beacia09
19.10.12, 10:14
Odprowadzam dziecko (niespełna trzy latek) jak co dzień do przedszkola. Niestety pewnie przez przywiązanie do mnie, na wiek płacze prawie codziennie przed wejściem do sali. Ja szybki przytulas, buziaczek i choć serce mi się kroi zostawiam dziecko i wychodzę...
Sytuacja taka: zamknęłam za sobą drzwi, dzieciak mój płacze i słyszę od pomocy (woźna) "Kaśka nie płacz, cisza ma być, słyszysz... Kaśka!!!. Chodź tu, siadaj koło dzieci" i to nie był łagodny ton. Mała przestała płakać dopiero kiedy wróciła opiekunka grupy.
Poczekałam na woźną aż wyjdzie z sali i powiedziałam, że nie chciałabym aby krzyczała i tym tonem zwracała się do dzieci, inne panie oraz pomoce gdy tylko dziecko płacze (nie tylko moje) podchodzi, zabawia, starają się czymś dziecko zająć i po chwili dzieciaki się uspakajają.
Czy ja przesadziłam, bo kiedy chciałam z woźną porozmawiać, usłyszałam, że pracuje 25 lat z dziećmi i nigdy nikt na Nią się nie skarżył, że nie krzyczy na dzieci, nie robi Jej krzywdy, że mi się wydawało a teraz wyszłam na wredną babę która się czepia nie wiadomo czego.