skunkie
02.07.04, 14:26
myślę, że niektóre z Was mają pewnie ten problem. Przyszedł dzień, kiedy
uświadomiłam sobie, ze go nie kocham, denerwuje mnie, chciałabym być daaleko,
nie słuchać o jego problemach, zająć się leczeniem własnej duszy i
zaspokajaniem własnych potrzeb. On mnie dotyka, a we mnie coś
wrzeszczy "Nieeee dotykaj mnie, daj mi spokój". I ten kryzys już od dawna,
niezaleznie od przyczyn i jego starań (blablabla, przecież się staram, a Ty
nie doceniasz, może jak na mnie kiepsko się stara). Nieważne, wypaliłam się.
Czuję jaką jestem okropną osobą i on mi to jeszcze bardziej uświadamia. Bo on
nie ten - nie jest czuły, miły, olewa mnie, spóźnia się, jest nerwowy. Po
prostu nie ten.
Ale chyba powinnam jakoś mimo tego żyć... z nim. Bo mamy dwójkę małych
dzieci, coś wielkiego między nami było. Jak?
Chyba pójdę do psychologa.
Ostatnio mężu powiedział mi że jestem psychiczna. Bo mam deprechę.
Więc jak żyć, ukryć, zmusić sie do życzliwości, do kochania? Nie chcę go
ranić, bo będę się czuła jeszcze gorzej.
skunk