Poczęstunek dla kolegów córki, co robic?

13.11.12, 17:54
Dosc czesto do corki przychodza koledzy/kolezanki.
jesli sie umawiaja na konkretny dzien staram sie ugotowac wiecej obiadu, zrobic ciastka, gofry itp, zeby bylo cos do rpzegryzienia dla wszystkich - mniej wiecej 5 dzieci.

jesli zjawiaja sie niezapowiedzianie i zostaja na dluzej to rowniez staram sie wykombinowac cos do jedzenia.

ale jest jedna kolezanka, ktora przychodzi, bawi sie z corka ok 15 minut i jest zaraz glodna. wysyla corke do mnie po jedzenie. oczywiscie nie odmawiam, robie im kanapki lub cos innego. dziewczynka zje i sie zmywa do domu. corce jest przykro, ze ta ja zostawia tak szybko.

byly sytuacje, kiedy to w/w kolezanka miala u nas spac. zjadla kolacje i zmyla sie domu bo nie chce spac.

corka ma 8 lat, kolezanka rok starsza.

co zrobic w takij sytuacji?
nie zaluje jedzenia, ale nie podoba mi sie zachowanie tej dziewczynki. zje i ucieka do domu. zal mi corki w takich chwilach.
    • marzeka1 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:01
      A DLACZEGO nie powiesz wprost tej dziewczynce? Skoro widzisz, że to któryś raz się powtarza, a potem po zjedzeniu, panna buzię obciera i się zmywa- na bank przestałabym żywić. Tyle ze nie ukrywałabym tego. Tym bardziej, ze widzisz, jak przykro jest córce po takim zachowaniu.
    • moofka Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:05
      nie jestes stolowka brata alberta, zeby do ciebie na jedzenie chodzic
      zwykle zasady uprzejmosci i goscinnosci, nic ponadto
      kiedy wolam dziecko na posilek, ktory akurat podaje, zapraszam do stolu tez kolege
      na zyczenie goscia nie biegne do kuchni, zeby wydac wink
      byc moze gdybym wiedziala, ze kolegi dziecka nikt juz do konca dnia w domu nie nakarmi, to bym sie poczuwala, ale on ma kolegow z normalnych rodzin
      podkarmiaja sie wszyscy nawzajem
      zawsze mam platki, owoce - tym czestuje jak sie zasiedza
      ale za kucharke im nie robie, jeszcze czego
    • ania.rene Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:14
      ona jest z normalnej rodziny, tzn nie gloduje.

      pamietam jak corka u niej spala to jadla sucha bulke maslana.

      ja nie biegne robic jedzenie, widze jak corka wychodzi z pokoju, zabiera z lodowki jogurty itp. nas jest teraz troje w domu, za pare dni czworo smile

      zakupy robie w sam raz dla nas jesli chodzi i jogurt czy serki. tak samo slodycze owoce.
      a ta mala nie skonczy na jednej porcji. zje ze 2 jogurty....
      • mia.12 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:25
        Dlaczego nie powiesz jej ,wiecej nie ma''?Albo ze to niegrzeczne przychodzic do kogos tylko na posilki?Nie umesz 9 latki postawic do pionu,zwlaszcza ze robi przykrosc twojej corce?
        Powiedzialabym szczerze co o niej mysle albo przestala zapraszac do domu.A najlepiej jedno i drugie.
      • amy.27 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:43
        widocznie jak w domu ma suchą bułę to u ciebie jej bardzo jedzenie podchodzi i po prostu odruchowo stwierdza że w tym domu sobie dobrze poje to korzysta.
        Zamiast ją zawstydzać, bo to w końcu dziecko i może robi to nieco podświadomie i nie widzi w tym nic niestosownego - zastosuj metodę najprostszą i podawaj rzeczy które jej smakować nie będą - szybko odpuści wizyty na wyżerkę. Myślę ze 3 dni z bułką w asyście sera twarogowego z papryką załatwią sprawę - a jak ty będziesz serwować gofry no to się nie dziw że dzieciarnia zrobi sobie z twojego domu bufet.
      • lady-z-gaga Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:45
        ania.rene napisała:

        > ona jest z normalnej rodziny, tzn nie gloduje.

        Może i nie głoduje, ale z jedzeniem musi byc kiepsko w tamtym domu. Dzieci lubią jeść w nowych miejscach, ale aż takich form, jakie opisujesz, to nie przybiera - przynajmniej nie bez powodu.
        Ja bym odpusciła, nie zbiedniejesz od paru kanapek, a kanapkę zawsze jest z czym zrobić smile jogurciki i serki są juz kosztowniejsze, nie musisz nimi częstować, Twoja córka może je jeść wtedy, kiedy nie ma gości
        • marzeka1 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:49
          No tak, ale JEJ córce jest przykro, jak koleżanka zje, a potem od razu się żegna; i zdecydowanie bardziej zależałoby mi na uczuciach córki.
      • iin-ess Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 19:55
        ania.rene napisała:

        > ona jest z normalnej rodziny, tzn nie gloduje.
        >
        > pamietam jak corka u niej spala to jadla sucha bulke maslana.
        >
        >jakos te dwa zdania mi się nie kleją
      • czar_bajry Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 20:32
        Twoja córka jest już dość duża, porozmawiaj z nią o tym żeby nie brała jedzenia z lodówki jak są u niej goście. Wytłumacz jej bez owijania jak jest.
        Trzymaj w domu paluszki.
    • mozambik87 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 18:51
      moja mama kiedys robiła podobnie - stawała na głowie z żarciem. potem przestała - odsiało to fałszywych przyjaciół, pozpstali prawdziwi.
      zapewniam - nie ilość przyjaciół (tu:mórd do wykarmienia) jest ważna: ale ich jakosć.
      lepsze dwoje prawdziwych niz piętnaścioro fałszywych.
      źle córkę uczysz! to podlizywanie się - a nie nawiazywanie prawdziwych relacji.
      • ania.rene Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 19:33
        rozmiawialam dzis z corka po wizycie kolezanki.
        moze za ostro powiedzialam o co chodzi. ale bylam zla.
        wytlumaczylam, ze kolezanka sie najadla i poszla. corka sama to zauwazyla rowniez.

        mamy umowe, jak kolezanka przyjdzie i bedzie wolala jesc to robie chleb z serem. lakoci nie ma.
        • yenna_m Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 21:59
          i to jest bardzo rozsądne rozwiązanie smile
    • green-monkey Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 19:41
      ja bym może nie mówiła nic dziewczynce, bo jakieś głupie historie z tego mogą wyniknąć, poskarży matce, sens przeinaczy, ect., ale po pierwsze podpytałabym własną córkę, czy też zauważyła, że jak koleżanka zje to zaraz znika i pogadała z nią, że to chyba coś nie tak. A potem ustaliła, że jak będzie u was i zacznie dopytywać się o żarło, to przedłużasz moment podania. Teraz mama jest zajęta, czekamy na tatę, nie ma nic w lodówce, itp. i wzięła dziewczynkę na przeczekanie. Córka będzie wiedziała o co chodzi i cierpliwie poczeka i albo koleżanka jest na serio głodna i pójdzie do domu, bo z głodu nie wytrzyma, bądź przestanie przychodzić, bo jednak tak od razu nie dają i trzeba się pobawić i spędzić więcej czasu u was, aby coś dobrego dostać.
      W ostateczności zastosuj metodę mojego znajomego, do którego syna przychodził kolega zwany "odkurzaczem" i specjalnie dla niego były wystawiane nielubiane ciastka, zwietrzałe wafelki, wczorajsze pączki - wciągał wszystko!
    • velluto Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 21:23
      Przesadzasz IMO, to, że dzieci przychodzą się pobawić nie oznacza, że masz robić wyszynk dla wszystkich. A wiecznie głodną koleżankę-cwaniarę odesłałabym do domu na obiad zamiast robić kanapki. Chyba, że to jakaś sytuacja rodzinna, wtedy bym pomogła - sama z siebie, ale nie dałabym się sprowadzic do roli kelnerki.

      Za moich czasów nie składało się wizyt w porze obiadowej, to samo podejście zastosowałam w odniesieniu do własnego dziecka, tzn. wizyty po obiedzie-przed kolacją. Nie widzę powodu, żeby dezorganizować sobie życie.
      Nie zaszkodzi ustalić jakieś reguły.
    • zona_mi ania.rene 13.11.12, 21:56
      Proszę usunąć link do aukcji z sygnaturki.
    • taje Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 22:02
      Ja bym się raczej zastanowiła czy koleżanka córki ma co jeść we własnym domu, jej zachowanie jest co najmniej zastanawiające. Jeżeli faktycznie chodzi głodna, zdzierżyłabym te wizyty niezależnie od wszystkiego - trudno mi przejść do porządku dziennego nad tym, że inne dziecko może być głodne.
      • aqua48 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 13.11.12, 22:25
        Córka niech koleżance powie wprost - jesteś głodna, zjadłabyś coś - idź do domu na obiad i wróć potem się pobawić. Przypuszczam, że po paru takich akcjach "głodomorek" co to przyszedł wyłącznie na wyżerkę przestanie żerować na Waszej lodówce i uczuciach córki...
    • ida_listopadowa Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 00:23
      Hm... żywienie dziecka jak i jego wychowanie wydaje mi się sprawą rodziców. Nie możesz zwyczajnie zadzwonić do mamy tej dziewczynki i normalnie porozmawiać? "Pani Kowalska, pani córka jak nas odwiedza, zawsze prosi o jedzenie i jak zje, to natychmiast ucieka, nie wie Pani co się dzieje?" Powody mogą być różne - że przypomnę Aurelię z "Opium w rosole" Musierowicz, ale powód to nie Twoja sprawa. Mama tej dziewczynki z nią porozmawia.
    • szyszunia11 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 01:17
      myślę, że zależy ile razy taka sytuacja miałaby miejsce. Raz, dwa, no - może trzy razy bym po prostu dała coś do jedzenia, bez frykasów. Jako, że nie lubię stawiać ludzi w krepujących sytuacjach, to nie dzwoniłabym zaraz potem do rodziców. Raczej sprawiłabym, że perspektywa wyżerki przestałaby istnieć lub stała się dla dziewczynki mało atrakcyjna. Np. jak ktoś słusznie poradził - bułka z serem lub nawet - z masłemsmile Dla głodnego - wystarczy. Dla cwanego - może odstraszyć.
    • mgla_jedwabna Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 01:39
      Największym problemem tutaj nie jest sam fakt, że obca dziewczynka woła jeść, tylko fakt, że zależy jej wyłącznie na tym jedzeniu. Przychodzi tylko po to, żeby się najeść, a przyjaźń z twoją córką jest tylko pozorem i pretekstem.

      Pewnie nie gryzłoby cię to aż tak, gdyby dziewczynki chętnie spędzały razem dużo czasu na zabawie, a tamta byłaby karmiona przy okazji. Ale tutaj mamy do czynienia z dzieckiem interesownym, która ulatnia się, gdy tylko uzyska to, po co przyszła.

      Ja bym jednak porozmawiała z tą dziewczynką, gdy następnym razem będzie wychodzić zaraz po jedzeniu. Zapytałabym, po co właściwie przyszła, jeśli nie chce się bawić z twoją córką.

      Można jeszcze zrobić tak: zapowiedzieć córce, że ma nic nie brać z lodówki bez twojego pozwolenia. Oczywiście pozwalać jej zawsze brać to, o co poprosi, z wyjątkiem sytuacji, gdy jest obecna tamta koleżanka. Wtedy można powiedzieć "jogurty są na kolację" albo "kanapki są w planach po dobranocce". Zobaczymy, czy tamta dziewczynka nie przestanie sama przychodzić po kilku wizytach bez poczęstunku. I problem fałszywej przyjaźni rozwiąże się sam.

      Trochę martwi w tym wszystkim postępowanie twojej córki, która interesownej koleżanki nie spławi sama. Ośmiolatki nie mają z reguły problemów z prostymi komunikatami w rodzaju "nie możesz do mnie przyjść, bo zawsze tylko najadasz się i zaraz wychodzisz, a wcale się nie bawisz". Jeśli twoja córka mimo wszystko nie odmawia takiej koleżance, albo wręcz sama ją zaprasza, to może świadczyć o pewnym braku asertywności albo niskim mniemaniu o sobie. Zastanówcie się wspólnie - dlaczego córka nie potrafi się obejść bez tej koleżanki?
      • szyszunia11 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 01:52
        mgla_jedwabna napisała:


        > Trochę martwi w tym wszystkim postępowanie twojej córki, która interesownej kol
        > eżanki nie spławi sama. Ośmiolatki nie mają z reguły problemów z prostymi komun
        > ikatami w rodzaju "nie możesz do mnie przyjść, bo zawsze tylko najadasz się i z
        > araz wychodzisz, a wcale się nie bawisz".

        a moim zdaniem to jest bardzo typowe dla dzieci w tym wieku, przynajmniej jak sobie siebie przypomnę za tamtych prehistorycznych. W życiu bym się nie wypowiedziała tak, jak proponujeszwink Oczywiście jest to dobra okazja do poćwiczenia asertywności, ale dla wrażliwego dziecka to może być bardzo nieprzyjemne i stresujące, konieczność tak dobitnego postawienia sprawy. To jest epoka dozgonnych przyjaźni i obrażania ise na śmierć i życie, jak również obgadywania i klasowych koalicji i koterii. To wszystko może sprawiać, że sprawa nie jest dla dziecka prosta. Oczywiście warto mu pomóc, pogadać. A może sprawę uda sie załatwić nieco obracając wszystko w żart?
    • ania.rene Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 08:29
      w domu maja co jesc, jestem tego pewna. podpytalam sasiadke.
      zreszta teraz siedze w ciazy w domu i widze jak przychodza z zakupami..... smile

      taka sytuacja jest na kazdej wizycie. doslownie na kazdej.

      kiedys wyciagala teaz moja corke na lody, cukierki od sklepu. mala wolala na loda a ona kupowala kolezancde. to sie skonczylo bo twrado powiedzialam, nie ma pieniedzy na loda. jak chce moze kupic tylko sobie i zjesc w domu.
      moze zle ucze, ale nie chce tez zeby w przyszlosci byla wykorzystywana.
      • mamaemmy Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 08:41
        super pomysł z tą bułką z masłem ,z serem smile
        albo -zupy,koleżanka glodna-dajesz jej zupę.Głodny sie ucieszy.
        A frykasy zostawiasz dla swojego dziecka,i tyle.
        I daj znac jak poszlo.
    • z_lasu Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 10:52
      Jeżeli masz pewność, że dziecko nie głoduje to najprawdopodobniej chodzi o słodycze, których dziecko w domu nie dostaje. Pewnie ta dziewczynka to córka jakiejś ematki, dla której cukier to diabeł wcielony i która dziecku daje słodkie raz na tydzień albo wcale. Więc z matką się lepiej nie kontaktuj w tej sprawie, bo jeszcze Ty dostaniesz reprymendę, że trujesz jej dziecko wink

      • lelija05 Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 10:56
        Można spytać absolutnie bez cienia złośliwości wink czy mała w domu też ma taki apetyt, bo u was, to wcina, aż jej się uszy trzęsą, ale chyba o tym pani wie, bo po posiłku szybko biegnie do domu, chyba chce się od razu pochwalić jaki dobry posiłek zjadła.

        Mała cwaniara.
        • wioskowy_glupek Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 11:13
          Powiedz córce, że koleżanka może przyjść dopiero po obiedzie czy tam podwieczorku. Dać młodej jeść tak żeby głodna nie była i jak dziecko przyjdzie wołać jeść to powiedz, że przecież obiad / deser już był i kolejny posiłek w porze kolacji, bo to co jest w lodówce jest na kolację właśnie.
    • an_ni Re: Poczęstunek dla kolegów córki, co robic? 14.11.12, 11:52
      znam takie dzieci, szczegolnie laszace sie na slodycze, bo maja ograniczane w domu
      potrafia wymuszac na innych dzieciach a nawet i doroslych
      kiedys dalam lody jednej takiej kolezance corki, to potem przychodzila b. czesto, zawsze z pytaniem na ustach czy mam lody dla niej i corki , potrafila wciagnac po 5 gum, cukierkow na raz ... a moja corka lubi sobie zgromadzic i po prostu miec w swoim pokoju
      dlatego smiech mnie ogarnia jak slysze od mamusiek ze slodycze to raz w tygodniu albo od swieta i dziecko jest przyzwyczajone i zadowolone
    • yoko0202 irytujące są takie 'odkurzacze' 14.11.12, 12:07
      znam ten ból, i to nie chodzi o to, że człowiek żałuje jedzenia, ale najczęściej zakupy są mniej więcej z grubsza zaplanowane, i jak wpadnie taki głodomorek do chałupy i wyżre to, co miało być na dzisiejszą kolację i jutrzejsze śniadanie, to oznacza że znowu trzeba lecieć do sklepu a bywa, że po prostu nie ma się na to czasu/ochoty.

      ja bym spróbowała zorganizować takie spotkania po posiłkach, czyli jak np. niespodziewanie wracają razem ze szkoły, powiedzieć wprost do koleżanki: moja Ania teraz musi zjeść zupę, więc może i Ty pójdź do domu coś zjeść, a za pół godzinki się spotkacie i możecie się u nas bawić.
      po prostu.
      zresztą jak dla mnie dzieci wypuszcza się z domu najedzone, ja przynajmniej tego pilnowałam gdy moja córa była młodsza; chybabym się ze wstydu spaliła, gdyby ktoś mi powiedział, że moja chodzi po chałupach i wyjada ludziom z lodówki; po prostu brak wychowania i tyle.
      • yoko0202 o ile oczywiście 14.11.12, 12:17
        w tej rodzinie wszystko w porządku, bo jeżeli dziecko po prostu głoduje, to u mnie pożywi się zawsze, swoją porcję oddam i jeszcze wałówkę na drogę zapakuję.
        • mozambique Re: o ile oczywiście 14.11.12, 15:42
          zdziwiłbyscie ile naprawde zamoznych rodzin sępi na jedzeniu
          a jesli nawet nei sępi to bardzo wszystko wylicza
          mam takich znajomych - potezny dom , bardzo dochodowy warsztat przy domu, kilka samochodów, wakcje w Ameryce Pd , w domu 2 nastoletnich chłopaków z poteznym apetytem ale mama od zawsze wydziela jedzenie - 1 kotlet na obiad, jak zjesz 2 kotlety to jutro nie jesz obiadu , kromki chleba na kolacje tez wyliczone bo drugiego bochenka w domu po porstu nie ma
          i to nie z biedy tylko ..., no wlasnie? , skąpstwo?, oszczedność? czy po prostu z tego wlasnie bierze sie wysoki status materialny - z oszczedzaniuana kazdym kroku, życia z ołowkeim w ręku , wyliczania tych kotletów i papieru toaletowego?
          w przypadku dzieci moze dochodzic do zwyklej wygody - rodzice nie gotują w domu bo nie chca roboty, zmywania, kupowania , sama z wlasnych czasów podstawówkowych pamietam takei kolezanki z "bogatych domów" ktore w porze obiadowej byly wyganiane do kolezanek
          dlaczego ? no własnie ...
          • aqua48 Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:01
            mozambique napisała:

            > zdziwiłbyscie ile naprawde zamoznych rodzin sępi na jedzeniu
            > a jesli nawet nei sępi to bardzo wszystko wylicza
            > mam takich znajomych - potezny dom , bardzo dochodowy warsztat przy domu, kilka
            > samochodów, wakcje w Ameryce Pd , w domu 2 nastoletnich chłopaków z poteznym a
            > petytem ale mama od zawsze wydziela jedzenie - 1 kotlet na obiad, jak zjesz 2 k
            > otlety to jutro nie jesz obiadu , kromki chleba na kolacje tez wyliczone bo d
            > rugiego bochenka w domu po porstu nie ma
            > i to nie z biedy tylko

            Ja też wyliczam, i to nie z biedy, tylko.. z powodu planowania zakupów i posiłków. Robię osiem kotletów na dwa dni i nie mam zamiaru w dniu następnym główkować co podać do ziemniaków jednej osobie, która zjadła poprzednio porcję na dwa dni, ani lecieć do sklepu po jednego kotleta i przygotowywać go specjalnie dla żarłoka, który np zupą wzgardził, a mięsem się zapchał.. Tak samo z chlebem - kupuję tyle ile mam wyliczone, że powinno starczyć, ale jak ktoś się przypnie, to dla innych na śniadanie nie starczy rano, a ten co zjadł trzy razy więcej wcale się poczuwa do wstania wcześniej, żeby wyskoczyć po świeży bochenek, a płatki na mleku to przecież nie śniadanie...
            Gdybym nie planowała, nie organizowała i nie wydzielała porcji, to zwariowałabym ani chybi przy nastolatkach, które mogą jeść jakby im żołądek kończył się w piętach. Prowadzę dom, a nie wyszynk, czy bar szybkiej obsługi. A zakupy nóg nie mają i do domu mi same nie przychodzą, wszystko muszę sama przynieść.
            • mozambique Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:31
              to nie jestes e-matka w takim razie

              e-matka karmi pół podwórka z piesnia ustach, ma zawsze obiad uszykowany na 3 dni naprzód i rozdaje wszystkim dzieciakom nie patrzac na robote, zakupy i koszty
            • z_lasu Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:31
              No, ale skoro wiesz, że tak jest "przy nastolatkach, które mogą jeść jakby im żołądek kończył się w piętach", to dlaczego tego "nie zaplanujesz i nie zorganizujesz" czyli nie zrobisz tych kotletów 10 zamiast 8 i nie kupisz pół bochenka chleba więcej, tylko żałujesz dzieciom jedzenia? Serio pytam, nie rozumiem tego. Jeśli problemem nie jest kasa, to w czym jest problem? Przecież przy żarłocznych nastolatkach nawet jak coś zostanie to się nie zmarnuje - odgrzejesz następnego dnia albo na kolację.
              • aqua48 Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:48
                z_lasu napisała:

                > No, ale skoro wiesz, że tak jest "przy nastolatkach, które mogą jeść jakby im ż
                > ołądek kończył się w piętach", to dlaczego tego "nie zaplanujesz i nie zorganiz
                > ujesz" czyli nie zrobisz tych kotletów 10 zamiast 8 i nie kupisz pół bochenka c
                > hleba więcej, tylko żałujesz dzieciom jedzenia? Serio pytam, nie rozumiem tego.

                Bo sama robię zakupy i nie mam siły na przynoszenie do domu ton jedzenia, podaję zbilansowane i na prawdę obfite posiłki, z deserami, a bochenków chleba i tak kupuję już dwa do trzech. Takie napady żarłoczności są poza tym bardzo nieregularne. Nie da się ich zaplanować, czy uwzględnić. Jak ktoś się chce napychać, to niech sam wyjdzie, kupi i przyniesie do domu. Nie ma problemu. Nie ma u mnie tak, że nie ma nic do podgryzania - owoce, surówki, w dowolnej ilości. Jeśli zostawały mi ziemniaki z sosem na przykład z obiadu, to też nie było problemu, żeby ktoś komu było mało, dojadł. Nie pozwalałam tylko na "branie sobie" wyporcjowanych dań i bezmyślnego zjadania chleba. Moje dzieci na szczęście już wyrastają z takiego napadowego jedzenia, a jak mają smak na coś innego niż jest na obiad lub kolację, to sami wyskakują do sklepu coś kupić. Uważam to za swój sukces...
            • angazetka Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:38
              Chyba nie łapię: tzn. ktoś ma chodzić głodny, bo ty sobie wyliczyłaś inaczej, ile ma zjeść i szlus? Co za problem się dogadać, uwzględnić np. szalony apetyt nastolatka i - last not least - pogonić go, by zakupy robił/nosił?
              • amandaas Re: o ile oczywiście 14.11.12, 16:47
                A może ten szalony aptetyt jest zbyt szalony i może dobrze, że w domu są normalne, wydzielone porcje? U mnie w domy zawsze mogłam wciągać tyle kotletów ile chciałam i skończyło się tak, że dopiero jak się wyprowadziłam to schudłam (choć nadwagi nigdy nie miałam) i nauczyłam się jeść względnie normalnie, a nie pożerać tylko dlatego, że pyszne.
              • yoko0202 Re: o ile oczywiście 14.11.12, 17:04
                angazetka napisała:

                > Chyba nie łapię: tzn. ktoś ma chodzić głodny, bo ty sobie wyliczyłaś inaczej, i
                > le ma zjeść i szlus? Co za problem się dogadać, uwzględnić np. szalony apetyt n
                > astolatka i

                bez limitu to np. w USA jedzą, i wyglądają jak wyglądają
                u mnie w całej rodzinie wszędzie też porcje są raczej w miarę obliczone, jak komuś mało to może sobie zawsze kanapkę dorobić, zjeść owoce itp.

                - last not least - pogonić go, by zakupy robił/nosił?
                trudna sprawa, u mnie udało się częściowo, z tym że to zazwyczaj jest według harmonogramu małoletnich (teraz nie mogę, potem pójdę...) w końcu zaczęłam zamawiać z dostawą do domu i jest święty spokój smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja