Mój ojciec

05.12.12, 19:50
mnie nie szanuje.

Często kłócę się z nim. W zasadzie o wszystko. On jest nerwowy, ja wybuchowa. I ok, gdyby nie jedna sprawa. On mnie nie szanuje (chyba). Jak mamy odmienne zdania to on zaczyna się drzeć na mnie i kląć (nie na mnie, a do mnie). Generalnie nie wiem jak mam teraz na wszystko reagować. Nie mam zamiaru go przepraszać ,bo nie mam za co. On również mnie nie przeprosi, choć powiedział wiele rzeczy, które mnie zabolały i były nie sprawiedliwe. Jednak nie oczekuję "przeprosin".

Co ja mogę zrobić? Jak mam się zachowywać gdy się spotkamy?

    • zona_mi Re: Mój ojciec 05.12.12, 19:55
      Chcesz lub musisz się z nim spotykać?
      • rosapulchra-0 Re: Mój ojciec 05.12.12, 19:56
        zona_mi napisała:

        > Chcesz lub musisz się z nim spotykać?
        >

        Może z nim mieszka,,
        • jak-nie-ja-to-kto Re: Mój ojciec 05.12.12, 20:13
          Nie mieszkam z nim. Ojciec mieszka z mamą, z którą nie chcę zrywać kontaktów.
          • zona_mi Re: Mój ojciec 05.12.12, 20:16
            Unikam osób, które mnie nie szanują.

            Masz możliwość spotykać się z mamą u siebie, albo gdzieś na gruncie neutralnym? Rozmawiać przez telefon, na jej komórkę, zamiast na stacjonarny, który ojciec odbierze?
            Chyba tylko takie rozwiązanie widzę.
    • rosapulchra-0 Re: Mój ojciec 05.12.12, 19:55
      Po co z nim dyskutujesz?
      • jak-nie-ja-to-kto Re: Mój ojciec 05.12.12, 20:15
        Mam taki charakter że jak ktoś na mnie wrzeszczy, to nie uciekam. To raczej wada, ale taka jestem. Pracuje nad sobą. Tylko że wszystko ma swoje granice.
    • marychna31 Re: Mój ojciec 05.12.12, 20:27

      >On mnie nie szanuje (chyba). Jak mamy odmienne zdania to on zaczyna się drzeć na mnie i kląć

      A może to nie oznacza braku szacunku, tylko nie potrafi inaczej? Albo myśli, ze to nie jest jakiś szczególny problem skoro tez jesteś wybuchowa?

      Może powiedz mu tak zwyczajnie, po ludzku: "tato, nie lubię kiedy..., sprawia mi to przykrość i myślę, ze mnie wtedy nie szanujesz, czy mógłbyś...". Może da mu to do myślenia, może stać go będzie na autorefleksję? Jeśli to twój tata to może warto mu dać taką szansę?
      • jak-nie-ja-to-kto Re: Mój ojciec 05.12.12, 20:34
        Ojciec to ojciec, i zawsze nim będzie.
        Wiele razy mówiłam jak ja się z tym czuję i zazwyczaj tak rozpoczynała się kolejna wymiana zdań.

        Ja mam tak, że jak się zdenerwuję to puszczają mi nerwy i łzy same mi napływają do oczy i zaczyna mi drżeć głos. To jest silniejsze ode mnie. Nie umiem nad ty panować. Ojciec w takich chwilach najczęściej mówi" no tak, rozpłacz się jeszcze".

        Czy to naprawdę tak wiele wymagam?
        • redheadfreaq Re: Mój ojciec 05.12.12, 21:43
          To nie wymagaj.

          Mówię poważnie. Twój ojciec taki jest, jak jest - przekonałaś się o tym nie raz i nie dwa. Mimo to, cały czas wierzysz, że "on się zmieni", że do niego dotrze. To tak, jakbyś cały czas przeprowadzała jeden eksperyment chemiczny z tymi samymi składnikami, a oczekiwała różnych wyników.

          Przestań oczekiwać, że będzie inaczej, a choć może nie przestaniecie się, kłócić, to Tobie będzie z tym lżej.

          Przykład: moja matka (lat ok. 60) codziennie dzwoni do swojej matki (lat 80+), by się z nią pokłócić. Mimo, że ten dziwny taniec trwa tych 40 czy ileś lat, moja matka wciąż wierzy, że uzyska od swojej matki opinię/wsparcie, jakiego oczekuje - mimo, że dla każdej postronnej osoby efekt jest doskonale znany zanim rozmowa się rozpocznie.

          Zapytaj siebie samej, czy naprawdę nie szkoda nerwów.
          • jak-nie-ja-to-kto Re: Mój ojciec 05.12.12, 22:23
            Tylko że ja nie rozmawiam z nim z zamiarem pokłócenia się. To samo wychodzi i w zasadzie nigdy nie wiadomo kiedy.
            • redheadfreaq Re: Mój ojciec 05.12.12, 22:47
              Moja matka też nie dzwoni w tym celu, jednak też jakoś tak wychodzi (prawie zawsze). Powinnam była wstawić to stwierdzenie w cudzysłów. Pozostała część wypowiedzi nie traci sensu smile

              Kiedy zauważyłam, że moja relacja z matką zmierza w tym samym kierunku, po prostu przestałam rozmawiać z nią na tematy, w których jej opinia mogłaby mnie w jakikolwiek sposób zranić, lub mną "zachwiać". Wiem, że po prostu niepotrzebnie się zdenerwuję i będę "przeżywać", więc darowuję sobie tę wątpliwą przyjemność. Informuję ją o faktach dokonanych, decyzjach nieodwołalnie podjętych oraz ew. rozmawiam o pogodzie. Gdy próbuje podejmować polemikę, stosuję metodę zdartej płyty, w ostateczności korzystając z argumentu "Ponieważ tak zdecydowałam".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja