doris-ss35
14.10.12, 20:50
Trafiłam tutaj z "polecenia" znajomej, zadzwoniłam do niej z prośbą o radę, nie bardzo potrafiła mi pomóc ale wysłała tutaj.
Może zacznę od początku, jesteśmy po ślubie 17 lat, mamy dwoje dzieci, 17 i 13 lat. Ja mam 35 lat, mąż 40. Oboje pracujemy, mamy stabilna sytuacje finansową, jesteśmy normalna rodziną.
Dziś miała miejsce taka sytuacja, mąż wyszedł z psem na spacer i byłam sama w domu z dziećmi. Zadzwonił dzwonek do drzwi, otworzyłam, za nimi stała kobieta, nie wiem ile lat ma konkretnie, na pewno przed 30stką. Stwierdziła że pomyłka, przeprosiła i poszła. Mąż wrócił do domu, ja zebrałam się i chciałam jechać do CH na małe zakupy. Wychodząc z klatki zauważyłam że ta kobieta stoi pod blokiem, pod naszą klatką. Pojechałam na te zakupy, wróciłam do domu, ona dalej pod blokiem, tym razem siedziała na ławce i paliła papierosa. Wchodzę do domu i córka mówi mi że do ojca list miłosny był w drzwiach, a wcześniej z kimś przez domofon rozmawiał i odmówił rozmowy. Pytam męża o co chodzi, mówi mi że ta kobieta się w nim zakochała. Od pół roku pisze do niego listy, była kilka razy u niego w pracy. On mówi że nic nie było i że nie będzie, mam olać i być spokojna. Pokazał mi ten list który mu napisała. Ona twierdzi że on jest (cytuję) "połową jej duszy", że są sobie pisani. Do tego stwierdziła że wie że oboje popełnili błędy (o naszej córce napisała "wpadka"- ciekawe w ogóle skąd ona wie o tym że wzięliśmy ślub jak byłam w ciąży z pierwszym naszym dzieckiem!- mąż mówi że z nią w ogóle nigdy nie rozmawiał) ale teraz prosi go o 2 dni i że przez ten czas ma go przekonać do tego że są dla siebie stworzeni. Wkurzyłam się, powiedziałam mężowi że idę po papierosy. Ona siedziała na ławce, usiadłam obok niej i zapytałam o co chodzi. Zapytała czy czytałam to co napisała, potwierdziłam. Ona stwierdziła że mnie przeprasza bo nie chciała mnie w to mieszać ale on nie chciał z nią rozmawiać w jego pracy. Zapytałam skąd zna nasz adres, czy go śledzi? Skąd w ogóle zna szczegóły z naszego życia (imiona i wiek dzieci, ADRES, moje imię), stwierdziła że to skomplikowane, że najłatwiej porównać to do buddyzmu, coś na kształt powrotu duszy na ziemię, że on jest jej przeznaczeniem i że kiedyś i tak będą razem. Powiedziała że nas nie śledzi, że nie ma czasu na takie rzeczy bo sama ma skomplikowane życie i wychodzi na prostą powoli, podobno to że spotkała mojego męża dało jej siłę, a to że wie te rzeczy o nas to dzięki medytacji. Że po prostu wie i nie potrafi mi tego inaczej wytłumaczyć. Powiedziała mi że prosi mnie zebym pozwoliła im spędzić razem dwa dni, że jeśli on później stwierdzi że woli mnie to ona zniknie i że nigdy więcej się nie pojawi. Powiedziałam że on nie jest moją własnością, że jeśli nie chce z nią rozmawiać i mieć nic wspólnego to ja nic z tym nie mogę zrobić. Ona na to że wie o tym że on teraz może nawet czuje się szczęśliwy, ale to dlatego że nie zna życia obok niej, że jeśli go kocham to powinnam dać mu możliwość lepszej przyszłości z nią. Prosiła mnie, wręcz błagała żebym ja go przekonała żeby on spróbował. Żebym się zastanowiła nad tym czy jestem pewna tego że gdyby nie ciąża to bylibyśmy ze sobą, może wcale byśmy się nie pobrali. Że może jemu jest pisane inne życie i nie powinnam stawać mu na drodze a wręcz namawiać na poszukiwanie jego przeznaczenia.
Powiedziałam że muszę iść i wróciłam do domu.
Teraz jestem głupia, może faktycznie gdyby nie ciąża to byśmy nie byli razem?
Do tej pory wydawało mi się że jesteśmy szczęśliwy a teraz myślę że może faktycznie z kimś innym bylibyśmy szczęśliwsi?
Mąż mówi że oszalałam, ale na pytanie czy ona mu się podoba nie odpowiedział że nie. Na pytanie czy gdyby trafili na odludzie i ona by go podrywała i prowokowała powiedział że nie wie co by było, ja myślałam że powie że nic by się nie stało, bo jestem ja.
Siedzimy teraz ja przed komputerem, on z książką i nie odzywamy się.
A najbardziej to mnie zastanawia skąd ona zna nasz adres.