Moment kiedy pojawia się przemoc

22.10.12, 12:35
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,98083,12705283,Maz_kat_dobrze_ustawiony__Ofiara_sie_tlumaczy__oprawca.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza
W papierowych całość, opisywane przypadki kobiet ofiar przemocy mają jeden wspólny mianownik - agresja ze strony męża, przemoc, poniżanie, pojawiły się kiedy kobieta była w ciąży albo tuż po urodzeniu przez nią dziecka.
Nie będę się upierać, ale IMO to nie jest przypadek. Wygląda na to, że przemocowcy wybierają moment kiedy kobieta jest najsłabsza i najbardziej zależna i już ma kod, że nie wolno dziecku (przyszłemu lub już narodzonemu) rozbijać rodziny.
    • morgen_stern Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:38
      Straszne jest to, że czasem kompletny kretyn z IQ pantofelka tak perfekcyjnie wybiera i osacza swoją ofiarę. A wydawałoby się inteligentna kobieta daje się tak kretynowi omotać.
      • triss_merigold6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:46
        Panowie opisani w tekście to nie kretyni, wręcz przeciwnie. To przemocowcy dobrze ustawieni, mający zawodowo kontakt z prawem i znajomości.
        • morgen_stern Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:51
          Taktak,wiem, to była tylko taka luźna uwaga w oderwaniu od artykułu.
        • mas.uka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:10
          a mnie zadziwiło coś innego. Goście faktycznie inteligentni, wykształceni ale babeczki z tego artykułu też niezależne, nie jakieś kury domowe a jednak dały się zaszczuć, w domu, w sądzie.
    • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:42
      A mnie frapuje inna rzecz- rzeczywiście nie ma wcześniej absolutnie żadnych sygnałów, ze pan ma takie skłonności. Tak nagle jak rodzi się dziecko to z anioła przeistacza sie w diabła?
      • czarnaalineczka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:45
        >to z anioła przeistacza sie w diabła?

        w sumie trafnie to ujelas
        tak z aniola z diabla
        nie z normalnego faceta tylko czesto wlasnie z aniola
        przemocowcy w poczatkowej fazie albo w fazie miesiaca miodowego wlasnie zachowuja sie jak idealni czuli troskliwi partnerzy
        i tak sa najczesciej odbierani przez rodzine i znajomych ofiary
        • echtom Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:03
          Znawcy tematu twierdzą, że to powinno być właśnie odbierane jako ostrzeżenie, ale trudno się dziwić, że przyszła ofiara jest zachwycona taką adoracją, a otoczenie ją w tym utwierdza. Drugi wczesny objaw to przyspieszanie zdarzeń - deklaracje miłości na całe życie po tygodniu znajomości, podróże i inne atrakcje, dążenie do szybkiego wspólnego zamieszkania, ślubu itp. - też odbierane pozytywnie.
          • czarnaalineczka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:23
            a no wlasnie
            tylko o tym malo kto wie bo o tym sie nie mowi
            za to bombardowane jestesmy od malego bajkami o ksieciach i filmami o trulow
          • policjawkrainieczarow Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 04:11
            echtom napisała:

            > Znawcy tematu twierdzą, że to powinno być właśnie odbierane jako ostrzeżenie, a
            > le trudno się dziwić, że przyszła ofiara jest zachwycona taką adoracją, a otocz
            > enie ją w tym utwierdza. Drugi wczesny objaw to przyspieszanie zdarzeń - deklar
            > acje miłości na całe życie po tygodniu znajomości, podróże i inne atrakcje, dąż
            > enie do szybkiego wspólnego zamieszkania, ślubu itp. - też odbierane pozytywnie

            tajest. Mnie sie na jedno włącza wielkie czerwone światło: pan przynosi bardzo efektowne bukiety róż czerwonych lub innych reprezentacyjnych kwiatów (znam jeden, jedyny wyjątek, w którym pani lubi kwiaty i pan przynosi, ale tam nei ma dzieci i w ogóle jest to para raczej wyjątkowa).
        • lily-evans01 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 25.10.12, 13:09
          Spędziłam sporo czasu z przemocowcem psychicznym, który co prawda ręki na mnie nigdy nie podniósł, ale dał mi tak do wiwatu, że leczyłam się na depresję.
          Faktycznie zaczął zachowywać się koszmarnie, gdy byłam w ciąży, a potem, gdy urodziło się nasze dziecko. Ale wcześniej były pewne delikatne symptomy, które zlekceważyłam, albo może wydały mi się wtedy... urocze? Np. powolne odcinanie mnie od znajomych, rodziny, usiłowanie wpływania na moje decyzje, z komentarzem, że przecież rodzice nie powinni mną rządzić itp (ale on może, a nawet powinien, prawda?). Myślę, że wszystko zaczyna się od potrzeby kontroli, dodajmy jeszcze granie na uczuciach, tanie komplemenciarstwo, demonstrowanie przez pana wielkiego focha w wypadku konfliktów - dziewczyny, przy takich zachowaniach męskich powinna zapalać się w głowie czerwona lampka!!!!
          I tradycyjnie, zawsze byłam osobą o niskiej samoocenie, nie umiejącą decydować, nie mającą jakichś konkretnych dążeń. Cóż, oni to wyczuwają...
          • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 25.10.12, 19:09
            lily-evans01 napisała:

            > I tradycyjnie, zawsze byłam osobą o niskiej samoocenie, nie umiejącą decydować,
            > nie mającą jakichś konkretnych dążeń. Cóż, oni to wyczuwają...

            Nie kazdy wychodzi silny z rodzinnego domu,
            na szczescie nigdy nie jest za pozno na pracę nad sobą,
            zeby nie wpasc po raz kolejny pod opiekuncze skrzydla
            takiego typka.
      • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:48
        Zapewniam Cie, ze tak moze byc.
        Nie czytalam na razie tego zalinkowanego materialu,
        ale dokladnie tak bylo w moim bylym zwiazku,
        Pierwsze niewielkie oznaki w ciazy, na poczatkowym etapie,
        gdy bylam przerazona i panikujaca jak to bedzie, zamiast wsparcia
        foch i odrzucenie. Przycichlo, gdy zaakceptowalam to co ma nastapic.
        Wybuch tuz po urodzeniu dziecka. Dni spedzone w szpitalu po porodzie
        byly jeszcze spokojne, pierwsza awantura tuz po powrocie na wlasny teren,
        bo torby 3 godziny po powrocie ze szpitala jeszcze nierozpakowane...
        A potem juz z górki.
        • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:50
          Nie było oznak czy ich nie dostrzegałaś? Lub interpretowałaś na korzyść partnera?
          • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:58
            Oznak nie bylo. Byl idealem, czuly, opiekunczy itd.
            Zadnych awantur, podniesionego glosu.
            Teraz wiem, ze to byla praca nad uzaleznieniem mnie od niego,
            Nie majac doswiadczenia z kims takim trudno to jednak dostrzec
            i w pore zwiac z pulapki, ktorą szykuje.

            • lelija05 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 13:43
              antyideal napisała:

              > Oznak nie bylo. Byl idealem, czuly, opiekunczy itd.
              > Zadnych awantur, podniesionego glosu.
              > Teraz wiem, ze to byla praca nad uzaleznieniem mnie od niego,
              > Nie majac doswiadczenia z kims takim trudno to jednak dostrzec
              > i w pore zwiac z pulapki, ktorą szykuje.

              Przerażające jest to, że to wygląda na zaplanowane działanie, nie na po prostu jestem cholerykiem, więc wybucham, tylko na perfidną akcję, przyczaję się, będę miłym misiem, a potem ci pokażę gdzie raki zimują.
              Koszmar. Dobrze, że już z nim nie jesteś.
        • an_ni Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:51
          ja k zazdrosny kilkulatek ...
          to mozna zauwazyc wczesniej ze pan lubi jak swoja uwage poswiecasz tylko jemu
          • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:05
            Wcale tak nie bylo,
            to raczej on poswiecal mi całą swoją uwagę.
            • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:11
              Nie odbierz źle moich pytań, ale własnie trudno mi sobie wyobrazić, że nic wczesniej się nie ujawniło. Żaden niepokojący sygnał. Bo przyznam, że jak kiedyś czytałam takie rózne historie to zawsze gdzieś tam się przebijalo, że przed ślubem już coś tam było (np. jakas awantura z zazdrości, jakiś foch o Bóg wie co itp). Dlatego tak się zastanawiam na ile jest to pewnego rodzaju zaślepienie kobiet spowodowane uczuciem i podsycone jeszcze szarmanckim zachowaniem a na ile dobrze tacy osobnicy się maskują.
              • triss_merigold6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:15
                No błagam, jednostkowe fochy czy kwas z zazdrości mogą się zdarzyć każdemu i każdej + mogą być w 100% uzasadnione i to jeszcze nie czyni z człowieka przemocowca i agresora.
                Zależy o co foch i jaka awantura.
                • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:18
                  Źle mnie zrozumiałaś. Po prostu ttrudno mi uwierzyć, ze przez lata nic niepokojącego się nie zadziało, a nagle pstryk i pan panią leje.
                  • triss_merigold6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:22
                    Dobra, a co to za różnica?
                    Czy to ważne czy ofiara zlekceważyła jakieś teksty/gesty przed ślubem lub ich nie dostrzegła, nie zrozumiała, nie odebrała osobiście? Jakąś sugestię odbieram, że ona sama sobie winna, że pan zaczął pełnoobjawową przemoc wykazywać wobec ciężarnej czy żony tuż po porodzie.
                    • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:27
                      Nie nie ma to znaczenia. Zainteresowałam sie samym mechanizmem. i tyle.
                      Nie odpowiadam za to jakie sugestie odbierasz. Ja pytam z ciekawości, nie oceniam i nie bronię sprawców.
                    • drzewachmuryziemia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 23:47
                      winna nie, ale czesto jest tak, ze sa przejawy wczesniej, a kobieta liczy, ze on sie zmieni, bo on szczerze przeprasza...i wchodzi w to glebiej, a im głebiej tym pranie mózgu dotkliwsze i juz trudno sie wycofac
                    • z_lasu Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 25.10.12, 10:45
                      > Czy to ważne czy ofiara zlekceważyła jakieś teksty/gesty przed ślubem lub ich n
                      > ie dostrzegła, nie zrozumiała, nie odebrała osobiście? Jakąś sugestię odbieram,
                      > że ona sama sobie winna,

                      To nie tak. Wydaje mi się, że tego typu rozważania mają na celu rozpoznanie zagrożenia. Każda z nas (póki żyje) może jeszcze zaangażować się w nowy związek. Więc dobrze by było się dowiedzieć jak się ustrzec przed związkiem przemocowym. Jakie są symptomy? Są czy nie ma? Jeśli są - dlaczego kobieta nie ucieka? Moim zdaniem to próba poznania mechanizmu (głównie psychologicznego), po to, żeby nie powielić schematu. Lub ustrzec przed nim nasze córki.
                      • lily-evans01 Niska samoocena 25.10.12, 13:12
                        Jeśli dziewczyna ma niskie mniemanie o sobie, jest zdominowana przez rodziców, nie nauczona podejmowania decyzji - jest wielkie prawdopodobieństwo, że wpadnie w łapy takiego człowieka. Osoby pewne siebie nigdy nie pojmą tego mechanizmu i zawsze będą obwiniać ofiarę. A tu nie ma mowy o żadnej winie - tylko, jeśli dostrzegamy takie cechy w sobie lub w naszych córkach, trzeba nad tym pracować, bo będzie bardzo źle.
                  • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:22
                    Moze uscisle, ze w moim przypadku lania nie bylo,
                    tzn.przy pierwszej probie przelamania bariery fizycznej
                    tzn.gdy złapał mnie za wlosy zaczełam działac, zgloszenie
                    do dzielnicowego, osrodka gdzie zalozylam mu niebieską karte itd.
                    To go szybko ostudzilo.
                  • premeda Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 14:34
                    Mnie to właśnie ta idealność by przerażała, bo taki musi grać ile wlezie, żeby najmniejsza wada nie wyszła.
              • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:18
                Byl dosc niestabilny emocjonalnie, ale jako ze nie ma ludzi idealnychwink
                zaakceptowalam go takim, jego zalety przewyzszaly "drobne wady".
                Pewnie byly oznaki, teraz gdy czytam o przemocy wiem co moze na to
                wskazywac, wtedy ten temat byl dla mnie odlegly, bo nigdy
                nie zetknelam sie z tym problemem.
                Nie bylo typowych oznak przemocowych jak wyzwiska, bicie, zazdrosc,
                zabranianie czegos, fochy.
                • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:21
                  Ok, dzięki za wyjasnienie.
              • bri Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:04
                To jest tak, że te znaki intepretujesz przez pryzmat tego, co dzieje sie później. Te same zachowania mogą wypływać z różnych motywacji i mogą zapowiadać różne rzeczy. Istotne jest nasilenie tych "znaków". Dla porównania: prawie wszyscy mężczyźni, których znam piją czasem alkohol i większości z nich zdarzyło się przynajmniej raz w życiu z tym przesadzić, ale w nałogowy alkoholizm wpadnie tylko pewna część. Czy jak Ci się aktualny partner w czasach narzeczeństwa raz upił wystarczy za ostrzeżenie przed alkoholizmem?
                • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:20
                  Tak, ale np.pierwsze uderzenie, wyzwisko jeszcze przed slubem
                  czesto nie chroni przed kontynuowaniem zwiazku.
                  A to oznaka raczej jednoznaczna sklonnosci partnera.
                  Choc pewnie jest podobnie jak z alkoholem, bagatelizowanie,
                  upił sie bo zestresowany byl - uderzył, bo zdenerwowany był ( biedaczek ).
                  • melancho_lia Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:28
                    O tym właśnie piszę. Ale ok. Anty mi już wyjasniła sporo.
                  • bri Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:30
                    Bo ślub to tylko symbol przecież, sam w sobie nie niesie żadnego zaangażowania. Zwykle zaangażowanie w związek pojawia się przed ślubem.
                    • triss_merigold6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:38
                      Niesie wspólnotę majątkową (o ile nie ma intercyzy), obowiązek wzajemnej alimentacji, prawo małżonka do przebywania w lokalu należącym do współmałżonka itd. więc jednak to większe zaangażowanie niż przy lightowym chodzeniu ze sobą.
      • thegimel Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:57
        Zdarza się. Psychopaci się dobrze maskują. A wiele też tłumaczą troską o ukochaną kobietę. Znajoma uzyskała unieważnienie kościelnego ślubu z takim. Świrował już wcześniej, cała jego rodzina wiedziała. Pan ujawnił prawdziwe ja właśnie jak się dzieci urodziły. Na szczęście uciekła, pan mąż ma wyrok w zawiasach i zakaz kontaktów. Tego typu typy wykorzystują nie tylko psychiczną słabość kobiety w ciąży/po porodzie, ale też fakt, że wciąż się zdarza, że sytuacja materialna kobiety pogarsza się w chwili pojawienia się dzieci. Albo pracę traci, albo na życzenie męża rezygnuje, bo on ich utrzyma a dzieci mają mieć prawdziwy dom. A jak nie ma pieniędzy lub przyjaciół/życzliwej rodziny pod ręką a do tego ma się przez psychopatę przeprany mózg, to niestety, ale uciec jest bardzo trudno.
    • sabek81 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:48
      No właśnie ciekawe jest to ,że dopóki dziecka nie ma w związku jest ok wręcz wspaniale sie układa i przyszła ofiara nie ma pojęcia co ją czeka, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmiana zachowania przemocowca i to w każdym przypadku praktycznie. Chyba właśnie o to chodzi, że ofiara nie odejdzie od kata bo jest dziecko, przeświadczenie że sobie nie poradzi bez pana. Mnie się to w głowie nie mieści jak można dać sobą pomiatać przez tyle lat, chociaż ja też nie wiem jak ja bym się zachowywała gdy by mi się taki k...s trafił. Mam przykład mojej sąsiadki, mieszkają od roku , mają córkę w wieku mojej , nie raz słyszałam krzyki dziecka jak się rodzice kłócili, jakieś huki, raz wzywała pomocy więc zadzwoniłam po policję przyjechali od tamtej pory nic nie słyszałam ale znowu kłótnie powróciły, może były ale pan się może w miarę hamował.
      • triss_merigold6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:52
        Przemocowiec wykorzystuje moment kiedy kobieta jest najsłabsza emocjonalnie, fizycznie, logistycznie. Znacznie łatwiej odejść kobiecie bez dzieci niż pani z noworodkiem/niemowlakiem.
        • dziennik-niecodziennik Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:28
          jak dobrze pojdzie to jeszcze babce wdrukuje "kto Cie teraz zechce z cudzym bachorem..."
      • lauren6 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 12:56
        sabek81 napisała:

        > Mnie się to w głowie nie mieści jak można dać sobą pomiatać przez tyle lat, chociaż ja też nie > wiem jak ja bym się zachowywała gdy by mi się taki k...s trafił.

        W większości to są kobiety bez pracy, bez perspektywy utrzymania siebie i dziecka. A jak pan jest obrotny to jeszcze kobiecie dziecko odbierze i zostanie sama z wiedzą, że jej syn lub córka jest gdzieś tam w szponach przemocowca. To są skomplikowane sytuacje życiowe, a prawo i państwo nie zawsze stają po stronie ofiary.
        • sabek81 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:07
          Niby tak ,masz rację choć w artykule występują raczej wykształcone kobiety, ale nawet te mało zaradne tez powinny próbować same zmienić swoją sytuacje , poszukać jakiejś najprostszej pracy, powiem szczerze, że najbardziej jak zwykle żal dzieci , że patrzą na to wszystko i pozostanie to w nich do końca życia.Powinny to zrobić przynajmniej dla dzieci jak nie dla siebie.
          • policjawkrainieczarow Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 04:17
            > nawet te mało zaradne tez powinny próbować same zmienić swoją sytuacje , poszu
            > kać jakiejś najprostszej pracy,

            nikt za najprostsza pracę nie zapłaci tyle, żeby pani starczyło na opiekunke czy żłobek oraz na przezuycie bez faceta.
        • anorektycznazdzira Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 22:18
          > ka. A jak pan jest obrotny to jeszcze kobiecie dziecko odbierze i zostanie sama
          > z wiedzą, że jej syn lub córka jest gdzieś tam w szponach przemocowca.

          Święte słowa, przemocowiec doskonale wie, że miłość matki do dziecka jest jej słabym puktem i wspaniale potrafi jej wmówić, że kiwnie palcem i jej dziecko natychmiast zabierze, wywiezie i więcej nawet go nie zobaczy. Czasem moze naprawdę jest w stanie to zrobić (jak ten prawnik z wtykami wszędzie), czasem robi z niej psychiczną a czasem grozi przemocą/porwaniem i ona znając go wierzy, że on to zrobi.
          I pozamiatane, dla matki to koszmar, woli znosić przemoc i gnębienie psychiczne ale nie narażac się na rozstanie z dzieckiem.
    • bri Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:04
      Akurat takie przykłady wybrali, ale to nie jest reguła. Regułą jest uzależnienie kobiety od siebie. To nie musi być dziecko - można tak zrobić jeśli kobieta straci pracę, pokłóci się z rodzicami, sprzeda mieszkanie i przeprowadzi się do przemocowca, albo po prostu zaangażuje się wystarczająco w związek, żeby nie było jej łatwo z niego zrezygnować.
    • malila Tak, masz rację. 22.10.12, 13:04
      To nie jest przypadek. Agresja przecież nie jest przejawem siły i harmonii emocjonalnej. Przemoc jest wyrazem słabości, lęków, nieradzenia sobie z rzeczywistością, potrzebą nadmiernej kontroli i potrzebą wyrównania deficytów w obszarze tożsamości i poczucia wartości. Z tego wprost wynika, że agresor nie będzie stosował przemocy wobec osoby, która jest w jego oczach silna i niezależna. Która mogłaby go wyśmiać, odejść i zostawić z jego lękami, pogłębić jego frustrację, odebrać pozory władzy kontroli.
      W dodatku ten moment, gdy kobieta staje się słaba i zależna, często wydobywa z ludzi to, co w innych sytuacjach (takich, w których nie ma tak silnych zależności) było głęboko ukryte. Tak głęboko, że nie docierało do świadomości i dopiero konkretny bodziec wyciąga to na światło dzienne. Uruchamiają sie wtedy schematy dopasowane do takiej sytuacji, a nabyte dawno temu.

      To częściowo odpowiada na pytanie Melancholii. Ale tylko częściowo. Bo jest też kwestia tego, że ludzie wychowani w rodzinie, gdzie była przemoc (nie tylko ta fizyczna, chodzi ogólnie o pewien rytuał), gdzie miały do czynienia wyłącznie z dwiema rolami: rolą silnego agresywnego kata i rolą słabej, bezwolnej ofiary - w taki właśnie sposób widzą świat. Na tym świecie są tylko dwa gatunki ludzi: silni i agresywni oraz słabi i bezwolni. Takie kobiety nie będą szukać mężczyzny silnego, spokojnego i empatycznego, bo one spokój i brak agresji kojarzą ze słabością. Będą więc szukać mężczyzny silnego, który ochroni je przed światem, ale który tym będzie różnił się od dotychczasowego agresora, ze będzie je kochał i chronił, a agresywny będzie wobec innych.
      • antyideal Re: Tak, masz rację. 22.10.12, 13:13
        Dałam sie zlapac w sidła przemocowca, mimo ze w moim domu nie bylo
        nigdy przemocy, a tata byl męzczyzna spokojnym, ktory nigdy nie podniosl
        glosu na mame ani na mnie, nie bylo wyzwisk, awantur, emocjonalych szantazy.


        • malila Re: Tak, masz rację. 22.10.12, 13:22
          Fragment o przemocy w rodzinie dotyczył kobiet, które wybierają sobie na partnerów mężczyzn przejawiających zachowania agresywne.
        • galene_ra Re: Tak, masz rację. 22.10.12, 21:50
          Moim zdaniem każdy może dać się złapać. Te, które miały dobry dom rodzinny jednak szybko uciekają. Sama wyżej piszesz, że przy pierwszej przemocy fizycznej zgłosiłaś to.
          • antyideal Re: Tak, masz rację. 22.10.12, 22:21
            Tak, to mnie pewnie uratowalo.
            I kilka szczesliwych zbiegow okolicznosci.
            • amonette Re: Tak, masz rację. 23.10.12, 18:53
              Może paradoksalnie być i tak, że dziewczyna z dobrego, kochającego domu pewnych subtelności nie wychwyci...
              Po prostu tego nie zna, a facet pracuje nad nią w trybie "dział marketingu".
    • lilly_about Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:09
      Koleżanka opowiadała, że dostała pierwszy raz w twarz tuż przed ślubem. Na pytanie, czemu nie pozbyła się dziada, kiedy jeszcze nie podpisali papierów powiedziała: Wiesz... on denerwował się tym slubem... starałam się zrozumieć, drugi raz dostała tuż po slubie, kiedy okazało się, ze jest w ciąży, a pan mąż nie planował tak szybkiego powiększenia rodziny. Gdyby nie pomoc i interwencja jej rodziców oraz przyjaciół pewnie do dziś usprawiedliwiałaby męża.
      • malila Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:31
        W przypadku związków ma zastosowanie podobny mechanizm jak w przypadku inwestycji pieniężnych: człowiek boi się, że straci zainwestowane już środki. Im więcej zainwestował, tym bardziej boi się straty. To powoduje, że nie wycofuje się na czas z inwestycji, która może doprowadzić go do ruiny.
        Poza tym, ile z Was słyszało tekst typu: "nie wybrzydzaj, bo zostaniesz sama, masz za duże wymagania, nie rób z siebie księżniczki, królewicz z bajki do ciebie nie przyjedzie" itp.? Takie sformułowania kierowane są pod adresem kobiet i dziewczynek zupełnie bezrefleksyjnie. Nie pozwala umiejętnie oddzielić wymagań realnych od tych, które bazują na elemencie narcyzmy (który każdy w sobie ma), tylko wywołują w kobietach poczucie winy i niepewność w stosunku do niechcianych zachowań partnera.
    • dziennik-niecodziennik Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 13:24
      moze niekoniecznie kod o rozbijaniu rodziny - bo to juz zostało społecznie "przepracowane" moim zdaniem - ale bardzo czesto kompletną w tym czasie zależnosc ekonomiczną kobiety od męzczyzny.
    • jola-kotka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:39
      Jeśli tak myśli to ma kod głupoty.
    • ruda_henryka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 14:53
      To jest moment kiedy najłatwiej kobiete uzaleznić od siebie. Zachodzi w ciążę, może stracic pracę po urodzeniu albo nie przedłużą umowy. Mąż namawia żeby odpoczeła, posiedziała trochę z dzieckiem i się nim zajeła on o wszystko zadba. No a potem jak ona nie pracuje, kasy nie przynosi to i jemu łatwiej nad nia zapanowac, bo "nie masz nic do gadania, bo nie zarabiasz"
      Jak jest facet jest sadystyczny, dominujący a ona uległa to scenariusz sam sie pisze. Aż szkoda potem patrzec...
    • guderianka Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 18:04
      Wygląda na to, że przemoco
      > wcy wybierają moment kiedy kobieta jest najsłabsza i najbardziej zależna i już
      > ma kod, że nie wolno dziecku (przyszłemu lub już narodzonemu) rozbijać rodziny


      to jedno
      drugie to kwestia tego, że narodziny dziecka powodują frustrację u niedojrzalych samców, którym nagle zmienia sie zycie bo coś "muszą"
      U mnie w pierwszym małżeństwie zaczęło się tuż przed narodzinami córki
    • figrut Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 18:19
      Schemat nie zawsze jest podobny. U mnie było inaczej. Nie było przemocy przy pierwszej ciąży, zazdrości o dziecko, ani faceta bez wad przed wątkiem przemocy. U mnie były dyskusje 1-3 dobowe tak wykańczające,że ja nie wytrzymując próbowałam się od dyskusji odciąć, a wtedy dochodziło do rękoczynów. U mnie nie było poniżania na co dzień, tylko wybuchy agresji raz na 5-6 miesięcy. Nie było też wydzielania pieniędzy, tylko groźby, że jak odejdę, to on i tak będzie miał prawo widywać się z dziećmi, a wtedy "ty nie będziesz wiedziała, co ja wtedy zrobię". Na co dzień nie czułam się ofiarą przemocy. Typowe punkty zapalne gasły zanim zaczęły się na dobre palić. Zapalało się wielkim ogniem to, co trudno było przewidzieć.
    • duch_mariana Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 21:23
      Nie jest ważny moment w którym pojawia się przemoc. W normalnym związku nie będzie takiego momentu, bo nie będzie przemocy. Jeśli jednak tak się zdarzy i pani ląduje pod ścianą wyjąc z bólu z powodu złamanego nosa, a jej pięcioletni syn deklaruje,że przyjdzie na jej pogrzeb, to coś jest nie tak. Coś jest zajebiście nie tak. Utrzymujemy z naszych podatków tę hydrę. Ta hydra ma działać. Ja oddaję tej hydrze lwią część moich dochodów. Mógłbym za to opłacić paru zbirów, którzy by zrobili porządek ze śmieciem, którego jego dziecko się boi. A hydra nienażarta nic z tym nie robi, tylko rączka rączkę myje, nóżka nóżkę wspiera. Jakie ma znaczenie czy bije menel, cieć na budowie, bezrobotny czy doktor ekonomii? Przemoc jest przemoc. Moja młoda śpi sobie teraz jakieś 3,40 metra za mną. Ja może i jestem pijak ćpun i cham. Ale ona się mnie nie boi. Ona nie chowa się do szafy, gdy słyszy moje kroki na klatce schodowej i nigdy tego nie robiła. Ona się przytula i zawsze się przytulała. Nie mogę ogarnąć jak można uderzyć takiego dzieciaka, jak można takiemu dziecku zrobić piekło z domu. Płacę haracz na system, a system niczego z tym nie robi. Gdybym zgodnie z moim sumieniem upie...ł łeb takiemu śmieciowi, to będę przestępcą i dostanę 25 lat albo dożywocie. Tymczasem śmieć może niszczyć kobietę i dzieci i jest praktycznie bezkarny. Ty nie roztrząsaj tego na forum, bo to niczego nie zmieni. Tu trzeba zmienić prawo. Trzeba każdemu kandydatowi, każdej partii, która chce dorwać się do żłoba zadać pytanie co zamierza z tym problemem zrobić. Bo nie może być tak, że ofiara ucieka z dziećmi i błąka się po ośrodkach, a bydlak sobie spokojnie imprezuje w ciepłym, wygodnym mieszkaniu.
      • virtual_moth Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:10
        Toż były takie pomysły, nie wem czy to weszło w życie, aby agresorowi ograniczyc prawo do korzystania z własności, czyli z domu wyprowadza sie on, a nie ofiara, do czasu roztrzygnięć sądowych. Oj jakie oburzenie było zamachem na święte prawo własności! Podobnego rodzaju raban był, gdy wprowadzali prawo, ze przy podejrzeniu zagrozenia zycia i zdrowia dziecka urzednik miał prawo natychmiast umiescic je w placówce opiekunczej. Nie bedzie nam "system" mówił co mamy robic ze swoimi mieszkaniami, żonami i dziecmi. Ksiądz tez woli, aby wszystko zostawało w 4 ścianach.
        • amonette Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 16:01
          Poza tym mentalność w stylu "sprawy rodzinne", zasłużyła sobie.
        • anorektycznazdzira Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 22:37
          Dla ścisłości: nie chodziło ani o świete prawo własności ani o tym, że system ma pozwalać robić dowolne rzeczy żonie i dziecku. Chodziło o sytuację, w której pani Kazia Pikucińska (urzędnik) decyduje z dnia na dzień o odebraniu rodzinie dziecka i umieszczeniu go w "placówce opiekuńczej" czyli w bidulu. Względnie że ktoś (kto???) wydaje zakaz wstepu do mieszkania osobie podejrzanej o dokonanie czynu zabronionego. Nie można nie zauwyażyć, że wśród grupy slusznych interewencji będzie pokaźna grupa pomylek, nadużyć, kłamstw i rozgrywek rodzinnych lub sąsiedzkich kończących się traumą dzieci i niewinnych dorosłych. Pierwsza osoba, która wykombinuje, jak tego uniknąć może owe zasady wprowadzać tongue_out
    • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:09
      I jak tu sie zdecydowac na dziecko?
      Jakie jest rozwiazanie albo prewencja?
      Bo wynika z tego, ze wlasciwie to niewazne jak swiety jest facet, przy pierwszej slabosci, kopnie w tylek...
      Jak sie zabezpieczyc, skoro do ciazy wszystko bylo OK - przypadek Antiideal albo bohaterek artykulu- to jak przeciwdzialac, sie chronic, zabezpieczyc?

      Wg tego watku wlasciwie to trzeba zyc w wiecznym braku zaufania, chronic plecy ¨na przyszlosc¨ i caly czas myslec nad planem B, C i D. Mialam tak kiedys, skonczylo sie ciezka depresja.

      Inna sprawa, wiem po sobie, ze slabosc drugiej osoby wyzwala zle emocje...nie bylam swieta, kiedy moj partner nie mogl znalezc pracy przez ponad 10 miesiecy. Wydzielalam mu pieniadze i nie uwazalam za stosowne dawanie kasy na cos, co JA uwazalam za zbedne. Przemoc ekonomiczna? Moze i tak. Tak samo jak oddawanie partnerowi 100% pensji.

      Uwaha, watek uznaje za pelnowartosciowy, chcialabym tylko poszukac jakis rozwiazan a jedyne jakie widze to zaufanie, tyle tylko ze wg powyzszych przeslanek zaufanie to 50/50.
      Oczywiscie pomijam niezaleznosc ekonomiczna, bo to logiczne.
      • virtual_moth Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:15
        xika_da_selva napisała:


        > Oczywiscie pomijam niezaleznosc ekonomiczna, bo to logiczne.

        Gdyby kobiety były niezalezne ekonomicznie, to problem przemocy byłby marginalny (bo jednak sa przypadki niezaleznych, które lubią bycie ofiarą). Nikomu jednak na tym nie zalezy, a już mam wrazenie, ze najmniej kobietom, wszystkie myśla, że im akurat to sie nie przytrafi, wiec jedyne co muszą, to ewentualnie zarobic na waciki.
        • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:24
          Np. dla mnie niezaleznosc ekonomiczna to absolutny mus. Z czystej chociazby wygody- nigdy nie lubilam nikogo prosic o pieniadze. Teraz tym bardziej wiedzac, ze z najwiekszego aniola (jatongue_out) moze wyjsc diabel przy absolutnej zaleznosci finansowej. Zaznaczam, ze nigdy tez nie zgodzilabym sie na wspomniane kiedys oddawanie 100% pensji partnerowi, rowniez to uwazam za przemoc finansowa.
          ale niestety obawiam sie, ze przemoc pojawia sie i BEZ zaleznosci finansowej.

          Wiec chcialabym wiedziec, skad wiedziec, ze to akurat z TYM facetem mozecie miec dziecko i ze nie bedzie przemocowca, skoro jak widac, coniektorzy uaktywniaja sie przy ciazy/ dziecku.
        • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:29
          virtual_moth napisała:

          > Gdyby kobiety były niezalezne ekonomicznie, to problem przemocy byłby marginaln
          > y (bo jednak sa przypadki niezaleznych, które lubią bycie ofiarą). Nikomu jedna
          > k na tym nie zalezy, a już mam wrazenie, ze najmniej kobietom, wszystkie myśla,
          > że im akurat to sie nie przytrafi, wiec jedyne co muszą, to ewentualnie zarobi
          > c na waciki.
          >
          Bo ja wiem, czy niezaleznosc ekonomiczna kobiet zlikwidowalaby problem..
          Chyba nie. W gre wchodzi uzaleznienie emocjonalne przede wszystkim.
          Chocby ostatni przyklad z K.Figura, nie byla chyba zalezna finansowo od męża.
          Raczej on od niej.
          • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 22:41
            no wlasnie, pisalam o tym powyzej.
            Czyli jak temu przeciwdzialac? Skoro np. Twoj eks byl bez zarzutu przed ciaza? Jak tu zdecydowac sie zdecydowac na dziecko, skoro nawet najfajniejszy partner moze okazac sie gnojkiem?
            Antiideal, ty mowisz o zarzucaniu uzalezniajacej siatki na ciebie podczas gdy facet nie mial odpalow i byl fajny i czuly.
            No sorry, to juz nawet fajnym i czulym nie mozna ufac?
            • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 23:06
              Nie ma co popadac w paranoje wink choc ja teraz faktycznie jestem
              wobec fajnych i czulych bardzo podejrzliwa...
              Jest troche symptomów, ktore pozwalaja odroznic mezczyzne, ktory
              jest taki, bo taki jest, od takiego, ktory ma druga twarz.
              Dobrze o tym napisaly wyzej Echtom i Czarna.
              Przemocowiec to anioł, ma same zalety, w szybkim tempie chce wszystkiego,
              slubu, dzieci, mieszkania razem, nic nie jest dla niego przeszkoda,
              w niczym nie widzi problemu.
              Facet normalny, ktory jest po prostu mily i czuly z natury, wykazuje zazwyczaj wiecej rozsadku
              w planowaniu wspolnego zycia i jakies swoje wady ujawnia, jest bardziej z krwi i kosci.
              No ale te wiedze zdobywa sie zazwyczaj po fakcie, zwykle kobieta
              jest szczesliwa ze trafila na swojego rycerza na bialym koniu,
              ktory ja bezgranicznie wielbi wink
              • velluto Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 23:37
                antyideal napisała:

                > Przemocowiec to anioł, ma same zalety, w szybkim tempie chce wszystkiego,
                > slubu, dzieci, mieszkania razem

                Dla każdego termin "szybko" oznacza coś innegosmile

                > No ale te wiedze zdobywa sie zazwyczaj po fakcie, zwykle kobieta
                > jest szczesliwa ze trafila na swojego rycerza na bialym koniu,
                > ktory ja bezgranicznie wielbi wink

                no właśnie - łatwo wychwycić sygnały, jeśli ma się do czynienia z "realną" agresją, gorzej, jak jest ukryta. A szydło potrafi wychodzić bardzo stopniowo, nieomal subtelnie - drobne złośliwości, niby w żartach przemycane krytyczne uwagi, takie przysrywanie z uśmiechem na twarzy, które zawsze można obrócić w "na żartach się nie znasz". Najpierw to są sporadyczne występki, potem problem zaczyna narastać. Do tego przemocowcowi nie wyjaśnisz, że jakieś zachowania cię bolą, nie da się tego przegadać, taka wiedza to danie mu oręża do ręki. Przeprosi - i za chwilę zrobi dokładnie to samo, z lubością - wiedząc już którą strunę może trącić. Nie ma krzyku, nie ma awantur, jest stałe, uporczywe niszczenie poczucia własnej wartości.

                • vesper_lynd_1 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 23:49
                  Przeprosi - i
                  > za chwilę zrobi dokładnie to samo, z lubością - wiedząc już którą strunę może
                  > trącić. Nie ma krzyku, nie ma awantur, jest stałe, uporczywe niszczenie poczuci
                  > a własnej wartości.

                  Nie każdy przemocowiec to psychopata, którego opisujesz.
                • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:02
                  velluto napisała:
                  > no właśnie - łatwo wychwycić sygnały, jeśli ma się do czynienia z "realną" agre
                  > sją, gorzej, jak jest ukryta. A szydło potrafi wychodzić bardzo stopniowo, nieo
                  > mal subtelnie - drobne złośliwości, niby w żartach przemycane krytyczne uwagi,
                  > takie przysrywanie z uśmiechem na twarzy, które zawsze można obrócić w "na żar
                  > tach się nie znasz". Najpierw to są sporadyczne występki, potem problem zaczyna
                  > narastać. Do tego przemocowcowi nie wyjaśnisz, że jakieś zachowania cię bolą,
                  > nie da się tego przegadać, taka wiedza to danie mu oręża do ręki. Przeprosi - i
                  > za chwilę zrobi dokładnie to samo, z lubością - wiedząc już którą strunę może
                  > trącić. Nie ma krzyku, nie ma awantur, jest stałe, uporczywe niszczenie poczuci
                  > a własnej wartości.
                  >

                  Tak, dokladnie, z tym, ze to czesto tylko pierwszy etap. Krzyki, awantury
                  zaczynaja sie pozniej, wlasnie np.gdy rodzi sie dziecko i
                  kobieta jest oslabiona, potrzebuje wsparcia, pomocy.
                  Wtedy przemocowiec juz nie musi sie hamowac i bawic w subtelnosci.
            • vesper_lynd_1 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 22.10.12, 23:45

              Ale czy w ogóle 100 % pewność istnieje w czymkolwiek?
              Masz pewność, że nie zachorujesz?
              Że nie będziesz miała wypadku samochodowego?

              Raczej nie, więc i tutaj pewności NIGY nie będziesz miała- jednak kiedy jesteś świadoma zagrożeń, czujna , finansowo samodzielna, masz wsparcie w rodzinie to trudniej zostać ofiarą ...ktos wyżej pisał, że przemocowcy nie wybierają każdej, która się nawinie, sa kobiety, które ich odstraszają a sa takie, które oni wyhaczą w milionowym tłumie
              • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:22
                no tak, ale nie mam zadnego wplywu na ewentualna smiertelna chorobe, a wypadek samochodowy to tez czesto rzecz nie do uniknienia- w moim przypadku, nie mam samochodu, a gdybym miala, to jest to kwestia sekund..
                Natomiast wybranie sobie meza i ojca dzieciom to jednak decyzja przemyslana i walkowana tysiace razy. Owszem, zdarza sie, ze ludzie na fali zakochania/ zauroczenia podejmuja decyzje o slubie i dzieciach, ale najczesciej jest to pomysl dokladnie przemyslany i przekalkulowany ze wszech stron. Dlatego tez uwazam, ze odpowiedzialnosc jest o wiele wieksza.

                vesper_lynd_1 napisał(a):

                >
                > Ale czy w ogóle 100 % pewność istnieje w czymkolwiek?
                > Masz pewność, że nie zachorujesz?
                > Że nie będziesz miała wypadku samochodowego?
                >
                • vesper_lynd_1 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 07:43

                  Raczej chodziło mi oto, że we wszystkim co robimy lub co nas spotyka w życiu jest pierwiastek niepewności i że nigdy nie wyeliminujemy wszystkich zagrożeń, możemy je jednak minimalizować np. poprzez czujnośc w związku- " widziały gały co brały" jest jednak głupim i nieprawdziwym powiedzeniemwink
            • malila Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 12:25
              xika_da_selva napisała:
              > Czyli jak temu przeciwdzialac?

              Inwestować w siebie. Czyli:
              1. Wyobrazić sobie, jaki ten idealny mężczyzna miałby być. Jakie cechy mieć musi, jak powinien się zachować w konkretnych sytuacjach. Jakich cech mieć nie może, co jest nieakceptowalne. Zastanowić się, jakie cechy byłyby bonusem, dodatkową zaletą, która umiliłaby życie, ale nie jest konieczna. Taka analiza pozwala uporządkować oczekiwania i przedzielić im określoną wartość. Co z kolei pomaga przy podejmowaniu decyzji, bo daje jasność, że fajnie, że pan przynosi kwiaty i mówi komplementy, ale dużo ważniejsze jest to, że jest niesłowny, nieodpowiedzialny czy nielojalny. Widać wtedy jasno, co tracimy, a co zyskujemy. Nawet jeśli koleżankom bardziej podoba się ten z kwiatami, a my chciałybyśmy przed tymi koleżankami wreszcie jakoś zabłysnąć.

              W przypadku, gdy pan już jest i trudno jest się z nim rozstać z powodu środków, które zostały w związek zainwestowane, warto zwizualizować sobie przyszłość z tym panem. Wyobrazić sobie, że pan w przyszłości będzie sie zachowywał tak samo lub gorzej. Wyobrazić sobie, co się stanie, gdy kobieta zajdzie w ciążę, urodzi dziecko, straci pracę, zachoruje itp. Innymi słowy wyobrazić sobie, ile jeszcze można stracić.

              2. Pracować nad pewnością siebie. Przy czym pewność siebie to nie arogancja ani zarozumiałość. To nie jest przyznawanie sobie zawsze racji. Pewność siebie to pewność tego, co się czuje, pewność swoich przekonań, swojego systemu wartości. To również poszanowanie dla samego siebie. Nieignorowanie sygnałów płynących z ciała i z umysłu. Bardzo sugestywne, jest to, co napisała Azcza: "nie będę się o takie bzdury kłócić." Bzdurami nazywa się to, co ona czuje, co jest dla niej ważne, bzdurami nazywa sie to, co ona lubi czytać, oglądać, co się jej podoba. Przestała wierzyć sobie. Ważne jest to, żeby nie przestać. Żeby czyścić niejasne sytuacje do końca. Po to chociażby, żeby była jasność w temacie. Żeby wiedzieć, czy on będzie liczył się z moją opinią? Czy jest w naszym związku miejsce na szacunek dla drugiego człowieka? Czy wiedząc, że mnie rani, weźmie to pod uwagę i przestanie czynić mi przykrości? Czy może będzie chciał zrobić ze mnie swoją Galateę? I co się stanie, jeśli ja się na to nie zgodzę?

              3. Przygotować się mentalnie do opcji: rozstajemy się. Nie chodzi tu o nabranie przekonania, że to rozstanie kiedyś na pewno nadejdzie, że jest koniecznością. Chodzi o to, aby w ogóle dopuścić taka opcję i przygotować sobie plan działania w takiej sytuacji. Chodzi także o to, żeby mieć świadomość, że rozstanie nie będzie porażką, przegraną, zdewaluowaniem się. Kiedy będzie się miało przygotowaną opcję rozstania w taki sposób, aby widzieć w niej po prostu jedną z dróg do pozytywnej przyszłości, nie będzie w człowieku takiego lęku przed rozstaniem. To pozwoli podejmować w razie potrzeby bardziej racjonalne i korzystniejsze decyzje, ale też wpłynie na postawę kobiety, na wzmocnienie jej, czyli na to, co może mieć również wpływ na zachowanie partnera.
              • agaja5b Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 24.10.12, 10:34
                Malila 3 X TAK dla Twojej wypowiedzi.
    • pibelle Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:00
      Wygląda na to, że przemoco
      > wcy wybierają moment kiedy kobieta jest najsłabsza i najbardziej zależna


      Triss, Amerykę normalnie odkryłaś smile
      Artykułu nie chce mi się czytać, ale przecież to jest logiczne dość.
      Są ofiary tak słabe, że ani ciąża, ani ślub nie są potrzebne, żeby je zgnoić.
    • azcza78 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:02
      Niezależność ekonomiczna, praca, sukces zawodowy itp. oczywiście pomaga odejść, może wydłuża proces podporządkowania się, ale nie jest dla przemocy barierą.
      A kiedy się zaczyna przemoc. Pewnie w każdym wypadku na długo zanim się w końcu tą przemoc zauważy, ale wcześniej to często nie jest problem, a przynajmniej tak się wydaje.
      Mogę napisać o sobie, wprawdzie to chyba jeszcze nie przemoc, nawet psychiczna, ale droga do niej. Jestem niezależna ekonomicznie, mam pracę, wsparcie rodziny i znajomych. I mimo to jestem przed decyzją o rozstaniu się z ojcem mojego 1,5 rocznego dziecka, z powodu poniżania, braku szacunku i agresji.
      A jak to było przed ciążą i dzieckiem.
      Obraża się o nic i wychodzi, a niech się obraża, przynajmniej chata jest wolna, można się z przyjaciółką bez jego marudzenia spotkać, na zakupy wyjść. Wkurza to, ale nie dezorganizuje życia, nie zatruwa go.
      Krytykuje mnie na każdym kroku, psycholog stwierdził, że pozwalałam na to, bo byłam do tego przyzwyczajona z domu. Poza tym co z tego, że zjechał mój gust co do filmów, książek itp. Ani przecież nie przestanę przez to czytać co lubię, ani oglądać co lubię. A potem okazuje się, że jednak przestałam, przynajmniej kiedy on widział albo czułam się winna, gorsza, że takimi bzdurami się zajmuję. Ze swoimi gustami, przyjemnościami zaczęłam się kryć po kątach lub nastawiałam, że jak "uprę się", że ja jednak chcę tą książkę przeczytać, to potem usłyszę, że ja nigdy nie mam czasu na rozmowę z nim, jestem obojętna i obrazi się lub w najlepszym wypadku wysłucham komentarzy na temat jakie to debilne filmy oglądam. I co z tego, że jak czytałam tą książkę to on był czymś innym zajęty. Bo przecież gdybym nie czytała, to by chciał porozmawiać. I co z tego, że czyta gorsze bzdury, bo przecież według niego to nie bzdury. I zastanawiasz się co w tej sytuacji jest nie tak i rodzi się bunt, bo wszystko jest nie tak. Ale potem on przytuli, powie coś miłego. A ty myślisz, po co się o takie bzdury kłócić.
      Dyskredytowanie moich opinii, kpienie ze mnie przy innych. Cóż, znowu przyzwyczajenie z domu. Poza tym przecież zwracałam uwagę. Słuchał i mówił, że przesadzam i to ja się zawsze z nim nie zgadzam tylko po to by się nie zgodzić, a poza tym wiem, że przecież on uważa, ze wspaniała jestem. Coś niby było w tym nie tak, bo przecież nie zaprzeczałam mu w niczym albo po prostu wyraziłam swoje odmienne zdanie i skoro taka wspaniała jestem, to czemu nie poparł mnie w tej rozmowie, ale po co się o takie bzdury kłócić. Poza tym znajomi, którzy byli tego świadkami, mówili tylko, że on ze mną rywalizuje, a termin "rywalizacja" to nie celowe chamskie ośmieszanie, wytykanie wad przy innych, kpienie. Czyli niby ostrzegali. Co więcej, niektórzy jego znajomi mówią, że wyraża się o mnie w samych superlatywach. Dopiero potem zaczynam rozumieć, że on budował w ten sposób swój wizerunek przed wybranymi osobami i jeśli był do tego potrzebny mój pozytywny obraz to byłam ok. A to jak mnie traktował co do zasady to już inna bajka.
      Nie posprząta, spóźni się, ustawi plany tylko pod siebie bez pytania o moje zdanie, zmieni istotne wspólne ustalenia jednostronnie. Przecież wszędzie piszą, że są rzeczy ważniejsze niż sprzątanie. Spóźnienie, a jaka dla mnie różnica czy wróci o 17 czy 18 jak i tak nie mamy planów jakiś specjalnych. Plany tylko pod niego. Zawsze mogę powiedzieć nie, ale w sumie co mam lepszego do roboty albo ja w tym czasie sobie pojadę tu i tu. Zmienił nasze ustalenia bez mojej zgody. Pytasz dlaczego, słyszysz chamskie, że nie będę za niego decydować i wiesz, że to przecież nie tak, bo to on zadecydował za ciebie, ale co zrobisz wobec chama. Mówisz sobie to koniec, nie pozwolę siebie tak traktować. A potem on jest miły i mówisz sobie, że z jednego powodu tak fajnego w sumie gościa nie zostawisz.
      A potem jest ciąża, dziecko.
      I to nie jest tak chyba, że o eskalacji zawsze decyduje, że kobieta jest słabsza. Czasem chyba to efekt też tego, że to co wcześniej nie było problemem, nagle zaczęło być. To nie musi być eskalacja, to może być po prostu inny wymiar tych samych w sumie zachowań. Jak muszę zostać w domu z dzieckiem, bo on obrażony się nim nie zajmie, i mam siedzieć w tej atmosferze, znosić te wszystkie przykrości jakie mi serwuje, to zaczyna być to nie do zniesienia. Krytyka - nie chcę by dziecko słyszało jak on nie szanuje jego matki. Poza tym jak nie potrafi nie zjeżdżać mnie przy każdej okazji, to dziecko będzie traktował podobnie. Zatem protestuję, a tu kolejna obraza i coraz gorsza krytyka, coraz bardziej poniżej pasa. Spóźnia się, przy małym dziecku, godzina to dużo. Prośba by tak nie robił, i słyszysz warczenie, że nie będziesz decydować o jego czasie, on też ma pracę itp. Próbujesz coś jeszcze tłumaczyć, ale w zasadzie już mówisz do obrażonej góry lodu. I tak z coraz większą ilością rzeczy rozbijasz się o beton. Sprzątanie, cóż przy małym dziecku, nie będziesz miesiąc czekała aż on raczy odkurzyć, zrobisz to sama. I tak metodą faktów dokonanych jesteś sama z większością obowiązków. Protest - warczenie, chamstwo, obrażenie się - znowu mur.
      Ustawił plany pod siebie - próbujesz rozmawiać o tym by jednak uwzględnił to i to, już nie możesz powiedzieć, że po prostu olewasz - bo usłyszysz, że w takim razie nie masz co liczyć na to i na to. Szantaż. I znowu przy małym dziecku, to już nie takie łatwe olać to i zrobić swoje. Poza tym jak powiem nie, to obrazi się, a ja już nie mogę wytrzymać tej atmosfery jego nabzdyczenia się i tego poniżenia, które mi wtedy serwuje.
      Ci znajomi, którzy wcześniej mówili o "rywalizacji", nagle zaczynają mówić, że to nie wygląda na rywalizację, ale atak. Znajomy z którym ostatnio wdałaś się w dyskusję na spotkaniu towarzyskim, został tak wyśmiany przez niego, za to że w ogóle z tobą rozmawiał - oczywiście wszystko niby żart, że na następnych spotkaniach siada jak najdalej od ciebie.
      Bywa miły, a jakże, tylko teraz jakoś tak tylko w sytuacjach, gdy sobie na to zasłużę, czyli niczym go nie zdenerwuję, a denerwuje go coraz więcej, a i to nie jest gwarantem braku obrażenia się.
      Czyli co się niby zmieniło. Prawie nic, taki jak był wcześniej, był i potem. Zamianie podległa tylko moja reakcja na to - protest i doszła jego reakcja na ten protest.
      Czyli z czyjej winy dochodzi do rozpadu związku? W jego przekonaniu z mojej, bo to ja się zmieniłam, ja zaczęłam wymagać szacunku, podziału obowiązków, nie załatwiania spraw przez obrażanie się.
      Czyli to nie tak, że poniżanie, agresja pojawiła się kiedy ja byłam najsłabsza. Wręcz przeciwnie, pojawiła się bo ja byłam silniejsza, w końcu zaczęłam mówić "nie". I chociaż ciężko rozbijać rodzinę dopiero co narodzonemu dziecku, to chyba nie mam innego wyjścia.
      • pibelle Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:12
        Bardzo trafnie opisujesz to całe uwikłanie i manipulację.
        Powodzenia.
      • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 00:24
        Wyglada na to, ze teraz jestes bardzo swiadoma mechanizmow manipulacji i egoizmu meza. Myslisz, ze gdybys byla tak swiadoma przed slubem, to bys za niego nie wychodzila? Z ciekawosci pytam.
        • bi_scotti Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 02:51
          W linkowanym tekscie najwieksze wrazenie zrobila na mnie reakcja otoczenia pana prawnika. Az mi sie wierzyc nie chce w az tak silne zwiazki zawodowe w tym akurat srodowisku. Niezaleznie od tego kiedy sie przemoc zaczyna, ma ona mozliwosc trwac tak dlugo jak jest na nia przyzwolenie nie tylko/nie tyle ze strony samej ofiary ale i wszystkich dookola niej (rodzina, sasiedzi, znajomi, koledzy w pracy etc.). A to przyzwolenie to nie tylko przymkniecie oka na czyjes ewidentnie podbite oko ale rowniez (a moze przede wszystkim) teksty typu "sama sobie winna", "ja bym odeszla gdyby tylko podniosl reke" etc. etc.
          Nalezy miec nadzieje, ze zaden syn/synek zadnej emamy nigdy nie okaze sie "przemocowcem" ... We can only hope, eh.
          • eliszka25 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 03:48
            tak bi_scotti, tez jestem zdania, ze przyzwolenie srodowiska odgrywa tutaj bardzo duza role. wtedy kobieta nie ma wsparcia w najblizszym otoczeniu i to ja pograza jeszcze bardziej. znam historie, moze troche inna, bo tam nie bylo dziecka, ale najwieksza role odegralo wlasnie najblizsze otoczenie ofiary. zaczelo sie bardzo podobnie, czyli pan idealny nosil z milosci swoja dziewczyne na rekach. ona zakochana, slub itd. w podroz poslubna wybrala sie, na swoje szczescie, nie tylko z malzonkiem, ale tez z najblizsza przyjaciolka i jej chlopakiem. pierwszej nocy na wyjezdzie nowoposlubiony maz tak pobil zone, ze przyjaciolka jej nie poznala, kiedy udalo sie jej jakos wydostac z pokoju hotelowego i doczolgac do drzwi kolezanki. na szczescie chlopak tej przyjaciolki wzial sprawy w swoje rece, nie sluchal tlumaczen i wyjasnien, tylko wezwal policje. dzieki jego stanowczej interwencji i postawie, ktora rzutowala w tym momencie tez na postawe jego dziewczyny, slub zostal bardzo szybko uniewazniony, a ofiara do razu odizolowana od oprawcy. gdyby wtedy pomysleli schematem "sama sobie winna" czy cos w tym stylu, to z pewnoscia tak predko by sie to nie skonczylo.
            • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 09:06
              pamietam wsrod znajomych rodzicow taka pare, ktora zawsze sobie z puszczka jadla, mowila do siebie per zabcio i skarbie, niezaleznie od sirbie opowiadali w samych superlatywach, niespodziewany (dla otoczenia) wniosek o rozwod i okazalo sie, ze facet ogolnie to byl sweet ale od czasu do czasu za zona ganial z bronia (mysliwy). mialam z 14 lat wtedy i pamietam, ze po raz pierwszy pomyslalam, ze fajnie ze moi rodzice od czasu do czasu jednak sie po ludzku klocawink
              • triss_merigold6 Dobra, to inny przykład 23.10.12, 09:23
                To podam inny przykład.
                Spotykałam się kiedyś z facetem, krótko, ze 4 miesiące może. Było fajnie ale na dłużsżą metę bez sensu i zakończyło się na luzie, bez kwasów. Nie dokuczał, nie robił poniżających uwag, nie kłóciliśmy się, ręka mu nie leciała - nic z sygnałów ostrzegawczych.
                Ze 3 lata później wspólny znajomy będąc w ciężkim szoku opowiedział mi o wyjeździe na którym był z panną, ów facet z dziewczyną i jeszcze parę osób. Otóż gość pokłócił się z dziewczyną i ją sprał, pobił tak że była cała w siniakach, ślady na twarzy itd. Potem okazało się, że nie pierwszy raz jej przyłożył i nie ostatni. Dziewczyna pracowała, dzieci nie było.
                I nie mam pojęcia czy gdybym z nim była dłużej to też by mnie to spotkało, po prostu nie wiem.
                • bi_scotti Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 13:21
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Ze 3 lata później wspólny znajomy będąc w ciężkim szoku opowiedział mi o wyjeźd
                  > zie na którym był z panną, ów facet z dziewczyną i jeszcze parę osób. Otóż gość
                  > pokłócił się z dziewczyną i ją sprał, pobił tak że była cała w siniakach, ślad
                  > y na twarzy itd. Potem okazało się, że nie pierwszy raz jej przyłożył i nie ost
                  > atni. Dziewczyna pracowała, dzieci nie było.

                  No ale wlasnie to jest ten problem z otoczeniem. Samo "bycie w szoku" niczego nie rozwiazuje. Ja wiem, ze ofiare przemocy mozna postrzegac jak osobe uzalezniona - sama musi podjac decyzje zeby sie wyzwolic ale tak zwyczajnie po ludzku nie da sie stac z boku i czekac az ona te decyzje podejmie gdy tymczasem jest okresowo obijana na kwasne jablko. Gdy widze pobitego czlowieka i na dodatek znam sprawce, wzywam policje - zero watpliwosci, zero dyskusji. Z szokiem jakos sobie sama poradze, eh ...
                  A ja zwyczajnie nie wierze w to, ze miesiacami, latami "nikt nic nie wie", facet bije jakas zone/narzeczona/girlfriend w ciszy mieszkania a potem wszystko jest cacy. Cudow nie ma, predzej czy pozniej "ktos" wie. I co ten "ktos" z ta wiedza robi? O to mi chodzi - o to zeby nie bylo publicznej ciszy/publicznego przyzwolenia na to, ze jak spiewal Mlynarski "gosc w moim bloku leje zone, bo jast do pani nie podobna". Mysle (i slysze w pracy), ze dla wielu ofiar WSTYD i ZAZENOWANIE sa czesto wiekszym problemem niz sam fizyczny bol. Szczegolnie u kobiet "na stanowiskach" etc. No bo jak to? Ona taka madra, wyksztalcona, professional etc. a nie potrafi sie wyzwolic z takiego zwiazku - sama sobie winna, eh uncertain I tu jest rola reszty swiata - nigdy nie dac jej powodu do takiego czucia sie!
                  • triss_merigold6 Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 13:32
                    No wiesz, mnie przy tym nie było, panny nie znałam i nie znam, usłyszałam opowieść świadka wydarzeń po powrocie z wakacji. Raczej nikomu nie przyszło do głowy, żeby wzywać policję, bo byli na objeździe motocyklowym za granicą.
                    • bi_scotti Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 13:39
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Raczej nikomu nie przyszło do głowy
                      > , żeby wzywać policję, bo byli na objeździe motocyklowym za granicą.

                      No wlasnie. Bo gdyby ktos ich okradl w hotelu to by zawolali (lokalna) policje ale skoro boyfriend obil swoja girlfriend to juz inna sprawa, eh ... Dokladnie, dokladnie ilustrujesz o co mi chodzi - o stosunek do przestepstwa jakim jest pobicie drugiego czlowieka (rowniez zony czy ukochanej!!!) gdziekolwiek na swiecie. Schemat myslenia musi ulec zmianie, dopiero wtedy kobiety faktycznie zaczna sie czuc w miare bezpiecznie.
                      • antyideal Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 13:47
                        Bi- inna sprawa to to, ze policja czesto, a wiem to od kobiet,
                        ktore wzywaly pomoc po awanturze czy pobiciu, zjawia sie
                        z pytaniem w oczach, lub wprost, co tez kobieta nawywijała,
                        ze az tak zdenerwowala partnera..
                        • triss_merigold6 Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 13:54
                          Dżisas, mnie przy tym nie było, historia opowiedziana kilka tygodni po wydarzeniu. Byli wtedy w kraju bałkańskim więc szczerze wątpię czy lokalna policja by się przejęła tym, że cudzoziemiec obił cudzoziemkę po twarzy.uncertain Świadków lania nie było, widzieli efekty następnego dnia.uncertain
                          • lelija05 Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 14:47
                            A mnie zastanawia reakcja reszty ekipy, czy po tym wszystkim tak zwyczajnie kontynuowali podróż, jak gdyby nigdy nic, czy pan spotkał się z ostracyzmem?
                            • amonette Re: Dobra, to inny przykład 23.10.12, 15:46
                              No właśnie? Nawet na ośle bym od takiego zwiała.
                            • amonette Jest jeszcze inny aspekt 23.10.12, 16:03
                              W grupie często jest tak, że ludzie dla WŁASNEGO bezpieczeństwa wolą zdyskredytować ofiarę niż narazić się najczęściej silnemu sprawcy. Bo jeszcze oni wezmą po ryju.
                              Na wsi też lokalnemu bandziorkowi się ręę podaje, bo "co jeszcze zrobi abu podpali". Nikt nie podskocz oficjalnie uncertain.
                          • allatatevi1 Re: Dobra, to inny przykład 25.10.12, 14:39
                            Nie wiem jaki jest moment w którym pojawia się przemoc, ale ty świetnie zobrazowałaś w jakim środowisku sprężyna przemocy nakręca się do tragicznych rozmiarów.

                            1. Upośledzone więzi społeczne, albo dobitniej kompletny brak więzi społecznych, brak jakichkolwiek relacji społecznych poza partnerem, czyli wybitne osamotnienie i izolacja społeczna.
                            Bo tacy znajomi jak twoi triss to żadni znajomi, myślę że normalni nieznajomi wykazaliby się większą empatią niż ci "znajomi". Domyślam się że przy takich znajomych wrogowie nie są już potrzebni...

                            Poza tym brak jakiejkolwiek empatii i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
                            Totalna dehumanizacja bo nikt kompletnie nie zareagował, żeby nie komplikować sobie wakacji.
                            Nie wyobrażam sobie jak wyizolowana społecznie musisz się czuć triss skoro tak przypadkowych ludzi, na których jak widać kompletnie nie można liczyć nazywasz znajomymi.
                            Chyba na większe wsparcie moznaby liczyć od friendów dodawanych na youtubie...

                            2. Wyuczona bezradność i brak podstawowych kompetencji społecznych, które posiada każdy normalny dorosły człowiek.
                            Nie zawiadomili policji bo "byli zagranicą".
                            I nie, nie chodzi tu o Nepal ani inny kraj wybitnie odległy kulturowo, tylko o kraj południowoeuropejski. Ręcę opadają.
                            Paredziesiąt lat temu dzięki takiej mentalności tworzyły się getta w stylu Jackowa, widać taka mentalność kaleki społecznej ma się całkiem dobrze.

                            3. Mentalność wyjątkowo konserwatywna, pełna rasizmu, stereotypowego widzenia świata, ról społecznych. "Bo to był jakiś kraj bałkański"
                            Taka zamknięta, zaściankowa i prymitywna mentalność, gdzie ludzi widzi się poprzez ich narodowość płeć i role społeczną działa jak inkubator na przemoc.
                            To właśnie dzięki stereotypom, uprzedzeniom i często wstydowi takie błędne koła przemocy trwają latami.
                • z_lasu Re: Dobra, to inny przykład 25.10.12, 10:57
                  > I nie mam pojęcia czy gdybym z nim była dłużej to też by mnie to spotkało, po
                  > prostu nie wiem.

                  Bardzo wątpię, żeby Cię to spotkało, wiktymologia się kłania. Taki przykład, pozornie nie na temat. Gdzieś na początku mojego związku z moim obecnym mężem odwiedzili nas znajomi. I chłop zwraca mi uwagę (sam siedząc po prostu przy stole), że cukru nie podałam. Najpierw zrobiłam duże oczy, potem spiorunowałam go wzrokiem, cukier gościom oczywiście podałam, a po ich wyjściu zrobiłam chłopu dziką awanturę, że jest gospodarzem w tym domu tak samo jak ja i jak widzi, że gościom czegoś brakuje, to ma wstać i podać, bo służby póki co nie mamy.

                  Wydaje mi się, że tego typu codzienne sytuacje budują klimat w związku. I albo chłop ucieknie, bo nie wytrzyma z taką babą, ale będzie ją traktował jak równorzędnego przeciwnika i nie będzie ryzykował.
                  • lacitadelle Re: Dobra, to inny przykład 25.10.12, 11:12
                    Byłam kiedyś w całkiem poważnym związku od przeszło roku, bardzo zakochana - pokłóciliśmy się i chciałam wysiąść z samochodu, a facet wtedy przytrzymał mnie za rękę, zabolało. To było 10 lat temu, a świetnie pamiętam ten moment. Zareagowałam bardzo stanowczo, powiedziałam, że mnie bolało, że to jest przemoc i że nie będę znosić takiego zachowania. Facet przepraszał, tłumaczył, że to niechcący, że przypadek, kwiaty przynosił. Jakiś czas się jeszcze bujaliśmy po tym wydarzeniu, ale ja już straciłam dla niego serce. Czy to było przewrażliwienie?

                    Niedawno go spotkałam na ulicy, gadka szmatka, gdzie pracujesz i ile masz dzieci, i on nagle z tekstem - jak Ty pięknie wyglądasz po urodzeniu dzieci, w przeciwieństwie do mojej żony. Zmroziło mnie jak wtedy w samochodzie - może jednak nie byłam przewrażliwiona?
        • azcza78 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 12:35
          xika_da_selva napisała:
          > Wyglada na to, ze teraz jestes bardzo swiadoma mechanizmow manipulacji i egoizmu meza. Myslisz, ze gdybys byla tak swiadoma przed slubem, to bys za niego nie wychodzila? Z ciekawosci pytam.>

          Nie wiem czy pytanie do mnie, ale jeżeli tak, to odpowiadam.
          Nie jestem w stanie odpowiedzieć. Jak napisałam, teoretycznie wiedziałam jaki jest, ale ... ale miał też wiele pozytywnych cech, nikt nie jest ideałem, miał trudne dzieciństwo itp. Poza oceniłam go w zakresie wielu rzeczy własną miarą. Tj. dopóki nie było dziecka, to jak napisałam wiele rzeczy nie miało tak negatywnego oddźwięku na moje życie i na mnie. Wiedziałam, że jak pojawi się dziecko, to konieczne będzie większe współdziałanie, więcej cierpliwości, więcej liczenia się ze sobą, że trzeba będzie uważać na to jaki obraz naszej relacji przekazujemy małej i myślałam, że on też to rozumie - w sferze werbalnej zgadzał się ze mną w tym zakresie. Zatem zdecydowałam się na dziecko. Praktyka okazała się jednak inna.
          Długo próbowałam usprawiedliwiać to co się dzieje stresem związanym z dzieckiem, pracą itp. Przecież wszędzie piszą, że po urodzeniu dziecka kobiety powinny być szczególnie wrażliwe na potrzeby partnerów, żeby ich nie odsuwać od siebie z uwagi na dziecko, bo oni są biedni i też muszą odnaleźć się w nowej sytuacji i ble ble. Teraz dopiero widzę jak potrafią zaszkodzić takie teksty. Rodzina mówiła, że przecież on taki dobry tata jest, że musimy się jakoś dogadać dla dobra małej. Że ja też nie jest bez winy, bo nie dbam o niego- czyli nie gotuję mu i nie piorę jego rzeczy (jedyne dwie rzeczy, których nie mógł zwalić na mnie metodą faktów dokonanych). Odpowiadałam, że przecież pracuję tak jak on, że nie mam czasu wyprać i wyprasować swoich rzeczy i sama żyję na kanapkach, a mam jeszcze robić i to? No niby tak, ale jakoś inne sobie radzą.
          Pytanie raczej powinno brzmieć czy miałam szansę te mechanizmy dostrzec wcześniej. Raczej nie. Za dużo ich jak się okazało wyniosłam z domu (chodzę na terapię i zaczynam właśnie to rozumieć). Poza tym karmi się nas tekstami o konieczności dbania i rozumienia facetów, o konieczności kompromisów, czasem poświęcenia się, że dziecko to głównie odpowiedzialność kobiety i tak już jest itp. I ok, pewnie że należy to robić, ale brak w tych tekstach jednej myśli końcowej - musi w tym obowiązywać jakaś wzajemność, symetria. Zatem czekamy na tą wzajemność, a jak się nie pojawia, to doszukujemy się jej w rzeczach, które nijak się mają do naszego zaangażowania w związek. Taki prosty mechanizm obronny.
          Poza tym niektóre te zachowania stały się nie do zaakceptowania dla mnie dopiero jak spojrzałam na to oczami małej. Co ona będzie widzieć, czego ona może od niego doświadczyć. Pewne zapowiedzi zresztą czego sam już dał, bo zdarzało mu się już i wrzeszczeć na nią, że jest debilnym dzieckiem. To powstrzymałam, ale na jak długo i co będzie następne?
          Zatem pewnie gdybym znała te mechanizmy wcześniej i była ich świadoma i wiedziała jaką skalę przybiorą, to nie decydowałabym się na ten związek i dziecko, ale nie miałam szans dostrzec je w pełni wcześniej.
          • triss_merigold6 Napisałaś b. ważną rzecz 23.10.12, 13:42
            Azcza, napisałaś IMO bardzo ważną rzecz: te zachowania, które niespecjalnie przeszkadzają w układzie bezdzietnym, po pojawieniu się dziecka zaczynają się kumulować i doskwierać coraz bardziej.
            Faktycznie, jak pracujesz i nie ma dzieci, to godzinne spóźnienie faceta jest nie warte uwagi i kwasu. Jak jest małe dziecko, to godzinne spóźnienie staje się problemem. To samo dotyczy wyjść znienacka, umawiania się bez uzgodnienia i tego braku symetrii w odpowiedzialności.
            • malila Re: Napisałaś b. ważną rzecz 23.10.12, 17:40
              triss_merigold6 napisała:
              > Faktycznie, jak pracujesz i nie ma dzieci, to godzinne spóźnienie faceta jest n
              > ie warte uwagi i kwasu.

              A ja powtórzę, że powinno. Systematyczne takie zachowanie (jak również inne wyraźnie niepasujące, wywołujące poczucie gorszości, poczucie, że coś jest nie tak) powinny być warte co najmniej uwagi.
              • lacitadelle Re: Napisałaś b. ważną rzecz 25.10.12, 10:54
                malila napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                > > Faktycznie, jak pracujesz i nie ma dzieci, to godzinne spóźnienie faceta
                > jest n
                > > ie warte uwagi i kwasu.
                >
                > A ja powtórzę, że powinno. Systematyczne takie zachowanie (jak również inne wyr
                > aźnie niepasujące, wywołujące poczucie gorszości, poczucie, że coś jest nie tak
                > ) powinny być warte co najmniej uwagi.

                Ano dokładnie, dlaczego kogoś dla nas ważnego (dziecko) chcemy przed jakimś zachowaniem chronić, a na takie samo zachowanie wobec siebie pozwalamy?

                Tak być nie może - trzeba przede wszystkim cenić, kochać i szanować siebie - to jest moim zdaniem podstawa, która przed takimi typami pozwala się bronić. I tego samego wymagać od partnera. Normalnym jest, że facet się spóźni godzinę i potem za to przeprosi i wytłumaczy. Nienormalnym - jeżeli winę za własne spóźnienie zwala na nas - to jest coś, czego w żadnym wymiarze lekceważyć nie należy.
                • triss_merigold6 No cudownie, ale 25.10.12, 11:21
                  No cudownie, ale jakie masz reakcje na ematce i życiu w rodzinie na wątki w których laska się zali, że pan mąż bez uzgodnienia z nią wychodzi sobie z kolegami i wraca późno albo ot tak umawia się spontanicznie na weekendowy wyjazd albo zapomina o różnych rzeczach (zakupach, nakarmieniu dzieci, odebraniu ich z przedszkola) itd.?
                  Zawsze znajdzie się wiele dobrych duszyczek głoszących, że pani przesadza, czepia się i on biedny się dusi.
                  • lacitadelle Re: No cudownie, ale 25.10.12, 12:01
                    Ale Triss, co ja poradzę na cudze reakcje?

                    Cały szkopuł jest w tym, żeby człowiek miał takie poczucie własnej wartości i szacunek do siebie, żeby na pierwszym miejscu stawiał swoje własne uczucia i reakcje. Co ja mogę zrobić z cudzym poczuciem niskiej wartości i cudzymi reakcjami? Nic niestety, mogę pisać, co uważam, przede wszystkim mogę wychować swoje dzieci na osoby kochające siebie.

                    Metoda małych kroków, zmieniania swojego otoczenia, myślę, że powoli zaczyna działać, bo z różnych stron sączy się przekaz, że kobieta nie jest mniej ważna niż mąż czy dzieci, że w rodzinie każdemu powinno być dobrze, że liczy się równowaga, że poświęcanie siebie to nie jest dobra postawa.
            • agaja5b Re: Napisałaś b. ważną rzecz 24.10.12, 10:50
              A tyle razy słyszy się że prawdziwa odpowiedzialność pojawia się wtedy gdy jest na świecie dziecko, tyle że to taki truizm, każdy z nim sie zgadza a mało kto sie zastanawia naprawdę, jak bardzo zmieni się wtedy układ sił, ich nakład, możliwości, potrzeby dwojga dorosłych ludzi. Zmienia się wszystko i właśnie takie bzdurki nieistotne po ślubie, wybaczane w imię źle pojętej tolerancji, po narodzinach dziecka zmieniaja się w mieszankę wybuchową.
              • xika_da_selva Re: Napisałaś b. ważną rzecz 24.10.12, 11:12
                tak, ale wez teraz powiedz kobiecie, ktora dziecko do tej pory widziala tylko na zdjeciach, ze jej czuly i troskliwy facet zmieni sie w potwora po slubie (jak w przypadku jednej z forumek).

                Kto by sie na dzieci zdecydowal? Jak to racjonalnie oddzielic, skoro nawet fajni faceci nie sa godni zaufania? A co z tymi, ktorzy sa fajni, ale czasem maja zly dzien? A co z teoria jakoby kazdy zwiazek to sinusoida, raz z gorki, raz pod gorke?

                Osobiscie odbieram ten watek, bo mam fajnego faceta, z ktorym czasem sie kloce, a wy mi teraz mowicie, ze moze byc potworem po urodzeniu sie dzieckasmile akurat kiedy zaczelam nabierac zaufania do siebie i swiata!
                • agaja5b Re: Napisałaś b. ważną rzecz 24.10.12, 11:59
                  Mysle że to nie chodzi o to by nikomu nie ufać, rezygnować z dzieci, tylko patrzeć uważnie w siebie, traktować serio swoje potrzeby, odczucia i wątpliwości , nie dać się omamić jakimś swoim wyobrażeniom o związku i człowieku z którym żyję, tylko patrzeć głęboko. Jasno i na temat ujęła to w trzech punktach Malila kilka postów wyżej.
                • agaja5b Re: Napisałaś b. ważną rzecz 24.10.12, 12:09
                  xika_da_selva napisała:

                  A co z teoria jakoby kazdy zwiazek to sinusoida, raz z gorki, raz pod
                  > gorke?
                  >
                  Zaufać swojemu wewnętrznemu kompasowi, jak mówi że jesteśmy na równi pochyłej to nie wmawiać sobie że wspinamy się właśnie na szczytsmile
      • taka-sobie-mysz Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 09:23
        Jakbym czytała o sobie prawie... Też zaczęłam się buntować dopiero po urodzeniu dziecka i też dopiero wtedy zaczęły mi przeszkadzać pewne rzeczy... I też nie ma przemocy fizycznej, tylko taka ładnie zakamuflowana przemoc psychiczna (potrafi się nie odzywać przez wiele dni z rzędu, nie odpowada jak się o coś pytam, jak coś opowiadam to w ogóle tego nie komentuje, nie odpowiada - zaczęłam myśleć, że jestem zwyczajnie nudna.)

        Mam o tyle łatwiej, że mieszkanie jest moje - teraz myślę o kupnie większego mieszkania, ale jeśli nie starczy mi zdolości kredytowej to nie kupię - wolę się gnieździć w kawalerce niż brac kredyt wspólnie z nim, bo sądzę, że dopiero wtedy mój facet pokazałby na co go stać.
      • antyideal Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 11:25
        Zycze sily i wytrwalosci w wychodzeniu z tego zwiazku.
        Pewnie zdajesz sobie sprawe, ze dziecko oprocz tego, ze jest swiadkiem
        nierzyjemnych sytuacji miedzy Wami niedlugo samo bedzie ofiarą
        fochow i emocjonalnych hustawek ojca.
        Moj byly partner choc byl jako ojciec czuly, oddany itd potrafil np.
        karac MNIE tym, ze przez tydzien ignorowal dziecko,
        traktowal je jak powietrze, gdy przychodzilo do niego, mialo 2, 3 latka.
        Po czym, gdy mijał okres kary, momentalnie wracal do roli czulego ojca.
        Ja wiedzialam po co to robil, dziecko totalnie skolowane.
        Nie namawiam do zrywania więzi oczywiscie, ale gdy bedziecie mieszkali
        osobno jest nadzieja, ze dziecko nie doswiadczy az tak bardzo niestabilnosci i
        humorów tatusia..
      • amonette Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 15:37
        Jak wygląda jego reakcja na Twój opór?
        Pięknie opisałaś powolne gotowanie żaby w garnku uncertain. Dobrze, ze żaba może wyskoczyć.
        Co innego kłótnie i unikanie obowiązków - zdarza sie cool, co innego - dyskredytowanie, wyśmiewanie, nieliczenie sie z Twoim zdaniem. Tu już trzeba powiedzieć stop.
        Rozpad związku to nie dramat, życie z kimś takim dramatem na pewno będzie. W sumie czas na rozwód nie jest zły - nie będzie dla dziecka takim dramatem, jakim by był dajmy na to za 2 lata.
    • kobieta_z_polnocy Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 16:02
      Wzorce z domu rodzinnego, uzależnienie ekonomiczne, ciche przyzwolenie otoczenia, itd. - to wszystko odgrywa ważną rolę w takich układach, ale..

      Może napiszę tu coś niepopularnego, ale moje odczucie jest takie, że najważniejszym czynnikiem w takich sytuacjach jest jednak wszechobecna bierność kobiet. Każda z nas mniej lub bardziej podskórnie miała wpajane przekonanie, że "mężczyzna wszystko załatwi". Stąd powszechna wśród kobiet bierność na rynku pracy, koncentracja jedynie na dobrych ocenach na studiach i schludnych notatkach, poleganie na mężczyznach w tych wszystkich "skomplikowanych" sprawach.
      Kobiety z góry ustawiają się na pozycji tego słabszego, który będzie zawsze potrzebował pomocy, jak nie z dziećmi, to z zapewnieniem godziwego bytu, itd. Jest w nas (w mniejszym lub większym stopniu) potrzeba posiadania mężczyzny - to się nie zmieniło od tysiącleci. A co za tym idzie, godzenie się kobiet na wiele, byle tylko facet był. Te ciągłe przymykanie oczu, pseudo-wyrozumiałość i "wybaczanie", które z wybaczaniem nie ma nic wspólnego. Wszechpotężna "grzeczność" kobiet, które wcale nie wynika z dobroci serca, lecz z walki o to, by facet wybrał mnie, a nie inną.

      Skoro się całe życie ma zaprogramowane na bycie w związku, to nie tak łatwo z mężczyzny zrezygnować (i wykształcenie czy zamożność ma tu mniejsze znaczenie niż się wydaje). Nie ma w kobietach zbyt wiele samodzielności i odwagi by samej dochodzić do swojego. Bardziej najwyraźniej opłaca się nam mieć faceta niż być całkowicie niezależnymi. Ot, taka strategia płci. Więc jak mówię, nie dostrzega się pewnych rzeczy, rozkłada sytuacje na tysiące czynników, doszukuje winy w sobie - jednym słowem "racjonalizuje".

      Uogólniam, powiecie, i oczywiście jest to prawda. Tym niemniej takie wydają się być mechanizmy we wszystkich warstwach społecznych i jedyne co się zmienia to ich natężenie.
      • amonette Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 16:04
        Bardzo uogólniasz. Nie zapisuję się do twojej grupy. Nigdy taka nie byłam - serio serio.
      • peregrin_t Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 16:12
        Moja teściowa, komentując zachowania swojego męża w stosunku do siebie, szwagra w stosunku do siostry i syna w stosunku do mnie użyła słów "bo nie ważne jaki chłop, byle był", przekonując mnie, że nie mam racji w walce o brak przemocy we własnym domu. Że jeszcze zapłaczę za nim, jeśli odejdę. Że tak jest ok, że wymyślam, że o co mi chodzi, przecież mnie nie bije i nie gwałci... I niestety, dużo jest takich kobiet. Zastanawiam się tylko, czy ona jest tak zaszczuta, czy naprawdę tak uważa.
        Ja nie wzięłam sobie do serca jej słów, wręcz przeciwnie, walczę o siebie i dzieci.
        PS. Sądząc po ilości zwierzeń w tym wątku, zjawisko jest dość powszechne sad
      • bi_scotti Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 22:24
        kobieta_z_polnocy napisała:

        > Kobiety z góry ustawiają się na pozycji tego słabszego, który będzie zawsze pot
        > rzebował pomocy, jak nie z dziećmi, to z zapewnieniem godziwego bytu, itd.

        Albo ... w pozycji tej, ktora "wszystko wytrzyma dla jakichs tam wyzszych celow" - taka postawa paradoksalnie moze dawac podobne rezultaty jak "bo ja jestem taka mala i slaba" - tzw. "silna, samodzielna" kobieta nie bedzie prosic o pomoc gdy facet ja obije albo rzuci nia o sciane. Ona wstanie, otrzepie sie, nikomu nie powie i pojdzie dalej walczyc o "szczescie rodzinne", bo ... to przeciez wstyd, ze ona - ta madra, silna i samodzielna nie rozpoznala tych jakichs pierwszych sygnalow czy co tam niby miala rozpoznac. I podobnie jak tej slabej i bezbronnej, tej silnej i samodzielnej zejdzie czasu i straconego zdrowia zanim zdobedzie sie na przeprowadzke do shelter czy inne drastyczne rozwiazanie.

        > Jest
        > w nas (w mniejszym lub większym stopniu) potrzeba posiadania mężczyzny - to si
        > ę nie zmieniło od tysiącleci. A co za tym idzie, godzenie się kobiet na wiele,
        > byle tylko facet był. Te ciągłe przymykanie oczu, pseudo-wyrozumiałość i "wybac
        > zanie", które z wybaczaniem nie ma nic wspólnego. Wszechpotężna "grzeczność" ko
        > biet, które wcale nie wynika z dobroci serca, lecz z walki o to, by facet wybra
        > ł mnie, a nie inną.
        >

        Ale tez czesto i jakies takie dziwaczne poczucie wyzszosci typu "on sobie, biedaczek, beze mnie nie poradzi" - i na tej fali zaplatywanie sie w owo wybaczanie, samobiczowanie i inne takie tam typu "ja bede madrzejsza - nie bede go prowokowac" etc. etc.

        > Nie ma w kobietach zbyt wiele samodzielności i odwagi by samej d
        > ochodzić do swojego.

        Ja bym tu podkreslila to "swojego"! Bo te same kobiety potrafia byc prawdziwymi mama bears gdy przychodzi walczyc o prawa ich dzieci czy nawet o ... dobre imie tego ich oprawcy! Jakis taki syndrom Silaczki czy co ...

        >
        > Uogólniam, powiecie, i oczywiście jest to prawda. Tym niemniej takie wydają się
        > być mechanizmy we wszystkich warstwach społecznych i jedyne co się zmienia to
        > ich natężenie.

        Powiem, ze prawda ale dodalam do niej jeszcze i moje, rownie prawdziwe smile , obserwacje uzupelniajace. Bo ten obraz ofiary, kobiety-ofiary, nie jest taki jednoznaczny aczkolwiek efekt koncowy jest najczesciej ten sam. Ja widze jednak problem w tym, ze spoleczenstwo nie tylko, ze tych kobiet nie wspiera i nie broni ale wrecz wyraznie nie szanuje. I zawsze znajduje excuses dla bijacego. Popatrz wyzej na moja rozmowe z Triss o Jej znajomym, ktory gdzies na Balkanach obil swoja girlfriend. Wiec poniewaz to bylo na wyjezdzie wakacyjnym na Balkany i poniewaz na policje w ogole nie mozna liczyc (???) to nikt tej policji nie zawiadomil i towarzystwo dalej na tych motorach w pierwotnym skladzie pojechalo. A pomysl jak by bylo gdyby tego bijacego jacys "nieznani sprawcy" np. napadli na schodach w hotelu? Tez by nie mialo sensu informowac policji? Hmmm ... A to sa wszystko pewnie mili, sympatyczni, normalni ludzie, ktorzy sami nawet nie widza tych double standards, ktore maja w glowach. Life, eh uncertain
        • aandzia43 Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 24.10.12, 22:14
          Jej znajomym, ktory gdzies na Balkanach obil sw
          > oja girlfriend. Wiec poniewaz to bylo na wyjezdzie wakacyjnym na Balkany i poni
          > ewaz na policje w ogole nie mozna liczyc (???) to nikt tej policji nie zawiadom
          > il i towarzystwo dalej na tych motorach w pierwotnym skladzie pojechalo.

          Bi, nie gorączkuj się. Jak sądzisz, co zrobiłaby policja na Bałkanach, gdzie przemoc wobec kobiet jest usankcjonowana kulturowo, gdyby przyszedł na komisariat jakiś turysta-cudzoziemiec i zeznał, że koleżanka ma siniaki i że PRZYPUSZCZALNIE pobił ją jej chłopak, ale nikt nic nie widział i nie słyszał? Ja oczyma wyobraźni widzę tylko wzruszenie ramion i gromki śmiech. Ostracyzm towarzyski wobec sprawcy zawsze można zastosować i bez policji w obcym (i z obyczajami pobłażliwymi dla danego przestępstwa) kraju.
          • bi_scotti Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 24.10.12, 22:39
            Bo ja wiem ... pracuje z ludzmi z bylej Jugoslawii i do glowy by mi nie przyszlo traktowac ich jako cywilizacyjnie "nizej" niz Polacy - w PL na policje bym zadzwonila bez zadnych watpliwosci, podobnie w Dubrowniku, Sarajewie czy innym Skopje. Troche chyba mitologizujesz te policje na Balkanach - masz jakies faktyczne, uczciwe doswiadczenia z ostatnich lat? Zebys sie nie zdziwila wink
      • anorektycznazdzira Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 23.10.12, 23:08
        Przepraszam, bo wyjdzie mi wycieczka osobista, ale uważam, że musisz pisać i wnioskować z własnego wychowania. Nie wszystkie tym czasem tak mają i na przemocowców nacinają się także te niezależne i samodzielne, wychowane przez niezależne i samodzielne matki.
        Nie przeczę, że osoby z natury lub wychowania nauczone, że mają siedzieć cicho będą łatwym celem. Jednak osoby nawet dość przebojowe, ale po prostu pragnące rodziny, zauroczone przez przemocowca-pozoranta, przejściowo zależne ekonomicznie i logistycznie- potrafią sie dać ugotować. Nie potrzeba do tego uogólnionego syndromu "muszę miec w domu portki".
        Przemocowcy to manipulatorzy i psychopaci potrafiący wywierać wielki wplyw psychiczny. To jest główny problem ofiary: mają przezd sobą zawodnika grajacego mocno nie fair, posuwajacego się do presji i rodzajów szantażu, do którego one same nie byłyby zdolne się posunąć ani nawet go wymyslić. Nie dlatego, że sa takie zablokowane, ale dlatego, ze to nie one są psychopatkami tylko zdrowymi emocjonalnie, czującymi ludźmi o zwykłym poziomie empatii i dobrych chęci. Do tej gry staje uczciwy gracz i perfidny oszust, to dlatego ten pierwszy ma tak źle.
        • widelcemprzezswiat Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 24.10.12, 01:27
          też jestem zdania, że każda może trafić na przemocowca, nawet ta teoretycznie niezależna i samodzielna... problem polega na tym, co już pisały dziewczyny, że początkowo jest pięknie i w pewien sposób uzależniasz się od tego faceta.. emocjonalnie, psychicznie.
          Ja osobiście nie mam doświadczeń z przemocowcem, ale czasem zastanawiam się czy mój pierwszy chłopak - pierwsza miłość na takiego nie miał zadatków (zazdrość o wszystko, zazdrość o przeszłość - choć poznałam go jak miałam 18 lat, więc co to za przesżłość byławink, kontrola, nawet przy wyjściu z koleżankami)
          na szczęście po 4 latach wyjechałąm na studia zagranicą i trochę przejrzałam na oczywink przez kolejne 2 luby się zmieniał, ale nie miało to już sensu. Teraz wiem czego chcę i takiego mam partnera i to z nim mam dziecko..
          aaaa, a byłemu powiedziałam dowidzenia, gdy koledze z pracy urodziło się dziecko, nagle doszło do mnie (byliśmy już razem 6 lat): "jak mam mieć dziecko z osobą, która o wszystko robi problemy i o wszystko robi fochy i zazdrości"...
          to był dobry dzień wink
        • xika_da_selva Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 24.10.12, 08:58
          A ja sie nie zgadzam z przedstawianiem przemocowca jako wyrafinowanego gracza, wyrachowanego I manipulatora.
          Najczesciej to sa ludzie o masakrycznie niskiej wlasnej wartosci, ktorzy czuja potrzebe poczucia sie lepszym, ktorzy rywalizuja wiecznie z partnerka, ktorzy kazde jej slowo traktuja jako autentyczny atak,i naprawde w tej atak wierza...a potem krytyczne odzywki, agresja wchodza po prostu w nawyk.
          Kazdy czasem sobie pomyslal (!) „uuh, wyrzucilabym tego idiote przez okno”, ale tego nie robi, poniewaz mamy caly szereg innych sposobow dojscia do konsensusu. A przemocowiec zadnego wachlarza sposobow nie ma, bo nikt go nie nauczyl, np. Rozmawiac.

          Jestem przekonana, ze kazda z nas miala taka znajoma czy nawet kolezanke w otoczeniu, przerwazliwiona na wlasny temat... albo my same w wieku nastoletnim..pamietam, ze jak mialam nascie lat to bylam przekonana, ze wszyscy o mnie mowia, a jak uslyszalam czyjs smiech, to od razu myslalam, ze to ze mnie. Wiekszosc przemocowcow dalej tak sie czuje, a krytykanctwo, wysmiewanie itp, po prostu weszlo im w nawyk, jako jedyna opcja wyniesiona zapewne z domu. Wyrachowanie, manipulacje, „przygotowywanie siatki uzalezniajacej” zostawmy dla psychopatow, ktorych wcale nie jest tak wielu...natomiast tych zgniecionych psychicznie dzieciakow, z ktorymi nikt sie nie liczy jest caaale mnostwo.
          • anorektycznazdzira Re: Moment kiedy pojawia się przemoc 25.10.12, 11:14
            Trzeba zauważyć różnicę, pomiędzy trudnym do wytrzymania krytykantem z kompleksami albo cholerykiem, których jest trochę i ludzie zwyczajnie mają o nich złe zdanie, od osobnika, który uzależnia od siebie ofiarę zanim ją zacznie niszczyć. Zwróć uwagę na to, że nie piszemy o sytuacji, kiedy "on zawsze miał ciężki charakter, ale wierzyłam, że po ślubie/ciąży się zmieni". Dziewczyny piszą wyraźnie: nie było widać, starał się i był super, często ponad normę, rodzina późniejszej ofiary go uwielbiała. Koleś poczekal, aż sytuacja się zmieni i kobieta:
            a. całkowicie mu zaufa (tak jak jej rodzina i znajomi)
            b. będzie w podporządkowanej sytuacji ekonomicznie i organizacyjnie,
            po czym zlał ją łamiąc nos albo przewlókł przez dom za włosy. Zwykle jedno i drugie, grożąc przy tym co jej zrobi w sensie fizycznym i życiowym (np. zabierze dziecko). To JEST psychopata z talentem do manipulacji.
    • asiara74 Kobieto z północy 24.10.12, 11:40
      Podpisuje się pod twoimi słowami obiema rękami.
      Bierność wg mnie powinna być 8 grzechem głównym
      • clementine_kruczynski Re: Kobieto z północy 24.10.12, 17:00
        Jestem w szoku jak wiele kobiet jest w takiej sytuacji.
        Jest to i mój problem. Jestem właśnie w trakcie rozwodu, za kilka dni zaczynam nowe życie bez męża-oprawcy w moim domu.

        Martwię się o dzieci - przyszły były jest z nimi mocno związany, nie zamierzam mu utrudniać kontaktu. Ale obawiam się, że jak zabraknie mu worka treningowego, którym byłam, zacznie rozładowywać agresję na dzieciach. Co tu można poradzić? Namawiać byłego na terapię (mało realne, przyznanie się do problemów jest dla niego niewykonalne) i dyskretnie patrzeć mu na ręce, starannie wypytując dzieci o to, co u niego robiły, o czym rozmawiały, jaki tata dla nich był, itd. Jakby się działa krzywda, to sąd rodzinny, badanie psychologiczne maluchów, ograniczenie władzy rodzicielskiej.

        A co do momentu gdy przemoc się zaczęła. U mnie nigdy nie było różowo, zawsze były drobne uszczypliwości wypowiadane z uśmieszkiem na ustach, próby bronienia się były kontrowane "jesteś przewrażliwiona", "na żartach się nie znasz". Zawsze też było wywlekanie przeszłości - tego, że pochodzę z rodziny z problemami (mama-rencistka z powodu choroby psychicznej i wyżywający się na niej ojciec-choleryk) i rzekomo mam z tego powodu chwiejną osobowość i nadwrażliwość, i tego że miałam kilku partnerów seksualnych przed małżeństwem - co niby świadczyło o mojej zepsutej postawie moralnej. Była też rywalizacja - pracujemy w jednym zawodzie, na równorzędnych stanowiskach, ale małżonek zawsze chciał podkreślać, że moja praca jest mniej warta, że mam mniejszy staż, słabszy akcent, a jak powiedziałam coś sensownego na tematy zawodowe to udawał zdziwionego "a to ty to jednak wiesz???".
        Że mam problem z przemocą uświadomiłam sobie dopiero po urodzeniu drugiego dziecka, gdy zredukowałam etat i zaczęłam potrzebować jego wsparcia finansowego (do tej pory mieliśmy osobne budżety i jakoś to się toczyło). A że wsparcia udzielał niechętnie, było coraz więcej kłótni - ja byłam nieodpowiedzialna, niepoważna, rozrzutna, miałam zj...ną osobowość, leniwa (tak naprawdę zapierdzielałam jak głupi osioł), generalnie syf. Czerwone światełka pozapalały mi się gdy w którejś rozmowie, jak tłumaczyłam mu jak komu dobremu po co kobieta od czasu do czasu potrzebuje wydać 200 zł na fryzjera czy sukienkę, usłyszałam "skoro jesteś taka próżna i wygląd jest dla ciebie taki ważny to ci te twoje sukienki potnę". Inny kwiatek, powiedziany przy dzieciach "pourywam łby twoim kotom i wyrzucę do kibla". Wtedy już wiedziałam , że typ po prostu chce zniszczyć to, na czym mi zależy i trzeba spierdzielać. Niestety, opiekowałam się chorą mamą i było to trudne to wykonania.

        Teraz sytuacja zmieniła się na tyle, że mogę sobie na luksus rozwodu pozwolić.
        • antyideal Re: Kobieto z północy 24.10.12, 20:35
          Psychopatyczne te teksty bylego..
          Zglaszalas gdzies, ze w domu byla przemoc ?
          Dobrze by bylo, tak na wszelki wypadek, gdybys w
          przyszlosci chciala podjac jakies dzialania majace
          chronic dzieci.
          • clementine_kruczynski Re: Kobieto z północy 24.10.12, 21:02
            Raz była u nas policja, wezwana przeze mnie do awantury.
            Mimo wysiłków nie udało mi się nagrać gnoja na dyktafon, ale koleżanka i brat widzieli krzywe odzywki, jak np. 'ale tu brudno' rzucone z nienawiścią na widok niesprzątniętego stołu.
            Dzięki niemu miałam krótkie i gwałtowne załamanie nerwowe, byłam na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym, mój małżonek na izbie przyjęć złożył fałszywe oświadczenie że stanowię zagrożenie dla siebie i dzieci, by były podstawy do zatrzymania mnie na leczeniu przymusowym i bym nie mogła wyjść ze szpitala na własne żądanie. Mam na piśmie jego późniejsze sprostowanie, w którym przyznał się do poświadczenia nieprawdy.
            Jednym z pierwszych telefonów, który wykonał po moim zachorowaniu, był do kierownika z informacją, że jestem w psychiatryku - to też podchodzi pod znęcanie się, bo zdecydowanie nie było w moim interesie by ktokolwiek w pracy wiedział o charakterze moich problemów zdrowotnych. I zresztą niewiele brakowało bym z roboty wyleciała, na szczęście tak się nie stało.
            Tyle mam...
            • antyideal Re: Kobieto z północy 24.10.12, 21:17
              Moj tez, gdy doprowadzil mnie do zalamania nerwowego natychmiast pognal
              do psychologa z dzieckiem, zeby bronic jego kruchej psychiki przed
              niezrównowazoną matką...I to on przygotowal sobie dowody majace swiadczyc, ze
              to ja jestem przemocowcem, gdy zobaczyl, ze zaczynam podejmowac dzialania
              majace ukrocic jego przemoc.
              A gdy dowiedzial sie, ze wybieram sie do dzielnicowego pognal tam pierwszy...
              Tacy oni wlasnie sa, mistrzowie w odwracaniu kota ogonem.
              Warto zebys była w kontakcie z jakas osoba z osrodka wsparcia rodziny czy
              czegos takiego i zeby znala na biezaco Twoja sytuacje i dzieci.
              I nie ukrywaj przed rodzina, znajomymi kim on jest naprawde.
              Warto zalozyc mu niebieska karte, zeby byly dowody ze stosowal przemoc, bo
              sama widzisz, jest w stanie wiele zrobic przeciwko Tobie a nawet dzieciom.

              • peregrin_t Re: Kobieto z północy 25.10.12, 12:02
                Mój nie stosuje przemocy fizycznej. Kiedyś dwa razy mu się zdarzyło, lata świetlne temu. Teraz zmądrzał, bo i dzieci duże, więc bałyby się go, i wie, że lepsza droga to przemoc psychiczna. Jak ją udowodnić? Chodzimy na terapię, która polega właściwie na tym, że on przedstawia swoje wersje wydarzeń - szczątkowe, podkoloryzowane, znadinterpretowane, kłamliwe. Ja prostuję. On zaprzecza, zarzucając mi, że go atakuję. Robi z siebie biednego skrzywdzonego przez roszczeniową choleryczna babę misia...
                Dojrzewam do odejścia, rozwodu. Ale wciąż się boję tego, co on zrobi potem. Skoro teraz jest piekiełko, co będzie, gdy urażę jego dumę zostawiając go?
                • antyideal Re: Kobieto z północy 25.10.12, 13:59
                  Probowalismy terapii ze dwa razy, ale wygladala podobnie.
                  W koncu rezygnowal, bo "i tak kłamię" wink
                  Warto najpierw sie wzmocnic przed podjeciem dzialan na rzecz
                  rozstania sie, uzyskac konkretną wiedze, zeby nie dawac sie zastraszac,
                  Mozna tez wzmocnic sie farmakologicznie, nawet antydepresantami,
                  by przez to moc przejsc. To nic strasznego a moze pomóc, zwlaszcza
                  w stanach lękowych.
                  • bi_scotti Re: Kobieto z północy 25.10.12, 23:56
                    antyideal napisała:

                    > Warto najpierw sie wzmocnic przed podjeciem dzialan na rzecz
                    > rozstania sie, uzyskac konkretną wiedze, zeby nie dawac sie zastraszac,
                    > Mozna tez wzmocnic sie farmakologicznie, nawet antydepresantami,
                    > by przez to moc przejsc. To nic strasznego a moze pomóc, zwlaszcza
                    > w stanach lękowych.

                    No i koniecznie trzeba sie wzmocnic poprzez circle of friends. Jesli rodzina nie wspiera to znalezc znajomych/znajome/przyjaciol/przyjaciolki chocby i ludzi zawodowo zwiazanych z pomoca kobietom w zlych zwiazkach. Samotnosc (osamotnienie!!!) to najgorszy wrog - czlowiek potrzebuje innych ludzi, szczegolnie gdy ma sie wygrzebac z czarnej dziury. Nie wolno sie bawic w Zosie-Samosie, bo to tylko spowalnie proces odzyskiwania wolnosci. Good luck!
                    • czarnaalineczka Re: Kobieto z północy 26.10.12, 00:08
                      łatwo powiedziec...
                      czesto jest tak ze rodzina i znajomi sa po stronie przemocowca
Inne wątki na temat:
Pełna wersja