sueellen
15.09.12, 11:02
Po powrocie z macierzyńskiego ustaliłam sama sobie dość twardą zasadę: oddzieliłam grubą kreską dom od pracy. Kiedy jestem w pracy, pracują. Nie dzwonię o domu. Gdyby się coś stało, to przecież zadzwonią. Kiedy jestem w domu, nie myślę o pracy i nie życzę sobie zawracania gitary.
Wczoraj rozwalił się intranet i nie mogłam przez to załatwić jednej rzeczy. Szef „sąsiedniego” działu poprosił mnie bym się zalogowała dziś z domu (mam wolne) i spróbowała do zrobić. Odmówiłam grzecznie, ale bardzo stanowczo, podkreślając, że w czasie wolnym nie pracuję. Zaproponowałam, że wyślę mu instrukcję jak to zrobić i sam to zrobi. W końcu poprosił inną dziewczynę, którą praca średnio raz na miesiąc doprowadza do łez (bo nie potrafi nikomu odmawiać). Potem podczas zebrania okazało się, że od października to mój przyszły szef. Bosko. I znów będę musiała poskromić kolejną bestię (wszystkie poprzednie chodzą jak w zegarku i nie próbują wchodzić mi na głowę).
Czy logowałybyście się z domu w czasie WOLNYM by załatwic jakąś sprawę w pracy (nie dlatego, że zawaliłyście ją z własnej winy)?