychicznie. Ja bym się nie czuła, bo momentalnie miałabym wyrzuty sumienia, że ograniczam wolność innych ludzi, choć kompletnie niczego nie zyskuję, niczego mi to nie ułatwia.
              Udogodnieniem dla cukrzyka mogłyby być indywidualnie sporządzane obiady szkolne. Zatrudnienie pielęgniarki wyszkolonej w tej problematyce. Otoczenie go opieką osoby, która pilnowałaby, żeby dziecko przestrzegało diety. Ale nie zakaz spożywania słodyczy przez dzieci w jego klasie.
        • anorektycznazdzira Re: Ta pani mogłaby liczyć na moje całkowite popa 12.09.12, 23:25
          joxanna napisała:
          > Jeżeli siedmiolatek nie potrafi sobie odmówić batona w trosce o zdrowie koleżan
          > ki, to naprawdę nie powiedziałabym, że jest 'średnio rozgarnięty'.... Moim zdan
          > iem ma cierpi na poważne zaburzenie emocjonalne i ma problem z priorytetami.

          Ke??? Ty jakaś nawiedzona jesteś? Czy pomylił się pierwszoklasista podstawówkowy z licealnym?
          No i w jaki sposób zdrowie koleżanki zostanie zrujnowane poprzez zjedzonego przez kolegę batona???
    • nangaparbat3 Re: Zebranie - prośba jednej z matek. 12.09.12, 07:49
      Przypuszczam, ze zdiagnozowanie cukrzycy u tego dziecka mialo miejsce niedawno i matka jeszcze nie poukladala sobie wszystkiego. Bo jest oczywistością, ze dziecko bedzie natykać się na słodycze co chwile i tylko ono samo moze zadecydować, ze jeść ich nie będzie.
      W jej prośbie - wlasnie warto podkreślić, że to była prośba - nie widze jednak nic niestosownego, raczej pewna naiwność i anachroniczna zupełnie wiarę w ludzka solidarność i zrozumienie. Myślę jednocześnie, ze jesli paru rodzicom uda sie przekonać wlasne dzieci, że nie powinny przynosić do szkoły slodyczy ze wzgledu na chorego kolegę - to wygrali: słodycze nie są dobre dla ciala, a odroczenie przyjemności zdecydowanie sprzyja duchowi. Ich dzieciom wyjdzie to tylko na dobre.
      Zdumialy mnie śmichy-chichy niektorych foremek - sądzę, że nie macie pojecia, czym jest cukrzyca, jak poważną jest chorobą, zdumiała agresja wobec matki chorego dziecka, najbardziej jednak zdumialo wlasne zdumienie - sądzilam, ze juz udalo mi się przyzwyczaic.
      W kazdym razie gdybym miala corkę w tej klasie, spełniłabym prośbę matki chorego dziecka i namawiałabym do tego innych rodzicow.
    • majenkir Nie dajcie sie zwariowac! 12.09.12, 17:54
      Zaczyna sie od niesmialej prosby, konczy na absurdalnych żądaniach.
      Ostatnie przyklady z mojego podworka:

      Matka dziewczynki z alergia na orzeszki zażądała na pismie (zajecia pozalekcyjne), zeby nikt przed spotkaniami nie jadl masla orzechowego, myl rece i zeby. Prowadzaca rowniez miala sie dostosowac big_grin

      Szkola dziecku z cukrzyca chciala zabronic testowania w klasie, bo w tej samej klasie jest dzieciak z fobia na igly tongue_out, nie pomogly wyjasnienia, ze zadnej igly nawet nie widac.



      Zycie dziecka z cukrzyca nie jest latwe, kolega z batonikiem to naprawde najmniejszy problem.
      Dodatkowo sama matka traktuje go jak nienormalnego oczekujac, ze to inne dzieci dostosuja sie do choroby, nie sam zainteresowany.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
      Charty
      • kura17 Re: Nie dajcie sie zwariowac! 12.09.12, 19:14
        wiesz, ten watek potoczylby sie zupelnie inaczej, gdyby posty na poczatku byly inne.
        teraz wiele osob twierdzi, ze sprzeciwia sie DLATEGO, ze prosba jest bezsensowna i ze w zasadzie sprzeciwiaja sie dla dobra dziecka!
        ale na poczatku watku nie bylo zadnej dyskusji, jak LEPIEJ pomoc temu dziecku, tylko wysmiewanie sie z bezczelnosci prosby i oburzenie na probe pozbawienia nas niezbywalnego prawa decyodwania o II sniadaniu naszego dziecka...

        gdyby na poczatku ludzie pisali "no pewnie, ze bym sie ku prosbie przychylila, ale tak naprawde to nie jest najlepszy sposob, trzeba by z rodzicami dziecka pogadac i pomoc im znalezc najlepsza metode", to bylby zupelnie inny watek. ale forumowiczkom NIE O TO chodzilo, gdzies to zostalo nawet napisane - nie chodzi o batona, ale o ZASADE - ze probuje sie nam cos narzucic... (co zreszta tez nie jest prawda w tym konkretnym przypadku).

        moze nie oceniam niektorych dyskutantek sprawiedliwie, ale dopiero w trakcie dyskusji, potem, NAGLE zaczely sie pojawiac argumenty o tym, jak bedzie dla dziecka lepiej i zeby tak wlasnie postepowac. oczywiscie nie u wszystkich, niektore panie od poczatku w tym stylu tylko pisaly (na przyklad Iwles, ale i inne).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja