straciłam dobrą koleżankę....

17.09.12, 18:48
Jak w tytule.
I nie chodzi o fizyczną śmierć, ale o zerwanie relacji międzyludzkich.
Znamy sie od wieku nastoletniego, lubimy się, ale...
Problem polega na tym, że Alina ma trójkę dzieci (7, 9, 11) i wszędzie je ze sobą zabiera, co mnie od zawsze irytowało, bo dzieciaki do spokojnych nie należą. Wszędzie, na spacer, do kawiarni, na piwko, na zakupy, do mnie do domu od zawsze przychodziła z potomstwem, choć ma z kim je zostawić (rodzice, mąż po pracy).
Z tego powodu nigdy nie udało się nam porządnie porozmawiać czy spokojnie wypić kawkę, bo jej dzieciaki szalały na maxa.
Szalę przewazyło to, że ostatnio o godz 21 w sobotę umówiłyśmy się na piwko i pizzę do pizzerii i koleżanka o tej porze zabrała ze sobą dzieci, które narobiły hałasu w całym lokalu - obsługa zwróciła jej uwagę o niestosowne zachowanie się dzieci, mi zrobiło się wstyd i jestem zła na koleżankę, że po raz kolejny nie zostawiła potomstwa w domu. Wiele razy jej napomykałam, ze spotykamy się bez dzieci (ja swojego dziecka ze sobą nie brałam)
    • robitussin Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 18:55
      A czym ona tłumaczy tę konieczność ciągania całej progenitury ze sobą?
      • miniofilka Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:02
        robitussin napisał:

        > A czym ona tłumaczy tę konieczność ciągania całej progenitury ze sobą?

        bo twierdzi, że mąz nie zajmie sie dziecmi tak dobrze jak ona, a rodzice mieszkają ok 5 km od miejsca w którym Alina mieszka i nie chce jej się zawozić dzieci do nich bo wg niej to za daleko
        • gryzelda71 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:06
          A jak zajmuje się jak jest w lokalu tymi dziećmi,ze nikt inny tak nie potrafi?
    • georgia241 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:06
      Twój wybór. Co innego jak to ciebie ostawiają na boczny tor, ale to ty odstawiasz...
    • sarling Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:10
      Jeny, miniofilko, przykre jest to co piszesz...
      W kolejnym wątku dajesz dowód na to, że ludzie i ich zachowanie przeszkadzają Ci, denerwują lub oburzają.
      Ja to bym w życu nie chciała mieć takiej jak Ty koleżanki sad
    • chyba.ze Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:18
      Dzieci za parę lat podrosną i nie będą już chciały chodzić z mamą do nudnej w ich mniemaniu baby, a Ty masz z bańki koleżankę na zawsze.
      O ile jest honorowa, to już po ptokach- powrotu ni ma.
      • m_incubo Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 20:11
        Taaa... Ty pewnie z tych, które nawet sikają przy otwartych na oścież drzwiach toalety, żeby nie tracić kontaktu z dzieckiem w drugim pokoju.
        Autorce współczuję sytuacji, nie próbowałaś delikatnie albo i mniej delikatnie, a za to prosto z mostu wyłożyć koleżance, co o tym myślisz?
    • mia.12 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 19:53
      A ja ci sie nie dziwie,ze szlag cie trafil.O ile potrafie zrozumiec zabieranie dzieci na popoludniowa kawe do kolezanki to pozno wieczorne wyjscie na piwo(nie ma znaczenia czy pizzeria czy pub) powinno byc zarezerwowane dla doroslych.Zwlaszcza,ze umawialyscie sie bez dzieci.Dla mnie dziwne jest,ze kolezanka nie ma potrzeby raz na jakis czas wyjsc bez pociech i miec chwile spokoju.
      Skoro sie lubicie i kolezanka jest fajna osoba to szkoda odrazu zrywac kontakt,pogadaj z nia jak ochloniesz troche.
      • tysia_i_ja A może problem jest gdzie indziej? 17.09.12, 20:11
        Ja też miałam męża i ojca, ale z zostawieniem dziecka miałam problem. Tata dziecka wcale nie miał ochoty z nim zostawać (proszę nie komentujcie tego - sprawa zamknięta) a mój ojciec po smierci mamy mieszka z przyjaciółką, która ma alergię na mnie i moje dziecię...
        PRzykre było się skarżyć za każdym razem, ze nie ma co z dzieckiem zrobić... zwłaszcza w pracy jak były szkolenia czy obowiązkowe wyjazdy . Staraąłm się zawsze na miarę moich możliwości brać dziecko ale umawiałam się w miejscach, gdzie:
        A. Dziecko nikomu nie przeszkadzało
        B. Nie było alkoholu i papierosów
        C. Dziecko mogło też samo coś porobić ... np. pozbierać liście w parku czy kasztany, pobiegać po placu zabaw...
        Ciężko mi było skarżyć się non stop na nieudanego męża.....
        • lauren6 Re: A może problem jest gdzie indziej? 17.09.12, 20:17
          > Ciężko mi było skarżyć się non stop na nieudanego męża.....

          To było moje pierwsze podejrzenie po przeczytaniu pierwszego posta. Ta pani najprawdopodobniej na prawdę nie ma z kim zostawić dzieci, a ciągnie ją do przyjaciółki, ludzi i spotyka się tak jak może. Pewnie dziadkowie się na nią wypięli i nie chce im się zajmować 3 rozbrykanymi wnukami, żeby ona mogła poplotkować, mąż tak samo. Może mieć bardzo nieciekawą sytuację w domu i ta kawa czy piwo z koleżanką to jedne z niewielu momentów, kiedy może się od tego oderwać.

          Jakbyś była prawdziwą przyjaciółką to byś z nią o tym szczerze porozmawiała, a nie zrywała znajomość na podstawie domysłów.
          • chipsi Re: A może problem jest gdzie indziej? 17.09.12, 21:31
            Z tego co autorka napisała niżej wynika że ojciec dzieci potrafi się nimi zająć. Oczywiście moga to być tylko pozory. Szkoda że już dawno sobie tego nie wyjasniły, jak jest naprawdę. Znam kilka kobiet taszczących ze soba dzieci i tylko niektóre naprawde nie mają dzie tych dzieci zostawić (bo dziadkowie daleko a ojciec nieodpowiedzialny). Inne to albo wyznają zasadę że dzieci potrzebuja matki 24/7 do 15 r.ż. albo uważają że są niezastąpione a facetowi to nie wypada się dzieckiem zając, a juz na pewno nie po to by matka dzieciom na ploty poszła. Po prostu niepotrzebnie robią z siebie cierpiętnice. A już tekst "bo ja mam dzieci" wywołuje u mnie instynkty mordercze. No bo co ja mam? Chomika? big_grin
          • madzioreck Re: A może problem jest gdzie indziej? 17.09.12, 23:35
            > Jakbyś była prawdziwą przyjaciółką to byś z nią o tym szczerze porozmawiała, a
            > nie zrywała znajomość na podstawie domysłów.

            Do takich rozmów to jednak chwili spokoju potrzeba. Żeby wytłumaczyć na spokojnie, szczególnie w tak drażliwej kwestii jak czyjeś dzieci, wiadomo, aniołeczki kwilące. W chaosie łatwo o nieporozumienie, i można już nie mieć sposobności sprostować. Mnie jedna znajomość też się rozsypała. Po prostu nie było możliwości zamienić 2 zdań, ja siedziałam godzinę, dwie, czekając, aż da się pogadać, a koleżanka latała za dzieckiem lat 7, ewentualnie dziecko gadało do mnie bez przerwy. Nie było w stanie zająć się sobą przez 5 minut nawet, szczególnie przy gościach lub w gościach. Nie było możliwości, żeby koleżanka wyszła do mnie choć na pół godziny bez syna, bo nikt się nim przecież nie zajmie tak, jak ona. No i się rozleciało.
    • anorektycznazdzira Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 20:09
      Mam podobny problem może nie z wielką przyjaciółką, ale z dobra znajomą. Fajna dziewczyna, mądra, bardzo ja lubię, ale przyjść do niej i pogadać SIĘ NIE DA. W domu organizacyjnie rzecz biorąc rządzą dzieci i tylko dzieci. Dorośli mogą rozmawiać lub zajmować się swoimi sprawami tylko o ile dzieci akurat czegoś nie chcą powiedzieć, o coś spytać, lub ogólnie nie zechcą dokazywać na tyle głośno, ze niczego innego nie słychać.
      Co jeszcze lepsze, jest DOKŁADNIE to samo, kiedy oni przychodzą do nas (!!!). Odwiedzają nas zawsze z dziećmi, bo nasze są +/- w adekwatnym wieku.
      Po godzinie rekreacyjnego spotkania towarzyskiego jestem tak zmęczona, jak po 8 godzinach pracy, a po ewentualnych dwóch godzinach mam ochotę gryźć.
    • moofka Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 20:11
      a jakze to stracilas,
      powiedzialas - odchodze na zawsze?
      • miniofilka Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 20:55
        Zawsze mówiłam kolezance, że o ile wybieramy się gdzieś na spacer z dziecmi to jest ok, ale gdy chcemy pogadać, to tylko my obydwie.
        Przecież dzieci w tym wieku same moga zostać w domu na te 2 godzinki, prawda?Moja córka ma 8,5 roku i od co najmniej roku zostaje sama w domu na godzinkę czy dwie.
        Nie,nie - znam męża kolezanki, jest to fajny, sympatyczny koleś, nie widzi poza żoną i dziecmi świata - widzę jak dzieci zachowują się w jego towarzystwie.
        Po prostu kolezanka chyba nie radzi sobie z wychowaniem dzieci, nie nauczyła ich posłuszeństwa i mam wrażenie, że dlatego uwaza, że ona lepiej ich przypilnuje niż małzonek.
        Powiedziałam Alinie, że niech w końcu nauczy dzieciaki normalnego zachowania, bo nawet spokojnie porozmawiać nie mozna i ona na mnie o to bardzo się obraziła.
        Fakt, powiedziałam to w nerwach podniesionym głosem, ale ile mozna wytrzymać....
        • dziennik.odchudzania Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 22:09
          Koleżanka nie nauczyła? A ojciec? Ojciec nie jest od uczenia i wychowywania?
          No skąd, ojciec to fajny, sympatyczny koleś, to Alina taka nieudana, że nawet dzieci wychować nie potrafi, tylko je wszędzie ze sobą ciąga.

          • madzioreck Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 23:27
            > Koleżanka nie nauczyła? A ojciec? Ojciec nie jest od uczenia i wychowywania?
            > No skąd, ojciec to fajny, sympatyczny koleś, to Alina taka nieudana, że nawet d
            > zieci wychować nie potrafi, tylko je wszędzie ze sobą ciąga.

            No może właśnie trzęsie się nad dziećmi tak, że uważa, że nikt nie zaopiekuje lepiej. Zresztą koleżanka autorki zdaje się sama tak twierdzi... Nie znasz takich matek, co ojca odpędzają, bo on na pewno nie umie/nie potrafi/zrobi źle?
            • dziennik.odchudzania Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 23:39
              Oczywiście, ojciec, cień na ścianie, nie ma żadnego wpływu na wychowanie dzieci, bo matka odpędza. Biedak, chciałby wychować, a zaborcza matka nie daje big_grin

              Owszem, znam matki, które uważają, że "nikt, jak one". Ale to nijak nie zmienia tego, o czym piszę. O ojcu, który ma RÓWNY udział w wychowaniu dzieci. Jeśli dzieci powyżej dziewiątego roku życia nie mają pojęcia, jak się zachować i przeszkadzają wszystkim w lokalu, to jest to porażka wychowawcza obydwojga rodziców. Nie tylko matki. Ojciec jest równie niewydolny.

              • madzioreck Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 23:59
                Ja nie szukam tu winnych, tylko staram się zrozumieć zjawisko. Może chłop pod pantoflem siedzi jak ta d..a nie umie się odezwać, a pani robi co chce. A może to on ma w tyle, dla świętego spokoju i mu to pasuje. Ale w przypadku mojej koleżanki było tak, że tylko jej zdanie się liczyło. Odkąd ją znam, czyli od podstawówki. Zawsze powtarzała: po mojemu albo wcale. Przy mężu i dziecku się to nie zmieniło, ojciec mówił dziecku jedno, ona drugie. Tym śmieszniej brzmiały jej żale, jak to ona nigdzie się nie może ruszyć, "bo ona ma dziecko". Sama do tego doprowadzała. Bo ona na kolację nakarmi nie tym, co trzeba, bo na pewno go przeziębi, bo na pewno źle wykąpie, bo na pewno to, tamto i siamto (lista kolejnych możliwych nieszczęść, jakie mogą spotkać dziecko zostawione na godzinę-dwie z tatą i obojgiem dziadków) Nie twierdzę, że z koleżanką Miniofilki jest tak samo, bo mnie tam nie ma, piszę tylko na podstawie tego, co przeczytam. Ale ponieważ znam jedną taka agentkę, to nie wykluczam, że i tak się zdarza.
                • dziennik.odchudzania Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 10:44
                  Doskonale to rozumiem, to znaczy to, co piszesz, jak i samo zjawisko. Ba! Nawet się zgadzam, że to bardzo możliwa i prawdopodobna wersja. Podkreślam jedynie, że wina leży po stronie matki i ojca (bo mu się nie chce, bo dla świętego spokoju odpuścił, bo to, bo śmo). Zachowanie dzieci jest wypadkową starań (bądź zaniechań) obydwojga rodziców.
              • jmama Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 09:45
                A jeżeli to matka wychowuje -dobrze wychowuje - dzieci a ojciec tylko pracuje a po powrocie to np.tylko piwo i tv to też należy uznać, że dobre wychowanie dzieci to zasługa obojga rodziców? Tak z czystej ciekawości pytam?
                • dziennik.odchudzania Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 10:38
                  Owszem, należy uznać, że dzieci wychowują obydwoje. Matka uczy dzieci zachowania przy stole, ojciec uczy, że można mieć rodzinę gdzieś i żyć przed telewizorem z puszką piwa.
                  Pozostaje tylko pytanie czy to dobre wychowanie. I znów - obydwojga rodziców.
    • kol.3 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 21:30
      Byłoby pól problemu gdyby jeszcze te dzieci wychowywala.
    • kamelia04.08.2007 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 22:08
      no swinstwo ci straszne i niewybaczalne zrobiła. I jak ty te zdarde teraz przezyjesz?



      lubisz sobie robic problemy, bo za cos takiego zrywasz kontakty.....
    • jola-kotka Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 22:13
      Z takim podejsciem jeszcze nie jedna stracisz.
    • ochra Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 22:13
      Wcale Ci się nie dziwię, co to znaczy że ojciec nie zjamie się tak dużymi dziećmi przez dwie, trzy godziny? Przecież takie dzieci zajmują się sobą same, wystarczy, że ktoś dorosły czuwa. Biedna dziewczyna, chyba jakiś niefajny układ ma, ale Ty powinnaś o tym najlepiej wiedzieć.
    • water.lili Re: straciłam dobrą koleżankę.... 17.09.12, 23:05
      trochę ci się nie dziwię, bo dzieci w tym wieku spokojnie mogą zostać w domu i zająć się same sobą. a tym bardziej pod opieką taty. poza tym dzieci w tym wieku powinny umieć zachować się.
      a poza tym wieczorne wyjście na piwo wcale nie sugeruje, żeby zabrać dzieci, a wręcz przeciwnie.
      tak więc, trochę ci się nie dziwię. ale, z drugiej strony, skoro wiem, ze koleżanka wszędzie ciągnie dzieci, to absolutnie nie umówiłabym z nią na piwo do knajpy, tylko np do "kulek" i swoje dziecko też bym wzięła, bo czemuż nie. albo do parku, albo do muzeum, albo....kurcze, z dzieciakami w tym wieku można już w wiele miejsc iść, ale nie do knajpy.
      • kozica111 Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 06:15
        Czy jej imię ma jakieś przesłanie że je powtarzasz w każdym poście?
    • default Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 08:51

      miniofilka napisała:

      >> Problem polega na tym, że Alina ma trójkę dzieci (7, 9, 11) i wszędzie je ze so
      > bą zabiera,

      Czy to są dzieci niepełnosprawne ?


    • ginger.ale to chyba czas zmienic sygnaturkę miniofilko.. 18.09.12, 09:12
      bo póki co Twoja ogłasza wszem i wobec "żyj i pozwól żyć innym tak jak chcą:smile "

      a tu zerwanie relacji międzyludzkich wink
    • fomica Re: straciłam dobrą koleżankę.... 18.09.12, 09:54
      No niestety, taka kolej rzeczy. To raczej normalne, że znajomości się z czasem wykruszają, pojawiaja nowe, nie ma co na siłe trzymac się czegos co ledwie zipie.
      Osobiście nie przepadam za spotkaniami w których uczestnicza dzieci, bo zwykle te dzieci dominują całe spotkanie, rozmowy, uwaga, wszystko sie kręci wokół dzieci. Dla mnie cudze dzieci nie sa na tyle interesującymi osobami, żeby sie im przez kilka godzin przyglądac i wysłuchiwac opowieści o nich (nudnych jak flaki z olejem, nawiasem mówiąc). Twoja koleżanka ma teraz inne priorytety, każda godzina spędzona bez dzieci to godzina stracona. Pozostaje przeczekac, za kilka lat może wróci do normy. Albo odpuścić sobie te znajomośc.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja