Co dalej - prośba o radę

26.10.12, 21:57
Czytam to forum już od dawna, choć praktycznie się na nim nie udzielam. Teraz jednak postanowiłam zapytać was o radę.

W najbliższych dniach najprawdopodobniej zostanę samotną matką. Córeczka ma dwa lata, chodzi do prywatnego żłobka, bo w państwowym nie miała szans na miejsce. Mam własne mieszkanie, jest za duże jak dla nas i w bardzo złym stanie. Wymaga generalnego remontu (wymiana okien, podłóg, drzwi, rur w ścianach, kabli, pomalowanie ścian etc).
Mam stałą umowę o pracę, zarobki może nie najgorsze w skali kraju, ale jak na warunki warszawskie nie ma się czym chwalić.

Najgorsze dla mnie w całej sytuacji jest nie to, że zostaniemy z jedną pensją, bo i tak sama musiałam wszystko utrzymać – pan miał wieczne problemy ze znalezieniem pracy / utrzymaniem się w niej / wyegzekwowaniem wypłaty (przynajmniej taka była jego wersja w przypadku wszystkich problemów). I tak nie mogłam na niego liczyć finansowo, a od kilku miesięcy w żaden inny sposób – przestał już nawet zajmowac się dzieckiem, stąd konieczność żłobka. Owszem, córeczkę kocha, czasem się z nią pobawi, przewinie, zrobi kanapeczki, ale już nie ma specjalnej ochoty opiekować się nią dłużej niż przez pół godziny. Na spacerze ostatnio był z nią chyba 4 miesiące temu.

Najgorsza dla mnie w tym wszystkim będzie chyba samotność. To że będę wracać z dzieckiem po pracy, codziennie do pustego, ciemnego mieszkania, i już nikt więcej nie przyjdzie. Będziemy już zawsze tylko my dwie, same w tym domu.

Zastanawiam się w związku z tym nad następującymi rozwiązaniami:

1. Sprzedaż mieszkania i kupno mniejszego. W tym mieszkaniu mieszkam od dzieciństwa, mam z nim złe wspomnienia. Byłam tam praktycznie sama z matką, nie dość że alkoholiczką, to jeszcze w depresji. Boję się że jeśli będę tam mieszkać sama z dzieckiem, jakoś to wszystko na mnie wpłynie. Że chodząc po tych samych pokojach, gotując w tej samej kuchni, myjąc się w tej samej łazience, będę nieświadomie powielać zachowania matki w stosunku do własnego dziecka, a tego chcę za wszelką cenę uniknąć.
Problem polega na tym, że nie wyobrazam sobie, kto mógłby i chciał kupić takie wielkie, zniszczone mieszkanie. Nie stać mnie nawet na wycenę, nie wspominając już o remoncie. Większość mojej pensji pochłania żłobek i opłaty za mieszkanie i energię. Owszem, są kredyty, ale nie wiem, skąd miałabym wygospodarować co miesiąc pieniądze na spłatę raty, skoro już teraz mi nie wystarcza i od połowy miesiąca mam już debet na koncie. Poza tym mam dość niepewną sytuację w pracy, pomimo stałej umowy, i wikłanie się w kredyt nie byłoby chyba rozsądne.

2. Drugie wyjście to wynajęcie komuś pokoju w zamian za opiekę nad dzieckiem. Nie wiem tylko, czy ktoś chciałby w takiej ruderze zamieszkać. Poza tym interesowałam się trochę, ile ludzie płacą takim opiekunkom z zamieszkaniem – wychodzi na to, że niewiele mniej niż dojeżdżającym, czyli 2000 w Warszawie to absolutne minimum. Ja myślałam raczej o połowie tej kwoty, wydawało mi się to logiczne – zatrudnionej osobie odpadają wtedy koszty wynajmu mieszkania czy pokoju, ewentualnie opłacenia własnego ze wszystkimi mediami, a także dojazdy.
Mnie dałoby to bardzo dużo: po pierwsze odpadłby mi problem chorób córki – żłobek jest idealny tylko do tego momentu, a ja jak każdy nie mogę chodzić na częste zwolnienia. Poza tym miałabym poczucie czyjejś obecności w domu. Nie chodzi o to, że chciałabym wykorzystywać te osobę do opieki nad córką po jej faktycznych godzinach pracy. Po prostu miałabym poczucie, że ktoś jeszcze jest w domu, że w drugim pokoju pali się światło. Dla mnie to bardzo ważne, szczególnie w tym ponurym mieszkaniu.

3. Myślałam też o tym, żeby wynająć pokój innej samotnej matce z dzieckiem w podobnym wieku. Ale nie znam nikogo takiego, musiałabym szukać przez internet, a nie wiadomo na kogo trafię. To wymaga jednak wielkiego zaufania. Dawniej wynajmowałam pokój kilku osobom (nie naraz oczywiście, miałam troje lokatorów po kolei) i zawsze trafiałam na uczciwe osoby z polecenia znajomych. Teraz jednak, kiedy mam dziecko, nie wiem czy zaufałabym komuś równie łatwo.
Co o tym myślicie? Jak postąpiłybyście na moim miejscu? Wiem, że moja sytuacja nie jest wcale najgorsza (mam stałą pracę i własne mieszkanie, o czym wiele osób może tylko marzyć). Ale nie użalam się nad sobą, chcę tylko wybrać najlepsze rozwiązanie.
    • jola-kotka Re: Co dalej - prośba o radę 26.10.12, 22:02
      Ja bym starala sie sprzedac mieszkanie,kupisz cos mniejszego a reszta kasy bedzie jako jakies zabezpieczenie na przyszlosc.
    • twoj_aniol_stroz Re: Co dalej - prośba o radę 26.10.12, 22:05
      Postarałabym się zamienić to mieszkanie na mniejsze i tańsze. Dopiero jakby się to nie udało to szukałabym rozwiązania z wynajmowaniem pokoju lub z nianią z zamieszkaniem.
    • mary_lu Re: Co dalej - prośba o radę 26.10.12, 22:49
      Jeżeli mieszkanie jest w dobrej lokalizacji, to spokojnie sprzedasz nawet zrujnowane. Jest wielu potencjalnych kupców, którzy mają własną wizję wnętrza i chętnie kupią coś do remontu. Duże, drogie mieszkanie często nawet prędzej sprzeda się jako "do remontu", niż "ekonomicznie" wykończone panelami, drzwiami i kafelkami z marketu budowlanego.

      Możesz poprzeglądać ogłoszenia z Twojej okolicy i zorientować się w cenach.
      • saga55-5 Re: Co dalej - prośba o radę 26.10.12, 23:19
        Nie dość że za wielkie na was dwie, to jeszcze masz złe wspomnienia.
        Sprzedać w diabły i poszukać czegoś mniejszego i zacząć wszystko od nowa.
        Powodzenia życzę smile
    • soczek_bez_gazu Re: Co dalej - prośba o radę 26.10.12, 23:35
      sprzedaj mieszkanie i idz do sadu po zasadzenie alimentów. Z wynajmem w zamian za opiekę może nie być tak łatwo, ryzykujesz tym, że zostaniesz bez opiekunki i z kłopotliwym lokatorem.

      Może nowe mieszkanie, bez przykrych wspomnień, pozwoli ci poniekąd zacząć na nowo? W każdym razie przeprowadzka na pewno cie pochłonie i być może pozwoli uwolinić się o natrętnych myśli.

      A pana przyciśnij koniecznie, macie coś w ogóle uregulowane sądownie?
    • escadka Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 00:12
      Nie powierzaj opieki nad swoim dzieckiem niani. Wszystkie nianie to france i wszystkie wrzeszczą na dzieci, wyżywają się na nich , wiele z nich bije dzieci. Jeżeli myślicie, że Wasza niania jest inna, to jesteście w błędzie. Najlepsza niania to babcia.
      • amy.27 Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:56
        zmień dilera.
    • izawawa Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 08:43
      A ja bym wynajęła pokój czy dwa powiedzmy na rok a pieniądze wynajmu przeznaczyła na remont. Mieszkanie zawsze można sprzedać, nie ma się co spieszyć a za wyremontowane dostaniesz wyższą cenę.
      To, że ktoś urodził się w stajni nie znaczy, że jest koniem, nie widzę powodu dla którego miałabyś zostać sfrustrowaną alkoholiczką tylko z powodu faktu mieszkania w tym samym domu.
      Pudełko ze starymi zdjęciami schowaj w najciemniejszy kąt pawlacza, to co źle Ci się kojarzy a jest Ci niepotrzebne - wyrzuć a do domu częściej zapraszaj ludzi. Więcej optymizmu kobieto - życie nie kończy się po trzydziestce a dopiero zaczyna wink
      • jowita771 Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:32
        > ła na remont. Mieszkanie zawsze można sprzedać, nie ma się co spieszyć a za wyr
        > emontowane dostaniesz wyższą cenę.

        Owszem, weźmie więcej, ale koszty remonty się nie zwrócą. Większość ludzi chce mieszkanie wykończyć po swojemu, a nawet, jak się trafi ktoś, komu się wykończenie spodoba, to powie, że mu nie pasuje, żeby obniżyć cenę. Poza tym, z tego, co pisze autorka, to musiałby być grubszy remont, a nie tylko podrasowanie mieszkania. A jak jeszcze trafi na nieuczciwego lokatora, to więcej kłopotu niż pożytku.
      • sanrio Re: Co dalej - prośba o radę 28.10.12, 09:39
        > A ja bym wynajęła pokój czy dwa powiedzmy na rok a pieniądze wynajmu przeznaczy
        > ła na remont.

        nie wiesz co mówisz. Pieniądze w wynajmu pokoju przez rok to jakieś 12 000 przy naprawdę sprzyjających wiatrach, dużo bardziej prawdopodobne jest wynajęcie pokoju w ruderze za max.500zł a więc za rok to 6000 - co wg ciebie można za taką kwotę wyremontować???
    • dwasmoki Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:21
      Dziękuję wam za wszystkie odpowiedzi. Sytaucja prawna z panem jeszcze nie jest uregulowana, prawdę mówiąc nie bardzo widzę to płacenie alimentów, skoro do tej pory nie był w stanie dać miesięcznie nawet kilkuset zł na dom i dziecko.
      Pomyślę nad sprzedażą tej rudery - a nuż ktoś się trafi? Mam już upatrzone jedno mieszkanko w okolicy, w bardzo ładnym, nowym budynku, ale o nim mogę sobie chyba tylko pomarzyć - wątpię żeby moja ruina poszła za tyle, ile chcą za tamto, choć jest prawie dwa razy mniejsze.

      • princy-mincy Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:35
        Ale to juz nie twoj problem, czy Pan bedzie mial na alimenty czy nie. Alimenty naleza sie dziecku i koniec i niech on sie martwi skad wezmie kase.

        Mieszkanie bym sprzedala i kupila mniejsze. Ja osobiscie wole mieszkanie do remontu za nizsza cene niz juz zrobione, bo nigdy nikt nie zrobi tak, jak mnie by pasowalo w 100%.
        • chipsi Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:00
          Dokładnie. Jest jeszcze fundusz alimentacyjny (czy jak tam to zwał).
          • mamaemmy Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:23
            chipsi napisała:

            > Dokładnie. Jest jeszcze fundusz alimentacyjny (czy jak tam to zwał).

            który nalezy sie wtedy kiedy dochód na glowe w rodzinie nie przekracza 760zl czy cos takiego,a sądze ze autorka zarabia więcej niż 1600zł..
            • dwasmoki Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 21:29
              > który nalezy sie wtedy kiedy dochód na glowe w rodzinie nie przekracza 760zl cz
              > y cos takiego,a sądze ze autorka zarabia więcej niż 1600zł..

              No właśnie więcej, więc tu mogę liczyć tylko na pana. A z tym "niech on się martwi skąd weźmie kasę" to już trochę wiem jak jest. Od martwienia się i organizowania na wszystko kasy jestem od początku tylko ja sad Nie wydaje mi się, żeby orzeczenie sądu tu coś zmieniło. Nie wiem jakie są konsekwencje prawne niepłacenia alimentów, ale w praktyce wątpię, żeby groziło coś komuś, kto nie ma żadnego majątku, więc nawet nie można mu niczego zająć.
              • patik110 Re: Co dalej - prośba o radę 28.10.12, 07:38
                Ale wiesz, teraz Pan nie ma pieniędzy, bo go tylko o nie prosisz. Jak będzie miał wysokość alimentów ustaloną sądownie, której możesz dochodzić przez komornika, to może nagle pieniądze się jednak znajdą?
                Oczywiście ustalenie alimentów przez sąd nie wszystkich tatusiów dyscyplinuje, ale może akurat w przypadku tego Pana tak będzie? Póki nie sprawdzisz, to się nie dowiesz.
                Dlatego ja bym od tego zaczęła.
              • robitussin Re: Co dalej - prośba o radę 28.10.12, 09:54
                > Nie wiem jakie są konsekwencje prawne niepłacenia alimentów,

                Kara pozbawienia wolności.
                Alimenty jest również zobowiązana płacić rodzina ojca dziecka, czyli jego rodzice a nawet rodzeństwo.
                Nie wiem na co jeszcze czekasz.
      • thegimel Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:02
        Jeśli pan ma problemy z dobrowolnym płaceniem czegokolwiek, tym bardziej powinnaś iść do sądu. Jeśli pan będzie się migał od płacenia, a pracuje, to będzie miał alimenty ściągnięte z pensji. Jak będzie się dalej migał, będziesz mogła dostać pieniądze z funduszu alimentacyjnego, a z pana jeśli podejmie legalną pracę należność zostanie ściągnięta. Poza tym zajrzałabym na twoim miejscu na forum Samodzielne mamy.
    • guderianka Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:40
      Nawet nie myśl że nie sprzedasz. Wszystko jest na sprzedaż, wszystko ma swego nabywca-trzeba tylko dać odpowiednią cenę. Zorientuj sie w internecie po ile są mieszkania tej wielkości w Twojej lokalizacji, znajdź plusy tego mieszkania i zamieszczaj ogłoszenia na odpowiednich portalach. Pośrednika nieruchomości sobie odpuść póki co-szkoda kasy i szkoda być uwiązanym. Nawet jeśli sprzedasz wg siebie to mieszkanie tanio to pomyśl, że każda cena która pozwoli Ci kupic coś innego, choćby przyzwoite dwupokojowe mieszkanko jest warta oderwania sie od złych wspomnień i emocji. W nowym mieszkaniu zaczniesz nowe i lepsze życie, nie będzie Ci straszna samotność i puste ściany po powrocie-bo to będą od początku TWOJE ściany, ładowane od początku nowymi emocjami, będziesz wracać z utęsknieniem i odpoczywac mając swoj azyl-poradzisz sobie-skoro radziłaś sobie z pasożytem u boku poradzisz sobie jeszcze lepiej bez niego! Trzymaj sie!
      • dwasmoki Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 21:32
        Wielkie dzięki Guderianka, nawet nie wiesz jak podniosłaś mnie na duchu tymi słowami smile Zaczęłam już szukać w necie ogłoszeń sprzedaży podobnych mieszkań w okolicy i do remontu, i faktycznie widzę, że ceny nie są wcale takie niskie.
        • guderianka Re: Co dalej - prośba o radę 28.10.12, 08:00
          Ja wiem, że rzeczywistości czarować się nie da, ale musisz być pewna siebie i nieruchomości która sprzedajesz. Kupujacy nie wie w jakiej jestes sytuacji więc daj odczuć że pozbywasz sie czegoś cennego, takie podejście nawet największej ruinie doda blasku. Jestem przekonana że wszystko będzie ok, nie znam Cię, ale czuję nutke ekscytacji na myśl, co Ciebie czeka. Nowe życie-to brzmi pięknie! smile A facet...phiii tam ..wink
    • burina Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 09:42
      A może poszukasz współlokatorki w jakimś domu samotnej matki? Nie byłby to ktoś zupelnie 'w ciemno', bo w końcu zawsze można jakiegoś tamtejszego psychologa poprosić o polecenie?
      Mieszkania pewnie tak szybko nie sprzedasz, a taka współlokatorka, to zawsze lepiej niż puste ściany...
    • chipsi Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:02
      > Najgorsza dla mnie w tym wszystkim będzie chyba samotność. To że będę wracać z
      > dzieckiem po pracy, codziennie do pustego, ciemnego mieszkania, i już nikt więc
      > ej nie przyjdzie. Będziemy już zawsze tylko my dwie, same w tym domu.

      Nawet tak nie myśl! Po pierwsze dobrze że pozbyłaś się gada. Po drugie facet to tylko facet i nie jest Ci do niczego potrzebny. Po trzecie jest wielu wartościowych mężczyzn i ani się obejrzysz a któryś z nich będzie Was obie obsypywał kwiatami. Jesteś kobietą niezależną i to najważniejsze. Zamień mieszkanie na mniejsze i zacznij wszystko od nowa. Wiem wiem, łatwo powiedzieć.
      • aga_sama Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:46
        Sprzedaj mieszkanie.
        Dla Ciebie to rudera, dla kogoś, kto ma swoją wizję i pieniądze czysta przestrzeń - zrobi wszystko po swojemu. Poza tym niezamożni ludzie nie szukają dużych mieszkań - opłaty eksploatacyjne przecież też są odpowiednio wysokie. Jak ktoś chce stać się właścicielem takiej przestrzeni, to raczej ma pieniądze na remont.

        Jak szukaliśmy mieszkania, to unikaliśmy tych wykończonych - najtańszymi panelami, marmurkowymi kafelkami, z drzwiami z papieru i brzoskwiniowymi ścianami. Woleliśmy kupić norkę za trochę mniej, a zaoszczędzone środki zainwestować w remont - po swojemu.
        • mysz1978 Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:53
          oczywiscie ze sprobuj sprzedac.
          Moze rodzice pozycza Ci pieniadze na wycene??? Zreszta bez wyceny tez mozesz sprobowac - zorientuj sie ile mniej wiecej moglabys za nie dostac i probuj.
          Mieszkanie pelne niemilych wspomnien to nie jest odpowiednie miejsce dla Ciebie i Twojej coreczki.
          A o przyszlosc sie nie martw - skad ta pewnosc, ze zawsze bedziecie same????
          Ja wciaz wierze ze na swiecie sa fajni faceci i ktorys gdzies na mnei czeka (ja mam dwoch synow) i na Ciebie na pewno tez smile
          • dwasmoki Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 21:38
            Rodzice - ja mogę liczyć tylko na tatę, może faktycznie by mógł pożyczyć, ale dla mnie proszenie go o pieniądze to ostateczność, i tak mi już pomaga.
            A w tych "fajnych facetów" jakoś nie wierzę... Na innych może czekają, ja zawsze miałam z tym problemy. NIe jestem jakimś potworem, urodę mam raczej przeciętną, jak się postaram to się podobam - ale poza tym charakter mam trudny, jestem raczej typem małomównego odludka, i dopiero po długim czasie oswajam się z ludźmi, szczególnie z facetami.
            Ale Tobie oczywiście życzę szczęścia smile
    • volta2 Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 10:56
      Za malo konkretow podajes

      Czy mieszkanie jest duze? Jaki metraz chcesz zamienic na jaki?

      Ja bym duzego lokum sie nie pozbywala, do czsu panstwowego przedszkola. Wszelkie decyzje podkelabym dopiero wtedy, gdy koszt opieki panstwowej bedzie na poziomie400/500 zeta.

      Wtedy zobaczsz, czy rzeczywiscie nie stac cie na remont.

      No i nie zakladaj, ze zawsze bedziesz sama. Wowczas duze mieszkanie tylko twoje, bedzie dla ciebie sporym atutem.
      Remont jesli sprzedajesz to nie rob nic a kilent bedzie dozgonnie wdzieczny, bo zrobi co mu sie zamarzy.
      Jesli zdecydujesz sie zostac to poatrz w programach wnetrzarskich jak tanim kosztem i paroma trikami mozesz odswiezyc mieszkanie. Na remont decyduj sie po zlobku
      • dwasmoki Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 21:47
        Podaję mało konkretów, bo może ktoś znajomy czyta to forum i się domyśli o kogo chodzi... A niespecjalnie mi zależy żeby o moich problemach wiedziały osoby, którym sama o nich nie mówię.
        Mieszkanie jest duże (prawie 80 m), a wystarczy mi nawet dwa razy mniejsze (no, tak ponad 40 m), byleby miało dwa pokoje. W tej chwili i tak nie korzystam z największego pokoju, bo jest cały zagracony częściami motocyklowymi pana. Najmniejszy pokój miał być dla córki, ale na razie zajmuje go pan, bo ze mną spać nie może, tam tez ma swój komputer i biureczko (komputera używa głównie do flirtów na gadu gadu ze znajomymi laskami). Poza tym w środku mieszkania jest wielki tzw. hol (poza przedpokojem) - to też jest zbędna przestrzeń, dodatkowe metry do przejścia i tyle. W sumie w tej chwili korzystam z połowy tego mieszkania, czyli właśnie tych 40 m.
    • mamalgosia Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 11:00
      Nie zdecydowałabym się na mieszkanie z obcą osobą, chyba że znałabym ją i lubiła
      • volta2 Re: Co dalej - prośba o radę 27.10.12, 13:17
        A ja wprost przeciwnie

        Jak kogos znam i lubie, to nie ryzykowalabym trudow dzielenia powierzchni i kosztow bo to jednak jest zagrozenie dla relacji.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja