joann_80
23.09.12, 12:35
Wątek lajtowy.
Z moich obserwacji wynika, że klienci kupujący w mojej kwiaciarni zadając pytania różne, czasem bardzo głupie nie chcą słyszeć prawdy. Na przykład pytając o to czy kwiaty są świeże ( na litość, który sprzedawca powie ,ze nie???) tak naprawdę nie chcieliby usłyszeć " wie pan/ pani no są lekko "przechodzone, ale jeszcze dadzą radę

Każdy klient chce usłyszeć TAK SĄ ŚWIEŻE. Skoro tak jest to po co zadają te pytania? W większości przypadków jako potwierdzenie nieprawdy czy uspokojenie sumienia czy te z zadają je "bo tak"?
Zastanawia mnie wasz punkt widzenia. Wy też zadajecie w sklepie durne pytania typu "a jak pani myśli, będzie mi to pasowało do dywanu?" ( tak jakby sprzedawca był kiedykolwiek u was w domu), albo "jak pani myśli będzie mi to smakowało?" ( WTF?)
Jak byście reagowały gdybyście na zadane pytanie "proszę pani a ile ta róża postoi?" dostały odpowiedź "nie wiem"? Uważałybyście ,że florystka jest niekompetentna czy też zastanowiłybyście się przez chwilę by dojść do wniosku ,że oszacowanie tego czasu jest w istocie niemożliwe gdyż zależy od tak wielu czynników, że musiałabym być jasnowidzem by to stwierdzić z całą pewnością. Czy też wolałybyście usłyszeć kłamstwa "proszę pani postoi co najmniej tydzień...albo dwa". Co mam robić ja? narażać się na fochy i dąsy oraz obrażanie mnie tekstami w stylu " no jak to pani nie wie ile ta róża postoi u mnie w domu??? Pani to musi wiedzieć, a jak nie wie to jest pani głupia!" , czy kłamać, mówić to co chcą słyszeć i czuć się z tym źle?
Czy jako konsumentki macie swój gust, smak i upodobania czy tez ślepo bierzecie wszystko co sprzedawcy wam wciskają?
Ciekawa jestem waszych opinii.