Zzy na tym polega przyjaźń?

22.10.12, 11:05
Ostatnio kolezanka dała mi wyraźnie do zrozumienia, że to, co najbardziej ceni w naszej przyjaźni, to fakt, że może się wygadać i wywalić do mnie swoje problemy. Nigdy nie było inaczej, zawsze jeśli się spotykamy, mówi tylko ona - o swoich kolejnych podbojach itd. Czuję się jak psychiatra albo spowiednik. Pomijam już, że zawsze potem jestem totalnie zmęczona takim spotkaniem, bo mam głowę pełną jej rozterek, wątpliwości lub przemyśleń. Czy to jest faktycznie przyjaźń? Macie takie układy, że jesteście dla kogoś wyłącznie powiernikiem a ten ktoś nie słucha, co macie do powiedzenia?
    • angazetka Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:08
      Przyjaźń to powinna być relacja obustronna (chyba że komuś odpowiada bycie wyłącznie spowiednikiem, ale tobie ywraźnie nie odpowiada). Próbowałaś jej powiedzieć, że to nie fair, że cię nie słucha? <pewnie tego też nie posłucha, ale...>
      • millicenta Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:20
        Dawno temu powiedziałam, skończyło się wieloletnią obrazą. Po tym okresie wydawało się, że będzie inaczej, lepiej, a widzę, że nic się nie zmienia. Próbowałam też mówić coś od siebie, ale to zawsze konczy się na powrocie do tematów dotyczących jej. Bycie spowiednikiem przestaje mi odpowiadać, zwłaszcza że mam coś takiego w sobie, że zwierza mi się niemal każdy. Prawie obcy ludzie potrafią na ławce w parku opowiadać mi o swoich intymnych problemach. Strasznie to męczące. Niemniej jednak czytałam różne wątki i wszędzie piszecie, ze dobra przyjaciółka to taka, której można się zwierzyć. Dlatego zaczęłam sie zastanawiać, że może w takim razie do przyjaźni się nie nadaję, bo nie lubię, jak ktoś mi się ciągle w kółko zwierza (i to nie z poważnych problemów ale często wydumanych).
        • angazetka Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:27
          > Niemniej jednak czytałam różne wątki i wszędzie piszecie, ze dobra przyjaciółka to taka, której można się zwierzyć.

          Bo tak jest. Tylko obustronnie.
    • irima2 Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:20
      Miałam taką relację. Kiedyś było inaczej ale od pewnego momentu tak się właśnie zrobiło. W pewnym momencie "przyjaciółka" odnalazła miłość a ja stwierdziłam, że poczekam i zobaczę co będzie, nie będę się narzucać. I co? Nie odzywa się już od ponad roku.
      Co oczywiście nie wyklucza, że jak będzie miała problem to zadzwoni i będzie oczekiwać, że ja wszystko rzucę, bo ona jest nieszczęśliwa. Ale się już wyleczyłam i bedzie musiała sobie znaleźć kogoś innego.
    • baltycki Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:29
      millicenta napisała:

      > Macie takie układy, że jesteście dla kogoś wyłącznie powiernikiem
      > a ten ktoś nie słucha, co macie do powiedzenia?

      A jestem.
      Dla mojej eksmalzonki i dla mojej ekssympatiismile. Wysluchuje cierpliwie, ale gdy ja otworze usta, to po 2 slowach wiedza co chce powiedziec (reaguje pytaniem "wolisz zgadywac czy wysluchac?")
      albo przerywaja argumentujac "oj, bo zapomne" (znaczy, musi przerwac, bo zapomni co chciala powiedziecsmile).
    • noname2002 Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 11:32
      Trafiałam na takie zajęte sobą osoby ale zostawały co najwyżej dalekimi znajomymi. Przyjaźń jest zawsze obustronna, mogą się najwyżej co jakiś czas zmieniać proporcje-jednej ze stron może być w jakimś okresie bardziej potrzebne wsparcie np. po stracie bliskiej osoby.

      • millicenta Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 12:23
        Tylko że ja jestem osobą, która stara się sama sobie radzić z problemami, nie obarczać nimi innych - zwłaszcza błachymi. Na pewno nie spotykam się z kimś po to, by się emocjonalnie oczyścić i potem dalej wio.
        Pytanie tylko, czy jeśli ktoś mianuje się "przyjacielem", to nie powinien przypadkiem chociaż raz na 100 lat zapytać, co słychać u tej drugiej, mniej wylewnej, osoby.
        • angazetka Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 12:33
          > Pytanie tylko, czy jeśli ktoś mianuje się "przyjacielem", to nie powinien przyp
          > adkiem chociaż raz na 100 lat zapytać, co słychać u tej drugiej, mniej wylewnej
          > , osoby.

          Znasz odpowiedź. Pytanie tylko, co z nią zrobisz.
          • millicenta Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 13:19
            angazetka napisała:

            > Znasz odpowiedź. Pytanie tylko, co z nią zrobisz.

            No właśnie, zastanawiam się. Ciężko jest zakonczyć znajomość, która tyle trwa...
    • antyideal Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 15:22
      To moze ja jestem tą przyjaciołką ??
      Mam taka przyjaciolke, ktorej godzinami opowiadam o sobie
      a ona mowi niewiele ;p
      Ale zawsze ja pytam najpierw co u niej slychac a ona na to,
      ze ma nudne spokojne szczesliwe zycie, nie ma o czym mowic
      i ze woli posluchac o moim pokręconym big_grin
      • millicenta Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 23.10.12, 10:08
        antyideal napisała:

        > To moze ja jestem tą przyjaciołką ??
        > Mam taka przyjaciolke, ktorej godzinami opowiadam o sobie
        > a ona mowi niewiele ;p
        > Ale zawsze ja pytam najpierw co u niej slychac a ona na to,
        > ze ma nudne spokojne szczesliwe zycie, nie ma o czym mowic
        > i ze woli posluchac o moim pokręconym big_grin

        To ja tak nie mówię, więc to nie ty smile
    • ma_dre Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 17:35
      Nie, to nie tak ma byc, osobiscie szybko ucinam takie "przyjaznie" bo nic nie wnosza do mojej egzystencji. Lubie sluchac i byc sluchana, tez mam mase ciekawych rzeczy do powiedzenia.
    • mysia-mysia Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 18:33
      Trudna sprawa, rozumiem, że nie chcesz tracić tej znajomości? Moment, kiedy ona dała ci to do zrozumienia, byłby najlepszy by dac jej z kolei do zrozumienia, że jej zachowanie cię trochę męczy. Ciekawe, co by zrobiła? smile

      Ja akurat takich przyjaciółek nigdy nie miałam, miałam natomiast takie, które były niezrownowazone. Przyjaźnie rozpadaly się, bo już nie dawalam rady i wolalam się odsunąć. A gdy ostatnio postanowiłam że będę na bierzaco komunikować, że coś mi się nie podoba, to ta osoba się odsunęła.
      • millicenta Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 23.10.12, 10:08
        mysia-mysia napisała:

        > Trudna sprawa, rozumiem, że nie chcesz tracić tej znajomości? Moment, kiedy ona
        > dała ci to do zrozumienia, byłby najlepszy by dac jej z kolei do zrozumienia,
        > że jej zachowanie cię trochę męczy. Ciekawe, co by zrobiła? smile

        Ja chyba za delikatna jestem. Wspomniałam coś delikatnie, że nie do końca pasuje mi taki układ, ale kompletnie nie przyjęła tego do wiadomości, zbyła jakimś bagatelizującym komentarzem.
        Faktycznie czas wziąć byka za rogi chyba, bo widzę, że delikatnie nic nie zdziałam..
    • lady-z-gaga Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 18:37
      Ty zrobisz co zechcesz, ja z podobnych powodów zerwałam wieloletnią przyjaźń.
      Miałam dość cudzego egoizmu i emocjonalnego pasożytowania na mnie. Jesli tylko w taki sposób mam być komus potrzebna, to dziękuję, adieu.
    • lumbago_31 Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 22.10.12, 21:45
      To nie przyjazn. Ktos taki nosi nazwe: wampir energetyczny.
    • damodia Re: Zzy na tym polega przyjaźń? 23.10.12, 11:53
      Miałam dwie tego typu znajomości. Gdy zaczęły mnie przytłaczać ciągle swoimi problemami zaczęłam mówić wprost, że mi to nie odpowiada, oraz zaczęłam stosowac ich własne metody- gadania o byle czym byle nie pozwolić im dojsć do słowa tongue_out Niestety w tej konkurencji mnie pokonały big_grin

      W skrócie - gdy mówienie delikatne nie pomogło, a koleżanka kolejny raz zapowiedziała się że musi się ze mną zobaczyć natychmiast bo znowu ma problem z facetem i się chce wygadać , dałam się namówić na spotkanie, później pomyśłałam "a po cholerę ja zmieniam swoje plany by ona na mnie swoje histerie zrzucała, ja nic z tego nie mam!" i kopnęłam się w kostkę. Wysłałam jej smsa, że odwołuję spotkanie, że zbyt mnie obciąża ciągle swoimi problemami i mnie to strasznie męczy, ja też mam swoje życie i nie stać mnie na zajmowanie się wysłuchiwaniem ciągle o jej sprawach których i tak nie zamierza zmieniać, a mnie to za dużo kosztuje. Znajoma się zmitygowała i zaczęła się pilnować, znajomośc się rozluźniła, nie wydzwania już do mnie codziennie ale raz/dwa w tygodniu. Ona stara się by znajomośc na nowych zasadach trwała. Z tego co wiem to znalazła sobie inną słuchaczkę do gadania o problemach (taką, która też wiecznie ma problemy z facetami więc mają wspólny temat do przelewania z pustego w próżne tongue_out) a mnie tym uracza zdecydowanie rzadziej. Dzięki temu znajomośc stała się mniej zażyła ale trwa nadal.

      Zaś w drugim przypadku znajomośc nie przetrwała. Tamta znajoma była dużo bardziej despotyczna niż ta wyżej opisana. Codziennie wisiała na telefonie dzwoniąc do mnie i gadając o sobie. Wchodziłam do mieszkania po pracy i zaczynałam mieć lęki że zaraz będzie telefon od niej i kilka godzin zrzucania jej wszelkich frustracji tongue_out Z czasem zaczęła uważać to za mój obowiązek, wysłuchiwanie co ona z kim i kto ją wkurzył w trakcie dnia. Dla moich zwierzeń nie starczało miejsca bo po moim jednym zdaniu zaraz wtrącała się ona i nawijała.. Nie było równowagi w wielu rzeczach, ja ją odprowadzałam na przystanek, ona mnie nie, nawet przy zamawianiu pizzy starała się zjeść większy kawałek niż jasmile W każdym razie właśnie tak układ zaczął wyglądać, że zaczęłam się czuć jak w konfesjonale - nikt mnie nie słucha a muszę wysłuchiwać jej słowotoku. Gdy zaczęło mnie to męczyć, to starałam się odzyskać trochę terenu dla siebie i zachowywać się tak jak ona. Nie była zadowolona, napierała coraz silniej, gdy się z czymś nie zgadzałam to gadała głośniej i szybciej usiłując mnie znowu wcisnąc na dawne miejsce. Aż się pokłóciłyśmy bo... skrytykowałam jakieś jej zachowanie o którym sama mi wcześniej opowiadała. Poczuła się obrażona, że (ktoś taki jak ja) ją krytykuje. Zrobiła awanturę, że nie zachowuję się jak przyjaciółka, i że ona musi mi mniej o sobie mówić bo ja złośliwie wykorzystuję przeciwko niej to co ona mówi... No masakrasmile Od dawna jej mówiłam by przestała mnie zarzucać swoimi sprawami i nie reagowała -i okazało się, że ja jestem ta zła bo ona mi za dużo o sobie mówi... tongue_outtongue_outtongue_out Zerwałam tę znajomość, kilka tygodni miałam dylematy czy może jej nie odnowić ale teraz po 2 latach uważam, że to mi na dobre tylko wyszło, że tego toksycznego układu nie kontynuuję. Wreszcie jestem wypoczęta, emocjonalnie zrelaksowana i mam czas na zajmowanie się swoimi problemami a nie problemami pijawek emocjonalnych smile

      Myślę, że powinnaś postawić swojej znajomej twardą granicę, zbywać ją, nie spotykac się za często, starać się nie wchodzić na temat jej problemów ale samej kierować tematem i rozmawiać np o literaturze, markach win, dziurach w kosmosie... by nie bylo przestrzeni do jej gadaniny o sobie, która do Twojego życia nic nie wnosi! a może nawet powinnaś zerwać zupełnie ten męczący Cię układ i czas poświęcić na znalezienie normalnych znajomych, którzy nie będą Cię zamęczać sobą. To TY musisz ten krok wykonać, nie rób za ofiarę bo życia szkoda. smile
    • suazi1 Nie 23.10.12, 12:56
      I nie mam zamiaru tego zmieniać
Inne wątki na temat:
Pełna wersja