Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję

05.07.04, 20:42
Witam
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy i w jaki sposób mogłabym zająć
się/pomóc osobie (z rodziny) np. sparaliżowanej, chorej na Alzhaimera itd.
Doszłam do wniosku, że takie osoby, przy których mogłabym robić wszystko,
mogłabym policzyć na palcach jednej ręki i jeszcze by zostały wolne palce
(biorę pod uwagę osoby w jakiś sposób prawnie będące moją rodziną, typu
ciotki, babcie, czyli starsze przynajmniej o 20 lat ode mnie itp.)
Zastanawiam się czy to źle, czy jestem złym człowiekiem? Bo prawda jest taka,
że tak od serca mogłabym się zająć tylko osobą, którą kocham i szanuję. Tzn.
taka osoba mogłaby zamieszkać ze mną (pod warunkiem, że nie będzie zagrożeniem
dla mojej rodziny), takiej osobie chyba mogłabym zmienić pampersa, umyć pupę,
karmić itd.
Innym, których nie lubię, czy nie szanuję, przez które czuję się skrzywdzona
mogłabym pomagać finansowo, gotować obiady i sprzątać raz na jakiś czas, ale
nie zgodziłabym się (chyba), by mieszkały w moim domu.
Czy potrafiłybyście wykonywać naintymniejsze czynności przy dziadku,
teściowej, babci?? Nie chcę wywołać burzy, proszę o powstrzymanie się od
złośliwych komentarzy, wyzywania. Proszę tylko o odpowiedź, jakiej pomocy
byłybyście skłonne udzielić chorym członkom rodziny.
Pozdrawiam
Cytrynka
    • mama1974 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 21:04
      Gdyby zaszła taka potrzeba, jestem gotowa opiekować się, zarówno moimi
      rodzicami, jak i matką m. męża.
      Z teściową miałam zatargi, gdy mieszkałyśmy razem, ale to w końcu matka m.
      męża. Chociaż ma ona 3 córki.
      Nie zważając na niedogodności takiej sytuacji, starałabym się pomóc i zajmować
      chorym najlepiej jak potrafię. Mam jednak nadzieję i tego im życzę, że dożyją
      wszyscy 100 lat w dobrym zdrowiu.
      Z wiekim wzrasta u mnie tzw. zgodność i zanika egoizm.
      Pozdrawiam mama
      • lucasa Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 21:14
        wiesz Cytrynka, ja przez pewien czas, zupelnie niespodziewanie dla mnie
        pracowalam w domu starcow, i tez nie podejrzewalam, ze bede w stanie robic te
        prywatne rzeczy przy osobach nie bedacych moja rodzina.
        i nie mialam zadnych oporow. a gdyby ktos mi o tym powiedzial kilka lat
        wczesniej to bym nie uwierzyla.
        pozdrawiam,
        A
        • verdana Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 21:20
          Cieszę się, ze nie jestem ostatnią wredną osoba na świecie - bo ja wiem, ze nie
          zrezygnowałabym z pracy, nie kazała dzieciom opuscić pokoju, nie obnizyła
          drastycznie poziomu zycia rodziny, zeby pomóc osobie, która nie jest mi
          najbliższa. Mam mieszane uczucia - z jednej strony to niewątpliwy egoizm. Z
          drugiej - moim obowiązkiem jest chronić przede wszystkim interes dzieci. Mogę
          wynająć opiekunkę, przyjąć w tym celu dodatkową pracę, pracować w niedzielę -
          ale do małego mieszkania nikogo nie przyjmę.
          • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:43
            Jak dobrze, że nie jestem odosobniona.
            Czytałam ostatnio (nie pamiętam gdzie) wypowiedź pani, której małżeństwo wisi na
            włosku. Ma trójkę, czy dwójkę dzieci. Jej teściowa zachorowała na Alzhaimera.
            Ona zgodziła się przyjąć ją pod swoj dach, bo i tak była w domu i zajmowała się
            dziećmi. Teściową miala doglądać, podać obiad itd. Efekt był taki, że zajmowała
            się teściową i doglądała dzieci. Babcia zrobiła się niebezpieczna, nie zakręcała
            gazu, wnuki się jej bały. Ta pani wytrzymała pół roku i powiedziala mężowi, że
            jego mama powinna trafić do specjalistycznego zakładu, gdzie się nią zajmą
            ludzie do tego przygotowani. Mąż się nie zgadza, bo to jego matka, bo nie chce,
            żeby ludzi mowili, że oddał matkę do domu opieki. Ja go rozumiem. Tyle tylko, że
            to nie on się nią zajmuje. On siedzi cały dzien w pracy i ma poczucie dobrze
            spełnionego obowiązku.
            A prawda jest taka, że to dzieci powinny być najważniejsze, szczególnie, że
            postępująca choroba sprawia, że babcia robi się niebezpieczna.
            Ja mam wyrzuty sumienia, że tak myślę, modlę się, abym nigdy nie musiała
            dokonywać takiego wyboru, abym ja nigdy nie była w styuacji, gdzie potrzebuję
            tak wielkiej pomocy.
            Przez cały czas zadaję sobie pytanie, czy jestem złym człowiekiem. Wierzę
            jednak, że moje dzieci, moje małżeństwo powinno być najważniejsze, i nikt nie
            powinien ucierpieć.
            Tak więc podobnie jak Ty, mogłabym dodatkowo pracować, aby zapewnić takiej
            osobie opiekę pielęgniarki, ale nie potrafiłabym mieszkać z nią w jednym domu.
            Są osoby, którym udzieliłabym oczywiście większej pomocy, typu właśnie mycie,
            mieszkanie ze mną, karmienie, ale tylko wtedy, jeśli moje dzieci by na tym nie
            ucierpiały (tzn. nie bały się takiej osoby, nie byłyby w żaden sposób
            zagrożone)- myślę tu o ludziach szczególnie mi bliskich.
            Cytrynka
        • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:31
          Lucasa
          Wydaje mi się, że łatwiej byłoby mi zajmować się ludźmi dla mnie obcymi, poza
          tym to byłaby moja praca. Pisząc, że nie potrafiłabym raczej zająć się intymną
          opieką nad niektórymi osobami z rodziny, miałam na myśli te osoby, do których
          czuję w pewnym sensie niechęć, które mi krzywdziły niespawieliwymi słowami itd.
          Np. nie potrafiłabym się zająć moim ojcem, który istnieje dla mnie tylko na
          papierze, nie brał udziału w moim wychowaniu. Myślę, że to przez żal, choć w
          głębi serca chyba go kocham.
          Cytrynka
      • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 21:54
        Mama1974
        To ja mam odwrotnie, z wiekiem pojawia się u mnie pewien egoizm. Nigdy nie byłam
        egoistką, okazywałam serce, pomoc, i dostawałam po tyłku. I chyba nie
        potrafiłabym umyć osoby, która mnie raniła, dokuczała itd. Mogłabym pomagać jej
        w inny sposób, typu jeśli mogłabym, wynajęłabym opiekunkę, robiła zakupy. Czuję
        się trochę winna, że tak myślę, mam nadzieję, że życie mnie nie postawi przed
        wyborami, w których każda droga będzie miała wady.
        Cytrynka
    • mamadwojga Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 21:47
      Ja pewnie nie opuściłabym w potrzebie rodziców i teściów ale co do opieki nad
      innymi członkami rodziny to bym już się zastanowiła.
      Tak naprawdę dopóki nie znajdziemy się w konkretnej sytuacji to trudno
      teoretyzować.
      Mam koleżankę w moim wieku, która przez jakiś czas opiekowała się chorym na
      białaczkę bratem męża (niewiele starszym od nas). Była to full pielęgnacja
      obłożnie chorego człowieka (basen, mycie, karmienie itp.). Akurat tak wyszło,
      taka była sytuacja i okazało się że jak trzeba to nie ma ani bariery wstydu ani
      bariery obrzydzenia. Myślę że wiele osób stać na takie odruchy serca.
      Mam jednak nadzieję że nigdy nie będę musiała się takim obłożnie chorym
      człowiekiem zajmować. I mam nadzieję że sama nigdy nie będę nikomu kulą u nogi.
      Ale czy to człowiek wie co go czeka???

      ****************************************
      Moje dziatki na fotkach smileczyli....
      PIERWSZE urodziny Maksia- truskawkowy tort oraz... co dostał Maksiu w prezencie....
      • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:44
        No tak, nie wiemy co nas czeka...
        Cytrynka
    • melmire Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:26
      Ja moglabym tak zajac sie moja mama i moja tesciowa - ale zadna by sie na to
      nie zgodzila. Pewnie skonczyloby sie na wynajeciu lokum niedaleko nas i
      oplaceniu opiekunki.
      • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:46
        W sumie korzystanie z niektórych form pomocy jest bardzo krępujące, szczególnie
        jeśli pomoc jest potrzebna nawet przy intymnych sprawach. Dobry pomysł.
        Cytrynka
    • umasumak Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 05.07.04, 22:55
      Jesli o mnie chodzi to dla mnie barjerą nie do przekroczenia byloby zajmowanie
      się toaletą obłożnie chorej osoby. Nawet jeśli byłaby to moja matka. Myślę że w
      tych kwestiach wspierałabym się jakąś fachową siłą. natomiast nie potrafiłabym
      oddać bliskiej mi osoby do DPS-u. Pozdrawiam.
      • lucasa Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 10:47
        hej Cytrynka,
        widzisz, chyba nie do konca zrozumialam Twoj pierwszy post, bo zrozumialam, ze
        higiena osobista takiej osoby bylaby najwiekszym problemem. dlatego odpisalam,
        bo sama sie przekonalam, ze nie jest to taki problem, ale chyba dlatego tez
        jakos nie bylo mi specjalnie trudno, bo myslalam wtedy o swoich najblizszych.

        natomiast jezeli chodzi o codzienne zycie z osoba, ktora trzeba sie opiekowac
        to inna sprawa. wiem, ze chcialabym aby moi rodzice mieszkali z nami (albo
        jedno z nich) gdyby wymagali opieki. ale jak to pogodzic z tym, ze czesto dwie
        osoby musza pracowac aby zarobic na wydatki? a sama sie przekonalam, ze nie tak
        latwo znalezc dodatkowa prace, czy prace na weekendy, a poza tym wtedy co z
        kontaktem z dziecmi? widziec je kilka godzin wieczorem? a co robic w sytuacji
        gdy my mieszkamy za granica? przesylac pieniadze? - przeciez nie o to chodzi...

        ja jeszcze myslalam o innych sprawach. osoba chora na Alzheimera moze byc
        niebezpieczna (szczegolnie chyba dla siebie samej), ale przede wszystkim jest
        bezradna i dziecinna. i az serce sie kraja, gdy sie jest na codzien z taka
        osoba, szczegolnie jezeli jest to bardzo bliski czlonek rodziny. ale moze byc
        inna sytuacja - osoba jest sprawna umyslowo - ale zmienia sie drastycznie. u
        nas w rodzinie byl taki przypadek, ze np nasi dziadkowie na starosc zrobili
        sie, nie wiem jak to okreslic - dziecinni, ale tez wredni. z kochajacego sie
        malzenstwa przeistoczyli sie we wrogow. klocili sie i dokuczali sobie na kazym
        kroku. az przykro bylo sluchac. sami zamienili sobie zycie w pieklo. a jak
        zmarl dziadek, to babcia zmarla po 3 miesiacach - z zalu, nie mogla sobie
        znalezc miejsca po jego smierci. ciezko sobie wyobrazic zycie na codzien z taka
        osoba.
        trudne to sa pytania,
        ja uwazam "ze tyle wiemy o osobie na ile nas sprawdzono"
        ale chcialabym wierzyc, ze kiedys bede w stanie sie zaopiekowac rodzicami.
        a jezeli chodzi o tesciow - to juz o tym myslalam, bo moi tesciowie sa
        starszymi osobami. nie mialabym zadnych oporow przed codzienna toaleta. i
        mysle, ze to bylby jedyny sposob aby zrobic cos dobrego dla nich - bo do tej
        pory wszystkie dobre gesty sa przeinaczane i trafiaja na mur.
        dzieki Cytrynka za ten watek, dal troche do myslenia,
        ciezko tak wszystko zebrac i opisac, ale pozastanawiac sie warto
        pozdrawiam
        A
    • jagusia7 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 10:17
      To ja napiszę trochę inaczej. Temat jest mi bliski, sama nie wiedziałam, że
      znajdę się w takiej sytuacji...
      Kiedyś już o tym pisałam, więc się streszczę.
      Po śmierci mojej Babci przeprowadziłam się z mężem i synkiem do Dziadka, który
      nie może mieszkać sam(depresja, słaba forma fizyczna i psychiczna). Wcześniej
      zajmowałayśmy się Nim z moją mamą, ale obie nie dawałyśmy rady codziennie
      przyjeżdżać, praktycznie nie bywałyśmy w domach. Decyzja była trudna, bo dla
      mnie i męża oznaczało to rezygnację z samodzielnego mieszkania(wynajmowaliśmy).
      Dziadkiem nie trzeba opiekować się dokładnie w sposób, jaki opisujesz. To
      znaczy trzeba zrobić wszystko oprócz zmieniania pampersów i mycia(ale już pomóc
      wyjść z wanny często trzeba). Ale zdaję sobie sprawę z faktu, że zbliża się
      dzień, kiedy i te obowiązki będę musiała wykonywać. I wiem, że będę potrafiła,
      na pewno dzięki temu, że Dziadek jest osobą bardzo mi bliską, i że przez całe
      życie pomagał wszystkim dookoła. Nie mogłabym Go zostawić, kiedy On sam teraz
      potrzebuje pomocy. I wiem również, że jestem jedyną osobą w rodzinie, która się
      tego podejmie(włączając Jego dzieci), co, nie ukrywam, jest bolesne.
      Jeśli chodzi o osoby dalsze? Nie przepadam na przykład za swoją teściową, ale
      myślę, że w takiej sytuacji przyjęłabym ją pod swój dach, tym bardziej, że nie
      bardzo ma na kogo liczyć. Na pewno nie wchodziłby w grę dom opieki. Może mówię
      tak dlatego, że jestem sobie w stanie taką sytuację wyobrazić. Co nie znaczy,
      że jest to moje marzeniesmile, ale...nie wiadomo, jak się życie potoczy.
      I tak samo zajęłabym się moją mamą, tatą, czy bratem.
      Ale przy całkiem obcych osobach pewnie miałabym opory, nie mogłabym pracować na
      przykład w domu opieki (chyba nie mogłabym).
      A jeśli chodzi o moje małżeństwo? Nauczyliśmy się z mężem żyć w tej sytuacji,
      po prostu mamy jeszcze jednego członka rodziny, którego uwzględniamy zawsze w
      naszych planach(na przykład nie wyjedziemy na wakacje, jeśli nie znajdę kogoś,
      kto w tym czasie zajmie się Dziadkiem). A mój mąż jest cudowny, bo tę sytuację
      zaakceptował i bardzo mi pomaga.
      A dziecko ma dobry przykład i kontakt z pradziadkiem, oboje na tym zyskują.
      Pozdrawiam
      • lucasa Re: do jagusi7 06.07.04, 11:17
        jagusia7 napisała:

        Nauczyliśmy się z mężem żyć w tej sytuacji,
        > po prostu mamy jeszcze jednego członka rodziny, którego uwzględniamy zawsze w
        > naszych planach

        hej Jagusia7,
        bardzo mi sie podoba to zdanie!
        pozdrawiam,
        A
      • le_lutki Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 13:18
        Bardzo piekny przyklad "praktyczny" w odpowiedzi na teorie. Naprawde.
        Ja sie zetknelam w ograniczonym stopniu z tym problemem. Chodzilo o moja
        Babcie, ktora juz nie zyje. Osobe, ktora mnie w duzej mierze wychowywala we
        wczesnym dziecinstwie i byla mi zawsze bliska.
        W miare starzenia sie niedolezniala fizycznie - co jest rzecza naturalna.
        Mieszkala ze swoja przyrodnia corka i wnuczka (zadnego mezczyzny w domu) i
        calymi dniami byla sama, bo obie pracowaly/uczyly sie. Zdarzalo jej sie
        przewracac kiedy byla sama, nie mogla sobie sama poradZic z jedzeniem
        (parkinson), z kapiela itd... Moja mama (jej synowa) jezdzila do niej czasem
        zmienic moja ciotke przy kapieli, czesaniu itd. W czasie wakacji bralismy
        Babcie do siebie na kilka tygodni, zeby ciotka z kuzynka tez mogly "odpoczac".
        Bylam wtedy studentka. Pamietam, ze strasznie nalegalam, zeby Babcie wziac do
        nas na stale,bo nie moglam zniesc szorstkiego zachowania ciotki i kuzynki wobec
        niej, roznych awantur itd wynikajacych glownie z tego, ze naprawde ciezko
        pracowaly a Babcia, wiadomo, po szesc razy opowiada to samo, "zamecza"
        opowiesciami o czyms, co je kompletnie nie obchodzi, bo chcialyby tylko nogi
        nareszcie wyciagnac itd. Nie potepiam - to nie ja bylam na ich miejscu. Moze
        tez bym czasem wymiekla. Tym niemniej nieraz wychodzilam od nich ze lzami w
        oczach i z postanowieniem, ze bierzemy babcie do siebie, zostawie jej swoj
        pokoj itd. Niestety to bylo niewykonalne, jako ze caly ciezar opieki spadlby na
        moja mame, a poza tym moi rodzice maja w domu juz jedna niepelnosprawna (tym
        razem mentalnie) osobe wymagajaca nadzoru i tego, zeby permanentnie ktos byl.
        Kazde wyjscie do miasta, do znajomych jest negocjowane i planowane na dlugo
        przed. Nie mozna bylo mojej mamy az tak obciazyc, rozumiem to. Ja na zajeciach,
        ojciec tez, a mama w domu sama z dwojka osob kompletnie od niej
        uzaleznionych...Mysle, ze psychicznie by tego nie wytrzymala, mimo calej swojej
        dobrej woli i oddania.
        No i nadszedl dzien, kiedy trzeba bylo Babcie oddac do domu opieki. Zaznaczam -
        Babcie, ktora miala czworo dzieci!! Roznie to moze z zewnatrz wygladac, ale w
        praktyce naprawde nikt nie mogl jej przyjac. Metrazowo juz najpredzej moi
        rodzice, no ale...
        W domu opieki bywalismy wszyscy na zmiane - codziennie przynajmniej jedna
        osoba. Ja wpadalam ilekroc bylam obok - kilka razy w tygodniu. Zreszta ogromnie
        tesknilam do Babci, spacerowalysmy razem po korytarzu i serce mi sie krajalo
        jak widzialam pozostalych pensonariuszy, o ktorych zapomnieli i zywi i umarli,
        naprawde... Tak patrzyli...
        Potem Busia juz niekoniecznie cieszyla sie ze przychodzilismy, zaczynala
        majaczyc, zdawalo jej sie, ze jest mala dziewczynka. Ciezko bylo na to patrzec.
        Potem zlamala staw biodrowy i zaczela sie ostatnia prosta... Bardzo trudne byly
        te wizyty u niej. To obserwowanie nieustepliwej starosci... Najgorsze
        wspomnienie to kiedy pielegniarka szuka gdzie by tu wbic igle, bo zyly pekaly
        wszedzie, i kazala mi trzymac krzyczyaca i wyrywajaca sie Babcie... Widzialam
        wtedy najintymniejsze rzeczy, odarcie z godnosci, i dowiedzialam sie, ze MOGE
        to ogladac. Wyszlam stamtad w strasznym stanie ale jakby silniejsza. Niedlugo
        potem Busi juz nie bylo... Nie wiem, czy jakos skompensowalismy swoja
        obecnoscia jej pobyt w tym miejscu. Staralismy sie jak moglismy. I miala
        calodobowa opieke (jaka taka)... Mysle, ze najwazniejsza jest obecnosc, to, ze
        sie o kims pamieta i jest dla niego, nawet w takim miejscu, ze nie jest to
        przechowalnia i umieralnia. I zeby okazac swoje przywiazanie i oddanie nie
        trzeba koniecznie tego robic u siebie w domu. Bo sa jeszcze inni, o ktorych
        trzeba myslec.
        Sasiadka babci z pokoju miala tez wnuczke - przeurocza dziewuszke mlodsza ode
        mnie ktora przychodzila chyba czesto, bo byla zawsze, kiedy ja bylam. Myla ja,
        czesala, sluchala, smiala sie... To chyba jest najwazniejsze...
        Uh, ale sie rozpisalam... Ale ten temat jest mi bardzo bliski.
        Nie wiem, jak postapie kiedys (jesli zajdzie potrzeba) z moimi rodzicami, bo
        dziela nas tysiace kilometrow. A poza tym zyje w swiadomosci, ze mam brata,
        ktory kiedys mnie bedzie potrzebowal, kiedy nie bedzie juz Rodzicow. I chociaz
        rodzice od zawsze postanowili, ze zrobia co trzeba, zebym nie byla na
        niego "skazana" to ja wcale nie jestem pewna czy pozwole, zeby poszedl chocby
        do najlepszego osrodka... Nie wiem tez, czy da sie go "wyrwac z korzeniami" i
        przeniesc do obcego kraju?? Nie wiem... Tyle pytan...
        Pozdrawiam
        • xena_music Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 14:07
          Wiecie, ja jestem w podobnej sytuacji, ale póki co zwlekam. moja babcia(mama
          taty, tata-jedynak, nie zyje)nie widzi praktycznie, od roku nie chodzi nawet do
          toalety, mieszka z dziadkiem(82 lata). Dziadek jeszcze tyle o ile sprawny,
          chodzi po zakupy(bo to dla niego jedyna mozliwośc wyjscia z domu). Przychodzi
          do nich babka, co raz dziennie babcie umyje, uczesze..itp. Ostatnio 2-3 razy w
          tyg przychodzi babka co gotuje, bo dziadek poprostu nie daje sobie rady ze
          wszystkim. W czym problem..ja nie mieszkam z nimi na stałe od slubu(przed
          ślubem mieszkałam). Pomieszkujemy 1-2 tyg w miesiącu, mają rozrywkę jak majka
          moja biega po domu i się przytula do nichsmile) jednak maz pracuje i uczy sie, ja
          pracuje czasami(dorywczo) do tego grania imprez, koncertów zazwyczaj w
          weekendy, gdy maż w szkolesad(nie mamy z kim tam zostawić małej. Dużo
          zawdzięczam dziadkom, bo u nich mieszkałam od urodzenia do 21 r.z z 3 letnią
          przerwa, były kłótnie,spory..cóz róznica pokoleń, jednak od 4 lat z babcią jest
          naprawde bardzo xle, pada jej na głowę, ..nie będe tu opisywała wszystkiego,
          ale jedno, rok temu w wakacje, bylismy u nich dwa tygodnie, pewnego dnia babcia
          zaczeła mówić od rzeczy, krzyczec...itpMaja miała pół roku, w dzień zajmowałam
          sie Majką a w nocy pomagałam dziadkowi przy krzyczacej babci, lekarz(idiota)
          stwierdził-a co ja tu pomogę??Niech pani czeka, moze samo przejdzie, a tym
          czasem trzeba pilnować rzeby krzywdy sobie nie zrobiła...po dwóch tyg oboje z
          dziadkiem nie mielismy na nic siły, ale na szczęscie przeszło trochę...
          Jestem w stanie pomóc przy takiej osobie, bo to dla mnie jak mama,i jak jestem
          to pomagam, ...boje sie jednak że dziadka zabraknie..ale czy my sobie z babcia
          wtedy poradimy????????
          xena
        • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 15:11
          le_lutki
          Dziękuję.
          Cytrynka
    • jagusia7 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 14:02
      Jeszcze mi się coś przypomniało.
      To, czy oddamy kogoś bliskiego do domu opieki, jest moim zdaniem sprawą
      drugorzędną. Bo może być taka sytuacja, kiedy nikogo często nie ma w domu, a
      ten ktoś potrzebuje stałej opieki(choć przecież nie drożej wyjdzie zatrudnienie
      opiekunki, a zawsze to w domu), albo jeśli taka osoba jest niebezpieczna.
      Ważne jest moim zdaniem to, aby z taką osobą być, żeby ona nie czuła się
      samotna i opuszczona. I jeszcze jedno: żeby nie ukrywać przed samym sobą, w
      jakim ten ktoś jest stanie(nie wiem, czy to jasno tłumaczę). Dla mnie straszne
      jest takie myślenie: moja mama załatwia się w pieluchy, brzydko wygląda czy
      pachnie, nie umie jeść, ja nie chcę na to patrzeć, więc oddam ją do domu
      starców, niech się tam zajmą pielęgniarki, a ja będę wpadać raz na dwa
      tygodnie, a jak mama się zsiusia, to zawołam pielęgniarkę i pójdę do domu,
      wrócę, jak mamusia będzie czysta i uczesana.
      Wiadomo, że w domu opieki od tego jest opieka, ale chodzi o to, żeby się tej
      osoby nie wyprzeć i umieć naturalnie(choć to trudne) podejść do takich rzeczy(i
      cała sztuka polega na tym, żeby ta osoba nie czuła się skrępowana). Tym
      bardziej, że czasem niemoc fizyczna poprzedza umysłową i osoba, która widzi, że
      jej dziecko się jej brzydzi, musi czuć się okropnie. Zwłaszcza, że przecież
      taka bliska osoba(rodzice czy dziadkowie) nami też opiekowali się, chociażby w
      dzieciństwie. Pomijam inne przypadki, bo osobą, która mnie skrzywdziła pewnie
      bym się nie zajęła w ten sposób.
      A przykład mam właśnie w rodzinie: właściwie mało kto zdaje sobie sprawę ze
      stanu Dziadka(w tej chwili jest dobrze, ale bywało i bardzo marnie). Nie
      dlatego, że ja im o tym nie mówię, tylko dlatego, że nie chcą wiedzieć. Omijają
      nas wtedy wielkim łukiem, ewentualnie zmieniają temat. A jest to między innymi
      Dziadka syn(lekarz zresztą - paradoks?).
      Od razu uprzedzam, że daleka jestem od oceniania, ktoś może mieć zupełnie inne
      zdanie. Ja na przykład podziwiam osoby, które potrafią zająć się kimś obcym, na
      przykład brudnym bezdomnym, bo tego sobie nie wyobrażam.
      • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 15:30
        Drogie kobietki
        Dziękuję Wam za odpowiedzi. To bardzo trudne zagadnienie. Trudno ocenić,
        jakbyśmy się zachowały, wiadomo, że opieka nad chorą osobą często jest ciężka,
        nie każdy ma prdyspozycje (chociażby fizyczne - trzeba mieć sporo siły, by
        podnieść niesprawnego człowieka). Moja mama pracowała w domu opieki, więc
        troszkę wiem, jak to wygląda.
        Martwi mnie tylko moje podejrzenie, że bardzo niechętnie zajęłabym się taką
        osobą (jestem drobna, nie mam tyle siły, bałabym się, że ucierpią moje dzieci,
        czynności intymne mogłyby być dla mnie barierą nie do przekroczenia), oczywiście
        nie mówię tu o ludziach, których bardzo kocham, którzy są mi szczególnie bliscy.
        Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała dokonywać takich wyborów. Nie jestem
        pewna, czy istnieją dobre rozwiązania, bo przecież zajmowanie się chorym
        człowiekiem w domu często jest kosztem rodziny, z którą się mieszka (np. trzeba
        oddać pokój córki i musi ona zamieszkać z siostrą, czy jest mniej czasu dla
        dzieci, męża, nie wspomnę o własnym zmęczeniu, obowiązkach itd.). Z kolei, mimo,
        że istnieją dobre (często prywatne) domy opieki, to tak naprawdę nie jesteśmy w
        stanie sprawdzić, jak opiekują się chorym członkiem naszej rodziny, czy ma
        zapewnioną pomoc lekarską, odpowiednie wyżywienie, warunki mieszkaniowe. No i
        jeszcze kwesta osamotnienia. Chory człowiek też potrzebuje serca, obecności
        ludzi mu bliskich.
        Myślicie, że istnieje dobre rozwiązanie??
        Cytrynka
        • jagusia7 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 20:18
          Cytrynka, ja mam 158 cm wzrostu i ważę 43 kg...dziadek 82 kg. I są dni, kiedy
          męża nie ma, a dziadka trzeba dźwigać, potem mam zakwasy(ale jak mi się mięśnie
          wyćwiczyłysmile)
          Pytasz, czy istnieje dobre rozwiązanie...chyba nie, bo w ogóle starość jest
          słabo pomyślanawink Chyba trzeba wziąć pod uwagę to, co jest dobre dla tej osoby
          i to, co jest w stanie zaakceptować rodzina. Dla jednej starszej osoby tragedią
          będzie "wylądowanie" w domu starców, dla drugiej krępująca byłaby sytuacja, w
          której np. myje ją córka lub syn(ja na przykład w szpitalu po operacji źle się
          czułam, kiedy moja mama robiła coś przy mnie, wolałam pomoc pielęgniarki).
          Trzeba znaleźć jakieś wypośrodkowane rozwiązanie, ale zgadzam się, że to temat
          baaaardzo trudny.
          W każdym razie dzięki Cytrynko za ten wątek, dobrze czasem pomyśleć o takich
          niełatwych sprawach.
          Pozdrawiam
          • cytrynka3 Re: Czy pomogłbyście chorej osobie?? Teoretyzuję 06.07.04, 22:23
            Jagusiu
            To ja Ci dziękuję za odpowiedź.
            Cytrynka
            P.S. Mam 150 cm wzrostu i na ogół ważę 43-45 kg (no teraz więcej, bo w ciąży
            jestem). Pozdrawiam cieplutko.
Pełna wersja