millicenta
22.10.12, 11:05
Ostatnio kolezanka dała mi wyraźnie do zrozumienia, że to, co najbardziej ceni w naszej przyjaźni, to fakt, że może się wygadać i wywalić do mnie swoje problemy. Nigdy nie było inaczej, zawsze jeśli się spotykamy, mówi tylko ona - o swoich kolejnych podbojach itd. Czuję się jak psychiatra albo spowiednik. Pomijam już, że zawsze potem jestem totalnie zmęczona takim spotkaniem, bo mam głowę pełną jej rozterek, wątpliwości lub przemyśleń. Czy to jest faktycznie przyjaźń? Macie takie układy, że jesteście dla kogoś wyłącznie powiernikiem a ten ktoś nie słucha, co macie do powiedzenia?